Pomagaj innym, jednocześnie rozwijając siebie

Gdy mnie zapytano czy chcę dołączyć do AIESEC powiedziałem, że nie mam czasu. Po wyjeździe do Holandii jednak się zdecydowałem dołączyć do organizacji. Pomyślałem, że jeśli mi się spodoba to zostanę, jeśli nie to po prostu odejdę. Jednak okazało się, że to najlepsza decyzja w moim życiu. Nie dość ze poznałem ludzi z całej Polski to jeszcze z wielu różnych krajów świata. Mało tego zacząłem sam siebie rozwijać. Nauczyłem się jak przeprowadzić rekrutację, jak zorganizować konferencję, czy po prostu jak budować cykle edukacyjne dla członków naszej organizacji. Miniony rok 2017 był pełen dobrych wspomnień. Zawsze chciałem pomagać innym osobom i właśnie to robię tutaj. Teraz pomagam innym jednocześnie rozwijając siebie. Dlatego polecam działalność w AIESEC Kielce, ponieważ to, czego tutaj się nauczycie na pewno zaowocuje w przyszłości.

Coś więcej niż tylko studia

Doświadczenie międzynarodowe, nowe znajomości, perspektywy rozwoju zawodowego – są to rzeczy, które można realizować podczas 3 lub 5 letnich studiów. Ale jak duży procent studentów naprawdę z tego korzysta? I co właśnie warto zrobić, żeby pod koniec studiów czuć satysfakcje ze spędzonego czasu oraz wiedzieć że czas był wykorzystany efektywnie?

Życie studenckie – to najpiękniejszy czas w życiu każdego człowieka. Pierwsze lata studiów są z reguły najtrudniejsze. Przy wyborze uczelni oraz kierunku studiów, studenci rzadko zastanawiają się nad aktywnością pozauczelnianą. Większość studentów dopiero na ostatnich latach studiów uświadamia sobie, że poza studiami i pracą dorywczą nie zrobiła po prostu nic. Wtedy zaczyna się gorączkowe poszukiwanie rozwiązań. Tak też było i ze mną.

Dopiero na 3 roku studiów uświadomiłam sobie prostą rzecz: zarówno w życiu, jak i na rynku pracy, ceni się ludzi aktywnych, którzy robią więcej niż inni. Właśnie dlatego na uczelniach istnieje bogata oferta kół naukowych oraz niezależnych organizacji studenckich, stażów, praktyk zawodowych czy wolontariatu.

A więc poniżej przedstawię swoją receptę na udane studia!

Jedną z najlepszych decyzji które podjęłam było dołączenie do organizacji AIESEC (jest to niezależna pozarządowa organizacja młodych ludzi, która ma swoje oddziały w ponad 120 krajach na całym świecie). Znajomość z tą organizacją rozpoczęła się od zapisania na kursy językowe AIESEC University. Są to warsztaty języków obcych, prowadzone przez lektorów zagranicznych. Jest to przyjemna i ciekawa nauka języka, której daleko do nudnych lekcji, które pamiętamy ze szkoły. Moim nauczycielem była dziewczyna z Chin. Podczas zajęć opowiadała o sobie, o swoim kraju, jego tradycjach, co spowodowało, że nauka języka była dla mnie przyjemnością, a na kolejne lekcje czekałam z niecierpliwością.

AIESEC to nie tylko lekcje udzielane przez lektorów z różnych kultur. Organizacja tworzy projekty wolontariatu, które mają na celu zmianę środowiska lokalnego. Członkowie AIESEC organizują projekty dla wolontariuszy z zagranicy, którzy przyjeżdżając do Rzeszowa, przyczyniają się do poznania ich kultury i lepszego zrozumienia między ludźmi i różnymi kulturami. W ramach AIESEC, młodzi ludzie z Podkarpacia także mogą wyjechać na wolontariat zagraniczny i przyczynić się do realizacji Celów Zrównoważonego Rozwoju stworzonych przez ONZ, a mocno przez AIESEC wspieranych.

W AIESEC nauczyłam się pracować w zespole, cierpliwości we współpracy z ludźmi oraz kreatywnego myślenia, poprzez szukanie nowych rozwiązań. Organizacja okazała się być idealnym miejscem, do spotkania ludzi o podobnych zainteresowaniach i wartościach. Głównym celem AIESEC jest kreowanie liderów. Dlatego właśnie działanie w organizacji dało mi wystarczająco pewności siebie, żeby zdecydować się na wyjazd do Stanów w ramach programu Work&travel.

Kolejnym wezwaniem, które mam przed sobą, jest wyjazd na praktyki z AIESEC do Grecji – na razie tylko 2 miesięczny w ramach programu Global Entrepreneur, później planuję wyjechać na płatne praktyki profesjonalne w ramach programu Global Talent. Oba programy są częścią oferty AIESEC, skierowaną do młodych ludzi. 

Dlaczego Grecja? Tak naprawdę można wyjechać do Azji, obu Ameryk, Afryki czy do kraju europejskiego. Lubię duże miasta i kraje z bogatą historią. Panuje tam ciepły klimat i jest ok. 8 km do morza Egejskiego. I chociaż na początku myślałam nad projektem socjalnym w Indiach, ostatecznie zadecydowały kwestie formalne – do Grecji nie potrzebuję wizy, specjalnych ubezpieczeń czy szczepionek, a lot do Grecji trwa tylko kilka godzin.

Ponadto projekt, który będę realizować, jest związany z moim kierunkiem studiów. Będę pracować w organizacji pozarządowej, która zajmuje się ochroną dziedzictwa kulturowego oraz środowiska naturalnego. Moim zadaniem będzie koordynacja działań marketingowych instytucji oraz prowadzenie strony internetowej i organizacja eventów.

Niewątpliwą zaletą programu Global Volunteer jest to, że oprócz przełamania bariery językowej, wolontariusz przełamuje bariery kulturowe. W ramach wielu projektów uczestnicy wymiany mieszkają u lokalnych rodzin, przez co jeszcze lepiej poznają kulturę kraju, do którego wyjeżdżają. Wolontariusze kształtując cechy liderskie, stają się samodzielni i odpowiedzialni.

Ale umiejętności liderskie można kształtować także nie wyjeżdżając z miasta. Już teraz AIESEC rekrutuje nowych członków do Oddziału Lokalnego w Rzeszowie. Jeśli chcesz robić coś więcej niż studia, dołącz do organizacji i zmieniaj z nami środowisko lokalne.

Wystarczy, że wejdziesz na stronę www.aiesec.pl/rekrutacja i wypełnisz formularz rekrutacyjny. Rekrutacja potrwa do 28 stycznia.

Moja przygoda z AIESEC zaczęła się dopiero na 3 roku studiów. Ty możesz zacząć działać i rozwinąć się już teraz!

 

Autor: Marina Akhmedova

 

Rekrutacja do AIESEC Kielce trwa!

Zastanawiasz się, gdzie znaleźć ludzi takich, jak Ty? Ciekawych świata, pełnych energii,
a przede wszystkim – gotowych robić coś więcej, niż tylko wypełniać codzienne obowiązki? Właśnie ruszyła rekrutacja do AIESEC – globalnej organizacji młodych. Wyślij zgłoszenie online do 4 lutego i zacznij rozwijać siebie i nasze środowisko!

AIESEC to organizacja prowadzona przez młodych ludzi w ponad 120 krajach na świecie. Jej członkowie zajmują się realizacją międzynarodowych projektów dla lokalnych społeczności. W ten sposób zdobywają praktyczne doświadczenie i rozwijają umiejętności miękkie. Dzięki temu, że próbują swoich sił w różnych obszarach, łatwiej zdecydować im, co chcą robić  w przyszłości. Dołącz do AIESEC – poszerzaj swoją wiedzę o świecie; przekonaj się, jak to jest pracować w grupie; poznaj swoje mocne i słabe strony i to, jak na nich kapitalizować; sprawdź się w nowym środowisku i naucz znajdować rozwiązania w każdej sytuacji.  

Jak wziąć udział w rekrutacji? Wejdź na stronę www.aiesec.pl/rekrutacja, znajdź Oddział Lokalny w Kielcach i wyślij formularz zgłoszeniowy. Następnie oczekuj na telefon  z zaproszeniem na spotkanie. W umówionym terminie weźmiesz udział w rozmowie, podczas której będziesz miał okazję dać się bliżej poznać. Ostatnim etapem jest wyjazd na Konferencję Lokalną, gdzie poznasz bliżej AIESEC i członków naszego Oddziału. Dowiesz się też, w jakim projekcie będziesz działać przez najbliższe miesiące, jaka będzie w nim Twoja rola i kim są ludzie z Twojego pierwszego zespołu. Konferencja odbędzie się w dniach 23-25 lutego, w Chęcinach.

 

Chcesz dowiedzieć się więcej? Śledź profil AIESEC Polska na Facebooku: www.facebook.com/aiesecpoland! Możesz nas także spotkać na standach promocyjnych na Uniwersytecie Jana Kochanowskiego (18 stycznia na wydziale Prawa, Administracji  i Zarządzania oraz 22 stycznia w Centrum Języków Obcych) oraz Politechnice Świętokrzyskiej –  24 stycznia na wydziale Zarządzania i Modelowania Komputerowego. We wszystkich przypadkach będziemy dostępni w godzinach od 10 do 13.

W 2017 roku do AIESEC dołączyło ponad 1000 studentów z niemal 60 uczelni w całej Polsce. Zostań AIESECerem i działaj na rzecz lokalnego środowiska, rozwijaj się i poznawaj młodych z całego świata! Wypełnij formularz do 4 lutego. Masz pytania? Napisz: aiesec.kielce@aiesec.net, odpiszemy tak szybko jak to będzie możliwe 🙂

Llama in my… Peru Volunteering!

Dlaczego wyjechałam? – Bo po prostu tego chciałam!

Bardzo prosta odpowiedź, prawda? Dla wielu zbyt abstrakcyjna, dla mnie też taka była, ale zacznijmy od początku! Nazywam się Greta i opowiem Wam, jak spełniłam największe marzenie wyjeżdżając na wolontariat do Peru.

Idąc na studia szukałam różnych możliwości i w taki sposób trafiłam do organizacji AIESEC, gdzie działałam przez dwa lata i najbardziej żałuję, że przez dwa lata zawsze pojawiały się wymówki: “nieodpowiedni moment”, “nie mam na to czasu”, “mam inne zobowiązania” i wiele innych. Niespodziewanie, po zakończeniu doświadczenia w organizacji dostałam pracę, która okazała się ścieżką do wymarzonej kariery i w tym momencie moje marzenie wydawało mi się niemożliwe. Nic bardziej mylnego!
Dostałam urlop na dwa miesiące wraz z worem wsparcia i zaufania. Kupiłam bilety i dwa miesiące później znalazłam się na drugim końcu świata, w stolicy Peru – Limie. Na lotnisku przywitały mnie osoby organizujące projekt, a poza lotniskiem poznałam totalny chaos i korki uliczne!

Jeździłam już wiele po świecie, ale pierwszy raz mieszkałam w rodzinnym domu u ludzi z danego kraju i było to najwspanialsze doświadczenie w moim życiu. Rodzina, u której byłam, przez 8 tygodni stała się również moją rodziną. Gościnność oraz troska, jaką dostałam, była bezcenna! Dzięki peruwiańskiej mamie i siostrom, poznałam historię, kulturę, obyczaje i codzienne życie Peruwiańczyków.

W trakcie projektu uczyłam dzieciaki angielskiego w najbiedniejszej dzielnicy Limy, gdzie zdałam sobie również sprawę, że znaczenie biedy ma tam całkowite inne znaczenie niż w Europie. Dzieciaki nie czuły przynależności do kraju, natomiast do wzgórza, na którym mieszkały. Myliły Polskę z Kolumbią i pierwszy raz spotkały osobę o europejskiej urodzie. Mimo wszystko, czas spędzony z nimi oraz ciepło, które mogłam im podarować, było bezcennym doświadczeniem!

 

Szok kulturowy był ze mną każdego dnia! O tym mogłabym napisać oddzielny artykuł, natomiast największym szokiem dla mnie był transport publiczny, a właściwie jego brak. Wyobraźcie sobie miasto, w którym żyje 11 milionów ludzi i nie mają rozkładów jazdy oraz przystanków. Tak, to szalona Lima. Codziennie dojazd do szkoły, w której uczyłam, zajmował mi 2 godziny w jedną stronę. Myślicie, że narzekałam? Nie, ponieważ to jest to normalne dla każdej osoby mieszkającej w stolicy.

 

W tym wyjeździe największym plusem był fakt, że mogłam pomóc i przy okazji zwiedzić państwo wraz z innymi wolontariuszami… Peru kojarzy się oczywiście z Machu Picchu, które rzeczywiście jest niesamowite, ale ten kraj ma do zaoferowania dużo więcej! Udało mi się zwiedzić cały kraj, zjeżdżając na desce z pustynnych wydm, śpiąc u tubylców pośrodku najwyżej położonego jeziora na świecie, wspinając się na pięciotysięczniki oraz łowiąc piranie w dżungli.

 

Ta przygoda, jak i Peru nauczyły mnie wielu rzeczy, a przede wszystkim doceniać małe rzeczy: ciepłą wodę, dach nad głową, bezpieczeństwo czy transport publiczny. Minęło już 3 miesiące od mojego powrotu i chcę tam wrócić. Moja historia jest dla mnie samej przykładem i mam nadzieję, że Ty też stworzysz własną historię poprzez swoje chęci!

Autorką tekstu jest Greta Wikiera

Ale Meksyk! Czyli jak dziewczyna z małego miasta w Polsce może odnaleźć siebie w jednym z największych miast na świecie.

‘Tam jest bardzo niebezpiecznie!’, ‘Nigdy nie podróżuj metrem!’ ‘Nie jedz jedzenia od ulicznych sprzedawców!’ ‘Miasto to jeden wielki chaos!’ – to tylko niektóre z rzeczy, które słyszałam przed moim przyjazdem tutaj. Dlaczego mimo tego wszystkiego zdecydowałam się na tą podróż? Zacznijmy od początku…

Działałam w organizacji AIESEC Katowice przez prawie 3 lata. Większość tego czasu spędziłam zajmując się wolontariuszami z całego świata, którzy przyjeżdżali do Katowic pracować z dziećmi i młodzieżą. Na każdym kroku słyszałam historie, jak wolontariat zmienił ich życie, jaki wspaniały czas spędzili w Polsce. Chciałam zrobić coś takiego jak oni, chciałam poczuć to doświadczenie na własnej skórze. Jednak cały czas odkładałam to na później.

Kiedy skończyłam swoją działalność w AIESEC, zaczęłam pracę. Jednak po kilku miesiącach postanowiłam poprosić o urlop bezpłatny, aby w końcu móc zrealizować swoje marzenia. Zaakceptowano mój wniosek i już w listopadzie z walizką czekałam na mój lot do Meksyku.

Szok kulturowy? Oczywiście! Jestem tu już 5 tydzień, a śmieję się, że szok kulturowy spotyka mnie wciąż, na każdym kroku. Ale przyzwyczaiłam się do tego. I tak naprawdę bardzo to lubię. Miasto jest ogromne. Czasem nawet przytłaczające, ludzie na ulicach nie mówią po angielsku, a korki są nawet w metrze. Jednak z drugiej strony jest piękne. Ma swój niepowtarzalny urok, a miejsca warte zobaczenia liczone są w dziesiątkach, a nawet setkach. Czy jest niebezpiecznie? Pewnie w niektórych miejscach tak, ale osobiście nigdy nie byłam w sytuacji, w której czułabym zagrożenie. Ludzie mi się przyglądają (w autobusach, metrze, na ulicach jestem często jedyną ‘białą’ osobą), ale robią to z sympatią i często się do mnie uśmiechają.
Przyjeżdżając tutaj myślałam tylko o tym, że mogę zrobić wspaniałe rzeczy dla dzieci, z którymi pracuję. Nie myślałam jak wiele ten wolontariat może dać mnie samej. Po prawie 5 tygodniach w tym mieście zupełnie zmieniam zdanie.

Nauczyłam się wielu rzeczy. Przede wszystkim nauczyłam się doceniać. Cieszę się z naprawdę małych rzeczy, które spotykają mnie każdego dnia. Począwszy od dotarcia na miejsce na czas (korki w Meksyku nie są mitem – to szczera prawda), przez zamówienie jedzenia w restauracji, dogadanie się z ludźmi na ulicy (chociaż nie znam hiszpańskiego), kończąc na uśmiechach dzieci. Praca z dzieciakami nie jest łatwa, ale daje dużo satysfakcji. Mój projekt polega na popołudniowych zajęciach angielskiego z dzieciakami z biedniejszych rodzin, których rodziców nie stać na prywatne lekcje. Perspektywa tego, że możemy zrobić dla nich coś dobrego, że możemy zmienić ich przyszłość, sposób postrzegania świata, sprawia wiele radości.

Jednak najlepsza rzecz, jaka spotkała mnie w Meksyku, to ludzie, których tu poznałam. Meksykanie są niesamowici, ciepli, gościnni i przyjaźni. Nie mam ani jednego dnia, który spędzałabym sama – moi znajomi wciąż zabierają mnie w nowe miejsca. Troszczą się o mnie i sprawiają, że czuję się tu jak w domu.
Zostały mi jeszcze tylko 2 tygodnie mojej przygody i chociaż tęsknię za domem, za ludźmi w Polsce, to nie chcę wracać. Meksyk przez ten czas dał mi coś, czego nie da opisać się w jednym artykule. Jedno wiem na pewno – wrócę tu i to szybko. Do miejsc, do ludzi i do tej niesamowitej atmosfery, którą można zrozumieć dopiero wtedy, kiedy się ją poczuje na własnej skórze.

 

Autorką tekstu jest Sylwia Bijak

 

Opo yo? – czyli jak zrozumieć Indonezję

Decyzja podjęta w ułamek sekundy. Dlaczego inni spełniają swoje marzenia, a ja tylko siedzę i czekam na odpowiedni moment, który nigdy nie nadejdzie? Jadę na wolontariat. Gdzie? Jak najdalej! Padło na Indonezję. Bardziej z przypadku niż świadomego wyboru, ale ja wciąż wierzę, że coś mnie pokierowało właśnie tam.

 

Sama podróż samolotem była już wielką przygodą, leciałam pierwszy raz w życiu. Po kilkudziesięciu godzinach w drodze w końcu dotarłam tam, Surabaya. Miasto wiecznych korków i odgłosów nawoływania z Meczetów, tak je będę pamiętać. Już pierwszego dnia poczułam się tam jak w domu, mimo, że ciężko było znaleźć jakiekolwiek podobieństwo do Polski. Dlaczego więc tak się stało? Poznałam ich – moją Rodzinę. Wiem, że moich znajomych dziwi, że nazywam Ich ojcem, mamą, siostrą i bratem, ale Oni naprawdę stali się moją rodziną. Od początku byłam traktowana jak córka i siostra. To dzięki Nim poznałam kulturę Indonezji. Miałam okazję świętować z Nimi nowy rok muzułmański, uczestniczyć w ceremonii ślubnej czy po prostu spędzać miłe wieczory przy rozmowie. Po sześciu tygodniach nie wiedziałam czy wracam do domu, czy ja go właśnie opuszczam.

Cały projekt spędziłam w jednej szkole. Mimo, że byłam wolontariuszką w gimnazjum to spędzałam również czas z dziećmi z podstawówki. Spróbuj odmówić dzieciakom zaciągającym cię do klasy, żeby chwilę się z nimi pobawić. Szkoła jest muzułmańska. Cały dzień dostosowany jest do zasad panujących w islamie. Modlitwy o określonych godzinach w musholi (mały meczet), wszystkie dzieci w mundurkach, nauczyciele również mają swoje uniformy. Dziewczynki i nauczycielki w hidżabach. Przed każdą modlitwą wszystkie dzieci i pracownicy ustawiają się w kolejce do kranów, aby obmyć twarz, ręce i stopy. Dziewczynki w okresie menstruacji nie mogą przystępować do modlitwy, jest dla nich specjalna lista, na którą muszą się wpisać. Każdy okazuje tam szacunek osobie starszej całując jego rękę, ewentualnie przykładając do czoła lub policzka. Brzmi bardzo obco, prawda? Mimo to panuje tam otwarta rodzinna atmosfera, uczniowie nie raz przychodzili do pokoju nauczycielskiego i zwyczajnie rozmawiali z nauczycielami, czasem doradzali się w sprawach prywatnych, żartowali, jedli razem. Nigdy nie doświadczyłam takich relacji w moich szkołach. Od pierwszego dnia, ja również byłam traktowana jako członek ich społeczności.

Codziennie jechałam do szkoły z moim Host ojcem, który jest tam dyrektorem. Jeździliśmy motocyklem, ponieważ to szybszy środek transportu, mimo to dojazd trwał zawsze około godziny. Stanie w korku podczas upału nie należało do moich ulubionych aktywności, jednak bez problemu dało się to znieść. Ojciec zawsze robił mi kawę, po czym szłam do dzieci, rozmawiałam z nimi, uczyłam angielskiego, grałam w gry. Często spędzałam czas na rozmowie również z pracownikami w szkole. Wszyscy zawsze byli niesamowicie mili i pomocni. Mimo, że nie każdy mówi tam po angielsku, nauczyliśmy się wzajemnie rozumieć. Jest tylko jedno zdanie, którym mogę podsumować czas tam spędzony – „chcę tam wrócić”.

Ale wolontariat z AIESEC nie ogranicza się do projektu. To również wspaniały czas spędzony na podróżach. Kto nie skorzystałby z takiej możliwości? Każde miejsce, które zwiedziłam, zapamiętam na zawsze. Każdą świątynię, wodospady, wulkan, góry, pola ryżowe. Jednak jedna wycieczka jest dla mnie najbardziej niezwykła. Bali. Dwa dni z jedynym kompanem, który zabrał mnie w najciekawsze miejsca – skuterem. Nie spodziewałam się nawet, że będę mogła zwiedzić dzięki niemu aż tak dużą część tej niezwykłej wyspy. Warto zauważyć, że osoby, która wypożycza Ci skuter nie obchodzi nawet czy masz prawo jazdy.

Osobie pochodzącej z Europy może się wydawać na pierwszy rzut oka, że w Indonezji panuje chaos. Jeśli jednak dokładniej się przyjrzysz i zatopisz głębiej w kulturę, zauważysz szybko harmonię jaka tworzy każdy ich dzień.

Monika

 

Bella Italia! Czyli jak wygląda codzienność wolontariusza na słonecznym południu Europy

Jak wygląda codzienność wolontariusza na słonecznym południu Europy? Czy międzynarodowe przyjaźnie w sześć tygodni są możliwe? Jak radzić sobie z trudnymi sytuacjami? Jeśli chciałbyś poznać odpowiedzi, poznaj relację Beaty!

Na spotkaniu przygotowującym do wyjazdu i zorganizowanym przez AIESEC razem ze mną były osoby, które jechały do Serbii, Tajlandii i Chin. Wydaje się, że wolontariat we Włoszech, szczególnie, że już wielokrotnie tam byłam, przy tych dwóch egzotycznych krajach, to pestka. Jednak wtedy koleżanka powiedziała zdanie, które stało się moją dewizą: “Zrobię wszystko, żeby mój wolontariat nie był tylko, ale aż do Serbii.”. Po sześciu tygodniach w Turynie – milionowym mieście z najpiękniejszym barokowym placem w Europie i mnóstwem zabytków, mogę stwierdzić, że była to przygoda życia.

Przyjechałam w dzień, kiedy zjeżdżała się większość wolontariuszy, więc moim komitetem powitalnym był Włoch, będący moim “Buddy” i Meksykanin. Byłam w Turynie o 15:00, ale dopiero o 22:00 dotarliśmy do miejsca, w którym mieszkam i pracuję, bo chciałam spędzić więcej czasu z 17 osobami poznanymi tego dnia. Od razu złapałam świetny kontakt z Turczynką, Ukrainką, Pakistańczykiem oraz Turkiem i nadal jest to grupa, na którą zawsze mogę liczyć. Pierwszego dnia również przypomniałam sobie smak wyśmienitej włoskiej kuchni. Wtedy nie wiedziałam jeszcze, że czeka mnie niespodzianka i mam zapewnione aż trzy posiłki dziennie.

Przyjechałam na obóz sportowy dla dzieci w wieku od 5 do 18 lat. Byłam w towarzystwie trzech włoskich animatorów. Wyzwaniem jest nie tylko to, że codziennie przejeżdżało do ośrodka 80 dzieci, ale również to, że znajomość języka angielskiego jest tu na bardzo niskim poziomie. Jednak okazało się to dla mnie szansą, bo dzięki temu, że przez pewien czas uczyłam się języka włoskiego w Polsce, po tygodniu pobytu tutaj mój poziom komunikacji w tym języku znacząco wzrósł. Przyczyną było również to, że starałam się być blisko dzieci i kiedy podchodziły do mnie o coś spytać, czasem kilka razy musiały wolniej powtarzać ten sam komunikat po włosku, żebym zrozumiała, co motywuje ich do znajdowania odpowiedników w języku angielskim (swoją drogą, daje mi to ogromną radość!). Tak samo zresztą jak zabawa z nimi. Był czas na gry na sali gimnastycznej, basen, zabawę na dworze, wyjazd do ośrodka sportowego na świeżym powietrzu, ale również rysowanie czy taniec. Bywały też trudne momenty, kiedy słyszałam: “Beata, w moim makaronie jest pająk.”

Jeśli chodzi o dodatkowe atrakcje, to w pierwszym tygodniu miałam zapewniony wyjazd z najmłodszymi dziećmi do Riccione. Jak na miejscowość turystyczną przystało, zaliczyliśmy spacer brzegiem morza, zatopienie butów i lody o 22:00.

Jednak przy całej pracy niemniej ważnych jest ponad dwudziestu wolontariuszy z zagranicy, którzy w tym samym czasie rozpoczęli swoje projekty. Na wolontariacie były również osoby m.in. z Chin, Kazachstanu, Tajwanu, Meksyku, Tunezji, Kanady, Pakistanu czy Turcji. Będąc w tej samej sytuacji, ci ludzie stają się jak rodzina, która zawsze wesprze w potrzebie, z którą można kolejny raz spacerować tą samą ulicą, a i tak jest to niepowtarzalne. 

Zrób coś niesamowitego i nadaj cel swojej podróży! Wyjedź z nami! http://kato.aiesec.pl/globalvolunteer

Co, gdybym nie pojechała? Pewnie nic. Najgorsze “nic”, jakie mogłoby zagościć w moim życiu.

Napisać krótko o przygodzie w AIESEC? Może być ciężko, ale… spróbuję.
Cześć, jestem Irka i na chwilę zabiorę Was na Cypr – miejsce, do którego trafiłam w lipcu tego roku, właśnie dzięki wymianie z AIESEC. Jak to się zaczęło? Już od dzieciństwa marzyłam o podróżach, poznawaniu nowej kultury i ludzi innej narodowości.
Mimo wszystko obawiałam się, że nie będę miała wystarczających środków finansowych, a nawet jeśli, to nie będzie to wystarczająco bezpieczne… Na szczęście znalazłam wolontariat, który spełnił wszystkie moje oczekiwania. A nawet więcej! Nie tylko dostałam możliwość wyjazdu za granicę za śmiesznie małe pieniądze; organizacja AIESEC zadbała również o mój rozwój pod kontem umiejętności liderskich. 
Za każdym razem kiedy opowiadam o tym, czym się zajmowałam, ludzie dziwią się, że to w ogóle możliwe, bo coś takiego to tylko w filmach przyrodniczych… a jednak. Poleciałam na Cypr, żeby chronić żółwie morskie!
Chyba nie muszę mówić, jak ogromnym przeżyciem było wyciąganie tych małych gadów z piasku, przekładanie ich do wiader i wpuszczanie do wody. A tak naprawdę to tylko jedna z atrakcji, która mnie spotkała, zaraz obok zwiedzania najpiękniejszych zakątków Cypru, uczestniczenia w festiwalach, imprezach, relaksie na plaży… ale przede wszystkim poznania tak niesamowitych ludzi, z którymi w ciągu 6 tygodni, jakie tam spędziłam, stworzyłam niepowtarzalną, “międzynarodową rodzinę”.
Co by było, gdybym nie pojechała? Pewnie nic. Najgorsze “nic”, jakie mogłoby zagościć w moim życiu, “nic”, za którym kryłby się strach przed nieznanym, zrezygnowanie, bo skoro teraz nie miałam odwagi walczyć o swoje marzenia, to… kiedy? Nie chcę nawet myśleć, jak bardzo rozczarowałabym samą siebie.
Jeśli naprawdę chcesz stworzyć historię, która zmieni Twoje życie, działaj. Mi się udało. Czemu Ty miałbyś nie spróbować?

Mój świat zmienił się o 180 stopni – Albania, wolontariat i Ewelina

Cześć!
Mam na imię Ewelina i w organizacji jestem od ponad roku. Po pierwszej realizacji mojego projektu, podczas którego do Katowic przyjechali wolontariusze z całego świata, aby uczyć dzieci języka angielskiego w szkołach, podjęłam decyzję, że również kiedyś wyjadę na podobny projekt. Jednak cały czas to odwlekałam na później, mówiłam sobie, że nie teraz, bo studia, praca, realizacja projektu tutaj na miejscu. Z czasem zauważam, że były to tylko wymówki. Studia, praca czy inne aktywności nie powinny być dla nas żadną przeszkodą. Powiedziałam sobie: “Kiedy, jak nie teraz?”. Na moją decyzję o wyjeździe wpłynęła głównie oferta, którą podesłała mi osoba odpowiedzialna za wyjazdy Global Volunteer. Projekt skierowany był do osób, które chcą opiekować się dziećmi niepełnosprawnymi na obozie wakacyjnym.  Decyzję podjęłam bardzo szybko-  zaaplikowałam, na drugi dzień miałam rozmowę i kupiłam bilety. I tak oto tydzień później zaczęła się moja przygoda w Albanii!

 

Szok kulturowy, bardzo mały odsetek osób mówiących po angielsku, brak możliwości komunikowania się z dziećmi w języku angielskim, to tylko jedne z nielicznych barier, które napotkałam na początku projektu. Wystarczyło jednak kilka dni, aby moja perspektywa zmieniła się 180 stopni, a to wszystko dzięki osobom, które poznałam. Ci ludzie okazali mi niesamowite wsparcie i zawsze służyli pomocą. Po czasie zrozumiałam, co tak naprawdę dajemy tym dzieciakom i jaki mamy na nich wpływ. Wystarczyła sama nasza obecność i spędzanie z nimi czasu, aby poczuć ogromną wdzięczność z ich strony.

 

Przez wyjazdem zastanawiałam się, co musiałoby się stać, aby było to doświadczenie, które naprawdę coś wniosło do mojego życia. Nie wierzyłam w opowieści osób, które wróciły z wolontariatu i opowiadały, jak bardzo to doświadczenie ich zmieniło. Nie wierzyłam, dopóki sama tego nie doświadczyłam. Nauczyłam się doceniać nawet najmniejsze rzeczy, nabrałam większego dystansu do życia, a przede wszystkim uwierzyłam w siebie. Uwierzyłam, że moja obecność i zaangażowanie w to co robiłam, dało efekty i sprawiło, że uśmiechy na twarzach otaczających mnie osób, towarzyszyły mi przez cały mój wyjazd.

Do czeskich Czech szło się… po staż z AIESEC!

Cześć! Nazywam się Martyna I dokładnie miesiąc temu wyjechałam do Pragi, by zacząć przygodę życia – staż w AIESEC.

Mniej więcej w maju zauważyłam, że za niedługo skończę studia licencjackie i nie mam planu co dalej, więc postanowiłam zrobić sobie rok przerwy zanim zacznę studia magisterskie, zastanowić się co naprawdę chcę robić w życiu, nauczyć się czegoś wartościowego i zdobyć międzynarodowe doświadczenie. Zdecydowałam się poszukać jakiegoś zagranicznego stażu i AIESEC wydał mi się oczywistą opcją. Studiowałam filologię czeską, więc w grę wchodziły jedynie Czechy. Aplikowałam na parę ofert i nie musiałam długo czekać, już po paru tygodniach byłam po rozmowie rekrutacyjnej z AIESEC w Pradze i dokładnie 8 czerwca zostałam oficjalnie zaakceptowana na staż jako nauczyciel angielskiego w stolicy Czech.

Jako nauczyciel spotykam bardzo dużo młodych i chętnych do nauki ludzi. Studenci zawsze poprawią mi humor i doradzą co warto zobaczyć i gdzie warto pójść. Inni nauczyciele na uniwersytecie są bardzo pomocni. Nie spotkałam się tutaj z żadnym problemem nie do rozwiązania.

Dziś mija miesiąc, odkąd tu jestem. Tak, to jeden z najfajniejszych miesięcy w moim życiu. Poznałam mnóstwo ludzi z całego świata, bardzo dużo się nauczyłam, przede wszystkim czeskiego, zwiedziłam nie tylko Pragę, ale też okolice. Co więcej, naprawdę uwielbiam swoją pracę i mam wielkie szczęście ją wykonywać w jednym z najpiękniejszych miast w Europie. Muszę przyznać, że była to jedna z najważniejszych i najlepszych decyzji w moim życiu.