Festiwal “Palio di San Floriano”

*T*ydzień pracy rozpoczęty dopiero w środę po powrocie z Bolonii był bardzo krótki i intensywny. Pracy przybywa, gdyż termin zakończenia naszych raportów zbliża się nieubłaganie. W międzyczasie w naszym mieszkaniu pojawiła się kolejna osoba, jednak tym razem jej przyjazd nie był już dla nas niespodzianką. Do projektu AIESEC University dołączyła Anchita z Kanady, wnosząc do naszego zespołu wiele pozytywnej energii.

SONY DSC

Ostatni weekend postanowiliśmy również spędzić poza miastem, a do wyboru miałam dwie możliwości – wycieczkę do Verony i Wenecji lub średniowieczny festiwal Palio di San Floriano w pobliskiej miejscowości Jesi. Po ostatniej wycieczce tym razem zdecydowałam się na niskobudżetową opcję i razem z Giuliettą i Carstenem w sobotnie popołudnie ruszyliśmy na odbywające się co roku średniowieczne wydarzenie. W Jesi czekała na nas Nikoletta i Asia, kolejna praktykantka z Polski, która wspólnie z Niki pracuje w szkole językowej. Po przyjeździe okazało się, że dziewczyny mieszkają w historycznej części miasta, w której odbywa się festiwal. Wchodząc do miasta czułam się tak, jakbyśmy wkraczali do innej epoki. Przekraczając mury Jesi powitały nas ubrane w średniowieczne stroje osoby, różnorodne kolorowe flagi i rozbrzmiewający specyficzny gwar miasta. Po zostawieniu rzeczy w mieszkaniu, w którym mieliśmy w planach zostać na noc, z powrotem przywołały nas dźwięki rozpoczynającego się na zewnątrz przedstawienia. Rozpoczęło się od średniowiecznego tańca, w trakcie którego wkroczyło obce wojsko. Porwali córkę króla i królowej i aby ją odzyskać przeciwne rody rozpoczęły walkę. Tym samym sala balowa zmieniła się w pole bitwy, wyjęto szable, a ukryci w murach miasta wojownicy strzelali z łuku. Takie atrakcje czekały na nas przez cały wieczór- przedstawienia, pokazy, tańce z flagami. Z tej okazji w mieście pojawiło się wiele tawern z posiłkami, które podobno jadano również w tamtej epoce, a na głównych placach sprzedawano różne drobiazgi, które miały przypominać średniowieczne wyroby.

SONY DSC

Wyjątkową atmosferę wydarzenia tworzył także fakt, iż znajdowaliśmy się w obrębie murów historycznego miasta, pośród tętniących życiem placów i uliczek oraz kroczących w średniowiecznych strojach pochodów z towarzyszącymi odgłosami bębnów i innych instrumentów. Rankiem natomiast obudziły nas odbywające się zawody łucznicze, które częściowo mogliśmy obserwować z okna mieszkania. Do południa miasto budziło się do życia bardzo powoli, przygotowując się do oficjalnego zakończenia czterodniowego festiwalu. Mimo, iż do tej pory nie byłam zwolenniczką podobnych wydarzeń (może dlatego, że nigdy nie brałam w nich udziału), festiwal w Jesi i jego atmosfera zdecydowanie mnie oczarował.

SONY DSC

W poniedziałkowe popołudnie w końcu zobaczyliśmy się w pełnym składzie- Jessica, Angelina, Anchita i Alberto wrócili ze swojej podróży. Veronę, którą do tej pory znałam tylko z akcji Romea i Julii, zapisałam jako miasto które muszę zobaczyć w przyszłości. Przedstawili je jako jedno z najpiękniejszych włoskich miast. Wieczorem wspólnie wybraliśmy się na grilla, na którego zaprosiła nas Greta, prezydent komitetu w Anconie. W końcu mieliśmy okazję poznać prawie wszystkich członków organizacji, których do tej pory w mniejszych lub większych grupach spotykaliśmy w biurze AIESEC, do którego wpadamy w czasie wolnym na uczelni. Impreza była dla nas także pożegnaniem Giuli, która nad ranem opuszczała Anconę, by wrócić do rodzinnego Budapesztu.

SONY DSC

Planowy wyjazd pierwszej osoby uzmysłowił mi jeszcze mocniej, iż projekt dobiega ku końcowi. Za kilka dni wyjeżdżają także Jessica, Alberto i Angelina, za którymi szczególnie stęskniłam się przez kilka dni ich nieobecności. Fakt zbliżającego się zakończenia pobytu we Włoszech jeszcze bardziej motywuje nas by spędzać razem więcej czasu i korzystać z każdej chwili, którą mamy przed sobą. Wspólnie mieszkanie przez ostatnie 6 tygodni bardzo zbliżyło nas ze sobą- długie rozmowy prowadzone do późna w nocy, gry, wspólne gotowanie, wycieczki. Mimo tego, iż bardzo liczymy na spotkanie w przyszłości wiemy, ze nie to już nie będzie to samo doświadczeniem, jakie przeżywamy teraz. Natomiast świadomość, że ma się bliskie osoby w różnych miejscach na świecie bardzo zachęca, by pewnego dnia odwiedzić nieznane dotąd miejsca i zobaczyć się ponownie.”

Napisz swoją własną historię: http://kato.aiesec.pl/GlobalCitizen 🙂

Czy obojętność jest cechą młodego pokolenia? Europejski Kongres Gospodarczy oczami studenta

3 dni obrad. Ekonomiści, przedsiębiorcy,  przedstawiciele Polski i Unii Europejskiej. 110 debat. Ponad 7500 gości. W Katowicach od 20 do 22 kwietnia odbyło się największe w Europie Środkowo-Wschodniej wydarzenie, na którym podejmowany były temat przyszłości naszego kraju i całego kontynentu – Europejski Kongres Gospodarczy. Wśród dyskusji na temat kształtu Unii Europejskiej,  sytuacji w służbie zdrowia, problemów współczesnego świata znaleźli się także studenci.  Dlaczego młodzi ludzie interesują się takim wydarzeniem i zabierają głos w sprawach ważnych dla gospodarki? To proste – oni są liderami przyszłości i od tego, co postanowią zrobić w swoim życiu, zależy postać kraju za 10 lub 20 lat. Przekonajmy się, czego dowiedzieli się członkowie z organizacji studenckiej AIESEC podczas wydarzenia.

Pierwszy krok na rynku pracy

Czy studenci skłonni są jedynie do narzekania na brak pracy, czy chcą mieć swoje zdanie w sprawach ważnych dla zatrudnienia? Europejski Kongres Gospodarczy to platforma pomiędzy trzema filarami – przedstawicielami rządu, biznesem i młodymi ludźmi.  Umożliwia ona umożliwia odkrycie rzeczywistości, jakiej na co dzień student nie zna, refleksji nad gospodarką kraju, kierunkiem Europy i wykształceniu własnej opinii.

_„__Niezwykle wartościowa jest możliwość posłuchania opinii na temat przyszłości Unii Europejskiej w przeciągu 15 lat czy debaty na temat sytuacji jaka obecnie panuje na wschodzie Europy. Możliwość usłyszenia różnych opinii pozwala na wyrobienie własnej.” _Marta

Dlaczego nie jest tak łatwo?

Dyskusja objęła też temat barier, które mogą przeszkodzić młodym w znalezieniu odpowiedniej pracy, wśród nich znalazł się brak doświadczenia praktycznego. Barierę tą można z łatwością pokonać poprzez zaangażowanie w studenckie inicjatywy, wychodzenie naprzeciw swojemu pracodawcy poprzez uczestnictwo w targach pracy, spotkaniach branżowych, uczestnictwo w praktykach studenckich. Drugą z barier jest fakt, edukacja często idzie w innym kierunku niż oczekuje tego rynek. Często nie doceniamy doświadczenia studiowania, ponieważ nie czujemy się dzięki niemu przygotowani do wejścia na rynek pracy. Podjęcie tego temat w trakcie kongresu to już pierwsze działanie w kierunku zmian. Możliwości jest wiele i bariery szybko mogą stać się naszymi mocnymi stronami, jeśli tylko jako młodzi ludzie nie prześpimy czasu studiów, a radość ze studenckiego życia połączymy ze zdobywaniem kompetencji i kształtowaniem swojej osobowości.

_„Uświadomiłem sobie dzięki udziałowi w tym kilkudziesięciominutowym spotkaniu, że bardzo ważną kwestią jest zdobywanie praktycznych umiejętności przez młodych ludzi w trakcie trwania studiów oraz inwestowanie w siebie.” _Kacper

Kompetencje kluczem do sukcesu

W trakcie debaty poruszona została również kwestia znaczenia i potrzeba umiejętności pracy w grupie w obecnym pokoleniu. Halo! Przecież każdy potrafi pracować w zespole, to takie łatwe, błahe, niepotrzebne. Nic bardziej mylnego! To kompetencja kluczowa, a w jaki sposób ją zdobyć wyjaśnia Agnieszka, przewodnicząca organizacji studenckiej AIESEC w Katowicach:

_”To właśnie robią organizacje studenckie – jako młodzi ludzie pracując w zespołach realizujemy cele i inicjatywy, wspólnie idąc w jednym kierunku.” _Agnieszka

Odrobina kontrolowanego szaleństwa

Kolejną niezbędną cechą młodego człowieka wchodzącego na rynek pracy jest z pewnością odwaga i inicjatywność. Student marzy o niebieskich migdałach, buja w obłokach, a często brakuje mu bardzo mało, aby marzenia zamienić w cele i te cele osiągać. EKG pokazał przykłady młodych przedsiębiorców, którzy zaryzykowali i zaraz po studiach zostali prezesami swoich własnych firm. Odrobina szaleństwa i ryzyka często popłaca, a takie przykłady osób to dla studentów wzór do naśladowania.

„Tego brakuje wśród młodych osób  – inicjatywności, szukania możliwości na rozwinięcie siebie i zdania sobie sprawy, że aby coś osiągnąć trzeba o to zawalczyć i wykorzystywać wszelkie okazje. A także, że pasja, którą mamy w sobie ma nas nakręcać do realizacji celów zawodowych. Agnieszka

Otwórz swoje oczy!

Jeżeli chcemy w przyszłości mieć realny wpływ na nasze życie profesjonalne i personalne,  na zmianę tego, na co dzisiaj narzekamy – musimy się pojawiać na takich wydarzeniach. Student nie żyje w oderwaniu od rzeczywistości, on tą teraźniejszość tworzy poprzez swoje działanie już w czasie studiów . Nie chcemy już więcej być tymi, którzy się podporządkują sytuacji wokół siebie, my możemy zmieniać ją na lepsze. Wystarczy więcej świadomości, więcej działania i wyjście poza czubek własnego nosa.

Weź do ręki gazetę i dowiedz się w jakim kraju żyjesz. Poświęć chwilę na poznanie rzeczywistości, która Cię otacza. Przeczytaj artykuł o sytuacji w UE, o partnerach gospodarczych Polski lub po prostu weź udział w takim wydarzeniu jak Europejski Kongres Gospodarczy. Pokaż, że młodemu człowiekowi zależy na swojej przyszłości tak bardzo, że nie chcemy już więcej być konformistami, że wiemy, że poza naszym małym życiem, istnieje jeszcze wielki świat biznesu czy polityki i młody człowiek może ten świat współtworzyć . Za kilka lat to Ty możesz podzielić się swoją historią podczas Kongresu. Pytanie pozostaje proste: co zrobisz dziś, aby w przyszłości niczego nie żałować?

“Kiedyś unikałem wyzwań, bo przecież można ponieść porażkę.” – Jan Romanowski

Moja historia z AIESEC zaczęła się niedawno, bo w marcu 2015 roku. Chciałem zacząć coś robić. Zmienić coś i zacząć w jakiś sposób działać, ale wtedy nie za bardzo wiedziałem, jak się za to zabrać. Na jednej ze stron internetowych znalazłem informację o rekrutacji do AIESEC i stwierdziłem, że jeśli chcę czegoś, to muszę skorzystać z okazji, która się nadarzyła i zaaplikowałem pod wpływem impulsu. W tym momencie stwierdzam, że to jedna z najlepszych decyzji, jakie podjąłem i żałowałbym, gdybym tego nie zrobił.

W pierwszej chwili byłem zaskoczony, i to bardzo. Myślałem, że poznając osoby z organizacji będzie tak, jak w większości przypadków – na początku strasznie sztywno, a zanim człowiek zacznie się czuć swobodnie minie jakiś czas. Tutaj wszystko rozgrywa się zupełnie inaczej, „w powietrzu” unosi się atmosfera akceptacji i zrozumienia. Nie ma się poczucia, że jest się „świeżakiem”, tylko jakby się przebywało tutaj już długi czas. Nie ma oporów przed rozmową na najróżniejsze tematy – od zainteresowań przez odczuwane emocje aż po problemy, które widzimy w społeczeństwie.

I to właśnie ludzie są według mnie największym atutem AIESEC. Ludzie, którzy chcą się rozwijać, a także z własnej woli pomagają rozwijać się innym. Kiedyś unikałem wyzwań, nie chciałem ich podejmować – jest to bardzo wygodne, bo przecież podczas działania można ponieść porażkę. Jednak przy takim sposobie myślenia sukces też jest poza naszym zasięgiem. Jest to jedna z najważniejszych rzeczy, których do tej pory się nauczyłem. Przebywając wśród ludzi, którzy wiedzą, że porażki są tak samo ważne (o ile nie ważniejsze), jak sukcesy, i którzy przeżywali już podobne problemy i rozterki, podejmowanie wyzwań jest znacznie łatwiejsze.

Teraz działam w projekcie, którego głównym celem jest sprowadzanie do przedszkoli w Białymstoku i okolicach praktykantów z zagranicy, aby nauczali dzieci angielskiego i pokazywali swoją kulturę. Możliwość kontaktu z osobami innej narodowości, choć może nie wydawać się niczym specjalnym, jest naprawdę świetnym doświadczeniem i można dzięki temu nabyć dużo wiedzy o innych państwach i ich kulturach. W dużej mierze są to rzeczy, których nie wyczytamy w podręcznikach.

Kontaktując się z przedszkolami nabyłem dużą dawkę pewności siebie i zrozumiałem (o czym częściowo wspomniałem wcześniej), że porażka to tak naprawdę jeden z najważniejszych czynników, który nas kształtuje. Czasem coś nie wyjdzie i nie jest to nic przyjemnego, ale w momencie kiedy zrobimy coś, o czym nigdy byśmy nie przypuszczali, że nam się uda (w moim przypadku pójście na spotkanie i rozmawianie z dyrektorem przedszkola wydawało się czymś, na co nigdy bym się nie zdobył) jest się naprawdę z siebie zadowolonym i chce się tym podzielić z kim tylko się da!

Jeśli czujecie, że chcecie zaaplikować, ale wstrzymuje Was jakaś niepewność, zastanówcie się, czy chcecie być przez całe życie kierowani strachem przed nieznanym, czy iść za głosem serca i wybierać coś, co jest według Was słuszne. Ja już podjąłem decyzję i zapewniam Was, że nie pożałujecie.

*Jednym słowem: APLIKUJCIE! *

http://bk.aiesec.pl/mozeszwiecej

Czy warto studiować?

Każdy maturzysta zadaje sobie pytanie – co dalej? Opcji jest coraz więcej. Można wyjechać za granicę w poszukiwaniu pracy. Można rozpocząć swoją karierę w rodzinnej miejscowości. Można wyjechać na studia za granicę, albo pojechać jak najdalej od rodziców i studiować wymarzony kierunek. Tylko nie zawsze wiadomo, co jest lub będzie dla nas najlepsze. Warto studiować – to konkluzja, która nasuwa się większości. Rynek pracy będzie stał dla mnie otworem – kolejna złota myśl. Ale nasza podświadomość cicho szepce – po co?

Każdy doskonale zdaje sobie sprawę, że studiowanie może przyczynić się do łatwiejszego znalezienia pracy. Idąc dalej, może być gwarantem prestiżu. Otóż studiując kierunek marzeń jesteśmy w stanie bardziej zaangażować się w zdobywanie wiedzy. „Na własną rękę” dokształcamy się, doczytujemy. Dzięki temu wykazujemy się większą zdolnością, umiejętnościami dla przyszłego pracodawcy. Otrzymujemy dobrze płatną pracę, którą w dodatku uwielbiamy. Po kilku latach awansujemy na kierownicze stanowisko i ot, co możemy cieszyć się wcześniej wspomnianym prestiżem. Większość z Was pomyślała teraz – to nie jest osiągalne. Owszem, publicystyka rozpisuje się na temat bezrobocia wśród absolwentów uczelni wyższych. Studenci i absolwenci powoli stają się nawet obiektem żartów. W końcu nikt tak sprawnie nie wypełni pity w restauracji z kebabem jak absolwent księgowości i nikt tak sprawnie nie spakuje McWrapa jak humanista! Jednak na rynku pracy jest coraz lepiej, a absolwent absolutnie każdego kierunku ma szanse na rozwinięcie skrzydeł!

Jeśli aspirujesz na stanowisko sprzedawcy, kucharza czy fryzjerki – owszem tu wykształcenie wyższe jest atutem, ale w większości przypadków nie jest wymagane. Natomiast wszystko zależy od tego czym przyszły student chciałby się zajmować. Tutaj, z pewnością zrobiliście dramatyczną pauzę zastanawiając się – co chciałbym robić w życiu? Spokojnie, większość osób, które mają zamiar rozpocząć studia, nie jest do końca przekonanych co do wyboru kierunku, uczelni, a nawet miasta. Zdarza się, że student trzeciego roku również jeszcze nie wie jak pokierować swoją ścieżką rozwoju.

Rozwój, rozwój, rozwój…

Pamiętajmy, że studia nie są typowo skierowane pod naukę zawodu, jak szkoła zawodowa czy licea profilowane – przynajmniej w większości przypadków. Studia służą przede wszystkim rozwojowi osobistemu, zdobyciu wiedzy i umiejętności. Dzięki nim uczymy się w pewnym stopniu kompetencji społecznych, które przydają się w każdej sytuacji, nawet mniej zawodowej.

Kolejnym pozytywnym aspektem jest kwestia nauki. Na pewno każdy narzekał na system edukacji w Polsce. Oczywiście przedziwne atrakcje nie ominęły również szkolnictwa wyższego. Jednak jest pewien przeskok między nauką praktykowaną w szkołach gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych, a wyższych. Każdy student to odczuwa, jedni lamentują, inni są zadowoleni. To jest normalne. Jednak z mojego punktu widzenia, możliwość uczestniczenia w wykładach, ćwiczeniach, konwersatoriach jest szalenie ciekawa.

Dzisiejsze wymarzone czasy absolwentów!

Przejdźmy na koniec do tego, co najciekawsze dla studenta lub przyszłego studenta. Pamiętajmy, że wykształcenie wyższe może oznaczać dla nas przede wszystkim lepsze zarobki i  mniejsze ryzyko utraty pracy. Jeśli kogoś nie przekonuje kwestia doskonalenia siebie, swojej wiedzy i praktyczne podejście do wielu dziedzin to z pewnością przekona aspekt materialny. I wcale nie jest on mniej ważny. W obecnych „złotych czasach” dla Polaków dobra pensja i stałość zatrudnienia jest niczym woda na pustyni, która wcale nie musi być fatamorganą.

Stąd niewielkie przesłanie Drogi Czytelniku – studia nie muszą być dla wszystkich, nie muszą od razu nauczyć cię zawodu ale mogą być dobrą opcją dla twojej przyszłości. Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na pytanie postawione w tytule – każdy powinien samodzielnie zdecydować czy warto.

Paulina Bubisz

6 rzeczy, których nie wiesz o Rumunii

Mam wrażenie, że staje się coraz popularniejszym celem wycieczek zarówno czysto rekreacyjnych, jak i związanych z projektami biznesowymi, czy edukacyjnymi. I słusznie! Razem z Justyną i Klaudią, które są świeżo po powrocie z wolontariatu w Rumunii, znalazłam 6 powodów, dla których warto spakować walizki i wyjechać tam jak najszybciej.

1. Polskie smaki w rumuńskiej kuchni

O ile podczas obiadu w Indonezji gołąbek mógłby wam odfrunąć z talerza, o tyle te rumuńskie na sto procent nigdy nie miały skrzydeł. Sarmale, bo o nich mowa, wyglądają i smakują jak babcine gołąbki, bo składają się głównie z wieprzowiny, ryżu i kapusty. Na deser koniecznie spróbujcie puszystych, lekko chrupiących papanasi. Wyglądają jak nasze oponki, choć są nieco serowe w smaku. Palce lizać!

2. Zamki w Rumunii to nie są zwykłe zamki

Pewnie spodziewacie się, że Romowie mają dużo zamków – ale czy uwierzycie, jeśli napiszę, że jest ich niemal 300? Warto zwrócić uwagę szczególnie na dwie budowle – Zamek w Hunedoarze, który do złudzenia przypomina paryski Disneyland oraz Zamek Peles, który jako pierwszy na świecie został zaopatrzony w instalację elektryczną, a jego system kanalizacyjny działa do dziś!

3. Angielski poziom C

Rumuni świetnie znają język angielski. Jest to poniekąd zasługa kina. Tak, kina – amerykańskie produkcje są tam zawsze puszczane w oryginale i jedyną opcją do wyboru jest “film z napisami”, na wersję z lektorem nie ma szans. Chcąc nie chcąc widzowie słyszą więc tylko angielskie dialogi, a sami na pewno wiecie, że te usłyszane w filmach, najlepiej zapadają w pamięć.

4. Dracula narodził się w Siedmiogordzie!

Hrabiego Draculi nie muszę wam chyba przedstawiać. Za to pewnie jeszcze nie wiecie, że to Wlad Palownik, władca jednej z historycznych krain Rumunii, był inspiracją do stworzenia tej postaci. “Drakula” to przydomek nadany mu przez podwładnych. Swoją drogą,  Rumuni XIV wieku mieli dość mroczne pomysły na ksywy dla swoich przywódców – ojciec Wlada nazywany był przez nich “Diabłem”.

5. Najdroższy budynek administracyjny na świecie

Czyli Pałac Ceausescu, który znajduje się w samym sercu Bukaresztu.  Jego wartość to  – uwaga – 3 miliardy euro. Powstał na rozkaz dyktatora Nicolae Ceausescu w latach 80. Marmurowe komnaty, pozłacane sufity i ważące kilka ton żyrandole to efekt pracy 20 000 robotników i 400 architektów.  Budowla ma powierzchnię 65 000 metrów kwadratowych, co oznacza, że zmieściłoby się w niej 5 berlińskich sejmów. A gdybyście chcieli pobyć w każdym z jej 5 100 pomieszczeń przez minutę, zwiedzanie zajęłoby Wam 3,5 dnia! Pałac (pomimo planów amerykańskiego miliardera – Donalda Trumpa – o przeobrażeniu go w kasyno) od 1997 jest siedzibą parlamentu i trybunału konstytucyjnego.

To prawdziwa duma Rumunów – powstał w całości z materiałów zebranych na terenie państwa, no i znajduje się w Księdze Rekordów Guinessa.

6. Młodzi aktywiści

W Rumunii trudno spotkać studenta, który wychodzi z domu jedynie na uczelnię. Zazwyczaj działa też w jednej (a może i kilku, czemu nie) z wielu istniejących tam placówek NGO, rozkręca swój start-up, albo zajmuje się prowadzeniem jakiegoś eventu. Jedną z najpopularniejszych organizacji jest AIESEC Romania, 14 Oddziałów Lokalnych,  w których działa ponad 600 AIESECerów.

“Zmieniamy ludzkie życia!” – Karolina Morawska

Rok temu byłam zupełnie inną osobą – lubiącą prowadzić intensywne życie kanapowo-narzekające. Nie rozumiałam, dlaczego i po co inni ludzie czegoś ode mnie wymagają. Dzisiaj nie wyobrażam sobie, żebym mogła wrócić do tamtego trybu życia. Moja historia z AIESEC zaczęła się z wewnętrznej, podświadomej potrzeby przygody i zmiany czegoś w moim życiu. Zawsze chciałam podróżować. Natrafiłam w internecie na informacje o możliwości wyjazdu na wolontariat. Wybrałam Włochy – była to najlepsza decyzja, jaką mogłam podjąć! Poznałam wielu wspaniałych ludzi, z którymi mam stały kontakt, podszlifowałam jezyk angielski, a przede wszystkim dałam sobie szanse na zmianę.

Po powrocie dołączyłam do organizacji i zaczęłam prace w zespole AIESEC University – organizowaliśmy kursy językowe. Najlepszy w tym wszystkim był okres realizacji projektu. Przyjechali do nas praktykanci i poczułam się trochę jak na moim wolontariacie. Niesamowite jest to, że daliśmy możliwość czterem świetnym osobom przyjechać do naszego miasta, poznać nową kulturę, przeżyć przygodę ich życia. Wtedy poczułam, jaką siłę i jak wielkie znaczenie ma AIESEC. Zmieniamy ludzkie życia! Od jakiegoś czasu mam przyjemność być Wiceprzewodniczacą w Zarządzie Oddziału Lokalnego AIESEC Białystok i cieszę się, że przede mną jeszcze cały rok działania!

Karolina Morawska

APLIKUJ: bk.aiesec.pl/mozeszwiecej

10 rzeczy, które musisz zobaczyć osobiście. Część 2

Przedstawiamy kolejny punkt naszego cyklu. Tym razem w poszukiwaniu miejsc i rzeczy, które trzeba zobaczyć na własne oczy, przyjrzeliśmy się Szanghajowi. A konkretnie najwyższemu punktowi na mapie tego miasta – Shanghai Tower. I bez cienia wątpliwości dopisujemy widok ze szczytu Shanghai Tower do naszej listy.

Panorama największego miasta Chin, zamieszkanego przez  18 milionów osób, obserwowana z 632 metrowego budynku, to dla wielu niezapomniany widok. Szanghaj to miasto niezwykłe – nowoczesne i rozbudowane, a mimo wszystko zielone i poukładane. Pełne sprzeczności, niesamowitych historii, i zaskakujące na każdym rogu. A widok z jego najwyższego punktu to bez wątpienia coś, co trzeba zobaczyć na własne oczy!

Kto z Was miał okazję odwiedzić Szanghaj? Zgadzacie się z opiniami o jego niezwykłym klimacie?

Kolejna część cyklu już w przyszłym tygodniu, dlatego ponownie czekamy na Wasze sugestie. Co Waszym zdaniem powinno znaleźć się w trzeciej części zestawienia miejsc i rzeczy, które trzeba zobaczyć na własne oczy?

  1. Autoriksze w Indiach
  2. Widok z Shanghai Tower
  3. ?
  4. ?
  5. ?
  6. ?
  7. ?
  8. ?
  9. ?
  10. ?

Ruszyła rekrutacja do Future Leaders!

LCŁódź

7.05 ruszyła rekrutacja do organizacji AIESEC w ramach programu Future Leaders!

Nie marnuj czasu, postaw na swój rozwój, zdobądź międzynarodowe doświadczenie, działaj w lokalnych projektach, poprzez które rozwiniesz się osobiście i profesjonalnie.

Formularz aplikacyjny i więcej informacji na stronie!

Czym jest program Future Leaders?Future Leaders

Co możesz zyskać dzięki Future Leaders?Sprawdź!

Dowiedz się więcej o podprogramach – Czytaj!

Masz pytanie? Napisz do nas! – Kontakt

To miejsce na mapie.

“Początek maja spędziłam w Anconie, w której mieszkańcy majówkę łączą z obchodami święta patrona miasta – san Ciriaco. Największym wydarzeniem w tym czasie są trwające przez cztery dni targi. Główne ulice w mieście oraz aleja prowadząca do morza pełna jest straganów sprzedających dosłownie wszystko – lokalne specjały, jedzenie, ubrania, biżuterię, ozdoby, sprzęty do sprzątania i gotowania itp.

Następnego dnia wczesnym rankiem ruszamy w kierunku Florencji. Pierwsze wrażenie po wyjściu z pociągu to tłumy turystów i zatłoczone ulice. Podążając za tłumem dochodzimy do imponującej Katedry Santa Maria del Fiore. Największe wrażenie robi geometryczna, zielono- biała fasada katedry i stojącej obok dzwonnicy oraz jego wielkość – jest trzecim największym na świecie kościołem wraz z największą kopułą. Florencja to idealne miejsce dla koneserów sztuki. Spacerując po mieście zewsząd urzeka przepiękna architektura i bogactwo  sztuki. Porównując miasto z Urbino, które odwiedziłam w poprzednim tygodniu, mogłabym go nazwać miniaturką Florencji.

SONY DSC

Aby w pełni zobaczyć miasto, trzeba poświęcić kilka dni, bowiem ilość muzeów, kościołów czy pałaców jest ogromna, a w czas zwiedzania doliczyć należy stanie w kolejkach. My na zobaczenie Florencji mieliśmy niecałe półtora dnia. W każdą pierwszą niedzielę miesiąca zwiedzanie części zabytków miasta jest darmowa. Aby skorzystać z okazji postanowiliśmy wybrać się do kilku najciekawszych miejsc. Niestety pokonani przez niekończące się kolejki, które w najważniejszych punktach miasta ustawiały się parę godzin przed otwarciem. Spośród głównych zabytków miasta udało nam się wejść jedynie na teren renesansowego pałacu zwanego Palazzo Pitti  i to tylko dlatego, że wybraliśmy boczne wejście od Ogrodów Boboli.

SONY DSC

Po południu żegnamy Florencję i ruszamy w stronę zachodniego wybrzeża Włoch, a dokładnie La Spezi, gdzie mamy kolejny nocleg. Ze względu na duże opóźnienie pociągu, zmieniamy kurs i decydujemy się na zobaczenie o zachodzie słońca Pizy i jej głównego zabytku- 55-metrowej, pochylonej o niecałe 5 stopni wieży. Co ciekawe, to nie ostatnia krzywa wieża jaką zobaczymy w czasie naszej kilkudniowej wycieczki.

Wieczór spędzamy w pięknie oświetlonym porcie w La Spezi, żeby z samego rana rozpocząć zwiedzanie pobliskiego Cinque Terre – pięciu położonych obok siebie malowniczych wiosek, stanowiących najczystsze i jedno z najpiękniejszych wybrzeży Morza Śródziemnego. Riomaggiore, Manarola, Corniglia, Vernazza i Monterosso połączone są koleją, a przejazd z każdej wioski do następnej trwa zaledwie kilka minut. Udało nam się zwiedzić cztery z pięciu małych wiosek, gdzie mieliśmy okazję zrelaksować się na małych plażach i spacerować pośród kolorowych domków położonych między wzgórzami.****

SONY DSC

Ostatnim miejscem na naszej mapie była Bolonia. Wysiadając na stacji głównej widok na miasto nie wydaje się nadzwyczajny czy interesujący. Prawdziwy urok miasta można dostrzec udając się ulicą dell’Independenza w kierunku placu Maggiore. Droga prowadzi przez wysokie arkady, których łączna długość w całej Bolonii ma prawie 40 km, najwięcej na świecie. Bolonia nosi przydomek ‘czerwone miasto’ ze względu na czerwoną zabudowę. Niegdyś posiadająca prawie 200 wież (obecnie znajduje się ich kilkanaście), miasto pełne wąskich ulic, gęstej zabudowy i monumentalnych budynków robi wrażenie. W ciasnych i gwarnych uliczkach oprócz małych restauracji i kawiarni znajduje się mnóstwo sklepów, w których witrynach widnieją włoskie szynki i sery, mortadele (specjalność miasta), makarony, słodycze, warzywa i owoce. To tutaj znajdujemy dwie pochylone rywalki wieży w Pizie: Torre Garisenda i Asinelli. W mieście jest wiele niepozornie wyglądających miejsc. Na przykład z zewnątrz zwyczajnie wyglądająca bazylika okazuje się mieścić we wnętrzu siedem mniejszych kościołów oraz dwa dziedzińce. Na głównym placu mieszkańcy miasta pokazują nam ciekawą grę – stojąc pod arkadami między Palazzo del Podesta i Palazzo Re Enzo, szeptając w rogu jednego z łuków jest się słyszalnym przez osoby stojące po przeciwnej stronie. Sprawdziliśmy, to działa! 😉 Niewidoczne na pierwszy rzut oka uroki Bolonii podbiły moje serce.

Po czterech dniach długo wyczekiwanej podróży wracam wreszcie do Ancony na umówione wcześniej spotkania z grupami.  Kilkudniowa wycieczka zostawi po sobie ślad na długo, nie tylko na zmęczonych nogach po długich, pieszych trasach po miastach, wioskach i pokonywanych wzgórzach 😉 Pozostawiła wiele wspomnień, nowych wrażeń i wzbudziła chęci, by kiedyś ponownie tam wrócić, zdecydowanie na dłużej.”

Napisz swoją własną historię: http://kato.aiesec.pl/GlobalCitizen 🙂

Informatyk w multikulturowym Oslo

Łukasz Zgrzebski wyjechał na praktyki jako student V roku informatyki na Politechnice Wrocławskiej. Podróż nie przeszkodziła mu w tym, by obronić pracę magisterską, będąc już za granicą. Obecnie odbywa staż w firmie Rubrikk jako Web Desinger.

Dlaczego postanowiłeś wyjechać? 

O praktykach dowiedziałem się reklamy, która chyba była wydrukowana w jednym z numerów miesięcznika “Żak”. Zawsze chciałem zwiedzić Skandynawię, a wyjechanie na praktyki było do tego świetną okazją.

 Czy miałeś jakieś obawy przed wyjazdem?

Obawy… Głównie język, ale jak się potem okazało angielski wystarczy, żeby wszystko załatwić.

Jak wygląda tam Twoje życie codzienne? Ile czasu poświęcasz na pracę i co robisz w wolnym czasie?

Pracuje standardowo 8 godzin. Mieszkam bardzo blisko pracy, więc to jest duży plus. Oslo jest bardzo zróżnicowane – mamy tu mnóstwo małych wysepek, do których możesz popłynąć łódką i jednocześnie wiele bardziej górzystych terenów, które świetnie nadają się na niedzielne wypady. Wolny czas spędzam głównie na zwiedzaniu. I nie tylko Norwegii, bo loty są tanie.

Jakie są Twoje zadania i na czym polega Twoja praca?

Projektowanie UI/UX i troche front-endowych zadań również.

Łukasz w towarzystwie kolegów z teamu

A jak przyjęli Cię koledzy z pracy? Czy nie natrafiłeś na bariery kulturowe?

Miałem dużo szczęścia, bo cała firma jest multikulturowa. Mamy tutaj ludzi z 12 krajów. Pracuję w bardzo miłej atmosferze. Co do “barier” to bardziej nazwałbym to rzeczami, które zaskakują. Bardzo ciekawe jest poznawanie punktu widzenia innych ludzi.

Jaki według Ciebie jest kraj, w którym jesteś? Jacy są ludzie, co Ci się podoba, a co nie? Czy coś Cię zaskoczyło?

Norwegia jest bardzo ciekawym krajem. Ludzie mili i pomocni. Trudno też mówić chyba o całym kraju, bo Oslo jest specyficzne, bardzo multikulturowe, wiele się tu dzieje, czego nie można raczej doświadczyć będąc na północy tego kraju. Mnie urzeka natomiast pięknymi widokami i naturą.

Co planujesz po powrocie do Polski?

Na razie nie planuje powrotu.

Czy Ty sam zmieniłeś się dzięki wyjazdowi na praktyki Global Talents? 

Na pewno mój język angielski się poprawił, a co do mnie samego to taki wyjazd zmusza Cię do bycia bardziej otwartym.

Jakie według Ciebie korzyści daje wyjazd na praktyki Global Talents?

Dla mnie to idealne połączenie zwiedzania świata ze zdobywaniem potrzebnego doświadczenia.

Autor: Laura Piórek

Więcej o Global Talents: http://pwr.aiesec.pl/praktykazglobaltalents