Posts

Zrobić coś więcej na studiach- to możliwe

     Maciek

       Cześć!

            Mam na imię Maciek i od prawie roku jestem w organizacji AIESEC. Przez tych kilka miesięcy miałem szansę, brania udział w kilku projektach, które są u nas organizowane. Od samego początku mojej przygody w organizacji byłem związany z promocją, a wraz z kolejnymi miesiącami przeniosłem się do projektu Dni Kariery.

Ale na początek chciałbym Wam opowiedzieć jak to się stało, że w ogóle zainteresowałem się właśnie tą organizacją. Przez wiele lat związany byłem z zupełnie innymi rzeczami i nigdy nie myślałem, że podczas studiów będę miał czas i przede wszystkim chęć, by działać w ramach jakiejkolwiek organizacji. Od najmłodszych lat grałem w piłkę nożną i unihokeja i to było TO na co poświęcałem najwięcej czasu i czemu było podporządkowane większość moich decyzji. Przez te wszystkie lata udało się w pewnym stopniu osiągnąć coś z czego mogę być zadowolony, ale niestety jestem też jedną z tych osób, które przegrały w niektórych sytuacjach z własnym zdrowiem, przez co nie do końca udało mi się zrealizować wszystkie swoje plany, które miałem. Wówczas zacząłem także poważniej myśleć o czymś więcej i wtedy do gry weszła grafika komputerowa, a w niedługim czasie później statystyka i systemy gry. Sport, grafika i giełda to właśnie moje największe pasje, z których jedna zaprowadziła mnie do AIESEC.

Dzięki temu, iż grafika komputerowa jest obecna w moim życiu od dłuższego czasu zdecydowałem się, że chcę zrobić coś naprawdę wartościowego i dzięki kilku osobom, zdecydowałem się, że wypełnię aplikację do organizacji. Po pewnym czasie i pozytywnej weryfikacji zostałem przyjęty. Jak już wspominałem wcześniej, zaczynałem od promocji wyjazdów zagranicznych, następnie zostałem koordynatorem lokalnym ds. promocji w Dniach Kariery (dzięki czemu mogłem m. in. stworzyć ogólnopolską szatę graficzną tego projektu) a obecnijestem koordynatorem głównym projektu Dni Kariery Katowice. Projekt, który zapewne większość z Was już kojarzy, a mogło nie wiedzieć, że tak duże wydarzenie organizują STUDENCI tacy jak Wy. Kilkunastoosobowy zespół, który pracuje przez kilka miesięcy, by w ten jeden dzień, przez kilka godzin, umożliwić studentom, firmom i gościom, wzajemny kontakt i szansę rozpoczęcia swojej własnej kariery. Dzięki organizacji takiego wydarzenia mogę sprawdzić się w roli lidera zespołu, mam kontakt z największymi firmami w regionie i nie tylko, a także mogę wziąć na swoją odpowiedzialność wydarzenie w którym udział bierze 5000 osób! Dlatego, jeśli jeszcze nie jesteś pewny tego co chcesz robić podczas studiów, a myślisz o swojej przyszłości, zaaplikuj, przyjdź na rozmowę i przekonaj się czy to właśnie to co pozwoli Ci spędzić wspaniałe chwile z niesamowitymi osobami.

Maciek,

Student Międzynarodowych Stosunków Gospodarczych

Chcesz zrobić coś więcej? Zaaplikuj do AIESEC: kato.aiesec.pl/rekrutacja

P1050755

Wykorzystać czas studiów

Ola

Cześć, mam na imię Ola. Studiuję na Uniwersytecie Ekonomicznym i do marca ubiegłego roku byłam niczym nie wyróżniającą się studentką – uczęszczałam na wykłady, pisałam kolokwia, zdałam swoją pierwszą sesję. Będąc na uczelni zawsze miałam w pamięci, że obiecałam sobie wykorzystać czas studiów najlepiej jak potrafię. Status studenta oprócz wyższego wykształcenia oferuje przecież mnóstwo innych możliwości, które szkoda byłoby zmarnować. Zawsze uważałam, że na wiele mnie stać, ambicji nigdy mi nie brakowało, a chcieć to móc. A chciałam mieć wpływ na swoją przyszłość, wziąć udział w dużym przedsięwzięciu, móc się wykazać… I tak właśnie się zaczęło.

 

Po zdanej sesji szukałam dodatkowego zajęcia, które byłoby dla mnie wyzwaniem. Zdecydowałam, że zacznę od organizacji studenckiej. Podpierając się na lewej ręce scrollowałam nazwy organizacji działających przy mojej uczelni. Wybrałam trzy, które pasowały pod moje kryteria, a spośród nich tą która wydawała mi się najbardziej odpowiednia – AIESEC.

Napisałam aplikację, odbyłam rozmowę kwalifikacyjną i niedługo potem dostałam telefon z gratulacjami. 6 marca wyjechałam na lokalną konferencję, która miała za zadanie przybliżyć nowym członkom działalność organizacji. Poznałam jej kulturę i wartości, bogatą historię i ambitne plany na przyszłość. Ucieszył mnie fakt, że szczególny nacisk kładą na rozwój (poprzez realne działanie!) i liderstwo. Podoba mi się podejście, że Twój wkład jest zauważany, doceniany i zwracany z nawiązką.

Zostałam przydzielona do projektu wymianowego, w którym pomagałam młodym Polakom odbyć praktyki zagraniczne. Pierwszy raz miałam możliwość działania na międzynarodowej platformie, przeprowadzania licznych rozmów rekrutacyjnych, dopasowywania ofert dla zainteresowanych osób i przygotowywania ich do wyjazdu. To jest niesamowite, kiedy pośredniczysz w spełnianiu cudzych marzeń! Jedną z takich osób była dziewczyna, która z moją pomocą wyjechała do Wietnamu uczyć języka angielskiego.

Dzięki projektowi dowiedziałam się, że dział human resources jest tym, w czym chcę się dalej kształcić. Po raptem trzech miesiącach działalności zaaplikowałam na pozycję lidera projektu w obszarze, z którym wcześniej nie miałam styczności. Naszym zadaniem było przyjęcie zagranicznych wolontariuszy i zorganizowanie im wolontariatu w polskich szkołach. Od zawsze podobała mi się międzynarodowa współpraca i chciałam już od razu spróbować czegoś nowego. To było odważny krok, biorąc pod uwagę, że byłam całkiem nowym członkiem i działałam już w jednym projekcie. Jednakże udało mi się i dziś, po około 8 miesiącach dobiega końca już mój projekt.

Closing Gala wykadrowana

Mogę szczerze powiedzieć, że jest to doświadczenie pełne wyzwań. Dochodzi odpowiedzialność za projekt i jego członków. Uczysz się planowania, logistyki i wdrażasz nowe taktyki. Prowadzisz spotkania, integrujesz zespół i nadzorujesz jego pracę. Stajesz się dla kogoś przewodnikiem i uczysz się być wzorem dla innych. Przeżywasz cudowne chwile, gdy wszystko układa się po Twojej myśli i uczysz się działania pod presją oraz szybkiego reagowania, gdy coś wymyka Ci się spod kontroli. Zbliżasz się do swojego zespołu, poznajesz go bliżej i pomagasz mu się rozwijać – dokładnie tak, jak Tobie pomagał kiedyś Twój lider.

W AIESEC niesamowite jest to, że każdy kiedyś zaczynał tak samo. Przewodniczący Twojego oddziału też kiedyś był członkiem jakiegoś zespołu. Działalność projektowa i wspinanie się po szczeblach odpowiedzialności podkręca apetyt na więcej.

Serdecznie polecam AIESEC tym, którzy tak jak ja chcieli wykorzystać czas studiów i wyjść ze strefy “zwykłego studenta”. Być może mój staż w organizacji jest dosyć krótki, ale na pewno jest on intensywny. Serdecznie zapraszam i Ciebie do aplikacji – chętnie poznam nowe osoby, które lubią podwyższać sobie poprzeczkę.

Ola, Studentka Finansów i Rachunkowości

Ola Kraus

Moja historia w AIESEC

aga okroj

O czym marzy student pierwszego roku? O podróży intelektualnej, poznaniu mnóstwa znajomych czy też szalonych imprezach i nieprzespanych nocach? Rozpoczynając studia miałam jedno marzenie – być częścią Samorządu Studenckiego. Chciałam zrobić coś fajnego dla studenckiej społeczności, a także poznać wartościowych ludzi i świetnie się bawić.

Moja historia potoczyła się jednak zupełnie inaczej. Dzięki namowom znajomych dołączyłam do AIESEC. Mówili mi, że muszę chociaż spróbować – atmosfera jest niesamowita, genialni ludzie i możliwości rozwoju przeogromne – jeśli tylko się chce. Już po miesiącu działalności miałam możliwość pojechać na narodową konferencję. Ponad 300 delegatów z całej Polski, wartościowe szkolenia, dużo rozmów, uśmiechu, mało snu, ale ogrom inspiracji i motywacji do działania. Najcenniejsze z tego wszystkiego są jednak znajomości, które utrzymuję do dziś. Ta konferencja i zrozumienie działalności AIESEC zmotywowało mnie, żeby zaangażować się tutaj na 100%.

Po kilu miesiącach działalności zaaplikowałam na pozycję lidera projektu, w którym umożliwiamy młodym osobom pozyskanie międzynarodowego doświadczenia na wolontariacie. Niestety, nie udało mi się – byli lepsi. Zmotywowało mnie to, żeby dawać z siebie jeszcze więcej, słowo demotywacja nie było mi znane. Zostałam wiceliderem i mogłam uczyć się jak prowadzić zespół od mojej Liderki – Oli. W międzyczasie postawiłam sobie nowy cel – chciałam zostać Koordynatorką Dni Kariery® największych targów pracy, praktyk i staży, które odbywają się już od ponad 20 lat w największych ośrodkach akademickich w Polsce. Jest to ogromny projekt – trzeba koordynować obszary sprzedaży, promocji, logistyki i zespół 12 osób. Przez wakacje starałam się zdobyć doświadczenie w kontaktowaniu firm i jak najlepiej przygotować się do rozmowy rekrutacyjnej. W końcu się udało – przecież chcieć to móc! Koordynowanie projektu wiele mnie nauczyło- umiejętności komunikacyjnych i sprzedażowych, pracy pod presją czasu, prowadzenia budżetu projektu, koordynowania pracy zespołu, a także pozwoliło mi poznać swoje słabe i mocne strony, dzięki czemu mogę uczyć się kapitalizować na tych pierwszych.

Po skończonym doświadczeniu liderskim nie chciałam kończyć doświadczenia w AIESEC- zdobyłam tu mnóstwo wartościowych umiejętności, które pomogą mi w przyszłości, poznałam genialne osoby, miałam mnóstwo wspomnień, a co najważniejsze- mogłam mieć realny wpływ na lokalną społeczność.

25

Postanowiłam aplikować na Wiceprzewodniczącą ds. Kontaktów z Partnerami i udało mi się- odpowiadałam za całość kontaktów z firmami i mediami ze Śląska w naszym Oddziale Lokalnym. Działając już prawie 2 lata w AIESEC zdecydowałam się aplikować na pozycję Przewodniczącej Oddziału Lokalnego. Otrzymałam tutaj bardzo wiele i chciałam równie wiele dać i przyczynić się, żeby AIESEC Katowice funkcjonował jak najlepiej. Podczas procesu aplikacyjnego dałam z siebie 200%. Nie było łatwo- miałam dwie niesamowite konkurentki, ale udało się. Myślę, że głównym powodem mojego sukcesu była wiara i ogromne zaangażowanie. Jak dotąd doświadczenie Przewodniczącej Oddziału Lokalnego jest dla mnie najlepszym doświadczeniem, jakie mnie spotkało. Cudowny zespół Zarządu Lokalnego, którzy jednocześnie są moimi przyjaciółmi, wiele konferencji, i zdobytych umiejętności. Jest to połączone z codziennymi wyzwaniami, co jeszcze bardziej motywuje mnie do działania i pomaga się rozwinąć. Latem byłam w Indiach, na Międzynarodowym Kongresie AIESEC, na którym było ponad 800 delegatów z 126 krajów i terytoriów. Kto wie co jeszcze się wydarzy? 😉

Agnieszka, Przewodnicząca Oddziału Lokalnego AIESEC Katowice UE

Chcesz dołączyć do AIESEC? Wejdź na: kato.aiesec.pl/rekrutacja i wypełnij aplikację!

11938810_1169957899687991_1188118323_n

Praktyka brazylijską przygodą

Radek grafa

Radek zdecydował się na wyjazd na praktyki zagraniczne Global Talents do Brazylii, gdzie przez najbliższe tygodnie będzie zdobywał doświadczenie w tamtejszym start-upie zajmując się marketingiem międzynarodowym. Przedstawiamy Wam pierwszą relację z jego pobytu w Sao Paulo.

Moja przygoda w Brazylii zaczęła się dość niespodziewanie. Szukałem praktyki w Azji, ale kiedy dostałem odpowiedź z trzech różnych oddziałów AIESEC z Brazylii, że chcą mnie u siebie i nie potrafią się doczekać, zacząłem rozważać tę opcję. Był to prawdziwy strzał w dziesiątkę i to z kilku powodów!

Po pierwsze, ciężko wymarzyć sobie lepszą pogodę na początku stycznia niż solidne 30 stopni Celsjusza w cieniu.

Po drugie, ludzie w Brazylii są niesamowicie uprzejmi i pomocni, co można zauważyć na każdym kroku, czy to w sklepie (gdy widzą, że twój portugalski trochę kuleje), czy też w metrze, gdy nie wiesz do końca gdzie wysiąść i przeglądasz mapę.

20160107_194321

Po trzecie, Sao Paulo to największe miasto Brazylii i piąte co do wielkości miasto na świecie, które jest prawdziwym potworem, ale takim, którego da się okiełznać i dowiedzieć się mnóstwa ciekawych informacji dotyczących kultury i historii i kuchni Ameryki Południowej.

Po czwarte, firma dla której obecnie pracuję to czteroletni startup, który tworzy oprogramowanie edukacyjne na smartfony, tablety i komputery jednocześnie zachęcając młodzież do nauki a przez to poprawiając ich stopnie! Zajmuję się marketingiem międzynarodowym i uruchamiam nowe kanały komunikacji na rynki zagraniczne aby trafić do szkół niemal na całym świecie (tak, marzenia się spełniają, tylko trzeba im trochę pomóc :).

Krótko mówiąc, polecam każdemu kto chce przeżyć przygodę, o której nigdy nie zapomni.  Jestem tutaj 5 dni a już myślę, jaki będzie mój następny cel podróży z Global Talents!

Chcesz i Ty wyjechać na praktyki zagraniczne? Wejdź na: kato.aiesec.pl/gtalents

Przygoda prosto z Indii

Karolina Indie

Jak Karolina opowiada swoją przygodę na wolontariacie w Indiach? Sprawdźcie sami!

“A może wysiąść na najbliższym przystanku i powiedzieć, że nie zdążyłam na samolot?” – Takie były moje myśli, kiedy jechałam autobusem na lotnisko w Warszawie, skąd miałam udać się na program Global Citizen w Indyjskim mieście Dhanbad. W tamtym momencie położyłam na szalę moją ciekawość i wszystkie obawy. A było ich naprawdę było bardzo wiele. W końcu Indie mogą wydawać się nienajlepszym miejscem dla samotnie podróżującej dziewczyny, a ja nie będąc AIESECerem nie byłam do końca pewna na jakie wsparcie ze strony tamtejszych członków będę mogła liczyć. Dzisiaj wiem, że gdybym wysiadła z tamtego autobusu, odpuściłabym sobie najwspanialszą przygodę życia. Członkowie ISM AIESEC Dhanbad okazali się bardzo zaangażowani w swoją pracę i bardzo się jej poświęcali. Dzięki nim mój program był dobrze zorganizowany. Byliśmy zakwaterowani w dwupiętrowym mieszkaniu, przez co zawsze tylko korytarz dzielił mnie od kogoś chętnego do pomocy. Podziwiam zażyłość jaka panuje między tamtejszymi członkami AIESEC i sposób, w jaki dzielą się oni nią z przyjezdnymi. Dzięki temu ani przez moment nie poczułam się tam samotna.

carla en 2

Moją pierwszą myślą po wyjściu z samolotu było: ‘jak ja zniosę oddychanie tym powietrzem przez następne 2 miesiące?’ Mimo późnej nocy było one gorące, a podwyższona wilgotność sprawiała wrażenie ciężkości. Od razu poczułam także zapachy zatłoczonego miasta – kurzu zmieszanego z wonią ostro doprawionych dań.

Indie są krajem przeludnionym, przez co w wielu miejscach bywa tłoczno jak w trakcie dużych koncertów rockowych. Na ulicach piesi przepychają się między samochodami, tuk tukami, skuterami, a także krowami (!). Z opisu może wydawać się to straszne, ale ten rumor nadaje Indiom niepowtarzalny klimat. Dziś już wiem, że jeszcze nie raz będę tęsknić do tego rozgardiaszu, który sprawiał ze życie naprawdę nabierało tempa.

carla en 3

W trakcie pobytu miałam szczęście mieszkać z dwoma bardzo gościnnym hinduskimi rodzinami. Dzięki temu lepiej zrozumiałam tamtejsze obyczaje i wszystkie zależności w społeczeństwie. Uświadomiło mi to, jak silnie tradycja indyjska wpisana jest nawet w ich dzisiejsze nowoczesne życie. Jestem bardzo wdzięczna gospodarzom za wiele wyrozumiałości wobec mnie, gdyż dziewczynie z współczesnej Europy nie zawsze łatwo przychodzi przystosowanie się do lokalnych standardów.

AIESEC dał mi wspaniałą możliwość poznania Indii. Oprócz okazji do zwiedzenia paru świętych miejsc hinduizmu, jak Taj Mahal, Varanasi i buddyjskiej Both Gayi, mogłam przyjrzeć się życiu ludzi w miejscach, gdzie turyści nie docierają. Doskonale wiem, że dla większości mijanych w Dhambadzie ludzi byłam pierwszym człowiekiem z zachodu jakiego spotkali. Po pewnym czasie pogodziłam się z faktem, że zawsze ktoś gdzieś mnie obserwuje lub wyciąga aparat, żeby zrobić mi zdjęcie.

carla en 1

Dla mnie Indie, oprócz przygody kulturowej były wspaniałą podróżą kulinarną. W sercu zapadły mi mocno doprawione potrawy serwowane z tradycyjnym chabbati, różne odmiany mlecznych napojów jak lassi i oczywiście pełne słońca mango oraz inne egzotyczne owoce. Będąc w Indiach nauczyłam się także hinduskiego sposobu jedzenia czyli…. rękami i uwierzcie, tak naprawdę smakuje lepiej!

Moja praca w AIESEC ISM Dhanbad polegała na pomocy w zorganizowaniu wydarzenia dla dzieci z lokalnych szkół. W trakcie naszego eventu rywalizowały one między sobą w 4 konkurencjach: projekty rozwiązań dla gospodarki odpadami i kontroli zanieczyszczeń, twórcze wykorzystanie śmieci, taniec oraz rysowanie.

W trakcie 6 tygodni pracy wraz z Tran z Wietnamu oraz hinduskimi przyjaciółmi odwiedziliśmy mnóstwo szkół, namawiając ich dyrektorów do zezwolenia na promocję wydarzenia w ich placówce. Najwięcej przyjemności sprawiały mi eliminacje wstępne, kiedy dyskutowałam z dzieciakami na temat zaproponowanych przez nich systemów i tego jak ważne jest, byśmy nie byli obojętni na zanieczyszczanie naszej planety.

carla en 4

1 sierpnia kiedy miał miejsce nasz event, czułam satysfakcję, że wszystko idzie zgodnie z planem, jednak zdawałam sobie również sprawę, że oznacza to koniec mojej wielkiej hinduskiej przygody. Tydzień później, po kilku dniowym zwiedzaniu Indii ciężko było uwierzyć, że za kilka dni ludzie, którzy towarzyszyli mi przez ostatnie 2 miesiące znikną z mojego życia i być może już nigdy więcej się nie spotkamy. Powrót do Polski był dla mnie trochę nierzeczywisty. Jedyne co mi teraz pozostało to nadzieja, że któryś z moich hinduskich przyjaciół zdecyduje się kiedyś mnie odwiedzić. Gdyby ktoś zaproponował mi ten wyjazd raz jeszcze – nie zastanawiałabym się ani chwili.

Chcesz wyjechać na wolontariat zagraniczny Global Citizen? Aplikuj na: kato.aiesec.pl/gcitizen

Praktyki Kingi w Bawarii

ep gt 3

Poznajcie Kingę, która podjęła się wyzwania wyjazdu na 8 miesięcy do Niemiec by odbyć praktykę Global Talents w globalnej firmie Nokia! Czego miała okazję doświadczyć? Przekonajcie się sami.

Pod koniec marca Niemcy powitały mnie tonami śniegu. Nie był to dobry początek, biorąc pod uwagę fakt, że Katowice opuściłam w wiosennych ubraniach. Od początku kwietnia rozpoczęłam moje praktyki w Nokii w Monachium, które jest niesamowicie pięknym miastem, wartym odwiedzenia przynajmniej raz w życiu! Jak przystało na Bawarczyków – mają swoją własną kulturę, jednak co mnie zaskoczyło – nie różni się ona bardzo od naszej, śląskiej.

Jedzenie jest pyszne, ale nie ma co liczyć na większy wybór Haribo – w Polsce mamy już wszystkie.  🙂 Największą atrakcją w mieście jest bez wątpienia Oktoberfest, w którym miałam okazję wziąć udział. Bardzo wiele firm przychodzi tam przynajmniej raz ze swoimi pracownikami. Miasta Bawarii są piękne, pełne historii, a Niemcy, pomijając wszystkie uprzedzenia są bardzo gościnnymi i miłymi ludźmi.

ep gt 5

Teraz, kiedy moja praktyka zbliża się ku końcowi, mogę powiedzieć, że to było bardzo intensywne 8 miesięcy. Nie tylko poznałam wiele ludzi z całego świata, ale także nauczyłam się bardzo dużo pracując w Nokii, jako analityk danych. Praktyki z AIESEC to coś, czego koniecznie musisz doświadczyć!

A czy Ty chciałbyś wyjechać na kilkumiesięczną praktykę zagraniczną? Aplikuj na: kato.aiesec.pl/gtalents

ep gt 6

Z Łukaszem na Tajwanie

English Corner klzzwxh:00002klzzwxh:0001

Zapraszamy do zapoznania się ze wspomnieniami Łukasza, który wyjechał na wolontariat zagraniczny do Tajwanu. W trakcie sześciu tygodni miał okazję poznać tamtejszych ludzi, kulturę a także m.in. uczyć dzieci języka angielskiego. Jak to wspomina?

Od dłuższego czasu planowałem uczestnictwo w zagranicznych praktykach lub wolontariacie. W tym roku postanowiłem zrealizować swój cel. Wybór padł na Tajwan , ponieważ uczę się języka chińskiego oraz interesuję się chińską kulturą. Wolontariat odbywał się przez większość czasu w lokalnym kościele w Nowym Tajpej. Życie wśród lokalnej społeczności było zarówno przygodą jak i wyzwaniem. Wielokrotnie podczas codziennych czynności dochodziło do śmiesznych sytuacji wynikających z różnic kulturowych.

Sam Tajwan jest bardzo bezpiecznym oraz przyjaznym miejscem dla obcokrajowca. Mieszkańcy Tajwanu są bardzo uprzejmi i pomocni (czasami nawet aż za bardzo). Jedną z rzeczy, do której trzeba się początkowo przyzwyczaić jest pogoda. Upalne i wilgotne dni były w pierwszych dniach pobytu bardzo męczące, jednak z czasem można do nich przywyknąć.

Jednym z najciekawszych doświadczeń podczas wolontariatu była możliwość przebywania i pracowania z osobami zaangażowanymi w działalność kościoła. Projekt dzielił się na kilka mniejszych podprojektów. Pierwszy tydzień polegał na działaniach w ramach obozu baseballowego, podczas którego organizowaliśmy różne gry i zabawy razem z osobami pracującymi dla kościoła.

1441059356109

W kolejnych tygodniach zajmowaliśmy się nauczaniem języka angielskiego oraz organizowaniem różnych zabaw dla dzieci. Nauczanie angielskiego oraz organizacja zajęć dla dzieci i młodzieży odbywały się w szkole, kościele oraz na specjalnym trzydniowym obozie w górach. Organizacja, w której realizowaliśmy wolontariat przyjęła nas bardzo serdecznie. W ramach wolontariatu zapewniono nam nocleg w mieszkaniu oraz wyżywienie (śniadania i obiady). Dodatkowo zabrano nas na wycieczkę do malowniczej górskiej miejscowości Jiufen. Wolontariat okazał się dla mnie bardzo pozytywnym doświadczeniem, ponieważ dał mi możliwość przebywania i pracowania w międzynarodowym zespole. Uważam, że Tajwan jest idealnym miejscem na odbycie praktyk lub wolontariatu. Polecam każdemu taką przygodę!

A gdzie Ty chciałbyś przeżyć swoją przygodę z międzynarodowością? Aplikuj na: kato.aiesec.pl/gcitizen

English Camp

Tajlandia oczami Maćka

Maciek Wolan

,,AIESEC to nie tylko organizacja, która wysyła ludzi na wolontariat, to jest wspólnota międzynarodowa dążąca do tego by każdy młody człowiek mógł stać się kimś wielkim. Byłem wolontariuszem w Tajlandii. Przez 6 tygodni uczyłem dzieci angielskiego. Jest to niesamowite przeżycie kiedy widzisz wdzięczność nie tylko dzieci, ale także nauczycieli, rodziców lub po prostu ludzi dookoła. AIESEC dał mi szansę stworzyć nowe przyjaźnie i odświeżyć te, które stworzyłem  w  przeszłości. Dzięki AIESEC czuję, że w przyszłości dam sobie radę ze wszystkim. Dziękuję”

Rozmowę z Maćkiem, który spędził na wolontariacie w Tajlandii 6 tygodni przeprowadziła Sylwia Bijak:

1. Dlaczego zdecydowałeś się ma wyjazd na wolontariat?

Przez dwa lata moja rodzina przyjmowała wolontariuszy z zagranicy, w zeszłym roku gościliśmy właśnie 3 osoby z Azji, w tym dziewczynę z Tajlandii. Chciałem zobaczyć jak to wygląda z drugiej strony, a przy okazji pomóc dzieciom oraz spotkać się z osobami, które przyjmowałem w poprzednich latach.

12179568_955778654459970_188235283_n

 

2. Czy wolontariat wpłynął na Ciebie w jakiś sposób, rozwinąłeś jakieś swoje umiejętności?

Zdecydowanie, poprawiłem swoje umiejętności językowe i nauczyłem się tego jaki zawód nauczyciela jest ciężki. Otworzyłem się bardziej na inne kultury, a także zawarłem wiele nowych przyjaźni.

3. Co powiedziałbyś osobie wybierającej się do Tajlandii?

Jest to niesamowity kraj jeśli pozostawisz umysł otwarty. Musisz być gotowy na to, że tam wszystko będzie dla Ciebie dziwne, a jednak po tygodniu nie będziesz chciał nigdy opuścić tego miejsca. Musisz też pamiętać o tym, że nie jest to Europa więc umiejętności językowe są niższe.

4. Jakie miejsca, które odwiedziłeś najdłużej zostaną w Twojej pamięci?

Jest wiele takich miejsc. Jednym z nich jest wioska słoni, w której zobaczyłem, że słonie, które powinny być szczęśliwe, takie nie są. Codziennie muszą robić show, a gdy zrobią coś źle, są bite. Innym takim miejscem jest granica z Kambodżą. Pomimo tego, że jeszcze kilka lat temu były tu prowadzone działania wojenne, to miejsce jest niezwykle spokojne.

5. Co Cię najbardziej zaskoczyło podczas wolontariatu?

Dobroć ludzi i otwartość społeczeństwa. Jest to wspaniałe przeżycie gdy widzisz jak wszyscy traktowani są na równi, a ludzie pomagają sobie nawzajem. Wiele zachowań, które są tam normalnością, zostałyby skrytykowane w Europie. Uważam, że możemy się wiele nauczyć na takich wolontariatach, poznać coś o czym wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Myślę, że Tajlandia to świetne miejsce na wolontariat, kraj ten zaskakuje wszystkim i zdecydowanie można się w nim wiele nauczyć.

**Wyjedź na swój własny wolontariat już tej zimy!**

12179502_955778734459962_1430405581_n

Pozytywna mieszanka kulturowa

11960028_10207828044404802_8432222221729794511_n

Poznajcie wspomnienia Oliwiera po 6 tygodniach spędzonych na wolontariacie w Bośni i Hercegowinie. Przypominając – Oliwier wraz ze swoim zespołem składającym się z ludzi z całego świata był odpowiedzialny za stworzenie strategii marketingowej dla muzeów i innych instytucji kultury w Sarajewie.

Projekt okazał się bardzo zaskakujący. Mieliśmy świetną okazję by poznać, co to jest wielokulturowość, mieszkanie z kimś o zupełnie innych poglądach, sposobie myślenia oraz zachowaniach. Świetnym przykładem takiej odmienności kulturowej są Azjaci. Okazuje się, że ich usposobienie jest mniej agresywne, bardziej pomocne dla innych ludzi od większości Europejczyków. Możliwe, że wynika to z tego, iż – jak sami powiedzieli – w ich kulturze oraz języku nie ma przekleństw, jest za to wiele serdeczności, co obrazuje dosłowne tłumaczenie słowa dziękuję z Malezyjskiego, które oznacza – przynosić miłość.

Będąc w Bośni miałem okazję przeżyć swego rodzaju szok kulturowy. Większość ludzi zamieszkujących Bośnię to muzułmanie. Co ciekawe, nie ograniczają oni mniejszości religijnych – na jednej z ulic w odległości 300 metrów można minąć meczet, kościół i synagogę.

Mieszkańcy sami w sobie też są ciekawymi ludźmi – często odmiennymi od nas, Polaków. W Polsce, ludzie rzadko odzywają się do siebie w windzie albo jadąc razem autobusem – “bo nie wypada”, dla ludzi z Bałkanów, niezręcznie jest się nie odezwać i udawać, że się kogoś nie widzi. To prowadzi do wielu ciekawych sytuacji, gdy człowiek uświadamia sobie, że nagle wykorzystuje zasłyszane słowa bośniackie, tureckie czy rosyjskie, a nieznajomość języka nie jest tak wielką barierą w porozumiewaniu się.

11951811_10207657569427621_6661851232169329854_n

Jednak to co jest największą wartością tego wyjazdu to ludzie. Myślę, że to nie chodzi o miejsce, do którego się pojedzie, tylko o ludzi którzy Cię otaczają. To oni tworzą każdą chwilę niezapomnianym przeżyciem. Miejscowi AIESECerzy okazali się bardzo przyjaźni i pomocni, dzięki którym można było się poczuć jak w domu. Jednak to ludzie poznani na projekcie, z którymi na co dzień współpracowałem (od Singapuru przez Azerbejdżan do Mauritius), ta mieszanka pozytywnego podejścia do życia, do innych ludzi, radości z drobnych rzeczy, powodowała, że każdy z nas wstawał rano z uśmiechem na ustach, zastanawiając się, co ciekawego przyniesie kolejny dzień.

Takie życie oderwane od problemów dnia codziennego w Polsce, z ludźmi, którzy nie potrafią pozostać zbyt długo poważni i oczekują czegoś więcej od życia niż siedzenia przed laptopem, jest nie tylko inspirujące ale również bardzo pouczające.

Nie skłamię mówiąc, że czasem 6 tygodni potrafi zmienić życie. :)”

 

oliwier- gc

Więcej niż 1000 słów

DSC_0005

Każda minuta, a nawet sekunda spędzona w jednej z tajskich szkół, w prowincji Lopburi była jak odkrywanie czegoś nowego, czego nie zobaczysz w filmach, czy nawet najlepszych reportażach. Każdy dzień spędzony w Tajlandii dał mi o wiele więcej niż piękne widoki, tropikalne plaże, czy egzotyczne dżungle. Największym paradoksem  jest to, że to ja przyjechałam tutaj z jakąś misją, a konkretniej z nauczaniem angielskiego dzieciaków, które nie mają szansy na większy rozwój w ubogich rejonach Tajlandii, a finalnie okazuje się, że to one wykonały wielką  misję wobec mnie. To ja nauczyłam się od nich najwięcej. Jak małe dziecko od początku, krok po kroku – uśmiechu, cierpliwości, punktualności, języka, tradycji, kultury, doceniania każdego dnia i życia w skromności.

Wielkie powitanie

Lekko zdezorientowana wchodzę do klasy, podążam za nauczycielką angielskiego, uważnie obserwując jej ruchy, nie chcąc na pierwszym kroku zrobić czegoś niezgodnego z tajską kulturą. Przed wyjazdem postanowiłam poczytać trochę o tajskich obyczajach. Pierwsza zasada – zdejmij buty przed każdym pomieszczeniem. Patrzę na nauczycielkę, ściąga klapki przed klasą, robię to samo, niezdarnie ściągając moje nowe kiczowate „sandałki”. W tle słyszę dziecięce chichoty, co nie wróży niczego dobrego. Ostrożnie wchodzę, widzę wychylające się głowy z ławek i  uśmiechnięte twarze w biało-granatowych mundurkach. Wszystkie czarne jak węgiel oczy wpatrzone są we mnie. Cała gromada zgodnie wstaje z rozkazem jednego chłopczyka, siedzącego w rogu klasy ‘Stand up kids’ i jednym, głośnym, zwartym głosem mówi : – Good Morning Teacher !

Moja fala emocji, szczególnie zawstydzenia i nerwów, została nieco ugaszona przez słodkie głosy z uroczym tajskim akcentem.

– Uhhh… pierwsze koty za płoty po cichu mówię sama do siebie.

Niezwyczajne Zwyczaje

Wszystkie dzieci są w szkole już od 7.30. Przechodzę powolnym krokiem przez korytarz, w tle słysząc tajską muzykę, która umila czas uczniom podczas gdy odbywa się poranne sprzątanie szkoły. Wszystkie dzieci ubrane są w mundurki, biegają z wielkimi miotłami i workami na śmieci. Gdy wybija  punkt ósma, zaczyna się wielkie „otwarcie dnia”.  Każdego poranka dwóch najwyższych chłopców wywiesza flagę Tajlandii, a uczniowie dumnie odśpiewują hymn. Całej kompanii towarzyszy mała orkiestra z bębnami. Następnie dyrektor lub jeden z nauczycieli wygłasza swoje przemówienie. Po apelu uczniowie przechodzą do jednego z pomieszczeń, siadają po turecku, zamykają oczy i wspólnie odmawiają modlitwę na dobry początek dnia. O 8.30 zaczynają się zajęcia. Tutaj na korytarzu nie zobaczysz dziecka bez uśmiechu, czy też ucznia, który nie zwróci  pokłonu w Twoją stronę. Wszyscy odnoszą się do siebie z ogromnym szacunkiem. Uprzejmość można wyczuć na każdym kroku.

DSC_0454

Metoda na głoda

Na holu rozbrzmiewa  głośny dzwonek. Wszystkie piszczące, małe człowieczki kierują się w stronę stołówki. Każde dziecko ustawia się jedno za drugim na korytarzu. W środku stoją dwie nauczycielki przy wielkich żelaznych garach. Zapraszają mnie do osobnego stolika z podanym obiadem. Patrzę na wielkie kolejki ustawione w kierunku ogromnego naczynia z ryżem.  Po chwili zastanowienia pytam, czy mogę nakładać dzieciom obiad. Odruchowo jedna z nauczycielek zaprzecza i mówi, że zrobi to sama, a następnie wkazuje palcem osobny stolik z przygotowanym dla mnie posiłkiem. Jeszcze nie wie, że moja upartość nie zna granic. Po chwili przekonywania podaje mi dużą łychę. Nagle dwa rzędy zamieniają się w jeden, wszystkie dzieci ustawiają się w kolejce do mnie. Patrzę na cieszące się oczy, kolejno podchodzące do mnie z talerzem. Za takie szczere, niewinne  uśmiechy mogę stać z garnkiem nawet do wieczora. Kolejka poszła całkiem szybko. Siadam do osobnego stolika z nauczycielami. Dzieci przed posiłkiem wstają i odmawiają modlitwę.

DSC_0432

Wielkie gacie w akcji

Zgodnie z kulawą tajsko- angielską rozmową z moją ” drugą mamą”, u której mam spędzić kolejne sześć tygodni wolontariatu, dzisiaj miałam iść do świątyni. Z naszej całej konwersacji zrozumiałam dwie informacje “Tomorrow temple 6.30”.  Rano byłam bardzo zdenerwowana, nie wiedziałam co mnie czeka. Dom okazał się pusty. Utumporn o mnie zapomniała ? Myślę, spanikowana. Wychylam głowę zza firanek i rozglądam się przez szybę. Zauważam  dwie osoby, odwrócone tyłem, ale żadna nie przypomina mojej host. Zauważam profil jednej – wygląda jak jedna z nauczycielek ze szkoły. Trochę się uspokajam, ale dalej nic nie rozumiem, niedługo zaczynam zajęcia, a jej wciąż nie ma… Po chwili ktoś puka do drzwi. Pierwsze o czym pomyślałam, to to, że nie dogadam się z nimi po angielsku. Instynktownie otwieram drzwi i witam je tajskim ukłonem.  Dwie kobiety wchodzą do pomieszczenia, chichocząc między sobą. Następnie jedna z nich wskazuje na drzwi, na których wiszą dosyć wielkie, pufiaste spodnie, ozdobione złotymi wzorami. Wyraźnie dają mi do zrozumienia, żebym je założyła. Nun wyciąga z torby piękną, połyskującą szatę  i zaczyna oplatać ją wokół mojego tułowia. Owinęła mnie nią dwa razy a następnie umieściła złote agrafki w okolicach bioder. Nie widzę się w lustrze, ale całość może wyglądać całkiem nieźle. Nadszedł czas na fryzjera. Jedna z nich zrobiła mi warkocz i wpięła we włosy złotą klamrę. Na koniec przypięły w talii złoty pas oraz nałożyły duży naszyjnik z kolorowymi, połyskującymi kryształami. Nigdy nie spodziewałam się, że wielkie gacie, nieuchronnie podkreślające moje szerokie biodra mogą całkiem ładnie współgrać ze złotą szatą.Wszystkie na mnie patrzą i zgodnie mówi “narra”, co oznacza piękna. Zawstydzona, przeglądam się w lustrze, wyglądam prawie lepiej niż na mojej własnej studniówce.

Rewia mody

Podjeżdżamy pod świątynie. Starsze Panie gwałtownie się odwracają i patrzą na mnie ze zdziwieniem.Stanowię niezłą atrakcję, wszyscy kierują w moim kierunku delikatne ukłony. Po chwili zbierają się wszyscy znajomi nauczycieli ze szkoły, w której uczę. Wszyscy witają mnie bardzo ciepło, zagadując po tajsku. Odpowiadam uśmiechem – tajskim sposobem na wszystkie sytuacje i próbuję wydukać z siebie pojedyncze słowa. Od razu biorą mnie na środek świątyni przed posąg złotego Buddy. Nagle zbiera się gromadka Azjatek, z których każda chce mieć ze mną zdjęcie. Kolejno prowadzą mnie do ławek, gdzie znajdują się wielkie miski. Jedna z pań demonstruje mi cały proces. W ręku trzyma miskę z ryżem i żelazną łyżkę, po kolei wrzuca do każdego kubła łyżkę ryżu. Dalej przekazuje mi abym zrobiła to samo. Następnie podążamy w stronę ołtarza. Uważnie obserwuję moją nauczycielkę, i próbuję wykonać każdy ruch. Musi wyglądać to komicznie. Jedna z kobiet cały czas poprawia moje ręce, które powinny być mocno przywarte do klatki piersiowej.  Teraz wiem co znaczy bycie modelką…Okazuje się, że  po chwili na dywanie pozostaję tylko ja. Rozpoczyna się błysk fleszy, a ja czuję się jak prawdziwa gwiazda.

Mafia atakuje

Gdy dowiedziałam się gdzie dokładnie, będę odbywać mój wolontariat, pierwszą informacją we wszystkich nagłówkach artykułów było ” Lopburi- miasto małp”. Stwierdziłam, że koniecznie muszę to zobaczyć i pewnego dnia Utumporn postanowiła spełnić moje marzenie i mnie tam zabrać. Po półtorej godziny jazdy jesteśmy na miejscu.  Tutejsze małpy osiedliły się niegdyś na terenie jednej ze świątyń kompleksu sakralnego Wat San Phra Kan. Moja host wskazuje na słupy z kablami, gdzie już z daleka dostrzegam skaczące małpy. Stare budynki, miliony rozwydrzonych, małych, figlarnych potworów. Choć makaki jawajskie są oswojone to potrafią gryźć i rzucać się na turystów. Ich niezmierna ciekawość sprawia, że bardzo chętnie zaglądają do niejednej torebki. Przed świątynią można dostrzec mnóstwo znaków ostrzegawczych z informacją o uważnym pilnowaniu swych aparatów oraz plecaków. Każdego roku w listopadzie małpy obchodzą swoje święto. Mieszkańcy obdarowują je przeróżnymi smakołykami a wielka uczta przyciąga wielu turystów. Wchodzimy do świątyni. Nagle słyszę krzyk, odwracam się i zauważam, że jedna z małpek znalazła swą ofiarę i rzuciła się na jedną z turystek. Sytuacja wygląda nieco komicznie, bo do kobiety zaczęło podbiegać więcej urwisów. Jej krzyk zmienił się w wołanie o pomoc. Przed świątynią stoi ochrona, która szybko podbiegła do turystki odganiając małpy. Cała sytuacja wygląda nierealnie, a ja nie mogę przestać się śmiać.

Kraj uśmiechu

Nie żałuję ani chwili spędzonej  na wolontariacie w Tajlandii. Nawet gdy czasem bariera językowa wydawała się nie do pokonania, to ciepły uśmiech każdego ucznia sprawiał, że zapominałam o wszelkich trudnościach. Gdy wszyscy wokół Ciebie pragną przychylić Ci nieba, czujesz, że jesteś tu naprawdę potrzebna. Teraz pisząc to znajduję się na drugim krańcu świata, a wspomnienia są tak silne, że na zawsze pozostaną w moim sercu. Każdy osobny uśmiech „włożyłam” do kieszeni i przywiozłam do Polski.

DSC_0422