Wolontariat Aleksandry w Brazylii

Jedno słowo: Spróbuj. | Historia Filipa

Każda historia ma swój początek. Czasami sami nie wiemy, kiedy zdecydowaliśmy się na kolejny krok w naszym życiu. A może tak miało być? Może to nawet nie był mój własny wybór? Wiele razy się zastanawiałem, dlaczego idę taką drogą a nie inną. Na ile są to moje świadome wybory, a na ile pozwalam życiu się wydarzać? Dziś wiem jedno: nie żałuję. Ale zaczynając od początku…

W październiku zaczynałem drugi rok studiów. Do tej pory angażowałem się w wiele rzeczy: uczelnię, koła naukowe i siłownię, ale chciałem czegoś więcej. Znajoma zobaczyła informację o rekrutacji do AIESEC. Powiedziała: „Zapisz się, co Ci szkodzi?”

Tego samego dnia sprawdziłem stronę internetową i poczytałem. Zainteresowała mnie głównie możliwość rozwoju języka oraz praca nad projektami międzynarodowymi. Tego samego dnia uzupełniłem formularz i wysłałem. Kolejnym krokiem była rekrutacja, którą udało mi się przejść pomyślnie. Mimo to, nie do końca byłem pewien dlaczego zdecydowałem się na ten krok. Jak się niedługo potem okazało, nie pomyliłem się, a swoje prawdziwe powody odkryłem w trakcie swojego pierwszego wyjazdu szkoleniowego.

Poznałem tam wiele wartościowych osób, z którymi wspólnie się uczyliśmy i bawiliśmy. Najważniejsze dla mnie okazało się zrozumienie istoty AIESEC, wartości i misji, które każdy dokłada, cegiełka po cegiełce, poprzez swoją postawę i działanie. Postanowiłem podążyć tą drogą i spróbować, aby przekonać się co będzie dalej. Często bywa tak, że odkładamy podjęcie jakiegoś kroku na później, przekładając realizację zamierzonych celów. Jeżeli nie mamy wystarczająco odpowiednich argumentów, nie podejmiemy wyzwania – z lęku przed porażką czy strachem przed nieznanym. Tracimy wtedy jednak coś bardzo cennego. Nowe doświadczenie to opuszczenie strefy komfortu, wyjście z naszych utartych schematów życiowych, ale także niesamowity zysk.

Co do tej pory zdobyłem podczas pracy w AIESEC? Nauczyłem się jak ważna jest praca w zespole, jak atmosfera i zaangażowanie pozwala nam wykonywać wiele spraw z przyjemnością i uczuciem spełnienia. Zacząłem się bardziej skupiać na innych osobach, być bardziej wyrozumiałym i pomocnym. W czasie realizacji naszego projektu nauczyłem się wielu pożytecznych umiejętności miękkich, od pisania maili, sprzedawania produktów, do przeprowadzania rozmów rekrutacyjnych. I chociażby mógłbym wymieniać całkiem długą listę korzyści, bardziej skłonny jestem powiedzieć: Spróbuj. Przekonasz się na własne oczy, czy było warto, czy jest to czego szukałeś, może nawet jeszcze o tym nie wiedząc. Ja uważam, że było.

Znane miejsca, nowe wyzwania | Historia Hani

Dołączyłam do AIESEC ponad dwa lata temu, w październiku 2014, gdy tylko zaczęłam studia. Po tak długim czasie w organizacji, którą znam już „od podszewki”, wydawać by się mogło, że nie ma już rzeczy, którą mogłabym w sobie rozwinąć i której mogłabym się nauczyć.

Pierwsze dwa lata zajmowałam się wymianą przychodzącą. Przeprowadzałam rozmowy z młodymi ludźmi z całego świata chcącymi wziąć udział w naszych projektach edukacyjnych, przygotowywałam ich do przyjazdu do Polski, a także pomagałam im zaaklimatyzować się w naszym kraju. Zawsze największą satysfakcję sprawiało mi pierwsze spotkanie, gdy wolontariusze byli już na miejscu w Łodzi – zobaczyć wreszcie na żywo kogoś, kogo widziało się tylko w ekranie komputera jeszcze kilka tygodni wcześniej, porozmawiać z nim, wyjść wspólnie na miasto – to naprawdę niesamowite przeżycie. Z częścią z nich do tej pory utrzymuję stały kontakt, chociaż minęło wiele miesięcy od naszego pożegnania tutaj, w Łodzi.

W końcu sama zdecydowałam się wyjechać na wolontariat zagraniczny. Tego lata zawitałam do Budapesztu, gdzie na dworcu Keleti czekał już na mnie członek tamtejszego oddziału AIESEC, by bezpiecznie odwieźć mnie do miejsca, gdzie miałam spędzić kolejne tygodnie. Dzięki temu wyjazdowi poznałam wielu cudownych ludzi, którzy bardzo pomogli mi podczas pobytu w obcym kraju.

Ostatnie kilka miesięcy w AIESEC byłam odpowiedzialna za HR – przeprowadzałam rozmowy rekrutacyjne, przygotowywałam szkolenia oraz dbałam o rozwój członków organizacji. Nie da się ukryć, że proces rekrutacji sprawiał mi dużo przyjemności. Dzięki temu odkryłam, co tak naprawdę chciałabym robić po studiach i z czym wiążę swoją przyszłość.

Teraz czekam by objąć kolejny projekt, dzięki któremu znowu będę blisko naszych zagranicznych wolontariuszy. Do pełnego sukcesu brakuje mi tylko zespołu, który zostanie utworzony już niedługo. Bardzo liczę na to, że po raz kolejny przyjmiemy do AIESEC ludzi, którzy nie tylko będą razem pracować, ale także świetnie bawić się w swoim towarzystwie.

Moja historia | Ola Szymczyk

Jak się zaczęło?

O Stowarzyszeniu dowiedziałam się od znajomego z uczelni, który cały czas mówił o swojej działalności i zamieszczał mnóstwo postów na Facebooku. Gdy zaczął przybliżać mi struktury i obowiązki w AIESEC pomyślałam, że najwyższy czas coś zmienić w swoim życiu. Jeszcze tego samego wieczoru wypełniłam formularz rekrutacyjny i już teraz wiem, że nigdy nie będę żałować tej decyzji!

 

Co dalej?

Zostałam przydzielona do struktury wymiany przychodzącej – w zespole, do którego się dostałam, zajmowaliśmy się projektami edukacyjnymi skierowanymi do szkół podstawowych.

Do naszych obowiązków należało pozyskiwanie wolontariuszy, którzy chcieliby w Polsce prowadzić warsztaty o tematyce zdrowotnej, a konkretnie o zdrowym trybie życia i prawidłowym odżywianiu. Przeprowadzaliśmy z nimi rozmowy kwalifikacyjne i na tej podstawie zaakceptowaliśmy wolontariuszy. Zaczęliśmy również współpracę ze szkołami, które chciały uczestniczyć w naszym projekcie.

Nasi wolontariusze są już w Polsce, a ja miałam okazję wreszcie poznać osoby, którym pomogłam przyjechać!

Postawiłam poprzeczkę  wyżej – o 2 miesiącach działalności w AIESEC  zaaplikowałam na pozycję lidera zespołu. Udało mi się i wiedziałam, że to kolejne obowiązki którym będę musiała stawić czoło, jednak dla satysfakcji jaką jest świadomość zmiany środowiska, w którym żyjemy wiem, że warto było podjąć ten krok!

Uświadomiłam sobie, że dołączenie do tej struktury to była bardzo dobra decyzja.

To nie koniec, a dopiero początek mojej przygody z AIESEC. A Ty jaką historię stworzysz?

Na rynek pracy wejdę z prawdziwym przytupem | Historia Eweliny

E_WojtowiczDo AIESEC zaaplikowałam spontanicznie i nie bez przyczyny mówi się, że decyzje spontaniczne, to te najlepsze.

AIESEC wciąga, jak dobra książka, jak ulubiony serial. Daje ogrom możliwości i podsuwa mnóstwo pomysłów  na siebie, na środowisko lokalne, na przyszłość. AIESEC bardzo szybko nauczył mnie zarządzania czasem – teraz wiem, że czas to pojęcie zupełnie abstrakcyjne, a doba to jedynie ogólny zarys przedziału czasowego. Jeszcze nigdy nie byłam tak dobrze zorganizowana i nigdy wcześniej nie myślałam, że można robić tyle rzeczy na raz – w dodatku efektywnie!

Organizacja pomogła mi także wydobyć i docenić w sobie umiejętności, których do tej pory nie znałam. Pokochałam sprzedaż, zainteresowałam się HRem i zaczęłam odkrywać obszar marketingu. Teraz wiem, że na rynek pracy wejdę z prawdziwym przytupem. AIESEC daje narzędzia, którymi realnie możesz wpływać na lokalne środowisko. Z własnego doświadczenia wiem, że niewielu młodych ludzi zastanawia się nad tym, co faktycznie chcieliby robić w życiu. Dzięki pracy nad projektem edukacyjnym pośrednio dostarczam im pomysły, ale przede wszystkim, motywuję do pracy nad wizją przyszłości. Daje mi to ogrom satysfakcji, bo wiem, że wśród tych młodych ludzi są osoby, które w przyszłości będę odpowiedzialnie wpływać na swoje środowisko, przynosząc pozytywne zmiany. Więc jeśli masz ciekawy pomysł, ale nie jesteś pewien, jak go zrealizować, to uwierz mi, że w AIESEC znajdzie się grono osób, które pomogą zrealizować Ci plan w 100%.

29440262921_edeff25132_o

To, co jest najpiękniejsze w przygodzie w AIESEC, to wyraźne efekty Twoich działań – radość wolontariusza, który właśnie przyjechał realizować projekt, nad którym pracujesz od kilku miesięcy, obudzenie w młodych ludziach chęci poznawania świata, możliwość współpracy z nieprzebraną ilością skrajnie różnych osobowości, możliwość inspirowania i bycia inspirowanym. To wszystko jest w zasięgu Twojej ręki. Nie wahaj się i aplikuj!


Trwa rekrutacja do AIESEC – jeżeli też chcesz rozwijać siebie i środowisko,
które Cię otacza, wejdź na www.aiesec.pl/rekrutacja i dowiedz się więcej.

Wolontariat w Chinach | Rozmowa z Gosią

gosia

Co było dla Ciebie motywacją do wyjazdu?

Zawsze lubiłam działać, próbować nowych możliwości, poznawać nowych ludzi, podróżować. Decyzja o samotnym wyjeździe małej blondynki na koniec świata brzmiała może dość ekstremalnie, ale chyba o to właśnie chodzi – jest ryzyko, jest zabawa!

Jak AIESEC pomógł Ci w przygotowaniach?

Od AIESEC otrzymałam dużo wsparcia – doskonale pamiętam moje pierwsze spotkanie z Różą i Piotrkiem, którzy z pasją opowiedzieli mi o tej ogromnej szansie. Prawdę mówiąc decyzja o wyjeździe zapadła właśnie wtedy.

Jak przywitała Cię miejscowa społeczność?

Zaraz po lądowaniu przekonałam się, że wylądowałam we właściwym miejscu – telefon automatycznie zablokował mi dostęp do wszelkich aplikacji, co upewniło mnie, że jestem już w Chinach. Nieco przerażona stanęłam z walizką i właśnie wtedy poznałam pierwszego obywatela Chin, który okazał się być taki, jak oni wszyscy – pomocny, ciepły, niezwykle przyjazny. Tacy też byli local volunteers, czy host family – rodzina, u której mieszkałam, bez której ten wyjazd nie byłby taki sam.

Czym zajmowałaś się w ramach projektu?

Projekt, w którym brałam udział polegał na pracy w szkole z dzieciakami. Opowiadaliśmy im o naszych krajach, kulturze, prowadziliśmy dla nich różne zajęcia, zabawy. Wiele z nich po raz pierwszy w życiu widziało obcokrajowców, przez co może na początku był między nami jakiś dystans, ale z czasem nie chcieliśmy nawet myśleć o tym, że to wszystko kiedyś się skończy. Do dziś mam przed oczami moment, kiedy jedna z uczennic przynosi mi prezent i mówi żebym otworzyła go jak już wyjadę, a w środku list z podziękowaniami dla najlepszej nauczycielki, co więcej – list ten był po polsku.

W jaki sposób wolontariat wpłynął na Ciebie i otoczenie, w którym działałaś?

Wyjazd był dla mnie niezapomnianym przeżyciem. Miałam okazję sprawdzić sama siebie, przejść jakąś próbę – chyba dałam radę! Ludzie, których miałam okazję tam spotkać na zawsze pozostaną gdzieś głęboko w moim sercu, bo to właśnie oni sprawili, że ten wyjazd był tak niesamowity. Ja mogłam poznać ich kulturę, oni zaś moją. Byliśmy dla siebie wzajemnie takimi nauczycielami życia- niesamowite doświadczenie! Myślę, że gdybym jeszcze raz stanęła przed decyzją o takim wyjeździe nie zastanawiałabym się ani chwili!

Gosię oraz innych studentów Lublina, którzy spędzili kilka tygodni w różnych zakątkach świata na projektach w ramach programu międzynarodowego wolontariatu Global Volunteer możesz poznać już w sobotę. Do zobaczenia 10 grudnia o 11:00 w Centrum Spotkania Kultur na wydarzeniu Global Village – Świat dla Lublina, Lublin dla Świata!

Historia Sylwii

Dołączenie do AIESEC było jedną z najlepszych decyzji, jakie podjęłam podczas studiów licencjackich. Żałuję tylko, że nie zrobiłam tego wcześniej i przyszłam na rekrutację dopiero pod koniec drugiego roku studiowania.

 

katowice-sylwia-1

 

Ale od początku. Będąc jeszcze w liceum, w ramach programów wolontariackich organizowanych przez AIESEC przyjeżdżali do nas studenci zza granicy i prowadzili zajęcia w języku angielskim. Już wtedy wydawało mi się to świetną inicjatywą. Kiedy zaczęłam studia na Uniwersytecie Ekonomicznym myślałam o dołączeniu do AIESEC, jednak ciągle odkładałam tę decyzję do czasu kolejnej rekrutacji. W końcu w maju 2014, razem z koleżanką zdecydowałyśmy się aplikować, robiąc tym samym ogromny krok naprzód. Na początku pracowałam w projektach wolontariatu przychodzącego. Wyszukiwaliśmy szkoły, które byłyby zainteresowane wzięciem udziału w projekcie, a następnie przeprowadzaliśmy selekcję wolontariuszy z zagranicy tak, aby do projektu trafiły najlepsze osoby. Projekt sprawiał mi wielką radość, poznałam ludzi z całego świata, z którymi do dzisiaj utrzymuję kontakt. Po tym doświadczeniu zdecydowałam się aplikować na pozycję liderską.

 

katowice-sylwia-2

 

Będąc liderem prowadziłam zespół, złożony ze wspaniałych ludzi. To doświadczenie dało mi wiele i traktuję je jako jedno z najlepszych w moim życiu. Poprawiłam swoje umiejętności językowe, stałam się bardziej pewną siebie i otwartą osobą. Przed przystąpieniem do AIESEC nie przypuszczałabym, że mogę prowadzić po angielsku Galę kończącą projekt, na którą przyjechało prawie 200 osób! Prowadzę także szkolenia dla ludzi z całego świata, co sprawia mi ogromną przyjemność. Po zakończeniu mojego projektu, postanowiłam zmienić obszar, w którym działam i zdecydowałam dołączyć do struktury marketingowej jako koordynator. Zostałam PR managerem Oddziału Lokalnego AIESEC Katowice. Byłam odpowiedzialna za kontakty z mediami. Nawiązywałam partnerstwa z telewizją, radiami, prasą. Dbałam o ukazania medialne na nasz temat, a także o dobry wizerunek organizacji w środowisku lokalnym. Rozwinęłam się pod wieloma względami, chociaż przed objęciem tej pozycji nie wiedziałam czym tak naprawdę zajmuje się PR.

Obecnie jestem członkiem Rady Wykonawczej, obejmuję pozycję Wiceprzewodniczącej do spraw Projektów Społecznych i Edukacyjnych. Jestem odpowiedzialna za wszystkich zagranicznych wolontariuszy przyjeżdżających do Katowic na projekty społeczno-edukacyjne, które pokazują dzieciakom z naszego miasta nowe możliwości, uczą ich tolerancji i szacunku dla innych religii i kultur, a także uczą, że warto korzystać z różnorodności.

To, co najlepsze w AIESEC, to możliwość rozwoju pod wieloma aspektami. Zmieniając obszary, w których działamy – możemy rozwijać różne umiejętności i aktywnie wpływać na otoczenie, z którym współpracujemy.

AIESEC to dla mnie niesamowite doświadczenie, możliwość rozwoju osobistego, ale to przede wszystkim ludzie. Niesamowici ludzie, zawsze chętni do działania, którzy każdego dnia motywują mnie, aby dać z siebie więcej. To także wspaniałe międzynarodowe przyjaźnie, które otwierają umysł i dają możliwość poznania całego świata bez opuszczania Katowic.

Historia Asi

Ewelina poleciała do Brazylii – kraju futbolu, samby i brigadeiro. Do Florianopolis, do miasta, gdzie dzieci z biednych rodzin są tak samo spragnione miłości i uznania, jak każde inne poszkodowane dzieci na świecie. Ewelina wybrała właśnie Gira Mundo, czyli pracę z dziećmi.

 

lublin-asia

 

Co kilka dni wymieniałyśmy wiadomości – ja dorabiając wakacyjnie przez pilnowanie małej dziewczynki w Polsce, a Ewelina opiekując się grupą dzieci z tamtejszych faweli. Ponad jedenaście tysięcy kilometrów dalej, poświęcając swój wolny czas wakacyjny na wolontariat. Była w innym kraju wykonując zajęcie, które nie jest ani powszechne, ani łatwe – dzieci były nieposłuszne i oddane jednocześnie, przywiązane i rozbrykane, ale przede wszystkim mocno lgnące do wolontariuszy przez zbyt duży – jak na swój wiek – bagaż doświadczeń.

 

Ewelina była moją „podopieczną” w ramach projektu Global Volunteer, poprzez który młodzi ludzie mogą doświadczyć na własnej skórze innej kultury, poznać bliższe i dalsze kraje, ich mieszkańców i problemy, z którymi się borykają. Jako członek zespołu zajmujący się rekrutacją wolontariuszy z Lublina, przez kilka miesięcy towarzyszyłam jej w poszukiwaniu wymarzonej oferty wolontariatu i przygotowaniach do wyjazdu. Dzięki temu stałam się częścią jej niesamowitej historii.

 

Ewelina już w trakcie wyjazdu relacjonowała mi, że takie doświadczenie otwiera oczy na wiele spraw, zmienia podejście i światopogląd. Zachęcała mnie do podobnego wyjazdu: „jeśli siedzenie w domu ci odpowiada – to spoko, ale jeśli nie to pakuj plecak, jedź na taki wyjazd lub nawet na stopa i po prostu zmień perspektywę”. I tak słuchając opowieści z przygody jej życia uznałam, że ma rację i że czas na to, żebym napisała swoją historię. Poszukałam, wysłałam kilka zgłoszeń i sama wyjechałam na krótki projekt do Europy – żeby trochę poszerzyć horyzonty, poznać ludzi ze świata, ich radości i troski.

 

Dzięki temu, że w lutym zdecydowałam się aplikować do AIESEC, miałam okazję być członkiem projektu Global Volunteer i poznać Ewelinę – zrozumiałam, że być w organizacji zajmującej się wymianami to super sprawa, ale samemu wyjechać na wymianę – to sprawa jeszcze lepsza.

 

Na pewno nie zdziwi Was fakt, że zdecydowałam się kontynuować swoją historię w AIESEC – zostałam koordynatorem projektu, który zajmuje się rekrutacją studentów z zagranicy na projekty społeczno-edukacyjne, które organizujemy dla placówek z naszego województwa.

 

Już za kilka miesięcy kilkanaście osób z różnych zakątków świata, zrekrutowanych przez mój zespół, będzie – podobnie jak Ewelina w Brazylii – uczyło nasze dzieciaki i młodzież języka angielskiego, swoich tradycji, ale przede wszystkim – otwartości na inne kultury.

— — — — — — — — — — — —

To historia Asi – jaka będzie Twoja?

Historia Natalii

Zamykam oczy, myślę „AIESEC” … lawina wspomnień nie pozwala mi wrócić do rzeczywistości.

szczecin-natalia

Luty 2015

„Co oni tam, w tym AIESEC, robią? Chyba mają coś wspólnego z międzynarodowością… Tego mi trzeba po przygodzie z Erasmusem!” Rekrutacja na ostatnią chwilę, rozmowa z członkiem organizacji… Hurra, udało się! Jadę na konferencję!

Trzy dni szkoleń, śmiechu i inspiracji. Nieznani dotąd ludzie pokazują mi, że działać może każdy. Ze zniecierpliwieniem czekam na przydzielenie do projektu. Zmotywowana jak nigdy dotąd!

Maj 2015

Do Szczecina przyjeżdżają pierwsi wolontariusze. Z dumą podkreślam- MOI wolontariusze! Hong Kong, U.S.A., Singapur, Brazylia, Indie… Wspaniale jest pokazywać Szczecin tak różnorodnemu towarzystwu. Czuję, że mogę wiele. Nowa przygoda dopiero się zaczęła!

Październik 2015

„Podołam, nie podołam? Czy naprawdę jestem liderem zespołu? Czy to MNIE wybrali?” Lekko oszołomiona zaczynam pracę z nowym zespołem. MOIM WŁASNYM zespołem. Kilka niewinnych miesięcy pracy równa się milionom wyzwań. Z uśmiechem na twarzy przyglądam się rezultatom projektu. Z dumą patrzę na wolontariuszy, którzy dodają Szczecinowi kolorów. Z satysfakcją myślę, że zdałam jeden z najważniejszych egzaminów. Ten z odpowiedzialności… za drugiego człowieka.

Marzec 2016

Zaspana biegnę na dworzec. Przecież nie mogę spóźnić się na własny wolontariat! Lecę po własną przygodę. Ciekawa doświadczeń swoich wolontariuszy, pragnę poczuć, jak to jest być po tej drugiej stronie. I bardzo mi się, to doświadczenie, podoba! Do Szczecina wracam pełna inspiracji i… świadomości. Siebie oraz świata.

Kwiecień 2016

Moja codzienność to pogawędki z obywatelami różnych państw, mieszkańcami wszystkich kontynentów. Kandydatów chętnych na przyjazd do Polski nie brakuje!
Ja to mam fajne życie. Poznawać historie płynące z całego świata, bez ruszania się z domu! Rozmowa uczy mnie słuchania. Słuchanie sprawia, że jestem lepszym człowiekiem.

 

„Idziesz czy nie idziesz? Obudź się!” Otwieram oczy, chyba… pora wracać! Z sentymentem patrzę na codzienność, która dodaje życiu kolorów. Zerkam w lustro. Nos ten sam, oczy niezmienione… tylko serce i dusza jakieś szczęśliwsze.
Czy uwierzysz, że najwspanialszą historię możesz przeżywać… każdego dnia?
Możesz być bohaterem, z pozoru będąc zwyklakiem. Moja historia może być Twoją historią.
A może… stworzysz własną?