Global Host – sposób na przełamanie bariery językowej!

Zobaczcie co o programie Global Host mówi Iza!

Mimo że działam w organizacji bardzo otwartej na międzynarodowość i różnorodność, a także jestem obecnie koordynatorem projektu wymianowego- miałam ogromną barierę językową. Wiedziałam i rozumiałam o co chodzi, gdy ktoś zwracał się do mnie w języku angielskim, ale nie potrafiłam mu odpowiedzieć.

W końcu stwierdziłam, że czas stawić czoła wyzwaniu i zdecydowałam się zostać hostem. Gościłam u siebie przez tydzień Niki z Kirgistanu i uważam, że była to jedna z lepszych decyzji jakie podjęłam.

Nie zawsze było łatwo. Słownik stał się moim przyjacielem, a Niki była bardzo wyrozumiała. Codziennie rano starałyśmy się jeść wspólnie śniadanie, ona jechała do przedszkola, ja na uczelnie, a po całym dniu rozmawiałyśmy godzinami o kulturze, tradycji, religii, rodzinie czy nawet pogodzie w Kirgistanie i Polsce. Wiele się dowiedziałam i nauczyłam przez ten tydzień. Czułam się też niejako odpowiedzialna za mojego gościa, czy np. na czas dotrze do placówki.

Dzięki Niki poznałam również Vy z Wietnamu i Ali’ego z Jemenu. Wszystkim bardzo polecam udział w programie Global Host, ponieważ uważam że po prostu warto otworzyć swój dom na międzynarodowość i jest to dobry sposób na porównanie stereotypów z realiami.

Bułgaria oczami rzeszowskiej wolontariuszki

Magda w ubiegłe wakacje spędziła 6 tygodni w Plovdiv, małym mieście w środkowej części Bułgarii.

Dlaczego na miejsce wolontariatu wybrała Europę? Co ją tam spotkało? Przeczytajcie, warto!


DSC_2404Decyzja o wyjechaniu na wolontariat była podjęta spontanicznie, tak samo  jak i wybór samego kraju. Szukałam konkretnego projektu, który zaczynał by się dokładnie 1 lipca i takim był właśnie World Playground in Plovdiv. Zaaplikowałam i zostałam zaakceptowana na mojej pierwszej rozmowie, mimo, że nie wiedziałam zbyt wiele o kraju, do którego miałam wyjechać. Wszyskie pytania, jak i sam szok kulturowy, przyszły z czasem.

Rekrutacja:

Nad tym projektem nie zastanawiałam się w ogóle. Od samego początku wiedziałam, że to ten. Chciałam uczyć dzieci angielskiego i dzielić się z nimi moją kulturą. Lubię góry więc wybór miasta, w którym miałabym odbyć praktykę, nie stanowił żadnego problemu, choć na każdym kroku słyszałam pytanie: “Czemu góry, a nie morze!?”

Jednak nie ukrywam, że szukanie projektu z konkretną datą realizacji to wyzwanie jakie sobie sama postawiłam, szukając praktyki właściwie na ostatnią chwilę.

Pierwsze zaskoczenie:IMG_0210

Wjeżdzając do stolicy Bułgarii byłam bardzo rozczarowana biedą jaką tam zastałam. Budynki, drogi, światła drogowe… Wszystko to było w opłakanym stanie. Nie mogłam niczego zrozumieć, gdyż nie znam Cyrylicy. Pierwsze moje myśli – co ja tu robię i dlaczego nie sprawdziłam wcześniej jak na prawdę wygląda życie w Bułgarii?!  Nie myślałam o wyjeździe do kraju biedniejszego niż Polska, a tak się stało.

Jednak, gdy dojechałam do Plovdiv, wszyskie moje złe myśli odeszły w niepamięć. Miasto było przepiękne i stare. Chodniki zrobione z kamieni, tak samo jak i część budynków, dookoła Siedem Wzgórz, na niebie pełno mew, które dla mnie kojarzą się jedynie z morzem. Przez całą drogę do miasta, jadąc dziurawymi, białymi autostradami, mijałam pola pełne słoneczników. Jak się później dowiedziałam, Bułgaria jest jednym z największych dostawców oleju słonecznikowego w Europie.

Co było zaskakujące, to na pewno zasady ruchu ulicznego – każdy uważa na samochód z przodu, a także brak koszów na śmieci i wystarczającej ilości przejść dla pieszych.

Jeżeli chodzi o inne dobre strony- jedzenie było przepyszne! W każdej restauracji tradycyjny bułgarski ser, wszędzie świeże owoce i warzywa. Niektórymi uliczkami jeździł pan “Dyna”, który na wozie sprzedawał ogromne arbuzy!DSC_2088

Szok kulturowy:

Wielokrotnie! Pierwszy, to obca mi Cyrylica, którą bardzo szybko załapałam. Język bułgarski ma podobne rzeczowniki do polskich, jednak czasowniki znaczą kompletnie co innego! “Obiczam te”, nie ma żadnego związku z biczowaniem, a oznacza “kocham Cię”.

Ludzie są bardzo uprzejmi a gdy tylko usłyszeli, że w mieście jest jakaś Polka, od razu chcieli mnie poznać.

Podczas wakacji, ulice wieczorami były puste, tak samo jak dyskoteki i puby. To wszystko przez to, że większość studentów wyjechała za granicę pracować. Ludzie tam zarabiają podobnie jak my, lecz ceny w sklepach są trochę niższe. Zaskoczyła mnie niska cena taksówek – nigdy w życiu nie jeździłam nimi tyle co w Plovdiv. Edukacja na Wyższych Uczelniach jest płatna, ale ceny akademików są 10 razy niższe! Jeżeli chodzi o toalety na Uniwersytecie Plovdiv, miał on ubikacje kucane, na styl chiński, to znaczy dziura w płytkach.:)

Na Rynku co jakiś czas można było napić się naturalnej wody z czegoś w rodzaju naszych źródełek, lecz w centrum miasta. Woda jest tam przepyszna i dobrze wpływa na cerę.

DSC_4919Jak w każdym mieście, w Plovdiv także są gangi powiązane z mafią. Batka to mężczyźni bardzo nielubiani przez mieszkańców miasta. Wyróżniali się budową ciała (spędzają całe dnie na siłowni), ubiorem (dresy i buty z Addidasa), pojazdami (tylko i wyłącznie BMW) i sposobem życia. Każdy batka wieczorami wychodził na dyskotekę, gdzie tańczył Chalgę (tradycyjna bułgarska muzyka i taniec ludowy).

Plovdiv jest dużo mniejszy od Rzeszowa a jest w nim wiele kultur, skrajnych grup społecznych i religii. Dominuje tam Prawosławie, są nieliczni Katolicy i Muzułmanie, którzy mają w mieście swoje miejsca kultu. Co ciekawe, w Sofii mówi się o pięciu religiach świata w jednym miejscu. Otóż w odległości do 1 km jest meczet, synagoga, kościół prawosławny, katolicki oraz MC Donald uznawany za piątą religię w Bułgarii.

Na Rynku Ploviv znajduje się meczet dookoła którego przesiadują mali Cyganie będący atrakcją dla turystów. Są oni tam najbiedniejszą grupą społeczną i mieszkają na obrzeżach miasta.

Najciekawsza rzecz podczas wolontariatu:

Ciężko wymienić tylko jedną rzecz, ale pomijając sam kraj i jego walory przyrodnicze, ważną rolę odegrali dla mnie inni wolontariusze, od których dowiedziałam się więcej o ich świecie, życiu, tradycjach i problemach zarówno społecznych jak i gospodarczych. To oni “wlali” we mnie tą chęć dzielenia się doświadczeniem i zmienili moje życie na zawsze. Cudowne jest mieć znajomych na całym świecie, którzy przez jedynie 6 tygodni, stali się bliscy mojemu sercu i wiem, że w każdej chwili mogę ich odwiedzić.DSC_1649

Jeżeli nie znasz jeszcze swojego celu w życiu, albo może nie jesteś go pewny, albo chcesz po prostu coś zmienić – wolontariat na Ciebie czeka. Byłam raz i wiem, że to nie koniec, bo to niesamowita przygoda na całe życie. Dzięki wyjazdowi przełamałam swoje bariery językowe,  jestem bardziej otwarta na świat i nowe wyzwania i jestem pewna, że mi się uda. Mam pełno pomysłów na życie a dodatkowo, praca w AIESEC Rzeszów po powrocie z praktyki, ułatwia mi to wszystko i daje wiele możliwości. Jeśli się wahasz, zacznij od dołączenia do AIESEC Rzeszów i zobaczysz jak to jest być potem po drugiej stronie.


Na wolontariat z AIESEC można wyjechać w dowolnym czasie.

Jako cel podróży możemy wybrać takie kraje jak Rumunia, Rosja, Egipt, Węgry, Brazylia, Włochy, Chiny i wiele innych.

Więcej informacji o naszych wolontariatach można znaleźć na stronie: www.globalcitizen.pl,

a oferty z konkretnych krajów znajdziecie na internships.aiesec.org – wystarczy się zarejestrować i cały świat stanie dla Was otworem!

W przypadku pytań jesteśmy do dyspozycji: aiesec.rzeszow@gmail.com