desc

Monika

Moja historia o działalności w AIESEC Wrocław UE może różnić się nieco od historii moich znajomych.

Po długiej przerwie od nauki i po 2 miesięcznej pracy za granicą postanowiłam, że muszę podjąć jakąś dodatkową aktywność by móc w przyszłości zdobyć lepszą pracę.

Jak powszechnie wiadomo same studia nie wystarczą ponieważ w dzisiejszych czasach tytuł magistra nie robi na nikim wielkiego wrażenia. Postanowiłam więc przystąpić do organizacji AIESEC  ze względu na jej międzynarodowy charakter.

Na początku czułam, że kompletnie tu nie pasuje… Wiele razy chciałam już sobie dać spokój ze względu na wiele obowiązków z którymi wiąże się bycie członkiem w takowej organizacji. Nigdzie nie spotkałam tylu ambitnych ludzi ile właśnie w AIESEC, czułam się nieco przytłoczona. Jednak po rozmowie z jednym  z bardziej doświadczonych członków zdałam sobie sprawę ile poprzez ten jeden projekt się nauczyłam i jakie umiejętności zdobyłam.

Dzięki działalności w AIESEC odważyłam się dzwonić do obcych ludzi sprzedając nasz projekt, prowadziłam rozmowy rekrutacyjne po angielsku, dzięki którym poprawiłam swoje umiejętności językowe i wiele innych. Będąc członkiem przełamałam pewne bariery, stałam się bardziej samodzielna w swoim działaniu oraz zyskałam pewność siebie, której zawsze gdzieś mi brakowało. Nauczyłam się, że zawsze można rozwiązać pewne problemy. Teraz nie boję się nowych wyzwań. Wyszłam ze strefy komfortu i zdobyłam przydatne umiejętności, które będę mogła wykorzystać w przyszłej pracy.

Mimo tego iż na początku byłam bardzo sceptycznie nastawiona do AIESEC , postanowiłam że dam mu jeszcze jedną szansę i nie pożałowałam 😉 Dzięki członkostwu odkryłam czego na pewno nie chcę robić w przyszłości (sprzedaży mówię stanowcze nie!) oraz jakie są moje mocne strony. Była to dobra szkoła dla mnie i poznanie wiedzy o organizacji w praktyce, a nie tylko w suchej teorii.

Dzięki AIESEC miałam możliwość rozmowy z ludźmi z różnych zakątków świata, którzy zainspirowali mnie do dodatkowych aktywności. I wreszcie po 7 miesiącach zrozumiałam, że fajnie jest robić coś dla innych, coś więcej , a nie tylko siedzieć nad książkami, które nie przekazują w większości praktycznych informacji.

Polecam AIESEC szczególnie tym studentom, którzy czują się zagubieni i nie wiedzą co chcą robić w życiu. To jest dobre miejsce do poznania siebie i zdobycia motywacji, patrząc na tak pełnych zapału do pracy ludzi!

PRZYCISK

Z nami możesz więcej!

Monika Musiał

Marta

Do AIESEC Wrocław UE dołączyłam w październiku i właśnie jestem w trakcie współtworzenia drugiego już projektu. Dlaczego zaaplikowałam? Bo po pierwszym roku studiów wiedziałam, że samo wkuwanie teorii, dobre oceny i papierek z tytułem licencjata czy magistra niewiele mi da. Nie oszukujmy się, w tym momencie większość osób szukających pracy może się tym pochwalić.

O AIESEC od początku studiów słyszałam w kontekście międzynarodowości i rozpoznawalności wśród pracodawców. Składając swoją aplikację liczyłam jedynie na dodatkowy wpis w CV…  jednak po ponad pół roku w organizacji z pewnością mogę stwierdzić, że AIESEC to nie tylko możliwość wpisania czegoś do rubryki „doświadczenie”. To szansa dla Ciebie by sprawdzić się w najróżniejszych sytuacjach, by nauczyć się rzeczy, których nie nauczą Cię na studiach, a co najważniejsze by swoje słabe strony przekłuć w swoje zalety.

Mam 22 lata, pisanie pracy licencjackiej jeszcze przede mną a już jestem odpowiedzialna za rekrutowanie do projektu ludzi z drugiego końca świata czy szukanie im miejsca pracy w Polsce. Kilkadziesiąt telefonów dziennie do dyrektorów różnych placówek- nie ma problemu, wystąpienia publiczne czy organizacja większego wydarzenia- jasne, czemu nie!

A co jest w tym wszystkim najzabawniejsze? Że jeszcze parę miesięcy temu bałam się dzwonić do obcych ludzi, angielskiego używałam od święta, a wystąpienia publiczne wręcz mnie paraliżowały.

Więc jeśli wydaje Ci się, że coś jest dla Ciebie za trudne, albo że się do tego nie nadajesz- masz rację, wydaje Ci się 😉

Dołącz do nas, a w parę miesięcy przekonasz się ile możesz zdziałać.

W AIESEC cały świat masz na wyciągnięcie ręki, wystarczy po niego sięgnąć.

PRZYCISK

Z nami możesz więcej!

Marta Zarychta

Wolontariat Global Volunteer w Indonezji – relacja Anity

Na wolontariat zagraniczny ‘Global Volunteer’ planowałam wyjechać już dawno. Poprzez zobowiązania wakacyjne nie mogłam tego zrealizować. Na szczęście udało mi się wyjechać. Jako swoją destynację wybrałam Indonezję, dlaczego? Ponieważ nie miałam jeszcze okazji odwiedzić tego kontynentu. Zaaplikowałam, przeszłam rozmowę kwalifikacyjną i dostałam się na projekt marketingowy – social entrepreneurship w miejscowości Bandung w Indonezji. Muszę przyznać szczerzę, że długo nie przygotowywałam się do wyjazdu, bez głębokich badań, bez przewodnika, zakupiłam bilet, spakowałam się i poleciałam. Dnia 22 lipca wylądowałam w Jakarcie. Na lotnisku tłoczno, duszno, nie wiem gdzie mam się kierować, co zrobić i jedyna myśl jaka mi przebiegła przez głowę to: ‘Zawrócić się do domu’. Oczywiście nie zrobiłam tego. Wzięłam się w garść i ruszyłam na przygodę.

1

Pierwsze 4 dni spędziłam w Jakarcie. Zwiedzałam, poznawałam ludzi, kosztowałam indonezyjskich specjałów i przygotowywałam się na 7 tygodni wolontariatu w Indonezji. Przed wyjazdem jako była aiesecerka zrobiłam sobie listę moich priorytetów jakie chciałam tam zrealizować, a były one w następującej kolejności: przeżyć niezapomniane wakacje, poznać nowych ludzi, praca i doświadczenie w projekcie, polecieć na Bali, szlifowanie języka, praca nad sobą. Kolejność jest tu bardzo istotna.

Wracając do mojej przygody, po tych 4 dniach w Jakarcie w końcu dotarłam na miejsce, w którym miałam żyć i pracować przez 6 tygodni. Jako pierwszą osobę z projektu poznałam oczywiście moją EP Buddy – osobę, która została wybrana dla mnie żeby pomóc mi się ogarnąć w Indonezji. Każdy praktykant – EP- miał taką swoją osobę. Dla mnie wybrano Indonezyjkę Bunge. Dziewczyna okazała się strasznie miła, kochana, pomocna i cierpliwa dla mnie. Następnie odstawili mnie do mojej indonezyjskiej rodziny u której miałam mieszkać przez cały czas trwania mojego projektu. Ghia i jej rodzice, strasznie miła rodzinka, duży dom, swój pokój, spoko, będzie dobrze. Już w domu poznałam moje współlokatorki a były to: dziewczyna z Maroka – Firdaouss i z Chin – Megan. OMG, dziewczyny bez których moje życie tam nie byłoby tak kolorowe jakie ostatecznie było! Super, krejzi współlokatorki. Z Firdaouss podróżowałam najczęściej. Szalona dziewczyna. Bardzo się we 3 trzymałyśmy. Cały nasz projekt liczył 22 praktykantów, ludzi z całego  świata. Moim zdaniem najlepszy team. Razem pracowaliśmy, razem podróżowaliśmy, trochę imprezowaliśmy  a przede wszystkim dobrze się bawiliśmy. Ci wszyscy ludzie – ludzie tworzący dla nas ten projekt i wszyscy praktykanci okazali się świetnym zespołem i strzałem w dziesiątkę!

2

Bardzo się cieszę, że wybrałam ten projekt. Moją główną działką był marketing i PR, musiałam badać rynek małych przedsiębiorstw indonezyjskich, którymi były małe rodzinne firmy, które produkowały najróżniejsze tradycyjne produkty począwszy od pamiątek z drewna, ubrania, instrumenty muzyczne, torby ze skóry itp… Naszym zadaniem było poszukać rozwiązania dla tych rodzinnych przedsiębiorstw aby przynosiły one większe profity, zyski dla samych zainteresowanych a także wypromować je, żeby większa publiczność się o nich dowiedziała. Liczne spotkania z władzami miasta, konferencje, wizyty, demonstracje uliczne w celu promowania i wiele innych aktywności, które wspólnie robiliśmy w celu naszego projektu przyniosły rezultaty a przy tym nieźle się bawiliśmy. Najlepiej wspominam warsztaty prowadzone przez nas w jednej z indonezyjskich szkół średnich. Naszym zadaniem było prowadzić szkolenia dla młodzieży z biznesu i przedsiębiorczości. Nieraz musiałam wystąpić publicznie, czy przed klasą, czy przed całą szkołą i działać. Super przeżycie. Poza pracą w projekcie wspólnie z praktykantami spędzaliśmy wolny czas na jedzeniu oczywiście, zwiedzaniu i wyprawach w głąb Indonezji. Indonezja jest ogrooomnaaa! Jeżeli ktoś myśli, że 7 tygodni to wystarczająco dużo czasu, żeby zwiedzić całą Indonezję…nieźle się pomylił. Podczas trwania projektu miałam wyznaczone dni wolne na podróże.

5

Dużo osób pyta się mnie czy miałam tam kryzys tak wielki, że chciałam wracać do domu. Prawda jest taka, że kryzys był. Każdy z nas go miał. Inna kultura, inny klimat, inne jedzenie: ryż na śniadanie, obiad i kolację, zero polskiego pysznego chleba z wędlinką.

Jeżeli chodzi o najlepsze doświadczenie w Indonezji. Na pewno była to przygoda z typową indonezyjską wioską – Baduy. Kiedy w końcu nadeszły dni wolne dla nas (mieliśmy 5 dni wolnego ciągiem), każdy z praktykantów zakupił bilety na Bali. No oczywiście! Bali!!!! Jeden z moich prio w tej przygodzie. Wszyscy praktykanci spakowali się i polecieli na Bali. Były wyjątki co do tego. Oczywiście jednym z nich byłam ja 😉 Ja i moja współlokatorka Fi któregoś dnia usłyszałyśmy o typowej, indonezyjskiej wiosce, która znajdowała się daleko od mojego miasta zamieszkania, ale to co ją wyróżniało to to, że ludzie, mieszkańcy tej wioski żyją jak w prehistorii, bez bieżącej wody, bez prądu, bez samochodów, mieszkają w domach z drewna, które sami sobie zbudowali, mają ubrania, które sami sobie szyją, jedzą produkty, które sami wyhodują, oczywiście też korzystają z pobliskiego małego sklepu, ale chodzą tam na pieszo, czyli jakieś 1h drogi. Kąpią się w rzece, piorą w rzece, wszystko sami budują, naprawiają, tworzą. No coś niesamowitego!! I tak zamieniłam jeden z moich priorytetów-Bali na wioskę totalnie odjechaną, trochę może niebezpieczną, dziką. I nie żałuję!!! Bo dzięki tej wyprawie poznałam ‘serce Indonezji’. Coś pięknego.

4

Tak więc Indonezja okazała się dla mnie niesamowitym, magicznym krajem. Uliczne, korki, mnóstwo street foodów za którymi tęsknię, martabak-lokalny rarytas, mili i pomocni Indonezyjczycy, którzy chociaż nie mówią po angielsku to zawsze pomogą, angkot, moi ludzie z którymi pracowałam i którzy tworzyli ten projekt.

Ostatecznie poleciałam na Bali, wyspa piękna ale najlepsza była ekipa, która tę wyprawę tworzyła. Poleciałam na Bali na ostatnie dni mojego pobytu w Indonezji. Niezapomniana wyprawa. Dłuuugooo będę to wspominała!!

3

I tak jak można zauważyć z mojej opowieści, priorytety które sobie ustawiłam przed wyjazdem w trakcie trwania projektu zmieniły kompletnie swoją kolejność a była ona następująca po zmianie: poznać nowych ludzi, praca nad sobą, praca w projekcie, szlifowanie języka, przeżyć niezapomniane wakacje i polecieć na Bali.

Dlaczego tak się stało? Bo ludzie, których tam poznałam zmienili wszystko. Od każdego z nich czegoś się nauczyłam, czegoś doświadczyłam, usłyszałam dobre słowo. Nigdy ich nie zapomnę. Zawsze byłam osobą towarzyską i uważałam, że ludzie w naszym codziennym życiu to podstawa. Tak też było w Indonezji. Pomimo naszych różnic kulturowych, religijnych, pomimo różnic w poglądach, w wyglądzie i stylu życia staliśmy się sobie bardzo bliscy.

Ten wolontariat na pewno mnie zmienił. Stałam się bardziej otwarta na różnorodności, na inne kultury, pewniejsza siebie, odważniejsza. A ja wiem jedno…życie jest zbyt piękne i szkoda czasu na żałowanie tego, czego się nie spróbowało.

6

I’ve became a Global Volunteer! I jestem z tego dumna.

Coś pięknego.

Anita, Indonezja 2015.

Future Leaders | Już wiem, co chcę robić w przyszłości

Do AIESEC dołączyłam w październiku 2015 roku, jednak o organizacji usłyszałam dużo wcześniej.

W wakacje na stronie internetowej AIESEC Lublin zauważyłam aplikację do Programu Buddy, wysłałam zgłoszenie i zostałam opiekunem Marco z Włoch. Przez sześć tygodni zdążyłam poznać osoby z ponad 16 krajów całego świata. Po zakończeniu projektu zostałam członkiem zespołu zajmującego się opieką wolontariuszy i organizacją czasu wolnego dla osób uczestniczących w projekcie.

W styczniu 2016 roku zaczęłam koordynować projekt zajmujący się rekrutacją wolontariuszy z całego świata oraz poszukiwaniem placówek oświatowych, w których będą uczyć dzieci języka angielskiego. W ramach obszaru “Sales” odbywałam spotkania biznesowe, poznałam dyrektorów szkół, poprawiłam moje zdolności autoprezentacji oraz poszerzyłam sieć kontaktów. Dodatkowo przez ponad pół roku zarządzałam zespołem, który kontaktował partnerów i dbał o jakość sprzedawanych produktów.

DSC_ klzzwxh:0001155klzzwxh:0002

Podczas realizacji projektu dołączyłam również do zespołu organizującego konferencję dla nowych członków AIESEC. Zajmuję się pozyskiwaniem firm i partnerów rzeczowych wspierających przedsięwzięcie. Jest to jedno z największych wyzwań podczas mojej całej pracy w AIESEC. Projekt wymaga ode mnie pełnej mobilizacji i uczy zarządzania czasem w sytuacjach kryzysowych. Organizacja konferencji to praca nad jednym z najważniejszych wydarzeń w organizacji, która pozwala nowym członkom zapoznać się z kulturą i zasadami AIESEC. Jeśli bierzesz udział w procesie rekrutacji, być może już 20 maja będziesz mógł zobaczyć efekty naszej pracy 🙂

Pół roku działalności w AIESEC umożliwiło mi odnalezienie i rozpoczęcie mojej drogi rozwoju zawodowego. Praca w różnych zespołach pozwoliła mi zobaczyć, w jakiej działce czuję się najlepiej oraz jaką pracę chcę podjąć w przyszłości.

Jeśli nadal wahasz się, co chciałbyś robić po studiach i szukasz doświadczenia, które pomoże Ci znaleźć wymarzoną pracę – dołącz do AIESEC i zacznij pracować na swoją karierę już teraz.

Paulina Pukaluk

——————————————

Formularz rekrutacyjny oraz więcej informacji o programie Future Leaders: http://lb.aiesec.pl/aplikuj

Future Leaders | Nauczyłem się pewności siebie

Cześć! Mam na imię Radek, moja przygoda z AIESEC rozpoczęła się w październiku 2015 roku. Wtedy postanowiłem, że chcę sprawdzić, czym zajmuje się organizacja, o której tyle słyszałem.

Aplikowałem. Kiedy pojechałem na konferencję, trafiłem do zespołu organizującego największe na Lubelszczyźnie targi pracy, praktyk i staży – mowa tu oczywiście o Dniach Kariery! W zespole byłem osobą odpowiedzialną za logistykę – początkowo to stanowisko brzmiało dla mnie trochę tajemniczo, nie miałem pojęcia czym dokładnie będę się zajmował. Jak się potem okazało, do moich obowiązków należało m. in kontaktowanie i umawianie się na spotkania z firmami w celu uzyskania wszelkich materiałów promocyjnych i dogadywanie z nimi szczegółów dotyczących ich stoisk. Byłem również odpowiedzialny za tworzenie pism urzędowych. Razem z zespołem, do którego trafiłem, stworzyliśmy coś, czego nigdy nie zapomnę. Po 6 miesiącach wytrwałej pracy zorganizowaliśmy targi, na których zjawiło się ponad 4 tysiące studentów chcących spełniać się zawodowo w firmach obecnych na naszych Dniach Kariery.

Co dał mi projekt? Na pierwszym miejscu pewność siebie, której z pewnością nie nauczyłem się sam – to zasługa całego zespołu, na którego wsparcie zawsze można było liczyć. Początkowo wykonanie telefonu do jakiejkolwiek firmy stanowiło dla mnie nie lada wyzwanie, teraz – to żaden problem!

Czym zajmuję się teraz? Bo przecież nie mogłem przerwać działalności w organizacji, która tyle mi daje! Jestem koordynatorem projektu Global Talents, w ramach którego razem z moim zespołem przeprowadzamy procesy rekrutacyjne dla studentów chcących zdobyć profesjonalne doświadczenie zawodowe w różnych zakątkach świata. Stały kontakt z ludźmi otworzył mi oczy na ich potrzeby i zaangażowanie w zmienianie siebie i świata. Kiedy przeglądamy CV kandydatów, jesteśmy pod wrażeniem doświadczenia tych młodych osób, co jest naszym motywatorem do tego, by pomóc im w zdobyciu doświadczenia za granicą.

DSC_0631

Jeśli chcecie mieć wpływ na przyszłość studentów lubelskich uczelni i pomóc w kreowaniu ścieżki ich kariery, a także sami zdobywać umiejętności, które z pewnością sprawią, że będziecie konkurencyjni na rynku pracy – wybierzcie International Operations i aplikujcie do AIESEC!

Radosław Gruszczyk

——————————————

Formularz rekrutacyjny oraz więcej informacji o programie Future Leaders: http://lb.aiesec.pl/aplikuj

Future Leaders | Co zyskałem dzięki AIESEC?

Cześć! Nazywam się Mateusz Olszewski. Moja historia na osi czasu AIESEC Lublin  rozpoczyna się w październiku 2015 roku. Wtedy postanowiłem, że chcę sprawdzić czym jest AIESEC – czy rzeczywiście nauczę się tam wielu przydatnych rzeczy i rozwinę się jak inni moi znajomi, którzy przystąpili do tej największej międzynarodowej organizacji studenckiej. Zostałem przyjęty jako członek zespołu organizującego Dni Kariery.

Początkowo nie miałem pojęcia, na czym będzie polegała moja rola jako sprzedawcy, co tak naprawdę będę sprzedawał ani czego się nauczę. Jednak 6 miesięcy pracy nad projektem skutecznie rozwiało moje wszelkie wątpliwości. Okazało się, że trafiłem do teamu liczącego dziesięć ambitnych, kreatywnych i ciężko pracujących osób. Razem udało nam się stworzyć niezapomniane wydarzenie. Największe tagi pracy, praktyk oraz staży na Lubelszczyźnie to nasza zasługa! Na czym polegała moja rola jako sprzedawcy? Wraz z pozostałymi osobami odpowiadającymi za sprzedaż, stanęliśmy przed nie lada wyzwaniem poszukiwania partnerów oraz wystawców Dni Kariery 2016. To, co początkowo wydawało się stresujące i nie do przejścia, po krótkim okresie przygotowań, pomocy innych AIESECerów oraz przełamaniu pierwszych lodów stało się przyjemnym wyzwaniem. Niezliczone telefony, maile i przede wszystkim spotkania biznesowe, zaowocowały wielkim sukcesem, jakim było uczestnictwo ponad 30 firm w projekcie.

1930414_1004857479585070_8220453143716962231_n

Co dzięki temu zyskałem? Pewność siebie, umiejętność negocjacji, przełamanie obaw zetknięcia się ze światem biznesu. Przede wszystkim jednak – chęć dalszej pracy nad sobą i rozwijania się dzięki możliwościom, jakie daje AIESEC. Obecnie jestem członkiem struktur sprzedażowych i odpowiadam za kontakt z lubelskimi firmami. Koordynuję również projekt Train Yourself, w ramach którego razem z moim zespołem, współpracując z licznymi firmami, organizujemy dwudniowy cykl szkoleń skierowanych dla studentów.

Jeśli chcesz poznać tajniki sprzedaży, rozwinąć sztukę negocjacji, stać się częścią świata biznesu, nie zastanawiaj się – aplikuj do obszaru Sales, aplikuj do AIESEC!

Mateusz Olszewski

——————————————

Formularz rekrutacyjny oraz więcej informacji o programie Future Leaders: http://lb.aiesec.pl/aplikuj

Z jednej strony miasta, z drugiej prawdziwa przyroda? Tutaj to możliwe!

Każdy kraj ma swoją osobliwą kulturę. Rosja to jedno z najciekawszych, ale też bardzo tajemniczych miejsc. Przed wyjazdem warto zdobyć jak najwięcej informacji, by nie dać się zaskoczyć żadnym niespodziankom. Nie wiesz jak należy przyjść w odwiedziny do drugiej osoby, czy jak można podróżować po tak ogromnym kraju? Przeczytaj poniższy artykuł! Ale na początek:

Dlaczego warto wybrać się w podróż po Rosji?

Rosja to kraj z długoletnią historią, która sięga starożytności, spotykane tu miejsca chlubią się długim rodowodem i przeszłością połączoną z książętami i carami. Kraj ten posiada wiele tajemniczych zakątków i atrakcyjnych miejsc turystycznych, które warto odkryć. Rosję można podzielić na dwie części: europejską i azjatycką. Pierwsza z nich stanowi skupisko większych miast i stosunkowo gęsto rozrzuconych wiosek, w których zachowały się liczne cerkwie, monastyry, twierdze oraz zabytkowe centra. Część azjatycka jest daleko od cywilizacji i chociaż również tutaj można znaleźć dobrze rozwinięte miasta, to panuje tu przede wszystkim przyroda w wielu odmianach. Monumentalnych rozmiarów jeziora, góry i rzeki zapierają dech w piersiach. Wiele geograficznych ciekawostek czyni Rosję naprawdę wyjątkową. To największe na świecie państwo, oblewa z każdej strony aż 13 mórz.

Największym i oczywiście najważniejszym miastem jest Moskwa, którą często nazywa się miastem mostów. W całej metropolii jest ich aż 490! Jeśli chcemy poznać kulturę „od podszewki” nie można zapominać o nadzwyczajnej kolei transsyberyjskiej, której długość dochodzi do 9 tysięcy kilometrów. Składa się z trzech linii i przebiega przez najpiękniejsze tereny Azji. Podczas podróży można nawiązać ciekawe znajomości z miejscową ludnością. Warto pamiętać o kilku utartych zwyczajach. Przedziały są koedukacyjne, dlatego też mężczyźni opuszczają przedział na 20-30 min. w następujących sytuacjach: zaraz po ruszeniu pociągu i rozpakowywaniu rzeczy, tuż przed stacją docelową, przed położeniem się spać oraz zaraz po obudzeniu się. Przed dojechaniem do stacji docelowej należy uregulować dług u konduktora, jeśli wcześniej kupowaliśmy u niego jedzenie lub napoje, pozostawienie napiwku jest tutaj normą.

Jakie są najciekawsze i najbardziej zdumiewające tradycje w Rosji?

Rosjanin zapytany „co u niego słychać”, nie odpowie lakonicznym „dziękuję ,wszystko w porządku”, lecz zgodnie z prawdą opowie, co wydarzyło się w jego życiu w ciągu ostatnich tygodni. Mimo to, uważa się ich często za pochmurnych, ponieważ nie mają w zwyczaju uśmiechać się do nieznajomych, gdyż nie jest to powszechnie akceptowane.

Bardzo zdumiewająca jest gościnność Rosjan. Osoba zaproszona w gości może oczekiwać wszystkiego co najlepsze od gospodarza i być pewna, że zrobi on wszystko, by jak najlepiej wspominała odwiedziny. Należy jednak pamiętać, że w gości nie przychodzi się z pustymi rękami. Miłym gestem będzie podarowanie gospodarzowi drobnego upominku, na przykład ciasta.

Co warto wiedzieć o Rosjanach?

Zdumiewające są typowe, rosyjskie gesty. Kiedy Rosjanin drapie się po karku oznacza to, że ma przed sobą jakieś konkretne zadanie. Ekspresyjny gest rzucania czapką o ziemię wyraża desperackie postanowienie. Nakrycie głowy miało symbolizować godność i pozycję w społeczeństwie, rzucenie czapką oznaczało gotowość do podejmowania największego ryzyka, nawet za cenę utraty praw obywatelskich. Bicie się ręką w pierś ma swoje źródło w tradycji koczowników mongolsko-tatarskich, którzy w ten sposób składali przysięgi swojemu suwerenowi, podkreślając mową ciała swoją lojalność.

Marzysz o niezapomnianej przygodzie w miejscu rzadko wybieranym przez turystów? Nie zastanawiaj się i podejmij wyzwanie, by obalić ogrom mitów i stereotypów, zachwycić się rosyjskim folklorem, zaprzyjaźnić z tradycją oraz odkryć fascynujące zakątki tego ogromnego kraju.

Możemy Ci pomóc! Dzięki AIESEC masz szansę wyjechać na międzynarodowy program praktyk Global Talents i odkryć Rosję na nowo! Dowiedź się więcej na: kr.aiesec.pl/GlobalTalents 🙂

Sabina Styrna

Co dał mi wyjazd na program Global Citizen? – Nie ma teraz rzeczy, której bym nie zrobił!

Przełamywanie własnych barier to bez wątpienia jeden z najlepszych sposobów na rozwój osobisty. Mówi się, że magia zaczyna się zaraz za granicą naszej strefy komfortu. Podejmując  wyzwania, przełamując strach i próbując nowych rzeczy poszerzamy nie tylko swoje horyzonty, ale także świadomość siebie i otaczającego nas świata. Tego samego zdania jest Hubert, student z Krakowa. Spędził 6 tygodni na wolontariacie na Filipinach, w ramach programu Global Citizen, i jak sam przyznaje – to było najlepsze i najbardziej rozwijające doświadczenie w jego życiu.  Po naszej rozmowie, wysłuchaniu opowieści o jego przygodzie w dalekiej Azji, ludziach z jakimi pracował i niesamowitych projektach, które razem tworzyli, aż chce się wsiąść w samolot, najlepiej zaraz! Sprawdźcie sami. 🙂

Hubert wyjechał do filipińskiego miasta Davaow czasie wakacji w ubiegłym roku. Na miejscu pracował w międzynarodowym środowisku – tylko 6 spośród 21 wolontariuszy było z Europy.Była to niepowtarzalna okazja na rozwinięcie swoich kompetencji międzykulturowych i zawarcie przyjaźni z ludźmi z całego świata. Swoją pracę na wolontariacie realizował w dwóch częściach. Pierwszą z nich była praca w fundacji Philipin Eagle Center. Jest to rezerwat przyrodniczy, który zajmuje się ochroną gatunku ptaka, który jest narodowym symbolem Filipin.  Wcale nie trzeba być zapalonym ornitologiem, aby okazało się to ekscytującym zajęciem. Hubert wraz z częścią swojego zespołu poszukiwał jednego z ochipowanych okazów, przeczesując filipińską dżunglę! Podczas realizacji drugiej części projektu, zajmował się także pomocą lokalnym społecznościom w technicznym usprawnianiu ich codziennego życia. Działając w grupach pomagali w budowie prostych dróg dojazdowych, organizowali warsztaty, które umożliwiały mieszkańcom uporanie się z nadmierną wilgotnością zamieszkiwanych terenów oraz przeprowadzali kursy pierwszej pomocy. Wdrażali również inne innowacyjne rozwiązania przy pomocy narzędzi i przedmiotów codziennego użytku. Na wszystkie swoje działania zbierali dotacje samodzielnie. Warto dodać, że ich projekt został oceniony jako najlepszy z całego cyklu wyjazdowego!

W ramach wolontariatu samodzielnie planowali i realizowali ciekawe projekty angażujące mieszkańców. Głównym zadaniem była realizacja eventu na placu w centrum miasta. Zorganizowali dużą scenę, nagłośnienie i stworzyli niesamowitą okazję do wspólnej zabawy wolontariuszy z  miejscową ludnością. Poznawali się nawzajem rozmawiając, śpiewając i tańcząc. Łącząc przyjemne z pożytecznym, udało im się także zorganizować zbiórkę pieniędzy na kolejne inicjatywy.

Wyjazd na wolontariat  Global Citizen nie wiązał się tylko i wyłącznie z pracą. Oprócz ogromnej satysfakcji i zabawy jaką wyciągali ze wspólnego działania, dostali także możliwość podróżowania. Oprócz weekendowych wypadów po okolicach, Hubert wraz z grupą zaprzyjaźnionych wolontariuszy wyruszył między innymi na tzw. island hooping, czyli w podróż łodzią po wyspach.

Największą wartością tej przygody zdecydowanie byli dla niego ludzie, których napotkał na swojej drodze jako wolontariusz. Sam przyznaje, że trafiał na same serdeczne i otwarte osoby – nie tylko w grupach projektowych, ale także w lokalnej społeczności. Nie było mowy o barierach kulturowych czy kierowaniu się steroretypami. Pozytywna energia biła od filipińczyków na każdym kroku, a uśmiechy wdzięczności dodawały im jeszcze większą motywację do działania. Działalność w międzynarodowym środowisku zmieniła jego sposób spoglądania na współpracę z osobami z innych kultur oraz jeszcze bardziej otworzyła na świat.  Wciąż utrzymuje przyjaźnie zawarte podczas wyjazdu. Taka przygoda zmienia człowieka psychicznie i mentalnie, a zdobyte doświadczenie dodaje siły i pewności siebie. Jaka jest odpowiedź Huberta na pytanie co dał mu wyjazd na program Global Citizen? “Nie ma teraz rzeczy, której bym nie zrobił!”. Sami widzicie… To właśnie TAM dzieje się ta magia.

Jeśli  zainteresowała Cię historia Huberta i chcesz dowiedzieć się więcej o programie Global Citizen wejdź na kr.aiesec.pl/GlobalCitizen i zobacz, że też możesz wyjechać na wolontariat!

Anna Ważna

Doświadczenie zmieniające życie

20160312_122641

Dzisiejszą relację zacznę od opowiedzenia co działo się u mnie przez ostatni weeekend. W piątek wraz ze znajomymi z pracy odwiedziliśmy lokalną restaurację, która słynie ze swoich steków. Mięso było wyśmienite, ale co najciekawsze przygotowaliśmy je sobie sami. Mianowicie został nam przyniesiony solidny kawał mięsa, który był pokrojony na cienkie płaty a do tego malutki grill, który był postawiony na środku stołu. Picahna, bo tak nazywała się ta partia wołowiny została moim faworytem, jeśli chodzi o brazylijskie przysmaki. Sobota to czas odwiedzin, udałem się do Sorocaby, miasta oddalonego ok. 100km od Sao Paulo żeby spotkać się z moim przyjacielem. Jak go poznałem? Również skorzystał z możliwości jakie oferuje AIESEC i przyjechał do Polski w ramach wolontariatu uczyć polskie dzieci i młodzież swojej kultury i opowiadać o Brazylii. Nie widzieliśmy się dobre 3 lata, jednak zostałem przez niego ugoszczony jak członek rodziny. Już na samym dworcu autobusowym, z którego mnie odbierał doświadczyłem niesamowitego zaskoczenia. Otóż Lucas ubrał koszulkę z biało-czerwonym orłem i napisem POLSKA. Było to niezwykle miłe. Odwiedziliśmy ogród zoologiczny, kilka pięknych parków i restauracji. Lucas zainspirował mnie swoją historią. Opowiadał mi o tym, jak to poczuł się w pewnej chwili bardzo pewnie. Miał pracę, działał w AIESEC jako wiceprzewodniczący oddziału lokalnego w Sorocabie, miał piękną dziewczynę i w ciągu miesiąca stracił wszystko co zostało wyżej wymienione. Prócz tego, że czuł się pewnie, nie udzielał się w organizacji ani w pracy, jednocześnie nie miał czasu dla swojej kobiety. I w ciągu miesiąca pożegnał się ze swoją pracą, stanowiskiem w organizacji oraz dziewczyna go zostawiła. Skłoniło go to do głębokiej reflesji nad sobą i swoim zachowaniem. Dalej pracował w AIESEC, ale przewodniczący o tym nie wiedział, więc można powiedzieć, że pracował w ukryciu.

Robił to, bo wierzył, że ten jego malutki wkład w doświadczenie innych ludzi zmienia jednocześnie jego lokalne środowisko na lepsze, gdyż ludzie poznają ludzi z całego świata, ich problemy oraz kulturę wyjeżdżając na wolontariat bądź praktykę, a jednocześnie pozwala rozwinąć to miasto, uniwersytet, uczelnię, czy firmę, której uczestnicy wolontariatu Global Citizen albo praktykanci Global Talents. Do dzisiaj czuje więź z AIESEC, bo jak mówi wyjazd na wolontariat zmienił jego życie, otworzył mu oczy na wiele problemów jak i niesamowicie go rozwinął. Następnie znalazł jeszcze lepszą pracę, a kiedy go odwiedziłem poznałem jego dziewczynę, z którą planują odwiedzić Polskę. Z pewnością zapomniałem o wielu szczegółach dotyczących tej historii, jednak główny wniosek, który wyciągnął Lucas jest taki, że czasami warto dostać lekcję od życia, aby wyciągnąć wnioski i zmienić swoje podejście oraz zachowanie na lepsze. Niedziela to czas grilla w Sao Paulo, który został zorganizowany przez jednego z pracowników firmy, w której pracuję. Czym różni się grill w Brazylii od tego w Polsce? Przede wszystkim potrawami jak i formą podania. Otóż główym mięsem jest wołowina, do której nie dodawane są żadne przyprawy oprócz soli. Początkowo duży kawał mięsa jest przypiekany w całości na grillu, a potem krojony i grillowany ponownie. Następnie płaty są krojone na drobne kawałki i podawane na środek stołu, tak aby każdy z biesiadujących mógł się poczęstować. Co ciekawe w zanadrzu mieliśmy tylko widelce. Jako dodatek była podana farofa (prażona mąka z manioku), vinegrete (czyli drobno pokrojone pomidory, cebula, papryka, które są zalane sosem winegret) oraz (tutaj uciekła mi nazwa) mieszanka świeżych ziół z dodatkiem pieprzu i soli. Dodatkowo podana była również kiełbasa wieprzowa. Polecam spróbować każdemu smakoszowi grilla w wersji brazylijskiej, bo został przeze mnie odkryty na nowo! Zostały mi już tylko dwa tygodnie w Brazylii i z pewnością postaram się je w pełni wykorzystać. 🙂

A czy Wy jesteście gotowi na doświadczenie w zupełnie nowym środowisku? Więcej o praktykach zagranicznych Global Talents znajdziecie na: kato.aiesec.pl/gtalents

20160312_141607

Bez klaksonu ani rusz!

Moja przygoda w Brazylii powoli dobiega końca, ale planuję jeszcze dużo zobaczyć, przeżyć i doświadczyć!

Na początku przybliżę Wam trochę jak wyglądają samochody i kierowcy w Brazylii. Zacznę od tego, co mnie najbardziej zaskoczyło w kilka godzin po przyjeździe. Brazylijczycy nie biorą sobie za bardzo do serca tego na ile osób jest zarejestrowany samochód. 6-7 osób w 5 osobowym samochodzie (w tym taksówce) to normalna sprawa. Ciekawą rzeczą jest to, że bardzo często można spotkać przyciemnione szyby, oczywiście oprócz tylnych szyb przyciemnione są również te od strony kierowcy i pasażera a zdarza się nawet, że i przednia szyba jest na tyle ciemna ze niemożliwym jest rozpoznanie kierowcy (ta ostatnia szyba w kwestii przepisów prawa nie może być przyciemniona ani trochę, ale znamy już luźne podejście mieszkańców tego kraju do różnego typu reguł i przepisów :). Klakson to niezbędne narzędzie na drogach zarówno w mieście jak i poza nim. Duża ilość motocykli i ich bardzo zwinnego przemieszczania się przez zatłoczone ulice Sao Paulo powoduje, że ich kierowcy sygnalizują swoją obecność i chęć wyprzedzenia samochodów używając natarczywie klaksonu. Klakson służy również do pogonienia na światłach “śpiących” kierowców. Co mnie najbardziej zaskoczyło to kwestia podziękowania (u nas światła awaryjne) za różne wydarzenia na drodze czy tez szlabanach. Otóż w Brazylii również używa się klaksonu! Są to dwa bardzo krótkie sygnały dźwiękowe, którymi dziękujemy za ustąpienie pierwszeństwa czy otwarcie szlabanu. Jeśli chodzi zaś o brazylijskich kierowców to jak wszędzie można spotkać stonowanych i spokojnych oraz szalonych i nieprzewidywalnych. Ja spotykam zdecydowanie częściej tych z grupy szalonych i nieprzewidywalnych. Zaczynając od podwózki przez znajomych, na długich wojażach kończąc. Szybkie wymijanie, hamowanie na ostatni moment, przejeżdżanie na “ciemnym pomarańczowym” to raczej norma. Co więcej jazda po “kilku piwkach” tez jest zupełnie standardową sprawą. Przepisy dotyczące pijanych kierowców są w Brazylii równie restrykcyjne co w Polsce, jednak liczba ludności w stosunku do policjantów i kontroli drogowych pozwala im  czuć się bezpiecznie. Jako ciekawostkę dodam, że mieszkańcy Brazylii używają sztućców odwrotnie niż my w Polsce! Jakież było moje zdziwienie, gdy zorientowałem się że w prawej ręce trzymają widelec a w lewej nóż. Następnie zadano mi pytanie czy jestem leworęczny, skoro jem w ten sposób. Co do zwyczajów i kultury przy stole, raczej nie czeka się na wszystkich biesiadników z rozpoczęciem jedzenia jak i wstania od stołu (ale to wynika najprawdopodobniej z szybkiego stylu życia w ogromnym Sao Paulo). Najpopularniejszymi napojami do obiadu są tutaj świeże soki, najczęściej z pomarańczy bądź limonki, jagody acai zmieszane z sokiem albo dostępny jedynie w Brazylii napój gazowany Guarana, którego smaku nie da się porównać do żadnej występującej w Polsce oranżady.

Czekajcie na więcej, Radek!

Chcecie i Wy poznać zagraniczną kulturę i zwyczaje od kuchni oraz zdobyć nowe doświadczenie zawodowe? Dowiedzcie się więcej o naszych praktykach zagranicznych na: kato.aiesec.pl/gtalents

10647753_10201376626734845_2022924776_n