Łukasz – Indonezja

“Mam na imię Łukasz, 20 lat student energetyki w Łodzi. Do wyjazdu do Indonezji skłonili mnie głównie znajomi, których wcześniej poznałem na ich wolontariacie w moim mieście. Poza tym chciałem zwiedzić tropikalny kraj. Mój wolontariat odbył się w mieście Semarang w centralnej Javie. Zwiedziłem wiele pięknych miejsc takich jak Bali, Lombok, Karimun Java czy świątynia Borobudur oraz wulkan Bromo. Nasz projekt był częścią kampanii promocyjnej dla regionu Jawa Centralna, naszą działalnością pokazywaliśmy miejscowej ludności jak wyglądają obce dla nich kraje, poznawali naszą kulturę, tradycje, gry i zabawy. My również poznawaliśmy ich kulturę i atrakcje regionu by przywieźć pozytywne wrażenia do domu i jednocześnie wypromować region za granicą. Najbardziej niesamowici byli ludzie, których tam W następne wakacje prawdopodobnie spróbuję znaleźć kolejny wyjazd. Oby był tak udany jak ten do Indonezji !”

Łukasz

[nggallery id=7]

Rekrutacja do organizacji już za kilka dni!

15 września otwieramy rekrutację do AIESEC Rzeszów!

Więcej informacji, na temat rzeczy, których możecie się u nas nauczyć, możecie znaleźć w zakładce “Dołącz”. 🙂

Zapraszamy też na fanpage!  Znajdziecie tam więcej informacji o AIESEC Rzeszów: www.fb.com/aiesec.rzeszow

Global Citizen – Idealne wakacje, czyli połączenie pracy, hobby i zabawy!

W te wakacje Justyna spędziła 6 tygodni w Rumunii, pracując w projekcie marketingowym ReBranders. Przekonaj się, jak ocenia swój wyjazd!

Wakacje 2014 chciałam spędzić na podróżowaniu, odkrywając nowe miejsca i poznając nowych ludzi. Global Citizen wydawał się najlepszą opcją i dlatego zaaplikowałam.Wyjazd do pięknego miasta Cluj-Napoca był najlepszą decyzją, jaką mogłam podjąć.

Mój projekt był jednym z największych w całej Rumunii. Nazywał się ReBranders i polegał głównie na pracy w dziale marketingu i organizowaniu różnego rodzaju wydarzeń. W mojej edycji projektu- już piątej w tym mieście – uczestniczyło 37 osób z całego świata. Razem z trzema innymi dziewczynami z Brazylii, Tajwanu oraz Indii pracowałyśmy w start-upie evolso. Jest to mobilna aplikacja randkowa. Zajmowałam się tam wieloma rzeczami – czuwałam nad social mediami, pisałam eBooka, poprawiałam stronę internetową. Pod koniec projektu naszym zadaniem było także nakręcenie video promującego aplikację.

Oprócz profesjonalnego doświadczenia, jakie nabyłam pracując w start-upie, zdobyłam wiele korzyści osobistych, m.in. stałam się osobą bardziej odważną, porzuciłam wszelkie stereotypy i lepiej poznałam siebie. Stałam się częścią międzynarodowej rodziny i poznałam przyjaciół na całe życie.

Największym zaskoczeniem na mojej wymianie byli dla mnie… ludzie. W Polsce istnieje mnóstwo stereotypów dotyczącej ludności rumuńskiej. W rzeczywistości są to ludzie bardzo otwarci, pozytywni, pomocni. Są nieprzeciętnie mili i zawsze uśmiechnięci. To właśnie dzięki nim mój pobyt w Rumunii był tak ciekawy.

Wymianę z Global Citizen oceniam celująco! Po raz pierwszy połączyłam pracę, hobby i zabawę. I co z tego wyszło? Idealne wakacje!

Podoba Ci się przygoda i doświadczenie, jakie zdobyła Justyna?

Przekonaj się, jakie oferty czekają na Ciebie, dowiedz się więcej i aplikuj na: www.aiesec.com.pl/globalcitizen

Program Buddy – nie musisz wyjeżdżać z Lublina, żeby poznawać świat!

Warto zostać buddym? Oczywiście, że tak!

Cześć, nazywam się Damian. Podczas swojej półtorarocznej przygody z AIESEC miałem okazję trzykrotnie pełnić „funkcję” buddy’ego – funkcję ująłem w cudzysłów bo tak naprawdę jest to wielka przyjemność, niezapomniana przygoda,  nigdy nie traktowałem tego w kategoriach obowiązków.

Tak jak już wspomniałem, formalnie byłem buddym trzy razy. Formalnie, bo gdybym miał policzyć liczbę projektów, liczbę praktykantów, z którymi spędzałem czas, którym starałem się pomóc wyszłaby spora liczba. Jakiś czas temu udało mi się jedynie policzyć, że dzięki byciu buddym, dzięki spędzaniu czasu z zagranicznymi praktykantami, poznałem ludzi z ok. 25 krajów. Całkiem dobry wynik, prawda? Kto z nas mógłby sobie pozwolić na wyjazd do 25 krajów w czasie studiów? Nikt. A dzięki temu, że zdecydujecie się być buddym praktykanta z zagranicy dostajecie tę możliwość zupełnie za darmo, mało tego – praktykanci są mega wdzięczni za każdą pomoc, zobaczycie jak miło jest słyszeć kilka razy dziennie „dziękuję” w kilku językach.

Po raz pierwszy miałem możliwość pomagania zagranicznemu praktykantowi jako buddy w lutym/marcu 2013 roku. Zostałem opiekunem Julii z Ukrainy, z Sevastopola. Później, w wakacje 2013 kolejnym praktykantem, którym się opiekowałem była Polina z dalekiego Krasnoyarska we wschodniej Rosji. Na podróż pociągiem do Moskwy potrzebowała 7 dni! Moje ostatnie doświadczenie jako buddy miało miejsce w marcu 2014 kiedy do Lublina przyjechała Oana z rumuńskiego Cluj-Napoca.

Wszystkie te trzy, na pozór odrębne przygody miały wiele cech wspólnych. Każda z tych możliwości bycia buddym przyniosła mi wiele radości, satysfakcji, przy okazji nauczyłem się wiele od wszystkich praktykantów z zagranicy, nie tylko od tych, których byłem buddym, niezliczona ilość pamiątek, pocztówek….

Pamiętajcie, że jest tyle krajów do odkrycia tutaj w Lublinie, nie musicie nigdzie wyjeżdżać!

Podoba Ci się historia Damiana? Już teraz możesz zacząć tworzyć własną!

Dowiedz się więcej na www.bit.ly/buddy-event

„W rytmie samby, czyli wolontariat w Brazylii”

Po raz pierwszy miałam okazje pracować jako wolontariusz w ramach programu Global Citizen organizowanego przez AIESEC. Pracowałam jako nauczyciel języka angielskiego 4YOU2 Education Social Business. Mój wolontariat spędziłam w największym mieście Brazylii – Sao Paulo.

Jestem osobą, która ma problem z usiedzeniem na jednym miejscu, nawet 2 godziny na uniwersytecie są dla mnie męczarnią. Przed wyjazdem miałam też bardzo dobrą pracę, ale siedzenie 8 godzin przed komputerem doprowadzało mnie do wielu przemyśleń. Tuż nad biurkiem miałam wielką mapę świata, przez którą zdarzało mi się odpływać myślami na kilka godzin. I tak siedząc w pracy zaczęłam szukać ucieczki od rzeczywistości. Poczułam, że mogę wykorzystać energię aby pomóc innym. Rozpoczęłam więc poszukiwania programu, który umożliwiłby mi wyjazd na wolontariat.

Zaraz po pozytywnym przejściu procesu rekrutacji, który składał się z 4 etapów, rzuciłam studia i pracę aby sfinalizować formalności związane z wyjazdem. Kilka szczepień, ubezpieczenia, bilety lotnicze… Aż nagle znalazłam się w mieście największych kontrastów – Sao Paulo, w którym skrajna bieda przeplata się z wielkim bogactwem. Miejsce, w którym wielkie wieżowce otoczają favele zamieszkiwane przez najuboższych ludzi.

Szkoła, w której pracowałam, znajdowała się w jednej z najniebezpieczniejszych dzielnic Sao Paulo – Capao Redondo. Jeszcze dwadzieścia lat temu rozboje uliczne były tam czymś zupełnie normalnym. Od tamtej pory sytuacja uległa poprawie, ale nadal nie można określić tej dzielnicy bezpieczną. Widok ludzi z bronią i narkotykami to codzienność faveli. Pomimo niebezpieczeństw, ciągłego oglądania się za siebie, poczuciu, że lepiej nie wychodzić z cenniejszymi rzeczami na ulice Sao Paulo, oraz ograniczenia posługiwania się językiem angielskim do minimum, aby nie zwracać na siebie zbytniej uwagi, muszę przyznać że dobrze wspominam Brazylię.

Dzięki wolontariatowi miałam szansę nauczyć wielu studentów języka angielskiego, ale także zyskałam wiedzę poza książkową na temat życia, kultury i poznałam podstawy języka portugalskiego.

Pracowałam codziennie przez 6 dni w tygodniu, używając jedynie angielskiego lub portugalskiego. Wiele aspektów tamtejszych szkół nadal wymaga poprawy, chociażby tych związanych z komunikacją. Podczas tego wolontariatu, wraz z pozostałymi nauczycielami udoskonaliliśmy kilka rzeczy związanych z systemem nauczania w szkole, a także systemem pracy.

Najważniejsze zmiany to:

–        materiały szkolne

–        przygotowanie specjalnego pokoju dla nauczycieli

–        udoskonolanie planu pracy nauczycieli (podział na zmiany i przeniesienie kilku zajęć   aby nauczyciele mieli 2 dni wolnego)

–        pomoc przy organizowaniu wycieczek dla nauczycieli

–        udoskonalenie testów

Nauczanie języka angielskiego z początku było nieco trudne, szczególnie że nie potrafiłam porozumieć się w języku portugalskim. Codzienny kontakt ze studentami pozwolił mi jednak na przyswojenie podstaw i poprawienie komunikacji. Każdego dnia trzeba było wykazać się nie lada pomysłowością, żeby utrzymać zaangażowanie studentów. Nie było tutaj miejsca na nudę.

Życie na faveli nauczyło mnie jak szanować każdy dzień, ludzi, jedzenie i nie oceniać nikogo zbyt wcześnie. Pieniądze odeszły na drugi plan. Ważniejsze stały się relacje międzyludzkie. Codziennie wracam myślami do tego co tam się działo i wiem na pewno, że jeszcze wrócę do Brazylii! 🙂

MarlenaGrafika_10