desc

Estonia

Wolontariat  Global Citizen był mi bliski i świetnie znany od wielu miesięcy – byłem jednym z jego koordynatorów w Komitecie Lokalnym AIESEC na mojej uczelni. Mimo, że wraz ze swoim zespołem zajmowałem się rekrutacją i obsługiwaniem kandydatów, przez długi czas nie rozważałem własnego wyjazdu, odkładając go „na kiedyś”. Pewnego dnia stwierdziłem, że warto byłoby przekonać się na własnej skórze jak to jest… no i jak nie teraz, to kiedy?

Szukając, tym razem dla siebie wolontariatu brałem pod uwagę kraje Europy Środkowej i Wschodniej, przede wszystkim te największe, czyli Rosję i Ukrainę. Ku mojemu zaskoczeniu natrafiłem jednak na bardzo ciekawą ofertę w niewielkiej i mało w Polsce znanej Estonii – i tam ostatecznie pojechałem.

Pomimo tego, że na miejscu – w Tartu, drugim największym mieście w kraju, zjawiłem o wpół do drugiej w nocy, powitała mnie spora grupka Estończyków, co zważywszy na porę było dla mnie bardzo miłym zaskoczeniem. Pierwszy tydzień przeznaczony był na szkolenie wolontariuszy połączone z integracją, zwiedzaniem i poznawaniem lokalnej kultury. Nasza nauka podstaw estońskiego, jednego z najbardziej skomplikowanych języków na świecie, zakończyła się niestety bardzo ograniczonym powodzeniem, jednak nasze dzielne próby zaskarbiły nam szczery podziw naszych gospodarzy.

Moim zadaniem jako wolontariusza było przede wszystkim prowadzenie warsztatów i gier dla uczestników letnich obozów młodzieżowych na terenie całej Estonii. Tematyka związania była z kierunkiem moich studiów, obejmowała takie tematy jak przedsiębiorczość, zarządzanie czasem czy rozwiązywanie konfliktów. Oprócz prowadzenia swoich „lekcji” pomagałem organizatorom w wielu innych zadaniach, np. zajęciach kulturowych czy sportowych. Miałem przyjemność współpracować z wolontariuszami z kilkunastu krajów świata, na przykład Szwajcarii, Wielkiej Brytanii, Malezji, Kazachstanu, Meksyku, Chin czy Egiptu; uczestnicy obozów pochodzili głównie z Estonii oraz pobliskiej Rosji.

Przez 6 tygodni, które zleciały jak 6 dni, niebywale poszerzyłem swoje horyzonty. Odkryłem poprzez codzienne kontakty wiele fascynujących rzeczy na temat innych państw i kultur oraz podzieliłem się tym co najlepsze w naszej. Nabrałem mnóstwo pewności w posługiwaniu się językiem angielskim, a ponadto poprawiłem swój rosyjski. Przekonałem się także, że po przygodę życia niekoniecznie trzeba wyprawiać się na drugi koniec świata, czasami czeka tuż „za miedzą”. Gdzie zaprowadzi mnie Global Citizen w przyszłym roku? Nie mam pojęcia – i to jest w tym najlepsze!

_photo1 _

Chiny

Jestem studentką dwóch kierunków: ochrona środowiska oraz zarządzanie i inżynieria produkcji. Poza studiami, od kilku lat interesuję się Państwem Środka. Rozpoczęłam naukę języka mandaryńskiego, co jest dla mnie ogromnym wyzwaniem. Rzecz w tym, że zawsze lubiłam stawiać sobie wysoko poprzeczkę. Od bardzo dawna marzyłam o wyjeździe do Chin, jednak było to marzenie dość odległe i nie przypuszczałam, że uda mi się je spełnić tak szybko. Od jakiegoś czasu myślałam również o zaangażowaniu się w wolontariat. Nie wiedziałam jednak, kiedy znaleźć na to czas i jaką formę wolontariatu wybrać. Organizacja  AIESEC dała mi możliwość spełnienia obu tych marzeń jednocześnie.

Ponieważ pozostał przede mną ostatni rok studiów, wiedziałam, że jest to dla mnie ostatnia szansa i ostatnie wakacje, kiedy mogę spróbować wyjechać na wolontariat. Przekonałam się, że tak to już w życiu bywa, że jak się postanowi spełnić marzenie, wystarczy wykonać jeden krok w tym kierunku, a reszta potoczy się już sama. Tak też się stało w moim przypadku. W kwietniu po promocyjnej  cenie kupiłam przewodnik po Chinach, mając nadzieję, że uda mi się z niego skorzystać. To był ten pierwszy krok do spełnienia marzeń. Reszta potoczyła się już bardzo szybko. Aplikowałam na wolontariat GLOBAL CITIZEN organizowany przez organizację AIESEC  i rozpoczęłam poszukiwania wolontariatu na platformie myaiesec.net . Na platformie tej jest ogromna baza wolontariatów GLOBAL CITIZEN. Najbardziej interesowały mnie oferty z Chin. Bardzo szybko znalazłam wolontariat w mieście Xiamen, które jest jednym z ciekawszych miast chińskich. Pozostało juz tylko załatwienie wizy, zakup biletu i przygotowanie się do wyjazdu. Jako, że od dawna interesowałam się Państwem Środka, dużo wiedziałam o kulturze i zwyczajach chińskich, toteż szok kulturowy po przyjeździe jakoś mnie ominął. Jedyne z czego nie zdawałam sobie sprawy, to upały jakie tam panują latem, temperatura 40 st. C i niesamowita wilgotność powietrza. Wyzwaniem było również jedzenie pałeczkami pierwszego posiłku od razu po przylocie.

Na miejscu było już około 15 innych wolontariuszy z Egiptu, Indonezji, Węgier, Słowacji, Kirgistanu, Australii, Indii i Rosji. Wszyscy byli niesamowicie przyjaźni i pozytywnie nastawieni. Założeniem wolontariatu była wymiana kulturowa, odkrywanie nie tylko Chin, ale także innych państw dzięki temu, że było nas kilkanaście osób różnych narodowości. Naszym zadaniem było dzielenie się nawzajem swoją kulturą, tradycją, poglądami oraz kuchnią. Poznawaliśmy także tradycje chińskie, z czego najciekawsza była ceremonia parzenia herbaty. Uczyliśmy się wspólnie języka mandaryńskiego, a nawet Kung Fu. Do chińskiej organizacji i sposobu działania trzeba było się jednak przyzwyczaić, ponieważ proste czynności Chinczykom zajmują nieproporcjonalnie dużo czasu. To są właśnie różnice kulturowe, które zaobserwowaliśmy na miejscu. Mieliśmy także dużo wolnego czasu dla siebie, dzięki czemu istniała sposobność odkrywania miasta na własną rękę, co było dla nas ciekawym wyzwaniem. Naszym zadaniem było również przygotowanie Global Village, którego celem było zapoznanie Chińczyków spoza organizacji AIESEC z kulturą i zwyczajami naszych ojczystych krajów.

Mój pobyt w Xiamen trwał 4 tygodnie. To zbyt krótki okres, by poznać i zobaczyć wszystko, co jest możliwe w tym mieście, a wystarczający, by pokochać ludzi, z którymi się spędziło ten cudowny czas. Przed wyjazdem do Chin wiedziałam wiele o tym kraju i ludziach, natomiast nie wiedziałam nic o państwach i sposobie życia wolontariuszy z innych krajów. Dlatego też, będąc w Xiamen, odkryłam nie tylko Chiny, ale zebrałam ogromny zasób wiedzy o Egipcie, Indonezji, Rosji i wielu innych narodowościach. Odkryłam, że muzułmanie są wspaniałymi ludźmi, Indonezyjczycy niesamowicie przyjaźni i pomocni, a Rosjanie wcale nie spożywają takich ilości alkoholu. Chińczycy natomiast są bardzo opiekuńczy. Takie wyjazdy naprawdę otwierają umysł. Jest to również wspaniała okazja do podszkolenia języka angielskiego, ponieważ całymi dniami komunikowaliśmy się w tym właśnie języku. Po odbytym wolontariacie, zostałam w Państwie Środka jeszcze przez cały sierpień, zwiedzając ten fascynujący kraj razem z dwiema innymi Polkami spotkanymi w Xiamen, które uczestniczyły w innym projekcie z AIESEC. Razem zwiedziłyśmy naprawdę wiele miejsc, zaczynając od Hong Kongu poprzez Kanton, Guilin, Xi’an, Luoyang, Pekin, kończąc na Szanghaju. Każdemu kto wciąż rozważa pomysł wyjazdu, polecam wykonanie tego pierwszego kroku, by spełnić swoje marzenia. Reszta potoczy się już sama.

Ala1

Tunezja

Nazywam się Tomek, studiuję Zarządzanie na wydziale Zarządzania, Informatyki i Finansów, na drugim roku na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu. Po pierwsze, chciałbym podziękować AIESEC za umożliwienie mi wyjazdu do tak niesamowitego kraju. Dlaczego zdecydowałem się wziąć udział w projekcie? Nie miałem żadnego planu, jak mógłbym konstruktywnie spędzić czas pomiędzy semestrami.

Co mogę powiedzieć o wyjeździe z Global Citizen? Jest to niezwykle trudne, by opisać tę przygodę w kilku słowach, zwłaszcza że spędziłem tam prawie dwa miesiące. Z perspektywy czasu mogę to określić jako dwa miesiące tunezyjskiego życia, bo właśnie tam wybrałem się na wolontariat z Global Citizen. Jaką wyciągnąłem lekcję z pobytu w tamtym miejscu? Otóż uważam, że każdy powinien spróbować przeżyć w obcym kraju.  Dlaczego właśnie przeżyć i dlaczego w tamtym czasie? Sytuacja polityczna w Tunezji nie była stabilna, co pomogło mi zrozumieć jak świat potrafi zmienny. Miałem możliwość dostrzec różnicę pomiędzy Europą a Afryką Północną, którą, wydaje mi się, nie muszę opisywać.

___Co mogę więcej powiedzieć o wolontariacie w Tunezji? Byłem tam w ciągłym kontakcie z młodym pokoleniem Tunezyjczyków, co było dla mnie niezwykłym i niepowtarzalnym doświadczeniem._ Odkryłem, jak różna może być mentalność ludzi. To właśnie kontakt z nimi, a nie praca, był największym przeżyciem dla mnie.

W Global Citizen cenię nie tylko to, że mogłem zdobyć niepowtarzalne doświadczenie, wyjechać do tak pięknego kraju, ale też to, że mam przyjaciół na całym świecie, z którymi jestem ciągle w kontakcie i którzy zapraszają mnie, żeby ich odwiedził.

Moim nowym mottem jest: „Global Citizen Experience”. Do końca swojego życia, będę zachęcał innych do wzięcia udziału w projekcie Global Citizen.

1

Polka w Kirgistanie- czyli historia z wolontariatu Pauliny

Paulina w czasie ubiegłych wakacji wzięła udział w programie Global Citizen i spędziła 6 tygodni w Kirgistanie!
Dziś zgodziła się odpowiedzieć nam na kilka pytań!
Zapraszamy do przeczytania krótkiego wywiadu! 🙂

AIESEC: Pierwsze pytanie, które nam się nasuwa – Dlaczego Kirgistan? 

Paulina: Pierwszy raz słysząc nazwę „Kirgistan” nie wiedziałam czy to rzeka, czy to państwo, a już w ogóle nie miałam pojęcia gdzie się znajduje. Odkrycie kraju, o którym niektórzy nie mają nawet bladego pojęcia, było jednym z powodów dla których zdecydowałam się tam wyjechać.  Drugim chyba najważniejszym powodem był język rosyjski. Ludzie w Kirgistanie posługują się nim na co dzień więc była to niesamowita możliwość podszkolenia swoich umiejętności we władaniu j. rosyjskim.

AIESEC: Jak wyglądał cały proces rekrutacji? Jak długo zajęło Ci znalezienie odpowiedniego wolontariatu?

Paulina: Praktykę w Kirgistanie znalazłam dosyć szybko, choć poprzedziły ją rozmowy z takimi krajami jak m.in. Rosja, Indie czy Meksyk. Nie miałam jasno sprecyzowanego państwa, ale tematykę mojej pracy. Bardzo chciałam aby związane to było z Zarządzaniem. Akurat udało mi się połączyć to z Edukacją. I tak, po 2 miesiącach poszukiwań wyjechałam do Kirgistanu, aby prowadzić sesje po angielsku i rosyjsku dla dzieci. Szukając wymarzonej praktyki zwracałam uwagę przede wszystkim na warunki jakie oferują oraz na to jak traktują praktykanta tj. rozmowa rekrutacyjna, dokumentacja.

AIESEC: Co najbardziej zaskoczyło Cię na miejscu?

Paulina: Najbardziej zaskakująca dla mnie była wszechobecna bieda tego kraju i fakt, że ludzie się z tym po prostu godzą. Jeżeli w Kirgistanie ktoś posiada swój własny dom, uważany jest za osobę o wyższym statusie społecznym i ekonomicznym, a warto wspomnieć, że  domy te zazwyczaj nie posiadają łazienki i toalety. Kirgizi czują ogromne uwielbienie dla Rosji i widać to niemal na każdym  kroku. W mieście stoją ogromne pomniki Lenina, a podczas rozmowy można było się dowiedzieć, że Rosja jest panem tego świata i powinniśmy się cieszyć, bo Polska istnieje tylko  dzięki wybawieniu Rosji.

AIESEC: Przy jakimkolwiek spotkaniu z inną kulturą, często mówi się o szoku kulturowym. Przeżyłaś coś takiego w czasie swojej praktyki?

Paulina: Tak. Największym szokiem kulturowym był dla mnie zwyczaj porywania kobiet, a następnie zmuszanie do małżeństwa. Praktyka ta została zakazana dopiero kilka lat temu. Do tego czasu  mężczyzna, który chciał się ożenić, mógł porwać dowolną dziewczynę i wywieźć ją w góry. Porwana kobieta była zobowiązana do poślubienia porywacza, urodzenia mu dziecka, a dopiero później mogła ewentualnie zażądać rozwodu, jeżeli wspierali ją rodzice. Taka historia wydarzyła się nie tylko w rodzinie, u której mieszkałam, ale dotknęła mnóstwo kobiet w Kirgistanie.

AIESEC: Co uważasz, za najciekawsze podczas całego wolontariatu?

Paulina:  Najciekawszym elementem mojego wolontariatu była sama praca z dziećmi, które chętnie uczyły się angielskiego. Było to duże wyzwanie dla mnie, ponieważ nie zawsze miałam możliwość pracować z tłumaczem. Bardzo często musiałam sama tłumaczyć dzieciom słówka z rosyjskiego na angielski. Podczas pracy miałam możliwość poznać historię niektórych uczniów, które są bardzo poruszające i ciężko uwierzyć, że tak małe dzieci mogły już tylko w życiu  przejść.

AIESEC: Komu i dlaczego poleciłabyś taki wyjazd?

Praktykę z AIESEC polecam każdemu, kto chce robić w życiu coś więcej, niż tylko studiować. Oprócz podszkolenia języka możecie nauczyć się masy nowych rzeczy. Niewątpliwie jest to także ciekawy wpis w CV, który na pewno zwróci uwagę Waszego przyszłego  pracodawcy. Oczywiście nie zawsze jest lekko. Zazwyczaj taki wyjazd wiążę się z wyjściem z własnej strefy komfortu i pokonaniem swoich słabości, ale zdecydowanie warto podjąć to wyzwanie i sprawdzić się  w nowej sytuacji. __

Jeżeli i Wy chcielibyście przeżyć fantastyczne wakacje w jednym z ponad 120 krajów,

zachęcamy do zaglądnięcia na stronę

www.globalcitizen.pl!

1079159_689444111093641_960892713_n1474722_689444097760309_788963627_n1483481_689444114426974_1170987846_n

Historia Moniki w Rosji

W październiku  2012 roku zostałam przyjęta do organizacji AIESEC KL w Białymstoku. Na mojej pierwszej konferencji  w Szepietowie zostałam przydzielona do zespołu zajmującego się najprościej mówiąc wysyłaniem ludzi na praktyki. Pracując w projekcie zdałam sobie sprawę, że sama mogłabym pozwolić sobie , na taki wyjazd i wykorzystać do tego zbliżające się  wakacje. Kierunek był oczywisty- Wschód. Jako studentka Filologii Rosyjskiej i miłośniczka Wschodniej kultury  postanowiłam spełnić swoje marzenie i  pojechać do Rosji. Problem był tylko przy wyborze miasta. Nie chciałam jechać do małego miasta, gdyż wiedziałam że nie doświadczę i nie zobaczę dorobku historii i kultury jaki mogę zobaczyć w większym mieście. Zastanawiałam się między Moskwą a Petersburgiem . Po rozmowie ze znajomymi wybór padł na Sankt Petersburg położony nad Newą .

Aplikowałam na projekt OpenArt rozpoczynający się w połowie lipca i trwający do końca sierpnia. Miałam tam prowadzić warsztaty z robienia biżuterii a także organizować spotkania na których opowiadałam o Polsce oraz organizowałam różnego rodzaju festiwale artystyczne.  Była to praca poprzez zabawę, ponieważ cały czas czułam, że są to  wakacje.

Praktyka wolontariacka różniła się od zawodowej tym że trwała krócej. W moim przypadku 6 tygodni. Moja podróż trwała 22 godziny podczas których jechałam z Białegostoku busem  z przesiadką w Rydze. Każda sytuacja była dla mnie nowa począwszy od zastanowienia się co ze sobą zabrać patrząc na zmieniający się klimat , jak zachować się na odprawie celnej i w autokarze pełnym ludzi mówiących tylko po rosyjsku.

Na początku nic zaskakującego- szare przedmieścia. Zbliżając się do centrum miasta otwierałam coraz szerzej oczy . Miasto było ogromne , piękne,  pełne ludzi. Na przystanku odebrał mnie chłopak z AIESEC, pomógł zabrać rzeczy i zawiózł do mieszkania w którym miałam się zatrzymać na najbliższe tygodnie. Mieszkałam u młodego Rosjanina,  niedaleko od centrum. Żeby się tam dostać musiałam korzystać z komunikacji miejskiej a mianowicie metra- co było dla mnie wielkim wyzwaniem.

Drugiego dnia poznałam pozostałych praktykantów. Razem było nas ponad dwudziestu. Poznałam ludzi z całego świata- Egiptu, Brazylii, Columbii, Afryki, Chin, Malezji, Turcji, Maroko, Czech, Słowacji, Ukrainy ,Serbii,  którzy tak jak ja chcieli być w Rosji.  Połączył nas nie tyle wspólny projekt ale  nasze zainteresowania, przygody, problemy; byliśmy jednym międzynarodowym organizmem. Z częścią ludzi mam dalej kontakt pytają się co słychać, mówią, ze tęsknią, zapraszają do siebie.

Praca przy projekcie była zabawą , to ja decydowałam o tym co chce przekazać swoim odbiorcom którymi głownie byli studenci z Rosji, cieszyłam się gdy zainteresowałam ich opowiadając coś o Polsce, gdy zadawali pytania. Oni również opowiadali i to dużo. Poza obowiązkami które wypełniały mi połowę czasu miałam okazję na smakowanie tamtejszej kuchni, zwiedzanie cerkwi, muzeów, wycieczki za miasto i zabawę. Nigdy nie zapomnę podróży pociągiem z Petersburga do Moskwy i wycieczek Marszrutami za miasto, wspólnych imprez i rozmów. Dzięki byciu tam, rozmowie z osobą u której mieszkałam czyli  hostem , sąsiadami z bloku i młodzieżą czuję że w jakimś stopniu doświadczyłam tamtejszej kultury. Największym zaskoczeniem było jednak to , że w Rosji poznałam kulturę Egiptu, Chin, Maroka, Columbii, Brazylii i innych.

Nie zauważyłam kiedy minęło sześć tygodni i musiałam znowu pakować walizki. Znowu ten sam autokar tylko tym razem inni ludzie żegnający mnie na przystanku, popłynęły łzy . Nie chciałam wracać do Polski, miałam pełne walizki książek, drobne pamiątki, ale największym bagażem były wspomnienia i całkiem  nowe emocje. Z całą pewnością mogę powiedzieć że były to najlepsze wakacje w moim życiu, czekam do przyszłego lata.

rosja

Kasia Kowalska

Nazywam się Kasia i mam 22 lata. Kiedy dołączyłam do AIESEC dwa lata temu, na pierwszym roku studiów, moją największą motywacją była chęć zdobycia międzynarodowych kontaktów i podszlifowanie języków obcych. Dlatego od początku działałam w projektach związanych z Międzynarodowym Programem Wymiany. Początkowo wysyłałam studentów z Poznania na zagraniczny wolontariat lub praktykę. Zostać liderem, koordynatorem projektu? Nic z tych rzeczy! Nie miałam do tego przecież wiedzy, zdolności – a przynajmniej tak sobie wmawiałam. Najważniejsze były dla mnie integracja z nowo poznanymi osobami i zagraniczni wolontariusze, z którymi spędzałam czas. Szybko moje plany się zweryfikowały: zaledwie po 4 miesiącach zostałam koordynatorem projektu wakacyjnego i dzięki mnie Abrar, Viola, Gulzina, Vitor, Yenashka i Metin – wesoła szóstka miała całkiem ciekawe wakacje, pracując w poznańskich domach kultury podczas półkolonii letnich. Ja nauczyłam się rozciągać dobę, radzić z mnożącymi się jak głowy hydry problemami i case’ami, rozumieć jak myśli, czego potrzebuje ktoś, kto na kilka tygodni opuszcza swój własny kraj, żeby rozwijać siebie i innych w obcym kraju, a co najważniejsze – zyskałam znajomych na trzech kontynentach i zaczęła się moja trwająca do dziś przygoda z zarządzaniem Międzynarodowym Programem Wymiany AIESEC!

Kasia Kowalska 1 Przygód nie było dość – zdecydowałam się zostać koordynatorem ds. rekrutacji zagranicznych wolontariuszy. Przez kilka kolejnych miesięcy nie tylko zarządzałam rekrutacją studentów z zagranicy na projekty edukacyjne i praktyki organizowane przez AIESEC w Poznaniu, ale także spełniłam swoje marzenie – sprawdziłam się w roli trenera organizując 5 konferencji dla naszych praktykantów i szkoląc członków oddziału lokalnego! Coś co wtedy wydawało mi się czymś nieosiągalnym – na każdej konferencji patrzyłam z podziwem na trenerów i zazdrościłam im możliwości występowania i szkolenia – stało się niemal rutynowym zajęciem, a dziś jestem w stanie prowadzić szkolenie niemal bez wcześniejszego przygotowania. W tym czasie nauczyłam się bardzo wiele o innych, ale też o sobie -jaki jest mój styl pracy, w czym jestem dobra, a w czym nie, jak lubię pracować i z kim, jakie są wartości, którymi się kieruję. Ten rok tak mocno otworzył mi oczy na to, jak niesamowitym doświadczeniem jest wolontariat międzynarodowy i jak niesamowity czas przeżywają wolontariusze przyjeżdżający do Poznania, ale też członkowie AIESEC mający szansę to doświadczenie dla nich tworzyć, że zapragnęłam bardzo kreować takie przeżycia dla innych. Tak zostałam członkiem zarządu AIESEC Poznań i od maja 2013 roku odpowiadam za cały Międzynarodowy Program Wolontariatu – zarządzałam wszystkimi projektami przyjmującymi na wymianę wolontariuszy z zagranicy. W ten sposób zaczęła się najbardziej intensywna, niesamowita przygoda w moim życiu – do której nie da się nawet porównać bycia koordynatorem. Poczucie odpowiedzialności za tylu koordynatorów, członków, ale przede wszystkim prawie 100 wolontariuszy, którzy zaufali nam na tyle aby wybrać AIESEC Poznań, nieustanne rozwiązywanie case’ów, zarządzanie sobą w czasie, używanie internetowego systemu do zarządzania projektami, kierowanie rozwojem innych, wprowadzanie nowych projektów, podejmowanie codziennie ważnych decyzji, ponad 10 konferencji, a co najważniejsze poczucie kształtowania siebie jako lidera – to tylko marne słowa pisane, nie będące w stanie oddać tego, co przeżyłam w czasie kadencji Wiceprezydenta oddziału lokalnego. Samoświadomość, wytrwałość zdobyta przez lepsze i gorsze momenty -patrząc wstecz nie pamiętam tego, co było trudne, czuję tylko niesamowitą radość i satysfakcję! A obserwowanie doświadczeń i rozwoju osób, które tu dzięki mnie i pracy zespołów przyjechały – po prostu bezcenne!

Kasia Kowalska 2 Jednak to wszystko byłoby bezwartościowe gdyby nie… ludzie! Ludzie z którymi pracuję każdego dnia, liderzy i członkowie AIESEC Poznań, osoby z którymi wiążą mnie relacje w AIESEC, jak i poza organizacją są moją największą pasją i motywacją. To chyba najbardziej dzięki ludziom zdecydowałam się we wrześniu podjąć największe wyzwanie jakie niesie działalność w oddziale lokalnym – bycie prezydentem oddziału lokalnego AIESEC. Kilka miesięcy przygotowań, rozmów, dojrzewania we mnie decyzji, pisanie trudnej aplikacji, „rozkminianie” strategii rozwoju naszej organizacji i… udało się! Członkowie zdecydowali się zaufać mi i powierzyć zarządzanie AIESEC Poznań w kolejnym roku. Już za chwilę rozpocznie się niesamowity okres wyboru mojego zespołu – zarządu AIESEC Poznań w kadencji 2014. Czy sprawdzę się w roli lidera tak dużej organizacji? Czy uda nam się spełnić obietnicę daną wobec kilkuset osób – praktykantów i członków – i dostarczyć im prawdziwie liderskie i rozwijające doświadczenie? Czy możemy marzyć o tym, żeby rozkręcić zamiejscowy zespół w Zielonej Górze? Czego potrzebują mieszkańcy Wielkopolski? Jakich liderów będzie potrzebował Poznań za kilka lat? -takie i wiele innych pytań towarzyszą mi ostatnio codziennie. Nie znam jeszcze wielu odpowiedzi, ale wiem, że to także część mojego doświadczenia, to kolejna podróż w którą się udaję, gdzie będę na te pytania odpowiadać, uczyć się o otaczającym mnie świecie i sobie samej. I mimo wielu znaków zapytania – zamierzam cieszyć się tym wyzwaniem! Pozostaje mi tylko marzyć, aby jak najwięcej osób zechciało się go podjąć razem ze mną.

Kasia Kowalska 3

Kasia Krucan

Kiedy myślę o tym, co daje młodemu człowiekowi AIESEC, przychodzi mi do głowy mnóstwo haseł: rozwój osobisty, międzynarodowość, umiejętności przywódcze, przedsiębiorczość, umiejętność pracy w zespole, zarządzanie projektami,….  Ale kiedy myślę o czasie, który tu spędziłam (to już ponad 3 lata!), najważniejsi są dla mnie ludzie, których tu spotkałam.

Od samego początku pracujemy w zespołach – jako ich członkowi i liderzy. Poznajemy ich z różnych stron – tych lepszych i gorszych. Dzięki działalności w projekcie stajemy przed wieloma wyzwaniami, pokonujemy je wspólnie i dzięki temu nasza więź jest jeszcze silniejsza. Na co dzień nie zapominamy też o wspólnej zabawie – imprezach i zwykłych spotkaniach przy piwie, graniu w planszówki i spędzaniu razem czasu na głupich żartach na przerwach.  To co łączy nas wszystkich, to fakt, że działamy tu, bo tego chcemy. Nikt nas do tego nie zmusza, ani nie płaci nam za to, a jednak w naszym oddziale prawie 150 osób czynnie uczestniczy w życiu projektowym.

I to jest dla mnie magia tej organizacji – jestem tutaj, bo wiem, że moje drobne działania przyczyniają się do rozwoju innych osób i mojego własnego. Że z miesiąca na miesiąc widzę jak sama się zmieniam i jak zmieniają się ludzie dookoła mnie.

Teraz, kiedy kończę już swoją przygodę z AIESEC jestem bogatsza o „parę” spostrzeżeń na mój temat i mojej przyszłości:

1.       Chcę pracować z ludźmi  z pasją

Bo takich właśnie ludzi mamy w AIESEC, którzy robią rzeczy, bo się nimi fascynują –  i nie ma dla nich znaczenia, że upłynęło już mnóstwo czasu, bo to co robią ma dla nich sens.

2.       Chcę założyć fundację

Dlaczego? Bo mam pewność, że w takich właśnie miejscach będą ludzie motywowani chęcią wprowadzenia jakiejś pozytywnej zmiany, a nie pieniędzmi. A właśnie z tej chęci rodzi się pasja.

3.        Mam świadomość samej siebie

Dzięki temu, co robię w organizacji (zarządzanie projektami , kierowanie zespołami, kontakt z firmami, konferencje międzynarodowe,…) niejednokrotnie byłam postawiona w trudnej sytuacji – kiedy członkowie zespołu chcą zrezygnować, kiedy sponsorzy odwołują swój udział w dniu wydarzenia. I właśnie wtedy uczę się samej siebie i działania w kryzysie. Dzięki temu mogę świadomie budować swoją przyszłość.

Prawdopodobnie mogłabym wymieniać jeszcze wiele innych pozytywnych rzeczy. Jednak nie będę tego robić. Dlaczego? Bo w AIESEC stałam się liderem, osobą która potrafi świadomie dążyć do celu, który sama sobie postawiłam i, który jest dla mnie istotny.

Tutaj dostaniesz to czego będziesz chciał się nauczyć, bo doświadczenie każdej osoby jest zupełnie inne.

No więc, jaka będzie Twoja historia?

Marcin Porycki

Zaczynając studia wiedziałem, że samo chodzenie na ćwiczenia i wykłady nie jest dla mnie. Zawsze interesowały mnie podróże i obce kultury, dlatego postanowiłem dołączyć właśnie do AIESEC, gdzie mogłem złapać kontakt z wolontariuszami z całego świata. 2 i pół roku później mogę jedynie powiedzieć, że nie mogłem podjąć lepszej decyzji.

Działanie w AIESEC dało mi szansę zaprzyjaźnić się ze studentami z dosłownie każdego zakątka świata, a do tego poprzez koordynowanie całego obszaru wymiany przychodzącej mogłem nauczyć się wielu bardzo przydatnych umiejętności z dziedziny zarządzania, zarówno projektami jak i ludźmi. Rozwinąłem takie umiejętności jak motywowanie, występowanie przed publiką, zarządzanie kryzysami. Dzięki tym umiejętnościom mam bardzo wiele do zaoferowania przyszłym pracodawcom już na starcie, co bardzo przydaje się podczas rozmów kwalifikacyjnych. W najbliższym czasie obejmuję pozycję przewodniczącego naszego lokalnego oddziału, dzięki czemu w bardzo młodym wieku będę mógł sprawdzić moje umiejętności strategicznego planowania i zarządzania, co w przyszłości pozwoli mi z łatwością zająć się założeniem własnego biznesu.

Jeśli nadal się zastanawiasz, dlaczego warto dołączyć do naszej organizacji, powiem tyle – możliwości do rozwoju i spędzania czasu w świetnym towarzystwie otwartych i zaangażowanych ludzi jest u nas bez liku i kończąc to doświadczenie na pewno stwierdzicie, że wiele Wam to dało.

Milena Wyskiel

Moja przygoda z AIESEC zaczęła się nie tak dawno temu, ponieważ w październiku zeszłego roku. Pomimo tego, że jestem tu dopiero 5 miesięcy miałam już możliwość pracy w marketingu i HR, a także działam obecnie przy organizacji konferencji. Byłam zarówno członkiem jak i liderem zespołu. Od kwietnia będę Wiceprezydentem Komitetu Lokalnego ds. Wymiany Wychodzącej Wolontariackiej.

Dlaczego AIESEC? Nigdzie indziej nie można nauczyć się tak wiele w tak krótkim czasie. Wystarczy odrobinę dobrej woli i zaangażowania, a można przeżyć naprawdę niesamowite chwile z niesamowitymi ludźmi, a także zyskać cenne umiejętności. W tej organizacji nie tylko staramy się o to, aby każdy z naszych członków mógł jak najlepiej się rozwinąć i zdobyć jak najwięcej wartościowych doświadczeń, ale dbamy też o to, aby się dobrze bawić. Tutaj to od Ciebie zależy jak wiele możliwości wykorzystasz.

Co ja z tego mam? Jak już pewnie można było wywnioskować bardzo dużo się nauczyłam, ale poza tym zdobyłam pewność siebie, pewność tego, że naprawdę mogę wiele osiągnąć i wiele zdziałać. I przede wszystkim – poznałam ludzi z całego świata, którzy mają podobne pasje do moich i którzy zainspirowali mnie do tego, żeby nigdy się nie poddawać.

Tylko od Ciebie zależy czy wykorzystasz Twoją szansę. Masz ją teraz, więc zaaplikuj do AIESEC i przeżyj coś niesamowitego!

Milena Wyskiel

Marek Hojnacki

Kierowałem 150-osobowym oddziałem AIESEC przy Szkole Głównej Handlowej. Teraz zarządzam międzynarodowymi projektami informatycznymi w globalnej korporacji.

Kiedy rozpoczynałem studia, myślałem, że jak najwięcej semestrów chciałbym spędzić na wymianach uniwersyteckich w stylu programu Erasmus. Ostatecznie nie pojechałem na żadną. Zamiast tego trafiłem do AIESEC, dzięki czemu spędziłem niesamowitą przygodę w Peru w tamtejszym oddziale organizacji, byłem trenerem na konferencji międzynarodowej w Szwajcarii, poznałem dziesiątki ludzi z najróżniejszych stron świata, od Argentyny po Malezję. Poza tym koordynowałem projekty, byłem członkiem zarządu odpowiedzialnym za marketing, a wreszcie przewodniczącym oddziału AIESEC przy Szkole Głównej Handlowej.

Oprócz wyjazdów zagranicznych jako najbardziej rozwijające wspominam właśnie te intensywne doświadczenia pracy grupowej, kiedy jako zespół jest się odpowiedzialnym za realizację konferencji, przyjazd i pobyt zagranicznych praktykantów, a wreszcie za całą organizację z jej 150 członkami.

AIESEC nauczyl mnie pokory w pracy z ludzmi i samodyscypliny w rozwoju osobistym.

Teraz jestem kierownikiem projektu w globalnej korporacji w branzy ICT. Zarzadzam miedzynarodowymi projektami na pograniczu telekomunikacji i informatyki realizowanymi dla klientow od Belgii po Pakistan. Wielu moich rowiesnikow rozpoczynalo prace kiedy ja zajmowalem sie wciaz organizacją studencką, ale to wlasnie wartosci i umiejetnosci wyniesione z AIESEC pozwalają mi teraz na tak szybki rozwoj.

AIESEC to ogromny worek możliwości. Sam możesz zdecydować o tym ile z niego wyciągniesz i jak to wykorzystasz. Dla mnie były to: rozwój, międzynarodowe kontakty, głębokie przyjaźnie, niesamowite wspomnienia. Co Ty wyciągniesz dla siebie?

Marek Hojnacki