Wyjedź jak: Marta

Nazywam się Marta Ligmanowska i jestem studentką na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Pewnego pięknego, październikowego dnia, w czasie drogi na Uniwersytet zauważyłam plakaty wiszące w alejce „Dołącz do AIESEC”,  “Nie bądź studenckim warzywem!” Właśnie wtedy rozpoczęła się moja przygoda z AIESEC. Aplikowałam do organizacji i byłam częścią projektu OGX Structures, gdzie byłam odpowiedzialna za praktykantów, chcących wyjechać za granicę. Dotarło do mnie po jakimś czasie, że i ja mogłabym przeżyć przygodę swojego życia. Spełnić swoje marzenie.

Kierunek? – Chiny!

Po pozytywnym rozpatrzeniu mojej aplikacji rozpoczęło się wyszukiwanie wolontariatu. I już za pierwszym wysłanym mailem otrzymałam odpowiedź od Komitetu Lokalnego AIESEC w Nanjing. Zainteresowało ich moje CV i chcieli przeprowadzić ze mną rozmowę przez Skype. Ze strony chińskiej za rozmowę odpowiedzialna była Aurora, która później stała się moją najlepszą koleżanką. Od razu zaczęłyśmy nadawać na tych samych falach i nie pozostało mi nic innego, jak kupować bilet i zacząć się powoli pakować!

Nie obyło się również bez przygód! Jeszcze w Polsce miałam problem z otrzymaniem wizy do Chin. I dopiero na 19 godzin przed wylotem okazało się, że została mi wreszcie przyznana! Uff!

Pierwsze kilka dni spędzone w Nanjing były szalone! Wciąż nie mogłam uwierzyć, że jestem na ‘drugim końcu świata’! Poznałam wszystkich wolontariuszy z całego świata uczestniczących w moim projekcie, który nazywał się „Dare to dream!”. Byli i są to wspaniali ludzie, którzy tak jak i ja, chcieli jechać do prowincji Gansu, najbiedniejszej prowincji Chin, gdzie największym deficytem jest woda i prospekcje na przyszłość młodych ludzi. Chcieli szerzyć horyzonty swoją odmiennością, poglądami na świat, wiedzą. Pragnęli poznać młodych uczniów, których mieliśmy „oficjalnie” uczyć języka angielskiego, ale tak naprawdę nasz cel był inny. Mieliśmy pokazać dzieciakom, że warto wierzyć, że warto mieć marzenia i dążyć do ich spełnienia! Każdy z nas pragnął jak najwięcej przekazać swoim uczniom. Każdy z nas przecież, gdyby nie marzenia, nie byłby tam wtedy. Nie poznałby tych wspaniałych dzieciaków, dla których byliśmy długooczekiwanymi gośćmi.

Napełnialiśmy serduszka naszych uczniów miłością, tolerancją, wiarą we własne możliwości. Patrzyliśmy, jak z nieśmiałych, cichych dzieci stają się otwartymi na nas, chcących dzielić się swoimi radościami i sekretami, wspaniałymi przyjaciółmi!

Po zakończonym projekcie z resztą wolontariuszy spędziliśmy jeszcze 2 pełne tygodnie na podróżowaniu. Zwiedziliśmy między innymi Jezioro Quinhai, Miasto Dinxi, Szanghaj, Nanjing. Podróżowaliśmy koleją, autobusami, metrem. Przeżyliśmy tajfun w Szanghaju, trzęsienie ziemi w Dinxi, atak robaków na nasze dormitoria i spanie pod gołym niebem na skraju pustyni Gobi.  Byliśmy zdani sami na siebie, ale tak naprawdę więcej nie było nam potrzebne. Samowystarczalni i pomocni w każdej potrzebie. O nic nie bałam się w towarzystwie tak wspaniałych ludzi.

Spędziłam w Chinach 6 tygodni. Tygodni pełnych wspaniałych przyjaźni, zwiedzania cudów świata, podróży i co ważniejsze – sprawdzania samej siebie, poznawania swoich mocnych i słabych stron. Tego doświadczenia zarówno ze strony edukacyjnej, jak i społecznej, nigdy nie zapomnę. A przyjaźnie zawarte w Chinach wyryły się głęboko w moim sercu.