Praca szuka człowieka, czyli relacja z targów Dni Kariery

9 miast w Polsce, ponad 20  lat doświadczenia, 40 000 zapisanych uczestników, 300 firm i wystawców, miesiące przygotowań oraz intensywne 7 godzin w wiosce targowej, gdzie wszystkie ścieżki prowadzą do samorozwoju i sukcesu – tak w skrócie można opisać wydarzenie, które ma miejsce co roku na wiosnę w największych ośrodkach akademickich, a tej jesieni także w Warszawie, Katowicach i Poznaniu.

Dni Kariery, bo o nich mowa, to jedno z największych przedsięwzięć na rynku pracy i wśród społeczności studenckiej. To targi pracy, praktyk oraz staży dla studentów i absolwentów.

Dla kogo to wszystko?

To wyjątkowy dzień zarówno dla wystawców jak i uczestników. Targi dają pracodawcom szansę promocji szerokiej oferty pracy wśród studentów. Umożliwiają, na co dzień raczej niemożliwy i trudny , bezpośredni kontakt z potencjalnymi pracownikami i stażystami. Obecność na targach pozwala im zbudować pomost pomiędzy profesjonalną pracą branżową a światem akademickim. Firmy mają szansę na wymianę informacji oraz wzajemnych oczekiwań. Dzięki spotkaniom z młodymi ludźmi, mogą w oczywisty i zrozumiały sposób przekazać informację o profilu idealnego kandydata , którego z ogromną chęcią zaprosiliby do współpracy.

Studenci natomiast mają nieograniczoną możliwość w porównywaniu  interesujących ich stanowisk i możliwości rozwoju w interesujących ich branżach i firmach, aby na końcu wybrać tą najbardziej spełniającą ich oczekiwania.

Ale… co dzieje się na backstage’u?

Wszystko zaczyna się wiele tygodni wcześniej. Organizatorzy i koordynatorzy danej edycji są odpowiedzialni za całe wydarzenie. Długo by wymieniać listę zadań, które muszą zrealizować. Po pierwsze – istotna jest odpowiednia lokalizacja targów. Z tym wiąże się zaplanowanie logistyczne. Jakość i profesjonalna organizacja to jedne najważniejszych wartości, którymi kierują się osoby koordynujące Dni Kariery. Spotkania biznesowe, negocjacje, prezentacje wydarzenia, zachęcenie do wzięcia udziału są najważniejszymi elementami w pracy zespołu organizatorów. Reprezentują oni samych siebie i organizację – są wizytówką targów Dni Kariery. Od tego, jak profesjonalnie się przygotują zależy, czy dana firma przyjmie ofertę współpracy i będzie chciała wziąć udział w targach. Efektem kilkumiesięcznej pracy jest 7 godzin podczas samego wydarzeia. A rezultaty mówią same za siebie. Różnorodne branże, międzynarodowe konglomeraty, ale i także lokalne, dynamicznie rozwijające się firmy i niezmienna od lat ich obecność na targach to dowód na to jaki ogrom pracy wkładają organizatorzy, aby zestawienie dwóch liter D i K wzbudzało zaufanie, wyznaczało standardy, tworzyło profesjonalną platformę komunikacji świata biznesu z tym akademickim.

Opiekunowie firm

W dniu samego wydarzenia organizatory się mobilizują – jednak tylko kilka osób nie wystarczy, aby zapewnić najlepsze doświadczenie wystawcom i studentom.  Z pomocą przychodzą opiekunowie firm. Młodzi, ambitni, pracowici członkowie organizacji AIESEC. To oni odpowiedzialni są za utrzymanie porządku na kilkuset metrowej hali, na której to w ciągu 7 godzin zaledwie przewiną się tysiące studentów, a dziesiątki firm i wystawców będzie potrzebowało wsparcia i opieki merytorycznej. Od 6 rano są na miejscu, aby kontrolować sytuację i upewnić się, że wszystko jest gotowe. Stają się przewodnikiem dla firmy, którą będą się opiekować w ciągu dnia targowego. Są czujni, obserwują wszystko wokół i mają otwarte umysły, aby nawiązywać kontakty biznesowe i wychwytywać najciekawsze oferty. Wśród nich nie może także zabraknąć osób odpowiedzialnych za rejestrację uczestników. Z pozoru proste zadanie przeistacza się w iście dynamiczną akcję, wymagającą uwagi, precyzji i dobrej organizacji, aby poskromić tłumy studentów napływających obrotowymi drzwiami w kierunku bramek prowadzących na teren targów.

Kiedy piszę ten tekst, jest już po Dniach Kariery. Zakończyły się parę godzin temu. Zakończyły się sukcesem. Po raz kolejny. Zadowoleni studenci, usatysfakcjonowani wystawcy, dumni i niewyspani ( z naciskiem na niewyspani) organizatorzy i serwisanci.

Każdy wyniósł coś cennego z tego wydarzenia. I nie, nie mam na myśli długopisów i notesów, choć i one są miłą i nieodzowną częścią targów. Ciekawe doświadczenie, kontakty biznesowe, bogata wiedza, nowe perspektywy, interesujące osobowości, młode talenty, potencjał, możliwości rozwoju, satysfakcja. I są to wartości wtórne, które można dowolnie połączyć z każdą grupą osób biorących udział w Dniach Kariery. Bo każdy pracodawca kiedyś był studentem, student organizatorem czy uczestnikiem targów. Dlatego też jest to niezwykłe i unikatowe wydarzenie organizowane na ogromną skalę. Przez studentów dla studentów. Jedno miejsce, jeden dzień, a ogrom szans, jakie stwarza jednoczesna obecność tych trzech światów inspiruje wszystkich do działania, poszukiwania i ciągłego kształcenia.

Autorem tekstu jest: Aleksandra Gałązka 

Więcej niż 1000 słów

DSC_0005

Każda minuta, a nawet sekunda spędzona w jednej z tajskich szkół, w prowincji Lopburi była jak odkrywanie czegoś nowego, czego nie zobaczysz w filmach, czy nawet najlepszych reportażach. Każdy dzień spędzony w Tajlandii dał mi o wiele więcej niż piękne widoki, tropikalne plaże, czy egzotyczne dżungle. Największym paradoksem  jest to, że to ja przyjechałam tutaj z jakąś misją, a konkretniej z nauczaniem angielskiego dzieciaków, które nie mają szansy na większy rozwój w ubogich rejonach Tajlandii, a finalnie okazuje się, że to one wykonały wielką  misję wobec mnie. To ja nauczyłam się od nich najwięcej. Jak małe dziecko od początku, krok po kroku – uśmiechu, cierpliwości, punktualności, języka, tradycji, kultury, doceniania każdego dnia i życia w skromności.

Wielkie powitanie

Lekko zdezorientowana wchodzę do klasy, podążam za nauczycielką angielskiego, uważnie obserwując jej ruchy, nie chcąc na pierwszym kroku zrobić czegoś niezgodnego z tajską kulturą. Przed wyjazdem postanowiłam poczytać trochę o tajskich obyczajach. Pierwsza zasada – zdejmij buty przed każdym pomieszczeniem. Patrzę na nauczycielkę, ściąga klapki przed klasą, robię to samo, niezdarnie ściągając moje nowe kiczowate „sandałki”. W tle słyszę dziecięce chichoty, co nie wróży niczego dobrego. Ostrożnie wchodzę, widzę wychylające się głowy z ławek i  uśmiechnięte twarze w biało-granatowych mundurkach. Wszystkie czarne jak węgiel oczy wpatrzone są we mnie. Cała gromada zgodnie wstaje z rozkazem jednego chłopczyka, siedzącego w rogu klasy ‘Stand up kids’ i jednym, głośnym, zwartym głosem mówi : – Good Morning Teacher !

Moja fala emocji, szczególnie zawstydzenia i nerwów, została nieco ugaszona przez słodkie głosy z uroczym tajskim akcentem.

– Uhhh… pierwsze koty za płoty po cichu mówię sama do siebie.

Niezwyczajne Zwyczaje

Wszystkie dzieci są w szkole już od 7.30. Przechodzę powolnym krokiem przez korytarz, w tle słysząc tajską muzykę, która umila czas uczniom podczas gdy odbywa się poranne sprzątanie szkoły. Wszystkie dzieci ubrane są w mundurki, biegają z wielkimi miotłami i workami na śmieci. Gdy wybija  punkt ósma, zaczyna się wielkie „otwarcie dnia”.  Każdego poranka dwóch najwyższych chłopców wywiesza flagę Tajlandii, a uczniowie dumnie odśpiewują hymn. Całej kompanii towarzyszy mała orkiestra z bębnami. Następnie dyrektor lub jeden z nauczycieli wygłasza swoje przemówienie. Po apelu uczniowie przechodzą do jednego z pomieszczeń, siadają po turecku, zamykają oczy i wspólnie odmawiają modlitwę na dobry początek dnia. O 8.30 zaczynają się zajęcia. Tutaj na korytarzu nie zobaczysz dziecka bez uśmiechu, czy też ucznia, który nie zwróci  pokłonu w Twoją stronę. Wszyscy odnoszą się do siebie z ogromnym szacunkiem. Uprzejmość można wyczuć na każdym kroku.

DSC_0454

Metoda na głoda

Na holu rozbrzmiewa  głośny dzwonek. Wszystkie piszczące, małe człowieczki kierują się w stronę stołówki. Każde dziecko ustawia się jedno za drugim na korytarzu. W środku stoją dwie nauczycielki przy wielkich żelaznych garach. Zapraszają mnie do osobnego stolika z podanym obiadem. Patrzę na wielkie kolejki ustawione w kierunku ogromnego naczynia z ryżem.  Po chwili zastanowienia pytam, czy mogę nakładać dzieciom obiad. Odruchowo jedna z nauczycielek zaprzecza i mówi, że zrobi to sama, a następnie wkazuje palcem osobny stolik z przygotowanym dla mnie posiłkiem. Jeszcze nie wie, że moja upartość nie zna granic. Po chwili przekonywania podaje mi dużą łychę. Nagle dwa rzędy zamieniają się w jeden, wszystkie dzieci ustawiają się w kolejce do mnie. Patrzę na cieszące się oczy, kolejno podchodzące do mnie z talerzem. Za takie szczere, niewinne  uśmiechy mogę stać z garnkiem nawet do wieczora. Kolejka poszła całkiem szybko. Siadam do osobnego stolika z nauczycielami. Dzieci przed posiłkiem wstają i odmawiają modlitwę.

DSC_0432

Wielkie gacie w akcji

Zgodnie z kulawą tajsko- angielską rozmową z moją ” drugą mamą”, u której mam spędzić kolejne sześć tygodni wolontariatu, dzisiaj miałam iść do świątyni. Z naszej całej konwersacji zrozumiałam dwie informacje “Tomorrow temple 6.30”.  Rano byłam bardzo zdenerwowana, nie wiedziałam co mnie czeka. Dom okazał się pusty. Utumporn o mnie zapomniała ? Myślę, spanikowana. Wychylam głowę zza firanek i rozglądam się przez szybę. Zauważam  dwie osoby, odwrócone tyłem, ale żadna nie przypomina mojej host. Zauważam profil jednej – wygląda jak jedna z nauczycielek ze szkoły. Trochę się uspokajam, ale dalej nic nie rozumiem, niedługo zaczynam zajęcia, a jej wciąż nie ma… Po chwili ktoś puka do drzwi. Pierwsze o czym pomyślałam, to to, że nie dogadam się z nimi po angielsku. Instynktownie otwieram drzwi i witam je tajskim ukłonem.  Dwie kobiety wchodzą do pomieszczenia, chichocząc między sobą. Następnie jedna z nich wskazuje na drzwi, na których wiszą dosyć wielkie, pufiaste spodnie, ozdobione złotymi wzorami. Wyraźnie dają mi do zrozumienia, żebym je założyła. Nun wyciąga z torby piękną, połyskującą szatę  i zaczyna oplatać ją wokół mojego tułowia. Owinęła mnie nią dwa razy a następnie umieściła złote agrafki w okolicach bioder. Nie widzę się w lustrze, ale całość może wyglądać całkiem nieźle. Nadszedł czas na fryzjera. Jedna z nich zrobiła mi warkocz i wpięła we włosy złotą klamrę. Na koniec przypięły w talii złoty pas oraz nałożyły duży naszyjnik z kolorowymi, połyskującymi kryształami. Nigdy nie spodziewałam się, że wielkie gacie, nieuchronnie podkreślające moje szerokie biodra mogą całkiem ładnie współgrać ze złotą szatą.Wszystkie na mnie patrzą i zgodnie mówi “narra”, co oznacza piękna. Zawstydzona, przeglądam się w lustrze, wyglądam prawie lepiej niż na mojej własnej studniówce.

Rewia mody

Podjeżdżamy pod świątynie. Starsze Panie gwałtownie się odwracają i patrzą na mnie ze zdziwieniem.Stanowię niezłą atrakcję, wszyscy kierują w moim kierunku delikatne ukłony. Po chwili zbierają się wszyscy znajomi nauczycieli ze szkoły, w której uczę. Wszyscy witają mnie bardzo ciepło, zagadując po tajsku. Odpowiadam uśmiechem – tajskim sposobem na wszystkie sytuacje i próbuję wydukać z siebie pojedyncze słowa. Od razu biorą mnie na środek świątyni przed posąg złotego Buddy. Nagle zbiera się gromadka Azjatek, z których każda chce mieć ze mną zdjęcie. Kolejno prowadzą mnie do ławek, gdzie znajdują się wielkie miski. Jedna z pań demonstruje mi cały proces. W ręku trzyma miskę z ryżem i żelazną łyżkę, po kolei wrzuca do każdego kubła łyżkę ryżu. Dalej przekazuje mi abym zrobiła to samo. Następnie podążamy w stronę ołtarza. Uważnie obserwuję moją nauczycielkę, i próbuję wykonać każdy ruch. Musi wyglądać to komicznie. Jedna z kobiet cały czas poprawia moje ręce, które powinny być mocno przywarte do klatki piersiowej.  Teraz wiem co znaczy bycie modelką…Okazuje się, że  po chwili na dywanie pozostaję tylko ja. Rozpoczyna się błysk fleszy, a ja czuję się jak prawdziwa gwiazda.

Mafia atakuje

Gdy dowiedziałam się gdzie dokładnie, będę odbywać mój wolontariat, pierwszą informacją we wszystkich nagłówkach artykułów było ” Lopburi- miasto małp”. Stwierdziłam, że koniecznie muszę to zobaczyć i pewnego dnia Utumporn postanowiła spełnić moje marzenie i mnie tam zabrać. Po półtorej godziny jazdy jesteśmy na miejscu.  Tutejsze małpy osiedliły się niegdyś na terenie jednej ze świątyń kompleksu sakralnego Wat San Phra Kan. Moja host wskazuje na słupy z kablami, gdzie już z daleka dostrzegam skaczące małpy. Stare budynki, miliony rozwydrzonych, małych, figlarnych potworów. Choć makaki jawajskie są oswojone to potrafią gryźć i rzucać się na turystów. Ich niezmierna ciekawość sprawia, że bardzo chętnie zaglądają do niejednej torebki. Przed świątynią można dostrzec mnóstwo znaków ostrzegawczych z informacją o uważnym pilnowaniu swych aparatów oraz plecaków. Każdego roku w listopadzie małpy obchodzą swoje święto. Mieszkańcy obdarowują je przeróżnymi smakołykami a wielka uczta przyciąga wielu turystów. Wchodzimy do świątyni. Nagle słyszę krzyk, odwracam się i zauważam, że jedna z małpek znalazła swą ofiarę i rzuciła się na jedną z turystek. Sytuacja wygląda nieco komicznie, bo do kobiety zaczęło podbiegać więcej urwisów. Jej krzyk zmienił się w wołanie o pomoc. Przed świątynią stoi ochrona, która szybko podbiegła do turystki odganiając małpy. Cała sytuacja wygląda nierealnie, a ja nie mogę przestać się śmiać.

Kraj uśmiechu

Nie żałuję ani chwili spędzonej  na wolontariacie w Tajlandii. Nawet gdy czasem bariera językowa wydawała się nie do pokonania, to ciepły uśmiech każdego ucznia sprawiał, że zapominałam o wszelkich trudnościach. Gdy wszyscy wokół Ciebie pragną przychylić Ci nieba, czujesz, że jesteś tu naprawdę potrzebna. Teraz pisząc to znajduję się na drugim krańcu świata, a wspomnienia są tak silne, że na zawsze pozostaną w moim sercu. Każdy osobny uśmiech „włożyłam” do kieszeni i przywiozłam do Polski.

DSC_0422

Youth Speak 2.0

Youth Speak 2.0

ItsTimeToShape

Youth Speak Survey jest jedną z wielu inicjatyw AIESEC. Ankieta została przygotowana przez studentów dla studentów w celu zebranie opinii młodych ludzi na temat obecnej sytuacji na świecie oraz ich wizji na przyszłość. Jako przedstawiciele organizacji, wierzymy, że przyszłość zależy od tego, co robimy dzisiaj.

Dlatego też czekamy na odpowiedzi od każdej młodej osoby. Chcemy, wiedzieć, czym się interesują, o jakie sprawy globalne dbają oraz, w jaki sposób angażują się w sytuację otaczającego ich świata. Chcemy, aby głos młodych był słyszany. Dzięki temu jesteśmy wstanie wzbudzić świadomość, zwrócić uwagę na problemy oraz zmotywować do działania.

Wypełnij ankietę: http://bit.ly/YouthSpeakMovement_Poland.

W sierpniu, podczas spotkania w Nowym Yorku, na którym przedstawiciele AIESEC także byli obecni, Organizacja Narodów Zjednoczonych stworzyła 17 goli globalnych, które adresuje do całego społeczeństwa. Odnoszą się one do zrównoważonego wzrostu i stanowią rozszerzenie goli milenijnych Dzięki nim świat za 15 lat świat może być lepszy. Jednak bez głosu młodych ludzi, cele te nie zostaną zrealizowane. Więcej na ten temat na: www.globalgoals.org.

Bez tytułu

AIESEC oczami współzałożyciela

AIESEC wywarł ogromny wpływ na moją przyszłą karierę zawodową. Doświadczenia pionierskiego okresu 1971 – 1973 bardzo się przydały, gdy w 1990 r. przyszło mi budować od podstaw Ernst & Young w Polsce.

Droga do członkostwa

Starania o wprowadzenie Polski do AIESEC rozpoczęły się już w latach 1960-tych. W ramach Zrzeszenia Studentów Polskich (ZSP) istniała wówczas organizacja pod nazwą Komitet Koordynacyjny Studentów Uczelni Ekonomicznych (KKSUE). Komitet zajmował się sprawami kół naukowych i praktyk międzynarodowych w uczelniach ekonomicznych w skali ogólnopolskiej. Jako kluczowe zadanie postawił sobie wstąpienia Polski do AIESEC. Nie było to wówczas takie proste. W tym czasie panował realny socjalizm a świat pozostawał w stanie „zimnej wojny” między Wschodem a Zachodem. Kontakty międzynarodowe organizacji studenckich byłe poddane ścisłej kontroli  przez władze polityczne.

Dla studentów uczelni ekonomicznych dodatkowym bodźcem dla starań o członkostwo w AIESEC był fakt, że studenci uczelni technicznych mieli możliwość wyjazdu na praktyki zagraniczne już od 1959 r., gdy Polska przystąpiła do podobnej do AIESEC organizacji IAESTE. Jednakże w przeciwieństwie do nauk ścisłych, kierunki ekonomiczne były uznawane jako szczególnie podatne na zachodnie wpływy ideologiczne. Dodatkowo, niechęć ówczesnych władz wiązała się osobą Waltera Hallsteina, który w tym czasie był członkiem Międzynarodowej Rady Doradczej AIESEC. Ten niemiecki polityk był bowiem twórcą tzw. „doktryny Hallsteina”. Zakładała ona, że Niemcy Zachodnie nie utrzymują stosunków dyplomatycznych z krajem, który uzna Niemcy Wschodnie, należące do Bloku Sowieckiego.

Trzeba podkreślić, że w tym czasie postawa międzynarodowych władz AIESEC była bardzo przyjazna i zachęcająca do podejmowania starań o członkostwo. Polscy studenci mogli wyjeżdżać na praktyki, które nie zostały wykorzystane w ramach corocznej wymiany na Kongresie. Nie były one szczególnie atrakcyjne (głównie do ówczesnej Jugosławii) ale i tak cieszyły się ogromnym wzięciem.

Zostajemy członkiem AIESEC

Sytuacja polityczna uległa radykalnej zmianie w wyniku tzw. wypadków grudniowych na Wybrzeżu w grudniu 1970 r. Ze stanowiska ustąpił długoletni przywódca partii komunistycznej Wiesław Gomułka. Zastąpił go Edward Gierek, który zadeklarował otwarcie na Zachód. W efekcie argumenty ideologiczne przeciw członkostwu Polski w AIESEC straciły na znaczeniu. Dlatego też na przełomie lat 1970-1971 w ramach Komitetu Koordynacyjnego Studentów Uczelni Ekonomicznych powstał założycielski Komitet Narodowy, który formalnie wprowadził Polskę do AIESEC. Jego przewodniczącym został Marek Gruszczyński, zaś wiceprzewodniczącymi Jerzy Cieślik i Wincenty Kamiński.

Ponowiono próbę uzyskania zgody na członkostwo w AIESEC. Okazało się, o dziwo, że nowe władze nie widzą ku temu  przeszkód. Wniosek członkowski  został złożony i przyjęty  na Światowym Kongresie AIESEC w Hadze w 1971 roku. Zgłoszony został wtedy Komitet Narodowy oraz pierwszy Komitet Lokalny w Szkole Głównej Planowania i Statystyki  (obecnie SGH)  w Warszawie. Trzeba jednak podkreślić, że członkostwo w AIESEC było inicjatywą ogólnokrajową i w wymianie od początku uczestniczyli studenci z różnych uczelni ekonomicznych. Później powstały komitety lokalne na Uniwersytecie Gdańskim, Uniwersytecie Warszawskim, Akademii Ekonomicznej w Katowicach i w innych uczelniach.

Rozwój w kolejnych latach

Początkowo działalność AIESEC w Polsce ograniczała się do wymiany praktyk. Na Kongres Światowy w 1971 r. udało się przygotować 71 praktyk. Ciekawostką może być fakt, że był to pierwszy rok, gdy system wymiany na Kongresie AIESEC został w pełni skomputeryzowany, po fazie eksperymentalnej, realizowanej we współpracy z IBM od 1967 r. Dla pierwszego Komitetu Narodowego AIESEC Polska stanowiło to nie lada wyzwanie ale udało się zakodować w terminie wszystkie dane na używanych w tym czasie perforowanych kartach z kartonu. W 1972 r. na praktyki wyjechało sto kilkadziesiąt studentek i studentów a w 1973 r. ponad trzysta.  Tak dynamiczny wzrost w tym czasie wynikał z ogromnej presji studentów na wyjazdy.

Jeśli chodzi o przyjazdy studentów zagranicznych do Polski to trzeba podkreślić, że jakość praktyk była słaba. Główną przeszkodą był brak znajomości języków obcych wśród kadry menedżerskiej przedsiębiorstw państwowych. Poza tym, w tych czasach władze były przeczulone na punkcie ochrony tajemnicy służbowej. Wszystkie nawet błahe szczegóły chroniono przed wydostaniem się na Zachód i uważano za wiedzę ściśle tajną. Praktykanci byli kierowani głównie do przedsiębiorstw przemysłu spożywczego i handlu detalicznego, gdzie według władz niebezpieczeństwo było mniejsze. Poprawa nastąpiła w momencie otwarcia możliwości organizacji praktyk w przedsiębiorstwach handlu zagranicznego, których personel znał dobrze języki obce.

Stosunkowo szybko podjęto próby realizacji zaawansowanych form wymiany, które już wtedy były traktowane priorytetowo przez międzynarodowe władze AIESEC. Chodzi tu o tzw. Summer School Training Program (SSTP) oraz organizowany cyklicznie przez Lokalny Komitet Uniwersytetu Gdańskiego Baltic Seminar.

Znaczenie pierwszego etapu

Oceniając znaczenie pierwszej fazy rozwoju AIESEC w Polsce trzeba mieć na uwadze panujące szczególne warunki polityczne i społeczno-ekonomiczne. Polska nie była w tym czasie krajem całkowicie zamkniętym ale studenci, którzy wyjeżdżali indywidualnie na Zachód, po pokonaniu rozmaitych biurokratycznych przeszkód, mogli jedynie podejmować działalność zarobkową w Londynie, Sztokholmie  czy Paryżu pracując w barach  lub wykonując rozmaite prace remontowo-budowlane. AIESEC otworzył im możliwość zdobycia praktycznej wiedzy i zapoznania się z funkcjonowaniem nowoczesnych zachodnich przedsiębiorstw. Dla wielu polskich praktykantów było to wydarzenie przełomowe, decydujące o ich dalszych życiowych losach.

W ciągu pierwszego okresu przez praktyki AIESEC przeszła czołówka studentów wszystkich uczelni ekonomicznych w Polsce. Wśród nich byli późniejsi wybitni politycy: Aleksander Kwaśniewski ( były Prezydent RP), Marek Belka (były Premier a obecnie Prezes NBP), Janusz Lewandowski (były Komisarz Unii Europejskiej a obecnie  członek Parlamentu Europejskiego) czy Dariusz Rosati (były Minister Spraw Zagranicznych, obecnie członek Parlamentu Europejskiego).

Poza tym praktyki AIESEC wpłynęły niewątpliwie na jakość nauczania w polskich uczelniach ekonomicznych. W tym czasie w procesie rekrutacji na praktyki priorytetowo traktowani byli najlepsi studenci, zaangażowani w kołach naukowych. Bardzo wielu z nich podjęło pracę na uczelni. Zaczynano wtedy uczyć studentów podstaw marketingu, który w warunkach gospodarki centralnie planowanej praktycznie nie istniał. Sklepy świeciły pustkami a ludzie wykupywali wszystko co się pojawiło na półkach. Zaawansowane techniki sprzedaży i reklamy były więc zbyteczne. Po praktyce w zachodniej firmie, młodzi pracownicy naukowi mogli wykładać z pozycji kogoś, kto nie tylko zna podstawy teoretyczne ale wie z doświadczenia i obserwacji  na czym polega marketing i gospodarka rynkowa. Podobnie było w przypadku zajęć z informatyki (organizacji przetwarzania danych).

W okresie założycielskim 1971-1973 stworzony został mocny fundament, na którym kolejne pokolenia działaczy i sympatyków AIESEC mogły budować przyszłość Organizacji.

AIESEC – perspektywa osobista

United_Brands_AIESECAIESEC wywarł ogromny wpływ na moją przyszłą karierę zawodową. Doświadczenia pionierskiego okresu 1971 – 1973 bardzo się przydały, gdy w 1990 r. przyszło mi budować od podstaw Ernst & Young w Polsce. Dzięki 12-miesięcznej praktyce AIESEC, jaką odbyłem w 1974 r. w Bostonie pracując wdużej amerykańskiej korporacji United Brands, mogłem się zapoznać z nowoczesnymi metodami organizacji i zarządzania. Wiedzę tą wykorzystywałem i nadal z powodzeniem wykorzystuję w pracy konsultanta, menedżera, inicjatora różnych przedsięwzięć społecznych ale także w pracy ze studentami.

Tekst pochodzi z: http://www.cieslik.edu.pl

Dołącz do nas! Rekrutacja do AIESEC Kraków trwa do 18 października.

15 cech, które sprawią, że będziesz świetnym liderem

14167307438_4bb4836f34_o

Przez wieki to właśnie liderzy popychali społeczeństwo do przodu dzięki swoim umiejętnościom i cechom, które wprowadzały innych w zachwyt. Jednak często pozycja lidera jest rozumiana mylnie. Lider to nie tylko pozycja w hierarchii przedsiębiorstwa czy organizacji. Lidera tworzą jego wartości, postawa i przekonania, które wprowadza w życie poprzez działanie.

Oto 15 cech, które sprawią, że będziesz kiedyś świetnym liderem, nawet jeżeli jeszcze teraz nie zdajesz sobie z tego sprawy!

1. Inspirujesz innych

Najważniejszą rolą lidera jest pomagać ludziom i sprawiać, że osiągną oni swoje cele, a nie podporządkowywać ich własnym celom.

2. Posiadasz inteligencję emocjonalną

Inteligencja emocjonalna jest jedną z najwazniejszych cech lidera. Bez niej nawet najbardziej

Dzieci z przedszkola Piraciki poznają świat dzięki AIESEC

W ramach projektu AIESEC KIDS „Summer Garden Project” studenci z całego świata mogli wybrać sobie kraj docelowy, w którym przez 6 tygodni prowadzić będą warsztaty dla dzieci i uczestniczyć w praktykach w placówkach przedszkolnych. Jedną z placówek, które z zainteresowaniem i z wielkimi oczekiwaniami przyłączyła się do tegorocznego projektu AIESEC KIDS jest Prywatne Przedszkole Piraciki w podpoznańskim Suchym Lesie, którego motywem przewodnim są podróże i poznawanie świata.

AIESEC-4

Swoją wakacyjną przygodę Piraciki rozpoczęły wraz z Bojaną, która zaprosiła małych podróżników do Serbii. Pokazując kulturę i tradycję swojego kraju idealnie wpasowała się w zainteresowania naszych dzieci. Przy tej okazji Piraciki nauczyły się ludowego tańca KOLO, a same poinstruowały Bojanę jak zatańczyć Poloneza. Piratki w wolnym czasie chętnie zajmowały się Bojaną w „gabinecie fryzjerskim”, a ona przy tym udzielała im lekcji angielskiego. Bojanę żegnaliśmy z żalem, ale następny tydzień niósł Piratom kolejną niespodziankę. Anam rozświetliła salę mnóstwem słonecznego ciepła płynącego z jej egzotycznej urody. Dzieci szybko zaakceptowały dziewczynę z Pakistanu chętnie wchodząc z nią w spontaniczne zabawy. Anam z okazji swojego religijnego święta przygotowała dla Piracików świąteczną  pakistańską potrawę i zaprezentowała tradycyjny narodowy strój, który wprawił w zachwyt wszystkie dziewczynki. Anam zostawiła w Piracikach mnóstwo pozytywnej energii w związku z tym przedszkolaki z ciekawością wypatrywały kolejnego poniedziałku. Tym razem goście w duecie: pełna entuzjazmu Greczynka Stamatina oraz bardzo spokojna i tajemnicza Hanah z Bahrainu. Obie dziewczyny z dużym zapałem utrwalały z Piracikami angielskie zwroty przygotowując ciekawe prezentacje i przeprowadzając zabawy ruchowe, a w wolnym czasie nawlekały z dziewczynkami koraliki tworząc stylowe bransoletki. Hanah tak bardzo pokochała Piraciki, że zapragnęła zostać z nami jeszcze tydzień, a dołączył do niej serdeczny i niesamowicie uzdolniony plastycznie Robel z Etiopii. Piraciki uwielbiają Afrykę dlatego z dużym zainteresowaniem przyglądały się nowemu wolontariuszowi. Robel z wrodzoną skromnością skradł serca przedszkolaków. Prezentacja dotycząca kultury afrykańskiej oraz fauny i flory przypadła Piratom do gustu, ale najbardziej pokochały tamtejsze tańce i z zapałem naśladowały ruchy swoich afrykańskich kolegów. Robel chętnie przyjmował zaproszenie do wspólnego rysowania, a jego Minionek cieszył się ogromną popularnością.

AIESEC-3

Lipiec dobiegał końca, a wraz z nim także pirackie wędrówki i niezwykłe spotkania, które były znakomitym podsumowaniem całorocznej pracy przedszkola. Współpraca z Międzynarodową Organizacją AIESEC przy realizacji projektu AIESEC KIDS okazała się wspaniałą przygodą. Poznaliśmy wiele zaskakujących ciekawostek związanych z krajami naszych gości, z życiem codziennym i z ludźmi tam mieszkającymi. Mieliśmy okazję osobiście skosztować egzotycznych dla nas, ale niesamowicie smacznych potraw i pobawić się w nieznane nam dotąd zabawy. Tego wszystkiego nie przeczyta się w żadnym informatorze, a media często zniekształcają wyobrażenie o poszczególnych krajach. To obustronna wymiana pozwalająca z nieco innej perspektywy spojrzeć na nas samych i postrzeganie naszego kraju przez obcokrajowców.

AIESEC

Poza tym dzięki temu projektowi dzieci zyskały nie tylko możliwość naturalnego kontaktu z językiem angielskim, poszerzyły swoją wiedzę o świecie i obcej kulturze, ale przede wszystkim zyskały nowych wspaniałych przyjaciół, którym dzisiaj nie mówimy „żegnajcie”, ale do zobaczenia, być może podczas rzeczywistych, pirackich wędrówek!

Współpraca kluczem do sukcesu

„Nie mogę zrobić wszystkiego, ale mogę zrobić coś. I nie mogę odnieść porażki w robieniu tego czegoś, co mogę robić”

~Helen Keller To jeden z cytatów z kobiety, która pomimo wielu przeszkód życiowych dokonała rzeczy, które dla innych mogły wydawać się niemożliwe do zrealizowania. Jak niejednokrotnie historia ludzkości udowodniła, jeden człowiek może zmienić los wielu. Helen Keller zapisała się na kartach historii jako pisarka, pedagog, działaczka społeczna, choć była osobą głuchą i niewidomą. Jak tego wszystkiego dokonała? Nie była zdana wyłącznie na siebie. Podano jej przysłowiową rękę. Zachorowała, jako małe dziecko, lecz szybko zaczęto z nią pracować i kształcić ją. Zauważono, iż robi ogromne postępy. Szybko nauczyła się alfabetu Braille’a, ukończyła uczelnię wyższą, uzyskała dyplom oraz nauczyła się kilku języków. Nie dokonałaby tego sama, bez wsparcia i współpracy z innym człowiekiem. Dzięki temu, nie straciła wiary w drugiego człowieka i poświęciła swoje życie innym osobom upośledzonym. To daje nam wiele do myślenia. Przecież doskonale zdajemy sobie sprawę, z tego, że człowiek jest istotą społeczną. Żyjemy wśród przyjaciół, rodziny, wśród rówieśników w szkole, czy znajomych w pracy. Jedni z nas są bardziej otwarci, wykazują się większą empatią, czy po prostu są tzw. ekstrawertykami. Inni z kolei nie mają w sobie aż tyle otwartości, są bardziej zamknięci w sobie. Jednak codzienne funkcjonowanie i psychika człowieka jest dowodem na to, że musimy żyć wspólnie. Osoby bardziej otwarte na świat mają oczywiście łatwiej. Ale czy to oznacza, że reszta nie może niczego znaczącego dokonać? Myślę, że wystarczy nad sobą trochę popracować. Tylko umiejętność współżycia z innymi może nam dać mnóstwo satysfakcji życiowej. Stąd też tytuł mojego artykułu. Uważam, że dzięki umiejętnościom interpersonalnym, które odpowiednio wykorzystamy i doszlifujemy możemy doczekać się nie lada efektów. Przecież każdy z nas potrafi zrobić zakupy w sklepie, co wiążę się z nawet krótką rozmową ze sprzedawcą. Więc starajmy się wcielać to w życie poza konsumpcyjne. Zastanówmy się co nas motywuje do codziennych zadań i obowiązków np. w pracy. Każdy z nas ma potrzebę swego rodzaju zaznaczenia swojej osoby w konkretnym działaniu, wydarzeniu, pomocy drugiemu człowiekowi. W zależności od naszych charakterów i usposobienia. Ale, jeżeli osoba, taka jak Helen Keller, która sama zmaga się z ogromnymi problemami, kompleksami, chorobą, potrafi to przelać na pożytek nie tylko swój ale również zbiorowości, to czy nie warto spróbować? Zmienić siebie i przyczynić się do zmian w innym życiu? Żyjemy w świecie integracji społeczno-kulturowej. Do tego, aby żyć, pracować w innym kraju nie wystarczy znać język obcy. Do tego potrzeba również umiejętności życia z drugim człowiekiem. A co ważniejsze niejednokrotnie życia dla drugiego człowieka. To pokazuje, że codzienność każdego z nas waha się między umiejętnościom życia w zbiorowości a chęci pokazania światu „jestem indywidualistą”. Najistotniejsze zdaje się być w takiej sytuacji pójście z samym sobą na kompromis. Ale nie uciekajmy ze skrajności w skrajność. Otwierajmy się na inność, na różne kultury, przekraczajmy to, co kiedyś wydawało nam się największą barierą. Tylko dzięki poznawaniu i współżyciu z innymi jesteśmy w stanie odkryć samych siebie. Poznać swoją prawdziwą naturę. Pozbyć się niektórych wad, czy wyeksponować zalety. Do współpracy z innymi ludźmi niezbędna jest tolerancja. Idealnym zdaje się tutaj być zdanie wypowiedziane kiedyś przez Helen Keller „Tolerancja jest największym darem umysłu, a wymaga takiego samego wysiłku mózgu, co utrzymanie równowagi na rowerze”. Dlatego uważam, że wizerunek Helen Keller świetnie wpisuje się w ideę AIESEC. Ponieważ akceptacja drugiego człowieka jest podstawą w każdym działaniu. Uczymy się pracy w zespole, słuchamy pomysłów innych ale też otwieramy kolejne drzwi w swoim świecie wyobraźni. Przecież każdy człowiek może nas zainspirować w inny sposób. Postarajmy się wielość inspiracji przelać na jakiś konkretny cel. Oczywiście nie musi on być tak heroiczny, jak praca bohaterki użytej przeze mnie w tekście. To może być każda z pozoru drobna czy błaha sprawa. A może wiele zmienić.

Autor:

Marta Maria Jakubowska

Członkini zespołu promocyjnego Global Citizen

Kim jest TOP Student?

Żyjemy w dynamicznym czasie, zmienia się rynek pracy, zmieniają się przede wszystkim wymagania pracodawców, a kompetencje, które jeszcze niedawno były cenione – przestają mieć znaczenie na rzecz innych. Kluczowe znaczenie ma znajomość języków, doświadczenie międzynarodowe oraz elastyczność w zmiennym otoczeniu. Nie zdajemy sobie sprawy, jak szybko rozwija się środowisko wokół nas, prawie codziennie młody człowiek trafia na wyzwania i musi szybko reagować, aby nadal podążać za trendami. Odpowiedzią na zmagania studentów może być organizacja AIESEC realizująca program praktyk profesjonalnych Global Talents oraz konkurs TOP Student, który umożliwia wzięcie udziału w konkursie bez poniesienia opłat. Czym tak naprawdę jest TOP Student?

O tym, jaką wartością dla studentów jest zdobywanie doświadczenie międzynarodowego, zapytaliśmy cenioną w środowisku akademickim osobę – Rektora Wojciecha Dyducha. Dowiedz się, dlaczego profesor nauk ekonomicznych wspiera ten konkurs.

1.     Kim według Pana jest TOP Student? Jakie cechy posiada taka osoba?

_ Według mnie TOP Student to osoba posiadająca cechy wyróżniające ją na uczelni. Działająca ponad regularnym tokiem studiów, oprócz nauki pracująca na rzecz uczelni i społeczności akademickiej. Można również określić tę osobę jako ambitną, realizującą wytyczone cele, pomysłową oraz twórczą. TOP Student powinien pokazywać, że można łączyć naukę na uczelni wyższej z zaangażowaniem i pasją. Dobrym sposobem na to jest członkostwo w organizacjach studenckich oraz kołach naukowych. Umiejętnie łączy studiowanie, rozwój i samorealizację, a także pomoc innym ludziom. Obecna w życiu uczelni, ale także rozwijająca swoje zainteresowania poza nią. Wszystko co robi TOP Student, robi z pasją i pokazuje, jak można wykorzystać swój potencjał w trakcie studiów. TOP Student nie zamyka się tylko i wyłącznie na jedną kulturę, jest otwarty i z chęcią poznaje świat._

2. Dlaczego wspiera Pan organizację AIESEC Katowice w tej inicjatywie?

_ Organizacja studencka AIESEC posiada bardzo ciekawą ofertę praktyk zagranicznych skierowaną do studentów. Wyjazd na taką praktykę jest uzupełnieniem cech, które powinien posiadać TOP Student. Podczas praktyki młodzi ludzie mogą zdobyć profesjonalne doświadczenie w zagranicznych firmach. Dzięki temu mają możliwość wykorzystać wiedzę zdobytą podczas studiów w praktyce. Zdobycie takiego doświadczenia jest bardzo ważne, gdyż otwiera wiele drzwi w znalezieniu wymarzonego zawodu, ale przede wszystkim pomaga zmierzyć się z własnymi słabościami oraz wyzwaniami wyjeżdżając do innego kraju. Uważam, że młodzi ludzie powinni korzystać z takich szans i nie bać się wyjazdów zagranicznych. _

 

3. Dlaczego doświadczenie międzynarodowe jest takie ważne wśród młodych ludzi?

_ Doświadczenie międzynarodowe jest bardzo ważne z wielu względów. Pracując w kraju, w większości przedsiębiorstw, na co dzień trzeba posługiwać się językiem angielskim oraz często  pracować w kontekście wielokulturowym. Wyjazd za granicę i praca w międzynarodowym przedsiębiorstwie może stworzyć wiele możliwości po powrocie do Polski. Praca w innym kraju to także doskonały sposób na zbadanie tamtejszego rynku, nauczenie się nowych rzeczy, wykorzystanie nowych technik, zdobycie know-how. Jednak przede wszystkim odbycie praktyk międzynarodowych umożliwia otwarcie się na inne kultury, zdobycie życiowego rozeznania, poznanie samego siebie. Jest to świetny start na przyszłość nie tylko pod kątem wpisu do CV._

4. Czy według Pana polskie firmy chętniej zatrudniają pracowników, którzy zdobyli profesjonalne doświadczenie w zagranicznych firmach?

Oczywiście. Osoba, która zdobyła doświadczenie na innych rynkach, może mieć trochę inne spojrzenie na problem oraz świeższe pomysły, które wykorzystuje w pracy. Wyjazd na taką praktykę, pokazuje potencjalnemu pracodawcy, że jest się osobą aktywną, odważną i zdolną do działania. A właśnie takich młodych ludzi najchętniej zatrudnia się w dzisiejszych czasach. Kolejnym atutem jest znajomość języków obcych na wysokim poziomie. Spędzając kilka miesięcy za granicą umiejętności językowe bardzo się poprawiają, co okazuje się dużym plusem po powrocie do kraju. Osoba, która zdobyła profesjonalne doświadczenie w zagranicznych firmach, jest na pewno lepiej postrzegana w procesie rekrutacyjny.   

544558_669137616439107_1346572057_n

APLIKACJA -> http://bit.ly/WygrywamPraktyki Wypełnij ją do 18 maja 2015r! Więcej informacji i regulamin konkursu: bit.ly/TopStudent 🙂

To miejsce na mapie.

“Początek maja spędziłam w Anconie, w której mieszkańcy majówkę łączą z obchodami święta patrona miasta – san Ciriaco. Największym wydarzeniem w tym czasie są trwające przez cztery dni targi. Główne ulice w mieście oraz aleja prowadząca do morza pełna jest straganów sprzedających dosłownie wszystko – lokalne specjały, jedzenie, ubrania, biżuterię, ozdoby, sprzęty do sprzątania i gotowania itp.

Następnego dnia wczesnym rankiem ruszamy w kierunku Florencji. Pierwsze wrażenie po wyjściu z pociągu to tłumy turystów i zatłoczone ulice. Podążając za tłumem dochodzimy do imponującej Katedry Santa Maria del Fiore. Największe wrażenie robi geometryczna, zielono- biała fasada katedry i stojącej obok dzwonnicy oraz jego wielkość – jest trzecim największym na świecie kościołem wraz z największą kopułą. Florencja to idealne miejsce dla koneserów sztuki. Spacerując po mieście zewsząd urzeka przepiękna architektura i bogactwo  sztuki. Porównując miasto z Urbino, które odwiedziłam w poprzednim tygodniu, mogłabym go nazwać miniaturką Florencji.

SONY DSC

Aby w pełni zobaczyć miasto, trzeba poświęcić kilka dni, bowiem ilość muzeów, kościołów czy pałaców jest ogromna, a w czas zwiedzania doliczyć należy stanie w kolejkach. My na zobaczenie Florencji mieliśmy niecałe półtora dnia. W każdą pierwszą niedzielę miesiąca zwiedzanie części zabytków miasta jest darmowa. Aby skorzystać z okazji postanowiliśmy wybrać się do kilku najciekawszych miejsc. Niestety pokonani przez niekończące się kolejki, które w najważniejszych punktach miasta ustawiały się parę godzin przed otwarciem. Spośród głównych zabytków miasta udało nam się wejść jedynie na teren renesansowego pałacu zwanego Palazzo Pitti  i to tylko dlatego, że wybraliśmy boczne wejście od Ogrodów Boboli.

SONY DSC

Po południu żegnamy Florencję i ruszamy w stronę zachodniego wybrzeża Włoch, a dokładnie La Spezi, gdzie mamy kolejny nocleg. Ze względu na duże opóźnienie pociągu, zmieniamy kurs i decydujemy się na zobaczenie o zachodzie słońca Pizy i jej głównego zabytku- 55-metrowej, pochylonej o niecałe 5 stopni wieży. Co ciekawe, to nie ostatnia krzywa wieża jaką zobaczymy w czasie naszej kilkudniowej wycieczki.

Wieczór spędzamy w pięknie oświetlonym porcie w La Spezi, żeby z samego rana rozpocząć zwiedzanie pobliskiego Cinque Terre – pięciu położonych obok siebie malowniczych wiosek, stanowiących najczystsze i jedno z najpiękniejszych wybrzeży Morza Śródziemnego. Riomaggiore, Manarola, Corniglia, Vernazza i Monterosso połączone są koleją, a przejazd z każdej wioski do następnej trwa zaledwie kilka minut. Udało nam się zwiedzić cztery z pięciu małych wiosek, gdzie mieliśmy okazję zrelaksować się na małych plażach i spacerować pośród kolorowych domków położonych między wzgórzami.****

SONY DSC

Ostatnim miejscem na naszej mapie była Bolonia. Wysiadając na stacji głównej widok na miasto nie wydaje się nadzwyczajny czy interesujący. Prawdziwy urok miasta można dostrzec udając się ulicą dell’Independenza w kierunku placu Maggiore. Droga prowadzi przez wysokie arkady, których łączna długość w całej Bolonii ma prawie 40 km, najwięcej na świecie. Bolonia nosi przydomek ‘czerwone miasto’ ze względu na czerwoną zabudowę. Niegdyś posiadająca prawie 200 wież (obecnie znajduje się ich kilkanaście), miasto pełne wąskich ulic, gęstej zabudowy i monumentalnych budynków robi wrażenie. W ciasnych i gwarnych uliczkach oprócz małych restauracji i kawiarni znajduje się mnóstwo sklepów, w których witrynach widnieją włoskie szynki i sery, mortadele (specjalność miasta), makarony, słodycze, warzywa i owoce. To tutaj znajdujemy dwie pochylone rywalki wieży w Pizie: Torre Garisenda i Asinelli. W mieście jest wiele niepozornie wyglądających miejsc. Na przykład z zewnątrz zwyczajnie wyglądająca bazylika okazuje się mieścić we wnętrzu siedem mniejszych kościołów oraz dwa dziedzińce. Na głównym placu mieszkańcy miasta pokazują nam ciekawą grę – stojąc pod arkadami między Palazzo del Podesta i Palazzo Re Enzo, szeptając w rogu jednego z łuków jest się słyszalnym przez osoby stojące po przeciwnej stronie. Sprawdziliśmy, to działa! 😉 Niewidoczne na pierwszy rzut oka uroki Bolonii podbiły moje serce.

Po czterech dniach długo wyczekiwanej podróży wracam wreszcie do Ancony na umówione wcześniej spotkania z grupami.  Kilkudniowa wycieczka zostawi po sobie ślad na długo, nie tylko na zmęczonych nogach po długich, pieszych trasach po miastach, wioskach i pokonywanych wzgórzach 😉 Pozostawiła wiele wspomnień, nowych wrażeń i wzbudziła chęci, by kiedyś ponownie tam wrócić, zdecydowanie na dłużej.”

Napisz swoją własną historię: http://kato.aiesec.pl/GlobalCitizen 🙂

Czy obojętność jest cechą młodego pokolenia?

 Europejski Kongres Gospodarczy oczami studenta

3 dni obrad. Ekonomiści, przedsiębiorcy,  przedstawiciele Polski i Unii Europejskiej. 110 debat. Ponad 7500 gości. W Katowicach od 20 do 22 kwietnia odbyło się największe w Europie Środkowo-Wschodniej wydarzenie, na którym podejmowany był temat przyszłości naszego kraju i całego kontynentu – Europejski Kongres Gospodarczy. Wśród dyskusji na temat kształtu Unii Europejskiej,  sytuacji w służbie zdrowia, problemów współczesnego świata znaleźli się także studenci.  Dlaczego młodzi ludzie interesują się takim wydarzeniem i zabierają głos w sprawach ważnych dla gospodarki? To proste – oni są liderami przyszłości i od tego, co postanowią zrobić w swoim życiu, zależy postać kraju za 10 lub 20 lat. Przekonajmy się, czego dowiedzieli się członkowie z organizacji studenckiej AIESEC podczas wydarzenia.

DSC_0208

Pierwszy krok na rynku pracy

Czy studenci skłonni są jedynie do narzekania na brak pracy, czy chcą mieć swoje zdanie w sprawach ważnych dla zatrudnienia? Europejski Kongres Gospodarczy to platforma pomiędzy trzema filarami – przedstawicielami rządu, biznesem i młodymi ludźmi.  Umożliwia ona odkrycie rzeczywistości, jakiej na co dzień student nie zna, refleksji nad gospodarką kraju, kierunkiem Europy i wykształceniu własnej opinii.

„__Niezwykle wartościowa jest możliwość posłuchania opinii na temat przyszłości Unii Europejskiej w przeciągu 15 lat czy debaty na temat sytuacji jaka obecnie panuje na wschodzie Europy. Możliwość usłyszenia różnych opinii pozwala na wyrobienie własnej.”

Marta

Dlaczego nie jest tak łatwo?

Dyskusja objęła też temat barier, które mogą przeszkodzić młodym w znalezieniu odpowiedniej pracy, wśród nich znalazł się brak doświadczenia praktycznego. Barierę tą można z łatwością pokonać poprzez zaangażowanie w studenckie inicjatywy, wychodzenie naprzeciw swojemu pracodawcy poprzez uczestnictwo w targach pracy, spotkaniach branżowych, uczestnictwo w praktykach studenckich. Drugą z barier jest fakt, że edukacja często idzie w innym kierunku niż oczekuje tego rynek. Często nie doceniamy doświadczenia studiowania, ponieważ nie czujemy się dzięki niemu przygotowani do wejścia na rynek pracy. Podjęcie tego temat w trakcie kongresu to już pierwsze działanie w kierunku zmian. Możliwości jest wiele i bariery szybko mogą stać się naszymi mocnymi stronami, jeśli tylko jako młodzi ludzie nie prześpimy czasu studiów, a radość ze studenckiego życia połączymy ze zdobywaniem kompetencji i kształtowaniem swojej osobowości.

„Uświadomiłem sobie dzięki udziałowi w tym kilkudziesięciominutowym spotkaniu, że bardzo ważną kwestią jest zdobywanie praktycznych umiejętności przez młodych ludzi w trakcie trwania studiów oraz inwestowanie w siebie.”

Kacper

Kompetencje kluczem do sukcesu

W trakcie debaty poruszona została również kwestia znaczenia i potrzeba umiejętności pracy w grupie w obecnym pokoleniu. Halo! Przecież każdy potrafi pracować w zespole, to takie łatwe, błahe, niepotrzebne. Nic bardziej mylnego! To kompetencja kluczowa, a w jaki sposób ją zdobyć wyjaśnia Agnieszka, przewodnicząca organizacji studenckiej AIESEC w Katowicach:

„To właśnie robią organizacje studenckie – jako młodzi ludzie pracując w zespołach realizujemy cele i inicjatywy, wspólnie idąc w jednym kierunku.”

Agnieszka

Odrobina kontrolowanego szaleństwa

Kolejną niezbędną cechą młodego człowieka wchodzącego na rynek pracy jest z pewnością odwaga i inicjatywność. Student marzy o niebieskich migdałach, buja w obłokach, a często brakuje mu bardzo mało, aby marzenia zamienić w cele i te cele osiągać. EKG pokazał przykłady młodych przedsiębiorców, którzy zaryzykowali i zaraz po studiach zostali prezesami swoich własnych firm. Odrobina szaleństwa i ryzyka często popłaca, a takie przykłady osób to dla studentów wzór do naśladowania.

„Tego brakuje wśród młodych osób  – inicjatywności, szukania możliwości na rozwinięcie siebie i zdania sobie sprawy, że aby coś osiągnąć trzeba o to zawalczyć i wykorzystywać wszelkie okazje. A także, że pasja, którą mamy w sobie ma nas nakręcać do realizacji celów zawodowych.

Aga

DSC_0217

Otwórz swoje oczy!

Jeżeli chcemy w przyszłości mieć realny wpływ na nasze życie profesjonalne i personalne,  na zmianę tego, na co dzisiaj narzekamy – musimy się pojawiać na takich wydarzeniach. Student nie żyje w oderwaniu od rzeczywistości, on tą teraźniejszość tworzy poprzez swoje działanie już w czasie studiów . Nie chcemy już więcej być tymi, którzy się podporządkują sytuacji wokół siebie, my możemy zmieniać ją na lepsze. Wystarczy więcej świadomości, więcej działania i wyjście poza czubek własnego nosa.

Weź do ręki gazetę i dowiedz się w jakim kraju żyjesz. Poświęć chwilę na poznanie rzeczywistości, która Cię otacza. Przeczytaj artykuł o sytuacji w UE, o partnerach gospodarczych Polski lub po prostu weź udział w takim wydarzeniu jak Europejski Kongres Gospodarczy. Pokaż, że młodemu człowiekowi zależy na swojej przyszłości tak bardzo, że nie chcemy już więcej być konformistami, że wiemy, że poza naszym małym życiem, istnieje jeszcze wielki świat biznesu czy polityki i młody człowiek może ten świat współtworzyć . Za kilka lat to Ty możesz podzielić się swoją historią podczas Kongresu. Pytanie pozostaje proste: co zrobisz dziś, aby w przyszłości niczego nie żałować?

Maja Wiśniewska

dcdc