Na rynek pracy wejdę z prawdziwym przytupem | Historia Eweliny

E_WojtowiczDo AIESEC zaaplikowałam spontanicznie i nie bez przyczyny mówi się, że decyzje spontaniczne, to te najlepsze.

AIESEC wciąga, jak dobra książka, jak ulubiony serial. Daje ogrom możliwości i podsuwa mnóstwo pomysłów  na siebie, na środowisko lokalne, na przyszłość. AIESEC bardzo szybko nauczył mnie zarządzania czasem – teraz wiem, że czas to pojęcie zupełnie abstrakcyjne, a doba to jedynie ogólny zarys przedziału czasowego. Jeszcze nigdy nie byłam tak dobrze zorganizowana i nigdy wcześniej nie myślałam, że można robić tyle rzeczy na raz – w dodatku efektywnie!

Organizacja pomogła mi także wydobyć i docenić w sobie umiejętności, których do tej pory nie znałam. Pokochałam sprzedaż, zainteresowałam się HRem i zaczęłam odkrywać obszar marketingu. Teraz wiem, że na rynek pracy wejdę z prawdziwym przytupem. AIESEC daje narzędzia, którymi realnie możesz wpływać na lokalne środowisko. Z własnego doświadczenia wiem, że niewielu młodych ludzi zastanawia się nad tym, co faktycznie chcieliby robić w życiu. Dzięki pracy nad projektem edukacyjnym pośrednio dostarczam im pomysły, ale przede wszystkim, motywuję do pracy nad wizją przyszłości. Daje mi to ogrom satysfakcji, bo wiem, że wśród tych młodych ludzi są osoby, które w przyszłości będę odpowiedzialnie wpływać na swoje środowisko, przynosząc pozytywne zmiany. Więc jeśli masz ciekawy pomysł, ale nie jesteś pewien, jak go zrealizować, to uwierz mi, że w AIESEC znajdzie się grono osób, które pomogą zrealizować Ci plan w 100%.

29440262921_edeff25132_o

To, co jest najpiękniejsze w przygodzie w AIESEC, to wyraźne efekty Twoich działań – radość wolontariusza, który właśnie przyjechał realizować projekt, nad którym pracujesz od kilku miesięcy, obudzenie w młodych ludziach chęci poznawania świata, możliwość współpracy z nieprzebraną ilością skrajnie różnych osobowości, możliwość inspirowania i bycia inspirowanym. To wszystko jest w zasięgu Twojej ręki. Nie wahaj się i aplikuj!


Trwa rekrutacja do AIESEC – jeżeli też chcesz rozwijać siebie i środowisko,
które Cię otacza, wejdź na www.aiesec.pl/rekrutacja i dowiedz się więcej.

Historia Żanety

“Kiedy pojawiła się możliwość wyjazdu podjęłam decyzję w 15 minut!”

Jeszcze zastanawiasz się, czy wyjazd na wolontariat jest dla Ciebie?
Odpowiedź na to i inne pytania znajdziesz w historii Asi, która, jak twierdzi, podjęła decyzję o wyjeździe na wolontariat do Brazylii w 15 minut.

Mimo iż przymierzałam się do wyjazdu na wolontariat. To sam w sobie pomysł był dopiero zarodkiem. Jednakże w momencie kiedy pojawiła się możliwość wyjazdu podjęłam decyzję bardzo szybko, a dokładnie w 15 minut. Wybrałam Brazylię, ponieważ zawsze było to moim marzeniem, dodatkowo znalazłam tam projekt SMarketingu, który wpisuje się w moje ramy zawodowe. Wszystko idealne pasowało. Kiedy mogą zrealizować się Twoje marzenia, nie ma nad czym się zastanawiać.
W życiu trzeba chwytać szanse i okazje – zwłaszcza te, które przyczyniają się do rozwoju zarówno Twojego jak i ludzi w Twoim otoczeniu.

Moi bliscy i znajomi byli ogromnym wsparciem, cieszyli się razem ze mną, co nie pozwoliło mi zwątpić w słuszność podjętej decyzji. Od momentu kiedy dostałam maila z potwierdzeniem do momentu wylotu byłam pewna w 100%, że robię to co powinnam i że będzie to duży krok w moim życiu.

Po przyjeździe pozytywnie zaskoczyła mnie otwartość ludzi, ich gościnność i serdeczność. Po chwili przebywania u rodziny goszczącej czułam się jak na rodzinnym obiedzie u babci. Ponadto przez 6 tygodni przytulałam się chyba częściej niż w ciągu całego roku. Brazylijczycy uwielbiają kontakt z ludźmi. Przytulają i całują na przywitanie i na pożegnanie. Są w stanie zaprosić na obiad czy kawę po chwili rozmowy z Tobą. Radość sprawiało mi samo przebywanie z pozostałymi wolontariuszami wśród lokalnych społeczności. Uwielbiam ich pogodę ducha, ludzi tańczących i grających na ulicach, śpiewających na straganach ze świeżymi owocami. Mimo, że ich rzeczywistość jest szara, wiedzą, że życie jest jedno i powinno być przepełnione pozytywną energią.

Wyjazd nauczył mnie między innymi, że czasami te najbardziej szalone i spontaniczne pomysły są tymi właściwymi i nie trzeba się ich bać. To, że coś jest nieszablonowe nie oznacza, że jest złe.

Dzięki możliwości realizacji projektu marketingowego nauczyłam się dużej samodzielności podczas całego procesu tworzenia jak i przeprowadzania kampanii marketingowej, a także decyzyjności. Dzięki wcześniej wspomnianym aspektom zaczęłam myśleć szerzej i bardziej wizjonersko starając się przewidzieć ewentualne konsekwencje podjętych decyzji. To bardzo ważne, zazwyczaj na stażach czy praktykach nie mamy takiej możliwości. Wykonujemy powierzone zadania, które są weryfikowane przez osobę odpowiedzialną za nas. Tutaj był to skok na głęboką wodę, ale spodobało mi się i chyba zacznę skakać częściej :).

Wolontariat nauczył mnie także doceniać tego co mam i w jakim świecie żyję. Często narzekamy na to co mamy, jak żyjemy, gdzie żyjemy. Często jest wszystkiego za mało i nie tak. Na wolontariacie dostrzegłam, że żyję w świecie pełnym możliwości. A jedynym ograniczeniem w dążeniu do realizacji celów jesteśmy tylko i wyłącznie my sami. To, że jest ciężko coś osiągnąć, nie równa się słowu niemożliwe. Uważam, że ciężko osiągnięte cele dają jeszcze większą satysfakcję. Trzeba zrozumieć, że na wszystko trzeba sobie w życiu zapracować.
Niestety, nie każdy ma taką perspektywę zmian i rozwoju. Na pewno nie większość brazylijskiej społeczności. Tutaj młodzi ludzie nie mają takich perspektyw jak my. To jest kolejna rzecz, którą zrozumiałam i doceniłam po 6-cio tygodniowym pobycie w Brazylii i życiu w Salvadorze.

Na pewno przebywanie w środowisku międzynarodowym poszerzyło moje horyzonty, zwiększyło świadomość innych kultur. Zbudowało także dumę z mojej własnej, kultury, o której mogłam rozmawiać godzinami.

Jeżeli chodzi o trudności, które przełamałam to na pewno jest bariera językowa, ponieważ bardzo mały procent ludzi mówi tutaj po angielsku, co stanowiło ogromną przeszkodę dla mnie, ponieważ nie mówię po portugalsku. Aczkolwiek po paru lekcjach i ciągłej pracy z rozmówkami dałam radę. Po miesiącu zaczęłam rozumieć sens wypowiedzi i starałam się odpowiadać w języku portugalskim. Było dla mnie dużym powodem do radości i wpisuję to na listę małych sukcesów.

Największą radość sprawiała mi praca w organizacji, w której byłam wolontariuszem. Myśl, że chociaż w małym stopniu mogę przyczynić się do polepszenia warunków funkcjonowania mojego NGO, a co za tym idzie polepszenia poziomu wykształcenia dzieci z lokalnej społeczności, dawała ogromną radość. 

Mój wolontariat polegał bowiem na tworzeniu kampanii social marketingowej dla lokalnego NGO, który nazywa się Baguncaco. Naszymi celami było wypromowanie organizacji na terenie Salvadoru, promocja eventu z okazji 25 rocznicy istnienia organizacji, a także pozyskanie funduszy na dalsze kształcenie dzieci, z naciskiem na naukę języka angielskiego oraz rozwój muzyczny. Istotne było także pozyskanie środków na zajęcia rekreacyjne dla dzieci podczas wakacji i przerwy świątecznej.

Celem organizacji poza kształceniem dzieci jest także, w możliwie jak największym stopniu, wyciągnięcie dzieci ze środowiska, w którym żyją. Baguncaco pokazuje im inny świat i przedstawia wizję świata z innej perspektywy. Bardzo wierzę w to co robią i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś będę mogła z nimi współpracować

Także praca z dziećmi dawała ogromną satysfakcję. Mimo, że zajmowałam się marketingiem nie byłam w stanie odmówić, kiedy któreś z podopiecznych przychodziło i chciało się nauczyć czegoś z angielskiego.

Wiem, że 6 tygodni spędzonych tutaj odbiję się w znacznym stopniu na moim życiu. Już się odbiło. Rozwinęłam się zawodowo. Rozwinęłam się także jako człowiek. Wiele dowiedziałam się o samej sobie. Najbardziej chyba zaskoczyły mnie pokłady odwagi jakie w sobie mam, a o których przed wyjazdem nie miałam świadomości. Zmienił się w pewnym stopniu mój światopogląd. Po tym co piszę można pomyśleć, że wyolbrzymiam. Tylko 6 tygodni, a tak wiele zmian? Też tak kiedyś myślałam.


Tak jak wspomniała Asia, żyjemy w świecie pełnym możliwości, więc wykorzystaj to!
Wejdź na Kr.aiesec.pl/GlobalVolunteer i znajdź wolontariat dla siebie 🙂

Historia Mateusza

Nowy rok, nowy ja?

Bycie hostem poszerzyło moje horyzonty!

Kolejną historię o swojej przygodzie z Global Host opowiedziała nam Bernadetta Kralka. Czym jest bycie Hostem dla niej?

Jestem tym typem studentki, która dzieli mieszkanie nie tylko ze współlokatorami, ale i ze wszelkimi znajomymi, znajomymi znajomych a także przypadkowymi osobami w potrzebie. Tak się stało że natknęłam się  kilkukrotnie na ogłoszenie osób z AIESEC poszukujących hosta. Któregoś dnia odważyłam się i zaprosiłam do siebie obcokrajowca, mając w ofercie materac i śpiwór i niezbyt pełna lodówkę. Później już tak się zadziało, że w moim mieszkaniu w Krakowie i rodzinnym domu w Zakopanem gościły Meksykanki, Turkowie, Chińczycy, Tajki, Rosjanka, Albańczyk, Nigeryjka i Indonezyjki.

W młodych ludziach podróżujących samotnie na drugi koniec świata jest coś niesamowitego. Od każdego z nich czegoś się nauczyłam i dowiedziałam. Przekonałam się jak ostra może być tajska kuchnia,  jak silny może być zapach orientalnych perfum, jak wygląda muzułmańska modlitwa, jak bardzo Azjaci kochają social media, że muzyka rozrywkowa może mieć tysiące odsłon niekoniecznie miłych dla mojego ucha. Przede wszystkim jednak odkryłam, że w różnych zakątkach świata są osoby z którymi mogę się zaprzyjaźnić, a wieczory  z nimi spędzać zarówno na zabawie na mieście jak i na dyskusjach do późna na poważne tematy.

Trudnością jest wyjście ze schematu myślenia. W każdej sprawie: ubioru, sposobu jedzenia, sposobu spędzania wolnego czasu, preferencji kulinarnych. To co dla mnie jest oczywistością, czasem dla moich gości było zdumiewające lub wymagało wyjaśnienia.

Bariera językowa nie jest problemem. Wystarczy być otwartym i gotowym do używania komunikacji niewerbalnej lub google translate;)

Korzyści są ogromne: rozwój zdolności językowych, wymiana doświadczeń i poglądów, poznawanie kuchni i zwyczajów i wiele,  wiele innych rzeczy, które doceniamy czasem dopiero później. Korzystałam nie tylko ja ale i moje młodsze rodzeństwo, moi współlokatorzy i przyjaciele.

W moim wypadku przyjaźń i wdzięczność z tych przelotnych i krótkich znajomości z obcokrajowcami zaowocowała wyprawą do Azji: weekendem na Borneo z malezyjską rodziną, wypadem na południowe wybrzeże Tajlandii, zwiedzanie Bangkoku ze studentami i tygodniem w Kuala Lumpur w ekskluzywnym wieżowcu.

Ciężko mi powiedzieć czy lepiej być hostem czy hostowanym, bo obie role mogą być ekscytujące. Moim zdaniem trzeba spróbować obu rzeczy 🙂

Bycie hostem poszerzyło moje horyzonty, otworzyło mnie na obce kultury, sprowokowało do myślenia o sobie jako obywatelu świata. Podszkoliłam język i zdobyłam się na odwagę by samemu wyjechać na drugi koniec świata.

A czy Ty odważysz się podjąć wyzwanie Global Host?


Zastanawiasz się nad wzięciem udziału w programie Global Host? Chcesz poznać ludzi z całego świata?

Wypełnij aplikację na: kr.aiesec.pl/GlobalHost, spotkaj się z członkiem AIESEC i zdecyduj czy chcesz wziąć udział w programie!

“Wolontariat to także taka mała szkoła życia!”

Global Volunteer to nie tylko udział w projektach odpowiadających na problemy ekonomiczne, ekologiczne i kulturowe. To także niezapomniana przygoda i przyjemnie spędzony czas.

Dowodem na to jest historia Agaty, która marzy, by spakować plecak i wyjechać w roczną podróż dookoła świata. Zaczęła od wolontariatu na Sycylii, gdzie była animatorem…na plaży 🙂

Na początku chciałam pojechać na wolontariat na rok, zaraz po liceum, ale troszkę przestraszyłam się tak długiego okresu czasu i zdecydowałam się na wolontariat wakacyjny, ale jak najdłuższy.

Najtrudniej było załatwić wszystkie formalności. Kupno biletu, opłaty lotniskowe, ubezpieczenia – to jednak strasznie dużo pracy. Potem już tylko pakowanie walizek, co było akurat bardzo przyjemne.

Rodzice wiedzieli, że chcę jechać. Nawet ucieszyli się, że będzie to wolontariat tylko na wakacje, a nie na cały rok, bo tamten pomysł ich przestraszył. Znajomi znają mnie i wiedzą, że wszędzie mnie pełno, więc też nie byli zaskoczeni, ale widzieli same minusy tego pomysłu.

Ludziom chyba wydaje się, że wolontariat jest pracą niewolniczą. Myślą, że przez cały okres wyjazdu pracujemy non stop – nie ma czasu na poznawanie nowych ludzi, czy zwiedzanie. Nic bardziej mylnego!

Praca na wolontariacie była bardzo przyjemna. Troszkę jak ze „Słonecznego patrolu”. Aerobik na plaży, czy lekcje tańca nad basenem raczej nie były pracą, tylko przyjemnością. Oprócz tego, jeździliśmy na różne wycieczki np. na wulkan albo do Palermo.

Moja praca była nastawiona na spędzanie czasu z nastolatkami, z nimi ćwiczyłam jogę albo wspólnie tańczyliśmy, ale przed południem mieliśmy też zajęcia z osobami starszymi. Opowiadałam im o naszym kraju oraz polskiej kulturze, a także starałam się zachęcić do wspólnego ruchu poprzez taniec czy aerobik.

Poza tym, że przyjemnie spędziłam czas, doświadczyłam też tego, jak wolontariat bardzo poszerza horyzonty i uczy tolerancji, głównie na zachowania innych ludzi. To także taka mała szkoła życia. Jesteś gdzieś na dłuższy okres czasu i musisz sobie ze wszystkim radzić sam.

Ludziom, którzy jeszcze się wahają powiedziałabym – Nie zastanawiaj się zbyt długo nad tym, czy jechać, bo odpowiedź jest zawsze tylko jedna, czyli TAK! Poza tym na wolontariacie trzeba wykorzystywać maksymalnie każdą chwilę, bo 6 tygodni mija bardzo szybko!


Zainteresowała Cię historia Agaty? Chcesz tak jak ona wpłynąć na losy lokalnej społeczności, a przy tym spędzić czas na słonecznej Sycylii?

Wejdź na stronę Kr.aiesec.pl/GlobalVolunteer i dowiedz się więcej 🙂

 

Global Host – otwórz drzwi na świat!

Global Host – otwórz drzwi na świat! Jest to inicjatywa skierowana do osób nie bojących się nowych doświadczeń, chcących poszerzać swoje horyzonty i zdobywać nowe umiejętności językowe. Hostem można zostać na czas od jednego do kilku tygodni. Aby wziąć udział w programie należy dysponować miejscem do spania oraz wypełnić aplikację. Osoba goszcząca nie ponosi żadnych kosztów związanych z goszczeniem.

 

Jak  Global Host działa w praktyce? O swojej przygodzie z projektem opowiedziała Agata.
Jak to się stało, że Agata została Hostem i jakie są jej doświadczenia odnośnie tego, odpowie ten artykuł 😉

 

Do zawiązania kontaktu doszło przez innego członka AIESEC, który zapytał kto jest w stanie zapewnić nocleg wolontariuszowi.

Z podjęciem wyzwania czy zostać Hostem zawsze wiążą się pewne wątpliwości. Czy dogadam się z daną osobą? Czy będę miała wystarczająco czasu? Czy się polubimy? Czy okaże się w porządku? Najlepsze w tym wszystkim jest to, że nie ma innego sposobu, aby się o tym przekonać, jak tylko faktycznie zostać hostem. Jeśli tylko przez czyjąś głowę przejdzie myśl, by to zrobić, należy zagłuszyć pytania pojawiające się w naszej głowie i po prostu zgłosić się poprzez odpowiedni formularz. To prostsze niż się wydaje, a daje dużo więcej satysfakcji, niż się spodziewamy.

Poprzez rozmowy i obserwację drugiej osoby można bardzo wiele dowiedzieć się o nim samym, o jego kraju i zwyczajach. Sprawia to masę radości, a osoby hostowane również są nas bardzo ciekawe, więc dochodzi do wymiany kulturowej, która naprawdę uzależnia. Przecież poznawanie innych krajów nie ruszając się z domu jest super. 

Bycie Hostem sprawie wiele radości i daje możliwość znalezienia nowych przyjaźni. Razem z goszczoną przeze mnie wolontariuszką,Veronicą, zagadałyśmy się, że aż zapomniałyśmy zrobić zdjęcia. Uczyłam ją trochę polskiego i gadałyśmy o bardzo wielu rzeczach, ale przeważyły filmy i seriale. Okazało się, że mamy niemal identyczny gust, więc jak można się domyślać, niewiele z tych dwóch nocy przespałyśmy. Spędziłyśmy razem mnóstwo czasu dlatego, że chciałyśmy, a nie, że musiałyśmy. Kontakt utrzymujemy do dziś i wiem, że jeśli kiedykolwiek pojadę do Australii, to nocleg (albo nocne pogaduchy) mam zapewnione. 

 



Zastanawiasz się nad wzięciem udziału w programie Global Host? Chcesz poznać ludzi z całego świata?

Wypełnij aplikację na: kr.aiesec.pl/GlobalHost, spotkaj się z członkiem AIESEC i zdecyduj czy chcesz wziąć udział w programie!

“Nie bój się nieznanego!”

Asia, studentka II roku zarządzania, spędziła 6 tygodni na wolontariacie, gdzie z ludźmi z różnych zakątków świata odkrywała uroki Gruzji. Przeczytajcie, co Asia chce powiedzieć na temat swojego wyjazdu!

 

Skąd wziął się u Ciebie pomysł na wyjazd?

Wszystko zaczęło się od tego, że poznałam Joannę Bobrowicz na lektoracie z włoskiego, która akurat miała na sobie bluzę AIESEC. Były to pierwsze zajęcia, więc nie znałam nikogo innego z grupy. Zakumplowałam się z Asią. Gdy trzeba było nauczyć się na kolokwium, spotkałyśmy się u niej w mieszkaniu, no i zamiast uczyć się, Asia opowiedziała mi o jej działalności w AIESEC i wolontariacie w Indiach. Byłam tak zachwycona i zainspirowana, że sama chciałam dołączyć do AIESEC Kraków i wyjechać na taki wolontariat.

Jakie trudności napotkałaś przed wyjazdem?

Moim problemem był fakt, że nie chciałam na swoim wolontariacie uczyć dzieci czy dorosłych angielskiego. A niestety większość wolontariatów właśnie to ma w swojej ofercie. Co więcej, moi rodzice byli trochę sceptyczni co do mojego pomysłu, a już na pewno nie chcieli słyszeć, że miałabym wyjechać do Indii czy innego azjatyckiego kraju.

Jak zareagowali Twoi znajomi i rodzina na wieść, że wyjeżdżasz?

Już w styczniu oznajmiłam rodzicom, że chciałabym wyjechać na wolontariat. Wiedziałam, że potrzebują czasu, aby przyzwyczaić się do tej możliwości. Oczywiście uspokoiłam ich, że jeśli nie znajdę niczego, co mnie zainteresuje, to nie pojadę w tym roku, ale w kolejnym. To ich uspokoiło.

Co do moich znajomych, to czasami wspominałam że chciałabym pojechać na taki wolontariat, opowiadałam o moich postępach itd. Większość z nich była w szoku i pytali: “Sama chcesz jechać do innego kraju?”. “Ale jak to jedziesz na 6 tygodni?”, “Nie boisz się?”

Dlaczego Twoim zdaniem młodzi ludzie powinni uczestniczyć w wymianach?

Taki wolontariat przede wszystkim poszerza horyzonty.

Poznaje się obce kultury, z bliska. Miałam przyjemność dzielić pokój z koleżanką z Bahrajnu. Bahrajn! Kto by pomyślał? No właśnie. To było niesamowite doświadczenie. Po nocach, gadałyśmy i wymieniałyśmy się wiedzą o naszych kulturach. Zmieniłam pogląd na Islam.

W Polsce panuje błędne przekonanie na temat muzułmanów, dowiedziałam się jak naprawdę to wszystko wygląda z pierwszej ręki! A nie to co nam udostępniają media itd. Nic podobnego. Na wolontariacie, nie spotkałam się z brakiem tolerancji.

Rozmawiałam z ludźmi, z różnych zakątków świata o problemach dzisiejszego świata, nietolerancji, stereotypach i po prostu o życiu. Od każdego można było dowiedzieć się czegoś pożytecznego. I wszyscy byliśmy dla siebie życzliwi. To było cudowne doświadczenie i każdemu tego życzę 🙂

Jak myślisz, dlaczego młodzi ludzie boją się wyjeżdżać na wymianę?

Większość jest przerażona faktem, że musieliby jechać na AŻ 6 tygodni. No cóż, jest to dość długi okres. Ale jak się już przyjedzie do tego kraju, w którym ma się odbyć wolontariat. Pierwszy tydzień bardzo się dłuży. Wszystko się poznaje, bo wszystko jest obce i nieznane. A potem ten czas bardzo szybko leci. Inni boją się jechać w nieznane, nie chcą wyjść ze swojej strefy komfortu. Cóż, niech stracą! Świat do odważnych należy.

Aha, jeszcze jedno. Młodzi ludzie są przekonani, że nie potrafią posługiwać się językiem angielskim na tyle dobrze, aby komunikować się. Bzdura!

Na wolontariat nie jeżdżą tylko orły językowe. Ludzie, których spotkałam w Gruzji byli na różnych poziomach języka angielskiego. Jedni mówili naprawdę super, płynnie,a niektórzy zacinali się na początku (tak jak ja), ale z czasem rozkręcali się 😉

Jak ludzie wyobrażają sobie pracę wolontariusza za granicą?

Myślę, że dość spora cześć jest przekonana, że praca wolontariusza może być wykańczająca i nie ma się z niej żadnego pożytku. Weźmy pod uwagę, że studenci głównie chcą wyjeżdżać w wakacje. A niektórzy nie wyobrażają sobie pracować w jakikolwiek sposób w wakacje.

Jak taka praca wygląda naprawdę?

To zależy na jaki wolontariat się zaaplikowało. Ja dostałam się do “Blogging around Georgia”. Moim zadaniem było podróżowanie po Gruzji i pisanie o niej bloga. W ten sposób miałam promować gruzińską turystykę. Owszem AIESEC w Tbilisi organizował wspólne wyjazdy do różnych miejsc, więc całą grupą ok. 20-osobową mogliśmy coś zwiedzić i przede wszystkich poznać się lepiej i spędzić wspólnie czas.

Jaką radę dałabyś osobie tuż przed wyjazdem na wymianę?

“Nie bój się nieznanego!”

 

Jeśli zainteresowała Cię historia Asi, koniecznie przeczytaj jej bloga, w którym dzieli się swoją przygodą w Gruzji: https://gloriousgeorgia.wordpress.com/


Zastanawiasz się nad wyjazdem na wolontariat Global Volunteer?

Wejdź na stronę Kr.aiesec.pl/GlobalVolunteer i dowiedz się więcej 🙂

 

International Christmas Time!

vv

W środę 14 grudnia spotkaliśmy się w Klubie Podróżników – Namaste w Katowicach na wydarzeniu International Christmas Time. Wydarzenie zostało zorganizowane na zakończenie projektu AIESEC University, dzięki któremu uczniowie oraz studenci ze Śląska mieli możliwość uczestnictwa w profesjonalnych warsztatach językowych z naszymi lektorami. Była to dla nas niesamowita okazja, żeby poznać zagranicznych praktykantów: Silvię (Włochy), Madison (Wenezuela) i Balazsa (Węgry) oraz ich zwyczaje świąteczne.

Pierwszą prezentację dotyczącą zwyczajów świątecznych przedstawiła Madison, która w Wenezueli skończyła filologię angielską oraz informatykę. Z AIESEC miała kontakt już w 2014 roku, kiedy po raz pierwszy wyjechała na wolontariat. Jej ojczyzna zwana jest również „Little Venice” i słynie z pięknych widoków, takich jak Angel Falls, znane wszystkim z bajki “Odlot”, czy Catatumbo Lightning Phenomenon (wyładowania atmosferyczne, pojawiające się 260 dni w roku i trwające przez 10 godzin). Z czego jeszcze słynie Wenezuela? Przede wszystkim jest to miejsce z największym zasobem ropy na świecie, a dziewczyny z tego kraju najczęściej zdobywają tytuły Miss w konkursach piękności.
Cały okres świąteczny i noworoczny jest spędzany w rodzinnym gronie. Ich tradycje świąteczne zaczynają się od Bebiembre. Jest to połączenie słów Beber (to drink) oraz Diciembre (December). Podobnie jak w Polsce, Święty Mikołaj odwiedza Wenezuelę 6 grudnia, a 24 grudnia ma miejsce Wigilia. W dniu Wigilii prezenty przynosi Jezusek i najczęściej otrzymuje się pieniądze. Ważnym aspektem świąt są również tradycje związane z jedzeniem. W Wenezueli najbardziej popularne są Hallaca, czyli mięso zawinięte w liście bananowca, sałatka warzywna z kurczakiem oraz ham bread, czyli chleb zapiekany z szynką. Zaraz po świętach Bożego Narodzenia, 28 grudnia, hucznie obchodzony jest Dzień Niepodległości.
Ciekawą tradycją noworoczną jest odliczanie do północy. Zwyczaj ten wygląda podobnie jak u nas, jednak Wenezuelczycy wierzą, że zjedzenie 12 winogron (każde co sekundę) przyniesie im szczęście w Nowym Roku.
Kolejnym ważnym świętem jest Trzech Króli, które – podobnie jak u nas – obchodzone jest 6 stycznia. Jednak w Wenezueli jest to kolejna okazja do wręczania sobie prezentów. Cały okres świąteczny kończy się 2 lutego kiedy – według tradycji – Jezus nauczył się chodzić.

Jako następna swoją prezentację na temat il Natale, czyli Bożego Narodzenia przedstawiła nam Silvia. Święta we Włoszech są bogate w tradycje religijne, wywodzące się z historii. Ważną postacią jest święty Franciszek z Asyżu, który jako pierwszy w dziejach stworzył bożonarodzeniową szopkę w Greccio (włoskie miasteczko). Do dnia dzisiejszego Włosi – rozpoczynając od 8 grudnia – budują takie szopki w swoich domach, przygotowują ozdoby świąteczne oraz ubierają świąteczne drzewko. Za sprawą Jana Pawła II od 1982 szopka bożonarodzeniowa pojawia się co roku na Placu Świętego Piotra obok choinki.
W okresie świąt, głównie na południu Włoch, po marketach i kościołach podróżuje Lo Zampognaro (dudziarz). Również na południu Włoch, w Salerno, od listopada do stycznia odbywa się festiwal świateł.
Silvia przyznała, że Włosi w czasie świąt jedzą więcej niż zazwyczaj. Nawet świąteczna kolacja dostała swoją nazwę ‘il cenone’, co oznacza “duża kolacja”. Jest bardzo obfita, bogata i zmienia się z pokolenia na pokolenie. Wszystkie dania wchodzące w skład kolacji świątecznej oparte są na rybie. Posiłek ten składa się z trzech dań, a najbardziej charakterystycznymi potrawami są tortellini z rosołem i osoloną rybą. Włosi mają również swoje tradycyjne potrawy na Sylwestra. Cotechino, czyli wieprzowina z soczewicą, to danie, które ma znaczenie symboliczne. Według Włochów to danie symbolizuje pieniądze, więc trzeba go zjeść możliwie jak najwięcej. Włosi mają również swoje tradycyjne wypieki., np. pandoto i panettone, czyli rodzaj naszego polskiego keksu oraz babki.
W czasie świątecznej kolacji Włosi do północy grają w La Tombola, czyli bingo. Kiedy wybije północ odpakowują prezenty i udają się na pasterkę.
W Nowy Rok, podobnie jak w Polsce, o północy puszczane są fajerwerki oraz sztuczne ognie, które rozświetlają niebo. Tradycją jest również wyrzucanie przez okno starych rzeczy, w nadziei na odpędzenie złych wspomnień z ubiegłego roku. Toast o północy wznoszony jest winem musującym Spumante. Aby mieć szczęście w nowym roku należy na sylwestra ubrać się w czerwoną bieliznę.
Cały okres świąteczny kończy się 6 stycznia świętem Epiphany. W wigilię tego święta Befana, czyli miła, starsza kobieta przynosi cukierki dzieciom, które były grzeczne, a tym niegrzecznym – węgiel kamienny.

Pokrótce swoje świąteczne obyczaje przedstawił nam również Balazs. Pochodzi on z Węgier i mieszka w Budapeszcie.
Tradycje związane z Bożym Narodzeniem nie odbiegają znacząco od naszych. Wszystko rozpoczyna się 6 grudnia, kiedy Święty Mikołaj w nocy przynosi grzecznym dzieciom drobne upominki. Następny w kalendarzu jest dzień Świętego Tomasza, przypadający na 21 grudnia. Wtedy to zaczynają się przygotowania do Świąt oraz do Wigilii, która jak u nas odbywa się 24 grudnia. Wtedy to Jezusek lub aniołek – w zależności od regionu – przynosi pod choinkę prezenty dla wszystkich. Okres świąteczny spędzany jest w rodzinnym gronie. Węgrzy zajmują się wtedy tworzeniem szopek bożonarodzeniowych oraz wspólnym kolędowaniem. Nie można też nie wspomnieć o pięknych jarmarkach, które od końca listopada do Świąt znajdują się na placu Vörösmart.

Całość wydarzenia zakończyła się podziękowaniami dla zespołu organizującego projekt AIESEC University w Katowicach (Marcin Szewczyk, Agnieszka Jaworska, Anna Bąk) oraz dla naszych wspaniałych praktykantów. Wyróżnione zostały również osoby, bez których projekt by się nie odbył (Greta Wikiera, Damian Domagała oraz Maciej Muras). Na zakończenie należy wspomnieć o Karolinie Zep, która podzieliła się z nami swoimi doświadczeniami z wolontariatu w Chinach. Jej historia na pewno wkrótce pojawi się na naszym blogu.

Życzymy Wam zdrowych, spokojnych, spędzonych w rodzinnym gronie Świąt Bożego Narodzenia oraz samych wspaniałych chwil w nadchodzącym Nowym Roku!

AIESEC Katowice UE