Czas pożegnań – najtrudniejszy moment…

Pamiętam dzień, kiedy po raz pierwszy postawiłam sobie za cel wyjazd na wolontariat zagraniczny. Zainspirowały mnie wówczas osoby, które przyjechały do Polski, aby prowadzić zajęcia o kulturze swoich krajów. Obserwując ich pracę, zdałam sobie wtedy sprawę, że ja też mogę zrobić coś podobnego: pojechać do innego kraju i dzieląc się swoją kulturą, wiedzą i doświadczeniem, pomagać innym, inspirować, poszerzać horyzonty. O marzeniu, które zrodziło się we mnie ponad dwa lata temu, za kilka dni będę mogła już mówić w czasie dokonanym.

SONY DSC

Zazwyczaj najmocniej pamiętamy to, co działo się na początku i na końcu. Ostatniego tygodnia w Anconie prędko nie zapomnę. Pełen był emocji związanych z czerpaniem ostatnich chwil we Włoszech, pożegnaniami, a jednocześnie coraz silniejszą tęsknotą za domem i bliskimi.

W czwartek zostaliśmy zaproszeni na obiad do domu jednego z AIESECerów, Gianluci. Jego rodzina przywitała nas tradycyjnymi włoskimi daniami, a przede wszystkim rodzinną atmosferą, którą udało się stworzyć pomimo barier językowych. Jeśli chodzi o kulinarne przyzwyczajenia Włochów, to nie będzie wielkim zaskoczeniem, kiedy powiem, że większość z nich prawie codziennie je makaron. Co więcej, makaron często jedzą na pierwsze danie, w przeciwieństwie do nas, rozpoczynających dwudaniowy obiad od zupy. Pizzę tradycyjna włoska rodzina zjada nawet podczas świąt Wielkanocnych. Na głównych ulicach pełno jest barów i kawiarni, do których Włosi wstępują kilka razy dziennie po małą filiżankę espresso, lub cappuccino pijąc ją do słodkiego śniadania, nigdy po południu. Będąc u rodziny Gianluci dowiedziałam się co w kwestiach kulinarnych Polska i Ancona mają wspólnego. W 1944r. miasto zostało wyzwolone przez żołnierzy II Korpusu Polskiego. Na ich cześć tradycyjne rogale, którymi wówczas zajadali się żołnierze nazwano „polacca”. Do dziś można je podobno spotkać w niektórych barach Ancony (mam zamiar to wkrótce sprawdzić!)

SONY DSC

Piątkowa noc rozpoczęła czas pożegnań i należała do tych, których warto było nie przesypiać. Wieczór rozpoczęliśmy od imprezy odbywającej się na terenie uczelni- Festa Abruzzese (na cześć pobliskiego regionu Abruzja. Plac przed uczelnią tętnił życiem przy dźwiękach folklorystycznego zespołu z Abruzji, a spora grupa osób do późna w nocy tańczyła tradycyjne tańce z tego regionu. Nad ranem odprowadziliśmy na pociąg Jessicę, dwie godziny później Angelinę. W niedzielę rano żegnaliśmy Alberto.

Czas pożegnań jest dla mnie zawsze najtrudniejszy. Mimo wcześniejszej świadomości, że taki moment  nadejdzie, ciężko jest się przygotować na pożegnanie osób, z którymi dzieliło się jedną z najwspanialszych przygód w życiu. W mieszkaniu, przez które przewinęło się wiele różnych narodowości, zostaliśmy teraz w trójkę- ja, Carsten i Chita. Pokój dzielony przez 1,5 miesiąca z Jessicą stał się nagle okropnie pusty. Pomimo tego, że do dzisiaj nie potrafię wypowiedzieć jej chińskiego imienia, połączyła nas wyjątkowa więź, którą odkryłyśmy po jakimś czasie trwania projektu.

SONY DSC

Na początku tygodnia przesłaliśmy profesorowi nasze raporty. 6 tygodni pracy, 7 studentów, 2 strategie procesu internacjonalizacji przygotowane dla firmy. Czas spędzony na wyszukiwaniu informacji, których brak nieraz doprowadzał do frustracji, spotkaniach, poszukiwaniu właściwego kierunku, a także pokonywaniu barier językowych oraz ciągłe zdobywanie doświadczenia zmierza ku końcowi. Teraz pozostały nam tylko przygotowania do środowej prezentacji przed firmą.

A co jeszcze w planach? W Anconie mam swoje ulubione miejsca, do których czasem wracam by obserwować zachody słońca. Ale na mojej liście rzeczy do zrobienia we Włoszech, nieskreślone zostało jeszcze oglądanie wschodu słońca nad morzem. Planujemy małą wycieczkę na południe i odpoczynek na plaży, a w ostatni dzień przed moim wyjazdem, będziemy świętować prawie dwa miesiące spędzone we Włoszech.

SONY DSC

Choć zebranie wszystkich przemyśleń i wyciągnięcie wniosków zostawiam sobie na czas po powrocie do domu, kiedy to nabiorę dystansu i innej perspektywy, co mogę powiedzieć już teraz, wolontariat był niesamowitym i niepowtarzalnym doświadczeniem, mającym ogromny wpływ na moje życie i tworzenie planów na przyszłość. Niesamowitą przygodą, tworzoną z wyjątkowymi ludźmi, pełną inspiracji czerpanej od osób z całego świata, a także dzieleniu się sobą z innymi, odkrywaniu siebie i pokonywaniu słabości.

Wolontariat zagraniczny jest doświadczeniem, którego zdecydowanie nie wolno przegapić 🙂

Napisz swoją własną historię: http://kato.aiesec.pl/GlobalCitizen 🙂