Historia Melanii

Historia Oli

Historia Darii

Historia Magdy

Co ty wiesz o liderstwie, czyli 5 zasad, które gwarantują sukces

podgór

Liderstwo 2.0

 

Zmiany w liderstwie

Świat bezustannie pędzi w nieznane. Czasy się zmieniają i rzeczywistość, która towarzyszyła nam jeszcze kilka lat temu dziś już nie istnieje. Bycie liderem w naszych czasach nie oznacza już tego samego, co kilka lat temu. Wymagania odnośnie przywódców zmieniają się, co daje jednocześnie duże pole do popisu. Nowoczesny lider powinien zadawać wiele pytań i szukać odpowiedzi na nie. Z każdą znalezioną odpowiedzią staje się lepszą osobą i jest w stanie poprawiać umiejętności swoje i innych. Czym zatem powinien cechować się dobry przywódca? Na to pytanie znajdziesz odpowiedzi poniżej.

 

  1. Słuchaj swoich ludzi

Głównym kapitałem lidera są ludzie, tworzący jego zespół. Grupa różnych indywidualności, których losy zostały w przypadkowy sposób powiązane. Należy pamiętać, że każdy członek zespołu jest inny i wymaga odpowiedniego podejścia. Nie jest dobrą metodą bycie tym samym liderem dla wszystkich. Warto zastanowić się nad osobowością każdej z osób oraz zapytać o oczekiwania, dotyczące pracy i relacji, jakie chcieliby mieć z liderem. Jedni potrzebują więcej uwagi, inni zaś nie lubią, gdy wtrącamy się w ich zadania. Trzeba być elastycznym, by nikt nie poczuł się wyobcowany. Zadaniem lidera jest stworzenie takich warunków, panujących w zespole, aby odpowiadały każdemu. Zauważenie niepokojących sygnałów, wskazujących, że coś może być nie tak, wymaga natychmiastowej reakcji. Podstawowym działaniem w tej sytuacji jest znalezienie źródła problemu i wprowadzenie ewentualnych zmian. To nic złego i Twój autorytet na tym nie straci! Wspaniałym zachowaniem jest przyznanie się do błędu i zmienienie czegoś, z czym współpracownicy nie mogą sobie poradzić. Wzmacnia to ich poczucie realnego wpływu na kształt zespołu oraz podnosi pewność siebie.

 

  1. Zintegrowany zespół, to dobry zespół

Warto pamiętać, że zespół tworzą ludzie przez cały czas trwania określonego projektu lub pracy. Oznacza to, że nie wszystko zaczyna się i kończy na sprawach służbowych. Osoby tworzące projekt to mix osobowości, które by móc efektywnie współpracować, muszą się dobrze poznać. Dobrym sposobem na budowanie przynależności do zespołu jest zabieranie jego członków na integracje. Może to być wspólny wypad na kręgle, czy zwyczajne spotkanie na mieście. Zespoły, które częściej się integrują, pracują efektywniej, gdyż ludziom łatwiej jest się ze sobą porozumieć, a atmosfera jest nieporównanie lepsza. Nie należy jednak przesadzać z częstotliwością takich spotkań – praca jest w projekcie najważniejsza, a integracja stanowi wyłącznie narzędzie, które używane rozsądnie, przyniesie pozytywne rezultaty.

 

  1. Przystosuj delegowane zadania do odpowiednich osób

Delegowanie zadań jest jedną z podstaw w projekcie, ale trzeba pamiętać, że nie każda osoba podoła każdemu zadaniu. Niektórzy nie odnajdują się w pewnych typach pracy i w żaden sposób tego nie zmienimy. Nie warto na siłę delegować czegoś, w czym ktoś się nie odnajdzie i będzie czuł się źle, robiąc to. Lepszym rozwiązaniem jest odnalezienie typu zadań, w których dana osoba się sprawdza. Z pomocą może tu przyjść test osobowości (np. ten) – wystarczy poprosić członków zespołu, aby go rozwiązali i sprawdzić, jakie podejście będzie odpowiednie do każdego z osobna. To łatwiejszy sposób. Drugim – trudniejszym, ale bardziej efektywnym – jest pomoc w rozwiązaniu jakiegoś problemu i pokazanie krok po kroku, w jaki sposób należy postępować w przypadku trudniejszych zadań. Dzięki temu współpracownik poczuje się pewniej oraz nauczy się nowych rzeczy. Mało tego, lider w ten sposób wytwarza indywidualną więź, na zasadzie mistrz-uczeń. Zabieg ten pomaga w budowaniu zaufania i autorytetu wśród członków zespołu oraz wspomaga w ich rozwoju osobistym.

 

  1. Praca też może być atrakcyjna!

Jeżeli chcesz wynieść swoje przywództwo na wyższy poziom, musisz myśleć nieszablonowo. Trzeba przełamywać utarte schematy i wychodzić poza oczekiwania swoich współpracowników, a także zaskakiwać na każdym kroku swoim podejściem do zwyczajnych spraw. Zadania powinny być przedstawione w sposób atrakcyjny, a prezentacje i przemówienia nasycone humorem. Członkowie Twojego zespołu nie spodziewają się tego, dlatego postępując według wyżej wymienionych wskazówek zyskasz nad nimi przewagę. Liderstwo nowoczesne cechuje się wykonywaniem codziennych spraw w niekonwencjonalny sposób. Warto zaprzestać długich, nudnych spotkań, przetykanych tabelkami pełnymi danych. Te dane mogą być przedstawione na infografikach, bądź historii obrazkowej i ograniczone do minimum, które jest absolutnie niezbędne dla Twoich współpracowników. Oczywiście, że całość jest ważna, ale może nie wszystko jest istotne? Pomyśl nad tym i daj upust swojej kreatywności, a zostaniesz doceniony!

 

  1. Spraw, by Twój zespół był wyjątkowy

Unikalna kultura organizacyjna wpływa na atmosferę całego zespołu. Warto wytworzyć kilka wyjątkowych elementów, z którymi Twoi współpracownicy będą się utożsamiać. Ważne jest, by rozmawiać o tych sprawach we wspólnym gronie, gdyż każdy musi czuć, że taki stan rzeczy mu odpowiada. Pewne kwestie możesz zasugerować, ale nie narzucić. Co warto wprowadzić? Pomyśl nad nazwą zespołu, elementem, który będzie towarzyszył wszystkim Twoim prezentacjom (np. „maskotka”), czy dewizą. Możliwości jest wiele i zależą one wyłącznie od Waszej inicjatywy i kreatywności. Personalizacja zespołu wpływa na poczucie przynależności jego członków. Jeżeli ciężko jest Ci dojrzeć zastosowanie tej metody, pomyśl o wszystkich drużynach sportowych, jakie znasz – każda z nich ma swoją nazwę, tradycje, wartości, historię i spójność wizualną nie bez przyczyny.

 

Jak widzisz, sposobów jest wiele, ale nie ma jednej recepty na sukces. Wszystko zależy od tego, jakim liderem chcesz być. Łącz style, przełamuj schematy i mieszaj konwencje, a Twój zespół zyska na tym bardzo dużo. Nie bój się pytać, rozmawiać i przyznawać do błędów, a zyskasz szacunek i zaufanie podopiecznych. Buduj swój autorytet nie na strachu, ale na pozytywnych odczuciach. Nie bez powodu zostałeś liderem – masz świetne predyspozycje do osiągania wielkich rzeczy, ale tylko od Ciebie zależy, kiedy po nie sięgniesz.

 

Chcesz spróbować swoich sił? Dołącz do nas i przekonaj się sam 🙂

Więcej na: www.aiesec.pl/rekrutacja

“Przyjęcie pod swój dach obcokrajowca jest niepowtarzalną okazją!”

Dziś przedstawiamy Wam kolejną historię dotyczącą Global Host, tym razem z perspektywy osoby goszczonej. Zapraszamy do zapoznania się z rozmowy z Danielą Ogończyk-Mąkowską.

Jak zaczęła się Twoja przygoda z Global Host?

Przypadkiem. Okazało się, że w apartamencie dla wolontariuszy, gdzie miałam mieszkać, zabrakło dla mnie miejsca w czasie pierwszego tygodnia mojego wolontariatu. Nie miałam się gdzie podziać, więc Fedra zaoferowała, że przyjmie mnie na ten czas pod swój dach. Sama niewiele się zastanawiałam się nad tym, czy przyjąć propozycję, czy poszukać czegoś na własną rękę – nadarzyła się niepowtarzalna okazja, żeby spędzić trochę czasu u rodowitej Węgierki, a przecież to (między innymi) chciałam osiągnąć dzięki mojej wymianie- poznać Węgrów od podszewki.

Czy Twoim zdaniem trudno jest podjąć wyzwanie hostowania obcokrajowca?

Nie wiem jak wyglądało to od drugiej strony. Czy Fedra się wahała, czy miała wątpliwości…nie wiem. Była koordynatorką projektu, w którym brała udział i pewnie zorganizowanie mi zakwaterowania było jedną z rzeczy, za które była odpowiedzialna. Nie zmienia to jednak faktu, że przyjmowanie w gościnę nieznajomego człowieka z zupełnie innego kraju musi wiązać się z pewnymi obawami. Jeśli Fedra jakiekolwiek miała- nie dała tego po sobie nigdy poznać. Darzyła mnie bardzo dużym zaufaniem i dokładała wszelkich starań, żebym czuła się u niej jak w domu. Dostałam własny komplet kluczy, dostęp do lodówki i wszystkich niezbędnych elementów wyposażenia. Ona sama spędzała całe dnie w pracy i widziałyśmy się jedynie wieczorem, kiedy obydwie wracałyśmy do mieszkania- ona po ciężkim dniu w firmie, ja- po całodziennym pobycie w ośrodku dla niepełnosprawnych.

Jeśli chodzi o wymianę kulturową- polegała ona głównie na rozmowach. Każdego po powrocie opowiadałam jej o rzeczach, które są dla mnie nowe w Budapeszcie, w porównaniu z moim krajem. Opowiadałam jej, jak rzeczy wyglądają w Polsce, częstowałam przywiezionymi z ojczyzny pierogami i oscypkiem; Ona- polecała mi dania, których powinnam spróbować na Węgrzech.

Osobiście- uwielbiam poznawać nowych ludzi. Często się mówi, że najlepszym sposobem, żeby to zrobić jest zamieszkać z nową osobą. Widzimy ją wtedy w codziennych, prozaicznych sytuacjach; możemy wnioskować, jak zachowuje się, kiedy nie krępują jej sztywne zasady etykiety, normy obyczajowe etc. Z perspektywy czasu bardzo doceniłam tę możliwość poznania człowieka i cieszę się, że mogłam spędzić z Fedrą nieco czasu w ten sposób. Gdybyśmy miały więcej okazji, żeby ze sobą poprzebywać (pomimo faktu, że mieszkałyśmy razem- nie było tych okazji tak wiele), na pewno zostałybyśmy dobrymi przyjaciółkami.

Jakie według Ciebie są minusy wynikające z przyjmowania pod swój dach kogoś zupełnie obcego, z innego kraju?

Przechodząc do mniej przyjemnych aspektów goszczenia obcokrajowców: dla Fedry była to pewnie duża doza nieprzewidywalności. Pomijając fakt, że osoba, którą gościła, była innej narodowości i pojawiała się tu kwestia różnic kulturowych, mogła mieć też (jak każdy człowiek) nietypowe dla niej zwyczaje, nawyki, drobne dziwactwa. Wymienione problemy pojawiają się jednak w każdym przypadku gdy gościmy u siebie nieznajomą osobę, nie sądzę więc, by było warto je bardziej roztrząsać w tym kontekście- jako gospodarz trzeba być po prostu przygotowanym na niespodzianki.  Jako gość należy być także przygotowanym na drobne niewygody. Mniej wolnego miejsca w lodówce, mniej przestrzeni dla własnej osoby…ale to wszystko sprawy, z którymi borykać musi się każda osoba, mieszkająca ze współlokatorem.

Co można sprawić by zminimalizować takie nieprzyjemności?

Bardzo starałam się być jak najmniej problematycznym i absorbującym gościem. Gdy widziałam, że moja gospodyni jest zmęczona- nie dręczyłam jej rozmowami; pomagałam jej w drobnych obowiązkach domowych i oferowałam swoją pomoc w innych aspektach. Wiem, że Fedra to bardzo doceniała. Jeśli gospodarz trafi na uczynnego gościa- udzielanie gościny może się dla niego okazać dużą ulgą w natłoku codziennych obowiązków. Niestety, na podstawie moich dotychczasowych obserwacji, mogę łatwo stwierdzić, że takie “perełki” zdarzają się rzadko. Znacznie częściej można natrafić na gości leniwych, bałaganiących, lubiących hałasować i wracać późno w nocy- oto drugie oblicze goszczenia nieznajomych, z którymi trzeba się liczyć.

Jak byś zreasumowała swoją przygodę z Global Host?

Podsumowując: przyjęcie pod swój dach obcokrajowca lub mieszkanie u gospodarza innej narodowości jest niepowtarzalną okazją do poznania mniej lub bardziej subtelnych różnic w trybie życia różnych ludzi. Nic nie stwarza tak dobrej okazji do nawiązania dłuższej znajomości, niż spędzanie ze sobą czasu na co dzień. Dzielenie wspólnej przestrzeni nastręcza mnóstwa okazji na długie, fascynujące rozmowy i dzielenie się wiedzą o kulturze swoich krajów, czyniąc naszą codzienną rutynę bardziej kolorową. Poznanie człowieka w ten sposób, obdarzenie się wzajemnym zaufaniem (bo obie strony muszą się nim darzyć w dużym stopniu) i obustronne postawienie się w niepewnej sytuacji sprawia, że tak zadzierzgnięte więzy przyjaźni wytrzymują długą próbę czasu. Moje doświadczenie z mieszkaniem u Fedry przekonało mnie, że warto podjąć takie “ryzyko”, gdyż gra zdecydowanie jest warta świeczki.


A czy Ty otworzysz swoje drzwi na świat?

Wypełnij aplikację na: kr.aiesec.pl/GlobalHost, spotkaj się z członkiem AIESEC i zdecyduj czy chcesz wziąć udział w programie!

Historia Michała

Jedno słowo: Spróbuj. | Historia Filipa

Każda historia ma swój początek. Czasami sami nie wiemy, kiedy zdecydowaliśmy się na kolejny krok w naszym życiu. A może tak miało być? Może to nawet nie był mój własny wybór? Wiele razy się zastanawiałem, dlaczego idę taką drogą a nie inną. Na ile są to moje świadome wybory, a na ile pozwalam życiu się wydarzać? Dziś wiem jedno: nie żałuję. Ale zaczynając od początku…

W październiku zaczynałem drugi rok studiów. Do tej pory angażowałem się w wiele rzeczy: uczelnię, koła naukowe i siłownię, ale chciałem czegoś więcej. Znajoma zobaczyła informację o rekrutacji do AIESEC. Powiedziała: „Zapisz się, co Ci szkodzi?”

Tego samego dnia sprawdziłem stronę internetową i poczytałem. Zainteresowała mnie głównie możliwość rozwoju języka oraz praca nad projektami międzynarodowymi. Tego samego dnia uzupełniłem formularz i wysłałem. Kolejnym krokiem była rekrutacja, którą udało mi się przejść pomyślnie. Mimo to, nie do końca byłem pewien dlaczego zdecydowałem się na ten krok. Jak się niedługo potem okazało, nie pomyliłem się, a swoje prawdziwe powody odkryłem w trakcie swojego pierwszego wyjazdu szkoleniowego.

Poznałem tam wiele wartościowych osób, z którymi wspólnie się uczyliśmy i bawiliśmy. Najważniejsze dla mnie okazało się zrozumienie istoty AIESEC, wartości i misji, które każdy dokłada, cegiełka po cegiełce, poprzez swoją postawę i działanie. Postanowiłem podążyć tą drogą i spróbować, aby przekonać się co będzie dalej. Często bywa tak, że odkładamy podjęcie jakiegoś kroku na później, przekładając realizację zamierzonych celów. Jeżeli nie mamy wystarczająco odpowiednich argumentów, nie podejmiemy wyzwania – z lęku przed porażką czy strachem przed nieznanym. Tracimy wtedy jednak coś bardzo cennego. Nowe doświadczenie to opuszczenie strefy komfortu, wyjście z naszych utartych schematów życiowych, ale także niesamowity zysk.

Co do tej pory zdobyłem podczas pracy w AIESEC? Nauczyłem się jak ważna jest praca w zespole, jak atmosfera i zaangażowanie pozwala nam wykonywać wiele spraw z przyjemnością i uczuciem spełnienia. Zacząłem się bardziej skupiać na innych osobach, być bardziej wyrozumiałym i pomocnym. W czasie realizacji naszego projektu nauczyłem się wielu pożytecznych umiejętności miękkich, od pisania maili, sprzedawania produktów, do przeprowadzania rozmów rekrutacyjnych. I chociażby mógłbym wymieniać całkiem długą listę korzyści, bardziej skłonny jestem powiedzieć: Spróbuj. Przekonasz się na własne oczy, czy było warto, czy jest to czego szukałeś, może nawet jeszcze o tym nie wiedząc. Ja uważam, że było.