Ale Meksyk! Czyli jak dziewczyna z małego miasta w Polsce może odnaleźć siebie w jednym z największych miast na świecie.

‘Tam jest bardzo niebezpiecznie!’, ‘Nigdy nie podróżuj metrem!’ ‘Nie jedz jedzenia od ulicznych sprzedawców!’ ‘Miasto to jeden wielki chaos!’ – to tylko niektóre z rzeczy, które słyszałam przed moim przyjazdem tutaj. Dlaczego mimo tego wszystkiego zdecydowałam się na tą podróż? Zacznijmy od początku…

Działałam w organizacji AIESEC Katowice przez prawie 3 lata. Większość tego czasu spędziłam zajmując się wolontariuszami z całego świata, którzy przyjeżdżali do Katowic pracować z dziećmi i młodzieżą. Na każdym kroku słyszałam historie, jak wolontariat zmienił ich życie, jaki wspaniały czas spędzili w Polsce. Chciałam zrobić coś takiego jak oni, chciałam poczuć to doświadczenie na własnej skórze. Jednak cały czas odkładałam to na później.

Kiedy skończyłam swoją działalność w AIESEC, zaczęłam pracę. Jednak po kilku miesiącach postanowiłam poprosić o urlop bezpłatny, aby w końcu móc zrealizować swoje marzenia. Zaakceptowano mój wniosek i już w listopadzie z walizką czekałam na mój lot do Meksyku.

Szok kulturowy? Oczywiście! Jestem tu już 5 tydzień, a śmieję się, że szok kulturowy spotyka mnie wciąż, na każdym kroku. Ale przyzwyczaiłam się do tego. I tak naprawdę bardzo to lubię. Miasto jest ogromne. Czasem nawet przytłaczające, ludzie na ulicach nie mówią po angielsku, a korki są nawet w metrze. Jednak z drugiej strony jest piękne. Ma swój niepowtarzalny urok, a miejsca warte zobaczenia liczone są w dziesiątkach, a nawet setkach. Czy jest niebezpiecznie? Pewnie w niektórych miejscach tak, ale osobiście nigdy nie byłam w sytuacji, w której czułabym zagrożenie. Ludzie mi się przyglądają (w autobusach, metrze, na ulicach jestem często jedyną ‘białą’ osobą), ale robią to z sympatią i często się do mnie uśmiechają.
Przyjeżdżając tutaj myślałam tylko o tym, że mogę zrobić wspaniałe rzeczy dla dzieci, z którymi pracuję. Nie myślałam jak wiele ten wolontariat może dać mnie samej. Po prawie 5 tygodniach w tym mieście zupełnie zmieniam zdanie.

Nauczyłam się wielu rzeczy. Przede wszystkim nauczyłam się doceniać. Cieszę się z naprawdę małych rzeczy, które spotykają mnie każdego dnia. Począwszy od dotarcia na miejsce na czas (korki w Meksyku nie są mitem – to szczera prawda), przez zamówienie jedzenia w restauracji, dogadanie się z ludźmi na ulicy (chociaż nie znam hiszpańskiego), kończąc na uśmiechach dzieci. Praca z dzieciakami nie jest łatwa, ale daje dużo satysfakcji. Mój projekt polega na popołudniowych zajęciach angielskiego z dzieciakami z biedniejszych rodzin, których rodziców nie stać na prywatne lekcje. Perspektywa tego, że możemy zrobić dla nich coś dobrego, że możemy zmienić ich przyszłość, sposób postrzegania świata, sprawia wiele radości.

Jednak najlepsza rzecz, jaka spotkała mnie w Meksyku, to ludzie, których tu poznałam. Meksykanie są niesamowici, ciepli, gościnni i przyjaźni. Nie mam ani jednego dnia, który spędzałabym sama – moi znajomi wciąż zabierają mnie w nowe miejsca. Troszczą się o mnie i sprawiają, że czuję się tu jak w domu.
Zostały mi jeszcze tylko 2 tygodnie mojej przygody i chociaż tęsknię za domem, za ludźmi w Polsce, to nie chcę wracać. Meksyk przez ten czas dał mi coś, czego nie da opisać się w jednym artykule. Jedno wiem na pewno – wrócę tu i to szybko. Do miejsc, do ludzi i do tej niesamowitej atmosfery, którą można zrozumieć dopiero wtedy, kiedy się ją poczuje na własnej skórze.

 

Autorką tekstu jest Sylwia Bijak