Ja liderem?

Liderem się człowiek rodzi czy może stać się nim z czasem? Co sądzi o tym Patrycja, studentka filologii angielskiej, która dołączyła do AIESEC dwa miesięce temu? Przekonajmy się.

Nie jestem typem lidera. Lubię działać, być w ruchu, lubię podejmować nowe wyzwania. Nie raz, nie dwa zdarzyło mi się wystąpić publiczne, czy stanąć na czele projektu. Potrafię słuchać, podobno całkiem niezły ze mnie doradca. Ale przecież jestem nieśmiała, prawda? A wokół mnie jest mnóstwo osób, które wiedzą więcej i są zwyczajnie lepsze. Ja się do tego nie nadaję, nie ma szans.

Mogę pracować z dzieciakami w ramach wolontariatu albo nadzorować tworzenie gazetek teatralnych; potrafię koordynować pracę zespołu i improwizować podczas przemów. Nigdy jednak nie postrzegałam siebie inaczej, niż nieśmiałej dziewczyny, która owszem, robi wiele, ale z pewnością nie jest „przebojowa”. Taki zaś powinien być lider, czyż nie? Pierwszym skojarzeniem jest przecież geniusz, który porywa tłumy.

AIESEC uświadomił mi, że byłam w błędzie. Że liderem jest każdy, kto wywiera wpływ na otoczenie, nawet jeśli składa się na nie tylko mama, najbliższa przyjaciółka i pani z warzywniaka. Bo jeśli ja wpłynę na trzy osoby, a każda z nich na kolejne trzy, które przekażą ideę dalej, to krąg ten znacząco się powiększy. Oczywiście cudownie byłoby przekonać do swoich racji tysiące osób za  jednym zamachem; poniekąd jednak właśnie to robi AIESEC. Studenci ze 127 krajów na całym świecie krok po kroku dążą do jasno wyznaczonego celu, wierząc, że wspólną pracą są w stanie osiągnąć wszystko.

Jak więc trafiłam do organizacji, skoro nie w głowie mi liderstwo? Pewnego dnia zaczęłam szukać możliwości wyjazdu za granicę na wolontariat i tak strona po stronie trafiłam na program Global Citizen. Tego samego wieczora natknęłam się także na zdjęcie znajomej w towarzystwie praktykantów z Azji oraz informację o otwartej rekrutacji i poczułam, że to nie jest tylko zbieg okoliczności. Potem jeszcze tylko spotkanie informacyjne i już wiedziałam, że ja też chcę spróbować swoich sił. Aplikacja, zadanie grupowe, rozmowa kwalifikacyjna, aż w końcu telefon –udało się! Z mieszanką ekscytacji i przerażenia pojechałam na konferencję lokalną, by wrócić z poczuciem, że to jest to.

Mój staż w AIESEC nie jest długi, lecz pewne pozytywne zmiany z nim związane nastąpiły niemal automatycznie. Wyobrażacie sobie studiować filologię angielską, a jednocześnie oblewać się zimnym potem na samą myśl o użyciu języka Wyspiarzy w towarzystwie cudzoziemców? Nadal rugam siebie za popełniane błędy, wiem jednak, że tak naprawdę nie poprawność językowa jest najważniejsza, a sam kontakt z drugim człowiekiem. Bo to właśnie od siebie nawzajem możemy nauczyć się najwięcej.

Obecnie działam w projekcie Global Talents i zajmuję się wysyłaniem ludzi na praktyki za granicę, dzięki czemu nie tylko rozwijam swoje umiejętności miękkie, ale także pomagam spełniać czyjeś marzenia. Przygotowuję się również do wyjazdu na wolontariat, podczas którego będę uczyła dzieci i młodzież języka angielskiego. Wiem, że gdyby nie AIESEC pewnie drzwi zostałyby dla mnie zamknięte jeszcze przez długi czas. Jeśli więc jesteś osobą, która lubi robić coś więcej, ale tak jak ja wcześniej, nie do końca wierzy w swoje umiejętności – aplikuj.

Być może dowiesz się, że jesteś materiałem na niezłego lidera.

Jesteś zdecydowany podjąć wyzwanie? Zaaplikuj do AIESEC na: kato.aiesec.pl/rekrutacja

Patrycja, studentka Filologii Angielskiej

IMG_8172