“Przyjęcie pod swój dach obcokrajowca jest niepowtarzalną okazją!”

Dziś przedstawiamy Wam kolejną historię dotyczącą Global Host, tym razem z perspektywy osoby goszczonej. Zapraszamy do zapoznania się z rozmowy z Danielą Ogończyk-Mąkowską.

Jak zaczęła się Twoja przygoda z Global Host?

Przypadkiem. Okazało się, że w apartamencie dla wolontariuszy, gdzie miałam mieszkać, zabrakło dla mnie miejsca w czasie pierwszego tygodnia mojego wolontariatu. Nie miałam się gdzie podziać, więc Fedra zaoferowała, że przyjmie mnie na ten czas pod swój dach. Sama niewiele się zastanawiałam się nad tym, czy przyjąć propozycję, czy poszukać czegoś na własną rękę – nadarzyła się niepowtarzalna okazja, żeby spędzić trochę czasu u rodowitej Węgierki, a przecież to (między innymi) chciałam osiągnąć dzięki mojej wymianie- poznać Węgrów od podszewki.

Czy Twoim zdaniem trudno jest podjąć wyzwanie hostowania obcokrajowca?

Nie wiem jak wyglądało to od drugiej strony. Czy Fedra się wahała, czy miała wątpliwości…nie wiem. Była koordynatorką projektu, w którym brała udział i pewnie zorganizowanie mi zakwaterowania było jedną z rzeczy, za które była odpowiedzialna. Nie zmienia to jednak faktu, że przyjmowanie w gościnę nieznajomego człowieka z zupełnie innego kraju musi wiązać się z pewnymi obawami. Jeśli Fedra jakiekolwiek miała- nie dała tego po sobie nigdy poznać. Darzyła mnie bardzo dużym zaufaniem i dokładała wszelkich starań, żebym czuła się u niej jak w domu. Dostałam własny komplet kluczy, dostęp do lodówki i wszystkich niezbędnych elementów wyposażenia. Ona sama spędzała całe dnie w pracy i widziałyśmy się jedynie wieczorem, kiedy obydwie wracałyśmy do mieszkania- ona po ciężkim dniu w firmie, ja- po całodziennym pobycie w ośrodku dla niepełnosprawnych.

Jeśli chodzi o wymianę kulturową- polegała ona głównie na rozmowach. Każdego po powrocie opowiadałam jej o rzeczach, które są dla mnie nowe w Budapeszcie, w porównaniu z moim krajem. Opowiadałam jej, jak rzeczy wyglądają w Polsce, częstowałam przywiezionymi z ojczyzny pierogami i oscypkiem; Ona- polecała mi dania, których powinnam spróbować na Węgrzech.

Osobiście- uwielbiam poznawać nowych ludzi. Często się mówi, że najlepszym sposobem, żeby to zrobić jest zamieszkać z nową osobą. Widzimy ją wtedy w codziennych, prozaicznych sytuacjach; możemy wnioskować, jak zachowuje się, kiedy nie krępują jej sztywne zasady etykiety, normy obyczajowe etc. Z perspektywy czasu bardzo doceniłam tę możliwość poznania człowieka i cieszę się, że mogłam spędzić z Fedrą nieco czasu w ten sposób. Gdybyśmy miały więcej okazji, żeby ze sobą poprzebywać (pomimo faktu, że mieszkałyśmy razem- nie było tych okazji tak wiele), na pewno zostałybyśmy dobrymi przyjaciółkami.

Jakie według Ciebie są minusy wynikające z przyjmowania pod swój dach kogoś zupełnie obcego, z innego kraju?

Przechodząc do mniej przyjemnych aspektów goszczenia obcokrajowców: dla Fedry była to pewnie duża doza nieprzewidywalności. Pomijając fakt, że osoba, którą gościła, była innej narodowości i pojawiała się tu kwestia różnic kulturowych, mogła mieć też (jak każdy człowiek) nietypowe dla niej zwyczaje, nawyki, drobne dziwactwa. Wymienione problemy pojawiają się jednak w każdym przypadku gdy gościmy u siebie nieznajomą osobę, nie sądzę więc, by było warto je bardziej roztrząsać w tym kontekście- jako gospodarz trzeba być po prostu przygotowanym na niespodzianki.  Jako gość należy być także przygotowanym na drobne niewygody. Mniej wolnego miejsca w lodówce, mniej przestrzeni dla własnej osoby…ale to wszystko sprawy, z którymi borykać musi się każda osoba, mieszkająca ze współlokatorem.

Co można sprawić by zminimalizować takie nieprzyjemności?

Bardzo starałam się być jak najmniej problematycznym i absorbującym gościem. Gdy widziałam, że moja gospodyni jest zmęczona- nie dręczyłam jej rozmowami; pomagałam jej w drobnych obowiązkach domowych i oferowałam swoją pomoc w innych aspektach. Wiem, że Fedra to bardzo doceniała. Jeśli gospodarz trafi na uczynnego gościa- udzielanie gościny może się dla niego okazać dużą ulgą w natłoku codziennych obowiązków. Niestety, na podstawie moich dotychczasowych obserwacji, mogę łatwo stwierdzić, że takie “perełki” zdarzają się rzadko. Znacznie częściej można natrafić na gości leniwych, bałaganiących, lubiących hałasować i wracać późno w nocy- oto drugie oblicze goszczenia nieznajomych, z którymi trzeba się liczyć.

Jak byś zreasumowała swoją przygodę z Global Host?

Podsumowując: przyjęcie pod swój dach obcokrajowca lub mieszkanie u gospodarza innej narodowości jest niepowtarzalną okazją do poznania mniej lub bardziej subtelnych różnic w trybie życia różnych ludzi. Nic nie stwarza tak dobrej okazji do nawiązania dłuższej znajomości, niż spędzanie ze sobą czasu na co dzień. Dzielenie wspólnej przestrzeni nastręcza mnóstwa okazji na długie, fascynujące rozmowy i dzielenie się wiedzą o kulturze swoich krajów, czyniąc naszą codzienną rutynę bardziej kolorową. Poznanie człowieka w ten sposób, obdarzenie się wzajemnym zaufaniem (bo obie strony muszą się nim darzyć w dużym stopniu) i obustronne postawienie się w niepewnej sytuacji sprawia, że tak zadzierzgnięte więzy przyjaźni wytrzymują długą próbę czasu. Moje doświadczenie z mieszkaniem u Fedry przekonało mnie, że warto podjąć takie “ryzyko”, gdyż gra zdecydowanie jest warta świeczki.


A czy Ty otworzysz swoje drzwi na świat?

Wypełnij aplikację na: kr.aiesec.pl/GlobalHost, spotkaj się z członkiem AIESEC i zdecyduj czy chcesz wziąć udział w programie!

Historia Michała

Jedno słowo: Spróbuj. | Historia Filipa

Każda historia ma swój początek. Czasami sami nie wiemy, kiedy zdecydowaliśmy się na kolejny krok w naszym życiu. A może tak miało być? Może to nawet nie był mój własny wybór? Wiele razy się zastanawiałem, dlaczego idę taką drogą a nie inną. Na ile są to moje świadome wybory, a na ile pozwalam życiu się wydarzać? Dziś wiem jedno: nie żałuję. Ale zaczynając od początku…

W październiku zaczynałem drugi rok studiów. Do tej pory angażowałem się w wiele rzeczy: uczelnię, koła naukowe i siłownię, ale chciałem czegoś więcej. Znajoma zobaczyła informację o rekrutacji do AIESEC. Powiedziała: „Zapisz się, co Ci szkodzi?”

Tego samego dnia sprawdziłem stronę internetową i poczytałem. Zainteresowała mnie głównie możliwość rozwoju języka oraz praca nad projektami międzynarodowymi. Tego samego dnia uzupełniłem formularz i wysłałem. Kolejnym krokiem była rekrutacja, którą udało mi się przejść pomyślnie. Mimo to, nie do końca byłem pewien dlaczego zdecydowałem się na ten krok. Jak się niedługo potem okazało, nie pomyliłem się, a swoje prawdziwe powody odkryłem w trakcie swojego pierwszego wyjazdu szkoleniowego.

Poznałem tam wiele wartościowych osób, z którymi wspólnie się uczyliśmy i bawiliśmy. Najważniejsze dla mnie okazało się zrozumienie istoty AIESEC, wartości i misji, które każdy dokłada, cegiełka po cegiełce, poprzez swoją postawę i działanie. Postanowiłem podążyć tą drogą i spróbować, aby przekonać się co będzie dalej. Często bywa tak, że odkładamy podjęcie jakiegoś kroku na później, przekładając realizację zamierzonych celów. Jeżeli nie mamy wystarczająco odpowiednich argumentów, nie podejmiemy wyzwania – z lęku przed porażką czy strachem przed nieznanym. Tracimy wtedy jednak coś bardzo cennego. Nowe doświadczenie to opuszczenie strefy komfortu, wyjście z naszych utartych schematów życiowych, ale także niesamowity zysk.

Co do tej pory zdobyłem podczas pracy w AIESEC? Nauczyłem się jak ważna jest praca w zespole, jak atmosfera i zaangażowanie pozwala nam wykonywać wiele spraw z przyjemnością i uczuciem spełnienia. Zacząłem się bardziej skupiać na innych osobach, być bardziej wyrozumiałym i pomocnym. W czasie realizacji naszego projektu nauczyłem się wielu pożytecznych umiejętności miękkich, od pisania maili, sprzedawania produktów, do przeprowadzania rozmów rekrutacyjnych. I chociażby mógłbym wymieniać całkiem długą listę korzyści, bardziej skłonny jestem powiedzieć: Spróbuj. Przekonasz się na własne oczy, czy było warto, czy jest to czego szukałeś, może nawet jeszcze o tym nie wiedząc. Ja uważam, że było.

Musisz mieć plan | Historia Judyty

judyta pngPo podstawówce człowiek idzie do gimnazjum. Później, naturalnie zmierza do liceum/technikum, bo przecież trzeba mieć maturę. Po szkole średniej kieruje się na studia – to też jest oczywiste. Ale średnio na czwartym/piątym roku okazuje się, że w życiu już nic pewnego Cię nie czeka. Dlatego MUSISZ MIEĆ PLAN. Ja go stworzyłam dzięki AIESEC.
Działanie w AIESEC zdecydowanie wpłynęło na mój charakter oraz podejście do drugiego człowieka. Z reguły jestem nerwową postacią, która lubi mieć wszystko na już i w perfekcyjnym wykonaniu. Praca z ludźmi w AIESEC udowadnia mi codziennie, że nie istnieje stan pod tytułem „perfekcja”, a każdy człowiek jest inny – i to ja, jako lider muszę dopasować się do jego toku pracy, a nie na odwrót. A do perfekcji możemy dążyć – ale wspólnie.

Projekt, w którym obecnie sprawuję funkcję koordynatora, ma realnie (moim zdaniem) największy wpływ na młodych ludzi Lublina. Dni Kariery to wyjątkowy projekt, dzięki któremu jesteśmy naocznymi świadkami spotkania świata biznesu ze światem akademickim. Mój team kreuje studentom i absolwentom platformę do spotkania potencjalnej kadry z pracodawcami, przestrzeń do wymiany przyszłościowych (!) informacji oraz rzecz jasna, w najlepszym wypadku, znalezienia pracy na bardzo wymagającym wschodnim rynku. nabloga
Jak wspomniałam na początku, wchodząc w dorosłe życie MUSISZ MIEĆ PLAN. Mój zaczął się kształtować od kiedy zajmowałam się sprzedażą w projekcie warsztatów dla studentów – Train Yourself oraz gdy zostałam wybrana na koordynatora projektu Dni Kariery 2017 Lublin. Teraz wiem, że praca z ludźmi i koordynowanie ich działań to funkcja, w której nie tylko się sprawdzam, ale również – w której czuję się pewnie. Co więcej, zależy mi na realnym oddziaływaniu na otoczenie, a przede wszystkim – na dostrzeganiu wyników mojej pracy. Ogromną satysfakcje sprawia mi, gdy moje działania mają odbicie w rzeczywistości. Dlatego zrealizuję mój plan. Wkrótce.

 


Trwa rekrutacja do AIESEC – jeżeli też chcesz rozwijać siebie i środowisko,
które Cię otacza, wejdź na www.aiesec.pl/rekrutacja i dowiedz się więcej.

Historia Mai

Na AIESEC natknęłam się przez przez przypadek prawie rok temu, w czasie, w którym akurat prowadzono rekrutację. Myślałam wtedy o jakimś dodatkowym zajęciu. Chciałam robić “coś więcej” poza studiowaniem. Nie sądziłam, że to “więcej” tak bardzo wpłynie na mnie i moje życie.   Jeśli wygooglujesz hasło “AIESEC” dowiesz się między innymi, że jest to organizacja, […]

Historia Kingi

Historia Kasi

AIESEC to ogromna lekcja samoświadomości | Historia Kacpra

Dlaczego posKacper Ogaza, Katowice UE1tanowiłeś dołączyć do AIESEC?

Do AIESEC postanowiłem dołączyć, ponieważ szukałem w życiu zmiany. Zależało mi na tym, żeby stać się lepszą osobą, bardziej samoświadomą, taką która ma wokół siebie ludzi, którym wzajemnie na sobie zależy, którzy mają ambicje i cel do którego dążą. Wszystkie te rzeczy zauważyłem u znajomych, którzy już byli członkami AIESEC i dlatego postanowiłem dołączyć. To była jedna z najlepszych decyzji jakie podjąłem w życiu.😉

Co Cię najbardziej urzekło w działalności podczas pierwszych tygodni pracy w AIESEC?

Najbardziej urzekło mnie to, że grupa młodych ludzi może mieć tak wiele pasji do wspólnego działania i dążenia do spełnienia ambicji. Dodatkowo praca w zespole z rówieśnikami, genialna atmosfera i wzajemne wsparcie były dla mnie czymś niesamowitym już od pierwszych dni w AIESEC.

Jakie największe umiejętności i doświadczenia dostarczyła Ci praca w AIESEC i z których z nich jesteś najbardziej dumny?

Najbardziej jestem dumny z ogromnej lekcji samoświadomości, którą dostarczył mi AIESEC, nauczyłem się, że wszystko to, czego doświadczamy na zewnątrz siebie, całe nasze otoczenie, jest kreowane przez to, co mamy w swoim sercu i umyśle.
AIESEC nauczył mnie też dużej determinacji do działania- dołączyłem do Organizacji z jasnym celem – chciałem się zmienić na lepsze, a dotarłem do chwili, kiedy nie tylko sam widzę, jak bardzo się rozwinąłem, ale też jak wielki wpływ działanie wszystkich AIESECerów miało na osoby, które doświadczyły AIESEC. Determinacja pozwoliła mi działać cały czas i się nie poddawać, zawsze kiedy popełniłem błąd, determinacja dawała mi możliwość na wyciągnięcie lekcji i pójście o krok dalej, a połączona z wiarą w to, co robię pozwoliła mi odkryć jeszcze jedną cechę, którą wypracowałem sobie w AIESEC- niezłomność. Wiem, że nic nie jest w stanie mnie powstrzymać przed realizacją marzeń!

Dzięki różnorodnemu i wartościowemu doświadczeniu w AIESEC poznałem co chciałbym robić w przyszłości i jednocześnie zdobyłem wiele umiejętności, które dały mi wysoki poziom samoświadomości. Dobrze wiem, jaką mam wartość i co mnie wyróżnia. Poza tym, jestem w stanie zmotywować siebie i innych do pracy, stworzyć środowisko pracy, w którym chce się działać i cały czas dążyć do zaplanowanych celów – z tego wszystkiego jestem dumny, bo działam w organizacji, w której się spełniam i wykorzystuję zdobyte umiejętności, a jednocześnie ciągle się rozwijam i odkrywam nowe możliwości, z których można korzystać.

Historia Justyny