“Bo warto!” – wolontariat w Brazylii

Bo warto! Czyli wolontariat na drugim końcu świata.

To nie prawda, że wolontariat w Brazylii zmienił cały mój dotychczasowy świat. Kłamałabym mówiąc, że wróciłam totalnie odmieniona z wyjazdu, wierząc, że nic lepszego wcześniej nie przeżyłam i nic mnie wspanialszego już nie spotka. Nie chcę Wam mydlić oczu, abyście po przeczytaniu mojej historii rzucili wszystko w minutę i ruszyli przed siebie… Nie jestem dobra w nagabywaniu. Pragnę Wam opowiedzieć zaś o przygodzie, która wiele wniosła do mojego życia. Pozwoliła na doznanie chwil, których się nie zapomina, bo trudno wymazać z pamięci tak niesamowite wspomnienia. Doświadczenia, które kreują naszą postawę wewnętrzną, jak i tę wobec innych ludzi wokół. Chciałabym Wam przybliżyć osoby, które w przeciągu 2 miesięcy stały się dla mnie jak najlepsi znajomi, wnoszący do mojego życia dużo zabawy, śmiechu i radości. Bo to właśnie profity mojego wyjazdu na wolontariat w ramach programu AIESEC.

Miałam szczęście wybierając projekt w Campo Mourao. Nie wiedziałam, nikt z wyjeżdżających nigdy nie wie, czego może się spodziewać. Jechałam bez większych oczekiwań. Chciałam zrobić coś dla siebie, w zamian dając coś innym. Zdecydowałam się na edukacyjny projekt w szkole podstawowej, w której miałam prowadzić zajęcia z zakresu tematyki społecznej. Świetny pomysł, tym bardziej, że przygotowywanie materiałów było również i dla mnie rozwojowe. Dowiadywałam się i przekazywałam dzieciakom wiedzę o prawach ludzkich, wielokulturowości czy problemach środowiskowych. Cudowne uczucie widzieć żywe zainteresowanie informacjami, którymi się dzielisz. Kiełkuje wtedy wiara w wolontariuszu, że dla tych młodych słuchaczy jest to wiedza, z której będą oni korzystać. Poczucie, że zostanie się w czyjeś pamięci na dłużej, poszerzając ich myślowe horyzonty. Nie tylko zresztą ich. My sami, osoby wyjeżdżające uczymy się wiele o świecie w czasie takich wyjazdów. Rzuceni w nowe miejsce, otoczenie, kulturę, zostajemy poddani testowi dojrzałości i kompetencji. W momencie barier językowych, obyczajowych musimy wykazać się zręcznością myślenia i inteligencji, aby móc w nich funkcjonować.

Mieszkałam u rodziny. Zdecydowanie polecam Wam takie rozwiązanie. Ile nowych doświadczeń i przeżyć. Miejsce Staniszewskich stało się na okres wolontariatu moim drugim domem. Uczestniczyłam w rodzinnych spotkaniach, chodziłam z nimi do kościoła czy barbecue. Wieczorami zaś swoim łamanym hiszpańskim rozmawiałam z mamą, starając się wyłapać portugalskie słowa, które ewentualnie mogłabym zrozumieć. Lubiłam się wymykać z najstarszym synem Marcosem do pobliskiego lokalu. Zawsze zamawiałam caipirinhe. Ulubiony drink Brazylijczyków, mój też. Nie piłam go jednak tak często, jak jadłam ryż. Uwierzylibyście, że to w największym kraju Ameryki Południowej spożywa się go więcej niż w Chinach? Właśnie mija 10 miesiąc od zakończenia projektu. Z utęsknieniem wspominam Parane, gdzie na północy stanu zostawiłam ludzi, z którymi przeżyłam tyle pięknych chwil. Bardzo się polubiliśmy. Brazylijczycy to urodzeni optymiści, którzy drugiemu człowiekowi dają niesamowitą dawkę energii. Nie mówiąc po portugalsku, nie posiadając perfekcyjnego angielskiego, którym oni posługiwali się w stopniu często podstawowym, nie czuliśmy barier. Byliśmy kolegami razem pracującymi za dnia i bawiącymi się wieczorami. Doceniam, że przyjęli mnie jak swoją i to nie tylko dlatego, że wypadało. Johny, koordynator projektu, nadal wysyła mi zapytania od dzieciaków „co u mnie”. Wiecie jak bardzo chciałyby zobaczyć śnieg? Dla nich – 10 stopni Celsjusza to klęska żywiołowa. Różnice kulturowe wyczuwalne są na każdym kroku.

Często słyszę pytanie, czy wyjechałabym ponownie. Oczywiście, że bym to zrobiła! Powiem więcej, zamierzam spróbować. I znów chciałabym odwiedzić Amerykę Południową, bo doskonale się w niej czuję. Wyjazdy nas kształtują, dają nowe doświadczenie zawodowe i życiowe. I ludzie, to oni są solą ziemi i naszego życia. Warto, naprawdę. Nie bójcie się marzyć, nie bójcie się być odważnym. Pamiętajcie, wszystko zależy wyłącznie od Was. Patetycznie? Oby skutecznie! Wyjeżdżajcie!

Autorka: Dominika Mizerska

Ewelina Majewska o swojej historii w AIESEC

Moja historia w AIESEC zaczęła się w czerwcu 2015 roku, to właśnie wtedy w ostatniej chwili wypełniłam aplikację, żeby zgłosić się do organizacji. Patrząc z perspektywy czasu, była to najlepsza  spontaniczna decyzja, jaką do tej pory podjęłam…

hhhh

Aplikacja została wysłana, 2 dni później odebrałam telefon i zostałam zaproszona na rozmowę kwalifikacyjną. Dostałam się i przydzielili mnie do zespołu KidSpeak  – to był mój mały sukces 🙂 Mój pierwszy projekt polegał na przyjeździe wolontariuszy z zagranicy do szkół podstawowych. Było to wręcz niesamowite doświadczenie, miałam kontakt ze szkołami, nauczyłam się umiejętności sprzedażowych i negocjacyjnych, miałam okazję poznać wspaniałych ludzi z zagranicy, z którymi mimo zakończonego projektu do tej pory mam dobry kontakt. Miałam okazję podszkolić swój angielski i nauczyłam się zarządzać sobą w czasie.

Podsumowując dzięki działalności w AIESEC zdobyłam spore doświadczenie i wiem,  że jeszcze wiele mogę się nauczyć. W organizacji na co dzień mam przyjemność współpracować ze wspaniałymi osobami, które wiedzą, co chcą osiągnąć i czerpią przyjemność ze swojej pracy, otoczenie mega motywujące.

Obecnie zaczynam swój kolejny etap, będę liderem własnego zespołu, więc będzie to dla mnie kolejne wspaniałe wyzwanie i doświadczenie. Jak widać moja historia w AIESEC jeszcze się nie kończy 😉 i pewnie gdybym nie wysłała w ostatniej chwili tej aplikacji nigdy nie byłabym w tym miejscu, w którym jestem teraz i nie poznałabym tylu wspaniałych ludzi. Dlatego pamiętajcie, w życiu nie warto się bać, trzeba ryzykować!

Szersze spojrzenie na świat- z perspektywy wolontariatu w Chorwacji

Poszerz swoje horyzonty! Nie bój się wyzwań! Jedź, baw się, doświadczaj – tak jak Ewa w Chorwacji!

Opowiedz o swoim projekcie, w którym uczestniczyłaś w ramach międzynarodowego programu wolontariatów Global Citizen.

Byłam 6 tygodni na wschodzie Chorwacji, w mieście Osijek. Projekt, w którym brałam udział nazywał się “Action, not reaction”. Pracowałam z pięcioma innymi wolontariuszami w szkołach ponadgimnazjalnych. W projekcie brało udział dziesięć szkół o bardzo różnym poziomie zaawansowania. Zajęcia odbywały się w języku angielskim i dotyczyły ćwiczenia „umiejętności miękkich”. Razem z resztą wolontariuszy planowaliśmy zajęcia na dany tydzień dla wszystkich szkół z projektu. Zrealizowaliśmy takie tematy jak: teamwork and collaboration, creativity and problem solving, personal finance, self-motivation. Oprócz tego pierwsze zajęcia w każdej ze szkół były poświęcone prezentacji krajów, z których pochodzili wolontariusze. Ostatnie zajęcia stanowiły podsumowanie zrealizowanych podczas projektu tematów. Wszystkie zajęcia planowaliśmy i prowadziliśmy wspólnie, w szóstkę.

Dlaczego właśnie ten projekt?

W pierwszej kolejności miał dla mnie znaczenie opis konkretnego projektu, kraj wyjazdu nie był najważniejszy. Tematyka zajęć, które mieliśmy prowadzić była ściśle związana z moją specjalizacją na studiach- komunikacja społeczna. Duże znaczenie dla mnie miała współpraca z uczniami szkół ponadgimnazjalnych. Z założenia nie chciałam pracować z dziećmi, a większość ofert dotyczy wolontariatu w przedszkolach i szkołach podstawowych.

Z kim pracowałaś podczas wolontariatu?

Pracowałam z piątką innych wolontariuszy- z Niemiec, Kanady, Australii i Brazylii. Podczas zajęć w szkołach miałam również kontakt z nauczycielami chorwackimi, którzy wyznaczali nam daty i sale gdzie mogliśmy prowadzić kolejne zajęcia.

Jakie były Twoje oczekiwania a jaka okazała się rzeczywistość?

Bałam się trochę współpracy z ludźmi z innych krajów, innych poglądów, kwestii komunikacyjnych. Już w pierwszym tygodniu przekonałam się, że moje obawy były bezpodstawne ponieważ wszyscy okazali się naprawdę sympatyczni. Przed wyjazdem bałam się również tego, że będę tam zupełnie sama, nie będę miała na miejscu przyjaciół, rodziny. Jednak ludzie z AIESEC Osijek okazali się być bardzo opiekuńczy! Od pierwszego dnia zajmowali się nami, nie było nawet jednego dnia w którym nie miałabym kontaktu z kimś od nich.

Czego się tam nauczyłaś?

Nauczyłam się pracy zespołowej w międzynarodowym towarzystwie, przezwyciężania problemów komunikacyjnych. Myślę, że doświadczenie pracy za granicą dodało mi pewności siebie, otwartości. Zawsze chciałam patrzeć szerzej na świat niż z perspektywy miejsca, w którym żyję na stałe. Myślę, że właśnie dzięki takiemu namacalnemu poznawaniu świata, w rezultacie można osiągnąć więcej niż by się przypuszczało.

Czy powtórzyłabyś to doświadczenia jeszcze raz?

Z miłą chęcią:)

My Big Chinese Adventure!

Na praktyki w ramach programu AIESEC zdecydowałam się jako, można powiedzieć, „seniorka”, bo mając lat 29, czyli w ostatnim możliwym momencie, biorąc pod uwagę fakt, że zarówno wolontariat jak i praktyki w AIESEC są przeznaczone dla osób poniżej 30 roku życia. Nie zaskoczę tutaj nikogo stwierdzeniem, że warto, że zachęcam każdego, kto ma jakiekolwiek wątpliwości. Jedyne, czego mogłabym żałować, to fakt, że nie podjęłam takiej decyzji wcześniej. Ale od początku…

„Gap year” – pomysł, przygoda, decyzja, o której często czytałam, szczególnie w podręcznikach do języka angielskiego, z których korzystałam w swojej pracy w szkole. Tak, jestem nauczycielką języka angielskiego. „Gap year” był od zawsze terminem, który rozpalał moja wyobraźnię i przenosił myślami w przeróżne zakątki świata. Bynajmniej nie chodziło mi o poznawanie nowych miejsc z perspektywy turysty. Chciałam wniknąć w nową rzeczywistość jako nowy „tubylec”, który rano rusza do pracy, korzystając ze środków komunikacji, po pracy robi zakupy, organizuje sobie czas wolny na własną rękę, a do roli turysty powraca np. w weekendy lub w święta państwowe, zwiedzając te bliższe i te trochę bardziej odległe atrakcje turystyczne. Po długich walkach ze strachem i innymi słabościami, pomysł zaczął się materializować i stateczna nauczycielka języka angielskiego z końcem sierpnia wyruszyła do Chin.

Czemu Chiny? Przede wszystkim zaważyło kryterium bezpieczeństwa, ale też chińska agencja kusiła najbardziej atrakcyjnymi warunkami pracy: mieszkanie opłacane przez szkołę, w której miałam pracować, posiłki również zapewnione przez miejsce pracy. Dodatkowo, pokrycie kosztów podróży do Pekinu, gdybym chciała zwiedzić stolicę (oczywiście, że chciałam!). We wrześniu zaczęłam pracę w gimnazjum w mieście Chenzhou w prowincji Hunan w południowych Chinach. Moim zadaniem było uczenie konwersacyjnego angielskiego we wszystkich klasach z ósmego rocznika. Zadanie niełatwe, jeśli wziąć pod uwagę fakt, że każda klasa liczyła 60 lub więcej trzynastolatków. Do nowych realiów można było się jednak szybko przyzwyczaić, co na pewno ułatwiał entuzjazm i energia moich uczniów oraz… mikrofon w każdej pracowni. Biały kolor skóry podnosi nauczyciela w chińskiej szkole do rangi celebryty i tak też się często czułam. „Hello, teacher!”, „Nice to meet you!”, What’s your name?”, które często słyszałam, idąc korytarzami szkoły, w pakiecie z dużym szczerym uśmiechem, zawsze gwarantowały dobre samopoczucie. W szkole w Chenzhou spędziłam 4 miesiące, wystarczający czas, żeby wypracować sobie metody pracy i żeby znaleźć z dzieciakami wspólny język. Parę dni przed wyjazdem uczniowie żegnali mnie, obdarowując przeróżnymi prezentami: owocami (np. pomarańczą z napisem „here you are”), liścikami, kartkami z życzeniami, rysunkami i innymi równie rozczulającymi drobiazgami.

Przez 4 miesiące w Chinach zobaczyłam wiele niezapomnianych miejsc. Pekin, Hongkong, Guangzhou (Kanton), Park Zhangjiajie (inspiracja do scenografii „Avatara” Camerona) czy Xi’an, miasto z ósmym cudem świata – terakotową armią. Przeżyłam mnóstwo przygód, z których każda zasługuje na odrębną opowieść. Chodziłam do miejscowego kościoła, próbowałam nowych smaków, jadłam węża, żabę, czy, jak mi powiedziano, „wild animal living in the mountains and similar to a rat”. Parokrotnie przemierzałam uliczki swojego chińskiego domu, Chenzhou, na skuterze (w Chinach spełniającego też funkcję taksówki). Poznałam ludzi z różnych stron świata. Na Wielki Mur wspinałam się w sympatycznym meksykańsko-węgierskim towarzystwie. Zwiedzając Hongkong, czyli chiński Nowy Jork, polegałam na włoskim przewodniku a do Parku Zhangjiajie pojechałam z Tajwańczykami.

O swojej wielkiej chińskiej przygodzie mogłabym mówić godzinami. Nie będę oryginalna zachęcając tych, którzy mają jeszcze wątpliwości co do podobnego wyjazdu. Poza nowymi cennymi znajomościami, doświadczeniem życzliwości od wielu osób, poznaniem nowych miejsc i smaków, jest to bez wątpliwości cenne doświadczenie zawodowe i wspaniała okazja do doskonalenia znajomości języka. Co nieuniknione, podczas takiego wyjazdu doświadcza się różnych trudności i problemów, ale przezwyciężenie ich daje większą pewność siebie i wiarę w swoje siły. Podczas takiej przygody można się dużo dowiedzieć o samym sobie i jest to dla mnie bardzo cenna wiedza. Jeśli rozważasz taki wyjazd, ale się wahasz, wyłącz negatywne myślenie i zacznij działać. Gwarantuję, że się nie zawiedziesz!

Autorka: Marta Czyżewska

Paweł

Wyprowadzając się z domu byłem niesamowicie szczęśliwy, bo perspektywa studiowania była świetna! Nie masz praktycznie żadnych ograniczeń, same w sobie studia nie zajmują aż tak dużo czasu (i nic specjalnego również nie dają) no i wreszcie możesz zostać kapitanem własnego okrętu i robić to na co tylko masz ochotę.

Jakoś na początku października kumpel napisał mi o rekrutacji do AIESEC i streścił mi czym owa organizacja w ogóle się zajmuję. Podszedłem do tego ze sporym dystansem, ale postanowiłem zaaplikować (skoro mogę robić wszystko to czemu nie spróbować by i tego?)

Poza tym usłyszałem, że korzyści czy doświadczenie jakie zyskam to tylko zwielokrotnienie wysiłku jaki sam włożę, jednym słowem same +, w najgorszym wypadku zostanę w tym miejscu gdzie znajduję się teraz. Złożyłem więc aplikację, potem poszedłem na rozmowę rekrutacyjną, kilka dni potem dostałem telefon, że się dostałem, spoko.

Przez pierwszy miesiąc robiłem tylko wymagane minimum i dalej żyłem swoim wymarzonym samodzielnym życiem. Szybko jednak zaczął nudzić mnie taki bezproduktywny styl życia. To, co przestraszyło mnie najbardziej, to fakt, że po zmianie miejsca zamieszkania czy otoczenia zaczynam też powoli zatracać wartości, którymi zawsze starałem się kierować. Wtedy zacząłem coraz więcej zastanawiać się nad wszystkim co otacza mnie teraz i nad tym, jak moje życie ma wyglądać za jakiś czas. Doszedłem do wniosku, że furtką, którą dosyć starannie omijałem i traktowałem trochę, ‘po macoszemu’ jest właśnie AIESEC. Zacząłem więc poświęcać temu coraz więcej czasu i zaczęło mi być głupio, że wcześniej nie zwracałem uwagi na tych wszystkich fantastycznych ludzi, którzy w zasadzie non stop byli na wyciągnięcie ręki.

Proporcjonalnie do ilości włożonego czasu i chęci korzyści zacząłem dostrzegać niemal natychmiast, z dnia na dzień stawałem się bardziej świadomy, widziałem ile już się nauczyłem, jak mogę to wykorzystać i ile jeszcze nauczyć się muszę. To trochę uzależniające – fakt, że masz miejsce, do którego możesz przyjść w każdej chwili i z dowolnym nastawieniem, a widząc ludzi wokół natychmiast nabierzesz motywacji do robienia wszystkiego! Mimo, iż dalej nie byłem do końca pewny swoich możliwości po namowach złożyłem aplikację liderską, teraz mam już własny projekt, który mam nadzieję będę realizował razem z Tobą i oprócz ciągłego samorozwoju mam teraz możliwość wpłynąć na życie innych – zarówno osób z mojego zespołu jak i wspólnie możemy zmienić życie osób, których dotyczy realizacja projektu, w jaki sposób?

Aplikuj do nas a dowiesz się na pewno! Pamiętaj, że studia to nie wszystko i zajmując się tylko nimi składając w przyszłości podanie o pracę Twoje CV będzie wyglądało dokładnie tak przeciętne i nudne tak jak tysiące innych – zapełnione jedynie wpisem ukończenia szkoły wyższej, jak wszystkie…

Z nami możesz więcej! http://ue.aiesec.pl/formularz

Paweł Szpakiewicz

Odkryłam HR w dziennikarstwie

Dla studentki II roku studiów dziennikarskich wywiady nie są obce. Prowadzę stronę internetową, na której umieszczam wywiady ze znanymi osobami takimi jak Dawid Podsiadło, Ewa Farna czy zespołem Zakopower. AIESEC z kolei umożliwił mi inspirujące rozmowy z lubelskimi studentami oraz praktykantami z Egiptu, Meksyku czy Brazylii. Niespodziewane charyzmatyczne osobowości potrafią zaskoczyć w konwersacji jeszcze bardziej niż gwiazdy!

Do AIESEC Lublin dołączyłam 1,5 roku temu. Początkowo działałam w obszarze związanym z marketingiem, gdzie zajmowałam się zarządzaniem kanałami social media czy tworzeniem not prasowych. Jestem osobą, która potrzebuje wyzwań, dlatego następnie wzięłam udział w projekcie zajmującym się rekrutacją nowych członków do naszej organizacji, który działał w ramach obszaru HR.

Wywiad to rozmowa dziennikarza z osobą prezentującą swoją osobowość, w której odpowiada ona na zadawane pytania. Jego celem jest zebranie informacji, a także dostarczenie rozrywki czytelnikom: wywołanie zdziwienia, zaskoczenia, uśmiechu na ich twarzach. Rozmowa rekrutacyjna to nic innego jak wywiad selekcyjny, czyli konwersacja przeprowadzona w celu oceny dopasowania danego kandydata na daną pozycję. Gdy odkryłam powiązania dziennikarstwa i dziedziny HR, ucieszyłam się, że będę miała możliwość rozwoju swoich zainteresowań w dziedzinie, w której wcześniej nie widziałam dla siebie miejsca. Wtedy dowiedziałam się, czym tak naprawdę jest HR. To dział organizacji związany z zasobami ludzkimi (ang. human recources, HR) zajmujący się rekrutacją, szkoleniem, motywowaniem i rozwojem pracowników.

W projekcie zajmowałam się analizą aplikacji, kontaktowaniem kandydatów, umawianiem spotkań, przeprowadzaniem rozmów rekrutacyjnych, a także alokacją, czyli przydzieleniem kandydatów do odpowiednich projektów. Systematyczność i sumienność przy wykonywaniu tych obowiązków była bardzo ważna!

Przed każdą rozmową rekrutacyjną należy zapoznać się  z informacjami o kandydacie. Duże zróżnicowanie studentów powoduje, że pomimo indywidualnego podejścia do każdego z nich musimy zachować jeden szkielet rozmowy, który będzie zbliżony do wszystkich kandydatów, by później porównać ich umiejętności w maksymalnie obiektywny sposób. Rozmowa rekrutacyjna to stresująca sytuacja dla wielu osób, dlatego nauczyłam się w jaki sposób rozpocząć spotkanie, by przełamać lody i wprowadzić pozytywną atmosferę. Nabyłam umiejętności słuchania i reagowania na odpowiedzi, dokonywania obiektywnej oceny, otwartości na ludzi, a także motywowania do konkretnych działań.

Podszkoliłam umiejętności autoprezentacji, dzięki reprezentowaniu organizacji AIESEC podczas rozmów rekrutacyjnych z kandydatami. W razie pytań w prosty i rzeczowy sposób wyjaśniałam funkcjonowanie organizacji. AIESEC to międzynarodowa organizacja studencka zajmująca się wymianą, dlatego ważna jest umiejętność pracy w grupie oraz otwartość na inne kultury – pod tym kątem sprawdzaliśmy kandydatów. Po całym procesie udało się nam przyłączyć do organizacji młodych ludzi z potencjałem, którzy chcą mieć wpływ na lokalne środowisko i zdobywać wartościowe doświadczenie.

Następnie dołączyłam do projektu, który zajmował się rekrutowaniem zagranicznych studentów na praktyki do lubelskich firm IT. Unikalność wywiadu polega na znalezieniu celów, jakie chce się osiągnąć. Celem rozmowy rekrutacyjnej jest sprawdzanie dopasowania kandydata do profilu firmy, w której ma odbyć praktykę, jego umiejętności personalnych i zawodowych. To kolejne podobieństwo, które dostrzegłam między dziennikarstwem a dziedziną HR, które zapewniło mi wartościowe doświadczenie zawodowe.

– Chciałbym wziąć udział w tej praktyce, by poznać jak ludzie z branży IT, pracują na całym świecie. Warto poszerzać swoje horyzonty, poznawać różne metody pracy oraz zdobywać wiedzę od profesjonalistów – odpowiadał Lucas z Brazylii podczas rozmowy rekrutacyjnej na Skype. Podczas projektu  miałam możliwość rekrutowania praktykantów z różnych zakątków świata – to idealna okazja, by podszkolić umiejętności językowe w praktyce. Dodatkowo nauczyłam się cierpliwości, kiedy w trakcie rozmowy niespodziewanie połączenie internetowe zostało zerwane, bo w Wenezueli zabrakło prądu J Umiejętność organizowania indywidualnej pracy, nauczyła mnie wytrwałości, zaangażowania i samodyscypliny.

– Bardzo chciałbym przyjechać na praktykę do Polski, kraju słynącego z historycznego Krakowa, strzelającego 6 goli w 5 minut  Roberta Lewandowskiego oraz smacznych pierogów – odpowiadał Mrigank z Indii. Projekt pozwolił mi zbudować sieć networkingową oraz zdobyć wiedzę o różnych kulturach. W komunikacji międzykulturowej ważne jest zainteresowanie się drugim człowiekiem oraz pozbycie się stereotypów.

Wywiady z artystami takimi jak Dawid Podsiadło, Ewelina Lisowska w trakcie studiów były niezwykle interesujące, ale niezwykle inspirujące są również rozmowy z pełnymi zapału do działania lubelskimi studentami, a także rozmowy na Skype z osobami pochodzącymi z Egiptu, Indii czy Meksyku!

Nie wiesz, czy odnajdziesz się w dziedzinie International Operations, Sales czy Marketing? Osoby działające w obszarze HR na pewno wskażą Ci odpowiednią drogę rozwoju po rozmowie z Tobą! Zaaplikuj, przyjdź na rozmowę rekrutacyjną i pokaż, co potrafisz! Pamiętaj, że największym sekretem każdej rozmowy rekrutacyjnej nie jest wiara w szczęśliwy traf, lecz wiara we własne umiejętności! Aplikuj: http://lb.aiesec.pl/futureleaders

Autor: Klaudia Ceglarz

klaudia IO

Student potrafi, czyli kto organizuje ogólnopolskie Dni Kariery?

Dni Kariery – jedne z największych targów pracy skierowanych do studentów i absolwentów. W ciągu jednego dnia uczestnicy mają okazję poznać obecny rynek pracy, oczekiwania pracodawców, a jednocześnie znaleźć branżę, w której osiągną sukces zawodowy. Jedno ogólnopolskie  wydarzenie, kilkadziesiąt firm, setki studentów i absolwentów. Tak Dni Kariery prezentują się na zewnątrz, a czy zastanawialiście się jak to wszystko wygląda z perspektywy organizatora?

Od czego by tu zacząć…

Całe przedsięwzięcie starannie opracowują studenci, dzięki czemu zdecydowanie łatwiej jest zdefiniować potrzeby odbiorców, a także sprawić aby prezentowane treści czy atrakcje były ciekawe i przyciągające. Praca nad powodzeniem projektu rozpoczyna się na około rok przed planowanym terminem rozpoczęcia. Wówczas należy ustalić strategię logistyczną, a także promocyjną, zebrać odpowiednie zasoby ludzkie, wyedukować zespoły i rozdzielić między nimi zadania. Bardzo ważny jest tzw. „backward planning”, a więc określenie konkretnych dat przypisanych poszczególnym zadaniom, na podstawie cofania się od dnia targów, np. jeśli planowana jest kampania outdoorowa, dochodzi do ustalenia, jak dużo wcześniej należy ją rozpocząć, kiedy złożyć projekt, kiedy zarezerwować termin. Jest to bardzo dobra okazja, aby nauczyć się planowania, zarządzania ludźmi, czasem i projektem.

“DKi” dają szansę umysłom analitycznym…

Miejsce dla siebie z pewnością znaleźliby również studenci logistyki czy zarządzania. Jak nie trudno się domyślić, Dni Kariery to poważne przedsięwzięcie w tym zakresie. Kluczowe jest rozplanowanie przestrzeni, rozmieszczenie stoisk przeznaczonych dla firm, strefy doradztwa zawodowego czy strefy chillout. Przy tym należy pamiętać o zapewnieniu komfortu wystawcom, a także uczestnikom. Ten obszar pozwala przede wszystkim na rozwinięcie analitycznego myślenia, wyobraźni przestrzennej, a także umiejętności komunikacyjnych w kontakcie z interesariuszami. Dni Kariery to również okazja, aby poznać czym jest networking, na jakich zasadach działa, a także w jaki sposób tworzyć długofalowe kontakty, m.in. z prezentującymi się firmami.

…jak i kreatywnym

Za Dniami Kariery kryje się również konkretny plan promocji i cała gama działań strategicznych. Na około pół roku przed wydarzeniem należy rozpocząć bardzo dokładne opracowanie kanałów i akcji promocyjnych. Ważne jest wzięcie pod uwagę zarówno tradycyjnych kanałów odbioru, kampanii outdoorowej, a także social mediów i marketingu mobilnego. Jest to również czas tworzenia sieci partnerów, patronów i sponsorów, którzy wesprą ideę targów. Tworząc wszelkiego rodzaju komunikat promocyjny kluczowe jest, aby pamiętać o rodzaju grupy docelowej, do której skierowane jest wydarzenie i w odpowiedni tonie formułować materiały promocyjne (np. notki prasowe). Zespół odpowiedzialny za promocję Dni Kariery odpowiada za spójność marki i prezentowanych komunikatów. Prawdziwa burza mózgów zaczyna się podczas decydowania jakie atrakcje zapewnić, jak ma wyglądać wydarzenie na Facebooku czy jakie gadżety będą przewidziane. W obszarze PR swój potencjał mogą rozwinąć przede wszystkim osoby kreatywne, otwarte, a jednocześnie charakteryzujące się umiejętnościami planistycznymi.

Dni Kariery to wydarzenie, które stanowi sukces kilkudziesięciu osób. Oczywiście wiążę się z umiejętnościami refleksu, współpracy czy dobrej komunikacji, ponieważ wielokrotnie należy podjąć szybką decyzję, jednak jest to przede wszystkim przedsięwzięcie niosące ze sobą niezwykłą satysfakcję. Od strony organizatora, współorganizatora czy opiekuna firmy zyskuje się możliwość zdobycia doświadczenia czy poznania pracy firm w bardziej bezpośrednim kontakcie. Natomiast wszystkich tych, którzy chcą wystąpić podczas tegorocznych Dni Kariery w roli uczestnika serdecznie zapraszamy do śledzenia fanpage’a: https://www.facebook.com/DniKariery/. Pierwsze targi już 1 marca we Wrocławiu! Czekamy na Was!

Autorem tekstu jest Justyna Sawicka

“Wiele razy musiałem wychodzić z własnej strefy komfortu, ale to właśnie w tych momentach najwięcej się nauczyłem”

Wszystko zaczęło się gdy byłem jeszcze w liceum. Wówczas do mojej szkoły przyjechali wolontariusze zagraniczni, od których po raz pierwszy usłyszałem o AIESEC. To, że dziś działam w organizacji, zawdzięczam jednak mojej koleżance. W momencie gdy się poznaliśmy, była ona aktywnym członkiem AIESEC. Opowiedziała mi o możliwościach jakie otrzymała dołączając do organizacji i zaszczepiła nadzieję, że ja również mogę wiele osiągnąć. Wtedy właśnie podjąłem decyzję, że wraz z rozpoczęciem studiów, zaaplikuję do AIESEC. Był to świetny wybór, ponieważ od zawsze zależało mi na własnym rozwoju i wpływaniu na otoczenie. Ekscytował mnie również fakt, że już jako student będę mógł nawiązywać relacje z przedstawicielami firm.

Moje początki w AIESEC były dokładnym spełnieniem moich marzeń. Podczas rekrutacji zostałem przydzielony do programu praktyk przychodzących. Projekt ten pozwala łączyć w sobie kontakt z przedstawicielami różnych branż gospodarki z niesamowitą atmosferą organizacji studenckiej. Dodatkowo fakt, że dzięki mojej pracy wpływam na rozwój nie tylko studentów, ale także lokalnych firm, dawał mi ogromną motywację do działania.

Projekt ten bardzo mi się spodobał i bardzo szybko postanowiłem zostać liderem. Dzięki pracy z innymi nauczyłem się jak prowadzić zespół, planować pracę, a kontakty z firmami nauczyły mnie otwartości oraz umiejętnego przeprowadzania spotkań biznesowych.

To jednak nie wszystko czego udało mi się dokonać podczas swojego pierwszego roku w AIESEC. Mogłem się sprawdzić także podczas organizowania konferencji jako koordynator logistyczny i zostałem ambasadorem firmy EY. AIESEC zawdzięczam więc bardzo dużo w kwestii rozwoju i długo nie zastanawiałem się nad chęcią kontynuowania swojej przygody w organizacji. Postanowiłem, że nadszedł czas by wejść na kolejny poziom – którym jest członkostwo w zarządzie krakowskiego oddziału. Duży wpływ na moją decyzję mieli ludzie, których spotkałem na swojej drodze w AIESEC. To oni zmotywowali mnie to tego, abym zawsze chciał osiągać więcej.

Mieli racje! Dziś czerpię niesamowitą satysfakcję z wyzwań stojących przede mną! W krakowskim oddziale AIESEC pełnię funkcję wiceprzewodniczącego ds. finansów. Jest to funkcja, która idealnie łączy się zarówno z moimi studiami jak i zainteresowaniami. Zarządzanie finansami w komitecie jest zajęciem wymagającym wielu kompetencji miękkich oraz analitycznego, a także syntetycznego myślenia. Niezbędne umiejętności czerpię z tego, czego nauczyłem się od samego początku pobytu w organizacji. A jest tego całkiem sporo! Już w trakcie pierwszych szkoleń dowiedziałem się jak powinny wyglądać spotkania biznesowe. Ze swoich początków w AIESEC pamiętam także, czym jest networking. W trakcie projektu wiele razy musiałem wychodzić z własnej strefy komfortu, ale to właśnie w tych momentach najwięcej się nauczyłem i dziś czerpię z tego bardzo wiele.

Członkostwo w AIESEC dało mi niezwykle dużo! Dzięki organizacji mam znacznie lepszy pogląd na sytuację na rynku pracy, jestem świadomy własnych możliwości, a także mam plan na rozwój swojej przyszłej kariery. To podczas działalności w AIESEC podjąłem decyzję, w którym kierunku chcę podążać w przyszłości. Członkostwo w komitecie sprawiło, że stałem się osobą otwartą na nowe wyzwania, wspierającą innych oraz nastawioną na rozwiązania. To właśnie dzięki organizacji wiem z jakimi wyzwaniami, będę musiał się zmierzyć na rynku pracy, lecz jestem pewny, iż dzięki chwilom w AIESEC będę gotowy, by stawić im czoła!

Łukasz – student II roku finansów i  rachunkowości. W chwili obecnej wiceprzewodniczący ds. finansów w oddziale lokalnym AIESEC Kraków.


Jeśli po przeczytaniu artykułu czujesz, że chcesz zaangażować się w działalność studencką – nic prostszego! Wejdź na stronę kr.aiesec.pl/future-leaders i dowiedz się jak dołączyć do AIESEC!

CO ZYSKASZ DOŁĄCZAJĄC DO AIESEC?

Cały czas powtarzamy, że AIESEC to niesamowita szansa na rozwój. Co jednak dokładnie kryje się pod tymi tajemniczymi 4 słowami?

Przygotowaliśmy dla Was listę 10 najważniejszych rzeczy, które możecie zyskać dzięki działalności w tej organizacji.

1. Praktyczne umiejętności – przychodząc do AIESEC od razu zaczynasz działać w projekcie. Nie ma tu miejsca na jakieś długie wykłady – uczysz się działając. Chyba nie trzeba nikogo przekonywać w jaki sposób można nauczyć się więcej…

2. Nowe znajomości – w naszej organizacji nie tylko poznasz najbardziej aktywnych studentów z UE, UWr, WSB, a nawet PWr, ale z całego świata. Wspólne gotowanie z Włochami, czy nauka portugalskiego z Brazylijką to w AIESEC codzienność.

3. Większa świadomość społeczna i wrażliwość kulturowa – skoro już jesteśmy przy międzynarodowych znajomościach, to kto jak nie rodowity mieszkaniec danego kraju przedstawi Ci lepiej jego kulturę? A Polska oczami cudzoziemców? Kontakt z ludźmi z wielu krajów całego świata i kultur pozwoli Ci na poznanie innych perspektyw, zmianę sposobu myślenia i zburzenia niejednego stereotypu.

4. Kontakt z największymi firmami i korporacjami w kraju – marzy Ci się niesamowita kariera w stylu Jordana Belforta? Co prawda Wrocław to nie Nowy Jork, ale zawsze dobrym pomysłem jest poznanie lokalnego środowiska biznesowego. W ramach programu Ambasador możesz zostać uczelnianym przedstawicielem takich firm jak EY, Mars, Deloitte, czy Nestle, a to już całkiem niezły początek!

5. Konferencje i szkolenia – dla niejednego “to” najlepsze w AIESEC. Konferencje lokalne, narodowe i międzynarodowe są czymś, co zostaje w pamięci jeszcze długi czas po ich zakończeniu 😀 Szkolenia zaś, zarówno zewnętrzne jak i wewnętrzne, są świetną okazją do zdobycia praktycznych umiejętności.

6. Umiejętność pracy w zespole – bycie “teamplayerem” jest czymś, co pracodawcy cenią coraz bardziej. W AIESEC pracujemy zespołowo. Sukces projektu zależy od pracy całego zespołu, a nie jednostki, dlatego każdy wkłada do zespołu tyle ile może, a stąd już prosta droga do sukcesu.

7. Rozwój kompetencji miękkich – czyli między innymi wspominana już umiejętność pracy w zespole, efektywna komunikacja, autoprezentacja, zdolność dopasowywania się do zmieniających okoliczności, zarządzanie sobą w czasie czy radzenie sobie ze stresem. Niestety gwarantowany brak zdobycia ich na uczelni, za to w AIESEC jak najbardziej!

8. Poprawa znajomości języków obcych – jeśli myślisz, że poprawisz swój angielski tylko, gdy będziesz pracował w projekcie wymianowym to jesteś w błędzie. “Ajseki” lubią gadać po angielsku 😀 Wiele angielskich słówek doczekało się już spolszczenia przez Ajsekerów, jak choćby “zmeczować”! Konferencje zarówno lokalne jak i międzynarodowe prowadzone są głównie w języku angielskim. Możesz zostać Buddym, czyli opiekunem wolontariusza z zagranicy, więc od razu ćwiczysz angielski i dodatkowo masz możliwość nauczyć się jego ojczystego języka. No i oczywiście AIESEC Univeristy, czyli kursy języków obcych prowadzone przez native speakerów z całego świata.

9. Zdobycie umiejętności zarządzania projektem oraz zespołem ludzi – jeśli zechcesz zostać w AIESEC na dłużej (a na pewno zechcesz) możesz zostać liderem własnego projektu. Nauczysz się wtedy jak zaplanować projekt, delegować zadania, budować zespół, czy motywować jego członków.

10. Punkt ostatni, ale chyba najważniejszy – odkryjesz swoją pasję i pomysł na karierę zawodową – mało jest osób, które idąc na studia mają już dokładnie zaplanowaną swoją karierę. W AIESEC możesz sprawdzić się w wielu różnych dziedzinach biznesu i znaleźć tę która najbardziej Cię pasjonuje. Marketing, HR, sprzedaż? Wybór zależy tylko od Ciebie!

Rekrutacja do AIESEC trwa do 22.02 23:59!

Nie zmarnuj szansy na rozwój osobisty i aplikuj już TERAZ:

ue.aiesec.pl/formularz

Z nami możesz więcej!

Michał

Moja historia związana z AIESEC jest trochę inna niż wszystkie. Idąc na studia, wiedziałem, że chciałbym robić coś więcej niż tylko studiować. Jestem osobą, która nie lubi marnować czasu i potrzebuje mieć wypełniony dzień, by wiedzieć, że żyje. O szerokiej ofercie organizacji działających przy Uniwersytecie Ekonomicznym, dowiedziałem się na obozie integracyjnym dla studentów pierwszego roku. Prawdę mówiąc, zastanawiałem się nad dwiema organizacjami, ale o wyborze AIESEC zdecydował trochę przypadek.

Po pierwsze, AIESEC jako pierwszy rozpoczynał i kończył rekrutację dla przyszłych członków, co zmotywowało mnie do bliższego poznania ich działalności.

Po drugie, ale to mniej oficjalne, dziewczyna, którą poznałem na wyjeździe miała zalajkowany na Facebooku fanpage AIESEC 😉

Te dwa czynniki bardzo zachęciły mnie do wysłania aplikacji. Zwłaszcza, że po zapoznaniu się z ofertą organizacji i przeczytaniu historii członków, wyglądało to bardzo obiecująco i atrakcyjnie.

Podczas pracy w grupie, która była elementem rekrutacji, nie wypadłem najlepiej. Dopiero w czasie rozmowy rekrutacyjnej otworzyłem się, co jak widać miało pozytywny skutek, ponieważ przyjęto mnie do organizacji. Poczułem się wtedy bardzo doceniony i wiedziałem, że nie chcę zawieść zaufania jakim mnie obdarzono. Dlatego też podczas pracy w projekcie starałem się dawać ze swojej strony jak najwięcej. To właśnie przez taką postawę, bardzo dużo z tego wyniosłem. Oprócz umiejętności sprzedażowych czy nawiązywania kontaktów z potencjalnymi partnerami, AIESEC pozwolił mi na obracanie się w międzynarodowym środowisku, a co za tym idzie, szlifowanie języka angielskiego. Poza tym sądzę, że jest to najlepsze miejsce do zdobywania tak cennego w dzisiejszych czasach doświadczenia.

Nie zwlekałem długo z decyzją o aplikowaniu na pozycję lidera w AIESEC. Przekonałem się, że mój wkład w działalność Oddziału Lokalnego jest naprawdę zauważalny, ponieważ po raz kolejny zaufano mi i powierzono tym razem mój własny projekt, mimo że nie jestem najbardziej przebojową osobą na świecie (tak, dla takich osób też  jest u nas miejsce;) ).

Poza tym, o czym nie można zapominać, AIESEC tworzą ludzie pełni zaangażowania i pasji. To właśnie takie osoby napędzają do działania i są wsparciem w trudnych chwilach. Mam wrażenie, że znajomości zawierane podczas wspólnej pracy, przetrwają na bardzo długie lata.

Uważam, że decyzja o przystąpieniu do AIESEC była świetną decyzją. Teraz widzę, że organizacja ta w pewnym stopniu odmieniła moje życie.

Z nami możesz więcej! http://ue.aiesec.pl/formularz

Michał Bogusławski