“Niesamowity wolontariat…”

我爱西安, czyli niesamowity wolontariat w Chinach!

Myśl wyjazdu na wolontariat zagraniczny zrodziła mi się w głowie, gdy byłam na ostatnim

roku moich studiów na kierunku stosunki międzynarodowe. Przypadkiem trafiłam na

ofertę wyjazdu w ramach programu Global Citizen i od razu wiedziałam, że to jest to! Cel

mojej wyprawy był oczywisty – CHINY. Jestem zafascynowana kulturą chińską, historią

oraz językiem, którego uczę się od prawie 2 lat. Mój projekt miał odbywać się w szkole

podstawowej w Syczuanie, lecz z powodu złych warunków atmosferycznych został

odwołany na 2 tygodnie przed moim wyjazdem. Generalnie stwierdziłam, że

najważniejszy jest cel mojej podróży, czyli pomoc innym, a nie miejsce, więc od razu

zgodziłam się na zastępczy projekt. Tak więc los zadecydował, że trafiłam jednak do

Xi’anu, gdzie miałam pomagać w opiece nad dziećmi z autyzmem oraz innymi

upośledzeniami umysłowymi. Gdy wylądowałam w Pekinie, przywitał mnie ogrom ludzi

na lotnisku oraz straszny upał. Od razu mogłam się przekonać na własnej skórze co

oznacza liczba 20 mln samych Pekińczyków. Początkowo mieszkałam u host family,

która była bardzo serdeczna oraz przywitała mnie kolacją z tradycyjnymi chińskimi

potrawami. Niektóre dania wyglądały co najmniej dziwnie, lecz stwierdziłam, że jestem w

Chinach i powinnam wszystkiego spróbować. Na szczęście obyło się bez problemów i

chińskie jedzenie okazało się bardzo smaczne. Już pierwszego dnia udało mi się

opanować naukę jedzenia pałeczkami, więc byłam z siebie bardzo dumna . Z Pekinu

udałam się w 12 – godzinną podróż pociągiem do Xi’anu. Na szczęście towarzyszyła mi

koleżanka z Egiptu, która uczestniczyła w tym samym projekcie oraz znałam podstawy

języka chińskiego, więc komunikacja w pociągu nie była taka straszna. Po ok. 15

godzinach dotarłam na przedmieścia Xi’anu, które bardziej przypominały mi wieś niż

miasto. W szkole czekali na nas już pozostali członkowie – z Wielkiej Brytanii, Nigerii,

Bahrajnu, Tajwanu oraz Egiptu. Na miejscu okazało się, że było małe opóźnienie i

dopiero zakończono remont, tak więc naszym pierwszym zadaniem było doprowadzenie

do porządku szkoły oraz akademików. Po raz pierwszy w życiu sprzątanie sprawiało mi

taką przyjemność, nie wiem czy wynikało to z tego, iż robiliśmy to wszyscy razem oraz w

międzyczasie rozmawialiśmy, śpiewaliśmy, czy tez może świadomość, że robimy to dla

dzieci. Kolejny etap naszego wolontariatu okazał się jeszcze przyjemniejszy, bo mieliśmy

za zadanie zaprojektować wygląd ścian wewnętrznych szkoły oraz zrealizować nasz

plan. Na szczęście okazało się, że w każdym z nas drzemie dusza artysty (w mniejszym

bądź większym stopniu) i po tygodniu z dumą patrzyliśmy na nasze „dzieła” . Trzeci

etap naszego programu polegał na pomocy w opiece nad dziećmi i muszę przyznać, że

był to najbardziej wyczekiwany przez nas moment, ale też i najtrudniejszy. Praca z

dziećmi autystycznymi wymaga ogromnej cierpliwości i czujności. Wspólnie z

nauczycielami bawiliśmy i graliśmy z dziećmi, ale także uczestniczyliśmy w zajęciach z

języka chińskiego, matematyki oraz muzyki.

Jednak nie samą pracą żyje człowiek. Wieczorami wszyscy razem graliśmy w

koszykówkę, chodziliśmy na karaoke, oglądaliśmy filmy czy też graliśmy w „Monopoly”

(które sami zrobiliśmy). W weekendy zwiedzaliśmy piękny Xi’an oraz organizowaliśmy

piesze wędrówki w góry. Niestety czas bardzo szybko upłynął i przyszło nam się

pożegnać. Dzieci ze szkoły wraz z rodzicami i nauczycielami przygotowali dla nas

przyjecie pożegnalne na którym wręczono nam dyplomy oraz pamiątki (aż łezka w oku

się zakręciła). Dzięki programowi Global Citizen zdobyłam ogromne doświadczenie,

zawarłam nowe przyjaźnie, poznałam bliżej chińską kulturę i mogłam sprawdzić swoje

umiejętności językowe w praktyce. AIESEC w Chinach był moją największą i najlepsza

przygodą w życiu! Wyjeżdżając z Xi’anu obiecaliśmy sobie, że wszyscy wrócimy do

„naszej szkoły” za 3 lata, tak więc do zobaczenia 中国.”

Autor: Jadwiga Krakowiecka