desc

Wyjedź jak: Bartek

Czy ktokolwiek w Chinach umie posługiwać się widelcem ? Czy tam wciąż pałaszuje się niewinne psy ? Czy rzeczywiście wszyscy wyglądają tak samo ? I wreszcie… czy po Pekinie jeździ 9 milionów rowerów ?

Te i inne pytania, wątpliwości zaprzątały moją głowę przed wylotem do Państwa Środka. Z AIESEC. Dlaczego? Zupełnie przypadkowo, zaproponowane przez kolegę podczas zupełnie przypadkowej rozmowy na wydziale.

Jeszcze tego samego popołudnia podskoczyłem do koleżanek działających w organizacji, odrzuciłem planowany Camp America i zarejestrowałem się na stronie. Rozmowa, szkolenie, no i tak się zaczęło.

Tak naprawdę decyzja o wyjeździe do Chin zapadła na spontanie. Miała być Argentyna, Brazylia, miały być Indie czy nawet Malezja. Wybór padł jednak na Chiny. Za namową rodziny, a głównie wuja-podróżnika. I już czwartego dnia po podjęciu decyzji miałem zarezerwowany bilet.

Na miejscu z początku wiele aspektów powodowało niesmak. Zobaczyłem porażający kontrast społeczny, jedzenie budzące mdłości, straszliwie zatłoczone metro, śmietnik na ulicach, a na dodatek szara, deszczowa pogoda. W dodatku początkowo projekt zawiódł moje oczekiwania. Z drugiej strony jednak już od pierwszego wieczora nawiązałem kontakty, 2 dni później poznałem pozostałych wolontariuszy, a z czasem tę piękną stronę miasta. Każdego dnia odkrywałem coś innego, poznawałem miasto, mieszkańców, kuchnię, kulturę, życie codziennie.

Pierwszy tydzień spędziłem w akademiku w pokoju z 3 niezrównanymi ziomkami, później przeniesiono mnie do rodziny zastępczej, a stamtąd już lepiej trafić nie mogłem. Zamieszkałem w najpiękniejszej w mieście okolicy u 3-osobowej rodziny, składającej się z rodziców i mojego rówieśnika, który szybko okazał się najlepszym przyjacielem. Zresztą od samego początku integracja pełną parą, od początku do końca miało się z kim dzielić radość, niepokoje, wątpliwości, najróżniejsze przygody. Życie nabrało obrotów, gdy zaczęliśmy wspólnie podróżować.

Decyzje co do wojaży zapadały najczęściej podczas cowieczornych posiedzeń w ukochanym pubie. Zbieraliśmy się w grupy, rezerwowaliśmy bilety i hostele, podróżnik w rękę i jazda.

Odwiedziłem 10 najróżniejszych miejsc, zwiedzałem i podziwiałem wiele nieporównywalnych widoków. Nie to było jednak dla mnie najważniejsze.

Nie jest w tym momencie istotne to, że widziałem Wielki Mur, Zakazane Miasto, Pandorę, Wzgórze Victorii czy inne cuda. Najważniejsze jest to, z kim tam byłem, z kim dzielę swoje bezcenne wspomnienia. Byliśmy niesamowicie zżyci, byliśmy jednością – można tak to ująć. Wszystko, czego doświadczyłem ja i moi przyjaciele, wszystko czego się nauczyłem, co zobaczyłem, pozostanie w mojej pamięci do końca życia. Pobyt na wolontariacie w Chinach to do tej pory to najlepsze, co mnie w życiu spotkało.

Co mi dał projekt ? Umożliwił mi przebywanie w międzynarodowym gronie, nauczył szacunku, zrozumienia, możliwość zgłębienia obcej kultury – nie tylko chińskiej. Nauczyłem się również odpowiedzialności, życia w wielkim mieście, polegania na samym sobie, umiejętności radzenia sobie w nieoczekiwanych sytuacjach (w Chinach wszystko jest możliwe, nie sposób się nudzić – uwierzcie), obycia w świecie. Przede wszystkim dał mi również przyjaciół, z którymi mam stały kontakt, których planuję odwiedzać i zapraszam do siebie. Nigdy nie zapomnę Kantonu, jak również innych miast, każdej chwili, której doświadczyłem w dalekiej Azji. Dodam również, że nieważne ile było trudów, kłopotów i wątpliwości, to jednak nadzwyczaj było warto, nie żałuję żadnej chwili i absolutnie polecam tego typu wyjazdy.

Nieplanowane Chiny okazały się najlepszym wyborem, jakiego mogłem dokonać.

Bardzo mi brakuje życia w Kraju Smoka, bardzo tęsknię za miastem, za ludźmi, za kuchnią, która codziennie zaskakiwała, za życiem na najwyższych obrotach. Jestem pewien, że na pewno kiedyś tam wrócę i wierzę, że więź jaką nawiązałem z pozostałymi wolontariuszami przetrwa na długie lata.

Dlaczego jesz ser z papierem? Czyli goście z Indonezji

Zaoferowałem swój dom dla wolontariuszy AIESEC niecały rok temu. Odwiedziło mnie dwóch studentów z Indonezji-Ignatia z Bandung i Nazib z Gresik. W ciągu tygodnia mieszkali i pracowali oni w szkołach natomiast do mnie przyjeżdżali na weekend. Pierwszy raz miałem do czynienia z przybyszami z Azji i było to dla mnie niesamowite przeżycie. Było wiele zabawnych sytuacji, które czasami kompletnie mnie zaskakiwały. Przykładem może być nasza pierwsza kolacja na której jedząc Camemberta otrzymałem pytanie: „Dlaczego jesz ser z papierem?” . Oprócz zabawy miałem także okazję poznać trochę nowej historii, mieli oni ciekawe prezentacje o Indonezji, przywieźli mi nieco lokalnego jedzenia, a nawet słynną kawę Luwak (wyrabianą każdy wie jak), która jest zbierana tylko na Sumatrze. Goście byli bardzo otwartymi ludźmi i choć nie wszyscy w moim domu władają językami obcymi wbrew pozorom komunikacja nie była dla nas żadnym problemem. Do dziś utrzymuję kontakt z Nazibem i Ignatią. Kto wie, może się jeszcze spotkamy. Bycie Hostem doprowadziło do mojej fascynacji podróżami dzięki czemu sam zdecydowałem się wyjechać z AIESEC na wolontariat do Chin. Ale to już inna bajka…

Przygoda życia z Global Citizen

Nie masz planów na początek 2014 roku? Chcesz przeżyć przygodę życia? Poznać niesamowitych ludzi? Pracować w międzynarodowym środowisku?

Jeśli na któreś z tych pytań odpowiedziałeś/aś twierdząco to mamy rozwiązanie dla Ciebie – wolontariat zagraniczny Global Citizen! Przeżyj 6 tygodni niesamowitych przygód, zdobywaj nowe doświadczenia, rozwijaj swoje umiejętności, ucz się języków i zawiązuj nowe przyjaźnie. Brzmi ciekawie? Aplikuj już dzisiaj nawww.globalcitizen.pl !

Upalna Brazylia? Egzotyczny Tajwan? Słoneczne Włochy? A może jednak piękna Serbia czy wcale nie gorsze Węgry? To właśnie tam możesz wyjechać już niedługo! Nie zwlekaj, złóż swoją aplikację już dziś, a w ciągu kilku dni odezwiemy się do Ciebie i z przyjemnością pomożemy Ci przeżyć przygodę życia z programem Global Citizen!

NIE CZEKAJ, APLIKUJ JUŻ TERAZ!

Paweł Zimnowłodzki

Moja historia w AIESEC rozpoczęła się dokładnie 2 lata temu. Nie chcę opisywać Wam całej tej przygody, przytaczając trudne skróty, mówiąc szczegółowo o pozycjach, czy efektach pracy. Niby to tylko dwa lata w organizacji studenckiej, a praktycznie mogę napisać o tym książkę. To co chcę Wam przekazać, to fakt jak AIESEC mnie zmienił i dlaczego nie żałuję ani jednej spędzonej tu chwili.

Potrzeba dołączenia do organizacji studenckiej na początku studiów była dla mnie czymś oczywistym. Dlatego, gdy będąc na obozie integracyjnym studentów UEP usłyszałem „Studia to idealny moment aby zacząć korzystać z życia… bardziej  od jednej z AIESECerek zdecydowałem się zaaplikować do dopiero co poznanego Ajseka. Standardowy etap rekrutacji, konferencja, przydzielenie do projektu, integracja zespołu, nowy koordynator, szkolenia, komisje rozwojowe, spotkania, efekty pracy a czasem ich brak… i tak powoli, nie wiedząc kiedy w pełni angażowałem się w każdą otaczającą mnie możliwość zrobienia czegoś nowego, a zarazem uczącego się nowych umiejętności.

AIESEC daje mnóstwo możliwości, tylko wystarczy je dostrzec i...aplikować. Co można zrobić w tak krótkim czasie w organizacji studenckiej? Absolutnie wszystko i to chcę Wam pokazać. Już jako członek zespołu sprzedażowego angażowałem się w komisje rozwojowe – marketingu i sprzedaży. A po 4 miesiącach w organizacji współorganizowałem konferencje dla całego Komitetu Lokalnego. Nie minęły kolejne 2 miesiące, a dostałem własny projekt na dwie realizacje – AIESEC University i już jako koordynator 10 osobowego zespołu fantastycznych, ambitnych osób tworzyłem coś nadzwyczajnego. Moje codzienne życie nabrało kolorów oraz nadzwyczajnego tempa. Praktykanci z zagranicy, logistyka wydarzeń, kampanie marketingowe, spotkania z firmami, planowanie projektu i budżetu, konferencje narodowe, zarządzanie zespołem, kontakt z ambasadorami firm – tak wyglądał każdy dzień następnych 7 miesięcy, wspaniałych miesięcy. Wiedziałem, że taka możliwość jak bycie koordynatorem zdarza się tylko raz, dlatego nie marnowałem ani chwili. Praca z zespołem była wielką przyjemnością odczuwalną nawet po wielu miesiącach, codziennej kilkunastogodzinnej „pracy”.

Dla większości osób pozycja koordynatora jest ostatnim punktem rozwoju w AIESEC, lecz dla mnie był to tylko początek! Możliwości w tak zwanym AIESEC Way jest wiele, ja swojej drogi szukałem intensywnie i po burzliwym miesiącu od zakończenia projektu, zostałem Narodowym Koordynatorem Projektu AIESEC University. Następne 5 miesięcy to okres współpracy z Komitetem Narodowym i jego członkiem Justyną Borucką. Znowu angażowałem się w coś nowego i pasjonującego. Koordynowanie 2 realizacji projektu w 12 miastach Polski, prowadzenie całodniowych szkoleń dla koordynatorów, czy 30 praktykantów z różnych zakamarków świata zdecydowanie zamazało wszelki strach przed wystąpieniami publicznymi. A co teraz? We wrześniu zostałem współorganizatorem konferencji międzynarodowej EuroXpro, gdzie zajmuję się logistyką. W skrócie: 250 osób z 60 krajów Świata w jednym miejscu przez 7 dni chcących zrobić coś dobrego dla otaczającego ich społeczeństwa. A między nimi ja, chcący zrobić coś niepowtarzalnego razem z moim 20-osobowym zespołem, którego w skrócie określam  jako #WOW.

Gdy postanowisz, że chcesz odejść z AIESEC, to coś Cię zawsze spróbuje powstrzymać, inspirując do dalszego angażowania. W moim przypadku są to ludzie, których w AIESEC poznałem i którzy każdy mój dzień zmieniają w lepszy. Dlatego, gdy pomyślę o ostatnich dwóch latach w organizacji to nie myślę o pozycjach, czy wynikach pracy, lecz właśnie o AIESECerach. Są to ludzie pełni entuzjazmu, niesamowicie zaangażowani, z pasją działania, chcący zmieniać świat na lepszy, a będący tylko w jednej z wielu organizacji studenckich.

Dla niektórych AIESEC to ludzie, dla innych międzykulturowość, rozwój osobowości, kontakty z firmami, czy kształtowanie życiowych wartości. Lecz tak naprawdę AIESEC jest tym wszystkim jednocześnie. Trudno więc znaleźć właściwą i jedyną definicję dla mojej Organizacji.

Paweł Zimnowłodzki

Paweł Zimnowłodzki 1 Paweł Zimnowłodzki 3 Paweł Zimnowłodzki 2 Paweł Zimnowłodzki 4