Wykorzystać czas studiów

Ola

Cześć, mam na imię Ola. Studiuję na Uniwersytecie Ekonomicznym i do marca ubiegłego roku byłam niczym nie wyróżniającą się studentką – uczęszczałam na wykłady, pisałam kolokwia, zdałam swoją pierwszą sesję. Będąc na uczelni zawsze miałam w pamięci, że obiecałam sobie wykorzystać czas studiów najlepiej jak potrafię. Status studenta oprócz wyższego wykształcenia oferuje przecież mnóstwo innych możliwości, które szkoda byłoby zmarnować. Zawsze uważałam, że na wiele mnie stać, ambicji nigdy mi nie brakowało, a chcieć to móc. A chciałam mieć wpływ na swoją przyszłość, wziąć udział w dużym przedsięwzięciu, móc się wykazać… I tak właśnie się zaczęło.

 

Po zdanej sesji szukałam dodatkowego zajęcia, które byłoby dla mnie wyzwaniem. Zdecydowałam, że zacznę od organizacji studenckiej. Podpierając się na lewej ręce scrollowałam nazwy organizacji działających przy mojej uczelni. Wybrałam trzy, które pasowały pod moje kryteria, a spośród nich tą która wydawała mi się najbardziej odpowiednia – AIESEC.

Napisałam aplikację, odbyłam rozmowę kwalifikacyjną i niedługo potem dostałam telefon z gratulacjami. 6 marca wyjechałam na lokalną konferencję, która miała za zadanie przybliżyć nowym członkom działalność organizacji. Poznałam jej kulturę i wartości, bogatą historię i ambitne plany na przyszłość. Ucieszył mnie fakt, że szczególny nacisk kładą na rozwój (poprzez realne działanie!) i liderstwo. Podoba mi się podejście, że Twój wkład jest zauważany, doceniany i zwracany z nawiązką.

Zostałam przydzielona do projektu wymianowego, w którym pomagałam młodym Polakom odbyć praktyki zagraniczne. Pierwszy raz miałam możliwość działania na międzynarodowej platformie, przeprowadzania licznych rozmów rekrutacyjnych, dopasowywania ofert dla zainteresowanych osób i przygotowywania ich do wyjazdu. To jest niesamowite, kiedy pośredniczysz w spełnianiu cudzych marzeń! Jedną z takich osób była dziewczyna, która z moją pomocą wyjechała do Wietnamu uczyć języka angielskiego.

Dzięki projektowi dowiedziałam się, że dział human resources jest tym, w czym chcę się dalej kształcić. Po raptem trzech miesiącach działalności zaaplikowałam na pozycję lidera projektu w obszarze, z którym wcześniej nie miałam styczności. Naszym zadaniem było przyjęcie zagranicznych wolontariuszy i zorganizowanie im wolontariatu w polskich szkołach. Od zawsze podobała mi się międzynarodowa współpraca i chciałam już od razu spróbować czegoś nowego. To było odważny krok, biorąc pod uwagę, że byłam całkiem nowym członkiem i działałam już w jednym projekcie. Jednakże udało mi się i dziś, po około 8 miesiącach dobiega końca już mój projekt.

Closing Gala wykadrowana

Mogę szczerze powiedzieć, że jest to doświadczenie pełne wyzwań. Dochodzi odpowiedzialność za projekt i jego członków. Uczysz się planowania, logistyki i wdrażasz nowe taktyki. Prowadzisz spotkania, integrujesz zespół i nadzorujesz jego pracę. Stajesz się dla kogoś przewodnikiem i uczysz się być wzorem dla innych. Przeżywasz cudowne chwile, gdy wszystko układa się po Twojej myśli i uczysz się działania pod presją oraz szybkiego reagowania, gdy coś wymyka Ci się spod kontroli. Zbliżasz się do swojego zespołu, poznajesz go bliżej i pomagasz mu się rozwijać – dokładnie tak, jak Tobie pomagał kiedyś Twój lider.

W AIESEC niesamowite jest to, że każdy kiedyś zaczynał tak samo. Przewodniczący Twojego oddziału też kiedyś był członkiem jakiegoś zespołu. Działalność projektowa i wspinanie się po szczeblach odpowiedzialności podkręca apetyt na więcej.

Serdecznie polecam AIESEC tym, którzy tak jak ja chcieli wykorzystać czas studiów i wyjść ze strefy “zwykłego studenta”. Być może mój staż w organizacji jest dosyć krótki, ale na pewno jest on intensywny. Serdecznie zapraszam i Ciebie do aplikacji – chętnie poznam nowe osoby, które lubią podwyższać sobie poprzeczkę.

Ola, Studentka Finansów i Rachunkowości

Ola Kraus

Brazylia w 42 dni

O 6 niezapomnianych tygodniach swojego życia opowie Mateusz Grabowski,

który latem wyjechał z nami na wolontariat Global Citizen.

Przeczytaj sam, co Mati ma Ci do opowiedzenia!

Gdzie byłeś w ramach Międzynarodowego programu wolontariatu Global Citizen?

Byłem w stolicy stanu Ceará – Fortalezie, mieście położonym w północnej części Brazylii.

Co robiłeś podczas swojego wolontariatu?

Mój projekt nazywał się Gira Mundo i był związany z szerzeniem różnorodności kulturowej wśród brazylijskich dzieci, uczeniem ich poprzez zabawę, promowaniem zrównoważonego rozwoju.

Byłeś tam sam?

Nie, w ośrodku do którego zostałem przydzielony pracowałem z dziewczyną ze Szwajcarii oraz z Meksykaninem. Pracowaliśmy z dziećmi w wieku 6-14 lat, był to rodzaj zajęć pozalekcyjnych. W ośrodku pracowali też normalnie zatrudnieni nauczyciele, większość czasu była więc już zagospodarowana. Jednak uczestniczyliśmy również w niektórych zajęciach razem z dziećmi – graliśmy w siatkówkę (gdzie byłem ich mistrzem, bo jestem wysoki),  w carimbę (coś jak dwa ognie), ćwiczyliśmy karate i braliśmy udział w zajęciach teatralnych.

Osoby w moim, a także w innych projektach, to głównie osoby z Ameryki Południowej. Mniejszość stanowiły osoby z Europy, Afryki czy Azji.

Jakie były Twoje oczekiwania, a jaka okazała się rzeczywistość?

Oczekiwania co do warunków mieszkalnych i samego miasta nie były zbyt sprecyzowane. Liczyłem na trochę lepsze warunki. Jednak dzięki temu, że znalazłem się w nieco biedniejszej (to znaczy typowej) dzielnicy miasta sprawiło, że lepiej poznałem obyczaje i kulturę Brazylijczyków. Szybko okazało się również, że człowiekowi nie są potrzebne do życia luksusy, do jakich przywykliśmy żyjąc w Europie. Miłym zaskoczeniem była dla mnie też rodzina goszcząca, gdzie traktowany byłem jak syn i brat.

W kwestii samego projektu, to oczekiwania były nieco większe, niż okazała się rzeczywistość. Problematyczne okazały się typowe dla Latynosów cechy. Kwestie organizacyjne, spóźnianie się i problemy z komunikacją – tak można to opisać, choć dla nich było to normalne. Większość czasu dzieciaków była już zorganizowana, jednak staraliśmy się zrobić wszystko, co w naszej mocy, aby jak najwięcej przekazać dzieciakom, nauczyć ich trochę angielskiego i po prostu być dla nich przyjaciółmi.

Dlaczego akurat Global Citizen?

Kończyłem studia, chciałem zdobyć doświadczenie. Ponadto wolontariat jest całkiem innym przeżyciem – robi się coś dla innych, aby pomóc im w trudnej sytuacji czy też poznawać języki i kultury, których sami nie mają szansy poznać.

Brazylię wybrałem dlatego, że chciałem doświadczyć całkowicie innej kultury i klimatu. Ludność latynoamerykańska, to osoby bardzo otwarte, łatwo nawiązujące znajomości, ciepłe i uczciwe. Było to dla mnie również bardzo istotne, ponieważ wyjazd na wolontariat to nie tylko pomaganie potrzebującym, ale również zawieranie nowych znajomości czy przyjaźni.

Czego nauczyło Cię to doświadczenie?

Na pewno nauczyło mnie to wstawać wcześnie i mało spać, co przyda mi się w codziennej pracy. Często musiałem iść na kompromis, starać się łagodzić konflikty i dogadywać się z innymi osobami. Musiałem także wzmocnić w sobie cierpliwość, gdyż jak wiadomo Latynosi nigdzie się nie spieszą i nie lubią planować. Bardzo ważny był też dla mnie kontakt z biednym społeczeństwem. Można powiedzieć, że Brazylia to taki drugi świat. Mimo wszystko ludzie tutaj, szczególnie dzieci, bardziej doceniają to, co mają i nie potrzebują super warunków, aby się bawić, korzystać z życia czy uczyć się. Są szczęśliwi.

Jedno słowo, które najlepiej opisuje Twój wolontariat?

Gringo – słowo oznaczające przybysza z obcego kraju. Mnie nazywano tak ze względu na zupełnie inny wygląd niż tamtejsza ludność. Moje niebieskie oczy i blond włosy, a także fakt, że jestem wysoki powodowały, że byłem dla nich niemal aniołem. Jednak tak naprawdę, tak samo jak ja dla nich, tak samo oni dla mnie byli takimi „gringos”, od których wiele mogłem się nauczyć. Poznałem również inny klimat, inny model miasta, inne jedzenie.

Ważny był też kontakt z innymi wolontariuszami, którzy pochodzili z przeróżnych zakątków świata. Wszyscy oni byli obcymi, tak samo jak ja byli „gringos”, jednak wszyscy świetnie się dogadywaliśmy, tworzyliśmy wspaniały zespół, można powiedzieć – rodzinę.

Zupełnie odmienni ludzie poprzez wspólne spędzanie czasu tworzyli ze sobą dialog, podczas którego okazywało się, że tak naprawdę wszyscy jesteśmy do siebie podobni.

Czy powtórzyłbyś to doświadczenie?

Yes, of course, naturlich, ja wohl, absolument!

Roboty czy współpracownicy, czyli o komunikacji w zespole

Czy wiesz, że przyjmując się do pracy, masz już z góry określoną w niej rolę lub możesz tę rolę kreować? Czy zauważyłeś kiedyś, na jakiej zasadzie opiera się komunikacja w Twoim otoczeniu, po co ona istnieje? Warto znać systemy, które rządzą wzajemnymi relacjami w organizacjach. Przyjrzyj się uważnie, z jakimi typami traktowania możesz się spotkać i dlaczego 2 + 2 = 5. Dowiedz się, jak może, a jak powinna wyglądać współpraca w zespole. 

Robotnik czy już robot, czyli teoria mechanistyczna

Nie przypadkowo nazwa bierze się od mechanizmu. Tak jak w maszynie, każda śrubka musi działać, nie może się zepsuć, a jeśli nawet – wymieniana jest na inną. Osoba pracująca w takiej organizacji traktowana jest jako „robot”, liczy się fachowość i szybkość, raczej nie zwraca się uwagi na potrzeby pracownika. Co ciekawe, w wielu przypadkach nie zna się nawet własnego szefa! Polecenia wydawane są przez niezliczone rzesze kierowników, a bezosobowe traktowanie odbija się na wykonywanej pracy. Co trzyma pracownika w danej placówce? Oczywiście pieniądze. Tylko wynagrodzenie jest w stanie wyrównać świadomość, że tak naprawdę, nie jesteś nikim wyjątkowym w pracy. Wiele osób nie wytrzymuje takiego biernego sposobu traktowania. Każdy z nas zna kogoś, kto pracuje, (pracował) w popularnych fastfoodach. Zabójcze tempo pracy sprawia, że rotacja pracowników jest tam zazwyczaj największa.

Świetna robota! Zrobię to za ciebie, czyli teoria zorientowana na relacje międzyludzkie

W takim zarządzaniu w organizacji, główna uwaga zwrócona jest na pracowników, są oni doceniani, buduje się dobre relacje i przede wszystkim, dba się o ich komfort pracy. Tacy pracownicy idą do pracy z przyjemnością, wiedzą, że mogą liczyć na pomoc a głównym hasłem jest _współpraca. _Model ten często oferuje również dodatkowe profity związane z pracą. Wtedy pracownik może sobie swobodnie korzystać z darmowych karnetów na siłownię, w międzyczasie rozmyślając o balu pracowniczym, na który został zaproszony z osobą towarzyszącą. Piękne? Pewnie. Ale trzeba również pamiętać, aby cel, do którego się dąży, nie był przygnieciony wzajemnym utrzymywaniem dobrych relacji i ciągłymi pochwałami pracowników, bo wtedy efektywność pracy spada, a zadania zostają niezrealizowane. Podstawowym błędem jest branie na siebie wszystkich zadań, ponieważ chęć bycia przyjacielem całego świata, jest na dłuższą metę męczące, a współpracownicy – analogicznie – nie przykładają się do pracy, skoro ktoś może za nich wykonać wyznaczone zadania.

Wielka gra, czyli teoria polityczna

W tej organizacji występuje jawna lub ukryta walka o władzę. Wyręczanie z obowiązków niby z czystej dobroci serca, pomaganie w problemie (ale tak, żeby szef widział!), to tylko przykładowe formy zachowań w takiej organizacji. Jeśli oglądałeś House of Cards, z pewnością wiesz, o czym mówię. Polityczne gierki o władzę istnieją nie tylko na najwyższych szczeblach kariery. Mogą się pojawić również w małych zespołach, gdzie, najważniejsza będzie pozycja, a dopiero później cel przyświecający organizacji. Pracownik w takim miejscu pracy czuje się wplątany w manipulację jednej i drugiej strony. Jeśli się nie przyłączy do gry – szybko z niej odpada. Przede wszystkim interesowność i konflikt, nic za darmo.

Różne działki, jeden cel, czyli teoria systemowa

Jest to system skoordynowanych działań z hierarchiczną organizacją. No dobrze, ale co to znaczy? Koncepcja ta opiera się na założeniu, że wszystkie działania w organizacji powinny być traktowane jako całość, a nie jako indywidualne części. Czyli każdy program w danej organizacji jest skoncentrowany na współdziałanie, a nie traktowanie swojej działki jako całkowicie niezależny trzon, ponieważ dochodzi wtedy do rozłamu wspólnej idei. Mówiąc wprost: dobry szef wie, że jego firma jest jednością i rozumie, że tylko prawidłowa i dwukierunkowa komunikacja w grupie może doprowadzić do osiągnięcia zamierzonych celów. To, że szef zwróci Ci uwagę, oznacza, że chce zrozumieć Twoje motywy i oczekuje odpowiedzi. Akcja – reakcja – cel.

Kulturowa praca, pracowita kultura, czyli teoria kulturowa

Niezwykle ciekawym podejściem w organizacji jest traktowanie jej jako osobnej kultury. Przekazywanie tych samych wartości, celów, idei, które są wspólne dla całości organizacji, ale i dla każdego człowieka. Pomagają przede wszystkim zrozumieć pracownikowi, jaki cel przyświeca organizacji i co jest dla niej ważne. Organizacja reprezentuje swój styl i zachęca do uczestniczenia w niej. Nawet poprzez różnego typu symbole – jak znak firmowy, marka, gest na przywitanie, śmieszne hasło sprawia, że relacja między organizacją a członkiem pogłębia się. Taka kultura jest doskonale widoczna np. w Japonii, gdzie pracownicy mają swój specjalny dress code, wychodzą na wspólne wydarzenia, spotykają się w klubach karaoke i przede wszystkim mają świadomość wyznawanych wspólnych interesów. Ale nie tylko w Japonii! Nauka poprzez wzajemne zrozumienie, przekazywanie wartości jest niezwykle ważna, by nie tylko dobrze spełniać się w pracy, ale również, aby rozumieć, po co się to robi i odkrywać swój potencjał.

Synergia, czyli współdziałanie daje lepsze efekty, niż osobne dążenie do celu. Działania są wzmocnione przez koordynację i współpracę, co prowadzi do efektu 2 + 2 = 5. To, do czego nie dojdzie jedna osoba, może być zrealizowane przez współpracę wielu osób. Co to w praktyce oznacza? Przede wszystkim – wyznaczony cel zostanie zrealizowany szybciej, a koszty będą niższe, np. zamawiając te same materiały lub korzystając z wiedzy działkowej osób, które nam pomagają.

Zatem jeśli sam chcesz zobaczyć, na czym polega prawdziwa współpraca w organizacji, pomoc, niesamowita energia i chęć rozwijania w sobie nowych możliwości, nie ma lepszej okazji, niż sprawdzenie siebie w AIESEC. Miejsce, gdzie synergia przeplata się z fantastyczną atmosferą i przekonaniem się na własnej skórze, że wszystko da się osiągnąć, jeśli tylko się tego chce.

Polecam serdecznie.

Karolina Chwolek

Język angielski – nie taki straszny.

kinia 1

Hej! Jestem Kinga i chcę opowiedzieć o mojej przygodzie związanej z językiem angielskim 🙂

Jak pewnie wiele z was, pierwszą styczność z tym  językiem miałam w przedszkolu. Właściwie od samego początku czułam do niego niechęć. Może dlatego, że później nie mogłam trafić na kompetentnego nauczyciela, który potrafiłby wytłumaczyć mi chociaż podstawowe problemy gramatyczne. Nie podobało mi się również to, że wszyscy dookoła naciskali na mnie, bym uczyła się tego języka. Nie wiem ilu miałam korepetytorów z angielskiego, ale było ich naprawdę wielu. Ale nawet oni zawiedli.

Często miałam momenty, że bardzo chciałam zrozumieć to, co ktoś do mnie mówił po angielsku, ale było to prawie niemożliwe.

Uwierzcie, mój angielski był na poziomie gorzej niż najgorszym. Do tej pory pamiętam, jak pewnego dnia nauczyciel poprosił mnie o przetłumaczenie krótkiego fragmentu tekstu. Nawet nie mogłam sobie przypomnieć co oznacza I am (wiem – straszne!). Jednak uwierzcie – NIE MUSIMY SIĘ MĘCZYĆ Z ANGIELSKIM!

Przede wszystkim musimy sami chcieć go zrozumieć – to jest nasz klucz do sukcesu. Jeśli czegoś nie chcemy, nastawiamy się do tej rzeczy negatywnie i nie dopuszczamy do siebie informacji, które są nam przekazywane.

Mimo że złe doświadczenia prawie całkowicie oddaliły mnie od nauki języka angielskiego, to w końcu dopadła mnie ciocia, której udało się wytłumaczyć mi podstawy podstaw. Później poszłam do szkoły językowej, która całkowicie zmieniła mój pogląd na język obcy.

W szkole tej nie uczyli Polacy, ale native-speakerzy. Nie wiem czemu trafiłam do grupy, której poziom był dwa razy wyższy od mojego, przez co na początku było mi bardzo ciężko, szczególnie jeśli chodzi o przełamanie się, aby cokolwiek powiedzieć lub aby się o coś spytać. Pomimo że często nie rozumiałam co nauczyciel mówił, to z czasem mój angielski stawał się coraz lepszy. Efekty było widać także w pozytywnych ocenach ze sprawdzianów, które miałam w szkole. Od tamtego czasu naprawdę polubiłam ten język, chciałam się go uczyć.

Wtedy grałam również w grę online, gdzie większość ludzi była obcokrajowcami. To również stało się moją motywacją do nauki, chciałam się z nimi komunikować, chociażby na podstawowym poziomie.

To, co chcę wam przekazać to to, że naprawdę nie musicie bać się angielskiego – nie taki diabeł straszny, jak go malują! 🙂 Z własnego doświadczenia wiem, że rozmowy z ludźmi z zagranicy dają najwięcej, można się naprawdę wiele nauczyć. Musimy tylko wyjść ze swojej strefy komfortu i się przełamać!

Teraz jestem już na drugim roku studiów i studiuję… filologię angielską! Gdyby ktoś mi w przeszłości powiedział, że tak będzie, na pewno bym mu nie uwierzyła! Ale teraz naprawdę nie wyobrażam sobie być na innym kierunku.

Dlatego gorąco was zachęcam do nauki i kontaktu z osobą, która pochodzi zza granicy! Może to naprawdę wiele dać, a czasem nawet zmienić życie!

12 inspirujących osób, które możesz spotkać na wolontariacie

Podczas mojego wolontariatu w Rumunii miałam okazję poznać dwanaście niesamowitych osobowości. Każda z tych osób stała się moim przyjacielem oraz nauczycielem podczas trwania tej przygody. To właśnie oni są dwunastoma powodami, dla których warto wyjeżdżać za granicę. Robię to, ponieważ żaden dzień się już więcej nie powtórzy. Nie będzie dwóch takich samych osób, dwóch tych samych sytuacji, ani dwóch tych samych wspomnień. To są własnie powody, dla których powinieneś zastanowić się, czy warto. 

 1. Andreea, Rumunia

Zagraniczny wolontariat w Czechach, wyjazd do USA, kolejny wolontariat – tym razem w Egipcie to ostatnie podróże Andreei z Rumunii. Młoda dziewczyna samotnie zwiedza cały świat. Jak jej się to udaje? Konsekwentnie korzysta ze statusu studenta i doświadcza zagranicznych podróży. Wrogiem efektywnego działania jest odkładanie wszystkiego na później. Andreea udowadnia, że młodość to czas na podejmowanie odważnych decyzji. Zrób to teraz! Wolontariat pozwala poczuć wolność oraz kształtuje niezależność i charakter każdego z nas.

2. Bree, Australia

Bree to 18-letnia studentka z Australii, która 24 godzinny lot do Europy planowała od dłuższego czasu. Nie bój się stawiać przed sobą ambitnych celów. Praktyki w siedzibie Microsoft w Luksemburgu? Wolontariat Global Citizen o prawach kobie w Indiach? Swoje marzenia osiągaj dzięki kreatywnym rozwiązaniom, wytrwałości i ciężkiej pracy. Młodość to czas, w którym warto dać z siebie wszystko.

3. Moataz, Egipt

-Wybrałem projekt kulturowy w Rumunii, gdyż chciałem zmienić stereotypy, które krążą o nas po świecie. Ważne, by pokazać ludziom, jak wygląda prawdziwy Egipt, jacy są Egipcjanie, jaka jest nasza tradycja i nasze codzienne życie. Muszę Was rozczarować, nie mieszkamy w piramidach i nie jeździmy na wielbłądach – opowiada z uśmiechem Moataz. Wyjazd na wolontariat lub praktykę to okazja, by zostać ambasadorem swojego kraju. Takim sposobem mamy wpływ na innych, mamy szansę na przedstawienie naszej ojczyzny w taki sposób, w jaki sami ją postrzegamy.

4. Sara, Portugalia

Sara to absolwentka sztuk wizualnych w Portugalii. -Sztuka jest moją pasją, lecz ciężko znaleźć pracę w tej dziedzinie w moim kraju… dlatego alternatywą po zakończeniu studiów stał się wyjazd na wolontariat. Wyjechałam, by zaspokoić swoją ciekawość świata oraz zainspirować się do tworzenia sztuki – opowiada Sara. Nowe miejsce pomaga odświeżyć nasze życiowe perspektywy. Pamiętaj, by czerpać radość z każdej przygody, która Cię spotyka!  

5. Anna, Ukraina

Anna to studentka filologii angielskiej ze specjalizacją nauczycielską na Ukrainie. Kiedy jej znajomi spędzali czas na nudnych praktykach, Anna odbywała wolontariat w rumuńskich szkołach. Zajęcia z dziećmi zapewniły jej cenne doświadczenie zawodowe. Po każdej lekcji dostawała wskazówki od nauczycieli jak poprawić swoje umiejętności. Z każdą rozmową ze swoimi uczniami i współpracownikami zdobywała nowe spojrzenie na swój przyszły zawód. Nauka języka angielskiego młodzieży w Kolumbii, tworzenie stron internetowych w Indonezji, tworzenie reklam dla firmy z branży modowej na Sri Lance to tylko nieliczne oferty praktyk, które możesz znaleźć w ramach Global Talents.

6. Essam, Egipt

Podczas wolontariatu nauczyłam się współpracować w międzynarodowym środowisku. Praca w grupie pomaga w działalności, w której liczy się kreatywność – co dwanaście pomysłów to nie jeden!  Essam nauczył mnie jak wspierać członków zespołu, jak motywować ich do działania. To on zdradził mi, że najważniejsza jest wiara w każdego członka zespołu. Podczas wolontariatu nauczysz się jak z szacunkiem odnosić się do każdej osoby oraz jak pomysł jednostki zamieniać w cel całej grupy.

7. Maria, Brazylia

Człowiek staje się mądry, gdy…? Już śpieszę z receptą! Najpierw nawiąż znajomości z ludźmi na całym świecie. Następnie znajdź z nimi wspólny język pomimo różnic kulturowych. Postaraj się zrozumieć człowieka z drugiego końca świata. Jeśli Ci się udało, właśnie stałeś się mądrzejszy! Czerpiesz wiedzę od innych, poszerzasz swoje horyzonty. Maria nauczyła mnie, że w podróżach najważniejszy jest wzajemny szacunek i szerzenie pokoju.

8. Yan, Chiny

Po 3 latach nauki języka włoskiego chciałbyś wykorzystać go w praktyce? Nic prostszego! Wyjedź na wolontariat lub praktyki do Włoch. Aby opanować żywy język, wzbogacić swoje słownictwo, ulepszyć swój akcent wystarczy porozmawiać z rodzimym Włochem. Przy lampce toskańskiego wina i spaghetti Bolognese nabierzesz płynności w rozmowie w obcym języku. Podczas mojego wolontariatu poznałam Yan z Chin. Początkowo była dość małomówna, gdyż uważała, że poziom jej języka nie jest wystarczający. Po kilku dniach nabrała pewności siebie, zrozumiała, że nie chodzi o to, ile błędów popełniamy, ale o dogadanie się z drugą osobą. Nie znam drugiej tak rozgadanej osoby, jak ona!

9. Fernando, Meksyk

Ostatnio papież Franciszek podczas spotkania z wiernymi został zapytany, czy przyjedzie do Meksyku. Żartobliwie dopytywał „A będzie tequila?” Wierni zapewniali, że przygotują dużą ilość meksykańskiego trunku. Wyjazd za granicę to doskonały sposób, by spróbować regionalnej kuchni. Razem z Fernando wymieniałam przepisy na pierogi czy tacos. Wspólne gotowanie pozwala zrozumieć kulturę innego kraju oraz drugiego człowieka.

10. Tiffany, Hongkong

Hongkong jest dużym oraz bardzo nowoczesnym miastem. Do 1999 roku był brytyjską kolonią, ale obecnie jest Specjalną Strefą Administracyjną Chin. Słynie z zapierającej dech w piersiach panoramy miasta, na którą składają się drapacze chmur, ogromne parki czy Disneyland. Słuchałam opowieści Tiffany o jej ojczyźnie bez końca! To właśnie ona, gdy zachwycała się płatkami śniegu, przypomniała mi, że powinniśmy doceniać to, co stało się dla nas powszechne, bo dla innych nasza codzienność jest po prostu zachwycająca!

11. Ioana, Rumunia

Jak wiecie, podróże uzależniają, dlatego pół roku po wolontariacie w Rumunii pakowałam swoją walizkę, by tanim lotem (tak, dzięki Fly4free!) udać się do Paryża. Dotąd nie znałam żadnego Francuza, ale na miejscu już miałam przyjaciół. Poznana przeze mnie w Rumunii Ioana wyjechała do Francji, by tam realizować swoje studia. Wyjazdy za granicę pozwalają stworzyć sieć międzynarodowych kontaktów. Po kilku tygodniach Ioana zdążyła poznać miasto, więc pokazała mi najważniejsze zabytki: wieżę Eiffla, Luwr, Łuk Triumfalny oraz niedocenioną jeszcze przez turystów anglojęzyczną księgarnię Shakespeare&Company. To miejsce z niesamowitą atmosferą dla miłośników literatury i nie tylko! Po zagranicznym wolontariacie wiem jedno – świat jest mały i nigdy nie wiem, gdzie wkrótce spotkam swoich przyjaciół.

12. Bruna, Brazylia

Dzielenie przez sześć tygodni pokoju z Bruną z Brazylii to dawka pozytywnej energii, której nie da nawet najlepszy napój energetyczny! Po poznaniu Bruny zrozumiałam jedno – zawsze się uśmiechaj, bo Twój uśmiech może być powodem do uśmiechu kolejnej osoby! Wyjazd na zagraniczny wolontariat lub praktykę to niezapomniane wspomnienie, które zostanie z Tobą przez całe Twoje życie!

Powodów, dla których warto wyjechać na zagraniczny wolontariat lub płatną praktykę AIESEC  będzie wiele o ile otworzysz się na ludzi podczas Twojego wyjazdu. Pamiętaj, że każda napotkana osoba da Ci niezapomnianą lekcję. A nic dwa razy się nie zdarza.. i nie zdarzy. 🙂

Autorem tekstu jest : Klaudia Ceglarz

Praktyka brazylijską przygodą

Radek grafa

Radek zdecydował się na wyjazd na praktyki zagraniczne Global Talents do Brazylii, gdzie przez najbliższe tygodnie będzie zdobywał doświadczenie w tamtejszym start-upie zajmując się marketingiem międzynarodowym. Przedstawiamy Wam pierwszą relację z jego pobytu w Sao Paulo.

Moja przygoda w Brazylii zaczęła się dość niespodziewanie. Szukałem praktyki w Azji, ale kiedy dostałem odpowiedź z trzech różnych oddziałów AIESEC z Brazylii, że chcą mnie u siebie i nie potrafią się doczekać, zacząłem rozważać tę opcję. Był to prawdziwy strzał w dziesiątkę i to z kilku powodów!

Po pierwsze, ciężko wymarzyć sobie lepszą pogodę na początku stycznia niż solidne 30 stopni Celsjusza w cieniu.

Po drugie, ludzie w Brazylii są niesamowicie uprzejmi i pomocni, co można zauważyć na każdym kroku, czy to w sklepie (gdy widzą, że twój portugalski trochę kuleje), czy też w metrze, gdy nie wiesz do końca gdzie wysiąść i przeglądasz mapę.

20160107_194321

Po trzecie, Sao Paulo to największe miasto Brazylii i piąte co do wielkości miasto na świecie, które jest prawdziwym potworem, ale takim, którego da się okiełznać i dowiedzieć się mnóstwa ciekawych informacji dotyczących kultury i historii i kuchni Ameryki Południowej.

Po czwarte, firma dla której obecnie pracuję to czteroletni startup, który tworzy oprogramowanie edukacyjne na smartfony, tablety i komputery jednocześnie zachęcając młodzież do nauki a przez to poprawiając ich stopnie! Zajmuję się marketingiem międzynarodowym i uruchamiam nowe kanały komunikacji na rynki zagraniczne aby trafić do szkół niemal na całym świecie (tak, marzenia się spełniają, tylko trzeba im trochę pomóc :).

Krótko mówiąc, polecam każdemu kto chce przeżyć przygodę, o której nigdy nie zapomni.  Jestem tutaj 5 dni a już myślę, jaki będzie mój następny cel podróży z Global Talents!

Chcesz i Ty wyjechać na praktyki zagraniczne? Wejdź na: kato.aiesec.pl/gtalents

6 wskazówek, dzięki którym wreszcie spełnisz noworoczne postanowienia

Rozpoczęcie nowego roku jest doskonałym momentem na dokonanie różnych zmian w  naszym życiu, dlatego coraz chętniej ustalamy noworoczne postanowienia. Tworzenie takich celów jest bardzo pozytywnym zjawiskiem, pokazuje, że chcemy się zmieniać oraz stale się rozwijać. Niestety większość z tych postanowień nigdy nie zostaje zrealizowana lub cudem udaje się nam wytrwać do końca stycznia. Co zatem zrobić, aby kolejny rok nie zakończył się tylko na obietnicach? Poniżej przedstawiam Wam sześć wskazówek, które mogą być pomocne przed oraz w trakcie realizowania swoich postanowień.

  1. Małe kroki

Przebiegnięcie maratonu jest naprawdę imponującym wyzwaniem tak samo jak napisanie kilkutomowej powieści. Ustalając jednak noworoczne postanowienia dobrze jest zastosować metodę małych kroków niż od razu rzucić się na głęboką wodę. Można stopniowo zwiększać poprzeczkę jednak nie warto od razu zakładać sporych wyzwań, ponieważ wtedy o wiele szybciej człowiek się zniechęca a stąd już blisko do zupełnego zaniechania.  Jeżeli naszym marzeniem faktycznie jest przebiegnięcie maratonu to można zacząć od krótszych dystansów stopniowo zwiększając odległość. To samo dotyczy napisania książki – zamiast dużego tomiska spróbować stworzyć zbiór kilku opowiadań.

  1. Nie przesadzaj
    Tworząc postanowienia noworoczne warto zachować również umiar. Pamiętaj nie liczy się ilość a jakość, więc zamiast tworzyć listę dziesięciu celów czy zadań wybierz dwa, trzy najważniejsze i staraj się je jak najlepiej zrealizować. Skup się przede wszystkim na tym, bo to nie ma być wyścig a robienie czegoś z myślą o  samorealizacji, dlatego jakość i wytrwałość są najważniejsze a nie ilość.

  2. Metoda 3×30

Dobrym sposobem jest zastosowanie metody 3×30. Polega ona na tym, że trzy razy dziennie robimy coś przez trzydzieści sekund. Mogą to być przysiady, przeczytanie artykułu w gazecie czy nauczenie się trzech słówek, cokolwiek. Ważne jest jednak, aby robić to codziennie. Jaki jest sens tego ćwiczenia? Mianowicie każdy, nawet najbardziej zabiegany człowiek jest w stanie znaleźć dziennie te pół minuty a celem tej zabawy jest wypracowywanie w sobie nawyków i wytrwanie w nich.

  1. Sztuka bycia cierpliwym

Wielu z nas tworząc postanowienia skupia się przede wszystkim na efektach i chciałby je jak najszybciej zobaczyć. Jednak sztuką jest wytrwałość i cierpliwość. Na wyniki swojej pracy trzeba poczekać i to czekanie powinno być właśnie naszą motywacją. Patrzenie powoli jak zmierzamy do tego, co zapragnęliśmy. Bardzo często czy to w  filmach czy w prawdziwym życiu można usłyszeć, że nie tyle ważny jest cel a droga, jaką przeszliśmy, bo to ona daje nam największą lekcję oraz satysfakcję. Warto o tym pamiętać podczas układania postanowień.

  1. Zapisuj każdy postęp

Spróbuj znaleźć sposób na mierzenie swoich działań, możesz np. prowadzić jakiś dziennik, pamiętnik czy statystki. Dzięki temu będziesz widział, jakie robisz postępy i  jak długą drogę już przebyłeś. Takie dane zawsze dają dużą satysfakcję i motywują do dalszej pracy. Dodatkowo pozwoli Ci to na krytyczną analizę i ewentualne poprawki czy zmiany w tym, co sobie postanowiłeś. Nie zapomnij również o chwaleniu siebie od czasu do czasu za wytrwałość i cierpliwość.

  1. Przyjacielska pomoc

Warto również znaleźć osobę, która będzie nas monitorowała w naszych postępach. Takiego trenera patrzącego nam na ręce, przypominającego o systematyczności i  pilnującego abyśmy nie zaniechali swoich postanowień. Może to być ktoś z rodziny czy przyjaciel. Dobrym sposobem na wytrwanie w postanowieniach jest znalezienie bratniej duszy, która podziela nasze zainteresowania i być może również chciałaby wytrwać w tym samym postanowieniu. Dzięki temu można się wspólnie motywować oraz nadzorować i dzielić efektami.

Jeżeli zastosujecie się do tych sześciu metod na pewno o wiele łatwiej będzie Wam wytrwać w noworocznych postanowieniach. Zachęcamy Was również do podzielenia się Waszymi sposobami.

Autorem tekstu jest: Aleksandra Rybicka