Rafał – Malezja

“Nazywam się Rafał Gosławski, jestem studentem logistyki na Uniwersytecie Łódzkim.

Zastanawiałem się długo co do moich planów wakacyjnych, jednak w końcu zdecydowałem się na wolontariat, bo uważałem, że w moim przypadku to ostatni dzwonek bym mógł wziąć udział w takim doświadczeniu, ponieważ w późniejszych latach planuje już skupić się na pracy i karierze. Do tego czułem w środku impuls i przeczucie, że muszę wyjechać właśnie na wolontariat. Po naprawdę długich poszukiwaniach konkretnego projektu i państwa zdecydowałem się na Malezję i pracę związaną z pokazaniem różnych możliwości wybrania odpowiedniej ścieżki kariery i ogółem tematów związanych z przyszłością odnośnie pracy. Głównym naszym zadaniem było prowadzenie warsztatów dla uczniów szkół średnich. W sumie w skład naszego teamu w projekcie wchodziło 6 osób. Po rozplanowaniu naszych zadań na następne tygodnie pracy – to wszystko wyglądało i zapowiadało się bardzo ciekawie. Na koniec okazało się, że przeprowadziliśmy jedynie 2 warsztaty, to bardzo bardzo mało, szczególnie w porównaniu z tym co było napisane w job description. Dodatkowo jako bonus mieliśmy możliwość spotkania się 2 razy z dziećmi z domu dziecka co było dla nas nowym i bardzo ciekawym doświadczeniem. Tak z kolei oprócz prowadzonych gier i zabaw zaprezentowaliśmy nasze ojczyste państwa, tak aby dzieci mogły lepiej poznać skąd przybyliśmy. Przez nie tak profesjonalnie zorganizowany projekt, gdzie wiele warsztatów zostało odwołanych, wolontariat zamienił się bardziej w wakacje z dużą ilością czasu wolnego i wieloma podróżami podczas ostatnich 2 tygodni naszego pobytu. I w tym właśnie aspekcie poczułem się spełniony z racji mojego zamiłowania do podróżowania. Niesamowite było poznanie tylu nowych i kochanych ludzi z różnych państw świata, a w szczególności dziewczyny z Polski, której na długo przed wyjazdem się nie spodziewałem i przede wszystkim nie znałem. Czuliśmy się wszyscy jak w specyficznej rodzinie, dzieląc się wszystkim co mieliśmy, problemami również, wspierając się nawzajem, pomagając i spędzając każdy dzień zazwyczaj również razem. Wracając do podróży, to podczas nich czułem się najlepiej, a do tego spędzając je ze swoją “rodzinką” – to były najlepsze chwile. Ukazały się w niektórych miejscach niesamowite widoki, przy których mnie totalnie zatkało od środka i właśnie m.in. dla takich chwil warto żyć. Czy to były plantacje herbaty, czy Singapur, Dubaj czy kilka pięknych wysp, gdzie można było na chwilę zapomnieć o świecie i po prostu nacieszyć się mocno tymi widokami, czasem również pomyśleć nad życiem tak sam ze sobą. Na pewno nie zapomnę: – właśnie tych zapierających dech w piersiach widoków czy to naturalnych czy to budynków stworzonych przez człowieka we wcześniej wspomnianych miejscach – spotkania skorpiona w środku dżungli – arabskiego tańca zatańczonego w samym środku plantacji herbaty – reakcji dziewczyn ze szkoły średniej na mój widok (ten podnoszący się głos publiki: ooooooooooooooooo) – uśmiechu dzieci z domu dziecka, ich radości gdy mogliśmy spędzać z nimi czas – odwiedzania biblioteki i jej okolic zwłaszcza na początku, tylko po to by uzyskać dostęp do internetu – życzliwości, troskliwości i uzyskania pomocnej dłoni od Malezyjczyków, a w szczególności członków lokalnego komitetu AIESEC UTP – 3-4 wspaniałe osoby, z którymi zżyłem się bardziej niż z innymi – i wiele wiele innych sytuacji, które napawały mnie optymizmem i pozytywną energią 🙂

Polecam AIESEC, dlatego, że jest to life changing experience i dzięki tej organizacji miałem okazję spędzić 6 najcudowniejszych tygodni mojego życia. Ale naprawdę warto zaufać AIESEC, bo na pewno wiele wiele zyskacie czy to na wyjeździe czy to przy dołączeniu do tej organizacji.

Planów na przyszłość jest kilka, ważne żeby w nie wierzyć, nie bać się o nich marzyć, tylko wdrażać w życie te cele, a nie gadać, tylko działać ;)”

Rafał

[nggallery id=15]