Llama in my… Peru Volunteering!

Dlaczego wyjechałam? – Bo po prostu tego chciałam!

Bardzo prosta odpowiedź, prawda? Dla wielu zbyt abstrakcyjna, dla mnie też taka była, ale zacznijmy od początku! Nazywam się Greta i opowiem Wam, jak spełniłam największe marzenie wyjeżdżając na wolontariat do Peru.

Idąc na studia szukałam różnych możliwości i w taki sposób trafiłam do organizacji AIESEC, gdzie działałam przez dwa lata i najbardziej żałuję, że przez dwa lata zawsze pojawiały się wymówki: “nieodpowiedni moment”, “nie mam na to czasu”, “mam inne zobowiązania” i wiele innych. Niespodziewanie, po zakończeniu doświadczenia w organizacji dostałam pracę, która okazała się ścieżką do wymarzonej kariery i w tym momencie moje marzenie wydawało mi się niemożliwe. Nic bardziej mylnego!
Dostałam urlop na dwa miesiące wraz z worem wsparcia i zaufania. Kupiłam bilety i dwa miesiące później znalazłam się na drugim końcu świata, w stolicy Peru – Limie. Na lotnisku przywitały mnie osoby organizujące projekt, a poza lotniskiem poznałam totalny chaos i korki uliczne!

Jeździłam już wiele po świecie, ale pierwszy raz mieszkałam w rodzinnym domu u ludzi z danego kraju i było to najwspanialsze doświadczenie w moim życiu. Rodzina, u której byłam, przez 8 tygodni stała się również moją rodziną. Gościnność oraz troska, jaką dostałam, była bezcenna! Dzięki peruwiańskiej mamie i siostrom, poznałam historię, kulturę, obyczaje i codzienne życie Peruwiańczyków.

W trakcie projektu uczyłam dzieciaki angielskiego w najbiedniejszej dzielnicy Limy, gdzie zdałam sobie również sprawę, że znaczenie biedy ma tam całkowite inne znaczenie niż w Europie. Dzieciaki nie czuły przynależności do kraju, natomiast do wzgórza, na którym mieszkały. Myliły Polskę z Kolumbią i pierwszy raz spotkały osobę o europejskiej urodzie. Mimo wszystko, czas spędzony z nimi oraz ciepło, które mogłam im podarować, było bezcennym doświadczeniem!

 

Szok kulturowy był ze mną każdego dnia! O tym mogłabym napisać oddzielny artykuł, natomiast największym szokiem dla mnie był transport publiczny, a właściwie jego brak. Wyobraźcie sobie miasto, w którym żyje 11 milionów ludzi i nie mają rozkładów jazdy oraz przystanków. Tak, to szalona Lima. Codziennie dojazd do szkoły, w której uczyłam, zajmował mi 2 godziny w jedną stronę. Myślicie, że narzekałam? Nie, ponieważ to jest to normalne dla każdej osoby mieszkającej w stolicy.

 

W tym wyjeździe największym plusem był fakt, że mogłam pomóc i przy okazji zwiedzić państwo wraz z innymi wolontariuszami… Peru kojarzy się oczywiście z Machu Picchu, które rzeczywiście jest niesamowite, ale ten kraj ma do zaoferowania dużo więcej! Udało mi się zwiedzić cały kraj, zjeżdżając na desce z pustynnych wydm, śpiąc u tubylców pośrodku najwyżej położonego jeziora na świecie, wspinając się na pięciotysięczniki oraz łowiąc piranie w dżungli.

 

Ta przygoda, jak i Peru nauczyły mnie wielu rzeczy, a przede wszystkim doceniać małe rzeczy: ciepłą wodę, dach nad głową, bezpieczeństwo czy transport publiczny. Minęło już 3 miesiące od mojego powrotu i chcę tam wrócić. Moja historia jest dla mnie samej przykładem i mam nadzieję, że Ty też stworzysz własną historię poprzez swoje chęci!

Autorką tekstu jest Greta Wikiera