Dzieci poznają świat, czyli wielokulturowość od najmłodszych lat!

Dzieci są naszą przyszłością. To właśnie w okresie dzieciństwa kształtuje się ich przyszłe postawy. A gdyby już od najmłodszych lat poznawały różnorodność świata? Wiedza o innych kulturach, językach czy zwyczajach pomoże im w przyszłości bardziej otworzyć się na otoczenie.

International Kindergarten i KidSPEAK to projekty prowadzone przez organizację AIESEC, które skierowane są do przedszkoli i szkół podstawowych. W ramach tych projektów, wolontariusze z całego świata przedstawiają dzieciom swoją kulturę, ucząc je języka angielskiego. AIESEC to międzynarodowa organizacja studencka działająca od 65 lat. Aktualnie łączy 125 krajów, między innymi Chiny, Brazylię, Australię, Singapur, Malezję i wiele innych. Celem projektów adresowanych do najmłodszych jest otwieranie ich na świat i szerzenie tolerancji kulturowej.

Współpracujemy z przedszkolami i szkołami podstawowymi w Trójmieście i poza nim. Selekcjonujemy najlepiej przygotowanych wolontariuszy, aby zajęcia były jednocześnie efektywne i ciekawe dla dzieci. Posiadamy rekomendacje od placówek, z którymi współpracujemy. Jednak najlepszym dowodem na pozytywny wpływ naszych działań są uśmiechnięte buzie dobrze bawiących się podopiecznych.

Placówka KREATYWNA EDUKACJA, Banino:

Niepowtarzalne i ogromnie otwierające na świat doświadczenie. W sposób wyjątkowy przybliża dzieciom nawet najdalsze rejony świata.

Przedszkole Niepubliczne Muzyczno-Językowe “MAŁY SKARB”, Gdańsk:

Jest to projekt, który wniósł dużo świeżości i energii młodych, kreatywnych ludzi do naszego przedszkola. Poprzez swoje talenty i umiejętności studenci przybliżyli naszym przedszkolakom rąbek swojej kultury, kraju

Naszym partnerem jest Fun Arena w Gdańsku na stadionie PGE Arena, serdecznie zapraszamy!

Jeśli chcesz, aby wolontariusze odwiedzili szkołę Twojego dziecka, skontaktuj się z przedstawicielami

naszej organizacji:

Weronika Górska

Public Relations

International Kindergarten, Kid Speak,

email: weronika.gorska.sopo@gmail.com

tel.: 508 744 762

Co to znaczy być doskonałym?

“If you don’t go foward – you go backwards” – tak brzmi popularne powiedzenie i trudno się z nim nie zgodzić. Dążenie do doskonałości sprawia, że ciągle się rozwijamy, odkrywamy siebie, świat, wykorzystujemy naszą kreatywność. Ponadto, nowe umiejętności możemy wykorzystać nie tylko w pracy, ale i w życiu prywatnym – w obu tych obszarach będziemy z czasem osiągać coraz lepsze rezultaty – no chyba, że wybierzemy bezczynność.

Podobno wystarczy 100 000 godzin, by stać się w czymś ekspertem. Prawda czy kolejna statystyka nie mająca wiele wspólnego z rzeczywistością? Można się na ten temat spierać, ale jedno jest pewne – systematyczna praca i jasno określony cel mogą zdziałać cuda.

Zmieniające się środowisko

Ciągły rozwój jest nieunikniony. W tak szybko zmieniającym się świecie nie można pozostawać w miejscu. Na chwilę obecną nie jesteśmy w stanie w 100 procentach powiedzieć, jakie zawody pozostaną, jakie zostaną wyparte przez nowe technologie, a które z nich dopiero się pojawią. Dlatego tak ważny jest ciągły rozwój, elastyczność, adaptacja do nowych warunków.

Na konkurencyjnym rynku pracy istotny jest zarówno rozwój umiejętności twardych, jak i miękkich. Jak myślisz, kogo wybiorą rekruterzy – osobę, która w CV ma wpisane tylko studia czy taką, która dodatkowo odbyła kilka praktyk zawodowych, działała w organizacji studenckiej i zna kilka języków obcych? Poza tym – jeśli będziemy ekspertami w swojej dziedzinie, codzienna praca będzie radością, możliwością do wykazania się i uzyskania uznania wśród innych, nie zaś ciągłym strachem przed nowymi, nieznanymi wyzwaniami.

Czerpanie z bogactwa innych dziedzin

Ciągle popularne jest przekonanie, że ktoś ma do czegoś talent. Jeśli zaś go nie posiada – cóż, jest stracony w danej dziedzinie. Tak samo jest z podziałem na ścisłowców oraz humanistów. To nieprawda. Często nasze preferencje wynikają z braku wiedzy na dany temat, a to tworzy strach przed odkrywaniem. Prawda jest taka, że każdy może rozwijać się w każdej dziedzinie (jeśli tylko chce) – sukces zależy wyłącznie od ciężkiej pracy i determinacji, talent zaś może tylko pomóc na początkowym etapie. Warto też dodać, że nowych rzeczy możemy nauczyć się w każdym wieku, a łączenie z pozoru zupełnie różnych dziedzin może dać bardzo ciekawe efekty, a co też ważne – wyróżnia spośród innych.

Doświadczenie uczy

_Nie trzeba lekceważyć drobnostek, bo od nich zależy doskonałość, która nie jest drobnostką. _Michał Anioł

Doskonałość można osiągać w wielu obszarach. Czasem nawet nie chodzi o to, by ją osiągnąć, a o samą drogę, jaką przechodzimy. Często też nie są to rzeczy wielkie – każdego dnia możemy wyjść poza utarte schematy. Zrobić drobnostkę, która będzie miała znaczenie. Jak mówią – „practise makes perfect” – nawet jeśli codziennie przećwiczymy coś przez kilka, kilkanaście minut, to zastanów się jaką różnicę robi to w skali miesiąca czy roku. Pomyśl – co było ostatnio nowe w twoim życiu? Jakaś drobna rzecz – może to powrót do domu inną drogą? Spróbowanie nowej potrawy? Pójście na koncert nieznanego zespołu? Nie bój się spróbować czegoś nowego – może dzięki temu odkryjesz nowe hobby? Może poznasz świetnych ludzi? Podobno to, co najlepsze zdarza się poza strefą komfortu.

Rutyna – dobra czy zła?

_Ten, kto nie ma poczucia doskonałości, zadowala się spokojną przeciętnością. _Paul Cézanne

Rutyna może być zarówno twoim największym sprzymierzeńcem, jak i najgorszym wrogiem. Dlaczego? Nasze nawyki są zwykle bardzo silne – według badań, potrzebujemy średnio ok. 3 tygodnie, żeby pozbyć się pewnego nawyku, bądź wyrobić sobie nowy. Co to oznacza? Jeśli chcesz się rozwijać – cóż, nie będzie łatwo, szczególnie przez pierwsze 3 tygodnie. Więc gdzie te plusy? Jeśli już uda ci się wytrwać przez pierwszy miesiąc i, przykładowo, wyrobić nawyk sprawdzania wiadomości tylko w ograniczonym zakresie, a resztę czasu przeznaczać na coś kreatywnego, to właśnie ten nowy nawyk będzie silniejszy – dzięki temu zyskasz cenny czas, który do tej pory traciłeś. Warto przejrzeć swoje nawyki pod kątem tych dobry i tych złych – często bezwiednie wpadamy w rutynę, wykonujemy ciągle te same czynności, nie rozwijamy się. To prowadzi do przeciętności. Chcesz być przeciętny?

Nie bój się porażki

Dążenie do doskonałości potrafi czasem pokazać, jak bardzo jesteśmy niedoskonali. Janusz Leon Wiśniewski

Myślisz, że coś nie jest dla ciebie? Nie dowiesz się, póki nie spróbujesz. Nie bój się też ewentualnych potknięć czy drobnych porażek – te zaliczył każdy, a, to, co odróżnia ludzi sukcesu od przegranych, to determinacja oraz świadomość podejmowanego ryzyka. Może po prostu używasz złej metody – pamiętaj, że to, co działa u innych, niekoniecznie musi zadziałać u ciebie. Powszechna jest też prokrastynacja, odkładamy dane zadanie dlatego, że czujemy pewną niechęć do niego – trzeba mieć świadomość, że mija ona w chwili, kiedy po prostu zaczniemy tę rzecz robić.

Boisz się, że coś pójdzie nie tak i będziesz chciał zupełnie zrezygnować? To też może cię wiele nauczyć. Następnym razem będziesz już wiedzieć, że dany typ zadań w ogóle cię nie kręci, będziesz też wiedzieć, co przeszkadza ci w osiąganiu danego celu. Najgorsza jest bezczynność.

Nie zapominaj o motywacji

Motywacja to podstawa. To ona napędza nas do działania. To szczególnie istotne u osób, które mają tendencję do słomianego zapału, odkładania swoich zadań na później, u osób, które marzą, ale nie działają. Jak sprawić, by ciągle mieć motywację? Jest wiele sposobów. Choćby wizualizacja celów, wypisanie korzyści, nagradzanie się, dobrze też znaleźć swoistego mentora, osobę, z której można brać przykład – patrząc na drogę, jaką dana osoba przeszła widzimy, jakie są poszczególne kroki, by osiągnąć dany cel. Jest to też naoczny przykład, że dany cel jest osiągalny. Warto znaleźć grupę osób, która ma podobne cele, ambicje – dzięki temu można czerpać korzyści z wzajemnej motywacji, podpatrywać innych w ich działaniach, korzystać z najlepszych rozwiązań czy otrzymywać pochwały za własne, większe lub mniejsze, sukcesy.

Sylwia Chrapek

Języki i międzynarodowe doświadczenia z AIESEC

Do you speak English? Yes, I am…

Angielskiego uczą się wszyscy, teoretycznie oczywiście. Biorąc pod uwagę ilość godzin spędzonych na zajęciach z tego języka w szkole, kursach czy prywatnych lekcjach, zarówno ja jak i moi znajomi, powinniśmy z łatwością rozmawiać z obcokrajowcami, czytać Sheakspare’a w oryginale, a cały świat powinien stać przed nami otworem. Niestety, pozostaje jedynie ‘powinniśmy’ i ‘powinien’, dlaczego? Przyczyny są różne, ale w bardzo wielu przypadkach problemem nie jest brak wiedzy, a brak odpowiedniego nastawienia, obycia się z językiem, niedziałający magiczny przycisk w naszej głowie.

Zagaduje Cię obcokrajowiec i…

Wielu moich znajomych z testów z angielskiego zdobywało wysokie oceny. Tabelkę z czasownikami mieli w małym paluszku, a trybami warunkowymi żonglowali jak tylko chcieli. Kiedy jednak na Placu Wolności ktoś po angielsku zapytał ich o drogę na Stary Rynek nie potrafili odpowiedzieć. Zawstydzeni nie odpowiadali nic, albo od razu uciekali. Byli też odważni, którzy podejmowali wyzwanie, starali się wskazać drogę (bardzo trudną zresztą – przy Muzeum Narodowym, ul. Paderewskiego cały czas prosto) Jednak wymagało to od nich niesamowitego skupienia i wysiłku. Wszystko najpierw musieli ułożyć sobie w głowie po polsku, potem przetłumaczyć na angielski i dopiero potem wyartykułować tę skomplikowaną instrukcję. W tym czasie obcokrajowiec zdążył już spytać trzy inne osoby, albo z zachęcającym uśmiechem ich dopingował, a potem starał się wydukane wyrazy sklecić w jedno zdanie. Dlaczego ich niesamowita wiedza z gramatyki i wyszukane słownictwo nie szło w parze ze zdolnościami komunikacyjnymi?

Wskocz na głęboką wodę

Chcesz się nauczyć języka, jedź do kraju gdzie się go używa. Mądrość, którą znają wszyscy lingwiści oraz ci, którzy biegle posługują się językami obcymi. Łatwo się mówi, trudniej wykonuje. Mnie opanowanie języka hiszpańskiego zajęło o wiele dłużej niż powinno. Pierwsze pół roku mieszkania w Hiszpanii spędziłam komunikując się po angielsku. Swojego hiszpańskiego się wstydziłam, nie potrafiłam się przełamać. Kiedy już byłam zmuszona do rozmowy w tym języku wiele mnie to kosztowało. Komunikat zawsze był przekazany, moi rozmówcy nie rozumieli z czym ja mam taki problem, skoro potrafię mówić. Wszystkie zajęcia na uniwersytecie miałam po hiszpańsku, prace zaliczeniowe i egzaminy miałam po hiszpańsku. Wszystko pisemnie, nie ma problemu. Esej na 1000 słów? Przecież temat taki ciekawy, napiszę na 2000. Rozmowa z wykładowcą po hiszpańsku? Błagam nie, to wręcz fizycznie bolało. Tak spędziłam pół roku. Później wróciłam do Polski, przyjaciół w Hiszpanii odwiedziłam na tydzień. I wtedy stało się coś niesamowitego…

Magiczny przełącznik

Mieszkałam u przyjaciół, z którymi spędziłam ostatnie pół roku, rozmawiając po angielsku. Tym razem jednak rozmawialiśmy po hiszpańsku. Nie było gromu z jasnego nieba, świat się nagle nie zatrzymał, a jednak w pewnym momencie coś się zmieniło. Trudno powiedzieć co, jednak byłam w stanie rozmawiać z nimi po hiszpańsku! Nie tyle rozmawiać co żartować, prowadzić w pełni naturalną rozmowę. Nie musiałam już wszystkiego układać sobie wcześniej, planować każdej wypowiedzi. Mówienie w tym języku stało się w pełni naturalne, a pod koniec tych krótkich wakacji zdarzało mi się nawet śnić po hiszpańsku.

Dziwne słownictwo

Teraz spędzam w Hiszpanii kolejne pół roku. Używam tylko hiszpańskiego, przez co zdarza mi się mieć problemy z językiem polskim. Ale to jest przejściowe, i nawet całkiem zabawne doświadczenie. Co jest ważne, ‘żyjąc’ w tym języku uczę się go używać w naturalny sposób. Jest on częścią mojej codzienności. Używam słownictwa, którego nie uczy się na kursach językowych bo, jak często używamy słów typu „zakwasy”, „bezpiecznik” czy „wałek do ciasta”. Dochodzą do tego młodzieżowy slang i gwara typowa dla miasta, w którym jesteśmy.

Języki, praktyki, wolontariaty?

Wszystko pięknie, prawie 4tys. znaków i co to wszystko ma wspólnego z AIESEC? Dla mnie bardzo wiele, a dla Ciebie może mieć jeszcze więcej. Wyjeżdżając na praktyki czy wolontariat zagraniczny stajemy się częścią tamtego społeczeństwa. Jeżeli nie znamy języka danego kraju, a na przykład pojechaliśmy do Chin, Maroko czy Mołdawi najłatwiej będzie komunikować się po angielsku. Tamci ludzie nie są rodowitymi użytkownikami angielskiego. Też się go uczyli tak jak Ty, również popełniają błędy i mają dziwny akcent. Rozmowa z nimi może być z jednej strony trudniejsza niż z anglikiem właśnie przez tą niepoprawność i brak słownictwa, ale w tym samym momencie o wiele prostsza ze względu na brak dystansu, tej ogromnej przepaści, która dzieli was od osoby, która od urodzenia używa tego języka. Jesteś ty i ta druga osoba i chcecie się porozumieć. To jest najważniejsze, żeby przekaz się udał i był zrozumiały. W pewnym momencie ten magiczny przełącznik w Twojej głowie zadziała i wtedy nie będziesz miał oporów przed rozmawianiem po angielsku z nikim, nawet jeżeli ktoś obudzi cię o 3 nad ranem i zapyta, co robisz w jego pokoju…

Obcokrajowiec i Ty

AIESEC daje możliwość wyjazdu zarówno na praktyki jak i wolontariaty. Doskonała możliwość dla tych, którzy chcą się sprawdzić. Są gotowi podjąć wyzwanie i doświadczyć czegoś niesamowitego, zdobyć doświadczenie, umiejętności i przyjaciół na całe życie. Nie wszyscy są jednak gotowi na podjęcie, nie ma co ukrywać, odważnego kroku. Jednak to nie przekreśla szans na zdobycie międzynarodowych doświadczeń i umiejętności językowych. Tak samo jak chętni Polacy mogą wyjeżdżać za granicę tak również obcokrajowcy mogą przyjeżdżać do Polski na projekty organizowane przez AIESEC. Dzięki temu można stać się częścią ich doświadczeń i wyciągnąć jeszcze coś dla siebie. Wziąć udział w kursach językowych i szkoleniach prowadzonych przez studentów z zagranicy. Zdobyć współlokatora, z którym przy porannej kawie będzie można porozmawiać po angielsku, portugalsku czy w jeszcze innym języku. Zostać ‘buddym’ czyli po prostu kumplem i opiekunem w jednym, pokazać gościowi z zagranicy jak posługiwać się komunikacją miejską i w jakim pubie dają najlepsze piwo. Po prostu, wszystko zależy od Ciebie, a swoje międzynarodowe doświadczenie możesz zdobyć zarówno w Polsce jak i za granicą!

Zofia Sidorowicz

InfoMEET POZNAŃ – Bezpłatna konferencja IT i targi kariery

AIESEC Poznań postanowił objąć patronatem medialnym konferencję InfoMEET, która odbędzie się 31 stycznia w Poznaniu. Zapraszamy do zapoznania się z opisem i udziału w wydarzeniu!

31 stycznia w Poznaniu odbędzie się wydarzenie, którego nie można przegapić.

Bezpłatna konferencja IT oraz targi kariery – InfoMEET

Jeśli chcecie wziąć udział w wydarzeniu zapraszamy do wypełnienia formularza.

Ilość miejsc jest ograniczona

BEZPŁATNA REJESTRACJA: http://tiny.pl/qzxqk

Data: 31 stycznia 2015 r.

Miejsce: Poznań – Concordia Design

Co będzie na Was czekać na miejscu?

– Wiele ciekawych prelekcji m.in. :

MACIEJ KOLPAK – Jakość usług IT. Co to takiego?

KAMIL KOZIEŁ – Zaprojektuj slajd

WOJCIECH RADOMSKI – “O trzech takich co rozkręcili biznes” czyli historia o tym, że aby mieć, trzeba po prostu chcieć

RADOSŁAW GNAT – Czy narzędzia ITSM służa tylko IT

KAMIL STAWIARSKI – temat wkrótce

INGA BIELIŃSKA – Osobista motywacja i jej wpływ na pracę zespołową

STEFAN BATORY – Aplikacje mobilne w świecie rzeczywistym

JACEK GROBELNY i MICHAŁ STOLARSKI – Praktyki Extreme Programming i odpowiednie narzędzia jako przepis na sukces

Warsztaty m.in. :

JACEK WIECZOREK – LEGO Game, czyli jak budować złożone produkty przy użyciu Scruma i wielu innych.

– Tajemnice druku 3D

– Możliwość bezpośredniego kontaktu z przedstawicielami największych firm IT

– Nagrody

jged

Strona wydarzenia: http://novial.pl/infomeet/p/34/infomeet-poznan

Global Talents – spotkanie informacyjne

Praca. Doświadczenie. Podróże. Multikulturowość. To właśnie Global Talents. Chcesz dowiedzieć się więcej na temat płatnych praktyk zagranicznych, które oferujemy? Zapraszamy na spotkanie informacyjne! Biuro Karier –Politechnika Lubelska ul. Nadbystrzycka 44A DS 3 21 stycznia 2015 r. godz. 18:00

EduDay + Global Village

Już 17 stycznia możesz wziąć udział w profesjonalnych szkoleniach z zakresu coachingu, IT oraz marketingu. AIESEC podjął się przygotowania specjalnie dla Ciebie szkoleń z ciekawą tematyką. Dane warsztaty tematyczne przeprowadzone będą przez firmy szkoleniowe.

Przyjdź, dowiedz się czegoś więcej i rozwiń swoje umiejętności!!!

Więcej informacji tutaj: https://www.facebook.com/events/1399045900393303/

Zapisz się bezpłatnie na: http://www.uczestnicy.pl/event/register/eduday–global-village

10801852_1011787115505111_3055888132430871595_n

Gorąco zapraszamy!

Malezja w jeden… post

Zastanawialiście się kiedyś, jak to jest położyć wszystko na jedną kartę i po prostu wyjechać na drugi koniec świata? Jak to jest zostawić za sobą uczelniany gwar, zatłoczone ulice i wieczne „coś” do zrobienia? Martyna przestała się zastanawiać i po prostu to zrobiła. Dzięki Global Citizen mogła spontanicznie wybrać się… gdziekolwiek.

„Podróże wciągają i uzależniają. Ułożyłam swoją przyszłość między mapą świata, a wyszukiwarką tanich lotów – po kilku godzinach podjęłam finalną decyzję, gotowa bookować bilety w przeciągu najbliższych minut. Gdzie tam Madera.. Za mało. Dlaczego nie dalej? Może Chiny? Albo i nie, w sumie wizja bliskości akwenów wydawała się zbyt kusząca. Może Azja Pacyficzna? Któraś z dalekich znajomych rok wcześniej opublikowała bajeczne zdjęcie z Langkawi. Kiedy je oglądałam, pomyślałam, że za kilkanaście lat doprowadzę niektóre pomysły do realizacji i może w pewnym momencie życia wyląduję w tym miejscu, patrząc na domki z bali wchodzące głęboko w ocean. Ale… dlaczego nie teraz? Ostatni raz pochyliłam się nad wzorami elektronów delokalizujących się na zbyt wiele sposobów, z trzaskiem zamknęłam książkę i pod wpływem chwili zaczęłam aplikować na pierwsze projekty, nieumiejętnie pisząc maile dosłownie wszędzie, gdzie to możliwe. W ciągu tygodnia miałam za sobą pierwsze trzy wywiady: Filipiny, Indonezja, Malezja. W końcu uzmysłowiłam sobie, co się właśnie dzieje, w co się wpakowałam, praktycznie natychmiast rozpoczęłam pracę i własną rzeź intelektualno-emocjonalną, bo jak inaczej nazwać podwójną sesję godzoną na siłę z ustalonym sztywno grafikiem zmian. I… żadnej poprawki – we wrześniu trwać będzie jeszcze projekt, na który bardzo chcę pojechać.”

Brzmi egzotycznie? Bo tak było, skoro stanęło na Malezji. Możecie myśleć, po co, dlaczego tak daleko? I znów wchodzi w grę to, co ludzie uwielbiają, a zarazem irracjonalnie się tego boją – emocje. Strach. Niepewność. Delikatne zrezygnowanie. By nagle, po kilkunastu godzinach, zmienić się w chęć zasmakowania każdej możliwej potrawy na lokalnym rynku czy mały przemyt na szczyt Twin Towers.

„Pierwszej piątkowej nocy popłynęłam ze znajomymi na Langkawi. Ze wschodem słońca dotarliśmy na plażę i cały dzień spędziliśmy z małymi krabami podszczypującymi kolana i palce u stóp, doczekaliśmy tam aż do zachodu – zachody to to, czego najbardziej brakuje mi w Polsce. Tamtejsze słońce znika za horyzontem w przeciągu kilkunastu minut, a potem cały świat ogarnia przeraźliwy mrok. Nieco za szybko, bo w takiej scenerii można byłoby spędzać wieczorne godziny, bezkresne, beztroskie. Wieczorem na niebie unosiły się ostatnie grupy paralotniarzy, z wysp naprzeciwko docierało delikatne iskrzenie hotelowych latarni. Szorstki, gruby piasek i fale uderzające o brzeg, w swoim monotonnym, swobodnym rytmie. Jeszcze w ustach posmak słonej kąpieli, włosy zwichrzone i przeraźliwie suche. Chłód przemoczonego ręcznika. Nadal raj, o którym długo marzyłam. Kolejnego dnia pojechaliśmy nowym samochodem na wzgórze, dotarliśmy na szczyt kolejką linową. Kilka schodów dzieliło mnie od podestu, a potem… spojrzałam przed siebie i po raz pierwszy w pełni odczułam swoją obecność. Centymetr po centymetrze, fizyczną, duchową, jedność. Zgodność chwili i czasu? Wolnym przypływem rześkiego powietrza, dotarło do mnie, że naprawdę zrealizowałam ten plan.”

Kolejny raz nie chcę się rozpisywać o tym, czego dokładnie dotyczy projekt, bo takie informacje są na wyciągnięcie ręki. Chciałabym przybliżyć, słowami Martyny, emocje towarzyszące takiemu wyjazdowi, szalonemu, ale owocnemu. Owocnemu w znajomości, w rozwój osobisty i duchowy, wykreowanie samej siebie (lub samego siebie, nie dyskryminując płci silniejszej oczywiście).

„Wszystkim czego szukałam, byłam ja sama. Z każdym dniem miałam za sobą coraz więcej wsparcia w bliskich, którzy chociaż nie rozumieli obecnych wydarzeń, nie próbowali na siłę ściągać myślami do siebie. Cierpliwie czekali, na powrót. Wiedzieli, że pewne sprawy nie będą przypominały do swojego przeszłego stanu, otworzyli się na malezyjskie światło, które przemyciłam w puszkach z dżemem kokosowym.”

A Ty, gdybyś mógł spełnić swoje marzenie i wybrać się w każde możliwe miejsce na Świecie, odważyłbyś się? Oczywiście wykluczając Antarktydę, bo tam rządzą pingwiny. I misie polarne.

http://globalcitizen.pl

Paulina Pierzyńska,

z pomocą Martyny Komorowskiej

Czy nauczysz się w tym roku języka obcego?

Bardzo częstym postanowieniem noworocznym jest rozpoczęcie nauki lub podszlifowanie języka obcego. Wiadomo – znajomość czegoś więcej niż polski to w dzisiejszych czasach obowiązek. Mimo ciążącej presji decyzja o poznaniu innego języka może sprawić sporo problemów. Wybrać szkołę czy prywatnego nauczyciela? A może lepiej uczyć się samemu? I wreszcie: angielski, niemiecki, hiszpański, czy jakiś mniej popularny język?

Z pomocą przybywa program AIESEC University – Learn by Play. To cykl 6 – tygodniowych warsztatów językowych, prowadzonych przez native speakerów z całego świata. Do wyboru są angielski, włoski, hiszpański i rosyjski na każdym poziomie zaawansowania. Oprócz samej nauki jest to idealna okazja do poznania osób z innych krajów i ich kultury, co jest świetnym uzupełnieniem kursu i może okazać się niesamowitą przygodą 🙂 Nie wspominając już o możliwości nawiązania międzynarodowych znajomości na długi czas.

Tak więc, jeśli jednym z Twoich postanowień na 2015 rok jest poprawienie umiejętności lingwistycznych, to warto rozważyć uczestnictwo w AIESEC University 😉

Być hostem, albo nie być… Według Szymona warto być :)

Historia Szymona Galickiego, który podczas wakacji został hostem praktykantów biorących udział w projekcie Summer Camps w Augustowie

Moja historia z byciem hostem zaczęła się brutalnie. Byłem członkiem projektu realizowanego w przedszkolach, podczas którego studenci z zagranicy opowiadali dzieciom o swoim kraju i jego kulturze oraz uczyli je języka angielskiego. Przyznaję, że nie chciałem zostać hostem i zapierałem się do ostatniej chwili, ale miałem przeogromną chęć rozszerzenia projektu do swojego rodzinnego miasta. W związku z tym, musiałem też znaleźć na własną rękę hosta (osobę przyjmującą praktykanta) w Augustowie, a że mi się to nie udało, zdecydowaliśmy z rodzicami, aby na miesiac przyjąć praktykantów do siebie. Z początku wydawało mi sią to bez sensu, w rodzinie na okres wakacji tylko ja umiałem biegle posługiwać sie angielskim. Tata zupełnie nie posługiwał się angielskim, mama znała kilka słówek, a młodszy brat miał oczywiście lekcje angielskiego w szkole, ale nie za bardzo przykładał się do nauki. Lecz gdy przyjechał pierwszy praktykant (był nim Lucas z Brazylii) rodzice od razu go pokochali, a nieznajomość języka nie była przeszkodą. Było za to dużo śmiechu 😀 Najbardziej cieszyło mnie właśnie to, że rodzice sami starali sie porozumieć z praktykantem. Opowiadali o swoich wczesnych latach (Lucasa ciekawiła historia naszego kraju po okresie wojennym), opowiadali przeróżne historie i choć nie wszystko udało mi sie przetłumaczyć, Lucas i tak cieszył się z ich emocji i w jaki sposób oni opowiadali. Również sam Brazylijczyk odwdzięczał nam sie tym samym, pokazując gdzie i jak mieszka.

Nigdy nie zdawałem sobie sprawy ile radości może sprawić komunikacja językiem migowym, gesty i mimika twarzy. Albo jak można cieszyć się, gdy dajesz owoce z własnej działki ogrodowej, a osoba je takie gatunki pierwszy raz w życiu. Rodzice cieszyli się jak dzieci.

Praktykanci w ramach projektu w Augustowie zmieniali się co tydzień. Drugą osobą, którą gościliśmy, była Monika z Egiptu. Ta to dopiero przysporzyła nam nie lada kłopotów :D. Nazywałem ją “Angel disaster”, gdyż wyglądała i zachowywała się jak aniołek (nie to co bałaganiarz Lucas xD), ale codziennie miała jakieś nieszczęścia: złapane przeziębienie z gorączką, nieudana próba wycieczki na rowerach (wypadek), porwany “jacket”, zawirusowany komputer, niedziałająca prezentacja na zajęcia w przedszkolu, w dodatku przez cały jej pobyt padał deszcz. Ale radości i przede wszystkim miłości przy tym było bardzo dużo. Mama traktowała Monikę jak córkę. Ciągle opowiadała o niej w pracy, angażowała inne znajome do pomocy przy komputerze, kupiła jej nowy jacket, bo za tamtym Monika płakała i ogólnie obie dobrze sie dogadywały. Monika nazwala nawet moja mamę “My Polish Mum”, a jaka radość była, kiedy dowiedzieliśmy się, że obie mają tak samo na imię.

Trzecią praktykantką w naszym domu była Manal z Pakistau. Dziewczyna umiała o siebie zadbać, nawet pomagała moim rodzicom jak mogła, mimo że nie musiała. Gdy opowiadała o swoim kraju, moja mama nie mogła przestać płakać i jej przytulać. Niesamowite ile miłości można doświadczyć w tak krótkim czasie jakim jest tydzień z obcokrajowcem pod swoim dachem. Nie powiem że się nie baliśmy z rodzicami na początku, byliśmy po prawdzie przerażeni. Co podać do jedzenia? A co jeśli się nie dogadamy? Co jeśli nas nie polubią? Nie mogliśmy przestać o tym myśleć, ale przyjęliśmy ich z miłością i ona wróciła do nas dwukrotnie większa.

Bycie hostem to niesamowite przeżycie i niezwykłe doświadczenie, ale przede wszystkim wspomnienia i niezwykle spędzony czas. Polecam wszystkim, którzy jeszcze się wahają. Ja miałem dużo wątpliwości, a mimo to zdecydowałem się na ten pierwszy krok i nie żałuję 😉

szymek galicki

Dlaczego kobieta może być dobrym liderem?

W obecnych czasach kobiety zyskują coraz większy udział w sprawowaniu funkcji kierowniczych. Choć to zupełnie niezgodne z popularnym stereotypem, sytuującym kobietę w roli żony lub matki zajmującej się domem, kierowniczka czy managerka raczej już nikogo nie dziwi. Żyjąc w dobie równouprawnienia, można dojść do błędnego wniosku, że sposoby zarządzania mężczyzn i kobiet w zasadzie się nie różnią – skoro i jedna i druga płeć daje sobie radę z kierowaniem podwładnymi, to zapewne stosują te same metody. W rzeczywistości jednak podejście do HR’u różni się znacząco w zależności od płci osoby sprawującej stanowisko. Istnieje nawet pojęcie tzw. „kobiecego stylu zarządzania”, który w dzisiejszych realiach biznesowych sprawdza się całkiem nieźle, kontrastując z tracącym na aktualności autorytarnym stylem, często stosowanym przez mężczyzn.

Na czym polega „zarządzanie po kobiecemu” i dlaczego panie mogą być dzięki niemu skutecznymi i uznanymi liderami? Odpowiedzi należy szukać w naturalnych cechach osobowości.

Kobiety z natury są bardziej empatyczne od panów, co skutkuje lepszym kontaktem z podwładnymi, a co za tym idzie – bardziej demokratycznym podejściem do kierowania ludźmi. Dążenie do kompromisu, branie pod uwagę zdanie reszty zespołu oraz współpraca to rzeczy których można spodziewać się po dobrej liderce. Generalnie płeć piękna lepiej radzi sobie z problemami wymagającymi korzystania z umiejętności miękkich, co pozwala na zbudowanie efektywniejszej relacji z osobami, którymi zarządza.

Wiąże się to z często dużym zaangażowaniem emocjonalnym kobiet w te relacje. W przeciwieństwie do mężczyzn, sfera uczuć odgrywa u nich istotną rolą nawet w stosunkach służbowych. Ma to swoje plusy i minusy – z jednej strony owocuje to lepszą atmosferą w zespole oraz zdecydowanie większym wzajemnym zaufaniem, ale też może stwarzać problemy w sytuacjach kryzysowych.

Zespoły „dowodzone” przez panie są również zazwyczaj bardziej elastyczne i otwarte na zmiany. Możliwość szybkiego dostosowania się do nowych warunków i innowacyjność są dzisiaj bardzo ważne. Przykład: zgodnie z popularnym powiedzeniem, że kto stoi, ten się cofa, tradycyjne, hierarchiczne struktury coraz częściej ustępują miejsca relacjom opartym na partnerstwie. Kobiety z natury chętniej wybiorą ten model zarządzania, aniżeli mężczyźni.

Jednak naturalne predyspozycje to nie wszystko. Nie każda kobieta jest typem lidera, tak samo jak nie każdy mężczyzna to urodzony przywódca. Co chyba oczywiste, opisany wyżej ,,kobiecy” sposób zarządzania nie jest charakterystyką wszystkich liderek – stworzylibyśmy przecież wtedy kolejny stereotyp. Naprawdę dobry lider powinien umieć połączyć oba rodzaje sztuki kierowania. Brak takiej umiejętności grozi popadnięciem w skrajność: zbytnia uczuciowość w pracy zawodowej psuje efektywność zespołu lub organizacji, zupełnie tak samo jak autorytarne, bezwzględne rządy wszechmocnego szefa.

Cała sztuka sprowadza się więc do odnalezienia równowagi. Dzisiejszy świat, choć niezwykle dynamiczny i sprawiający często wrażenie kompletnego chaosu, mimo wszystko bardzo potrzebuje stabilności.

Tomasz Rębilas