Opo yo? – czyli jak zrozumieć Indonezję

Decyzja podjęta w ułamek sekundy. Dlaczego inni spełniają swoje marzenia, a ja tylko siedzę i czekam na odpowiedni moment, który nigdy nie nadejdzie? Jadę na wolontariat. Gdzie? Jak najdalej! Padło na Indonezję. Bardziej z przypadku niż świadomego wyboru, ale ja wciąż wierzę, że coś mnie pokierowało właśnie tam.

 

Sama podróż samolotem była już wielką przygodą, leciałam pierwszy raz w życiu. Po kilkudziesięciu godzinach w drodze w końcu dotarłam tam, Surabaya. Miasto wiecznych korków i odgłosów nawoływania z Meczetów, tak je będę pamiętać. Już pierwszego dnia poczułam się tam jak w domu, mimo, że ciężko było znaleźć jakiekolwiek podobieństwo do Polski. Dlaczego więc tak się stało? Poznałam ich – moją Rodzinę. Wiem, że moich znajomych dziwi, że nazywam Ich ojcem, mamą, siostrą i bratem, ale Oni naprawdę stali się moją rodziną. Od początku byłam traktowana jak córka i siostra. To dzięki Nim poznałam kulturę Indonezji. Miałam okazję świętować z Nimi nowy rok muzułmański, uczestniczyć w ceremonii ślubnej czy po prostu spędzać miłe wieczory przy rozmowie. Po sześciu tygodniach nie wiedziałam czy wracam do domu, czy ja go właśnie opuszczam.

Cały projekt spędziłam w jednej szkole. Mimo, że byłam wolontariuszką w gimnazjum to spędzałam również czas z dziećmi z podstawówki. Spróbuj odmówić dzieciakom zaciągającym cię do klasy, żeby chwilę się z nimi pobawić. Szkoła jest muzułmańska. Cały dzień dostosowany jest do zasad panujących w islamie. Modlitwy o określonych godzinach w musholi (mały meczet), wszystkie dzieci w mundurkach, nauczyciele również mają swoje uniformy. Dziewczynki i nauczycielki w hidżabach. Przed każdą modlitwą wszystkie dzieci i pracownicy ustawiają się w kolejce do kranów, aby obmyć twarz, ręce i stopy. Dziewczynki w okresie menstruacji nie mogą przystępować do modlitwy, jest dla nich specjalna lista, na którą muszą się wpisać. Każdy okazuje tam szacunek osobie starszej całując jego rękę, ewentualnie przykładając do czoła lub policzka. Brzmi bardzo obco, prawda? Mimo to panuje tam otwarta rodzinna atmosfera, uczniowie nie raz przychodzili do pokoju nauczycielskiego i zwyczajnie rozmawiali z nauczycielami, czasem doradzali się w sprawach prywatnych, żartowali, jedli razem. Nigdy nie doświadczyłam takich relacji w moich szkołach. Od pierwszego dnia, ja również byłam traktowana jako członek ich społeczności.

Codziennie jechałam do szkoły z moim Host ojcem, który jest tam dyrektorem. Jeździliśmy motocyklem, ponieważ to szybszy środek transportu, mimo to dojazd trwał zawsze około godziny. Stanie w korku podczas upału nie należało do moich ulubionych aktywności, jednak bez problemu dało się to znieść. Ojciec zawsze robił mi kawę, po czym szłam do dzieci, rozmawiałam z nimi, uczyłam angielskiego, grałam w gry. Często spędzałam czas na rozmowie również z pracownikami w szkole. Wszyscy zawsze byli niesamowicie mili i pomocni. Mimo, że nie każdy mówi tam po angielsku, nauczyliśmy się wzajemnie rozumieć. Jest tylko jedno zdanie, którym mogę podsumować czas tam spędzony – „chcę tam wrócić”.

Ale wolontariat z AIESEC nie ogranicza się do projektu. To również wspaniały czas spędzony na podróżach. Kto nie skorzystałby z takiej możliwości? Każde miejsce, które zwiedziłam, zapamiętam na zawsze. Każdą świątynię, wodospady, wulkan, góry, pola ryżowe. Jednak jedna wycieczka jest dla mnie najbardziej niezwykła. Bali. Dwa dni z jedynym kompanem, który zabrał mnie w najciekawsze miejsca – skuterem. Nie spodziewałam się nawet, że będę mogła zwiedzić dzięki niemu aż tak dużą część tej niezwykłej wyspy. Warto zauważyć, że osoby, która wypożycza Ci skuter nie obchodzi nawet czy masz prawo jazdy.

Osobie pochodzącej z Europy może się wydawać na pierwszy rzut oka, że w Indonezji panuje chaos. Jeśli jednak dokładniej się przyjrzysz i zatopisz głębiej w kulturę, zauważysz szybko harmonię jaka tworzy każdy ich dzień.

Monika