Ania Gądzelewska

Ania_20 copy

Najfajniejsze wspomnienie?  Ciężko wybrać jedno, kiedy cały pobyt w organizacji daje niezapomniane przeżycia. Pierwszym takim krokiem była sama aplikacja, działanie w kierunku, by coś zmienić w swoim monotonnym, studenckim życiu. Drugim takim krokiem była rozmowa kwalifikacyjna i te setki myśli kłębiących się w głowie – co mam mówić żeby mnie przyjęli? O co zapytają? (przejmowałam się tym bardziej niż maturą 🙂 )

Kiedy zostałam przyjęta poszło jak z górki. Moja pierwsza niezapomniana konferencja, podczas której zostałam bardzo ciepło przyjęta i dostrzegłam, że AIESEC to jedna wielka rodzina. Po powrocie pierwsze oficjalne spotkanie teamu i to wyczuwalne napięcie powstałe z emocji i strachu bijące od każdego z nas. Na szczęście szybko obawy minęły a zastąpił je zapał do pracy. Taki zastrzyk adrenaliny dostałam podczas pierwszego wykonywanego telefonu do firmy – teraz widzę, że rekrutacja przy tym to „Pan Pikuś”, co nie zmienia jednak faktu, że uczucia towarzyszące w obu przypadkach były inne.

Jak pokonałam swoje pierwsze obawy? Tłumacząc sobie, że po to tu przyszłam, aby odkryć nieznane i nauczyć się tego, czego gdzieś indziej bym nie miała możliwości rozwinąć. Po skończonym projekcie przycisk „pauza” i wakacje.

W międzyczasie grill z wolontariuszami z zagranicy, gdzie kaleczyłam angielski – niesamowite doświadczenie przebywać z tymi ludźmi oraz zacieśnianie więzi z zarządem, z którym nie miałam okazji dużo współpracować przy projekcie. Byli dla mnie takimi aniołkami, którzy czuwają nad wszystkim, ale przez mój dystans i respekt do osób nade mną miałam poczucie niedostępności aniołków dla takich świeżynek jak ja. Ale tak naprawdę zarząd to ludzie, którzy kochają to co robią i zawsze chętnie pomagają. Nie taki diabeł straszny jak go malują 🙂

I nagle taki zaskakujący przeskok, bo zostałam członkiem zespołu organizującego konferencję AIESEC Days.  Nagły przypływ dużej ilości obowiązków okazał się dla mnie niezwykle motywujący. Nie było łatwo, powierzono mi rzeczy do wykonania z którymi nigdy wcześniej nie miałam styczności. Jedno jest pewne: jak wiesz, że musisz to zapinasz pasy i jazda do przodu. A ta radość nawet z najmniejszych sukcesów – bezcenna. Pamiętam jak dzień przed konferencją pracowaliśmy do późna aby wszystko było gotowe na przyjazd pozostałych uczestników, krótki sen, rano ostatnie poprawki i wielkie rozpoczęcie wydarzenia. Chociaż miałam jedno marzenie wtedy – sen to ludzie dawali tak niesamowitą energię, ich radość z tego, że tam są, szczere uśmiechy i podziękowania za zorganizowanie tak świetnej konferencji. Od razu mijało zmęczenie. Nigdy tego nie zapomnę! I na koniec wisienka na torcie – na AIESEC Days miałam przygotować swoje pierwsze w życiu szkolenie i w całości poprowadzić je sama.

I wtedy się zaczęło cała zamartwianie, stres. O czym mam mówić żeby było na temat? Jak mówić, żeby wszyscy nie usnęli? Jak w ogóle mam wyjść na środek i przemawiać do dużej grupy ludzi? Wiedziałam, że muszę spróbować, bo mogę nie mieć drugiej takiej szansy, albo będzie ale wtedy już jako przymusowe zadanie w pracy, gdzie wyciągniecie wniosków z błędów której popełniłam podczas prezentacji nie będą już tak cenne, bo może właśnie straciłam okazje do awansu. Dlaczego wisienka? Bo właśnie to zadanie przełamało u mnie najwięcej barier, zdobyłam praktyczne doświadczenie a także osiągnęłam kolejny poziom samorealizacji co zaowocowało rozwojem osobistym.

Dołącz do nas już teraz: kie.aiesec.pl/formularz

Więcej info tutaj: kie.aiesec.pl/organizacja