Doświadczenie w AIESEC oczami absolwenta. Dlaczego warto?

Za siedmioma górami,  za siedmioma lasami i jeszcze za siedmioma rzekami…  Tak często zaczynają się piękne przygody. Moja, równie ciekawa, zaczęła się tak po prostu – w Katowicach, na Uniwersytecie Ekonomicznym. Hmm w sumie to za jedną rzeką. Gór obok nigdy nie widziałem 🙂

Zaczynając od początku

Sytuacja jakich wiele, przerwa między zajęciami. Tłumy studentów na korytarzu i ja w rozmowie z koleżanką z grupy dziekańskiej. Informuje mnie o rekrutacji do AIESEC. Jakieś projekty, praktykanci, konferencje, szkolenia i wiele innych aktywności o jakich – jako student – się nie zastanawiałem. Pierwsze moje myśli – po co mi to? Przecież jest fajnie, tak jak jest.

Kilka dnia później słowo “fajnie” zaczęło nabierać nowego znaczenia. Złożyłem aplikacje, dostałem się. Pierwszy projekt, pierwszy zespół, pierwsza konferencja narodowa i historia nabrała tempa. Mógłbym wymieniać setki ludzi jakich poznałem, ilości projektów, konferencji czy szkoleń,  w których wziąłem udział. Liczby te nie oddadzą tego, co dla mnie w AIESEC było i jest najistotniejsze.

Dla mnie AIESEC to platforma do rozwoju siebie i czynienia podwójnego dobra. Z jednej strony zdobywałem nową wiedzę i rozwijałem umiejętności. Z drugiej, umożliwiałem to samo setkom ludzi wokół mnie. Czy to prowadząc projekt oparty na wymianie, 15 osób z różnych stron świata odbyło praktykę w śląskich firmach. Czy też prowadząc warsztaty, dla ponad 100 osób z 30 krajów, w trakcie międzynarodowej konferencji w Catani we Włoszech.

Często słyszę pytanie – która historia czy przygoda w AIESEC miała dla mnie największe znaczenie? Odpowiem – każda. To właśnie różnorodność działania, setki porażek i sukcesów, zbudowały mnie takiego jaki jestem. A jestem w pełni świadomy co (nie)lubię robić i w czym jestem dobry.

Co po AIESEC?

Dziś mam jeszcze większe przekonanie, że było warto. Zdobyte doświadczenia przełożyłem na swoją ścieżkę kariery. Zaraz po skończeniu swojego ostatniego etapu w AIESEC – wolontariatu w Chinach – rozpocząłem program praktyk w ING. Wystarczyła jedna rozmowa rekrutacyjna. Praktykę skończyłem z dwoma ofertami pracy. Wybrałem to co już kochałem – pracę w obszarze szkoleń i rozwoju talentów. Dziś mijają 2 lata mojego rozwoju jako trener wewnętrzny w ING Banku Śląskim.

Nie odważę się napisać, że bez AIESEC na pewno byłoby inaczej. Jestem jednak  pewny, że dzięki swojemu zaangażowaniu i otwartości na nowe doświadczenia, jest mi dziś łatwiej budować i podążać własną ścieżką. Nie musi ona iść przez te siedem gór i rzek. Wiem, że jestem w dobrym miejscu bo sam o tym decyduję.

Radek Świszcz