Bartek może więcej!

Jak większość z tysięcy maturzystów, po skończeniu liceum nie miałem konkretnego planu na przyszłość. Całe liceum będąc w klasie biologiczno-chemicznej przygotowywałem się do zawodu lekarza, jednak tuż przed maturami zdałem sobie sprawę, że tak naprawdę nie chcę poświęcać 6 następnych lat na ciężką edukację medyczną. Nie wiedząc co robić trafiłem na Analitykę Gospodarczą na UE, głównie dlatego, że słyszałem o jej prestiżu i że była reklamowana jako „unikatowy kierunek dający olbrzymie możliwości”.

By zaaklimatyzować się na Ekonomicznym pojechałem na studencki obóz Adapciak, gdzie pierwszy raz miałem kontakt z ludźmi z AIESEC – swoją otwartością zdecydowanie zwrócili moją uwagę. By dodać trochę pikanterii studiom postanowiłem zaaplikować do AIESEC i do jeszcze innej organizacji studenckiej. W międzyczasie okazało się, że studia nie do końca spełniają moje oczekiwania – zamiast zajęć z praktykami miałem cały czas przerabianą nudną teorię – miałem już tego dość po ukończeniu LO. Podstawówka, gimnazjum, liceum, studia… Ile można zdobywać wiedzę, by móc zacząć ją wykorzystywać w praktyce?!

Na szczęście znalazłem się w miejscu, którego jednym z haseł przewodnich jest „Learing by doing”. Wraz z grupą osób nieznacznie starszych ode mnie realizowaliśmy międzynarodowy projekt, w którym organizowaliśmy warsztaty językowe we Wrocławiu prowadzone przez native speakerów z całego świata. Uwierzycie? Zwykły student, który jeszcze kilka miesięcy wcześniej zakuwał do matury z języka polskiego organizuje wraz z piątką rówieśników warsztaty językowe dla ponad setki osób, działając na prawdziwym budżecie i marce! Zacząłem wtedy rozumieć, że największą satysfakcję sprawia mi praca z ludźmi i nie widzę siebie pracującego za biurkiem 10 godzin dziennie. Później na pozycji liderskiej odkryłem, że jeszcze większą satysfakcję sprawia mi wcielanie w życie innowacyjnych i efektywnych rozwiązań oraz rozwijanie siebie przez rozwijanie innych.

W wakacje uczestniczyłem w narodowej konferencji dla członków AIESEC gdzie dopiero poczułem prawdziwą moc tej organizacji. To było coś więcej niż setka nowych znajomych na facebooku. To było poznanie fantastycznych ludzi, którzy dzielili moje zainteresowania, poglądy i stosunek do życia. Ludzi z całego świata, którzy wręcz zarażali swoją energią i optymizmem!

AIESEC to głównie ludzie, ale też rozwój personalny i zawodowy. Jako członek organizacji brałem udział w szkoleniach, za które normalny student musiałby płacić kilka tysięcy złotych – gdzie indziej będziesz miał możliwość pojechania za darmo na konferencję światowych autorytetów jak Brian Tracy?

Aktualnie jestem w Zarządzie organizacji i jeszcze bardziej rozwijam siebie tworząc od podstaw plany strategiczne, strategie marketingowe oraz mentorując całemu obszarowi marketingowemu. Wraz z fantastycznymi liderami rewolucjonizujemy marketing w naszej organizacji wprowadzając najnowsze i najskuteczniejsze trendy oraz zdobywamy doświadczenie w ekspansji naszych produktów na nowy rynek! Czy zwykły student mógłby się takim czymś pochwalić?

Bartek Pielaszek _ Wiceprzewodniczący ds. Marketingu_

Ty też możesz więcej! Aplikuj do nas do 31.05 na ue.aiesec.pl/Aplikuj

Wywiad z Bartoszem Broniarczykiem

Rozmawiamy dziś z Bartoszem Broniarczykiem – przedsiębiorcą z bogatym doświadczeniem z zakresu marketingu i zarządzania, który od 2011 roku prowadzi firmę Bathier specjalizującą się w krawiectwie miarowym.

Bartku, właściwie dlaczego dołączyłeś do AIESEC? Powodów było kilka. Po pierwsze kończąc liceum, zawsze po lekcjach angażowałem sie w projekty dodatkowe, aby móc wyżyć się organizacyjnie. Tego mi brakowało na studiach, więc postanowiłem zaaplikować do AIESEC. Po drugie, od początku studiów wiedziałem, że aby coś w życiu osiągnać, studia nie wystarczą. Chciałem więc zdobyć praktyczne doświadczenie w zarządzaniu projektami. Profil AIESEC pasował idealnie. No i po trzecie, a to  okazało się najcenniejsze, ludzie. A konkretniej, chciałem poznać ciekawych ludzi, równie rąbniętych jak ja. Co się świetnie udało.

Czym się zajmowałeś już w organizacji? Zacząłem od Akademii Perspektyw, gdzie byłem odpowiedzialny za pozyskiwanie sponsorów projektu. To był mój pierwszy kontakt z telefonem i statystyką, że na sto wykonanych połączeń udaje się umówić na  spotkanie z jedną firmą. Krótką mówiąć walenie głową w ścianę. Nie mniej jednak projekt zdołaliśmy domknąć. Dalej były targi NGO. Awansowałem na człowieka odpowiedzialnego za przekonanie NGO, żeby na tych targach się wystawili. Genialny projekt i genialne doświadczenia, jakie mnie spotkały przy spotkaniach z tak barwnymi ludźmi. To tak naprawdę był jeden z największych moich sukcesów w organizacji. Myślę, że również kilku innych osób, które brały udział w projekcie. Jedna została nawet później przewodniczącym naszego Oddziału. Następnie był Zarząd Oddziału Lokalnego, w którym byłem Wiceprzewodniczącym ds. komunikacji. Dalej był National Support Team (zespół wspierający projekty w Oddziałach AIESEC w całym kraju) gdzie byłem odpowiedzialny za ogólnopolską promocję projektu Dni Kariery. Na koniec wyjechałem na praktykę z programem Global Talents do Ghany.

Jak działalność w organizacji wpłynęła na Twoją karierę i obecną pracę? AIESEC napewno daje każdemu, kto się zaangażuje w realizowanie projektu, olbrzymią dawkę pewności siebie. Jeżeli nie posiadając  zbyt wiele kapitału, doświadczonych managerów i samego w sobie doświadczenia biznesowego można zrobić projekt, który samemu się wymyśliło, to jest kapitalna sprawa. Mając taki fundament można dojść do wniosku  – dam sobie wszędzie i zawsze radę. Natomiast, żeby nie było tak miło, realizacja tego projektu niesie za sobą konieczność 100% zaangażowania i zwalczania przeciwności. Wynosimy więc upór w dążeniu do celu i pasję, z którą te inicjatywy tworzymy. AIESEC dał mi właśnie te trzy elementy. Pewność siebie, upór w dążeniu do celu i pasję do wszystkiego, za co się zabieramy. Te trzy elementy to moim zdaniem fundament do własnego biznesu, na który bym się pewnie nie odważył bez AIESEC i bez doświadczeń z tą organizacją związanych.__

Co poleciłbyś nam, studentom płci męskiej, którzy nie dysponują zbyt dużym budżetem, odnośnie mody? Po pierwsze uszyć sobie jeden dobry uniwersalny garnitur. Najlepiej granatowy. Taki garnitur posłuży nam na bardzo wiele okazji od egzaminów, przez imprezy rodzinne po ślub włącznie. Wszystko zależy od zastosowanych dodatków. Jak już będziemy mieć dobry garnitur, to w resztę garderoby możemy się zaopatrzyć w standardowych sklepach, a następnie wybrać sie do krawca, aby dokonać na nich poprawek. Piszę to dlatego, gdyż każdy z nas jest inny pod kątem sylwetki. Z tego względu standardowe rozmiary sklepowe rzadko idealnie pasują.  Krawiec natomiast może te błędy wyłapać i za bardzo niewielkie pieniądze poprawić. Natomiast bazą jest wspomniany jeden uniwersalny garnitur. Jest w naszej branży takie prawidło “Twój styl pozwala innym osobom zdać sobie sprawę z kim mają do czynienia bez potrzeby odzywania się”. Życzę więc wszystkim, aby taki własny styl posiadali. Dzięki temu wywieramy świetne pierwsze wrażenie, które bardzo ułatwia życie.

Jakie jest Twoje najlepsze wspomnienie z AIESEC? Moim najlepszym wspomnieniem związanym z AIESEC było prowadzenie ogólnopolskiej konferencji prasowej w ramach projektu Dni Kariery. Na sali było wielu dziennikarzy z topowych mediów, a ja musiałem zainteresować ich tematem na tyle, aby napisali o projekcie możliwe najwięcej. Efektem było zaproszenie do Polskiego Radia na 30 minutowy wywiad na żywo, zaproszenie do Telewizji Polskiej do popularnego programu „Kawa czy Herbata” oraz kilka innych mniejszych wywiadów. Odzew medialny był naprawdę duży, co myślę mocno przyczyniło się do ogólnego wyniku projektu w tamtej edycji.

Co byś powiedział osobom, które myślą o dołączeniu do organizacji? Wszystkim, którzy zastanawiają się nad dołączeniem do AIESEC powiedziałbym, że warto.  Szczególnie dobrze odnajdą się w niej osoby ambitne, proaktywne i otwarte na nowe doświadczenia, zarówno biznesowe jak również międzykulturowe. Aby wyciągnąć jak najwięcej warto przejść całą ścieżkę AIESEC – pracować w Polsce z projektami lokalnymi, a później jechać na praktykę zagraniczną. Powodzenia!

Z Bartoszem Broniarczykiem rozmawiał Norbert Gąsior

Posłuchaj rady Bartka i aplikuj do nas do 31.05 na ue.aiesec.pl/Aplikuj

Natalia może więcej!

Moja historia z AIESEC zaczęła się w marcu bieżącego roku. Nie zastanawiałam się długo nad złożeniem aplikacji. Pomyślałam: ”Jak nie teraz to kiedy?”. KLIK i aplikacja wysłana. Przeszłam pierwszy etap rekrutacji i zostałam zaproszona na rozmowę. Szczerze? Byłam mega zestresowana, jak się później okazało – zupełnie niepotrzebnie. Rozmowa przebiegła w bardzo miłej atmosferze. Zostało mi tylko czekać na telefon z informacją o dostaniu się bądź nie. Zadzwonili, że jadę na wyjazd szkoleniowo-integracyjny dla nowych członków! Kompletnie nie wiedziałam ‘z czym to się je’, co mnie tam czeka. Wróciłam do mieszkania z przekonaniem, że były to jedne z najlepszych dni w tym roku akademickim. To niesamowite jak bardzo ludzie są inspirujący i motywujący. Projekt do jakiego zostałam przydzielona to PR Management. Ze swoim team’em od razu się dogadaliśmy. Mieliśmy plany i cele, dzieliliśmy sie zadaniami i mieliśmy rewelacyjnego lidera, który wiedział jak obudzić w nas ten projekt. Z przyczyn losowych niestety, musiałam go zastąpić i przejąć jego obowiązki. I w tym momencie moja historia staje się nietypowa jak dla nowego członka organizacji. Stwierdziłam, że dam radę i doprowadzę ten projekt do końca. Poprzez determinację i współpracę z ludźmi z team’u udowadniamy, że wszystko jest możliwe. Ostatnio zorganizowaliśmy Global Village, czyli wydarzenie, na którym nasi wolontariusze z całego świata przygotowywali dla studentów UE swoje regionalne kulinarne specjały. Po wydarzeniu wszyscy jednogłośnie stwierdziliśmy, że to było niesamowite przeżycie i wspaniale spędzony dzień. Projekt nadal trwa, czeka nas jeszcze jedno duże przedsięwzięcie jakim jest AIESEC Party, które odbędzie się właśnie dzisiaj! Długo zastanawiałam się co robić w wakacje i jak je zaplanować. Zdecydowałam się aplikować na pozycję liderską. Udało się! Jestem w trakcie planowania swojego projektu. Ja, jak i wszyscy nowi liderzy, jesteśmy nieziemsko podekscytowani i już nie możemy doczekać się poznania nowych AIESECerów. Wakacje to świetny czas żeby zrobić coś więcej, a o kolokwiach i egzaminach możemy chociaż na te kilka miesięcy zapomnieć:) Dzięki AIESEC widzę jak się rozwijam i inwestuję w siebie bez żadnego wkładu finansowego, a jedynie za pomocą własnego zapału i chęci. Bez owijania w bawełnę – gdybym miała jeszcze raz wybór aplikowania do organizacji, bez wątpienia byłby to jeszczce raz AIESEC. Spróbować nic Ci nie zaszkodzi, prawda? 😉

Aplikuj już teraz na ue.aiesec.pl/Aplikuj!

Niesamowite przyjęcie na Tajwanie

Grzegorz Późniak wyjechał do miejscowości Taoyuan na Tajwanie, żeby odbyć zagraniczne praktyki w szwedzkiej firmie SHL-Group. Na stażu był członkiem działu Manufacturing Engineering Departament na stanowisku inżynier/stażysta produkcji. Zdecydował się na wyjazd jako absolwent studiów inżynierskich na mechatronice oraz  studiów magisterskich w języku angielskim na kierunku mechanika i budowa maszyn. Obecnie studiuje zarządzanie i inżynierię produkcji.

Skąd dowiedziałeś się o programie i dlaczego postanowiłeś wyjechać?

Na program zdecydowałem się ze względu na moje zainteresowania oraz pasje. Najważniejszą z nich jest podróżowanie, poznawanie odmiennych kultur, miejsc i ludzi.

Na swoim koncie miałem już staże zagraniczne w Norwegii, jak również dwa programy wymiany studenckiej w krajach europejskich. Wyjazdy, nauka i zdobywanie doświadczenia międzynarodowego stało się dla mnie ogromną przyjemnością, a także idealnym sposobem na ulepszanie moich zawodowych kwalifikacji.

O organizacji AIESEC słyszałem od kilku lat, od wielu znajomych, zagranicznych studentów zarówno w Polsce, jak i poza granicami naszego kraju, a z kolei sam program GT „wygooglowałem” szukając hasła „internship abroad”.

DSC_0271

Czym kierowałeś się przy wyborze praktyk?

Jednym z moich pierwszych kryteriów był wyjazd do państwa spoza Europy, bo na naszym kontynencie odwiedziłem już praktycznie każdy kraj, więc mniej więcej wiedziałem, czego się spodziewać, jeśli chodzi o kulturę czy zwyczaje. Kolejnym kryterium był wyjazd do wschodniej Azji, która od zawsze mnie interesowała i w pewien sposób przyciągała, ze względu na całkowitą odmienność. Naturalnie Tajwan stał się jednym z krajów branych pod uwagę. Później trafiła się firma SHL-Group, odbyłem z jej przedstawicielami udaną rozmowę przez Skype’a, której towarzyszyło mnóstwo humoru oraz pozytywnego podejścia, więc nie miałem już żadnych wątpliwości, że to właśnie tam spędzę najbliższe pół roku.

Czy miałeś jakieś obawy przed wyjazdem?

Przed samym wyjazdem nie miałem żadnych obaw, podróżowałem już wcześniej do krajów Europy, Azji i Afryki, więc wiedziałem, że mogę spodziewać się tzw. „szoku kulturowego”. Miałem bardzo pozytywne nastawienie, nie mogłem się doczekać samego wyjazdu. Pod względem zdrowotnym, wykonałem kilka dodatkowych szczepień, więc nie martwiłem się już o nic. Dużo osób przy dłuższych wyjazdach obawia się z kolei o przystosowanie się do lokalnej kuchni, w moim przypadku jednak nie było żadnych wątpliwości, ponieważ uwielbiam dania azjatyckie.

Jak wyglądał Twój dzień?

Każdy dzień zaczynał się nieco później w stosunku do moich polskich przyzwyczajeń. W firmie, dzień pracy rozpoczynał się o godzinie 9, a kończył o godzinie 18. Do tego w trakcie godzin pracy mieliśmy również godzinną przerwę na lunch. Generalnie, ludzie w ogóle nie gotują w domach, a wszyscy stołują się „na mieście” w lokalnych małych restauracyjkach, które ja raczej nazwałbym jadłodajniami. Przez to sporo czasu spędza się na wspólnym spożywanie posiłków ze znajomymi i kolegami z pracy. Podczas całego wyjazdu ani razu nic nie ugotowałem w domu, z wyjątkiem przysłowiowej „zupki chińskiej”, przez co większość dnia spędzałem na poznawaniu sekretów kuchni tajwańskiej.

Wolny czas tak naprawdę miałem codziennie dopiero po godzinie 18, kiedy zazwyczaj było już ciemno, jednak dla Tajwańczyków życie zaczyna się wieczorem. Praktycznie w każdej większej miejscowości, codziennie organizowane są nocne markety, na które przychodzi mnóstwo ludzi po to, aby zjeść kolację, jak również spotkać się ze znajomymi i zrobić zakupy. Ja na tego typu targach byłem tylko kilka razy, a większość czasu po pracy spędzałem na poznawaniu „miejscowych”, jak również na nauce języka chińskiego. Nie chodziłem na żaden kurs, ze względu na późne godziny kończenia pracy, jednak sporo nauczyłem się, dzięki codziennemu kontaktowi z językiem, a moimi najlepszymi nauczycielami byli koledzy z pracy.

W wolnym czasie udało mi się również zwiedzić praktycznie wszystkie najważniejsze zakątki wyspy, które sporo różnią się od siebie. Ponadto, podczas Chińskiego Nowego Roku, kiedy cały Tajwan przestał pracować na kilka dni, aby świętować, skorzystałem z wolnego w pracy i wybrałem się na Filipiny na kilka dni.

DSC_0270

 Na czym polegała Twoja praca?

Moja praca była głównie związana z procesami produkcji oraz montażu wyprodukowanych już elementów poprzez wszelkiego rodzaju rozwiązania polegające na wprowadzaniu usprawnień i ulepszeń, jak również rozwiązywaniu problemów, które tę produkcję spowalniały lub całkowicie zatrzymywały. W celu dążenia do doskonałości większość zadań polegała na przygotowaniu nowych konceptów maszyn montażowych, a także ulepszaniu tych obecnych. W przypadku nowych projektów, sugerowanie oraz przygotowywanie potencjalnych rozwiązań znanych z tych obecnie już stosowanych i sprawdzonych.

DSC_0266

Jak zostałeś przyjęty w firmie przez kolegów z pracy?

Ja wraz z trojgiem pozostałych stażystów, zostaliśmy przyjęci w niesamowity sposób. Pierwszy dzień w pracy był w pełni przeznaczony na nasze powitanie. Najpierw zorganizowane zostało spotkanie z nowymi zatrudnionymi osobami, gdzie każdy pokrótce powiedział, co nieco o sobie i swoich zainteresowaniach. W ten sposób poznałem pozostałych stażystów, z którymi szybko nawiązałem dobry kontakt.

Drugie spotkanie odbyło się z pracownikami mojego działu. Początkowo było to oficjalne przedstawianie się każdego z nich, jak również przydzielenie nam opiekunów, a całość zakończyła się degustacją lokalnych przysmaków oraz napojów. Atmosfera była bardzo pozytywna, utrzymała się przez cały okres mojego pobytu w firmie SHL-Group.

Co więcej, podczas całego stażu bardzo często organizowana była spora ilość wspólnych wyjść na lunch, kolację, do kina itp. Ponadto, kilka dni przed Chińskim Nowym Rokiem zorganizowany był huczny bal dla wszystkich pracowników firmy, aby razem powitać nowy rok.

Jaki według Ciebie jest Tajwan?

Jest to niesamowity kraj, który bardzo różni się od Polski. Całkowicie odmienna kultura, tradycje i jedzenie. Kuchnia Tajwanu tak jak każda inna azjatycka, charakteryzuje się bogactwem odmian ryżu, noodlami, zupkami oraz wszelkimi innymi rodzajami pikantnych potraw. Do tego sposób spożywania posiłków – zawsze używa się pałeczek, a wszystkie dania podawane są zazwyczaj na obrotowym stole.

Z drugiej strony, zachowanie ludzi jednak nie różni nas tak wiele. Każdy jest bardzo miły otwarty i przede wszystkim gościnny. Ludzie są bardzo poczytywanie nastawieni do życia jak również do obcokrajowców. Bardzo często zdarzyły mi się sytuacje, gdy ktoś na ulicy zaczepiał mnie i pytał czy nie potrzebuje pomocy, jak również pytał się o to, co robię na Tajwanie i dlaczego właśnie tutaj przybyłem. W dodatku, ludzie bardzo często lubią robić zdjęcia z obcokrajowcami i z reguły przesyłają szczery uśmiech.

Szczególnie podobały mi się wspólne wyjścia na kolacje, szczególnie na tzw. gorący kociołek, podczas którego samemu należało ugotować lub upiec daną potrawę.

zebra

 Czy ten wyjazd coś w Tobie zmienił?

Wszystkie moje wyjazdy zagraniczne zawsze dodają mi sporo odwagi oraz otwartości na inne kultury i zwyczaje. W przypadku Tajwanu, podczas mojego pobytu poznałem ogromną liczbę ludzi z różnych środowisk, z różnych krajów, z różnymi doświadczeniami i przygodami, którymi chętnie się ze mną podzielili. Dodało mi to sporo odwagi do działania, jak również podrzuciło sporo ciekawych pomysłów na przyszłość. Ponadto, podczas mojego pobytu, dzięki codziennemu kontaktowi z językiem chińskim nauczyłem się jego podstaw, więc zamówienie jedzenia w restauracji czy zapytanie o drogę nie stanowi już dla mnie żadnego problemu. Do tego, uzyskałem całkowitą pewność w posługiwaniu się językiem angielskim, ze względu na to, że przez pół roku był on moim głównym, jeżeli nie jedynym językiem, którego używałem.

 Jakie korzyści dał Ci program Global Talents?

Korzyści z programu Global Talent jest bardzo wiele. Z jednej strony niesamowita możliwość odkrycia całkowicie innej części świata, innego kraju, odmiennej kultury jak również wspaniałych ludzi. Ponadto, jest to idealna szansa na poznanie lokalnych zwyczajów oraz tradycji, co zupełnie zmienia spojrzenie na świat. Z drugiej strony, wyjazd z Global Talents jest idealną możliwością zdobycia profesjonalnego doświadczenia w międzynarodowym środowisku, a także poznanie nowoczesnych technologii i rozwiązań w pracy.

Autor: Laura Piórek

Więcej o Global Talents: http://pwr.aiesec.pl/praktykazglobaltalents

Firma Proama partnerem letniej rekrutacji

Rekrutacja ruszyła pełną parą, a jej partnerem jest firma Proama.

Proama to według Dziennika Ubezpieczeniowego najszybciej rozwijająca się firma ubezpieczeniowa w Polsce, która na koniec 2013 roku ubezpieczała ponad 660 tys. klientów.

Proama wyróżnia się na rynku, proponując klientom Osobistego Doradcę oraz zniżkę bonus-malus w wysokości 70% dla bezpiecznych i bezszkodowych kierowców. Produkty ubezpieczyciela dostępne są poprzez Internet, telefon, u agentów i dealerów samochodowych. Proama oferuje ubezpieczenia OC i AC oraz ubezpieczenia mieszkaniowe wraz z wachlarzem produktów dodatkowych.

Obecnie firma Proama prowadzi rekrutację, oferty pracy znajdziecie tutaj: >>TUTAJ<<

Wywiad z Moniką Korczyńską

Dlaczego dołączyła Pani do AIESEC?

Po zdanych egzaminach na studia starsza koleżanka poleciła mi, żebym wybrała się na wyjazd adaptacyjny, który był organizowany przez AIESEC. Pojechałam i muszę powiedzieć, że było to jedno z najciekawszych wydarzeń w moim życiu. Podczas wyjazdu poznałam specyfikę działalności organizacji, jednocześnie, zostałam oczarowana sposobem w jaki przekazywana była wiedza, ale była też niesamowita zabawa w gronie młodych i ambitnych ludzi. Obóz odbywał się w Pokrzywnej niedaleko Głuchołaz. Do dziś pamiętam charakterystyczne dla AIESEC cechy, które tak przyciągają ludzi m.in. międzynarodowość organizacji. Podczas trwania obozu pierwszy raz doświadczyłam w praktyce co to jest globalne myślenie, odpowiedzialność społeczna, przeżyłam niesamowite chwile podczas wspólnych imprez, do dziś pamiętam niektóre tańce, których układy były wykonywane jedocześnie przez wszystkich uczestników – wszystko charakterystyczne dla AIESEC i to mnie właśnie ujęło. Od pierwszych dni, kiedy przekroczyłam próg uczelni, już wiedziałam, że chce z tym stowarzyszeniem współpracować. Na początku nie były to skomplikowane zadania, ale z biegiem czasu nabywałam nowe umiejętności i współtworzyłam coraz trudniejsze projekty.

W jakich latach była Pani członkiem AIESEC i jaką funkcję pełniła Pani w organizacji?

Działałam w latach 1995- 2000. W 1997/98 sprawowałam funkcję Wice Prezydenta ds. Projektów. To było moje najwyższe stanowisko w komitecie lokalnym.

Jak działalność w AIESEC wpłynęła na Pani karierę i dalszą pracę?

Powiem szczerze, że miała bardzo duży wpływ. Z natury byłam osobą dosyć nieśmiałą. Dzięki pracy w organizacji, nabrałam pewności siebie i odwagi. Podczas wyjazdów lokalnych, krajowych, czy też międzynarodowych przeszłam przez wiele szkoleń, treningów interpersonalnych, w których kształtowane były przede wszystkim miękkie umiejętności jak np. public speaking. Można powiedzieć, że dość wcześniej zaczęła się moja kariera zawodowa, bo już na studiach. Moi koledzy wolny czas spędzali na akademickich imprezach, popołudnia mieli raczej spokojne, a ja większość wolnego czasu poświęcałam na samodoskonalenie, na uczestnictwo w szkoleniach, licznych wyjazdach na seminaria, kongresy międzynarodowe i inne projekty. Uczestniczyłam w wyjazdach do Niemiec, Danii czy Finlandii na projekty, organizowane przez AIESEC. Po każdym wyjeździe dostawałam niesamowitej energii do dalszej pracy. Podczas odbytych podróży wiele się nauczyłam, miałam okazję poznać wyjątkowych ludzi, zawiązywać nowe przyjaźnie. Była to szansa na poznanie  charakterystycznych dla danego regionu zwyczajów, potraw, a także doskonalenie języka. Takie doświadczenia, budują, uskrzydlają, dają motywację do działań. Tak wiele oferuje ta organizacja! Czerpałam pełnymi garściami to, co AIESEC mi dawał. Dzięki temu nabyłam umiejętności i doświadczenia zawodowego wcześniej niż moi koledzy i dzięki temu już na początku piątego roku studiów dziennych dostałam ofertę pracy na stanowisku w dziale finansowym spółki akcyjnej. Z osobami, które spotkałam podczas swoich pierwszych doświadczeń zawodowych współpracuję do dziś. Dzięki nabytym w organizacji umiejętnościom, ale również dzięki odrobinie szczęścia trafiłam na człowieka, który bardzo dużo mnie nauczył, już na początku mojej kariery zawodowej we mnie uwierzył, dostrzegł ogromny zapał i potencjał. Potencjał, który został osiągnięty dzięki AIESEC. Tak zaczęła się moja kariera zawodowa. Mogę powiedzieć dużymi literami, że jej przebieg zawdzięczam organizacji, gdzie nabrałam pewności siebie, umiejętności, doświadczeń, dzięki którym było mi łatwiej przejść przez rozmowę kwalifikacyjną – sprzedać siebie. Pamiętam jak w drugim roku mojej działalności odbywał się kongres światowy AIESEC w Warszawie, był to pierwszy kongres organizowany w Polsce. Podczas kongresu mogłam uścisnąć dłoń premierowi, prof. Balcerowiczowi i wielu innym wyśmienitym osobistościom! AIESEC otwiera wiele drzwi, umożliwia tak łatwy dostęp do znanych ludzi. Jedną z imprez towarzyszących kongresowi był Global Village. Dziewięćdziesiąt krajów reprezentowanych przez studentów z całego świata! To właśnie ta międzykulturowość robiła tak ogromne wrażenie. Podczas pracy w organizacji nabywa się umiejętności, które w późniejszym życiu zawodowym są bardzo cenne.

Czy dążenie do doskonałości, czyli jedna z wartości AIESEC spowodowała, że skończyła Pani tyle licznych kierunków podyplomowych?

Na pewno AIESEC miał duży wpływ na moją karierę naukową, jednakże moje własne podejście do kształcenia stawia na ciągłe samodoskonalenie. W obszarze finansów, którym się zajmuję, niezbędne jest ciągłe szkolenie. Aby zdobywać kolejne szczeble w karierze zawodowej nie można poprzestać na wiedzy, którą się zdobyło podczas studiów, należy ją ciągle poszerzać i zgłębiać. Ta chęć poszerzania wiedzy spowodowała, iż bardzo chętnie kończyłam kolejne studia podyplomowe w dziedzinie analizy finansowej, prawa podatkowego oraz rachunkowości i kontroli finansowej. Ukończyłam również studia doktoranckie w Instytucie Rachunkowości na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu.

Jakie są Pani najlepsze wspomnienia z AIESEC?

Latem 1998 roku miałam przyjemność uczestniczyć w programie wymiany międzykulturowej. Wyjechałam  na okres dwóch miesięcy do Gwatemali, położonej w Ameryce Środkowej. Nasza wyprawa liczyła pięciu uczestników, były to dwie osoby z Gdańska, jedna z Katowic i jedna z Nowego Sącza. Przekazywaliśmy członkom AIESEC Guatemala nasze umiejętności i wiedzę. Jednocześnie przygotowywaliśmy konferencję o polskiej drodze do demokracji, która była dużym wydarzeniem w życiu uczelni i odbyła się pod patronatem Konsula RP. Na konferencję zostały zaproszone władze uczelni oraz miasta. Sala kongresowa była w całości zapełniona, nasza piątka prowadziła prezentację, na koniec otrzymała ogromne brawa. Oprócz pracy na uczelni  bardzo dużo zwiedzaliśmy, każdą wolną chwile poświęcaliśmy na podróże. Gościli nas lokalni studenci, nie pozwalając nam odczuć, iż jesteśmy w obcym kraju, czuliśmy się jak u siebie w domu. Ten wyjazd na pewno bardzo dużo nas nauczył, w szczególności cierpliwości…. Charakterystyczny dla tego kraju brak pośpiechu niejednokrotnie doprowadzał nas do szału. Na pewno nauczyliśmy się tolerancji. Mogę śmiało powiedzieć, iż była to podróż mojego życia i doświadczenie, które miało bardzo duży wpływ na mój charakter. Podczas przygotowań do wyjazdu mogłam sprawdzić nabyte w AIESEC umiejętności zdobywania funduszy na projekt. Całość wyjazdu sfinansowałam samodzielnie z pomocą instytucji, którym zaoferowałam wymierne korzyści w postaci ich promocji i reklamy podczas wyjazdu. Do dzisiaj zachowałam koszulkę z wyjazdu z logiem sponsorów. Zdobywając fundusze na wyjazd wykazałam się ogromną determinacją w dążeniu do celu, której nauczyłam się w AIESEC. Pierwsze doświadczenia w tworzeniu biznes planu przedsięwzięcia oraz zdobywaniu funduszy zdobywałam przy organizacji „Dni Kariery”, następnie samodzielnie prowadziłam projekt „Najlepszy pracodawca w województwie dolnośląskim”.

Jakimi aspektami zajmował się AIESEC podczas Pani działalności, oprócz tych o które już Pani przywołała? 

W 1997 roku prowadzony był przez komitet lokalny projekt, który stanowił część większego przedsięwzięcia. Projekt był prowadzony na szeroką skalę,  sprowadzony został angielski dwupiętrowy autobus, który nazywał się „Eurobus”. Projekt miał miejsce przed przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej. Projekt był bardzo mocno promowany. Przyjechało wiele osób z całego świata!

O tym jak AIESEC wpłynął na rozwój osobisty już Pani dużo wspominała, ale może chce Pani jeszcze coś dodać?

W swojej karierze zawodowej wiele zawdzięczam pewnemu zbiegowi okoliczności – w odpowiednim momencie trafiłam na odpowiednią osobę. Jako studentka piątego roku w bardzo szybkim tempie wspinałam się po kolejnych szczeblach kariery zawodowej. Dzięki determinacji w dążeniu do celu i umiejętnościom zdobytym w AIESEC szybko awansowałam od specjalisty ds. finansowych, następnie kontrolera finansowego osiągając stanowisko dyrektora finansowego w spółce notowanej na warszawskiej GPW. Rozwijane i pielęgnowane cechy charakteru, którymi darzyliśmy się w AIESEC takie jak: wzajemny szacunek, przychylność, prawdomówność, lojalność, przyjaźń, uśmiech zaprocentowały w moim życiu. Niezależnie od tego w jakiej kulturze żyjemy, czy pochodzimy z takiego czy z innego kraju, czy jesteśmy biedniejsi czy bogatsi to musimy się wzajemnie szanować i tego właśnie uczy AIESEC. Dzięki organizacji uświadomiłam sobie wagę tych cech i kierując się nimi osiągam duże sukcesy i z powodzeniem realizuję swoje plany.

Może Pani powiedzieć kilka słów dla osób, które dopiero stoją przed decyzją dołączenia do AIESEC?

Chciałabym podkreślić, iż warto działać w takich stowarzyszeniach jak AIESEC. Uważam, że przedsięwzięcia, które mają miejsce poza życiem studenckim są bardzo istotne, udział w nich procentuje w przyszłości. Dzięki temu, że należymy do członków organizacji możemy z łatwością poznać władze uczelni, oraz zewnętrzne otoczenie sektora biznesu. Mamy możliwość zaprezentowania się, nawiązania kontaktów, doskonalenia siebie, nabywania doświadczenia zawodowego już na etapie studiowania. Jesteśmy krok przed naszymi rówieśnikami! Pewne zdarzenia mogą mieć wpływ na naszą karierę zawodowa i już na etapie studiów możemy trafić na sektor czy firmę, w której będziemy pracować przez długie lata. Podczas trwania nauki na uczelni można już określić kierunek, który podjęlibyśmy po jej zakończeniu. W trakcie nauki możemy poznać różne branże od strony praktycznej i zdecydować, z którą z nich chcemy wiązać przyszłość. Ponadto ważne są te wartości, o których już wspomniałam:  takie jak możliwość nawiązywania nowych, bardzo często międzynarodowych kontaktów, złamanie barier. Na pewno dzięki AIESEC, osoby które uczestniczyły w szkoleniach, wyjazdach, konferencjach krajowych i  międzynarodowych nabierają umiejętności, które w przyszłości będą ich przewagą konkurencyjną wśród innych studentów. Działalność w stowarzyszeniu umożliwia zdobywanie praktycznych doświadczeń, a efekty własnej pracy dają ogromną motywację do dalszych działań.

Dziękuje bardzo za rozmowę. 

Z Moniką Korczyńską rozmawiał Nicolas Sitko

Paula może więcej!

Dopiero od października tego roku studiuję na Uniwersytecie Ekonomicznym, wiec moja przygoda studencka się dopiero niedawno rozpoczęła. Pierwszy semestr spędziłam na wdrażaniu się w ‘nowy styl życia’ , lecz w drugim postanowiłam zrobić coś więcej. Długo zastanawiałam się nad złożeniem aplikacji do jakiejkolwiek organizacji . Dopiero w  ostatnich godzinach rekrutacji stwierdziłam, że spróbuje. Należę do osób, które stawiają sobie cele, próbują… nie chciałam później żałować, że czegoś nie zrobiłam jeżeli miałam ku temu okazję. Dlaczego akurat AIESEC? Odpowiedz jest bardzo prosta. Studiuję w języku angielskim, więc chciałam znaleźć coś co pozwoli mi doskonalić zdolności językowe , a jednocześnie da możliwość zdobycia nowej wiedzy i doświadczenia podczas uczestniczenia w różnych projektach. Obecnie pracuje nad projektem zajmujących się praktykami międzynarodowymi, a konkretniej szukaniem za granicą kandydatów, którzy mogą spełnić swoje marzenia pracując i ucząc się w polskich firmach. Projekt ten pozytywnie wpłynął na moje życie, ponieważ przeprowadzając rozmowy z potencjalnymi kandydatami poznaję wciąż nowych, wspaniałych ludzi. Wydawać by się mogło, że po zakończeniu procedury rekrutacyjnej wszystko się kończy. Jest jednak zupełnie inaczej! Z większością ludzi jestem w stałym kontakcie. Ludzie Ci są ze wszystkich stron świata i dzięki nim poznaję odmienne obyczaje, języki i wartości, którymi się kierują w zależności od kultury w jakiej żyją. Kto wie czy taka znajomość nie otworzy Ci perspektyw na przyszłość? Jeśli masz znajomych w różnych zakątkach globu to świat stoi przed Tobą otworem. Możesz podróżować i zwiedzać miejsca , o których byś dotychczas nie pomyślał, a odwiedzając je wiesz, ze jest ktoś kto może pokazać Ci życie z innej perspektywy niż wycieczka wykupiona w biurze podróży. AIESEC otworzył przede mną nowe możliwości i sprawił, że poznałam wiele, wspaniałych, utalentowanych i przepełnionych pozytywną energią ludzi, którzy każdego dnia zarażają uśmiechem i motywują do tego by zmieniać swoje życie, czerpiąc z niego jak najwięcej. Jeśli nie boisz się nowych wyzwań, szukasz siebie i chcesz wzbogacić się o nowe doświadczenia to nie czekaj. Aplikuj już dziś, bo warto 🙂

Aplikuj na ue.aiesec.pl/Aplikuj!

10 rzeczy, które musisz zobaczyć osobiście. Część 4

Kolejny punkt naszej podróżniczej listy jest może dość oczywisty, ale kto z nas chociaż raz nie marzył o wyprawie do Australii? Jedno z najodleglejszych, najbardziej fascynujących, a dla wielu – najpiękniejszych miejsc na ziemi, to z pewnością coś, co trzeba zobaczyć na własne oczy.

Szukając jednak widoku, bez którego wyprawa do Australii mogłaby zostać uznana za nieważną, przychodzą na myśl właśnie kangury. Fakt – zwierzęta te można zobaczyć praktycznie w każdym ZOO. Mimo to- widok tych majestatycznych zwierząt na wolności to coś, co z pewnością zapada w pamięć na całe życie. Największe z nich przewyższają większość ludzi i ważą do 90 kilogramów , a najszybsze potrafią osiągnąć prędkość do 60 km/h. Istnieje aż 47 odmian tych zwierząt, często bardzo różniących się od siebie wyglądem. Zgadzacie się z twierdzeniem, że to symbol Australii?

Do tej pory w cyklu „10 rzeczy, które trzeba zobaczyć na własne oczy” poruszaliśmy się po odległych, wschodnich obszarach. Za tydzień przeniesiemy się nieco bliżej Polski. Jakie są Wasze typy do piątej części zestawienia?

Polka w Chinach

„O programie Global Volunteer dowiedziałam się z plakatu. Od dawna chciałam sprawdzić się jako wolontariusz, a dodatkowo wizja zwiedzenia kawałka świata spowodowała, że zdecydowałam się aplikować.

Początkowo, gdy zaczynałam szukać mojego pierwszego, wymarzonego wolontariatu nie brałam pod uwagę opcji wyjazdu do Chin zbyt poważnie. To przecież taaaaaaak daaaaaleko. Z czasem, przeglądając coraz to ciekawsze oferty, dedykowane właśnie wyjazdom do krainy smoka zmieniłam zdanie. Okazał się to wspaniały wybór, pełen niezapomnianych przeżyć, a wcześniejsze obawy przestały mieć znaczenie już po pierwszych dniach.

photo5

Wyjechałam do miasta Chongqing (środkowe Chiny), leżącego nad rzeką Jangcy i z pewnością jednego z najgorętszych miejsc w całych Chinach. Faktycznie temperatura oscylowała zazwyczaj w okolicach 40 st.C. Dopełnieniem diabelskich temperatur okazała się nieziemsko ostra kuchnia i eksplozja zadziwiających smaków. Bariera językowa (ni w ząb chińskiego) okazała się nie tak straszna jak się może wydawać. Podstawa to słowa-klucze, język migowy oraz słownik angielsko-chiński w telefonie. W większości restauracji funkcjonuje również system obrazkowy więc całkiem łatwo jest się dogadać.

Co do wolontariatu to podzielony był na dwie części – „Human Library” oraz „Dare To Dream”. Przez pierwsze 2 tygodnie moja praca jako wolontariusza polegała na prowadzeniu spotkań (głownie w bibliotekach, księgarniach i szkołach językowych) by dzielić się swoim doświadczeniem, kulturą kraju z którego pochodzę i przy okazji dać możliwość do rozmowy na pokrewne tematy. Spotkania były otwarte dla każdego. Celem było zainspirować młodych ludzi, a przy okazji potrenować angielski. Przez kolejne 2 tygodnie wolontariat odbywał się w okolicznej, bardzo biednej wiosce. Głównym naszym zadaniem była nauka języka angielskiego . Uczyliśmy dzieci w wieku od 8-15 lat. Oprócz tego prowadziliśmy wiele zabaw i warsztatów by również w pewien sposób zainspirować dzieciaki.

photo4

Po zakończeniu wolontariatu, resztę czasu, spędziłam podróżując po kraju wraz z jedną z wolontariuszek. Udało nam się zwiedzić miasto Xi’an, słynną Terakotową Armię, Pekin oraz Wielki Mur Chiński. Rada dla tych którzy myślą o wolontariacie w Chinach i również o późniejszym zwiedzaniu: czas wakacyjny to migracje wszystkich Chińczyków. Kupno biletu na pociąg (mowa tutaj o miejscu w wagonie sypialnym) jest dość trudne. Wyprzedane są zazwyczaj już w pierwszych dniach sprzedaży. Pomocne jest konto w chińskim banku – wtedy z łatwością można kupić bilety przez Internet.

W Chinach czas płynie w zawrotnym tempie. 40 dni minęło szybciej niż się tego spodziewałam i nieubłaganie nadszedł czas powrotu. Z nadzieją czekam na kolejny wyjazd z programu Global Volunteer w przyszłym roku. Polecam każdemu!”

Noemi Macura – Politechnika Śląska w Gliwicach

10 rzeczy, które musisz zobaczyć osobiście. Część 3

W trzeciej części zestawienia dziesięciu miejsc, które trzeba zobaczyć na własne oczy, postanowiliśmy przyjrzeć się malezyjskiemu Cameron Highlands, i tamtejszym plantacjom herbaty.

Wyobraźcie sobie niesamowity, górski krajobraz, gdzie na wysokości około 1000 m n.p.m. rozciąga się nieskończona połać zieleni, a na horyzoncie trudno znaleźć jakiekolwiek drzewo. Przestrzeń, która daje poczucie wolności, a jednocześnie sprawia, że czujemy się niewielcy wobec natury. Łagodny wiatr pozwala wziąć głęboki wdech i odciąć się od miejskiej codzienności. Wyobraziliście sobie? Nie, to nie bieszczadzkie połoniny. To coś dużo bardziej egzotycznego.

To Cameron Highlands, czyli najwyżej położona stacja malezyjskiej kontynentalnej kolejki górskiej. Na wysokości około 1500 m n.p.m. znajdują się jedyne w swoim rodzaju plantacje herbaty. Krzaki uprawne pokrywają całe zbocza gór, tworząc niezapomniany widok. Jednak w tym wypadku sam widok to nie wszystko – każdy miłośnik herbaty z pewnością doceni możliwość spróbowania najciekawszych lokalnych gatunków tego napoju. No i jest coś, czego żadne zdjęcia nie są w stanie pokazać – zapach powietrza o zachodzie słońca.

Pamiętajcie, że zapraszamy Was do współtworzenia naszego cyklu. Co Waszym zdaniem powinno się znaleźć w czwartym punkcie? Czekamy na sugestie na Facebooku i w komentarzach pod wpisem!

  1. Autoriksze w Indiach
  2. Widok z Shanghai Tower
  3. Plantacje herbaty w Malezji
  4. ?
  5. ?
  6. ?
  7. ?
  8. ?
  9. ?
  10. ?