Bo tam trawa jest bardziej zielona

Bo tam trawa jest bardziej zielona...

Podobno tam, gdzie akurat nas nie ma jest lepiej. Trawa bardziej zielona, pensje wyższe, podatki niższe, ludzie bardziej uśmiechnięci. W takim razie jak to jest, że ludzie z tego tajemniczego ‘tam’ również podróżują i szukają swego miejsca na ziemi? Pewnie dla tego, że nie ma miejsca idealnego i dla każdego oznacza ono coś innego. Skoro tak jest, to czy warto się wysilać i go szukać? Oczywiście, ostatecznie może się okazać, że już od dawna w nim mieszkamy…

Stać się częścią społeczeństwa

Można bardzo wiele podróżować i nigdy tak naprawdę nie poznać obcej kultury. Bycie turystą tym różni się od bycia podróżnikiem, że w tym drugim przypadku staramy się jak najwięcej wchłonąć danej kultury, poznać społeczeństwo, historię, wniknąć w ten nowy, niezbadany świat. Tylko stając się częścią danej społeczności możemy ją poznać. Kiedy ludzie przestają traktować nas jak chwilowych gości, którym należy dogadzać, spełniać zachcianki, traktować w wyjątkowy sposób pozwalają nam posmakować swojej codzienności jej uroków i ciemnej strony. Jednak to co my uznamy za pozytywy czy negatywy, oni mogą odbierać wręcz na odwrót.

Miasto z autobusami, ale bez przystanków

Wyobraź sobie, że jesteś w jednym z największych miast w danym regionie, które ma ponad 800tys. mieszkańców kilka linii autobusowych i ani jednego przystanku autobusowego, ani biletów? Chaos, system zupełnie nie spełniający swojej roli, puste autobusy, które przynoszą jedynie straty. To zapewne pojawia się w głowie każdego, kto przyzwyczajony jest do polskiego (poznańskiego) systemu komunikacji miejskiej, który jakże zawodny i tak wydaje się przy takiej konkurencji super funkcjonalny. Jednak to wyobrażenie nie jest właściwe. W Padang, w największych mieście Południowej Sumatry, w Indonezji system ten świetnie się sprawdza. Bilety kupuje się u chłopaka w autobusie, który w czasie jazdy pobiera opłatę, a jego czujnemu oku nie umknie żaden pasażer na gapę. Przystanki nie są potrzebne. Żeby wsiąść należy zamachać (tak, jak w Europie robi się to w celu zatrzymania taksówki), gdy chcemy wysiąść wystarczy zaklaskać. Jeżeli ma się szczęście to można wysiąść dokładnie przed drzwiami własnego domu. Autobusy nie mają numerów, a kolory. Jeżdżą konkretnymi trasami, jednak nie są one nigdzie spisane, co dla początkującego podróżnika może się okazać bardzo kłopotliwe.

Własne zdanie… 

Czytając czyjeś relacje, wspomnienia z podróży można wyrobić sobie jakieś zdanie. Na przykład,  nigdy nie chcę mieszkać w Japonii bo… cokolwiek. Autor zawsze przedstawi swój punkt widzenia, zwróci uwagę na zupełnie inne rzeczy, które w kontekście naszych doświadczeń mogą się okazać zupełnie nieistotne. Żeby odkryć swoje miejsce na ziemi, docenić to co się ma, chociażby byłyby to   rozpisane przystanki komunikacji miejskiej, warto podjąć wyzwanie i zaryzykować podróż niewłaściwym autobusem.

Warto zaryzykować już TEJ ZIMY. Jeden z naszych programów Global Citizen (Międzynarodowy Program Wolontariatów) umożliwia Wam wyjazd m.in. do Egiptu, Indii, Brazylii, Kolumbii, Tunezji, Węgier, Rumunii i wielu innych krajów. Możesz spędzić wyjątkowo to Boże Narodzenia i Sylwestra. Już dziś zaloguj się i sprawdź oferty projektów wolontariackich na: http://bit.ly/AIESECGlobalCitizen

Zosia Sidorowicz

Nie otwieraj firmy

Czy musimy mieć działalność gospodarczą aby prowadzić startup? Współcześnie formalizacja naszego biznesu, która odbywa się poprzez rejestrację działalności gospodarczej w urzędzie miasta czy gminy jest jedną z ostatnich rzeczy jaką powinniśmy się przejmować, gdy w naszych głowach pojawia się pomysł na biznes. Mówi się, że w Polsce wciąż jest wiele barier związanych z otworzeniem własnej firmy. Sama rejestracja działalności nie przyniesie nam ani złotówki i nie zagwarantuje sukcesu w biznesie, a tylko narazi nas na pierwsze koszty. W taki sam sposób formalizacja naszego związku poprzez wzięcie ślubu nie zagwarantuje nam szczęścia w miłości, a tylko wydamy niepotrzebnie oszczędności naszego życia na przyjęcie weselne. Co zatem powinniśmy robić? Jak wygląda alternatywna ścieżka przedsiębiorczości bez rejestrowania działalności?

Gdy przychodzi moment olśnienia i wpadamy na pomysł stworzenia startupu, który zrewolucjonizuje świat, a z nas uczyni milionerów, powinniśmy w pierwszej kolejności wziąć 3 głębokie wdechy, a następnie zimny prysznic. Twój pomysł wcale nie jest jedyny i wyjątkowy, nie jesteś pierwszą osobą, która na ten pomysł wpadła, a obecnie na świecie prawdopodobnie 10 zespołów pracuje nad tym samym. Czy to oznacza, że nie powinniśmy tego pomysłu realizować? Wręcz przeciwnie! Musisz działać, jednak pamiętaj o jednym – nie możesz się zakochać. Twój pomysł jest wspaniały, cudowny, niepowtarzalny i możesz o nim myśleć godzinami. Nie daje Ci spać w nocy, a pierwszą rzeczą, o której myślisz gdy wstajesz rano jest właśnie on. Jest idealny. Warto było na niego czekać całe życie. Posłuchaj jednak rady wujka, który już widział wiele: „tego kwiatu jest pół światu”. Pomysł to tylko pomysł i na pierwszy rzut oka może wydawać się tym jedynym, jednak gdy poznasz go lepiej, może okazać się, że powiesz mu: „Jesteś taki sam jak wszyscy. Oszukałeś mnie”.

Taka sytuacja nie powinna sprawić, że zdecydujesz się na samotność do końca życia. Warto szukać innego pomysłu, który okaże się tym jedynym. Warto chodzić z pomysłami na randki, a nasze spotkania powinny być bardzo intensywne tak byśmy szybko dowiedzieli się czego tak naprawdę nasz ukochany jest wart. W ten sposób oszczędzimy sporo cennego czasu i pieniędzy.

By chodzić na randki nie potrzebujesz brać ślubu i tak samo nie potrzebujesz rejestrować działalności gospodarczej by pracować nad swoim pomysłem. Czego jednak potrzebujesz? Wiedzy i umiejętności na temat skutecznej weryfikacji pomysłu na rynku w efektywny sposób.

Gdy zaczynamy pracę musimy pamiętać, że to wszystko co znajduje się w naszej głowie to jedynie hipotezy. Gdy widzimy na ulicy piękną kobietę lub przystojnego mężczyznę, możemy sobie wyobrażać, że posiada ponadprzeciętny iloraz inteligencji, rozmowy sprawią, że zatrzyma się czas, a my odpłyniemy w wirze miłosnego uniesienia. Oczywistą sprawą jest, że po pierwszym spotkaniu czarodziejska mydlana bańka może po prostu prysnąć i z naszej miłości życia nici. Im szybciej umówimy się na randkę i przestaniemy żyć złudnymi wyobrażeniami, tym lepiej. Im szybciej zaczniemy weryfikować nasz ukochany pomysł, tym również oszczędzimy wiele czasu, nerwów i pieniędzy.

W przypadku pomysłu na biznes powinniśmy od pierwszych chwil wychodzić na rynek i weryfikować potrzeby naszych klientów, które faktycznie chcemy rozwiązać. Nie otwieramy firmy, ale weryfikujemy hipotezy. W jaki sposób? Musimy iść do naszego klienta i z nim porozmawiać. Tak, naprawdę musimy wstać z krzesła i wyjść z domu albo biura. Gdy zaczniemy rozmowę powinniśmy poprosić naszego potencjalnego klienta o wskazanie sytuacji, w której doświadczył ostatnio problemu, który próbujemy rozwiązać. Gdy opisze nam tę sytuację, powinniśmy dowiedzieć się w jaki sposób obecnie radzi sobie z tym problemem, czy problem jest uciążliwy i ile byłby w stanie zapłacić za rozwiązanie tego problemu.

Zamiast rozpoczynać pracę nad aplikacją mobilną, stroną internetową czy czymkolwiek innym co wymaga naszego czasu i pieniędzy, sprawdźmy na rynku czy nasza praca będzie miała sens. Jeśli przed wydaniem pierwszej złotówki na startup, odwiedzisz 200 dobrze dobranych potencjalnych klientów i 195 z nich powie nam, że w ogóle nie mają problemu, który chcemy rozwiązać, nie są zainteresowani naszym produktem i nie mają zamiaru płacić za rozwiązanie tego problemu… to świetnie! Udało ci się zaoszczędzić miesiące żmudnej pracy i tysiące złotych, które wydałbyś na budowę czegoś, czego nikt nie chce kupować. I uwierz mi, że tak wyglądają smutne historie rozwoju większości startupów. Brak kontaktu z klientem do momentu premiery rynkowej jest jednym z głównych czynników, które są odpowiedzialne za fakt, że 9/10 startupów upada.

Zarejestrowanie działalności gospodarczej i realizacja pomysłu na biznes, którego nikt nie będzie chciał kupować i który nie rozwiązuje żadnego konkretnego problemu może nas drogo kosztować. Taka decyzja o rejestracji firmy jest podobna do pochopnie podjętej decyzji o małżeństwie. Wskaźnik rozwodów w Belgii wynosi ponad 70%, co oznacza że ponad 70% nowo zawartych małżeństw kończy się rozwodem. Tak samo jak biorąc ślub nie planujemy rozwodu, tak samo w biznesie nie planujemy porażki. By uchronić się przed czarnym scenariuszem, naszą decyzję powinniśmy dobrze przemyśleć.

Czy muszę mieć działającą stronę lub aplikację aby wyjść do klienta? Czy muszę zainwestować jakiekolwiek środki w weryfikację pomysłu? Odpowiedź na te pytania jest krótka: nie musisz. Prowadzenie biznesu związane jest z zapotrzebowaniem na kapitał, jednak nie jest on niezbędny w pierwszej fazie realizacji pomysłu czyli rynkowej weryfikacji. Jeśli idziesz na randkę to nie organizujesz od razu wesela, prawda?

W sprawach sercowych lubimy się radzić naszych przyjaciół, a w sprawach biznesowych często jesteśmy zdani sami na siebie. Istnieje jednak możliwość by uzyskać wsparcie i wiedzę na temat skutecznego i efektywnego weryfikowania naszych pomysłów. Warsztaty Startup Academy, które cyklicznie realizowane są przez Instytut Kreowania Przedsiębiorczości dają uczestnikom okazję do zdobycia niezbędnej wiedzy z obszaru nowoczesnej przedsiębiorczości. Oczywiście uczestnictwo w warsztatach nikomu nie gwarantuje sukcesu w biznesie, jednak znacznie szanse na ten sukces zwiększa. Trenerzy dzielą się doświadczeniem zdobytym w pracy z ponad 1000 startupów, w trakcie ostatnich 7 lat swojej działalności w obszarze przedsiębiorczości. Uczestnicy w trakcie 20h warsztatów przechodzą drogę od generowania pomysłu na biznes, przez stworzenie skutecznego modelu biznesowego, aż do jego weryfikacji rynkowej. W Startup Academy wzięło udział ponad 120 osób, które wstąpiły na alternatywną ścieżkę przedsiębiorczości, bez rejestracji działalności gospodarczej czy spółki.

Nigdy nie będzie idealnego momentu do otworzenia własnej firmy. Z odpowiednią wiedzą i narzędziami możesz zacząć już dziś spełniać swoje marzenie o własnej firmie – nawet jeśli nie masz jeszcze pomysłu i kapitału.

www.startupacademy.pl

Damian Strzelczyk, Akademickie Inkubatory Przedsiębiorczości

Narodziny przywódcy

Istnieje powszechne przekonanie, że aby zostać „przywódcą” trzeba posiadać pewne wrodzone cechy. Oznaczałoby to tyle, że nie każdy jest predysponowany do bycia liderem w pewnych dziedzinach. Oznaczałoby to również, że dostęp do niektórych stanowisk, ale i również innych korzyści płynących z faktu „bycia przywódcą” jest elitarny i ściśle koncesjonowany. Cóż, to bzdura!

Na początek należy sobie zadać podstawowe pytanie: czym jest przywództwo? Przywództwo to nic innego jak umiejętność wykorzystywania dostępnych zasobów (materialnych i niematerialnych a także ludzkich) w celu wpływania na działalność członków określonej grupy. Pewnie wielu z was pomyślało w pierwszej chwili, że przywództwo jest synonimem słowa manipulacja. Otóż nic z tych rzeczy.

Przywództwo to inna nazwa na pewien model zarządzania zespołami ludzkimi. Model ten charakteryzuje się przedstawianiem współpracownikom coraz to nowszych, ciekawszych i coraz bardziej inspirujących wizji rozwoju, zarówno przedsiębiorstwa jak i samego siebie. Przywództwo to również umiejętność wzbudzania entuzjazmu i tworzenia poczucia zaufania i oddania względem ludzi, z którymi się pracuje. Przywództwo nie jest autonomiczne. Przywódca nie jest superjednostką. To czy lider jest liderem zależy tylko i wyłącznie od innych ludzi. Przewodzenie ma sens tylko wówczas, gdy podwładni zechcą współpracować i umożliwią przywódcy proces przewodzenia.

Tutaj należałoby wrócić do początku i zadać kolejne pytanie: czy każdy może zostać przywódcą? Odpowiedź brzmi: TAK! Skutecznym przywódcą jest osoba, która opanowała trudną sztukę komunikacji, to osoba, która zna wartość wypowiadanych słów i wszystkiego, co za nimi stoi oraz potrafi słuchać innych. Będąc nastawionym na innych, każdy jest w stanie zdobyć zaufanie. Gdy zwykła, ludzka empatia współegzystuje z determinacją i cierpliwością, wówczas wyłania nam się obraz osoby, którą śmiało można nazwać przywódcą.

Czy przywódca się nie myli? Jasne, że się myli. Jak każdy z nas, ludzie z cechami przywódczymi są tylko ludźmi i to naturalne, że popełniają błędy. Może nawet sporo błędów. To, co wyróżnia przywódców na tle innych w tej kwestii to niepoddawanie się po niepowodzeniach, umiejętność wyciągania wniosków, uczenia się i dostosowywania do aktualnej sytuacji. Przywódca nie oczekuje poklasku i aprobaty.

Activating leadership to jedna z sześciu podstawowych wartości, jakimi kieruje się AIESEC. Wierzymy, że każdy młody człowiek ma w sobie potencjał żeby stać się przywódcą swojego pokolenia. Wierzymy, że poprzez ciężką pracę, wzajemne inspirowanie się i wyznaczanie sobie coraz ambitniejszych celów możemy stawać się lepsi. Bierzemy pełną odpowiedzialność za naszą pracę, podpatrujemy siebie i motywujemy, staramy się w pełni wykorzystać potencjał przywódczy drzemiący w każdym człowieku bo wierzymy, że każdy z nas, młodych ludzi, jest liderem przyszłości, po prostu niektórzy jeszcze o tym nie wiedzą.

Piotr Trafalski

Konferencja okiem Newbie*, czyli dlaczego LCC* jest takie super?

W piątek rano na Dworcu Letnim siąpi zimny deszcz. Oczywiście nie zabrałam parasola ani kurtki przeciwdeszczowej, więc stoję i modlę się, żeby móc już usiąść w ciepłym autokarze. Dookoła kręci się spora liczba ludzi, część z nich już znam, część z nich to takie “świeżynki” jak ja, i pierwszy raz ich na oczy widzę.

**** page2

Kiedy już się usadowię w fotelu z zamiarem ucięcia sobie drzemki (kto wymyślił taką nieludzką godzinę na wyjazd?), do moich uszu docierają strzępki rozmów innych osobników podobnych do mnie. Nie powiem, zabawnie słucha się nerwowo rzucanych wątpliwości z serii „A co, jak nie trafię do tego zespołu, do którego chciałam/em?”. Proste: to trafisz do innego, który pozwoli Ci się tam samo rozwinąć, a może nawet bardziej.

Drogi Czytelniku, skoro już się zjawiłeś na tym blogu, to zapewne wiesz, czym są konferencje, projekty, samo AIESEC. Nie będę więc rozpisywała się o 14stogodzinnym dniu sesji (oczywiście z przerwami, kto by wytrzymał tyle bez kawy?), imprezach do białego rana czy ekipie budzącej, która wjeżdża do Twojego pokoju o 8 rano, żeby przerwać słodki sen i te nader ciekawe sny. Nie napiszę o zadaniach grupowych, Gali Alokacyjnej, szalonych roll callach i strzelaniu palcami, bo prawdopodobnie nic jeszcze o tych rzeczach nie wiesz, jeśli jesteś tu Nowy. Chyba, że jesteś Starą Wygą w tej Organizacji – wtedy wiesz, o czym mowa, więc tłumaczyć tego nie mówię. Ale chciałabym dzisiaj opowiedzieć Ci o rzeczy najważniejszej. O ludziach. I emocjach.

Wyobraź sobie, że tak jak ja miesiąc temu wysiadasz z tego ciepłego autokaru, masz wrażenie, że nikogo tu nie znasz, i czekasz na przydział pokoju. Może czujesz się nawet trochę zagubiony, ale jednak podjąłeś ten krok, żeby tu być. Zostawiasz swoje rzeczy, w delikatnej niepewności idziesz na salę, gdzie za chwilę zacznie się otwierająca sesja, i już po drodze słyszysz muzykę i hałas. Razem z innymi Świeżynkami i Nie-Świeżynkami wchodzisz do Sali, i nagle, BUCH! Nad Tobą stoją na krzesłach dwa rzędy ludzi, krzyczą coś do Ciebie, przybijają piątki kiedy obok nich przechodzisz. Uwierz mi, na razie na słowo, że można się poczuć jak gwiazda Hollywood wchodząca na rozdanie Oscarów (nie licząc Leonardo DiCaprio). W tym momencie zaczyna się zabawa z całym wachlarzem emocji, jaki może Cię spotkać na konferencji.

Na kolejnej sesji Twoim zadaniem jest rozmowa z przypadkową osobą. Nie oszukujmy się, większość osób ma problem ze swobodnym rozmawianiem z „obcymi”. Ale nagle okazuje się, że ten problem mija, kiedy zaczynacie mówić o sobie i słuchać o kimś, kogo widzisz pierwszy raz. Jedna, druga, trzecia osoba i jesteś już mistrzem takich rozmów. Brzmi rozwijająco, prawda? A to tylko Get 2 Know. Później, na kolejnych sesjach, prowadzący delikatnie zmuszają Twój mózg do pracy na pełnych obrotach. Pamiętasz te noce przed egzaminem, kiedy próbowałeś wpoić sobie setki niepotrzebnych informacji i miałeś wrażenie, że Twoja głowa nie jest w stanie ich pomieścić? Tutaj okazuje się, że możesz przyswoić miliony newsów. Dlaczego? Bo tego chcesz. Bo okazuje się, że ludzie którzy są tu z Tobą, myślą tak jak Ty. I dzielą się z Tobą swoją wiedzą, bo tego chcą. A Ty chcesz ich słuchać i tę wiedzę przyjmować. Zupełnie inaczej, prawda? Na samym końcu, nawet nie wiesz jak to się stało, że o 3 w nocy rozmawiasz z kimś o wykorzystywaniu zasobów mózgu, paraliżu sennym czy jednorożcach. Brzmi kosmicznie? Owszem.

Drogi Czytelniku, wiesz, co w tym wszystkim jest najważniejsze? Pozytywna energia, która krąży między ludźmi, którą oni przekazują Tobie, którą Ty możesz im dać. Optymizm, chęć do działania, docenianie, stanowią naprawdę niezłe paliwo do Twojego motorku napędowego. Jeśli po tym poście nadal mi nie wierzysz, jest tylko jeden sposób, abym mogła Cię przekonać – jedź na konferencję lokalną i sam zobacz, jak to wszystko współgra. I nie zdziw się, jeśli poczujesz tam tyle energii, ile potrzeba do zasilenia New York City!

*newbie – osoba przyjęta do organizacji, która dopiero rozpoczyna przygodę w AIESEC

*LCC – Local Committee Coneference, czyli konferencja lokalna

Paulina Pierzyńska


Też chcesz poczuć tą energię? Rekrutacja do naszego oddziału jest otwarta jeszcze tylko do 11 października! Nie zwlekaj!

DW page1

Dlaczego kochamy praktyki?

Bo czy na pewno je kochamy? Nie raz jest to zderzenie marzeń z rzeczywistością w postaci stereotypowego parzenia kawy i chodzenia na pocztę, czasami zdarzy się ambitna i rozwijająca praca okupiona nieprzespanymi nocami i siedzeniem w buirze po godzinach. A to wszystko zawyczaj za marną pensję lub nawet jej brak. A jednak, co raz więcej młodych ludzi aplikuje na praktyki, i to na coraz wcześniejszym etapie studenckiego życia. Czy na prawdę aż tak spieszy się nam do kariery naszych marzeń? A może to jednak presja otoczenia z którą ciężko nam się zmierzyć?

W dzisiejszych czasach nie ma chyba studenta uczącego się na polskiej uczelni ekonomicznej, który byłby w stu procentach zadowolony ze swoich naukowych poczynań. Większość z nas narzeka na fakt, że wykładowcy przekazują tylko wiedzę teoretyczną, niewystarczającą żeby odnaleźć się na rynku pracy. Czy zatem praktyki to jedyna możliwość, żeby nabyć praktyczne umiejętności jakich nie zapewniają nam studia? Na pewno jest to jedna z możliwości, bo jeżeli trafiamy do firmy, która widzi w nas kogoś więcej niż tylko chłopca na posyłki możemy być pewni, że rozwiniemy się dużo bardziej niż poprzez siedzenie w książkach. Pocieszające jest też zmieniające się nastawienie firm, które coraz bardziej doceniają potencjał i motywację młodych studentów, nawet jeżeli brakuje im doświadczenia. Nic więc dziwnego, że tak nas to tego ciągnie, bo czy jest coś lepszego niż poczucie spełnienia i satysfakcja z wykonywanej pracy? 🙂

Z drugiej strony, odbywanie różnorodnych praktyk i możliwość wpisania ich później w CV niewątpliwie pozwala nam spać spokojniej. W czasach, w których nie da się zapomnieć o wszechobecnym bezrobociu, rodzice zrzędzą że odetną Cię od funduszy a znajomi prześcigają się w szczurzym maratonie , nie ciężko o ciagły stres i zamartwianie się o przyszłość. Nabywanie coraz to nowszego doświadczenia zawodowego już teraz niewątpliwie może nam pomóc w przyszłości zdobyć pracę marzeń i wybić na tle innych. Przy okazji oswajamy się z kulturą pracy i mamy możliwość uczyć się od osób dużo bardziej doswiadczonych od nas. Same plusy, możnaby pomyśleć.

Ale czy nie za bardzo się z tym wszystkim śpieszymy? ‘Jeszcze się w życiu napracujesz‘ – taki komentarz słyszę często od kolegów starszych stażem i nie da się ukryć, że jest on dosyć prawdziwy. Prze dnami całe życie do przepracowania i ostatnie lata względnej beztroski – jak więc pogodzić te dwa aspekty i znaleźć odpowiednie rozwiązanie i na teraz i na przyszłość? Na pewno nie ma na to jednoznacznej odpowiedzi, po prostu nie pozwólmy sobie zgubić naszego studenckiego ‚ja‘. W końcu mamy dostęp do wielu innych możliwości rozwoju, nie tylko w postaci praktyk, korzystajmy z tego!

Maria Świerblewska

7 powodów, dla których warto wyjechać na wolontariat

Za oknem szaro, buro i ponuro. Chwilami słońce próbuje przebić się przez chmury, aby za moment znów schować się za białą pierzynką na niebie. W powietrzu da się wyczuć, że beztroskie, letnie dni bezpowrotnie minęły. Jesienna chandra, a za nią zima, zbliżają się wielkimi krokami. Chciałoby się zrobić coś, aby letnią, radosną atmosferę zatrzymać na dłużej. A gdyby tak… wolontariat zagraniczny? Zimą!?

Brzmi egzotycznie? I o to chodzi!

1) Odnajdź lato w środku zimy

Każdy pamięta z lekcji geografii (lub przynajmniej powinien), że kiedy na półkuli północnej szaleje surowa i sroga zima, na południu królują wysokie temperatury i słoneczne dni, oferując nam wszystko, za czym tak bardzo tęsknimy zimową porą. Zima spędzona na pięknych plażach Brazylii lub Kolumbii, w międzynarodowym towarzystwie przyjaciół poznanych podczas wyjazdu na wolontariat? Chyba nikogo nie trzeba specjalnie przekonywać do tego pomysłu.

2) Wykorzystaj zimę w 100%

Jeśli lato nie jest twoją ulubioną porą roku, a pierwszy opad śniegu wywołuje uśmiech na twarzy, wyjazd na wolontariat może być okazją do niezapomnianych przeżyć. Boże Narodzenie w Budapeszcie czy wypad na narty w przerwie od pracy we Włoszech? Możliwości jest mnóstwo – dla każdego coś miłego!

3) Doświadcz Innego

Zima obfituje w wiele wydarzeń, które w różnych krajach obchodzone są odmiennie, np. Sylwester czy Karnawał. Nie sposób nie wspomnieć również o Świętach Bożego Narodzenia np. w Indiach. Wyjazd w tym właśnie okresie jest świetną okazją ku temu, aby poznać inne kultury, często zupełnie różne od naszej własnej. Wolontariat daje również wyjątkową możliwość wcielenia się w rolę „tubylców” na co najmniej 6 tygodni, w miejscu, do którego wyjedziesz. Często to również doświadczenia kultury w bezpośredni sposób poprzez zakwaterowanie u rodziny goszczącej. Taka podróż nie zawsze jest łatwa, lekka i przyjemna – często wiąże się z szokiem kulturowym, ale i on z czasem przemija, gdy zaaklimatyzujemy się w danym miejscu.

4) Sprawdź siebie

W życiu prawie każdego studenta przychodzi taki moment, w którym nie wie, co powinien robić dalej i jak będzie wyglądać jego przyszłość. Pierwszy stopień studiów – odhaczone, dalej – magisterka? A może praca lub praktyka? „W sumie ten kierunek studiów chyba nie do końca mi odpowiada, może by tak spróbować czegoś innego…”. Jakkolwiek banalnie to brzmi, wolontariat zagraniczny może okazać się dla ciebie „life-changing experience”, jeśli tylko pozwolisz aby tak się stało i będziesz otwarty na zmiany. Jeśli wciąż szukasz, spróbuj – nie masz nic do stracenia. W najgorszym wypadku, jeśli nie podejmiesz ostatecznej decyzji, przynajmniej wykluczysz niektóre opcje. Tak czy siak, bez wątpienia dostaniesz szansę, aby dowiedzieć się o sobie więcej.

5) Zdobądź doświadczenie

Jeśli należysz do grupy szczęśliwców, którzy nie poszukują powołania, ale szukają doświadczenia, wyjazd na zagraniczny wolontariat może być dla ciebie optymalnym rozwiązaniem. Podczas wyjazdu podszlifujesz umiejętność komunikacji w języku angielskim, a być może także i w innym (w zależności od tego, dokąd zdecydujesz się wyjechać) i umiejętności miękkie, takie jak praca w międzynarodowym zespole czy zarządzanie projektem. W obecnych czasach to tzw. „must have” na rynku pracy. Nie wspominając o tym, jak dobrze ten punkt wyglądać będzie w twoim CV! Jeśli jeszcze masz wątpliwości czy taki wyjazd faktycznie może okazać się przydatny w twojej dalszej karierze zawodowej, oto część wymogów na stanowisko sprzedaży w jednej z partnerskich firm AIESEC:

  • Must speak Polish fluently and idiomatically
  • Sales oriented and target driven
  • International experience (study/work)
  • Proactive and able to work independently
  • Fluency in English
    6) Nie zwlekaj!

Kiedyś trafiłam na artykuł zatytułowany “17 powodów, dla których praca może poczekać, ale podróż nie.” Z 17 wybrałam 3 ulubione:

  1. “Bo możesz zostać inżynierem, lekarzem, naukowcem, konsultantem też 365 dni później”.
  2. “Ponieważ Twoje serce naprawdę chce, żebyś to zrobił/-a. Rzuć się na głęboką wodę. Przetrwasz. A kiedy wynurzysz się z powrotem, okaże się, że pewne rzeczy się zmieniły. Na lepsze.”
  3. “Bo nigdy nie będzie lepszego czasu. Jesteś młody. Jesteś chciwy/-a. Dyktat życia nie jest w stanie Ciebie zatrzymać. Jeszcze.”
    Jeśli nie teraz, to kiedy? Pora zawsze jest odpowiednia, aby spełniać marzenia!

7) Wykorzystaj swoją szansę!

W tym roku Global Citizen oferuje zimowe wyjazdy do 10 krajów partnerskich: Rumunii, Rosji, Egiptu, Turcji, Indii, Grecji, Brazylii, Kolumbii, Portugalii i na Węgry. Co to oznacza dla ciebie, potencjalnego wolontariusza? Przede wszystkim to, że do tych konkretnych krajów będzie ci łatwiej wyjechać – dla polskich wolontariuszy przewidziane będą specjalne miejsca w projektach, co pozwoli na skrócenie czasu poszukiwań wolontariatu, ale też oczywiście nie wyklucza możliwości wyjazdu do innych krajów.

To tylko (lub aż, zależy, jak na to patrzeć) 7 powód, aby wyjechać. Jestem pewna, że do tej listy możesz dodać kolejne. Powody powodami, ale nie zapominajmy, że najważniejsza jest decyzja o wyjeździe. Nie ulega wątpliwości, że wolontariat jest intensywnym doświadczeniem, a skok na głęboką wodę (jak w szóstym punkcie) wymaga odwagi. Jako osoba, która w tym roku wyjechała na 7-tygodniowy wolontariat na Mauritius, życzę Ci odwagi w przełamywaniu swoich barier, konsekwentnego spełniania marzeń i podjęcia odpowiedniej dla Ciebie decyzji. Zima nie musi wiać w tym roku nudą!

Katarzyna Cieplińska

Bezrobocie wśród młodych ludzi – kolejny buzz word czy faktyczny problem społeczny?

Słowo “bezrobocie” przewija się w wypowiedziach polskich prezenterów telewizyjnych, artykułach na stronach internetowych oraz w prasie niemalże nieustannie. Rozprzestrzenia się z prędkością światła i jest w obecnym kontekście coraz bardziej istotną kwestią. Bezrobocie to temat dla niektórych wrażliwy, dla niektórych niewygodny, a dla niektórych, szczególnie młodych ludzi, to temat trudny.

Problem społeczny, jakim jest niepełne zatrudnienie, musi być podejmowany w dyskursie publicznym, poprzez co mogą zostać wypracowane jego rozwiązania. Przyczyn i konsekwencji tego zjawiska doszukują się specjaliści dziedziny rynku pracy, socjolodzy, psycholodzy, politycy. Wszyscy oni podejmują próby rozwiązania problemu, przez co o bezrobociu słyszy się conajmniej raz dziennie. Przekaz medialny wylewa na nas informacje o młodych Polakach, niedawnych absolwentach z wyższym wykształceniem, którzy zmuszeni są podejmować nisko dochodowe prace, w zawodach niezgodnych z wykształceniem lub w najgorszym wypadku… wyjeżdżać za granicę, co przynosi tragiczne konsekwencje dla całego społeczeństwa i wpływa na jakość życia w Polsce.

Ale czy czytamy artykuły o młodych ludziach, którzy zapracowali na wysokie, dobrze płatne stanowiska podczas studiów? Czy słyszymy wypowiedzi, że Polacy to wykształceni, kompetentni, a co więcej, konkurencyjni gracze na polskim rynku pracy? Nie, takich artykułów nie czytamy. Na myśl przychodzi więc pytanie, czy to rzeczywiście pogłębiający się problem społeczny, czy nasza skłonność do narzekania i wykreowany w mediach obraz?

Istnienie bezrobocia, które mierzone jest liczbą osób aktywnie poszukujących, lecz nie będących w stanie znaleźć zatrudnienia, jest zjawiskiem normalnym… Dopóki nie przekroczy 3-5% społeczeństwa. Według raportu Nestlé dotyczącego sytuacji na rynku pracy w Europie, w chwili obecnej stopa bezrobocia wśród młodych ludzi wynosi 28,1%, bez wielu perspektyw na szybką poprawę wskaźnika. W praktyce oznacza to, że już co czwarty aktywny zawodowo młody Polak nie znajduje zatrudnienia, mimo szczerych prób poszukiwania. Co więcej, dane z Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego pokazują, że w 2002 r. jedynie 14,4% ludzi w wieku 30-34 lata posiadało wykształcenie wyższe, natomiast w 2013 już 40,5%.

A teraz prosta matematyka – 40% młodych ludzi ma wyższe wykształcenie, a nadal 28,1% z całej grupy nie może znaleźć zatrudnienia? Jakie są więc inne przyczyny, jeśli niekompetentni, mówiący w językach obcych, aktywni młodzi ludzie? Okazuje się, że po ukończeniu studiów przed absolwentem stoją dwie ścieżki: bezpłatny staż lub zatrudnienie na tzw. umowę śmieciową. Według portalu Natemat.pl, młodzi ludzie po studiach wysyłają często ponad 200 CV, na które odpowiada średnio 1 pracodawca, a czas poszukiwania stałego zatrudnienia to średnio 2 lata. Dla porównania, Niemiec w tym samym wieku szuka stałego zatrudnienia przez średnio 2 miesiące. Dlaczego?

Wśród przyczyn rosnącego bezrobocia znajduje się m.in. rozwarstwienie pomiędzy rosnącą liczbą absolwentów uczelni wyższych, a niewspółmierną ilością powstających miejsc pracy. Obecnie zwraca się uwagę na potrzebę reformy szkolnictwa wyższego i usprawnieniu współpracy między środowiskiem uczelnianym, a pracodawcami tak, żeby kształcić osoby konkurencyjne, wyspecjalizowane w swojej dziedzinie, otwarte na wyzwania.

Tego potrzebuje dzisiejszy rynek pracy – platformy komunikacyjnej pomiędzy pracodawcą i studentem, która zaspokajałaby potrzeby obu stron, pozwoliłaby absolwentowi wkroczyć na rynek pracy z doświadczeniem zdobytym podczas nauki (tzw. dualny system nauczania). Warto zauważyć jednak, że studenci, którzy już w trakcie nauki pracowali, brali udział w stażach, działali w organizacjach studenckich, wypromowali swoją unikalną markę w oczach pracodawcy i ich szanse na sukces są dużo większe. Inni, którzy nie podjęli kroków w stronę zdobywania praktycznego doświadczenia szukają pracy dłużej niż 12 miesięcy. Dla nich z pomocą wychodzą Urzędy Pracy, oferujące zdobycie kwalifikacji, kursów, stażu czy szkolenia. Efekty? Bywają różne.

Trudno jest porównywać polski rynek z tymi zachodnimi, o bezrobociu mówi się w Polsce dopiero od transformacji gospodarczej. Wskaźniki statystyczne pokazują, że jest lepiej, chociaż nadal potrzebujemy czasu do rozwoju politycznego w kierunku reform rynku pracy, powstania instrumentów komunikacyjnych pomiędzy pracodawcą a studentem, skonkretyzowania orientacji i celu szkolnictwa wyższego. Potrzebujemy też więcej wiary… wiary w swoje możliwości. Potrzebujemy proaktywnych młodych ludzi, otwartych na wyzwania, nie uciekających od problemów, ale stawiających im czoła. Potrzebujemy osób aktywnych, które próbują sprostać wymogom pracodawcy, którzy mają cele i dążą do nich w zaparte. Sukces na rynku pracy to rezultat sumiennej pracy, inicjatywy i wsparcia administracyjnego. Co z tym zrobisz?

Maja Wiśniewska

8 FAKTÓW, czyli dlaczego AIESEC nie jest dla Ciebie! ;)

Właśnie rozpoczynasz kolejny rok akademicki, a może to w ogóle pierwszy rok w Twojej studenckiej karierze? Z każdej strony otaczają Cię studenckie kluby i organizacje, które wręcz zasypują korytarze uczelni ulotkami, obklejają wszystko co się da plakatami i kuszą innymi gadżetami?

Wśród nich AIESEC – największa międzynarodowa organizacja na świecie! Osoby, które działają w AIESEC, na pewno chętnie opowiedzą Ci o korzyściach z działania w organizacji, o tym, jak umożliwiamy studentom zostanie pełnymi pasji liderami!

Jeżeli jednak nie jesteście tym zainteresowani, nie musicie nawet szukać wymówek- przygotowaliśmy je dla Was!

#1

Jesteś zadowolony z tego, czego uczysz się z książek i na studiach W AIESEC nie ma książek. Nie ma gotowego podręcznika w wygórowanej cenie, który pozwoliłby poznać organizację po przeczytaniu. W AIESEC bazujemy na doświadczeniu zdobytym dzięki próbom i uczeniu się na błędach. Nie mamy zbioru najczęściej powtarzających się problemów, mamy za to ludzi, którzy zawsze są gotowi podzielić się swoją wiedzą i doświadczeniem.

Jeżeli jednak wolisz siedzieć przy biurku czerpiąc wiedzę z książek, nie mamy nic przeciwko 🙂 Każdy ma swój sposób na naukę.

#2

Nie jesteś zainteresowany zdobywaniem dodatkowego doświadczenia poza studiami

Jeżeli chcesz mieć proste, krótkie i łatwe do przeczytania CV, zdecydowanie nie powinieneś dołączać do organizacji. Ilość doświadczeń i możliwości w AIESEC jest właściwie nieograniczona. Praktyki w Chinach, wolontariaty w Brazylii, konferencje, zarówno lokalne, narodowe i te poza granicami Polski, możliwość prowadzenia własnego zespołu- to tylko niektóre z nich. Całkiem sporo jak na jedno CV, prawda? Dlatego jeżeli nie chcesz chwalić się przed przyszłym pracodawcom, pokazując swoje zdobyte w czasie studiów doświadczenie, zdecydowanie nie powinieneś dołączać do AIESEC.

#3

Nie interesują Cię międzynarodowe znajomości

AIESEC to 124 kraje i terytoria, ponad 800 Oddziałów Lokalnych (takich jak np. ten rzeszowski) i 2500 uczelni na całym świecie! Obecnie w organizacji działa około 100 000 studentów, a ponad 1 000 000 skończyło już przygodę z AIESEC.

Wszyscy Ci ludzie dzielą tę samą pasję i ambicje oraz łączy ich chęć zmiany w świecie. Wyznawanie tych samych wartości sprawia, że ​​zawieranie nowych znajomości jest trochę trudne do uniknięcia.

To może być właściwie przytłaczające, jeżeli silne znajomości i przyjaźnie nie są tym, czego szukasz w życiu.

#4

Nie chcesz mieć wpływu na swoją przyszłość

Myślenie o przyszłości może być czasem trudne, szczególnie jeżeli wyznajesz zasadę “nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być gorzej”.

Członkowie AIESEC nie mają oczywiście zaplanowanego całego życia, ale dzięki możliwości sprawdzenia się w wielu dziedzinach, mają szansę na znalezienie dziedziny, która da im satysfakcję i pomoże podjąć decyzję, o tym co chcą w życiu robić. Wolisz jednak, żeby to przypadek zdecydował za Ciebie?

#5

Uważasz, że osoby, które rządzą Twoim miastem/państwem robią to idealnie

W AIESEC jesteśmy przekonani, że świat potrzebuje mocnych liderów, którzy są innowacyjni i potrafią szybko dostosować się do zmian zachodzących w pędzącym świecie.

Chcesz pomóc zmienić świat? A może według Ciebie obecni przywódcy wystarczająco ustabilizowali już współczesną gospodarkę i ekonomię, wykorzystują 100% możliwości, aby chronić środowisko naturalne i zagrożone gatunki? Czy uważasz, że na świecie nie ma już problemu biedy i głodu na świecie, a wszystkie działania podejmowane są z pełnią dobroci i miłości?

#6

Nie chcesz zdobywać umiejętności, które mogą Ci pomóc w realizacji Twoich planów i marzeń

Nie ma sensu pracować nad sobą, żeby zdobyć wymarzoną pracę i spełnić swoje marzenia, w końcu wszystko może stać się idealne wtedy kiedy śpisz. Zawsze lepiej odpocząć, przecież czasami droga do realizacji marzeń może być ciężka i czasochłonna, więc lepiej poczekać aż “przyjdzie samo”.

Jeżeli Twoja opinia jest podobna, zdecydowanie powinieneś omijać AIESEC. Możliwości w AIESEC są tak różnorodne i nieograniczone, że nauczenie się, jak sięgać po swoje marzenia jest nie tylko bardzo możliwe, ale właściwie gwarantowane.

#7

Nie widzisz żadnego pożytku z poznawania innych kultur

Tyle czasu spędziłeś w polskiej kulturze, że poznawanie kolejnej wydaje Ci się stratą czasu. Po co stawać się świadomym innych kultur i uczyć się jak komunikować się z ludźmi tak innymi od Ciebie, kiedy w Twojej własnej bańce jest tak ciepło i przyjemnie?

AIESEC daje Ci możliwość “zanurzyć” się w innym środowisku, w innej kulturze. To organizacja, która pozwala uczyć się od ludzi na całym świecie!

#8

Nie wierzysz, że jedna osoba może zmienić coś w świecie na lepsze

W świecie, który posiada tyle narzędzi do wprowadzania zmian, nie ma szans, żeby jedna mała osoba była w stanie zmienić cokolwiek istotnego. Zdecydowanie nie ma żadnych znanych przykładów na to, że jeden lider zmienił coś na lepsze. AIESEC musi być całkowicie szalony, jeżeli wierzy, że niewielkie działanie może zainicjować wielki odzew!


AIESEC to globalna organizacja prowadzona przez młodych ludzi, która od ponad 65lat realizuje program praktyk i wolontariatów, docierając do 124 krajów i terytoriów. W Polsce jesteśmy obecni w 17 największych ośrodkach akademickich, gdzie poprzez realizowane projekty i pracę zespołową umożliwiamy studentom rozwój osobisty i profesjonalny. Kształtujemy wśród nich postawę przedsiębiorczości oraz umiejętności komunikacyjne. Rozwijamy przyszłych liderów, którzy w odpowiedzialny sposób będą wpływali na swoje lokalne otoczenie.

Tylko do 4 marca możesz do nas dołączyć.

Dowiedz się więcej o programie członkowskim: www.aiesec.com.pl/futureleaders

Lub zaaplikuj: bit.ly/FL_Rzeszow

Sukces z AIESEC?

Studenckie wakacje dobiegają końca. Już jutro starzy weterani, którzy znają na pamięć 1001 sposobów jak przetrwać sesję, oraz z początku nieco zdezorientowani pierwszoroczni rozpoczną kolejny rok akademicki. Wszystkie te osoby charakteryzuje jedna rzecz – chęć kontynuacji nauki po to, aby w przyszłości mieć większe szanse na dostanie wymarzonej pracy. Jednak czasami to nie wystarcza.

Studentów oraz ludzi, którzy w przyszłości zamierzają udać się na uczelnie wyższe jest coraz więcej. Dlatego często otrzymanie samego tytułu licencjata czy magistra nie jest wystarczające żeby zyskać w oczach pracodawców i rozpocząć wymarzoną karierę zawodową. Firmy wymagają czegoś więcej – zaangażowania, konkretnych umiejętności, świadomości, w czym jest się dobrym i przede wszystkim doświadczenia. Jednak będąc studentem ostatni punkt nie jest łatwo zrealizować zwłaszcza, gdy kalendarz przypomina o zbliżającym się kolokwium, wykładowca zadaje kolejny referat a samemu najchętniej spotkałoby się z przyjaciółmi. Warto w takim momencie zdecydować się na dołączenie do organizacji studenckiej.

AIESEC, która jest jedną z największych międzynarodowych organizacji studenckich wyszła naprzeciw potrzebą młodych ludzi i stworzyła ogólnopolski program Future Leaders. Skierowany jest on do studentów zainteresowanych pracą w zespole oraz dążących do rozwoju personalnego i   profesjonalnego. Każda osoba decydująca się na dołączenie do AIESEC automatycznie bierze udział w tym programie, dzięki czemu dostaje szansę na zdobycie różnorodnego doświadczenia, rozwinięcia w sobie przedsiębiorczości oraz innych cech niezbędnych w dzisiejszym świecie.  Aby jeszcze bardziej ułatwić członkom kształtowanie ich ścieżki kariery Future Leaders został podzielony na trzy podprogramy: Social Entrepreneur, Business Sales i Marketing.

Zmieniając świat zmieniasz także i siebie

Tym zdaniem można określić pierwszy z elementów wchodzących w skład Future Leaders, czyli Social Entrepreneur. Polega on na przeprowadzaniu międzynarodowych projektów społeczno-edukacyjnych min. poprzez organizowanie wydarzeń z udziałem praktykantów z zagranicy. Tym właśnie na początku swojej kariery w AIESEC zajmowała się Beata – studentka trzeciego roku finansów i rachunkowości, która w wolnym czasie chętnie uczy się języków obcych. Jak sama mówi:

„W trakcie działalności w AIESEC poznałam ludzi z całego świata, co dało mi bardzo dużo radości, umożliwiło przeżycie niezapomnianych przygód i podszkolenie umiejętności językowych.”

                                                                                                                                                                            Beata

Za to Olga, do której obowiązków należała pomoc w wyjeździe młodym osobą na zagraniczny wolontariat min. poprzez przeprowadzanie rozmów kwalifikacyjnych i wspieranie wolontariuszy zarówno przed jak i w trakcie ich podroży chętnie wspomina:

„Ich entuzjazm i radość podczas opowieści o swoich przeżyciach, które widziałam po ich powrocie do kraju były czymś wspaniałym, jak i świadomość, że miałam w tym swój udział.”

                                                                                                                                                                            Olga

Student pośród firm

Business Sales, jako drugi z podprogramów pozwala na postawienie pierwszych kroków w  lokalnym środowisku biznesowym. Dzięki temu młode osoby mają okazję przełamać barierę w  kontaktach na linii student – przedsiębiorstwo, która często jest głównym problemem każdego, kto zaczyna poszukiwania poważnej pracy. Przekonał się o tym min. Piotrek podczas uczestniczenia w  pierwszych spotkaniach:

_„Na__ początku kontaktowanie się z firmami było dla mnie dużym stresem i wyzwaniem. Po kilku spotkaniach zauważyłem, że jest to dla mnie przyjemność, zyskałem dużą liczbę kontaktów.” _

                                                                                                                                                             Piotrek

Jednak poprzez nawiązywanie i utrzymywanie relacji z firmami oraz uczestniczenie w spotkaniach sprzedażowych/biznesowych można szybko dowiedzieć się jak odpowiednio i skutecznie poruszać się w świecie biznesu. Jest to także doskonała okazja do nabrania pewności siebie, co udało się Agnieszce, która teraz ma okazję koordynować jedno z najciekawiej zapowiadających się wydarzeń skierowanych do studentów tej jesieni, czyli konferencję Youth & Business CoAction.

„Dzięki dołączeniu do AIESEC nabrałam więcej pewności siebie, a problemy zaczęłam zamieniać w  WYZWANIA. Już wiem, że trzeba wykorzystywać nadarzające się okazje, dzięki którym możemy się ciągle rozwijać i osiągać wyznaczone cele.”

                                                                                                                                                             Agnieszka

M jak Marketing

Trzecim elementem wchodzącym w skład programu Future Leaders jest Marketing dedykowany dla osób, które interesują się tworzeniem własnych kampanii promocyjnych, są kreatywne, nie brakuje im pomysłów bądź po prostu lubią pisać i chętnie tworzą różnego rodzaju informacje prasowe tak jak Szymon – świeżo upieczony absolwent dziennikarstwa i komunikacji społecznej. Sam o swojej działalności w AIESEC mówi tak:

„Mogę współtworzyć ogólnopolskie kampanie promocyjne oraz poznawać praktyczne aspekty komunikacji i marketingu”

                                                                                                                                                             Szymon

Patrycja, której marzeniem jest praca w agencji reklamowej swoje pierwsze doświadczenie postanowiła szukać w postaci zostania ambasadorem jednej z firm wspierających AIESEC. Do jej obowiązków należeć będzie promowanie programów praktyk i konkursów na katowickich uczelniach wyższych oraz budowanie pozytywnego wizerunku firmy.

_„Dzięki współpracy z jedną z najlepszych firm w Polsce i na świcie mam możliwość bliższego zobaczenia jak tworzy się kampanie promocyjne i wprowadza je w życie”___

Patrycja

Podczas tworzenia programu Future Leaders został wzięty pod uwagę fakt, że nie każdy młody człowiek wkraczający dopiero w dorosłe życie jest świadomy tego, co chce robić w przyszłości, w czym jest dobry albo, co po prostu sprawia mu przyjemność. Dlatego główną zaletą działalności w  organizacji studenckiej jest możliwość spróbowania sił w różnych dziedzinach i zdobycia cennego doświadczenia oraz poznania tych mocnych i tych nieco słabszych stron oraz praca nad ich rozwojem właśnie poprzez organizację różnorodnych projektów i aktywny w nich udział.

Przygotowanie do inwestowania

“Mam zdecydowanie za mało pieniędzy, aby zacząć inwestować.”

Serio?

Bardzo często sami siebie oszukujemy, nie inaczej jest w tym przypadku. Można to w bardzo prosty sposób udowodnić. Inwestowanie to nic innego jak zdolność do rezygnacji z bieżących przyjemności i czasowego zamrożenia, zaoszczędzonego w ten sposób kapitału w celu osiągnięcia dodatkowych zysków w przyszłości. Nigdzie nie ma podanej kwoty, jaką należy posiadać, aby zacząć inwestować. Jedyną rzeczą, jaka powstrzymuje nas przed rozpoczęciem inwestowania jest nasza silna wola.

„Zacznę inwestować, gdy moje wynagrodzenie będzie miało pięć cyfr.”

Nie zaczniesz.

Prosty przykład: wcześniej zarabiałem średnią krajową, miałem samochód jak osoba zarabiająca średnią krajową, miałem mieszkanie jak osoba zarabiająca średnią krajową, restauracje też wybierałem jak taka osoba – ale teraz jestem kimś! Zarabiam 12 000zł i mam sportowy samochód, nowe mieszkanie w luksusowej dzielnicy oraz odwiedzam najlepsze restauracje w mieście.

Dalej wychodzimy na tzw. zero na koniec miesiąca i nie mamy przeznaczonej nawet najmniejszej sumy pieniędzy na inwestowanie. Wpadamy w tę pułapkę przez nasz instynkt – usilną chęć pokazania naszej pozycji społecznej innym.

“We buy things we don’t need with money we don’t have to impress people we don’t like.”

Powyższy cytat z jednego z moich ulubionych filmów świetnie obrazuje ludzką naturę.

Dalej dowiesz się, że mając już kilkaset złotych możesz rozpocząć swoją przygodę z inwestowaniem. Pytanie tylko czy odnajdziesz w sobie siłę, aby to zrobić kosztem bieżących przyjemności.

Zaczynamy inwestować!

Pierwszym sposobem na rozpoczęcie inwestowania jest wykup jednostek uczestnictwa w funduszu inwestycyjnym. Nasze środki będą inwestowane w różnego rodzaju papiery wartościowe.

Na polskim rynku wiele banków oraz instytucji finansowych ma w swojej ofercie fundusze inwestycyjne. Jak wybrać najlepszy? Pomocne w wyborze na pewno będą: sprawdzenie warunków udziału (nie wszystkie fundusze gwarantują ochronę 100% wkładu) oraz analiza wyników uzyskiwanych w przeszłości.

Bardzo ważne jest, aby instytucję, której zamierzamy powierzyć nasze pieniądze uprzednio sprawdzić, czy aby nie występuje na liście ostrzeżeń publicznych na stronie Komisji Nadzoru Finansowego (http://www.knf.gov.pl/o_nas/ostrzezenia_publiczne/lista_ostrzezenia.html).

Jeżeli jesteś osobą, która wolałaby bezpośrednio decydować o tym ile pieniędzy i w co je zainwestować – wybierz rachunki maklerskie.

Czynnikiem, na jaki należy zwrócić uwagę przy wyborze jednego z nich są prowizje maklerskie, a przy zaangażowaniu niewielkiego kapitału – minimalna prowizja maklerska. Jest to kwota, jaką będziemy musieli zapłacić w chwili dokonania transakcji, instytucji świadczącej nam usługi maklerskie.

Przykład: Na naszym rachunku maklerskim mamy 500zł, kupujemy za to 30 akcji spółki X warte 10zł za sztukę. Minimalna prowizja maklerska wynosi dajmy na to 5zł.

Stan mojego portfela po transakcji to 195zł oraz 30 akcji spółki X. Przy zakupie zapłacę maklerowi blisko 1,7% zaangażowanej kwoty, przy sprzedaży również muszę zapłacić prowizję, zatem aby wyjść na czysto z inwestycji posiadane akcje musiałyby wzrosnąć o 3,4%.

Warto o tym pamiętać planując inwestycje.

Aby minimalizować stratę powstałą na skutek prowizji maklerskiej najlepiej jest kupić taką liczbę akcji jednej spółki, aby procentowa prowizja od nich była równa lub trochę większa od prowizji minimalnej określonej przez dany dom maklerski.

Przy wyborze domu maklerskiego należy również zwrócić uwagę na minimalną inwestycję – kwotę, jaką należy minimalnie zaangażować w transakcje.

Giełda zawsze rozbudzała fantazję historiami o osobach, które dzięki niej w krótkim okresie stały się milionerami. Pamiętaj jednak, że inwestycje na rynku kapitałowym zawsze wiążą się z ryzykiem utraty części zaangażowanych środków.

Ciekawą propozycją, aby sprawdzić się w roli inwestora są konkursy inwestycyjne, w których nie ryzykuje się własnych środków pieniężnych, a przy okazji można wygrać atrakcyjne nagrody. Szczególnie gorąco polecam udział w jednym z nich, którego byłem koordynatorem –

INDEX the Investment Challenge, już wkrótce kolejna edycja, zachęcam do polubienia konkursowego profilu aby być na bieżąco (http://goo.gl/75g6IP).

Autor: Adam Przepolski

Wiceprezes ds. Relacji Zewnętrznych

Koło Naukowe Rynku Kapitałowego INDEX