Międzynarodowość w Twoim start-upie. Szansa czy zagrożenie?

Mówi się, że żyjemy w epoce start-upów. Co chwile słyszymy, że pojawia się kolejny z fantastycznym, a przede wszystkim oryginalnym pomysłem na ulepszenie świata. Genialne pomysły, które rewolucjonizują naszą rzeczywistość są z chęcią wspierane przez inwestorów. Powstają akceleratory biznesu, aniołowie biznesu inwestują swój kapitał, start-upowcy się spotykają na śniadaniach networkingowych, konferencjach – po prostu wielkie start-upowe boom! Co z tego, jeżeli wśród 10 start-upów, przez kolejny rok wytrwają 2 lub 3? Co zrobić, aby to Twój start-up był rzeczywiście konkurencyjny? Powinien być przede wszystkim MIĘDZYNARODOWY!

Wyróżnij się lub zgiń!

Zacznijmy może od początku… Co tak naprawdę kryje się pod hasłem “międzynarodowy start-up”? To bardzo proste! Otóż, często słyszymy o nowych start-upach , jednak większość z nich nie ma “tego czegoś”, nie ma tej jednej wyjątkowej cechy, która wyróżnia go na tle innych. Tej cechy, która sprawi, że wybierzemy właśnie tę usługę, ten produkt, w to zainwestujemy, w misję właśnie tego start-upu uwierzymy. Większość nowych firm, działających często w sieci, nie wie jak zacząć ekspansję na nowy rynek. Głównym źródłem informacji wtedy staje się wujek Google oraz znajomi, którzy byli w danym kraju na wakacjach. Ale czy to wystarczy, aby rzeczywiście poznać dany rynek i ocenić racjonalność oferowania na nim swojego produktu? Wprowadzając międzynarodowość do swojego start-upu masz szanse na ogromny rozwój i wyróżnienie, którego nie ma jeszcze Twój kolega z branży.

Zrób to, nim uprzedzi Cię kolega z branży

Takim wyjściem jest przykładowo zatrudnienie praktykanta zza granicy. Robiąc to, wprowadzasz świeżość w kulturze organizacyjnej, a tym samym człowieka, dzięki któremu możesz poznać trendy w branży działające w danym kraju, poznać ten rynek od środka – a na tym wszystkim twoja firma może w przyszłości tylko kapitalizować. Pewnie teraz pojawi się pytanie: ale jak to? Nie dość, że praktykant jest zza granicy i posiada ogromna wiedze na temat rynku funkcjonującego w jego kraju ojczystym, to możesz również ulepszyć swój język angielski i co więcej, wprowadzić do firmy kopalnie nowych pomysłów!

Go global!

Kolejna zaleta, która pojawia się przy zatrudnienie młodego praktykanta jest to, że nie ograniczasz swojej działalności tylko do kraju w którym powstała firma. Przykładem start-upu, który poszerzył swoja działalność jest Real Deal w Katowicach. Firma ta przyjęła do siebie dwóch praktykantów z Meksyku, którzy zajmowali się miedzy innymi sprzedażą aplikacji i usług firmy m.in w swoim kraju ojczystym i krajach latynoamerykańskich.

Czy nie takiej osoby potrzebujesz?

Dla pracodawcy przyjmującego praktykanta zza granicy ważna jest przede wszystkim postawa osoby, która zatrudnia, a także jej nastawienie do uczenia się nowych rzeczy. Pracodawcy zależy, aby praktykant potrafił także odnaleźć się w nowym, obcym otoczeniu. Osoba przyjeżdżająca zza granicy na praktykę wierzy w możliwość wprowadzenia pozytywnych zmian na świecie i interesuje się problemami całego globu. Jest ambitna i zaangażowana w to, co robi. Wręcz z optymizmem przejmuje na siebie odpowiedzialność ulepszenie świata. Jednak jakie cechy POWINIEN posiadać praktykant przyjeżdżający do firmy zza granicy? Po pierwsze praktykantowi powinno zależeć na rozwoju ludzi, z którymi współpracuje, a także na wpieraniu ich. Przede wszystkim osobowość ta, powinna charakteryzować się tym, że nie boi się podjąć ryzyka, w sytuacjach które mogą wymagać takiego postępowania i co więcej, ważna jest odporność w obliczu wyzwań i stawianie im czoła. Powinna przekazywać pozytywną energię, aby przejść przez wszystkie niepewności całego zespołu bez większego problemu. Następna ważną cecha jest samoświadomość, powinien skupiać się bardziej na swoich zaletach, niż wadach, a jego słabości powinny zawsze być pod mocnymi stronami. Należałoby, aby skupiał się na poznaniu i na rozwijaniu jednej konkretnej pasji. Kolejna cecha, jaka powinna być także u takiego praktykanta jest chęć wspierania innych. Co się z tym wiąże? Współpraca z innymi i chęć osiągnięcia jeszcze większego cel niż osiągnęłoby się w pojedynkę. Wszystko po to, aby odnalazł się w środowisku start-upu, wprowadził nieocenioną świeżość do kultury organizacyjnej, a także, by sprawnie przyczyniał się do realizowania celów Twojego start-upu.

Otwierając swój start-up już wykazałeś się niezwykłą odwagą, odpornością na zmiany i determinacja. Codziennie też zadajesz sobie pytanie: jak przetrwać w tym szalonym tempie, nie dać się zwariować, a przede wszystkim być zawsze o krok do przodu od konkurencji? Teraz już nikt nie ma wątpliwości, ze start-upy poszerzające swoją działalność na zagraniczne rynki, mają większą szanse na sukces. Potrzebujesz współpracowników, którzy wiedzą jak działają inne rynki i mają odpowiednie umiejętności językowe, są otwarci na świat i sprawią, że będziesz lepszy. Jednak jak znaleźć taka osobę?

Dowiedz się jak!

Program Global Entrepreneurs organizowany przez AIESEC pomaga w zatrudnieniu takiego praktykanta, który poza oczywistymi korzyściami dla Twojego start-upu, przyniesie pozytywną zmianę w społeczeństwie. Co najważniejsze, praktykant z AIESEC wprowadza, odrobinę swojej kultury w twój świat, a także inna energię, która z pewnością załamie rutynę! Praktykant z AIESEC to zdecydowanie szansa na sukces. Zatrudniając go, zmieniasz swoją przyszłość na lepszą i bogatszą w sukcesy zawodowe. Jest to sposób na rozwój firmy i samego siebie. Podsumowując… Znajdź coś, co wyróżni Cię na tle konkurencji. Inaczej już za rok będzie już za późno, by się nad tym zastanawiać.

Autorem tekstu jest: Marelina Fajkierz

Chałwa zamiast opłatka? Czyli o zwyczajach światecznych na świecie

Kolejne Święta, kolejna radość i atmosfera rodzinnego ciepła… Ale nie ma co rozmyślać, muszę jeszcze pogonić Elfy i poprosić Panią Mikołajową, by uprasowała mój czerwony płaszcz. Zasadniczo… Dawno nie zwiedzałem świata i nie patrzyłem na świąteczne przygotowania. Sanie gotowe, buty już wypastowałem, więc w drogę! Zapraszamy w krótką podróż po świecie, by poobserwować różne tradycje świąteczne!

Odrobina chałwy

Najpierw zaprzęg zawiezie mnie do Hiszpanii. Śniegu tam może nie zaznam, ale chociaż posmakuję pysznej chałwy, której Hiszpanie używają zamiast opłatka. Jednocześnie przejdę się pięknie przyozdobionymi ulicami, obejrzę szopki, które są obowiązkowe w każdym domu i spędzę czas z innymi na zabawie na ulicach Hiszpanii po wieczerzy!

Co na drugim końcu świata?

To może po Hiszpanii podjadę do Wenezueli? Tam mogę zjeżdżać razem z innymi na saniach po ulicach, które są zamknięte dla samochodów. Takimi saniami właśnie mieszkańcy udają się na Mszę.

Święta to także czas pysznego jedzenia. To może skoczę szybko do Japonii? Już nie pamiętam, co tam się je. Oho, widzę sporą grupę ludzi, gromadzących się w…. KFC? Jak to?! Ah tak, zapomniałem, że to właśnie tak Japończycy spędzają wieczerzę Świąteczną – w restauracji fast food!

Nie, w takim razie podjadę na Cypr, gdzie kolację wigilijną je się na tarasie – w końcu jest 18 stopni! Na stole widzę wieprzowinę, polędwicę z grillowanym kozim serem…

Dobry sąsiad Czech

Tym razem czas na Czechy. Zawsze lubiłem obserwować tamtejszy rytuał wigilijny. Młode dziewczyny stają plecami do drzwi i rzucają butem za siebie. Jeśli obcas wskazuje drzwi, na pewno owa panna nie znajdzie męża w nadchodzącym roku. Jeśli jednak będzie odwrotnie, to oznacza, że wyprowadzi się od rodziców, by zacząć planować swój ślub!

Mroźniejsze klimaty?

Jednak chyba Szwecja pozostanie moim faworytem w niesamowitych tradycjach świątecznych. Od ponad 40 lat gigantyczna postać kozy zrobiona ze słomy staje w mieście Gavle, by obwieścić początek ferii świątecznych. Każdego roku wandale robią wszystko, by tylko spalić kozę przed Wigilią. To urosło do rangi niezłego wyścigu! Do tej pory koza przetrwała jedynie 10 razy. Mieszkańcy przebierają się za Mikołajów, by przechytrzyć strażników lub odwracają ich uwagę… I im się to udaje!

Dobrze, to ostatni przystanek, bo nie mam za dużo czasu. Norwegia! Tamtejszy mit jest do tej pory celebrowany. Wierzono, że w Wigilię demony nawiedzą kraj i ukradną wszystkie miotły, by latać po niebie. Dlatego w Wigilię wszystkie zmiotki i inne środki do sprzątania są schowane.

Co kraj, to obyczaj. Natomiast Święta Bożego Narodzenia to przede wszystkim czas, który zbliża do siebie ludzi. I bez znaczenia, czy dzielimy się opłatkiem czy chałwą – chcemy ten czas przeżyć z bliskimi. Życzymy wszystkim krajom Wesołych Świąt!

Autorem tekstu jest: Anna Tomasik

6 powodów, dla których pasjonaci podróży osiągają sukces w biznesie

aas

“Podróżujemy nie dlatego by uciec od życia, ale by życie nie uciekło przed nami”

Wszyscy potrzebujemy wakacji. Co najmniej raz w roku. Dwa razy jest jeszcze lepsze. Niezależnie od tego czy zdecydujesz się na podróż w zasięgu kraju, czy poza nim, wszystko zależy od Ciebie i Twojego budżetu. Tak czy owak, jeżeli chcemy się uwolnić, odciąć się od naszych problemów dnia codziennego związanych z uczelnią czy pracą, potrzebujemy przerw.

Powód, dlaczego ludzie, którzy mają tendencję do częstego podróżowania osiągają większe sukcesy w pracy niż ci, którzy tego nie robią to dywersyfikacja umysłu. Różnica pomiędzy otwartością umysłu oraz świadomością swego życia. Chcesz poznać więcej szczegółów? Czytaj więcej.

Powód 1: Mają otwarte umysły

Ludzie, którzy spędzają dużo czasu w biurze, szczególnie duża liczba pracowników korporacyjnych biurowców uważają zgodnie, że po powrocie z wakacji, mają tendencję do lepszego skupiania się na pracy. Ich umysły dostają powiew świeżości, są bardziej otwarte na świat. Są bardziej zmotywowane, mają jaśniejsze spojrzenie na wszystko, i co ważniejsze, są bardziej optymistyczne i entuzjastyczne w pracy.

Powód 2: Mają szersze sieci znajomości

Kiedy odwiedzasz inny kraj, pewne jest to, że spotkasz ludzi z różnych części świata. Pomaga to promować siebie oraz budować różne sieci społeczne. Ludzie ci pozostają w twoich listach kontaktów. Jest to ważny punkt jeśli chcesz budować swoje znajomości biznesowe, ale i przyjaźni na całym świecie. A uwierz, mogą Ci się przydać w najmniej oczekiwanym momencie.

Powód 3: Są dobrzy w organizacji

Jeśli planujesz podróż do innego kraju, niezależnie od tego, czy podróżujesz w pojedynkę, z rodziną, przyjaciółmi, a nawet w podróży służbowej, sterujesz mnóstwo rzeczy jednocześnie. Rzeczy takie jak dbanie o paszport, inną walutę, gdzie się zatrzymać, co robić, gdzie zjeść, jak opiekować się należycie o swojego towarzysza itd. Każdy taki wypad ulepsza twoje zdolności organizacyjne, które będą miały znaczenie w późniejszych mniej lub bardziej złożonych działaniach.

Powód 4: Wiedzą wiele o innych kulturach

Gdy jesteś w podróży zagranicznej, oczy otwierają się szeroko na różne kultury. Mając z pierwszej ręki doświadczenia wielu kultur, zaczynasz rozumieć, jak ludzie z wielu państw świata radzą sobie w różnych sytuacjach dotyczących życia lub prac biurowych. Obserwując międzynarodowy styl pracy i życia, jesteś w stanie zastosować niektóre z nich do własnego zawodu, jak również i prywatnego życia.

Powód 5: Są lepsi w relacjach socjalnych

Podróże zagraniczne oznaczają możliwości zdobywania wiedzy na temat różnych kultur, języków, postaw itd. Te, kultury, języki, społeczeństwo i wszystko inne jest niepodobne do siebie. Możesz wziąć lekcję języka krótko przed wizytą w kraju, lub kupić przetłumaczoną książkę, ale cokolwiek z tym zrobisz i tak zawsze przejdzie to przez “test” Twoich umiejętności społecznych. Obejmuje to, jak dobrze ukażesz je w obcym kraju z jego mieszkańcami, swoją cierpliwość, takt i swoją etykietę. Jeśli możesz odnieść sukces w tym “egzaminie”, wówczas możesz łatwo rozwijać się w swojej karierze.

Powód 6: Dostają kop pozytywnej energii po każdej podróży

Co się dzieje, gdy twoje elektroniczne urządzenie się rozładuje? Uruchamiasz je po naładowaniu i działa ponownie na pełnych obrotach. Podobnie jest z nami, wszyscy musimy ożywić nasze mózgi w pewnym momencie w czasie. A najlepszym sposobem na to jest zrobić sobie przerwę, nawet jeśli jest to krótki okres czasu. Wyjazd za granicę jest świetnym rozwiązaniem. Podróż jest przyjemnością, która pozwoli Ci zapomnieć o codziennych obowiązkach i gorączkowym stylu życia. Wycieczki w trudnych momentach pracy i życia, pozwalają Ci ponownie pokochać swoje życie, pobudzają się do pozytywnego patrzenia na wiele rzeczy, sprawiają że stajecie się lepszą osobą. Po podróży do domu, wiesz, że jesteś gotowy, aby zmierzyć się z rzeczywistością ze świeżym umysłem. ****

A ty? Chcesz się zmierzyć z podróżą życia? Spróbuj swoich sił na wolontariacie Global Citizen! Dowiedz się więcej tutaj: pzn.aiesec.pl/gcitizen

za: lifehack.org

Global Host – z czym to się je?

Czy często zdarza wam się, że znajomy zaprasza was na Facebooku na wydarzenie o zagadkowej nazwie? Jeśli tak jak ja, macie znajomych, którzy nadmiernie molestują ikonkę „Zaproś”, zapewne doszliście już do punktu, w którym ignorujecie wszystkie takie zaproszenia. I być może, tak jak moją, któreś z nich w końcu przykuje waszą uwagę. W ten sposób poznałam program Global Host.

Co to jest Global Host? To projekt międzynarodowej organizacji studenckiej AIESEC, który polega na współpracy i wymianie kulturowej pomiędzy ludźmi z całego świata. Członkowie organizacji  przyjeżdżają na wolontariat do Polski na sześć tygodni, aby pracować z dziećmi w szkołach. W czasie swojego pobytu zamieszkują u polskich rodzin i właśnie tutaj pojawia się twoja szansa na bezpośrednie obcowanie z egzotyczną kulturą. Każdy może zostać hostem, czyli osobą, u której zamieszkuje wolontariusz na okres jednego tygodnia. Nie ważne, czy masz 20 czy 120 lat, studiujesz czy pracujesz, śpisz w łóżku ze swoim kotem czy hodujesz kolonię krwiożerczych motyli – jeśli tylko masz chęci i materac, możesz zgłosić się do bycia hostem.

Zapewne zastanawiacie się co w tym ciekawego. „Możliwość poznania obcej kultury”, „szansa na dotknięcie egzotyki”, „międzynarodowe znajomości” – to wszystko brzmi pięknie, ale na pewno słyszeliście to setki razy. Rozumiem, jeśli nie czujecie się przekonani, ja też nie byłam. Obcej kultury dostarcza mi świetnie HBO GO i puby upatrzone przez Erazmusów. Co więc jest wyjątkowego akurat w programie Global Host? Czy to, że obca kultura pakuje się z butami do twojego życia, a ty jesteś tym zachwycony? A może to, że rezultaty biją na głowę twoje oczekiwania? Albo to, że to, w każdym tego słowa znaczeniu, jedyna w swoim rodzaju okazja to przeżycia czegoś tak niesamowitego? Oto historie dwóch (nowo)najlepszych przyjaciółek. Po przeczytaniu jeszcze raz zapytaj siebie – czy warto?

_**

Amane

**_

Martwiłam się, że mnie nie polubi. Czułam się taka skrępowana, że będę tydzień mieszkała u obcej osoby. A jeśli bym jej przeszkadzała? Albo mnie by coś przeszkadzało? Czy wypada mi o tym powiedzieć? To był tylko jeden z całej masy moich zmartwień – że zgubię się autobusem, że zrobię coś obraźliwego. To taka zupełnie inna kultura! Bardzo chciałam zrobić dobre wrażenie, byłam podekscytowana na myśl o poznaniu kogoś z Polski.

Z miejsca polubiłam Marysię. Była bardzo miła i gościnna. Miałam nadzieję, że dobrze będzie wspominała mój pobyt, ale nie spodziewałam się, że tak się do siebie zbliżymy. Nie jestem otwartą osobą i z trudem nawiązuję nowe znajomości ale z Marysią było zupełnie inaczej. Jestem jej bardzo wdzięczna, bo dzięki niej poczułam się jak w domu. I świetnie podszkoliłam się w polskiej kinematografii! A gdy przyszło do wyjazdu, obie płakałyśmy. A ja nigdy nie płaczę!

_**

Marysia

**_

Moja pierwsza myśl, gdy obudziłam się w dniu przyjazdu Amane? „Na co mi to było. Po co zgodziłam się na bycie tym hostem.” Już tęskniłam za chodzeniem w majtkach po mieszkaniu. A co jeśli ugotuje mi ślimaki na obiad? Przecież będę musiała je zjeść, a jak tu jeść ślimaki, jeszcze w mojej kuchni. I co będzie jeśli ona chrapie? Spałam kiedyś w pokoju z cioteczną kuzynką mojej matki  i ona tak strasznie chrapała i całą noc nie mogłam spać. Co jeśli ta dziewczyna chrapie?

Z początku nie bardzo ją polubiłam. Wydawało mi się, ze jest zadufana w sobie i jakaś taka nieobecna, jakbym nie nadawała się do rozmawiania z nią. Ale dość szybko zrozumiałam, że ta powściągliwość jest elementem jej kultury.

Któregoś dnia wróciłam zmarznięta i przybita, a jeszcze bardziej się wściekłam, gdy od progu ją zobaczyłam. Przecież chciałam być teraz sama. Amane zaparzyła jakąś japońską herbatkę i przegadałyśmy nad nią prawie całą noc. Kiedyś zrobiła mi japońską zupę, która podziałała na mnie lepiej niż kawa!

Miała zostać tydzień, a została ze mną cztery. Zyskałam wspaniałą przyjaciółkę i przepis na nieziemską zupę.

**

Nie daj się prosić. Otwórz swoje drzwi na kulturę. Zostań hostem.

**

Więcej informacji pod adresem: http://aiesec.pl/dla-studentow/dzialalnosc-lokalna/aiesec-uniwersity/global-host

Formularz aplikacyjny: http://bit.ly/globalhostlodz

e-mail: globalhostlodz@gmail.com

Świąteczne last minute Asi i Adama, czyli relacja z wolontariatu na drugim końcu świata

Święta Bożego Narodzenia to najprawdopodobniej jedna z ważniejszych okazji w ciągu roku do wspólnego biesiadowania z rodziną i przyjaciółmi. W głowach każdego z nas święta te obfitują nie tylko w rodzinne ciepło, miłość, dobre jedzenie, lecz także w mroźne wieczory i poranki, gęste opady śnieżnobiałego puchu cudownie skrzącego się pod butami w słoneczny dzień. Są jednak kraje, w których ludzie śnieg widzieli tylko w telewizji, a na Sylwestra bez skrupułów kąpią się w ciepłym morzu i opalają na plaży. Jednym z takich miejsc jest Ameryka Łacińska. Dzisiaj, w relacji Joanny i Adama dowiemy się jak wygląda okres świąteczno-noworocznych w Ameryce Łacińskiej.

Joanna

_Gdzie? _Villahermosa, Meksyk

_Kiedy?   _listopad 2012-marzec 2013

Czym się zajmowała? Prowadzenie zajęć języka angielskiego dla młodzieży licealnej oraz studentów; promocja praktyk.

Adam

Gdzie?  Medellin, Kolumbia

Kiedy?   listopad 2013-czerwiec 2014

Czym się zajmował? Prowadzenie zajęć z języka angielskiego, praca w biurze relacji międzynarodowych przy organizacji praktyk zagranicznych.

AIESEC: Święta Bożego Narodzenia, to niewątpliwie bardzo rodzinna uroczystość, nierzadko spędzana w wąskim gronie rodzinnym. Jak Wasze rodziny zareagowały na decyzję spędzania Świąt z obcymi ludźmi na drugim końcu świata?

Joanna: Znajomi i rodzina próbowali mnie odwieść od pomysłu wyjazdu do Meksyku – w ogóle. Zapewniając mnie, że to niebezpieczny kraj i spotka mnie coś niemiłego. Ja natomiast uważam, że nie ma lepszego momentu na poznawanie tradycji i kultury danego kraju jak podczas tamtejszych Świąt i różnych uroczystości. Nie mówiąc o języku, bo to tam tak naprawdę nauczyłam się podstaw hiszpańskiego.

Adam: Moja rodzina, jak zawsze, nie przyjęła mojej nieobecności w domu rodzinnym w czasie Świąt. Oczywiście, brakowało mi bliskich w tym okresie, jednak Święta z moimi przyjaciółmi w Rionegro były jednymi z najwspanialszych w moim życiu i definitywnie najbardziej oryginalnymi.

AIESEC: Czy w Meksyku i Kolumbii ludzie świętują Boże Narodzenie?

Joanna: Jak najbardziej, 24 grudnia jest Wigilia, dzień później Boże Narodzenie. Na dodatek w Meksyku wszystko zaczyna się na długo przed Wigilią. Meksykanie z obchodami Bożego Narodzenia wiążą święto Matki Boskiej z Gwadelupy_ – _patronki państwa. Jest ono dla nich bardzo ważne.

Ciekawe jest to, jak tradycja aztecka przenika się tam z europejską. Przed Bożym Narodzeniem obchodzi się Posadę, to dla Meksykanów okazja do rodzinnych spotkań, praktykowanych przez 9 wieczorów na pamiątkę 9 miesięcy ciąży Maryi. Poza tym miasta przyozdabiane są w tym okresie podobnie jak u nas_ – _światełkami, szopkami i choinkami. Oraz typowymi dla tamtego obszaru kwiatami – gwiazdą betlejemską. Brakowało śniegu, ale mimo wszystko atmosfera świąteczna było odczuwalna dookoła.

Adam: Święta w Kolumbii obchodzone są z dużo większą pasją i zaangażowaniem niż w Polsce. Właściwie to trwają one miesiąc.

AIESEC: Czy przygotowania świąteczne i przebieg świąt wyglądają podobnie do tych w Polsce? Co Was najbardziej tam zdziwiło i zaskoczyło?

Joanna: Meksykanie na każdym kroku pozwalali mi czuć się jak u siebie w domu. Mimo bariery językowej nawiązywałam z nimi kontakt używając podstawowych słów i gestykulacji Wzajemnie próbowaliśmy swoich potraw tłumacząc z czego są wykonane. Meksykanie łatwo nawiązywali kontakt i chętnie pomagali w potrzebie.

Wigilia wygląda podobnie do naszej_ – wieczorem cała rodzina gromadzi się przy zastawionym stole, każdy przychodzi z przygotowaną wcześniej potrawą. Zaczyna się późnym wieczorem, na dodatek tam po prostu nikt się nie spieszy, a umówiona godzina wcale nie oznacza, że wszyscy będą na czas przy stole. Zaskoczyło mnie to, że na stole były potrawy mięsne, u nas przecież nie podaje się ich podczas Wigilii. Próbowałam tam potraw mięsnych i tych bezmięsnych na bazie fasoli i kukurydzy (szczególnie smaczne było _tamales) i piłam poncz_ – _podobny do naszego kompotu z suszonych owoców. Oni natomiast próbowali pierogów ruskich. Potraw nie było tak dużo jak u nas i wszystkie podane były w jednym czasie – każdy po prostu wybierał co chciał, było różnorodnie i równie smacznie.

Adam: Najbardziej zaskoczyło mnie jak bardzo rodzinne i radosne są te Święta. Sprzyja klimat, w tej części kraju pogoda przez cały rok właściwie jest taka sama, czyli lato; w miesiącach listopad-luty jest nieco cieplej, niż przez pozostałą część roku. Jako że praktyki rozpoczynałem w styczniu, to przez trzy tygodnie grudnia mogłem obchodzić Święta. Nie będę się tu szczegółowo zagłębiał w tradycje i zwyczaje świąteczno-noworoczne, Kolumbia jest krajem chrześcijańskim i więcej jest podobieństw niż różnic. To co mnie najbardziej urzekło to to, jak bardzo otwarci i radośni są Kolumbijczycy w czasie Świąt. Wyobraź sobie spotkanie rodzinne w średniej wielkości domu, gdzie organizowana jest impreza dla rodziny i krewnych, do tego ich znajomi, partnerzy itd. Wszyscy są mile widziani włączając sąsiadów, co daje 50-60 osób. DJ w garażu, dyskoteka, muzyka na cały regulator. Wszyscy tańczą, w ogródku pali się ognisko i w wielkich garnkach przygotowuje się tradycyjne potrawy. Kolumbijczycy przez cały grudzień się socjalizują, nie pracują za wiele, imprezy rodzinne non stop, do tego dochodzą jeszcze spotkania firmowe. Przeżyłem najbardziej niesamowity grudzień w moim życiu, a atmosfera która wtedy tam panowała sprawiła, że postanowiłem poszukać wolontariatu i zostać tam dłużej. Niesamowity, fantastyczny czas!

AIESEC: Jak Meksykanie i Kolumbijczycy spędzają Sylwestra? Jakie są wspólne elementy tej imprezy z polskim wiwatowaniem na Sylwestra, a co było dla Was niespodzianką?

Joanna: Sylwester spędzony był podobnie jak Wigilia w gronie rodziny i przyjaciół, przy uroczystej kolacji. Zupełnie nie przypominał naszej sylwestrowej zabawy do białego rana. Praktykowany był zwyczaj jedzenia 12 winogron, znany mi już z Hiszpanii_ – _o północy zegar wybijał 12 razy, za każdym uderzeniem musieliśmy zjeść jedno winogrono i pomyśleć życzenie. Nie jest to takie łatwe, bo zegar bije szybko. Ale trzeba przyznać, że przy tylu życzeniach wzrasta szansa na ich spełnienie!

Adam: Sylwester w Kolumbii jest bardzo podobny do tego polskiego. Jedną z ciekawych tradycji jest przygotowywanie kukły, która symbolizuje stary rok. Przed północą kukła zostaje w spontaniczny sposób niszczona, przy użyciu wszelkich możliwych środków. Ma to pomóc w odejściu starego roku i sprawić łatwiejszy start nowemu, coś jak polskie topienie marzanny. W Nowy Rok widać bardzo dużo zmęczonych szaleństwem ludzi śpiących w parkach i na chodnikach, temperatura powyżej 25 stopni nie grozi zamarznięciem.

AIESEC: Z perspektywy czasu, jak wspominacie Święta bez mrozu, śniegu i polskich tradycji? A może jakieś udało Wam się przemycić? 😉

Joanna: Święta ze śniegiem może mają swój urok, ale bardzo przyjemnie było zapomnieć o mrozie i grubych rękawiczkach. Poza tym, na głównym placu w Meksyku (Zocalo) można było pojeździć na łyżwach, pozjeżdżać na sankach z mini-stoku oraz pojeździć skuterem śnieżnym po sztucznym śniegu_ – _a wszystko w krótkim rękawku i trampkach. Myślę, że później bardziej docenia się czas spędzony w gronie własnej rodziny i przyjaciół. Żadna potrawa nie smakuje tak, jak w kraju, z którego pochodzi. Nasze Święta mają wiele wspólnych elementów, przede wszystkim są tak samo rodzinne i syte, a poznawanie nowych tradycji i dzielenie się swoimi zapada w pamięć na bardzo długo.

Adam: Święta, które spędziłem w Kolumbii były jednym z najwspanialszych okresów w moim życiu. Było to bardzo autentyczne doświadczenie, gdyż spędzałem je z kolumbijską rodziną, z którą to również mieszkałem przez ten cały okres i od których bardzo wiele się nauczyłem. W tym roku miałem wielką ochotę znów wybrać się tam na Święta, ale z kilku powodów zdecydowałem spędzić je z moją polską rodziną. W przyszłym roku, jeśli wszystko będzie sprzyjało, wracam. A jeśli chodzi o przemycanie tradycji, to przemyciłem dzielenie się opłatkiem.

Na przykładzie Joanny i Adama po raz kolejny przekonujemy się, że nie taki diabeł straszny, jak go malują i nawet Święta bez śniegu w upalnej pogodzie mogą być świetne i nieść za sobą niesamowicie pozytywne wrażenia.

Na koniec sobie i Wam wszystkim życzę tak magicznej podróży i przygody, jaką przeżyli nasi dzisiejsi bohaterowie. 🙂

Wywiad przeprowadziła: Magdalena Grząś

Global Host – przyjmij wolontariusza pod swój dach!

Od tygodnia w naszym mieście gościmy 14 wolontariuszy z Meksyku, Brazylii, Chin i Australii. Już dzisiaj macie szansę, aby poznać ich osobiście dzięki programowi Global Host.

Global Host to inicjatywa umożliwiająca przyjęcie wolontariusza z zagranicy do własnego domu na okres od 1 do 6 tygodni. Nasi wolontariusze pracują w szkołach, przedszkolach i organizacjach pozarządowych na terenie całego województwa lubelskiego. Host to osoba przyjmująca gościa z zagranicy w swoje progi – poznając inne kultury, wpływa równocześnie na rozwój środowiska lokalnego.

Global_Host_Steps Jeżeli chcesz :

– ZA DARMO podszkolić komunikację w języku angielskim, – spędzić ciekawie i wartościowo swój wolny czas, – skonfrontować swoją wiedzę o egzotycznym kraju z osobą tam mieszkającą -planujesz podróż w ciekawe miejsca, program Global Host jest dla Ciebie! Co jest potrzebne? Jedno wolne miejsce do spania i dużo pozytywnego humoru! Swoje zgłoszenie możesz wysłać koordynatorowi projektu Hubertowi: hubertpajaczkowski@gmail.com

Poznaj nas bliżej! #1 – OGX Promo

Najlepsze co mamy w AIESEC to przede wszystkim nasi członkowie! W związku z tym ruszamy z nowym cyklem na blogu, dzięki któremu będziecie mogli dokładnie dowiedzieć się kto działa w naszej organizacji, za co jest odpowiedzialna dana osoba i jakie projekty realizujemy. Wytłumaczymy Wam jak przebiegają procesy wymian wychodzących i przychodzących, na czym polega promowanie projektu lub jakie firmy z nami współpracują.

Pierwszy projekt, który Wam przedstawimy, nosi nazwę OGX Promo. Członkowie tego projektu robią wszystko, aby wypromować wyjazdy na praktyki i wolontariaty zagraniczne.

Koordynatorem jest Przemek, a do jego zespołu należą:

Karolina: Promuję wyjazdy na wolontariat GLOBAL CITIZEN prowadząc wydarzenie na Facebooku i wystawiając informacje dotyczące wyjazdów na grupie ofert dla studentów. Pomagam również w kontaktach z mediami.

Angelika: Moja rola w proejkcie to przeprowadzanie wywiadów z osobami, które były na wolontariacie GLOBAL CITIZEN bądź praktykach GLOBAL TALENTS. Poza tym promuję wyjazdy z GLOBAL TALENTS poprzez tworzenie postów na Facebooka.

Wiktoria: W AIESEC zajmuję się kontaktem z blogerami oraz prowadzeniem mediów społecznościowych – Snapchata i Instagrama. Wszystkie moje działania mają na celu wypromowanie i zachęcenie jak największej ilości młodych osób do wyjazdu na praktyki lub wolontariat!

Damian: Zajmuję się tworzeniem grafik GLOBAL CITIZEN oraz przygotowywaniem filmów promujących praktyki i wolontariat zagraniczny.

Kuba: W AIESEC odpowiedzialny jestem za to, aby… Było o nas głośno, przede wszystkim w mediach:) Zajmuję się kontaktowaniem mediów i tworzeniem grafik pod program Global Talents, a dokładniej promujących praktyki zagraniczne.

10 rzeczy, które musisz zobaczyć osobiście. Część 8 – Tajlandia

Tajlandia- kraj, który większości kojarzy się tylko z operacjami plastycznymi, a w szczególności ze zmianą płci. To prawda, że spojrzenie na te rzeczy jest tam całkiem inne, ale nieprawdą jest, że właśnie te operacje to, to co odróżnia ten kraj.

Rzeczą, która wyróżnia ten kraj, są zdecydowanie świątynie. Ponieważ jest krajem buddyjskim, to nic dziwnego, że jest tam niezliczona ilość tych budowli. Są tam świątynie od najzwyklejszych tradycyjnych, aż po wymyślne stworzone np. z butelek. Istnieje wiele starych, ale cały czas powstają nowe. Są to miejsca, w których ludzie mogą oddać cześć Buddzie i w których mieszkają mnisi.

DSCN4133

Jest jednak jedno miejsce, które jest niezwykle ważne dla Tajów. Mowa tu o świątyni Preah Vihear. Co prawda od 1962 roku świątynia leży na terenach Kambodży, jednak do miejsca naprzeciwko, z którego można oglądać świątynię, nadal napływają tłumy Tajów i turystów. Jak widać na powyższym zdjęciu jest to tak blisko, a tak daleko. Większość osób nie może swobodnie przekraczać granicy, przez co oglądanie z oddali, jest to jedyna możliwość by zobaczyć świątynie. Jednakże nie tylko świątynia robi wrażenie.

W miejscu tym, gdzieś pośrodku dżungli, każdy może poczuć niezwykłą aurę tego miejsca. Na szczycie góry można mieć wrażenie, że jest to miejsce, w którym faktycznie znajduje się jakaś wyższa siła. Spokojny wiatr, cisza, kilometry lasów i rzek, pozwalają w rzeczywistości znaleźć wewnętrzny pokój, który jest tak ciężki do odnalezienia w 21 wieku. W tym miejscu poznasz to czego, nie mogłeś w zgiełku miasta, a przy okazji zrozumiesz, że natura to coś o co warto dbać.

Pomimo tego, że miejsce to jest takie niezwykłe i spokojne, to jednak ludzie w okolicznych wsiach nadal pamiętają, gdy dniami i nocami słyszeli bomby, widzieli rannych żołnierzy i bali się by nikt nie przyszedł do ich domów. Gdy rozmawia się z osobą mieszkającą w pobliżu tego miejsca, widzisz na ich twarzy strach, a zarazem radość. Strach powstał przez wszystkie działania wojenne, które odbiły swoje piętno na tym miejscu, radość ponieważ się skończyły, a świątynia nie została zniszczona. Pomimo tego, że nadal w miejscu tym stoją żołnierze i fortyfikacje, teraz każdy może w spokoju kontemplować, na szczycie rozmyślając nad tym jak być dobrym człowiekiem i co zrobić by takie sytuacje się nie powtórzyły.

Jako, iż świątynia znajduje się po stronie Kambodży, to powstało specjalne muzeum  po stronie Tajlandii by każdy kto nie może przekroczyć granicy, mógł zobaczyć jak świątynia wygląda i przeczytać o niej informacje.

Każdy z nas powinien zobaczyć to miejsce. Poznać siebie i stać się lepszym człowiekiem. Zrozumieć jak wielką moc mamy i wykorzystać ją do tworzenia, pomocy, a nie niszczenia.

Autorem tekstu jest: Maciej Wolan

“…jak bycie obywatelem świata może mieć wpływ na sposób myślenia oraz na otoczenie…”

Już prawie 9 miesięcy w AIESEC. Wiele niesamowitych przeżyć, pracy nad unikalnymi projektami i mnóstwo zabawy i nowych znajomych. Jak zaaplikowałem? Znalazłem wydarzenie na jednej z grup wydziałowych. Nie do końca wiedziałem jeszcze o co chodzi, ale pomyślałem – dlaczego nie? Zaaplikowałem, poszedłem na rozmowy, dostałem się i… Wciąż nie wiem w co ja właściwie wszedłem. Przyszedł wtedy czas na moją pierwszą konferencję lokalną AIESEC Uniwersytet Warszawski. Pierwsze wrażenie? Przede wszystkim dużo energii! Bardzo dużo. Wszyscy byli szaleńczo podekscytowani, niezwykle mili i bardzo skorzy do poznania mnie i wszystkich nowych osób, ale ja wciąż nie wiedziałem, co ja właściwie będę robił w tym AIESEC.

Trafiłem do International Kindergarten – projektu wolontariackiego skupiającego się na organizacji warsztatów prowadzonych przez wolontariuszy z całego świata w przedszkolach. w całej Warszawie. Od razu wszystko mi się bardzo spodobało! Nie mogłem doczekać się, aż zajmę się realizacją mojej działki – sprzedaży. Doświadczenie zdobyte w tym projekcie bardzo poprawiło moje umiejętności decyzyjne, negocjacyjne oraz prostego przedstawienia oferty. W trakcie działania, poczułem, że stało się to czymś, o czym mogę śmiało powiedzieć, że jestem w tym dobry. Jednak nie samym projektem człowiek w naszej organizacji żyje. Przyjeżdżają do nas ludzie ze wszystkich kontynentów. Czemu właściwie by nie spróbować wyjechać gdzieś samemu? I właśnie na ten pomysł rogram Global Citizen okazał się idealnym wyborem. Zaledwie po miesiącu od dołączenia do organizacji, wśród tysiąca ofert, bez problemu wybrałem tę jedną, jedyną. Niecodzienną oraz interesującą – projekt turystyczny FireFlies w Azerbejdżanie. Na własnej skórze przekonałem się, jak bycie _obywatelem świata _może mieć wpływ na sposób myślenia oraz na otoczenie. Czyli jak, dzielnie działam w projekcie, wyjeżdżam na wolontariat do Azerbejdżanu i na tym się kończą moje możliwości? Naszczęście AIESEC ma wielu partnerów wśród najbardziej rozpoznawalnych i najbardziej cenionych firm w Polsce i na świecie. Moim następnym krokiem była aplikacja do programu ambasadorskiego EY, partnera strategicznego AIESEC Polska. Dzięki temu, zyskałem możliwość poznania, jak wygląda praca w znanej, międzynarodowej firmie. Była to także doskonała okazja by poznać i swobodnie porozmawiać z pracownikami wielu działów firmy. Po niesamowitych przeżyciach w Azerbejdżanie, rozpocząłem moją przygodę z EY. Jednak czułem, że chciałbym zrobić w AIESEC coś więcej. Pominąłem niezwykle istotny etap, ale… był właśnie czas na aplikację na pozycje liderską! W tej chwili koordynuję projekt KidSpeak wspierając mój dział sprzedaży oraz rekrutacji. Już teraz, nauczyłem się jak prawidłowo operować na wielu różnych polach i w przyjemny sposób współpracować w zespole.

AIESEC jest dla mnie platformą, która umożliwia rozwój w wielu dziedzinach oraz sprawdzenie się w nowych zadaniach. To właśnie dzięki organizacji poznałem setki osób ze wszystkich kontynentów, które dały mi wspomnienia i niepowtarzalne chwile. Wszystko to sprawiło, że działalność w AIESEC stała się niezwykle istotnym wydarzeniem całego życia studenckiego, które będę pamiętał na zawsze.

Kajetan Smela

Patronat Honorowy – Caritas Archidiecezji Warszawskiej

AIESEC WARSZAWA SGH PODJĄŁ WSPÓŁPRACĘ Z CARITAS ARCHIDIECEZJI WARSZAWSKEIJ W RAMACH PATRONATU HONOROWEGO POD PROJEKTY SPOŁECZNO-EDUKACYJNE.

Więcej na temat działalności Caritas znajdziecie na stronie http://warszawa.caritas.pl/.

Caritas_ARCHIDIECEZJI_WARSZAWSKIEJ_logo_male_RGB