Czy żeby móc – wystarczy chcieć? Tak!

Plakat na uczelni był duży i biały, napis AIESEC – niebieski. Mówił coś o międzynarodowości, rozwoju i ludziach. Nazwę organizacji zapisałam, schowałam „na kiedyś” i studiowałam dalej. Brzmi znajomo?

Często czekasz na inny, bardziej odpowiedni moment żeby coś zmienić, zacząć? Na szczęście jakiś czas później przypomniałam sobie o zapisanej nazwie i skorzystałam z możliwości wyjazdu na wolontariat. Ale nie o wyjeździe tutaj będzie, 2 miesiące na wolontariacie w Meksyku sprawiło, że po powrocie chciałam jak najszybciej dołączyć do organizacji i działać lokalnie. Wtedy jeszcze nie zdawałam sobie sprawy z tego ile rzeczy można tutaj robić. Chciałam tylko mieć stały kontakt z międzynarodowością i otaczać się ambitnymi ludźmi, a przy tym wszystkim cieszyć się z tego, co robię. Nic zbyt poważnego ani zobowiązującego.

Aplikację wysłałam w pierwszych minutach rozpoczęcia rekrutacji, w maju 2013 roku. Spóźniłam się na poprzednią, więc tym razem byłam pierwsza. Moją motywacją była możliwość kontaktu z osobami z zagranicy, szkolenie j. angielskiego i wizja współpracy z ciekawymi osobami. Skoro inni mogą pogodzić studia i dodatkowe aktywności to ja pewnie też? Dostałam się i trafiłam do zespołu, który zajmował się wolontariuszami przyjeżdżającymi do Rzeszowa. Zorganizowaliśmy m.in. Global Village, podczas którego 50 osób z ponad 20 różnych krajów prezentowało u nas swoją kulturę, zwyczaje, tańce. Z niektórymi do dziś wymieniamy pocztówki.

Miałam dołączyć na kilka miesięcy, ale każdy kolejny pokazywał mi, że warto. Konferencje lokalne, narodowe, prowadzenie własnego zespołu, promocja i rekrutacja kolejnych studentów. W pewnych momentach łączyłam ze sobą studia, pracę i organizację. Im większa odpowiedzialność – tym więcej mogłam się nauczyć. Niby organizacja studencka i projekty, ale naprawdę ktoś przyleciał z Indonezji i teraz za niego odpowiadamy. Albo wysyłasz kogoś do Chin, a wcześniej zapewniasz, że w razie czego jesteś pod telefonem. Po pewnym czasie prowadziłam rozmowy rekrutacyjne z kandydatami na wolontariat zagraniczny, później również na praktyki profesjonalne. Czy to wszystko kiedyś mi się przyda? Już miałam okazję przekonać się o ile łatwiej idą teraz moje własne rozmowy o pracę. O przydatności umiejętności autoprezentacji nie trzeba mówić wiele.

Czy jest coś czego żałuję? Na pewno tego, że nie dołączyłam wcześniej. Do dziś mam kartkę z zapisaną po raz pierwszy nazwą organizacji. W AIESEC popełniamy błędy i na nich się uczymy, nie zawsze wszystko idzie po naszej myśli, ale to właśnie możliwość uczenia się na błędach i od innych oraz dawanie innym możliwości do rozwoju sprawia, że chce się tu być. Ostatnie 2 lata nauczyły mnie więcej niż kilka lat studiów. Organizację tworzą studenci różnych uczelni i kierunków, o różnych charakterach i pomysłach, ale tak samo ambitni i chętni żeby robić coś więcej niż tylko studiować.

Jest wiele organizacji, najlepiej przekonać się samemu czy warto, nawet krótki czas tutaj to mnóstwo nowych osób i wspomnień, które zostają na zawsze! Nie byłabym tu gdzie jestem, nigdy nie dowiedziałabym się tego wszystkiego – gdybym kiedyś nie spróbowała. Warto dać sobie szansę!

Każdy tworzy własną historię. Z nami możesz więcej!

****Rekrutacja do AIESEC Rzeszów trwa do 4 marca! Aplikuj na: bit.ly/FL_Rzeszow

kolaz

Karolina Fabisiak

Dlaczego zdecydowałaś się zaaplikować do zarządu?

 Dla mnie aplikacja do zarządu zawsze była kolejnym krokiem w organizacji, kolejnym etapem rozwoju. Pierwszy raz myśl o zarządzie pojawiła się w mojej głowie prawie rok, gdy zaczęłam działać jako koordynator projektu. Chciałam się dalej rozwijać, robić więcej i mieć wpływ na to, co się dzieje w moim lokalnym oddziale.

Jednak cały czas najbardziej motywowali mnie ludzie – Ci, z którymi współpracowałam, członkowie mojego zespołu, ale także osoby z poprzedniego zarządu, w których widziałam dużo pasji w tym, co robią.

Miałam momenty wahań, kiedy pojawiały się we mnie zwątpienia, czy zarząd jest dla mnie. Wtedy pomyślałam, że aplikację napiszę jedynie jej nie wyślę.

W tym czasie była członkiem projektu zajmującego się przygotowywaniem konferencji lokalnej dla nowych członków AIESEC. Słysząc miłe opinie na temat mojej pracy po konferencji oraz to, iż inni doceniali mnie i to, co robię, wpłynęło na moja ostateczną decyzję.

Ponadto duży udział miały osoby, z którymi konsultowałam moją decyzję, które potrafiły mi doradzić i pokazać wady oraz zalety bycia w zarządzie. Dzięki tym zrozumiałam, że aplikacja do zarządu jest tym, czego chcę w tym momencie. I oczywiście nie żałuję. 😉

Jakie zdarzenie/sytuacja związana z przygotowywaniem się do objęcia kadencji wywarła na Tobie największy wpływ?

Dla mnie szczególnym momentem była konferencja narodowa dla nowych osób z zarządów z całej Polski. To tam, dzięki inspirującym ludziom, zdobyłam przydatną wiedzę oraz motywację do pracy.

Jednak najbardziej znaczące były dla mnie chwile spędzone z moim nowym teamem. Wtedy poczułam, że my jako członkowie zarządu tworzymy zgrany zespół, grupę osób, która może sobie ufać i wspiera się wzajemnie. Już wtedy wiedziałam, że nie żałuję mojej decyzji, tego, iż zaaplikowałam do zarządu. Zdobyłam nowych przyjaciół, z którymi spędzę najbliższy rok. Na pewno będzie on pracowity, ale spędzony w gronie fajnych ludzi, z którymi nigdy nie będzie nudno, z którymi zawsze znajdziemy powód do śmiechu, a przy tym będziemy się wzajemnie motywować do działania w organizacji. 😉

Opowiedz coś ciekawego o sobie.

Każdy dzień zaczynam od podwójnego mocnego espresso.