“Kiedy pojawiła się możliwość wyjazdu podjęłam decyzję w 15 minut!”

Jeszcze zastanawiasz się, czy wyjazd na wolontariat jest dla Ciebie?
Odpowiedź na to i inne pytania znajdziesz w historii Asi, która, jak twierdzi, podjęła decyzję o wyjeździe na wolontariat do Brazylii w 15 minut.

Mimo iż przymierzałam się do wyjazdu na wolontariat. To sam w sobie pomysł był dopiero zarodkiem. Jednakże w momencie kiedy pojawiła się możliwość wyjazdu podjęłam decyzję bardzo szybko, a dokładnie w 15 minut. Wybrałam Brazylię, ponieważ zawsze było to moim marzeniem, dodatkowo znalazłam tam projekt SMarketingu, który wpisuje się w moje ramy zawodowe. Wszystko idealne pasowało. Kiedy mogą zrealizować się Twoje marzenia, nie ma nad czym się zastanawiać.
W życiu trzeba chwytać szanse i okazje – zwłaszcza te, które przyczyniają się do rozwoju zarówno Twojego jak i ludzi w Twoim otoczeniu.

Moi bliscy i znajomi byli ogromnym wsparciem, cieszyli się razem ze mną, co nie pozwoliło mi zwątpić w słuszność podjętej decyzji. Od momentu kiedy dostałam maila z potwierdzeniem do momentu wylotu byłam pewna w 100%, że robię to co powinnam i że będzie to duży krok w moim życiu.

Po przyjeździe pozytywnie zaskoczyła mnie otwartość ludzi, ich gościnność i serdeczność. Po chwili przebywania u rodziny goszczącej czułam się jak na rodzinnym obiedzie u babci. Ponadto przez 6 tygodni przytulałam się chyba częściej niż w ciągu całego roku. Brazylijczycy uwielbiają kontakt z ludźmi. Przytulają i całują na przywitanie i na pożegnanie. Są w stanie zaprosić na obiad czy kawę po chwili rozmowy z Tobą. Radość sprawiało mi samo przebywanie z pozostałymi wolontariuszami wśród lokalnych społeczności. Uwielbiam ich pogodę ducha, ludzi tańczących i grających na ulicach, śpiewających na straganach ze świeżymi owocami. Mimo, że ich rzeczywistość jest szara, wiedzą, że życie jest jedno i powinno być przepełnione pozytywną energią.

Wyjazd nauczył mnie między innymi, że czasami te najbardziej szalone i spontaniczne pomysły są tymi właściwymi i nie trzeba się ich bać. To, że coś jest nieszablonowe nie oznacza, że jest złe.

Dzięki możliwości realizacji projektu marketingowego nauczyłam się dużej samodzielności podczas całego procesu tworzenia jak i przeprowadzania kampanii marketingowej, a także decyzyjności. Dzięki wcześniej wspomnianym aspektom zaczęłam myśleć szerzej i bardziej wizjonersko starając się przewidzieć ewentualne konsekwencje podjętych decyzji. To bardzo ważne, zazwyczaj na stażach czy praktykach nie mamy takiej możliwości. Wykonujemy powierzone zadania, które są weryfikowane przez osobę odpowiedzialną za nas. Tutaj był to skok na głęboką wodę, ale spodobało mi się i chyba zacznę skakać częściej :).

Wolontariat nauczył mnie także doceniać tego co mam i w jakim świecie żyję. Często narzekamy na to co mamy, jak żyjemy, gdzie żyjemy. Często jest wszystkiego za mało i nie tak. Na wolontariacie dostrzegłam, że żyję w świecie pełnym możliwości. A jedynym ograniczeniem w dążeniu do realizacji celów jesteśmy tylko i wyłącznie my sami. To, że jest ciężko coś osiągnąć, nie równa się słowu niemożliwe. Uważam, że ciężko osiągnięte cele dają jeszcze większą satysfakcję. Trzeba zrozumieć, że na wszystko trzeba sobie w życiu zapracować.
Niestety, nie każdy ma taką perspektywę zmian i rozwoju. Na pewno nie większość brazylijskiej społeczności. Tutaj młodzi ludzie nie mają takich perspektyw jak my. To jest kolejna rzecz, którą zrozumiałam i doceniłam po 6-cio tygodniowym pobycie w Brazylii i życiu w Salvadorze.

Na pewno przebywanie w środowisku międzynarodowym poszerzyło moje horyzonty, zwiększyło świadomość innych kultur. Zbudowało także dumę z mojej własnej, kultury, o której mogłam rozmawiać godzinami.

Jeżeli chodzi o trudności, które przełamałam to na pewno jest bariera językowa, ponieważ bardzo mały procent ludzi mówi tutaj po angielsku, co stanowiło ogromną przeszkodę dla mnie, ponieważ nie mówię po portugalsku. Aczkolwiek po paru lekcjach i ciągłej pracy z rozmówkami dałam radę. Po miesiącu zaczęłam rozumieć sens wypowiedzi i starałam się odpowiadać w języku portugalskim. Było dla mnie dużym powodem do radości i wpisuję to na listę małych sukcesów.

Największą radość sprawiała mi praca w organizacji, w której byłam wolontariuszem. Myśl, że chociaż w małym stopniu mogę przyczynić się do polepszenia warunków funkcjonowania mojego NGO, a co za tym idzie polepszenia poziomu wykształcenia dzieci z lokalnej społeczności, dawała ogromną radość. 

Mój wolontariat polegał bowiem na tworzeniu kampanii social marketingowej dla lokalnego NGO, który nazywa się Baguncaco. Naszymi celami było wypromowanie organizacji na terenie Salvadoru, promocja eventu z okazji 25 rocznicy istnienia organizacji, a także pozyskanie funduszy na dalsze kształcenie dzieci, z naciskiem na naukę języka angielskiego oraz rozwój muzyczny. Istotne było także pozyskanie środków na zajęcia rekreacyjne dla dzieci podczas wakacji i przerwy świątecznej.

Celem organizacji poza kształceniem dzieci jest także, w możliwie jak największym stopniu, wyciągnięcie dzieci ze środowiska, w którym żyją. Baguncaco pokazuje im inny świat i przedstawia wizję świata z innej perspektywy. Bardzo wierzę w to co robią i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś będę mogła z nimi współpracować

Także praca z dziećmi dawała ogromną satysfakcję. Mimo, że zajmowałam się marketingiem nie byłam w stanie odmówić, kiedy któreś z podopiecznych przychodziło i chciało się nauczyć czegoś z angielskiego.

Wiem, że 6 tygodni spędzonych tutaj odbiję się w znacznym stopniu na moim życiu. Już się odbiło. Rozwinęłam się zawodowo. Rozwinęłam się także jako człowiek. Wiele dowiedziałam się o samej sobie. Najbardziej chyba zaskoczyły mnie pokłady odwagi jakie w sobie mam, a o których przed wyjazdem nie miałam świadomości. Zmienił się w pewnym stopniu mój światopogląd. Po tym co piszę można pomyśleć, że wyolbrzymiam. Tylko 6 tygodni, a tak wiele zmian? Też tak kiedyś myślałam.


Tak jak wspomniała Asia, żyjemy w świecie pełnym możliwości, więc wykorzystaj to!
Wejdź na Kr.aiesec.pl/GlobalVolunteer i znajdź wolontariat dla siebie 🙂