Let Me Out Partnerem projektu Company Days!

Informujemy, iż Partnerem strategicznym realizowanego przez nas projektu Company Days jest Let Me Out – pierwsza w Polsce, prawdziwa escape game, obecna także w naszym mieście.

Let Me Out jest nową formą rozrywki polegająca na wykorzystaniu swoich umiejętności takich jak spryt, spostrzegawczość oraz inteligencja. Celem gry jest wydostanie się z pokoju za pomocą wskazówek i łamigłówek tam ukrytych. Gra przewidziana jest dla zespołów 2-4 osobowych. Przygotowane są dla was dwa oddzielne pokoje całkowicie różniące się od siebie wyglądem oraz rodzajem zagadek. Każdy przedmiot może być wskazówką!

Ekran odlicza czas który płynie nieubłaganie. Masz 45 min aby przebrnąć przez serie zagadek i łamigłówek ukrytych w pokoju. Cel jest oczywisty ale nie taki prosty- znajdź klucz i wydostań się.

Let Me Out mieści się w Lublinie przy ul. Złotej 6. Zapraszamy do spróbowania swoich sił w rozwiązywaniu zagadek!

LetMeOutLublin

Praca szuka człowieka, czyli relacja z targów Dni Kariery

9 miast w Polsce, ponad 20  lat doświadczenia, 40 000 zapisanych uczestników, 300 firm i wystawców, miesiące przygotowań oraz intensywne 7 godzin w wiosce targowej, gdzie wszystkie ścieżki prowadzą do samorozwoju i sukcesu – tak w skrócie można opisać wydarzenie, które ma miejsce co roku na wiosnę w największych ośrodkach akademickich, a tej jesieni także w Warszawie, Katowicach i Poznaniu.

Dni Kariery, bo o nich mowa, to jedno z największych przedsięwzięć na rynku pracy i wśród społeczności studenckiej. To targi pracy, praktyk oraz staży dla studentów i absolwentów.

Dla kogo to wszystko?

To wyjątkowy dzień zarówno dla wystawców jak i uczestników. Targi dają pracodawcom szansę promocji szerokiej oferty pracy wśród studentów. Umożliwiają, na co dzień raczej niemożliwy i trudny , bezpośredni kontakt z potencjalnymi pracownikami i stażystami. Obecność na targach pozwala im zbudować pomost pomiędzy profesjonalną pracą branżową a światem akademickim. Firmy mają szansę na wymianę informacji oraz wzajemnych oczekiwań. Dzięki spotkaniom z młodymi ludźmi, mogą w oczywisty i zrozumiały sposób przekazać informację o profilu idealnego kandydata , którego z ogromną chęcią zaprosiliby do współpracy.

Studenci natomiast mają nieograniczoną możliwość w porównywaniu  interesujących ich stanowisk i możliwości rozwoju w interesujących ich branżach i firmach, aby na końcu wybrać tą najbardziej spełniającą ich oczekiwania.

Ale… co dzieje się na backstage’u?

Wszystko zaczyna się wiele tygodni wcześniej. Organizatorzy i koordynatorzy danej edycji są odpowiedzialni za całe wydarzenie. Długo by wymieniać listę zadań, które muszą zrealizować. Po pierwsze – istotna jest odpowiednia lokalizacja targów. Z tym wiąże się zaplanowanie logistyczne. Jakość i profesjonalna organizacja to jedne najważniejszych wartości, którymi kierują się osoby koordynujące Dni Kariery. Spotkania biznesowe, negocjacje, prezentacje wydarzenia, zachęcenie do wzięcia udziału są najważniejszymi elementami w pracy zespołu organizatorów. Reprezentują oni samych siebie i organizację – są wizytówką targów Dni Kariery. Od tego, jak profesjonalnie się przygotują zależy, czy dana firma przyjmie ofertę współpracy i będzie chciała wziąć udział w targach. Efektem kilkumiesięcznej pracy jest 7 godzin podczas samego wydarzeia. A rezultaty mówią same za siebie. Różnorodne branże, międzynarodowe konglomeraty, ale i także lokalne, dynamicznie rozwijające się firmy i niezmienna od lat ich obecność na targach to dowód na to jaki ogrom pracy wkładają organizatorzy, aby zestawienie dwóch liter D i K wzbudzało zaufanie, wyznaczało standardy, tworzyło profesjonalną platformę komunikacji świata biznesu z tym akademickim.

Opiekunowie firm

W dniu samego wydarzenia organizatory się mobilizują – jednak tylko kilka osób nie wystarczy, aby zapewnić najlepsze doświadczenie wystawcom i studentom.  Z pomocą przychodzą opiekunowie firm. Młodzi, ambitni, pracowici członkowie organizacji AIESEC. To oni odpowiedzialni są za utrzymanie porządku na kilkuset metrowej hali, na której to w ciągu 7 godzin zaledwie przewiną się tysiące studentów, a dziesiątki firm i wystawców będzie potrzebowało wsparcia i opieki merytorycznej. Od 6 rano są na miejscu, aby kontrolować sytuację i upewnić się, że wszystko jest gotowe. Stają się przewodnikiem dla firmy, którą będą się opiekować w ciągu dnia targowego. Są czujni, obserwują wszystko wokół i mają otwarte umysły, aby nawiązywać kontakty biznesowe i wychwytywać najciekawsze oferty. Wśród nich nie może także zabraknąć osób odpowiedzialnych za rejestrację uczestników. Z pozoru proste zadanie przeistacza się w iście dynamiczną akcję, wymagającą uwagi, precyzji i dobrej organizacji, aby poskromić tłumy studentów napływających obrotowymi drzwiami w kierunku bramek prowadzących na teren targów.

Kiedy piszę ten tekst, jest już po Dniach Kariery. Zakończyły się parę godzin temu. Zakończyły się sukcesem. Po raz kolejny. Zadowoleni studenci, usatysfakcjonowani wystawcy, dumni i niewyspani ( z naciskiem na niewyspani) organizatorzy i serwisanci.

Każdy wyniósł coś cennego z tego wydarzenia. I nie, nie mam na myśli długopisów i notesów, choć i one są miłą i nieodzowną częścią targów. Ciekawe doświadczenie, kontakty biznesowe, bogata wiedza, nowe perspektywy, interesujące osobowości, młode talenty, potencjał, możliwości rozwoju, satysfakcja. I są to wartości wtórne, które można dowolnie połączyć z każdą grupą osób biorących udział w Dniach Kariery. Bo każdy pracodawca kiedyś był studentem, student organizatorem czy uczestnikiem targów. Dlatego też jest to niezwykłe i unikatowe wydarzenie organizowane na ogromną skalę. Przez studentów dla studentów. Jedno miejsce, jeden dzień, a ogrom szans, jakie stwarza jednoczesna obecność tych trzech światów inspiruje wszystkich do działania, poszukiwania i ciągłego kształcenia.

Autorem tekstu jest: Aleksandra Gałązka 

Więcej niż 1000 słów

DSC_0005

Każda minuta, a nawet sekunda spędzona w jednej z tajskich szkół, w prowincji Lopburi była jak odkrywanie czegoś nowego, czego nie zobaczysz w filmach, czy nawet najlepszych reportażach. Każdy dzień spędzony w Tajlandii dał mi o wiele więcej niż piękne widoki, tropikalne plaże, czy egzotyczne dżungle. Największym paradoksem  jest to, że to ja przyjechałam tutaj z jakąś misją, a konkretniej z nauczaniem angielskiego dzieciaków, które nie mają szansy na większy rozwój w ubogich rejonach Tajlandii, a finalnie okazuje się, że to one wykonały wielką  misję wobec mnie. To ja nauczyłam się od nich najwięcej. Jak małe dziecko od początku, krok po kroku – uśmiechu, cierpliwości, punktualności, języka, tradycji, kultury, doceniania każdego dnia i życia w skromności.

Wielkie powitanie

Lekko zdezorientowana wchodzę do klasy, podążam za nauczycielką angielskiego, uważnie obserwując jej ruchy, nie chcąc na pierwszym kroku zrobić czegoś niezgodnego z tajską kulturą. Przed wyjazdem postanowiłam poczytać trochę o tajskich obyczajach. Pierwsza zasada – zdejmij buty przed każdym pomieszczeniem. Patrzę na nauczycielkę, ściąga klapki przed klasą, robię to samo, niezdarnie ściągając moje nowe kiczowate „sandałki”. W tle słyszę dziecięce chichoty, co nie wróży niczego dobrego. Ostrożnie wchodzę, widzę wychylające się głowy z ławek i  uśmiechnięte twarze w biało-granatowych mundurkach. Wszystkie czarne jak węgiel oczy wpatrzone są we mnie. Cała gromada zgodnie wstaje z rozkazem jednego chłopczyka, siedzącego w rogu klasy ‘Stand up kids’ i jednym, głośnym, zwartym głosem mówi : – Good Morning Teacher !

Moja fala emocji, szczególnie zawstydzenia i nerwów, została nieco ugaszona przez słodkie głosy z uroczym tajskim akcentem.

– Uhhh… pierwsze koty za płoty po cichu mówię sama do siebie.

Niezwyczajne Zwyczaje

Wszystkie dzieci są w szkole już od 7.30. Przechodzę powolnym krokiem przez korytarz, w tle słysząc tajską muzykę, która umila czas uczniom podczas gdy odbywa się poranne sprzątanie szkoły. Wszystkie dzieci ubrane są w mundurki, biegają z wielkimi miotłami i workami na śmieci. Gdy wybija  punkt ósma, zaczyna się wielkie „otwarcie dnia”.  Każdego poranka dwóch najwyższych chłopców wywiesza flagę Tajlandii, a uczniowie dumnie odśpiewują hymn. Całej kompanii towarzyszy mała orkiestra z bębnami. Następnie dyrektor lub jeden z nauczycieli wygłasza swoje przemówienie. Po apelu uczniowie przechodzą do jednego z pomieszczeń, siadają po turecku, zamykają oczy i wspólnie odmawiają modlitwę na dobry początek dnia. O 8.30 zaczynają się zajęcia. Tutaj na korytarzu nie zobaczysz dziecka bez uśmiechu, czy też ucznia, który nie zwróci  pokłonu w Twoją stronę. Wszyscy odnoszą się do siebie z ogromnym szacunkiem. Uprzejmość można wyczuć na każdym kroku.

DSC_0454

Metoda na głoda

Na holu rozbrzmiewa  głośny dzwonek. Wszystkie piszczące, małe człowieczki kierują się w stronę stołówki. Każde dziecko ustawia się jedno za drugim na korytarzu. W środku stoją dwie nauczycielki przy wielkich żelaznych garach. Zapraszają mnie do osobnego stolika z podanym obiadem. Patrzę na wielkie kolejki ustawione w kierunku ogromnego naczynia z ryżem.  Po chwili zastanowienia pytam, czy mogę nakładać dzieciom obiad. Odruchowo jedna z nauczycielek zaprzecza i mówi, że zrobi to sama, a następnie wkazuje palcem osobny stolik z przygotowanym dla mnie posiłkiem. Jeszcze nie wie, że moja upartość nie zna granic. Po chwili przekonywania podaje mi dużą łychę. Nagle dwa rzędy zamieniają się w jeden, wszystkie dzieci ustawiają się w kolejce do mnie. Patrzę na cieszące się oczy, kolejno podchodzące do mnie z talerzem. Za takie szczere, niewinne  uśmiechy mogę stać z garnkiem nawet do wieczora. Kolejka poszła całkiem szybko. Siadam do osobnego stolika z nauczycielami. Dzieci przed posiłkiem wstają i odmawiają modlitwę.

DSC_0432

Wielkie gacie w akcji

Zgodnie z kulawą tajsko- angielską rozmową z moją ” drugą mamą”, u której mam spędzić kolejne sześć tygodni wolontariatu, dzisiaj miałam iść do świątyni. Z naszej całej konwersacji zrozumiałam dwie informacje “Tomorrow temple 6.30”.  Rano byłam bardzo zdenerwowana, nie wiedziałam co mnie czeka. Dom okazał się pusty. Utumporn o mnie zapomniała ? Myślę, spanikowana. Wychylam głowę zza firanek i rozglądam się przez szybę. Zauważam  dwie osoby, odwrócone tyłem, ale żadna nie przypomina mojej host. Zauważam profil jednej – wygląda jak jedna z nauczycielek ze szkoły. Trochę się uspokajam, ale dalej nic nie rozumiem, niedługo zaczynam zajęcia, a jej wciąż nie ma… Po chwili ktoś puka do drzwi. Pierwsze o czym pomyślałam, to to, że nie dogadam się z nimi po angielsku. Instynktownie otwieram drzwi i witam je tajskim ukłonem.  Dwie kobiety wchodzą do pomieszczenia, chichocząc między sobą. Następnie jedna z nich wskazuje na drzwi, na których wiszą dosyć wielkie, pufiaste spodnie, ozdobione złotymi wzorami. Wyraźnie dają mi do zrozumienia, żebym je założyła. Nun wyciąga z torby piękną, połyskującą szatę  i zaczyna oplatać ją wokół mojego tułowia. Owinęła mnie nią dwa razy a następnie umieściła złote agrafki w okolicach bioder. Nie widzę się w lustrze, ale całość może wyglądać całkiem nieźle. Nadszedł czas na fryzjera. Jedna z nich zrobiła mi warkocz i wpięła we włosy złotą klamrę. Na koniec przypięły w talii złoty pas oraz nałożyły duży naszyjnik z kolorowymi, połyskującymi kryształami. Nigdy nie spodziewałam się, że wielkie gacie, nieuchronnie podkreślające moje szerokie biodra mogą całkiem ładnie współgrać ze złotą szatą.Wszystkie na mnie patrzą i zgodnie mówi “narra”, co oznacza piękna. Zawstydzona, przeglądam się w lustrze, wyglądam prawie lepiej niż na mojej własnej studniówce.

Rewia mody

Podjeżdżamy pod świątynie. Starsze Panie gwałtownie się odwracają i patrzą na mnie ze zdziwieniem.Stanowię niezłą atrakcję, wszyscy kierują w moim kierunku delikatne ukłony. Po chwili zbierają się wszyscy znajomi nauczycieli ze szkoły, w której uczę. Wszyscy witają mnie bardzo ciepło, zagadując po tajsku. Odpowiadam uśmiechem – tajskim sposobem na wszystkie sytuacje i próbuję wydukać z siebie pojedyncze słowa. Od razu biorą mnie na środek świątyni przed posąg złotego Buddy. Nagle zbiera się gromadka Azjatek, z których każda chce mieć ze mną zdjęcie. Kolejno prowadzą mnie do ławek, gdzie znajdują się wielkie miski. Jedna z pań demonstruje mi cały proces. W ręku trzyma miskę z ryżem i żelazną łyżkę, po kolei wrzuca do każdego kubła łyżkę ryżu. Dalej przekazuje mi abym zrobiła to samo. Następnie podążamy w stronę ołtarza. Uważnie obserwuję moją nauczycielkę, i próbuję wykonać każdy ruch. Musi wyglądać to komicznie. Jedna z kobiet cały czas poprawia moje ręce, które powinny być mocno przywarte do klatki piersiowej.  Teraz wiem co znaczy bycie modelką…Okazuje się, że  po chwili na dywanie pozostaję tylko ja. Rozpoczyna się błysk fleszy, a ja czuję się jak prawdziwa gwiazda.

Mafia atakuje

Gdy dowiedziałam się gdzie dokładnie, będę odbywać mój wolontariat, pierwszą informacją we wszystkich nagłówkach artykułów było ” Lopburi- miasto małp”. Stwierdziłam, że koniecznie muszę to zobaczyć i pewnego dnia Utumporn postanowiła spełnić moje marzenie i mnie tam zabrać. Po półtorej godziny jazdy jesteśmy na miejscu.  Tutejsze małpy osiedliły się niegdyś na terenie jednej ze świątyń kompleksu sakralnego Wat San Phra Kan. Moja host wskazuje na słupy z kablami, gdzie już z daleka dostrzegam skaczące małpy. Stare budynki, miliony rozwydrzonych, małych, figlarnych potworów. Choć makaki jawajskie są oswojone to potrafią gryźć i rzucać się na turystów. Ich niezmierna ciekawość sprawia, że bardzo chętnie zaglądają do niejednej torebki. Przed świątynią można dostrzec mnóstwo znaków ostrzegawczych z informacją o uważnym pilnowaniu swych aparatów oraz plecaków. Każdego roku w listopadzie małpy obchodzą swoje święto. Mieszkańcy obdarowują je przeróżnymi smakołykami a wielka uczta przyciąga wielu turystów. Wchodzimy do świątyni. Nagle słyszę krzyk, odwracam się i zauważam, że jedna z małpek znalazła swą ofiarę i rzuciła się na jedną z turystek. Sytuacja wygląda nieco komicznie, bo do kobiety zaczęło podbiegać więcej urwisów. Jej krzyk zmienił się w wołanie o pomoc. Przed świątynią stoi ochrona, która szybko podbiegła do turystki odganiając małpy. Cała sytuacja wygląda nierealnie, a ja nie mogę przestać się śmiać.

Kraj uśmiechu

Nie żałuję ani chwili spędzonej  na wolontariacie w Tajlandii. Nawet gdy czasem bariera językowa wydawała się nie do pokonania, to ciepły uśmiech każdego ucznia sprawiał, że zapominałam o wszelkich trudnościach. Gdy wszyscy wokół Ciebie pragną przychylić Ci nieba, czujesz, że jesteś tu naprawdę potrzebna. Teraz pisząc to znajduję się na drugim krańcu świata, a wspomnienia są tak silne, że na zawsze pozostaną w moim sercu. Każdy osobny uśmiech „włożyłam” do kieszeni i przywiozłam do Polski.

DSC_0422

7 sposobów na to, aby tegoroczna zima była najlepszą w twoim życiu!

Hu, hu, ha! Hu, hu, ha! Nasza zima zła! Pierwsze płatki śniegu i to w październiku mamy za sobą. Czy nadchodząca zima naprawdę musi oznaczać spadek motywacji? Pogłębiającą się depresję? Łamanie sobie głowy zagadnieniami związanymi z sesją egzaminacyjną, na czele z egzaminem z filozofii? Otóż nie! Zima to szansa, aby nadrobić niezrealizowane wakacyjne marzenia. Aby zrobić to, na co wcześniej nie miałeś odwagi. Doradzimy Wam jak uniknąć zimowego przygnębienia, a co więcej – zmienić zimę w najlepszy okres w roku!

1. Bądź optymistą! Modlitwa optymisty zaczyna się od słów „Boże, dziękuję Ci za bałagan, który muszę posprzątać po spotkaniu, bo to oznacza, że mam przyjaciół! Boże, dziękuję Ci za zmęczenie pod koniec dnia, bo to oznacza, że byłem aktywny!”. Czy wiesz, jak brzmi definicja „bycia szczęśliwym”? Krok pierwszy – zdecyduj zaraz po przebudzeniu, że jesteś w dobrym humorze! Krok drugi – otaczaj się kreatywni i uśmiechniętymi osobami. Krok trzeci – stwórz swoje szczęście wtedy, kiedy masz na to ochotę! 2. Rozgrzej się! Torebka herbaty, filiżanka wody, łyżka miodu, plasterek cytryny oraz 1 centymetr drobno pokrojenia imbiru. To przepis na rozgrzewający indyjski napój, który pobudzi Wasze zmysły oraz wzmocni Waszą odporność. Indie w zasięgu Waszego kubka! Wypróbuj różne kompozycje – czarna herbata z dodatkiem dzikiej róży, malinami lub cynamonem. Spokój ducha, filozoficzna refleksja nad życiem, poczucie rozkoszy i szczęścia gwarantowane! Jeśli poszukujecie czegoś co rozpływa się w ustach polecam gorącą czekoladę z piankami marshmallow. Jeśli jesteście otwarci na odważne rozwiązania proponuję meksykańską kawę z chilli. Wypróbuj już teraz!

3. Zastanów się co zmienić! Niezmiennie od 25 lat. Świąteczna tradycja większości rodzin w Polsce. Wyobrażacie sobie święta bez „Kevin sam w domu”? Jasne, że nie! Jeśli na długie jesienno-zimowe wieczory potrzebujecie większej dawki dobrych filmów polecam Wam produkcję „Nietykalni”. Czasami warto oderwać się od tradycji i podążać za swoimi przekonaniami. Co się stanie gdy sparaliżowany milioner zatrudni do opieki młodego chłopaka z przedmieścia, który właśnie wyszedł z więzienia? Kłótnie, brak nici porozumienia, cierpliwości. Żeby poznać drugą osobę potrzebujemy czasu … wtedy przychodzi wzajemne zrozumienie, szacunek, a nawet przyjaźń. Czy nie tego potrzebujemy zimą? Chwili, by zastanowić się nad tym co jest dla nas ważne, momentu by uporządkować myśli oraz poświęcenia czasu tym, których kochamy?

4. Zdecyduj, zaplanuj, skorzystaj z szansy! Na pierwszym roku studiów zdecydowałam się wyjechać na wolontariat Global Citizen do Rumunii. Styczeń – środek zimy, trwa sesja egzaminacyjna, a ja pakuję walizkę by wyjechać na 6 tygodni do kraju Draculi. Co ze studiami? Jak zdałaś zimową sesją? Jak to zrobiłaś? Taka fala pytań i zainteresowania napłynęła ze strony moich znajomych. Już wyjaśniam. Najpierw złożyłam podanie do dziekana z prośbą o wcześniejszą sesję egzaminacyjną. Wniosek przyjęty. Następnie wybrałam taki termin wyjazdu, by ominąć na uczelni jak najmniej zajęć – sesja a następnie przerwa międzysemestralna była dobrym wyborem! Nauka pełną parą, dobra organizacja, wielka motywacja do nauki, 6 egzaminów w 3 dni pozwoliły mi zaliczyć sesję!

5. Zrób sobie prezent na święta! Skarpetki, patelnia, różowy krawat, krem przeciwzmarszczkowy, książka z dietetycznymi przepisami królują na liście „Najgorszych prezentów pod choinkę”. W tym roku sam możesz sobie zrobić świąteczny prezent! Zdecyduj się na wyjazd na zagraniczny wolontariat Global Citizen lub praktyki Global Talents. Święta Bożego Narodzenia w innym kraju? Czemu nie! Przebywając w Hiszpanii dowiesz się, że odpowiednikiem opłatka jest chałwa. Na Węgrzech świątecznym przysmakiem są strucle z makiem i orzechami. Każda gospodyni powinna upiec ich tyle, by poczęstować nimi najbliższych oraz sąsiadów i pochwalić się zdolnościami kulinarnymi. W Meksyku już 15 grudnia wiesza się pod sufitem piniatę – gliniane naczynie wypełnione słodyczami, pod którą gromadzą się dzieci. Głównym daniem wigilijnym jest wędzony dorsz z papryką. Otwórz się na międzynarodowość i poznaj kulturę innego kraju!

6. Przeżyj niezapomniane doświadczenie w środku zimy! Sylwester we Włoszech? Karnawał w Brazylii? Projekt marketingowy w Indiach? Nauczanie języków obcych w Kolumbii? To wszystko możliwe dzięki programie wymiany AIESEC. Wolontariat i praktyki to inwestycja w Twoją przyszłość! Międzynarodowe znajomości, rozwój kompetencji miękkich i liderskich, poprawa znajomości języka angielskiego, networking na całym świecie, wyróżnienie na rynku pracy, mini wakacje w środku zimy… zalety mogę wymieniać bez końca!

7. Ciesz się otaczającym Cię krajobrazem! Płatki śniegu delikatnie opadają na korony drzew. Gałęzie uginają się pod ich ciężarem. Na dworze cisza oraz mrok. Słychać tylko skrzypiący pod naszymi nogami lód. Wystawienie ciała na mróz zwiększa wydzielanie endorfin w mózgu – mówią specjaliści od krioterapii. Zimno ma pozytywny wpływ na spokój ducha. Nie ma jeszcze dokładnych dowodów potwierdzających tą tezę, ale wiara w to dodaje zdrowia, urody i poprawia humor każdemu! Obudźmy w sobie duszę dziecka tej zimy. Wyjdźmy na spacer, zróbmy bałwana z młodszym rodzeństwem, wyciągnijmy znajomych sprzed komputera na łyżwy. Bitwa na śnieżki czy jazda na sankach to pozycja obowiązkowa! Bądźmy zwariowani tej zimy, odważmy się zrobić coś wobec czego wcześniej mieliśmy obawy, wątpliwości. Zapewniam Was, że wyjście ze swojej strefy komfortu zapewni Wam wiele radości!

Zima zbliża się wielkimi krokami, za chwilę będziesz drżeć z zimna, wokół będzie ciemno i będziesz stąpać po śniegu. Tej zimy nie pozwól, aby przygnębiająca aura zmieniła Twoje plany i dobry humor. Tej zimy weź sprawy w swoje ręce. Nie lubisz zimna? Wyjedź do Brazylii. Nie zdążyłeś spełnić wakacyjnych marzeń? Zrób to teraz. Każdy moment jest odpowiedni, aby wykorzystać szansę, których wcześniej nie podjąłeś. Wystarczy się odważyć i zrobić ten KROK, który sprawi, że ta zima będzie najbardziej zapamiętaną w historii Twojego życia. 

Autor tekstu: Klaudia Ceglarz

Global Citizen w Chinach

Zuzanna Kaciupska, studentka prawa na Uniwersytecie Łódzkim.

Niecały rok temu założyłam się z moją przyjaciółką, że w ciągu 7 lat odwiedzimy razem każdy kontynent. Nie były to żadne obietnice bez pokrycia – parę miesięcy później postanowiłyśmy działać i zaczęłyśmy planować naszą pierwszą daleką podróż. Tak się złożyło, że obie pomyślałyśmy o wolontariacie, który oprócz odwiedzenia dalekiego miejsca, byłby okazją do poznania nowych ludzi i zrobienia w swoim życiu czegoś naprawdę fajnego! Tak znalazłyśmy AIESEC i 3 miesiące później byłyśmy w drodze do Chin, gdzie miałyśmy spędzić 7 tygodni.

Xian, w którym mieszkałyśmy, to kolebka chińskiej kultury, słynące z terakotowej armii zaskakuje kulturową różnorodnością, a obok chińczyków spotkamy tam także muzułmanów. Mimo że miasto jest ogromne, a chińska rzeczywistość dla przeciętnego europejczyka totalnie inna, naprawdę czułam się tam jak w domu. Po pierwszym szoku kulturowym przyszedł czas fascynacji Chinami i ich różnymi „dziwactwami”. Zaczynając od niebezpiecznych ulic, po których bałyśmy się chodzić, a kończąc na wymyślnych potrawach, które do dziś pozostały dla nas niezidentyfikowane – Chiny zaskakiwały mnie na każdym kroku. Mieszkałam u dwóch chińskich rodzin, więc z bliska mogłam zobaczyć jak wygląda życie w tym wielkim kraju. Czas spędzałam głównie z wolontariuszami z innych krajów, którzy okazali się dobrymi kompanami do podróży. Razem udało nam się pojechać do Szanghaju, wejść na jedną z ważniejszych gór chińskich Hua Shan, by zobaczyć tam wschód słońca czy odwiedzić jedną z piękniejszych chińskich prowincji Yunnan. Na pewno do końca życia zapamiętam 50-godzinną podróż pociągiem pełnego ludzi, którzy byli po prostu wszędzie z południa kraju do Pekinu. Wtedy, gdy wsiadałam do pociągu – byłam załamana, teraz to jedno z śmieszniejszych chińskich wspomnień.

Jednym z momentów wyjazdu, który będę wspominać najlepiej, to nasz wyjazd na summer camp. Wszyscy wolontariusze – zarówno obcokrajowcy, jak i osoby z chińskiego Oddziału AIESEC pojechali na tydzień uczyć dzieci w małej szkole językowej. Mieszkaliśmy w miejscowości, w której ludzie nierzadko widzieli obcokrajowców na żywo po raz pierwszy w życiu, dlatego codziennie czuliśmy się jak gwiazdy pozując do niezliczonych zdjęć. Organizowaliśmy dla dzieci przeróżne zabawy, prowadziliśmy lekcję języka angielskiego czy przygotowywaliśmy przedstawienia. Popołudniami mieliśmy zajęcia tylko dla wolontariuszy, podczas których rozmawialiśmy o swoich marzeniach, życiowych planach i dyskutowaliśmy na niezliczone tematy.

Jestem pewna, że spędziłam w Chinach jedne z najlepszych dni mojego życia to ludzie, których tam poznałam. Wszyscy okazali się świetnymi przyjaciółmi, a do tego ciekawymi ludźmi od których wiele się nauczyłam. Na początku trudno było przyzwyczaić się do kulturowych różnic np. tego, że Arabowie zawsze spóźniali się minimum 3 godziny, a akcent Hindusów sprawiał, że czasem nie miałam pojęcia o czym do mnie mówią. Mimo wszystko niesamowicie się ze sobą zżyliśmy i już planujemy gdzie spotkamy się za rok. Oprócz tego wyjazd dał mi pewność siebie, z którą trochę mam problemy. Zobaczyłam, że wszystkie plany są do zrealizowania, i mimo iż bywam osobą dość chaotyczną, poradziłam sobie w najludniejszym państwie świata! No i oczywiście mam nadzieję, że wyjazd przyczyni się do życiowych zmian – wróciłam naładowana pozytywną energią i już szukam nowych zajęć do czego mnie zainspirował.

AIESEC poleciłabym każdemu, mimo iż Oddział zapraszający z Xian nie był idealny, a Chińczycy nie okazali się dobrymi organizatorami. Mimo wszystko uważam możliwość wyjechania na drugi koniec świata, by poznać wielu ludzi z przeróżnych krajów i razem odkrywać kulturę danego kraju.

Teraz po powrocie do Polski muszę wrócić do trochę nudniejszej rzeczywistości i zmierzyć się z wrześniowym egzaminem. Potem szukam nowego zajęcia, pracy i robię życiowe zmiany, do których natchnął mnie wyjazd. W między czasie już zaczynam planować podróż do Indii do jednego z przyjaciół, którego poznałam w Chinach.

Warsztaty językowe AIESEC University – zapisy wciąż są otwarte!

unii

Zastanawiasz się co zrobić z wolnym czasem? Myślisz o nauce nowego języka? Jesteś ciekaw nowych kultur? Świetnie się składa, ponieważ tej jesieni rusza kolejna edycja warsztatów językowych AIESEC University!

AIESEC University to innowacyjne 8-­tygodniowe warsztaty językowe prowadzone przez lektorów z całego świata. Projekt został stworzony z myślą o młodych ludziach, którzy kierując się chęcią rozwoju, szukających jak najatrakcyjniejszych sposobów na naukę języków obcych. * Czas trwania: 26 października – 18 grudnia (8 tygodni) Forma: Zajęcia grupowe (max.12 osób) lub indywidualne Częstotliwość zajęć: 2 x w tygodniu po 1,5h *

Języki: angielski, angielski biznesowy, francuski, rosyjski, hiszpański Poziom: w zależności od języka; A1­-C1

Cena: zajęcia grupowe:­ 249 PLN lub zajęcia indywidualne: 449 PLN

Untitled-1

Zapraszamy do wzięcia udziału w wydarzeniu! Na bieżąco będziemy Was informować o naszych lektorach, ciekawostkach językowych, korzyściach z uczestnictwa w kursie i wielu innych! 🙂 * UNI*

Masz pytanie? Pisz śmiało: warsztaty.aiesec.poznan@gmail.com

Youth Speak 2.0

Youth Speak 2.0

ItsTimeToShape

Youth Speak Survey jest jedną z wielu inicjatyw AIESEC. Ankieta została przygotowana przez studentów dla studentów w celu zebranie opinii młodych ludzi na temat obecnej sytuacji na świecie oraz ich wizji na przyszłość. Jako przedstawiciele organizacji, wierzymy, że przyszłość zależy od tego, co robimy dzisiaj.

Dlatego też czekamy na odpowiedzi od każdej młodej osoby. Chcemy, wiedzieć, czym się interesują, o jakie sprawy globalne dbają oraz, w jaki sposób angażują się w sytuację otaczającego ich świata. Chcemy, aby głos młodych był słyszany. Dzięki temu jesteśmy wstanie wzbudzić świadomość, zwrócić uwagę na problemy oraz zmotywować do działania.

Wypełnij ankietę: http://bit.ly/YouthSpeakMovement_Poland.

W sierpniu, podczas spotkania w Nowym Yorku, na którym przedstawiciele AIESEC także byli obecni, Organizacja Narodów Zjednoczonych stworzyła 17 goli globalnych, które adresuje do całego społeczeństwa. Odnoszą się one do zrównoważonego wzrostu i stanowią rozszerzenie goli milenijnych Dzięki nim świat za 15 lat świat może być lepszy. Jednak bez głosu młodych ludzi, cele te nie zostaną zrealizowane. Więcej na ten temat na: www.globalgoals.org.

Bez tytułu

Klaudia Gromadzik

Wolontariat w Brazylii

klaudia 2 gc

Wyjazd do Brazylii był jedną z lepszych decyzji w moim życiu.

Mieszkałam u przekochanej rodziny razem z wolontariuszką z Meksyku. Nasza brazylijska mama dbała o nas jak o własne dzieci, dlatego szybko poczułyśmy się jak u siebie w domu.

Wyjazd na wolontariat był wyjątkowym doświadczeniem z wielu powodów. Przede wszystkim miałam okazję poznać cudownych ludzi ze wszystkich stron świata, dzielić z nimi swój czas i wymieniać się doświadczeniami, usłyszeć ich osobiste historie, ale też opinie, informacje na temat ich krajów, których nie znajdę w polskich gazetach czy wiadomościach.

Kolejną rzeczą była możliwość oddziaływania nie tylko na dzieci, ale mieszkańców Salvadoru ogółem. Wielu z nich nie mówi po angielsku i nigdy nie było za granicą. Brazylijczycy to bardzo otwarci ludzie, chętnie nawiązują kontakty z innymi, ale kiedy pojawiała się bariera w rozmowie, bardzo żałowali, że nie poświęcali czasu na naukę języków obcych.

Co jeszcze? Na pewno wyjeżdżając na wolontariat trzeba porzucić swoją strefę komfortu już na lotnisku. Szczególnym wyzwaniem była komunikacja w języku portugalskim, z którym nie miałam wcześniej doświadczenia. Z początku wielokrotnie gubiliśmy się w mieście zdani na pomoc mieszkańców, którzy nie mówili po angielsku.

Wyjazd na wolontariat polecam wszystkim, którzy kochają podróżować, pozostają otwarci na innych ludzi i ich kultury i wierzą, że tak naprawdę cały świat jest naszym domem. Praca z dzieciakami i możliwość wpływania na ich życie była niezapomnianym doświadczeniem. No i zakochałam się w Rio. 😉

A może też chcesz wyjechać na wolontariat? http://bit.ly/gc_sgh

Koniec rekrutacji!

Dzisiaj zakończyliśmy rekrutację do naszego Oddziału Lokalnego. W bieżącej rekrutacji wpłynęło do naszego oddziału kilkadziesiąt aplikacji. Bardzo cieszy nas fakt, iż tyle osób w Białymstoku chcę się rozwijać i myśli o swojej przyszłości jak i otoczenia. Każdy z kandydatów nas zaciekawił i musimy przyznać, że przysporzył nam bólu głowy- wybór nie będzie łatwy.

Z wybranymi osobami skontaktujemy się już zaraz, ale już terz chcielibyśmy podziękować wszystkim, którzy wzięli udział w tej rekrutacji. Do usłyszenia i do zobaczenia już w najbliższy piątek na konferencji w Białowieży! Czekajcie na relacje!

“Nigdy nie zrozumiemy na czym tak naprawdę polega praca w zespole i zarządzanie nim, aż do momentu w którym tego doświadczymy”

Do organizacji dołączyłam dokładnie 2 lata temu. Od razu trafiłam do działu Komunikacji i Marketingu, do projektu PR & Media Management. W tym samym czasie zaaplikowałam również do drugiego projektu jakim były Dni Kariery PR – odpowiadałam z resztą grupy za promocję tych największych w Polsce targów pracy, staży i praktyk. Działanie w dwóch zespołach naraz brzmi na pozór dość wymagająco, zwłaszcza jeśli mówimy o projekcie Dni Kariery, który jest dość pochłaniający i wymaga sporo zaangażowania.

Było trudno, czasami doba nie wystarczała ale dzięki temu doświadczeniu zdałam sobie sprawę, że dam radę robić o wiele więcej niż mogłam to sobie wcześniej wyobrazić.  Sposobem na pogodzenie wszystkich tych aktywności w AIESEC i studiów jest umiejętność zarządzania sobą w czasie, którą nabyłam działając w organizacji i którą cały czas rozwijam.

Po 3 miesiącach działania w dwóch projektach promocyjnych naraz, nauczyłam się więcej niż w 3 lata studiów, które bardzo mocno łączyły się z moją działalnością w AIESEC. Studia na kierunku Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej ze specjalizacją Public Relations, przygotowały mnie bardzo dobrze do zawodu ale wyłącznie po stronie teoretycznej. AIESEC pozwolił mi się sprawdzić w praktyce. Odpowiadałam m.in. za kontaktowanie dużych mediów, tworzenie materiałów prasowych oraz obsługiwanie social mediów. Miałam szansę współpracować z korporacjami, pełniących rolę Partnerów Strategicznych i Wspierających ówczesnej edycji Dni Kariery. Poznałam nie tylko tajniki PR-u i Marketingu, dowiedziałam się jak wygląda Employer Branding „od kuchni”, a także wielokrotnie sprawdziłam się w zarządzaniu sytuacją kryzysową, co bardzo mocno wpłynęło na mnie personalnie.

Dzięki temu stałam się o wiele bardziej świadoma swoich zalet i wad, nad którymi cały czas staram się pracować. Pozornie pozytywne cechy charakteru okazały się w moim przypadku dość sporymi wadami, które ukazywały się w sytuacjach ściśle związanych z moją działalnością w organizacji.  Uświadomiłam sobie, że ciągłe dążenie do perfekcji, ogromne zaangażowanie (pracoholizm?) i czasami zbyt realne podejście do rzeczywistości mogą okazać się sporymi przeszkodami w pracy z innymi ludźmi jak i nad samym sobą.

W marcu br. czułam się już wystarczająco gotowa do objęcia swojej pierwszej w życiu pozycji liderskiej. Byłam odpowiedzialna za projekt, w którym działałam wcześniej jako członek teamu. Wspierałam większość działań naszego Oddziału Lokalnego po stronie PR-owej i komunikacyjnej. Miałam przyjemność pracować z 4 innymi, bardzo różniącymi się od siebie charakterem dziewczynami, co było dla mnie sporym wyzwaniem. Nigdy nie zrozumiemy na czym tak naprawdę polega praca w zespole i zarządzanie nim, aż do momentu w którym tego doświadczymy. Po dziewięciu miesiącach projekt dobiegł końca i miałam już swojego następcę.

Zdecydowałam się aplikować do Zarządu Oddziału Lokalnego na stanowisko Wiceprzewodniczącej ds. Komunikacji i Marketingu. Było to dla mnie ogromnym wyzwaniem. Sześć etapów rekrutacji, m.in. testy HR-owe na managerów wyższego szczebla prowadzone przez zewnętrzną firmę i w sumie 5-tygodniowa rekrutacja aby objąć 50-osobową wówczas strukturę składającą się z 9 zespołów i 3 koordynatorów.

Udało się i z 8-miesięcznej perspektywy bycia w Zarządzie i 2 latach spędzonych w organizacji mogę szczerze powiedzieć, że to było najlepsze doświadczenie w moim życiu, dzięki któremu poznałam niesamowitych ludzi z całego świata, wzięłam udział w profesjonalnych szkoleniach marketingowych (prowadzonych m.in. przez Google, Unilever, PZU), poznałam swoje mocne i słabe strony. Język angielski stał się dla mnie drugim j. ojczystym, a nabyte jak dotąd twarde umiejętności związane z marketingiem i PR-em pomogły mi niejednokrotnie zrobić krok w kierunku spełnienia swoich celów personalnych (m.in. dostarczanie szkoleń i warsztatów na różnego rodzaju konferencjach).

Aktualnie poza pełnieniem funkcji Wiceprezydenta ds. Komunikacji i Marketingu, zajmuję również stanowisko Marketing & Communication Entity Coach’a w strukturach wspierających AIESEC  w Wielkiej Brytanii.

Jakie mam plany na przyszłość?

Aplikacja do Oddziału Narodowego w AIESEC UK lub rekrutacja do partnerów narodowych AIESEC takich jak: Unilever, Procter & Gamble lub Nestlé.

Aplikuj do AIESEC Kraków!