Pralka zamiast kwiatów, czyli tradycje walentynkowe w różnych krajach

Już niedługo w kalendarzu pojawi się dzień, który zazwyczaj udekorowany jest masą serduszek lub zamazany czarnym flamastrem – budzący skrajne emocje 14 lutego! W Polsce jest to dzień pełen romantycznych wyjść do kina, kawiarni, spacerów na lekkim mrozie oraz obdarowywania się podarkami lub po prostu oglądania Bridget Jones na laptopie 😉 Oczywiście wszystko zależy od naszej kreatywności i upodobań. Czy wiesz jednak, jak Walentynki obchodzone są w innych krajach? Nie tylko szerokość geograficzna odróżnia państwa od siebie, ale również nietuzinkowe zwyczaje oraz… data!

Poznajmy zbiór często dziwnych, ale na pewno wyjątkowych zwyczajów reprezentowanych przez dane kraje:

Malezja – organizowany jest konkurs, który ma sprawdzić przywiązanie partnerów (dosłownie) o nazwie „Więźniowie miłości”. Zakochane pary biorące udział w wydarzeniu, są zakute w metalowe kajdanki (oczywiście ze sobą nawzajem!) i przez cały tydzień wykonują ze sobą wszystkie czynności. Pary są obserwowane, a ta, która wytrwa, otrzymuje nagrody pieniężne.

Japonia – nie mężczyźni obsypują kobiety prezentami, ale odwrotnie – kobiety fundują słodką niespodziankę swoim wybrankom (i nie tylko). Obdarowani są również koledzy z pracy, przyjaciele, czy przełożeni. Jednak o relacji, która łączy ich z daną osobą świadczą słodkości właśnie w postaci czekoladek. Różne rodzaje odzwierciedlają stosunek do każdego z mężczyzn. Inna sprawa ma się z ukochaną osobą – w tym przypadku panie przygotowują własnoręcznie robione czekoladki w kształcie serca oraz dorzucają drobny podarunek.  Panowie natomiast odwdzięczają się paniom równo miesiąc później, podczas tzw. „Białego Dnia”, ale zasada mówi o tym, że prezent musi być droższy od tego, jaki się otrzymało. Zatem mężczyźni do zazwyczaj białych czekoladek dołączają bieliznę lub biżuterię.

 

Słowenia – Słoweńcy wierzą, że w Walentynki lutego ptaki łączą się w pary. Ale żeby to zobaczyć, trzeba wyjść w pole, niczym Wojciech Cejrowski – boso. Nawet w szalejącym mrozie i śniegu. Ten wyjątkowy dzień obchodzony jest jednak 12 marca, 22 lutego lub 13 czerwca – dzień św. Antoniego, który jest patronem miłości.

Walia – święto miłości również w tym kraju obchodzone jest w innym terminie, bo już 25 stycznia, w dzień Św. Dwynwen – patronki kochanków. Podarunki także są wyjątkowe, bo oprócz tradycyjnych kwiatów i czekoladek, Walijczycy wręczają ukochanym… łyżki. Nie mogą to być jednak zwyczajne sztućce wzięte z zastawy obiadowej, ale drewniane, pięknie rzeźbione łyżki zazwyczaj ozdobione miłosnymi symbolami, w tym kłódką i kluczem – znaczenie oznacza po prostu „otwórz moje serce”.

USA – tradycja walentynek jest tak silnie zaznaczona, że nawet w szkołach prowadzone są w tym dniu specjalne walentynkowe lekcje. Sami Amerykanie wysyłają kartki do wszystkich, nie tylko ukochanych osób. Zatem koledzy, znajomi, szefostwo i rodzina, niezależnie od wieku i płci są obdarowani. Podstawowy prezent? Bombonierki w kształcie serca i róże (oczywiście czerwone). Amerykanie obchodzą święto z rozmachem i nie żałują pieniędzy na podarunki, co roku wydając na nie ok. 18 miliardów dolarów.

Hiszpania – zdawałoby się, temperamentni i romantyczni Hiszpanie, bardziej od kwiatów i czekoladek, wolą obdarować drugą połówkę….pralką lub mp3. Hiszpanie w Walentynki praktyczne prezenty przydatne w codziennym życiu – panie otrzymują zatem najczęściej sprzęty AGD, a panowie gadżety elektroniczne, jak tablety czy komputery.

Niemcy –  oprócz obdarowywania się marcepanowymi sercami i słodkościami, według tradycji, wszelkie wróżby i przepowiednie spełniają się w dniu Walentynek. Wobec tego, mężczyzna (nieznajomy), który przyśni się dziewczynie w noc przed Walentynkami, zostanie jej mężem. Inna wróżba mówi o tym, że pierwszy ujrzany mężczyzna w dniu zakochanych, zostanie wybrankiem serca, dlatego często można zauważyć wyglądające z okien młode panny o godzinach wczesnoporannych… Kto ma więc największe szanse na ożenek? Mleczarze, listonosze i …osoby wywożące śmieci 🙂

Chiny – Chiński Dzień Zakochanych obchodzi się siódmego dnia siódmego miesiąca, co według kalendarza księżycowego wypada w połowie sierpnia. Związana jest z nim legenda, według której śmiertelnik zakochał się w jednej z siedmiu niebiańskich sióstr. Bogini niebios postanowiła ukarać zakochanych i malując spinką do włosów linie na niebie (Drogę Mleczną), na zawsze rozdzieliła parę. W myśl legendy, Chinki udają się tego dnia nad rzekę i jeśli położą igłę na wodzie, a igła nie utonie – dziewczyna gotowa jest do zamążpójścia.

Szkocja – tutaj walentynki świętują przede wszystkim…dzieci! Tworzą w szkołach walentynkowe kartki i krótkie miłosne wierszyki. Później wysyłają je pocztą lub podrzucają rodzinie i znajomym. Organizowane są również zabawy, w których biorą udział panny i kawalerowie – piszą swoje imiona na karteczkach które wrzucają do dwóch kapeluszy – dla kobiet i mężczyzn. Uczestnicy losują imię i spędzają resztę wieczoru z wybraną osobą (nawet jeśli wybranek niekoniecznie jest ideałem lub po prostu nie przypadł do gustu).

Ile krajów, tyle zwyczajów, więc może by wypróbować jeden z nich? Nieważne jaki, byle skuteczny! 🙂

Autorem tekstu jest: Karolina Chwolek

Global Host – z czym to się je?

Czy często zdarza wam się, że znajomy zaprasza was na Facebooku na wydarzenie o zagadkowej nazwie? Jeśli tak jak ja, macie znajomych, którzy nadmiernie molestują ikonkę „Zaproś”, zapewne doszliście już do punktu, w którym ignorujecie wszystkie takie zaproszenia. I być może, tak jak moją, któreś z nich w końcu przykuje waszą uwagę. W ten sposób poznałam program Global Host.

Co to jest Global Host? To projekt międzynarodowej organizacji studenckiej AIESEC, który polega na współpracy i wymianie kulturowej pomiędzy ludźmi z całego świata. Członkowie organizacji  przyjeżdżają na wolontariat do Polski na sześć tygodni, aby pracować z dziećmi w szkołach. W czasie swojego pobytu zamieszkują u polskich rodzin i właśnie tutaj pojawia się twoja szansa na bezpośrednie obcowanie z egzotyczną kulturą. Każdy może zostać hostem, czyli osobą, u której zamieszkuje wolontariusz na okres jednego tygodnia. Nie ważne, czy masz 20 czy 120 lat, studiujesz czy pracujesz, śpisz w łóżku ze swoim kotem czy hodujesz kolonię krwiożerczych motyli – jeśli tylko masz chęci i materac, możesz zgłosić się do bycia hostem.

Zapewne zastanawiacie się co w tym ciekawego. „Możliwość poznania obcej kultury”, „szansa na dotknięcie egzotyki”, „międzynarodowe znajomości” – to wszystko brzmi pięknie, ale na pewno słyszeliście to setki razy. Rozumiem, jeśli nie czujecie się przekonani, ja też nie byłam. Obcej kultury dostarcza mi świetnie HBO GO i puby upatrzone przez Erazmusów. Co więc jest wyjątkowego akurat w programie Global Host? Czy to, że obca kultura pakuje się z butami do twojego życia, a ty jesteś tym zachwycony? A może to, że rezultaty biją na głowę twoje oczekiwania? Albo to, że to, w każdym tego słowa znaczeniu, jedyna w swoim rodzaju okazja to przeżycia czegoś tak niesamowitego? Oto historie dwóch (nowo)najlepszych przyjaciółek. Po przeczytaniu jeszcze raz zapytaj siebie – czy warto?

_**

Amane

**_

Martwiłam się, że mnie nie polubi. Czułam się taka skrępowana, że będę tydzień mieszkała u obcej osoby. A jeśli bym jej przeszkadzała? Albo mnie by coś przeszkadzało? Czy wypada mi o tym powiedzieć? To był tylko jeden z całej masy moich zmartwień – że zgubię się autobusem, że zrobię coś obraźliwego. To taka zupełnie inna kultura! Bardzo chciałam zrobić dobre wrażenie, byłam podekscytowana na myśl o poznaniu kogoś z Polski.

Z miejsca polubiłam Marysię. Była bardzo miła i gościnna. Miałam nadzieję, że dobrze będzie wspominała mój pobyt, ale nie spodziewałam się, że tak się do siebie zbliżymy. Nie jestem otwartą osobą i z trudem nawiązuję nowe znajomości ale z Marysią było zupełnie inaczej. Jestem jej bardzo wdzięczna, bo dzięki niej poczułam się jak w domu. I świetnie podszkoliłam się w polskiej kinematografii! A gdy przyszło do wyjazdu, obie płakałyśmy. A ja nigdy nie płaczę!

_**

Marysia

**_

Moja pierwsza myśl, gdy obudziłam się w dniu przyjazdu Amane? „Na co mi to było. Po co zgodziłam się na bycie tym hostem.” Już tęskniłam za chodzeniem w majtkach po mieszkaniu. A co jeśli ugotuje mi ślimaki na obiad? Przecież będę musiała je zjeść, a jak tu jeść ślimaki, jeszcze w mojej kuchni. I co będzie jeśli ona chrapie? Spałam kiedyś w pokoju z cioteczną kuzynką mojej matki  i ona tak strasznie chrapała i całą noc nie mogłam spać. Co jeśli ta dziewczyna chrapie?

Z początku nie bardzo ją polubiłam. Wydawało mi się, ze jest zadufana w sobie i jakaś taka nieobecna, jakbym nie nadawała się do rozmawiania z nią. Ale dość szybko zrozumiałam, że ta powściągliwość jest elementem jej kultury.

Któregoś dnia wróciłam zmarznięta i przybita, a jeszcze bardziej się wściekłam, gdy od progu ją zobaczyłam. Przecież chciałam być teraz sama. Amane zaparzyła jakąś japońską herbatkę i przegadałyśmy nad nią prawie całą noc. Kiedyś zrobiła mi japońską zupę, która podziałała na mnie lepiej niż kawa!

Miała zostać tydzień, a została ze mną cztery. Zyskałam wspaniałą przyjaciółkę i przepis na nieziemską zupę.

**

Nie daj się prosić. Otwórz swoje drzwi na kulturę. Zostań hostem.

**

Więcej informacji pod adresem: http://aiesec.pl/dla-studentow/dzialalnosc-lokalna/aiesec-uniwersity/global-host

Formularz aplikacyjny: http://bit.ly/globalhostlodz

e-mail: globalhostlodz@gmail.com

Dni Kariery – relacja z targów

Nagłówkowy na strone. png

Dni Kariery® to najlepsze targi pracy, praktyk i staży, które odbywają się już od 24 lat. To jedna z najstarszych inicjatyw AIESEC Polska – globalnej organizacji, prowadzonej przez młodych ludzi, która poprzez realizowane projekty i pracę zespołową umożliwia studentom rozwój osobisty i profesjonalny.

27 i 28 października 2015 r. miały miejsce targi pracy, praktyk i staży dla studentów i absolwentów w Auli Spadochronowej SGH. Przez te dwa dni wystawiało się ponad 50 firm, pierwszego dnia były to firmy FCMG, zaś drugi dzień był poświęcony firmom finansowym i outsourcingowym.  Podczas dni targowych uczestnicy mogli się dowiedzieć się o programach praktyk, rekrutacji w firmie oraz wymaganiach, jakie stawiają pracodawcy wobec kandydatów.

Na studentów i absolwentów oprócz  stanowisk firm czekało wiele atrakcji m.in. :

yes2 Strefa Doradztwa Zawodowego, gdzie była możliwość skonsultowania CV z wykwalifikowanym rekruterem.

yes2 Chillout Zone to miejsce relaksu dla uczestników targów. W tej strefie odbywały się liczne konkursy, w których była możliwość wygrania atrakcyjnych nagród min. zmywarki, mikrofalówki. Sprzęt elektroniczny sponsorowała firma Candy Hoover. Oprócz głównych nagród, do zdobycia były: vouchery na obiad do naleśnikarni Manekin, podwójne bilety do kina DK, selfiesticki.

yes2 Jednym z urozmaiceń , które przygotowali organizatorzy, był warsztat z naszym partnerem merytorycznym przedsiębiorstwem farmaceutycznym Lekam z o.o. na temat rekrutacji.

Targi nie mogłyby się odbyć dzięki pracy wielu młodych, zdolnych ludzi, którzy poświęcili  każdą wolną chwilę, aby dostarczyć uczestnikom i wystawcom najlepsze wspomnienia z targów.

Do sukcesu przyczyniło także wiele firmy, którym pragniemy podziękować : Candy Hoover, główny sponsor nagród (dwie zmywarki, trzy mikrofalówki),  Cupcake Corner Bakery (https://cupcakecorner.pl ),która przygotowała wyjątkowe spersonalizowane babeczki dla każdej firmy, portalowi www.praca.pl, portalowi www.dlastudenta.pl, który urozmaicił targi licznymi konkursami z nagrodami.

Wierzymy, że dzięki różnorodności firm, każdy z Was znalazł wymarzoną ofertę dla siebie.

Czekamy na Was już 22 marca 2016 r. w Pałacu Kultury i Nauki podczas wiosennej edycji Dni Kariery®.

Logotypy pdf logotypy po feedbacku

Praca szuka człowieka, czyli relacja z targów Dni Kariery

9 miast w Polsce, ponad 20  lat doświadczenia, 40 000 zapisanych uczestników, 300 firm i wystawców, miesiące przygotowań oraz intensywne 7 godzin w wiosce targowej, gdzie wszystkie ścieżki prowadzą do samorozwoju i sukcesu – tak w skrócie można opisać wydarzenie, które ma miejsce co roku na wiosnę w największych ośrodkach akademickich, a tej jesieni także w Warszawie, Katowicach i Poznaniu.

Dni Kariery, bo o nich mowa, to jedno z największych przedsięwzięć na rynku pracy i wśród społeczności studenckiej. To targi pracy, praktyk oraz staży dla studentów i absolwentów.

Dla kogo to wszystko?

To wyjątkowy dzień zarówno dla wystawców jak i uczestników. Targi dają pracodawcom szansę promocji szerokiej oferty pracy wśród studentów. Umożliwiają, na co dzień raczej niemożliwy i trudny , bezpośredni kontakt z potencjalnymi pracownikami i stażystami. Obecność na targach pozwala im zbudować pomost pomiędzy profesjonalną pracą branżową a światem akademickim. Firmy mają szansę na wymianę informacji oraz wzajemnych oczekiwań. Dzięki spotkaniom z młodymi ludźmi, mogą w oczywisty i zrozumiały sposób przekazać informację o profilu idealnego kandydata , którego z ogromną chęcią zaprosiliby do współpracy.

Studenci natomiast mają nieograniczoną możliwość w porównywaniu  interesujących ich stanowisk i możliwości rozwoju w interesujących ich branżach i firmach, aby na końcu wybrać tą najbardziej spełniającą ich oczekiwania.

Ale… co dzieje się na backstage’u?

Wszystko zaczyna się wiele tygodni wcześniej. Organizatorzy i koordynatorzy danej edycji są odpowiedzialni za całe wydarzenie. Długo by wymieniać listę zadań, które muszą zrealizować. Po pierwsze – istotna jest odpowiednia lokalizacja targów. Z tym wiąże się zaplanowanie logistyczne. Jakość i profesjonalna organizacja to jedne najważniejszych wartości, którymi kierują się osoby koordynujące Dni Kariery. Spotkania biznesowe, negocjacje, prezentacje wydarzenia, zachęcenie do wzięcia udziału są najważniejszymi elementami w pracy zespołu organizatorów. Reprezentują oni samych siebie i organizację – są wizytówką targów Dni Kariery. Od tego, jak profesjonalnie się przygotują zależy, czy dana firma przyjmie ofertę współpracy i będzie chciała wziąć udział w targach. Efektem kilkumiesięcznej pracy jest 7 godzin podczas samego wydarzeia. A rezultaty mówią same za siebie. Różnorodne branże, międzynarodowe konglomeraty, ale i także lokalne, dynamicznie rozwijające się firmy i niezmienna od lat ich obecność na targach to dowód na to jaki ogrom pracy wkładają organizatorzy, aby zestawienie dwóch liter D i K wzbudzało zaufanie, wyznaczało standardy, tworzyło profesjonalną platformę komunikacji świata biznesu z tym akademickim.

Opiekunowie firm

W dniu samego wydarzenia organizatory się mobilizują – jednak tylko kilka osób nie wystarczy, aby zapewnić najlepsze doświadczenie wystawcom i studentom.  Z pomocą przychodzą opiekunowie firm. Młodzi, ambitni, pracowici członkowie organizacji AIESEC. To oni odpowiedzialni są za utrzymanie porządku na kilkuset metrowej hali, na której to w ciągu 7 godzin zaledwie przewiną się tysiące studentów, a dziesiątki firm i wystawców będzie potrzebowało wsparcia i opieki merytorycznej. Od 6 rano są na miejscu, aby kontrolować sytuację i upewnić się, że wszystko jest gotowe. Stają się przewodnikiem dla firmy, którą będą się opiekować w ciągu dnia targowego. Są czujni, obserwują wszystko wokół i mają otwarte umysły, aby nawiązywać kontakty biznesowe i wychwytywać najciekawsze oferty. Wśród nich nie może także zabraknąć osób odpowiedzialnych za rejestrację uczestników. Z pozoru proste zadanie przeistacza się w iście dynamiczną akcję, wymagającą uwagi, precyzji i dobrej organizacji, aby poskromić tłumy studentów napływających obrotowymi drzwiami w kierunku bramek prowadzących na teren targów.

Kiedy piszę ten tekst, jest już po Dniach Kariery. Zakończyły się parę godzin temu. Zakończyły się sukcesem. Po raz kolejny. Zadowoleni studenci, usatysfakcjonowani wystawcy, dumni i niewyspani ( z naciskiem na niewyspani) organizatorzy i serwisanci.

Każdy wyniósł coś cennego z tego wydarzenia. I nie, nie mam na myśli długopisów i notesów, choć i one są miłą i nieodzowną częścią targów. Ciekawe doświadczenie, kontakty biznesowe, bogata wiedza, nowe perspektywy, interesujące osobowości, młode talenty, potencjał, możliwości rozwoju, satysfakcja. I są to wartości wtórne, które można dowolnie połączyć z każdą grupą osób biorących udział w Dniach Kariery. Bo każdy pracodawca kiedyś był studentem, student organizatorem czy uczestnikiem targów. Dlatego też jest to niezwykłe i unikatowe wydarzenie organizowane na ogromną skalę. Przez studentów dla studentów. Jedno miejsce, jeden dzień, a ogrom szans, jakie stwarza jednoczesna obecność tych trzech światów inspiruje wszystkich do działania, poszukiwania i ciągłego kształcenia.

Autorem tekstu jest: Aleksandra Gałązka 

Więcej niż 1000 słów

DSC_0005

Każda minuta, a nawet sekunda spędzona w jednej z tajskich szkół, w prowincji Lopburi była jak odkrywanie czegoś nowego, czego nie zobaczysz w filmach, czy nawet najlepszych reportażach. Każdy dzień spędzony w Tajlandii dał mi o wiele więcej niż piękne widoki, tropikalne plaże, czy egzotyczne dżungle. Największym paradoksem  jest to, że to ja przyjechałam tutaj z jakąś misją, a konkretniej z nauczaniem angielskiego dzieciaków, które nie mają szansy na większy rozwój w ubogich rejonach Tajlandii, a finalnie okazuje się, że to one wykonały wielką  misję wobec mnie. To ja nauczyłam się od nich najwięcej. Jak małe dziecko od początku, krok po kroku – uśmiechu, cierpliwości, punktualności, języka, tradycji, kultury, doceniania każdego dnia i życia w skromności.

Wielkie powitanie

Lekko zdezorientowana wchodzę do klasy, podążam za nauczycielką angielskiego, uważnie obserwując jej ruchy, nie chcąc na pierwszym kroku zrobić czegoś niezgodnego z tajską kulturą. Przed wyjazdem postanowiłam poczytać trochę o tajskich obyczajach. Pierwsza zasada – zdejmij buty przed każdym pomieszczeniem. Patrzę na nauczycielkę, ściąga klapki przed klasą, robię to samo, niezdarnie ściągając moje nowe kiczowate „sandałki”. W tle słyszę dziecięce chichoty, co nie wróży niczego dobrego. Ostrożnie wchodzę, widzę wychylające się głowy z ławek i  uśmiechnięte twarze w biało-granatowych mundurkach. Wszystkie czarne jak węgiel oczy wpatrzone są we mnie. Cała gromada zgodnie wstaje z rozkazem jednego chłopczyka, siedzącego w rogu klasy ‘Stand up kids’ i jednym, głośnym, zwartym głosem mówi : – Good Morning Teacher !

Moja fala emocji, szczególnie zawstydzenia i nerwów, została nieco ugaszona przez słodkie głosy z uroczym tajskim akcentem.

– Uhhh… pierwsze koty za płoty po cichu mówię sama do siebie.

Niezwyczajne Zwyczaje

Wszystkie dzieci są w szkole już od 7.30. Przechodzę powolnym krokiem przez korytarz, w tle słysząc tajską muzykę, która umila czas uczniom podczas gdy odbywa się poranne sprzątanie szkoły. Wszystkie dzieci ubrane są w mundurki, biegają z wielkimi miotłami i workami na śmieci. Gdy wybija  punkt ósma, zaczyna się wielkie „otwarcie dnia”.  Każdego poranka dwóch najwyższych chłopców wywiesza flagę Tajlandii, a uczniowie dumnie odśpiewują hymn. Całej kompanii towarzyszy mała orkiestra z bębnami. Następnie dyrektor lub jeden z nauczycieli wygłasza swoje przemówienie. Po apelu uczniowie przechodzą do jednego z pomieszczeń, siadają po turecku, zamykają oczy i wspólnie odmawiają modlitwę na dobry początek dnia. O 8.30 zaczynają się zajęcia. Tutaj na korytarzu nie zobaczysz dziecka bez uśmiechu, czy też ucznia, który nie zwróci  pokłonu w Twoją stronę. Wszyscy odnoszą się do siebie z ogromnym szacunkiem. Uprzejmość można wyczuć na każdym kroku.

DSC_0454

Metoda na głoda

Na holu rozbrzmiewa  głośny dzwonek. Wszystkie piszczące, małe człowieczki kierują się w stronę stołówki. Każde dziecko ustawia się jedno za drugim na korytarzu. W środku stoją dwie nauczycielki przy wielkich żelaznych garach. Zapraszają mnie do osobnego stolika z podanym obiadem. Patrzę na wielkie kolejki ustawione w kierunku ogromnego naczynia z ryżem.  Po chwili zastanowienia pytam, czy mogę nakładać dzieciom obiad. Odruchowo jedna z nauczycielek zaprzecza i mówi, że zrobi to sama, a następnie wkazuje palcem osobny stolik z przygotowanym dla mnie posiłkiem. Jeszcze nie wie, że moja upartość nie zna granic. Po chwili przekonywania podaje mi dużą łychę. Nagle dwa rzędy zamieniają się w jeden, wszystkie dzieci ustawiają się w kolejce do mnie. Patrzę na cieszące się oczy, kolejno podchodzące do mnie z talerzem. Za takie szczere, niewinne  uśmiechy mogę stać z garnkiem nawet do wieczora. Kolejka poszła całkiem szybko. Siadam do osobnego stolika z nauczycielami. Dzieci przed posiłkiem wstają i odmawiają modlitwę.

DSC_0432

Wielkie gacie w akcji

Zgodnie z kulawą tajsko- angielską rozmową z moją ” drugą mamą”, u której mam spędzić kolejne sześć tygodni wolontariatu, dzisiaj miałam iść do świątyni. Z naszej całej konwersacji zrozumiałam dwie informacje “Tomorrow temple 6.30”.  Rano byłam bardzo zdenerwowana, nie wiedziałam co mnie czeka. Dom okazał się pusty. Utumporn o mnie zapomniała ? Myślę, spanikowana. Wychylam głowę zza firanek i rozglądam się przez szybę. Zauważam  dwie osoby, odwrócone tyłem, ale żadna nie przypomina mojej host. Zauważam profil jednej – wygląda jak jedna z nauczycielek ze szkoły. Trochę się uspokajam, ale dalej nic nie rozumiem, niedługo zaczynam zajęcia, a jej wciąż nie ma… Po chwili ktoś puka do drzwi. Pierwsze o czym pomyślałam, to to, że nie dogadam się z nimi po angielsku. Instynktownie otwieram drzwi i witam je tajskim ukłonem.  Dwie kobiety wchodzą do pomieszczenia, chichocząc między sobą. Następnie jedna z nich wskazuje na drzwi, na których wiszą dosyć wielkie, pufiaste spodnie, ozdobione złotymi wzorami. Wyraźnie dają mi do zrozumienia, żebym je założyła. Nun wyciąga z torby piękną, połyskującą szatę  i zaczyna oplatać ją wokół mojego tułowia. Owinęła mnie nią dwa razy a następnie umieściła złote agrafki w okolicach bioder. Nie widzę się w lustrze, ale całość może wyglądać całkiem nieźle. Nadszedł czas na fryzjera. Jedna z nich zrobiła mi warkocz i wpięła we włosy złotą klamrę. Na koniec przypięły w talii złoty pas oraz nałożyły duży naszyjnik z kolorowymi, połyskującymi kryształami. Nigdy nie spodziewałam się, że wielkie gacie, nieuchronnie podkreślające moje szerokie biodra mogą całkiem ładnie współgrać ze złotą szatą.Wszystkie na mnie patrzą i zgodnie mówi “narra”, co oznacza piękna. Zawstydzona, przeglądam się w lustrze, wyglądam prawie lepiej niż na mojej własnej studniówce.

Rewia mody

Podjeżdżamy pod świątynie. Starsze Panie gwałtownie się odwracają i patrzą na mnie ze zdziwieniem.Stanowię niezłą atrakcję, wszyscy kierują w moim kierunku delikatne ukłony. Po chwili zbierają się wszyscy znajomi nauczycieli ze szkoły, w której uczę. Wszyscy witają mnie bardzo ciepło, zagadując po tajsku. Odpowiadam uśmiechem – tajskim sposobem na wszystkie sytuacje i próbuję wydukać z siebie pojedyncze słowa. Od razu biorą mnie na środek świątyni przed posąg złotego Buddy. Nagle zbiera się gromadka Azjatek, z których każda chce mieć ze mną zdjęcie. Kolejno prowadzą mnie do ławek, gdzie znajdują się wielkie miski. Jedna z pań demonstruje mi cały proces. W ręku trzyma miskę z ryżem i żelazną łyżkę, po kolei wrzuca do każdego kubła łyżkę ryżu. Dalej przekazuje mi abym zrobiła to samo. Następnie podążamy w stronę ołtarza. Uważnie obserwuję moją nauczycielkę, i próbuję wykonać każdy ruch. Musi wyglądać to komicznie. Jedna z kobiet cały czas poprawia moje ręce, które powinny być mocno przywarte do klatki piersiowej.  Teraz wiem co znaczy bycie modelką…Okazuje się, że  po chwili na dywanie pozostaję tylko ja. Rozpoczyna się błysk fleszy, a ja czuję się jak prawdziwa gwiazda.

Mafia atakuje

Gdy dowiedziałam się gdzie dokładnie, będę odbywać mój wolontariat, pierwszą informacją we wszystkich nagłówkach artykułów było ” Lopburi- miasto małp”. Stwierdziłam, że koniecznie muszę to zobaczyć i pewnego dnia Utumporn postanowiła spełnić moje marzenie i mnie tam zabrać. Po półtorej godziny jazdy jesteśmy na miejscu.  Tutejsze małpy osiedliły się niegdyś na terenie jednej ze świątyń kompleksu sakralnego Wat San Phra Kan. Moja host wskazuje na słupy z kablami, gdzie już z daleka dostrzegam skaczące małpy. Stare budynki, miliony rozwydrzonych, małych, figlarnych potworów. Choć makaki jawajskie są oswojone to potrafią gryźć i rzucać się na turystów. Ich niezmierna ciekawość sprawia, że bardzo chętnie zaglądają do niejednej torebki. Przed świątynią można dostrzec mnóstwo znaków ostrzegawczych z informacją o uważnym pilnowaniu swych aparatów oraz plecaków. Każdego roku w listopadzie małpy obchodzą swoje święto. Mieszkańcy obdarowują je przeróżnymi smakołykami a wielka uczta przyciąga wielu turystów. Wchodzimy do świątyni. Nagle słyszę krzyk, odwracam się i zauważam, że jedna z małpek znalazła swą ofiarę i rzuciła się na jedną z turystek. Sytuacja wygląda nieco komicznie, bo do kobiety zaczęło podbiegać więcej urwisów. Jej krzyk zmienił się w wołanie o pomoc. Przed świątynią stoi ochrona, która szybko podbiegła do turystki odganiając małpy. Cała sytuacja wygląda nierealnie, a ja nie mogę przestać się śmiać.

Kraj uśmiechu

Nie żałuję ani chwili spędzonej  na wolontariacie w Tajlandii. Nawet gdy czasem bariera językowa wydawała się nie do pokonania, to ciepły uśmiech każdego ucznia sprawiał, że zapominałam o wszelkich trudnościach. Gdy wszyscy wokół Ciebie pragną przychylić Ci nieba, czujesz, że jesteś tu naprawdę potrzebna. Teraz pisząc to znajduję się na drugim krańcu świata, a wspomnienia są tak silne, że na zawsze pozostaną w moim sercu. Każdy osobny uśmiech „włożyłam” do kieszeni i przywiozłam do Polski.

DSC_0422

Youth Speak 2.0

Youth Speak 2.0

ItsTimeToShape

Youth Speak Survey jest jedną z wielu inicjatyw AIESEC. Ankieta została przygotowana przez studentów dla studentów w celu zebranie opinii młodych ludzi na temat obecnej sytuacji na świecie oraz ich wizji na przyszłość. Jako przedstawiciele organizacji, wierzymy, że przyszłość zależy od tego, co robimy dzisiaj.

Dlatego też czekamy na odpowiedzi od każdej młodej osoby. Chcemy, wiedzieć, czym się interesują, o jakie sprawy globalne dbają oraz, w jaki sposób angażują się w sytuację otaczającego ich świata. Chcemy, aby głos młodych był słyszany. Dzięki temu jesteśmy wstanie wzbudzić świadomość, zwrócić uwagę na problemy oraz zmotywować do działania.

Wypełnij ankietę: http://bit.ly/YouthSpeakMovement_Poland.

W sierpniu, podczas spotkania w Nowym Yorku, na którym przedstawiciele AIESEC także byli obecni, Organizacja Narodów Zjednoczonych stworzyła 17 goli globalnych, które adresuje do całego społeczeństwa. Odnoszą się one do zrównoważonego wzrostu i stanowią rozszerzenie goli milenijnych Dzięki nim świat za 15 lat świat może być lepszy. Jednak bez głosu młodych ludzi, cele te nie zostaną zrealizowane. Więcej na ten temat na: www.globalgoals.org.

Bez tytułu

AIESEC oczami współzałożyciela

AIESEC wywarł ogromny wpływ na moją przyszłą karierę zawodową. Doświadczenia pionierskiego okresu 1971 – 1973 bardzo się przydały, gdy w 1990 r. przyszło mi budować od podstaw Ernst & Young w Polsce.

Droga do członkostwa

Starania o wprowadzenie Polski do AIESEC rozpoczęły się już w latach 1960-tych. W ramach Zrzeszenia Studentów Polskich (ZSP) istniała wówczas organizacja pod nazwą Komitet Koordynacyjny Studentów Uczelni Ekonomicznych (KKSUE). Komitet zajmował się sprawami kół naukowych i praktyk międzynarodowych w uczelniach ekonomicznych w skali ogólnopolskiej. Jako kluczowe zadanie postawił sobie wstąpienia Polski do AIESEC. Nie było to wówczas takie proste. W tym czasie panował realny socjalizm a świat pozostawał w stanie „zimnej wojny” między Wschodem a Zachodem. Kontakty międzynarodowe organizacji studenckich byłe poddane ścisłej kontroli  przez władze polityczne.

Dla studentów uczelni ekonomicznych dodatkowym bodźcem dla starań o członkostwo w AIESEC był fakt, że studenci uczelni technicznych mieli możliwość wyjazdu na praktyki zagraniczne już od 1959 r., gdy Polska przystąpiła do podobnej do AIESEC organizacji IAESTE. Jednakże w przeciwieństwie do nauk ścisłych, kierunki ekonomiczne były uznawane jako szczególnie podatne na zachodnie wpływy ideologiczne. Dodatkowo, niechęć ówczesnych władz wiązała się osobą Waltera Hallsteina, który w tym czasie był członkiem Międzynarodowej Rady Doradczej AIESEC. Ten niemiecki polityk był bowiem twórcą tzw. „doktryny Hallsteina”. Zakładała ona, że Niemcy Zachodnie nie utrzymują stosunków dyplomatycznych z krajem, który uzna Niemcy Wschodnie, należące do Bloku Sowieckiego.

Trzeba podkreślić, że w tym czasie postawa międzynarodowych władz AIESEC była bardzo przyjazna i zachęcająca do podejmowania starań o członkostwo. Polscy studenci mogli wyjeżdżać na praktyki, które nie zostały wykorzystane w ramach corocznej wymiany na Kongresie. Nie były one szczególnie atrakcyjne (głównie do ówczesnej Jugosławii) ale i tak cieszyły się ogromnym wzięciem.

Zostajemy członkiem AIESEC

Sytuacja polityczna uległa radykalnej zmianie w wyniku tzw. wypadków grudniowych na Wybrzeżu w grudniu 1970 r. Ze stanowiska ustąpił długoletni przywódca partii komunistycznej Wiesław Gomułka. Zastąpił go Edward Gierek, który zadeklarował otwarcie na Zachód. W efekcie argumenty ideologiczne przeciw członkostwu Polski w AIESEC straciły na znaczeniu. Dlatego też na przełomie lat 1970-1971 w ramach Komitetu Koordynacyjnego Studentów Uczelni Ekonomicznych powstał założycielski Komitet Narodowy, który formalnie wprowadził Polskę do AIESEC. Jego przewodniczącym został Marek Gruszczyński, zaś wiceprzewodniczącymi Jerzy Cieślik i Wincenty Kamiński.

Ponowiono próbę uzyskania zgody na członkostwo w AIESEC. Okazało się, o dziwo, że nowe władze nie widzą ku temu  przeszkód. Wniosek członkowski  został złożony i przyjęty  na Światowym Kongresie AIESEC w Hadze w 1971 roku. Zgłoszony został wtedy Komitet Narodowy oraz pierwszy Komitet Lokalny w Szkole Głównej Planowania i Statystyki  (obecnie SGH)  w Warszawie. Trzeba jednak podkreślić, że członkostwo w AIESEC było inicjatywą ogólnokrajową i w wymianie od początku uczestniczyli studenci z różnych uczelni ekonomicznych. Później powstały komitety lokalne na Uniwersytecie Gdańskim, Uniwersytecie Warszawskim, Akademii Ekonomicznej w Katowicach i w innych uczelniach.

Rozwój w kolejnych latach

Początkowo działalność AIESEC w Polsce ograniczała się do wymiany praktyk. Na Kongres Światowy w 1971 r. udało się przygotować 71 praktyk. Ciekawostką może być fakt, że był to pierwszy rok, gdy system wymiany na Kongresie AIESEC został w pełni skomputeryzowany, po fazie eksperymentalnej, realizowanej we współpracy z IBM od 1967 r. Dla pierwszego Komitetu Narodowego AIESEC Polska stanowiło to nie lada wyzwanie ale udało się zakodować w terminie wszystkie dane na używanych w tym czasie perforowanych kartach z kartonu. W 1972 r. na praktyki wyjechało sto kilkadziesiąt studentek i studentów a w 1973 r. ponad trzysta.  Tak dynamiczny wzrost w tym czasie wynikał z ogromnej presji studentów na wyjazdy.

Jeśli chodzi o przyjazdy studentów zagranicznych do Polski to trzeba podkreślić, że jakość praktyk była słaba. Główną przeszkodą był brak znajomości języków obcych wśród kadry menedżerskiej przedsiębiorstw państwowych. Poza tym, w tych czasach władze były przeczulone na punkcie ochrony tajemnicy służbowej. Wszystkie nawet błahe szczegóły chroniono przed wydostaniem się na Zachód i uważano za wiedzę ściśle tajną. Praktykanci byli kierowani głównie do przedsiębiorstw przemysłu spożywczego i handlu detalicznego, gdzie według władz niebezpieczeństwo było mniejsze. Poprawa nastąpiła w momencie otwarcia możliwości organizacji praktyk w przedsiębiorstwach handlu zagranicznego, których personel znał dobrze języki obce.

Stosunkowo szybko podjęto próby realizacji zaawansowanych form wymiany, które już wtedy były traktowane priorytetowo przez międzynarodowe władze AIESEC. Chodzi tu o tzw. Summer School Training Program (SSTP) oraz organizowany cyklicznie przez Lokalny Komitet Uniwersytetu Gdańskiego Baltic Seminar.

Znaczenie pierwszego etapu

Oceniając znaczenie pierwszej fazy rozwoju AIESEC w Polsce trzeba mieć na uwadze panujące szczególne warunki polityczne i społeczno-ekonomiczne. Polska nie była w tym czasie krajem całkowicie zamkniętym ale studenci, którzy wyjeżdżali indywidualnie na Zachód, po pokonaniu rozmaitych biurokratycznych przeszkód, mogli jedynie podejmować działalność zarobkową w Londynie, Sztokholmie  czy Paryżu pracując w barach  lub wykonując rozmaite prace remontowo-budowlane. AIESEC otworzył im możliwość zdobycia praktycznej wiedzy i zapoznania się z funkcjonowaniem nowoczesnych zachodnich przedsiębiorstw. Dla wielu polskich praktykantów było to wydarzenie przełomowe, decydujące o ich dalszych życiowych losach.

W ciągu pierwszego okresu przez praktyki AIESEC przeszła czołówka studentów wszystkich uczelni ekonomicznych w Polsce. Wśród nich byli późniejsi wybitni politycy: Aleksander Kwaśniewski ( były Prezydent RP), Marek Belka (były Premier a obecnie Prezes NBP), Janusz Lewandowski (były Komisarz Unii Europejskiej a obecnie  członek Parlamentu Europejskiego) czy Dariusz Rosati (były Minister Spraw Zagranicznych, obecnie członek Parlamentu Europejskiego).

Poza tym praktyki AIESEC wpłynęły niewątpliwie na jakość nauczania w polskich uczelniach ekonomicznych. W tym czasie w procesie rekrutacji na praktyki priorytetowo traktowani byli najlepsi studenci, zaangażowani w kołach naukowych. Bardzo wielu z nich podjęło pracę na uczelni. Zaczynano wtedy uczyć studentów podstaw marketingu, który w warunkach gospodarki centralnie planowanej praktycznie nie istniał. Sklepy świeciły pustkami a ludzie wykupywali wszystko co się pojawiło na półkach. Zaawansowane techniki sprzedaży i reklamy były więc zbyteczne. Po praktyce w zachodniej firmie, młodzi pracownicy naukowi mogli wykładać z pozycji kogoś, kto nie tylko zna podstawy teoretyczne ale wie z doświadczenia i obserwacji  na czym polega marketing i gospodarka rynkowa. Podobnie było w przypadku zajęć z informatyki (organizacji przetwarzania danych).

W okresie założycielskim 1971-1973 stworzony został mocny fundament, na którym kolejne pokolenia działaczy i sympatyków AIESEC mogły budować przyszłość Organizacji.

AIESEC – perspektywa osobista

United_Brands_AIESECAIESEC wywarł ogromny wpływ na moją przyszłą karierę zawodową. Doświadczenia pionierskiego okresu 1971 – 1973 bardzo się przydały, gdy w 1990 r. przyszło mi budować od podstaw Ernst & Young w Polsce. Dzięki 12-miesięcznej praktyce AIESEC, jaką odbyłem w 1974 r. w Bostonie pracując wdużej amerykańskiej korporacji United Brands, mogłem się zapoznać z nowoczesnymi metodami organizacji i zarządzania. Wiedzę tą wykorzystywałem i nadal z powodzeniem wykorzystuję w pracy konsultanta, menedżera, inicjatora różnych przedsięwzięć społecznych ale także w pracy ze studentami.

Tekst pochodzi z: http://www.cieslik.edu.pl

Dołącz do nas! Rekrutacja do AIESEC Kraków trwa do 18 października.

15 cech, które sprawią, że będziesz świetnym liderem

14167307438_4bb4836f34_o

Przez wieki to właśnie liderzy popychali społeczeństwo do przodu dzięki swoim umiejętnościom i cechom, które wprowadzały innych w zachwyt. Jednak często pozycja lidera jest rozumiana mylnie. Lider to nie tylko pozycja w hierarchii przedsiębiorstwa czy organizacji. Lidera tworzą jego wartości, postawa i przekonania, które wprowadza w życie poprzez działanie.

Oto 15 cech, które sprawią, że będziesz kiedyś świetnym liderem, nawet jeżeli jeszcze teraz nie zdajesz sobie z tego sprawy!

1. Inspirujesz innych

Najważniejszą rolą lidera jest pomagać ludziom i sprawiać, że osiągną oni swoje cele, a nie podporządkowywać ich własnym celom.

2. Posiadasz inteligencję emocjonalną

Inteligencja emocjonalna jest jedną z najwazniejszych cech lidera. Bez niej nawet najbardziej

Dzieci z przedszkola Piraciki poznają świat dzięki AIESEC

W ramach projektu AIESEC KIDS „Summer Garden Project” studenci z całego świata mogli wybrać sobie kraj docelowy, w którym przez 6 tygodni prowadzić będą warsztaty dla dzieci i uczestniczyć w praktykach w placówkach przedszkolnych. Jedną z placówek, które z zainteresowaniem i z wielkimi oczekiwaniami przyłączyła się do tegorocznego projektu AIESEC KIDS jest Prywatne Przedszkole Piraciki w podpoznańskim Suchym Lesie, którego motywem przewodnim są podróże i poznawanie świata.

AIESEC-4

Swoją wakacyjną przygodę Piraciki rozpoczęły wraz z Bojaną, która zaprosiła małych podróżników do Serbii. Pokazując kulturę i tradycję swojego kraju idealnie wpasowała się w zainteresowania naszych dzieci. Przy tej okazji Piraciki nauczyły się ludowego tańca KOLO, a same poinstruowały Bojanę jak zatańczyć Poloneza. Piratki w wolnym czasie chętnie zajmowały się Bojaną w „gabinecie fryzjerskim”, a ona przy tym udzielała im lekcji angielskiego. Bojanę żegnaliśmy z żalem, ale następny tydzień niósł Piratom kolejną niespodziankę. Anam rozświetliła salę mnóstwem słonecznego ciepła płynącego z jej egzotycznej urody. Dzieci szybko zaakceptowały dziewczynę z Pakistanu chętnie wchodząc z nią w spontaniczne zabawy. Anam z okazji swojego religijnego święta przygotowała dla Piracików świąteczną  pakistańską potrawę i zaprezentowała tradycyjny narodowy strój, który wprawił w zachwyt wszystkie dziewczynki. Anam zostawiła w Piracikach mnóstwo pozytywnej energii w związku z tym przedszkolaki z ciekawością wypatrywały kolejnego poniedziałku. Tym razem goście w duecie: pełna entuzjazmu Greczynka Stamatina oraz bardzo spokojna i tajemnicza Hanah z Bahrainu. Obie dziewczyny z dużym zapałem utrwalały z Piracikami angielskie zwroty przygotowując ciekawe prezentacje i przeprowadzając zabawy ruchowe, a w wolnym czasie nawlekały z dziewczynkami koraliki tworząc stylowe bransoletki. Hanah tak bardzo pokochała Piraciki, że zapragnęła zostać z nami jeszcze tydzień, a dołączył do niej serdeczny i niesamowicie uzdolniony plastycznie Robel z Etiopii. Piraciki uwielbiają Afrykę dlatego z dużym zainteresowaniem przyglądały się nowemu wolontariuszowi. Robel z wrodzoną skromnością skradł serca przedszkolaków. Prezentacja dotycząca kultury afrykańskiej oraz fauny i flory przypadła Piratom do gustu, ale najbardziej pokochały tamtejsze tańce i z zapałem naśladowały ruchy swoich afrykańskich kolegów. Robel chętnie przyjmował zaproszenie do wspólnego rysowania, a jego Minionek cieszył się ogromną popularnością.

AIESEC-3

Lipiec dobiegał końca, a wraz z nim także pirackie wędrówki i niezwykłe spotkania, które były znakomitym podsumowaniem całorocznej pracy przedszkola. Współpraca z Międzynarodową Organizacją AIESEC przy realizacji projektu AIESEC KIDS okazała się wspaniałą przygodą. Poznaliśmy wiele zaskakujących ciekawostek związanych z krajami naszych gości, z życiem codziennym i z ludźmi tam mieszkającymi. Mieliśmy okazję osobiście skosztować egzotycznych dla nas, ale niesamowicie smacznych potraw i pobawić się w nieznane nam dotąd zabawy. Tego wszystkiego nie przeczyta się w żadnym informatorze, a media często zniekształcają wyobrażenie o poszczególnych krajach. To obustronna wymiana pozwalająca z nieco innej perspektywy spojrzeć na nas samych i postrzeganie naszego kraju przez obcokrajowców.

AIESEC

Poza tym dzięki temu projektowi dzieci zyskały nie tylko możliwość naturalnego kontaktu z językiem angielskim, poszerzyły swoją wiedzę o świecie i obcej kulturze, ale przede wszystkim zyskały nowych wspaniałych przyjaciół, którym dzisiaj nie mówimy „żegnajcie”, ale do zobaczenia, być może podczas rzeczywistych, pirackich wędrówek!

Współpraca kluczem do sukcesu

„Nie mogę zrobić wszystkiego, ale mogę zrobić coś. I nie mogę odnieść porażki w robieniu tego czegoś, co mogę robić”

~Helen Keller To jeden z cytatów z kobiety, która pomimo wielu przeszkód życiowych dokonała rzeczy, które dla innych mogły wydawać się niemożliwe do zrealizowania. Jak niejednokrotnie historia ludzkości udowodniła, jeden człowiek może zmienić los wielu. Helen Keller zapisała się na kartach historii jako pisarka, pedagog, działaczka społeczna, choć była osobą głuchą i niewidomą. Jak tego wszystkiego dokonała? Nie była zdana wyłącznie na siebie. Podano jej przysłowiową rękę. Zachorowała, jako małe dziecko, lecz szybko zaczęto z nią pracować i kształcić ją. Zauważono, iż robi ogromne postępy. Szybko nauczyła się alfabetu Braille’a, ukończyła uczelnię wyższą, uzyskała dyplom oraz nauczyła się kilku języków. Nie dokonałaby tego sama, bez wsparcia i współpracy z innym człowiekiem. Dzięki temu, nie straciła wiary w drugiego człowieka i poświęciła swoje życie innym osobom upośledzonym. To daje nam wiele do myślenia. Przecież doskonale zdajemy sobie sprawę, z tego, że człowiek jest istotą społeczną. Żyjemy wśród przyjaciół, rodziny, wśród rówieśników w szkole, czy znajomych w pracy. Jedni z nas są bardziej otwarci, wykazują się większą empatią, czy po prostu są tzw. ekstrawertykami. Inni z kolei nie mają w sobie aż tyle otwartości, są bardziej zamknięci w sobie. Jednak codzienne funkcjonowanie i psychika człowieka jest dowodem na to, że musimy żyć wspólnie. Osoby bardziej otwarte na świat mają oczywiście łatwiej. Ale czy to oznacza, że reszta nie może niczego znaczącego dokonać? Myślę, że wystarczy nad sobą trochę popracować. Tylko umiejętność współżycia z innymi może nam dać mnóstwo satysfakcji życiowej. Stąd też tytuł mojego artykułu. Uważam, że dzięki umiejętnościom interpersonalnym, które odpowiednio wykorzystamy i doszlifujemy możemy doczekać się nie lada efektów. Przecież każdy z nas potrafi zrobić zakupy w sklepie, co wiążę się z nawet krótką rozmową ze sprzedawcą. Więc starajmy się wcielać to w życie poza konsumpcyjne. Zastanówmy się co nas motywuje do codziennych zadań i obowiązków np. w pracy. Każdy z nas ma potrzebę swego rodzaju zaznaczenia swojej osoby w konkretnym działaniu, wydarzeniu, pomocy drugiemu człowiekowi. W zależności od naszych charakterów i usposobienia. Ale, jeżeli osoba, taka jak Helen Keller, która sama zmaga się z ogromnymi problemami, kompleksami, chorobą, potrafi to przelać na pożytek nie tylko swój ale również zbiorowości, to czy nie warto spróbować? Zmienić siebie i przyczynić się do zmian w innym życiu? Żyjemy w świecie integracji społeczno-kulturowej. Do tego, aby żyć, pracować w innym kraju nie wystarczy znać język obcy. Do tego potrzeba również umiejętności życia z drugim człowiekiem. A co ważniejsze niejednokrotnie życia dla drugiego człowieka. To pokazuje, że codzienność każdego z nas waha się między umiejętnościom życia w zbiorowości a chęci pokazania światu „jestem indywidualistą”. Najistotniejsze zdaje się być w takiej sytuacji pójście z samym sobą na kompromis. Ale nie uciekajmy ze skrajności w skrajność. Otwierajmy się na inność, na różne kultury, przekraczajmy to, co kiedyś wydawało nam się największą barierą. Tylko dzięki poznawaniu i współżyciu z innymi jesteśmy w stanie odkryć samych siebie. Poznać swoją prawdziwą naturę. Pozbyć się niektórych wad, czy wyeksponować zalety. Do współpracy z innymi ludźmi niezbędna jest tolerancja. Idealnym zdaje się tutaj być zdanie wypowiedziane kiedyś przez Helen Keller „Tolerancja jest największym darem umysłu, a wymaga takiego samego wysiłku mózgu, co utrzymanie równowagi na rowerze”. Dlatego uważam, że wizerunek Helen Keller świetnie wpisuje się w ideę AIESEC. Ponieważ akceptacja drugiego człowieka jest podstawą w każdym działaniu. Uczymy się pracy w zespole, słuchamy pomysłów innych ale też otwieramy kolejne drzwi w swoim świecie wyobraźni. Przecież każdy człowiek może nas zainspirować w inny sposób. Postarajmy się wielość inspiracji przelać na jakiś konkretny cel. Oczywiście nie musi on być tak heroiczny, jak praca bohaterki użytej przeze mnie w tekście. To może być każda z pozoru drobna czy błaha sprawa. A może wiele zmienić.

Autor:

Marta Maria Jakubowska

Członkini zespołu promocyjnego Global Citizen