Ale Meksyk!

Mam na imię Paweł. Zawsze interesowałem się kulturą i historią Ameryki Łacińskiej. Od wielu lat uczyłem się języka hiszpańskiego. Ciekawiły mnie kultury prekolumbijskie. Chciałem wziąć udział   w dłuższym wolontariacie. Przypomniałem sobie o organizacji AIESEC. Znalazłem fajny projekt, zaaplikowałem i po kilku tygodniach byłem w drodze do Meksyku.

Celem mojego wyjazdu była stolica kraju, olbrzymie miasto Meksyk. Obszar metropolitalny zamieszkuje ponad 22 miliony ludzi. Zabudowania są rozciągnięte na długości 100 kilometrów. Życie w wielkiej aglomeracji ma swoje blaski i cienie. Na pewno nie można się nudzić. Z łatwością można znaleźć nieznane wcześniej miejsce, a gdzieś odbywa się wydarzenie, w którym warto wziąć udział. Komunikacja miejska jest tania i umożliwia proste przemieszczanie z punktu do punktu, jednak zajmuje to mnóstwo czasu. Dojazd do pracy trwający godzinę jest stosunkowo krótki. Mieszkańcy miasta Meksyk wiecznie się spóźniają, a jako wymówkę zawsze można usłyszeć, że powodem jest natężenie ruchu. Powodów korków jest wiele. Jednym z nich są przepisy drogowe. Znaki STOP nie istnieją, gdyż kierowcy nie respektowaliby ich. Zamiast tego przed skrzyżowaniami znajdują się wielkie progi zwalniające uniemożliwiające uniknięcie zatrzymania się. Z perspektywy przechodnia jest to okazja do przejścia przez ulicę, bo pojazdy nigdy nie zatrzymują się przed pieszymi. Warto też zwrócić uwagę na kwestię prawa jazdy, a może raczej podatku od prowadzenia samochodu, ponieważ egzaminy nie mają miejsca. Wystarczy pójść do odpowiedniego urzędu, kupić uprawnienia i już można wsiadać za kierownicę.

Sporym szokiem po przyjeździe jest wszechobecny handel, szczególnie w komunikacji miejskiej. Jadąc metrem, naturalny jest widok wsiadającego sprzedawcy, który głośno prezentuje swój asortyment. Najczęściej są to słodycze, słuchawki, ładowarki lub płyty z muzyką nagraną w nieautoryzowany sposób. Ceny towarów wahają się pomiędzy 1,  a 4 PLN. Po przejechaniu stacji handlarz przesiada się do kolejnego wagonu.

Bardzo ciekawym aspektem kultury meksykańskiej jest kuchnia. Można ją opisać jednym słowem: PIKANTNA! Najważniejszym składnikiem, obecnym w każdym daniu jest papryka chili. Dodawana jest nie tylko do potraw mięsnych, ale też do słodyczy, sałatek owocowych czy lodów. Oprócz chili kuchnia opiera się na kukurydzy i roślinach strączkowych. Jednym z najpopularniejszych dań jest taco. Składa się z tortilli, płaskiego i okrągłego placka wykonanego z mąki kukurydzianej, mięsa, cebuli, czosnku i przypraw. Tacos często można spotkać jako street food   o każdej porze dnia i nocy.

Czy w mieście Meksyk jest niebezpiecznie? Według mnie nie, ale i tak pewnie nikt nie uwierzy. Miejsce jest niestety okryte złą sławą. Czasem wydaje mi się, że na wyrost. W ciągu dwóch miesięcy pobytu nie doświadczyłem żadnej niebezpiecznej sytuacji. Trzeba mieć jednak na uwadze, że kradzieże w każdym wielkim mieście są obecnym zjawiskiem. Jak się chronić? Posiadać ze sobą jak najmniej. Przemierzając przez miasto zazwyczaj miałem ze sobą jedynie kserokopię paszportu, karteczkę z numerami awaryjnymi, telefon, około 200 pesos, co odpowiada 40 PLN      i oczywiście szeroko otwarte oczy. Nie czułem zagrożenia, jednak warto zachować ostrożność. Na ulicach jest obecny monitoring oraz spora liczba funkcjonariuszy policji. Przed wejściem do baru czy klubu sprawdzana jest tożsamość oraz ma miejsce obszukanie, a ciemne zaułki lepiej omijać.

Praca wolontariacka była niesamowitym doświadczeniem. Fundacja współpracująca z AIESEC organizowała w jednej ze swoich placówek kurs letni dla okolicznej młodzieży. Od poniedziałku do czwartku miały miejsce różnorakie zajęcia, a w piątki były wyjazdy np. do planetarium lub kinoteki. Wśród codziennych zajęć były  m. in. lekcje aktorstwa, tańca, żonglerki, rękodzieła oraz ćwiczenia sportowe. Moja rola polegała na opiekowaniu się młodzieżą oraz uczestniczeniu z nimi w zajęciach. Prowadziłem także zajęcia wymiany kulturowej. Opowiadałem o historii Polski oraz uczyłem poloneza. Nie będę koloryzował, na samym początku byłem przestraszony. Przed przyjazdem nie miałem żadnej wiedzy w jaki sposób pracować z nastolatkami. Sądziłem, że będzie to ciekawe wyzwanie, aczkolwiek zaczynałem mieć wątpliwości czy sprostam. Ostatecznie wszystko skończyło się sukcesem. Podczas pierwszych dni zostałem odpowiednio przeszkolony, został też dopracowany plan. Działania na bieżąco były podsumowywane, a usprawnienia wprowadzane. Nieoceniona była dla mnie pomoc moich współpracowników. W przeciwieństwie do mnie nie byli nowicjuszami, a ich otwartość pozwoliła mi się wiele nauczyć. Ostatniego dnia bardzo żałowałem, że to już koniec. Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy!