Pralka zamiast kwiatów, czyli tradycje walentynkowe w różnych krajach

Już niedługo w kalendarzu pojawi się dzień, który zazwyczaj udekorowany jest masą serduszek lub zamazany czarnym flamastrem – budzący skrajne emocje 14 lutego! W Polsce jest to dzień pełen romantycznych wyjść do kina, kawiarni, spacerów na lekkim mrozie oraz obdarowywania się podarkami lub po prostu oglądania Bridget Jones na laptopie 😉 Oczywiście wszystko zależy od naszej kreatywności i upodobań. Czy wiesz jednak, jak Walentynki obchodzone są w innych krajach? Nie tylko szerokość geograficzna odróżnia państwa od siebie, ale również nietuzinkowe zwyczaje oraz… data!

Poznajmy zbiór często dziwnych, ale na pewno wyjątkowych zwyczajów reprezentowanych przez dane kraje:

Malezja – organizowany jest konkurs, który ma sprawdzić przywiązanie partnerów (dosłownie) o nazwie „Więźniowie miłości”. Zakochane pary biorące udział w wydarzeniu, są zakute w metalowe kajdanki (oczywiście ze sobą nawzajem!) i przez cały tydzień wykonują ze sobą wszystkie czynności. Pary są obserwowane, a ta, która wytrwa, otrzymuje nagrody pieniężne.

Japonia – nie mężczyźni obsypują kobiety prezentami, ale odwrotnie – kobiety fundują słodką niespodziankę swoim wybrankom (i nie tylko). Obdarowani są również koledzy z pracy, przyjaciele, czy przełożeni. Jednak o relacji, która łączy ich z daną osobą świadczą słodkości właśnie w postaci czekoladek. Różne rodzaje odzwierciedlają stosunek do każdego z mężczyzn. Inna sprawa ma się z ukochaną osobą – w tym przypadku panie przygotowują własnoręcznie robione czekoladki w kształcie serca oraz dorzucają drobny podarunek.  Panowie natomiast odwdzięczają się paniom równo miesiąc później, podczas tzw. „Białego Dnia”, ale zasada mówi o tym, że prezent musi być droższy od tego, jaki się otrzymało. Zatem mężczyźni do zazwyczaj białych czekoladek dołączają bieliznę lub biżuterię.

 

Słowenia – Słoweńcy wierzą, że w Walentynki lutego ptaki łączą się w pary. Ale żeby to zobaczyć, trzeba wyjść w pole, niczym Wojciech Cejrowski – boso. Nawet w szalejącym mrozie i śniegu. Ten wyjątkowy dzień obchodzony jest jednak 12 marca, 22 lutego lub 13 czerwca – dzień św. Antoniego, który jest patronem miłości.

Walia – święto miłości również w tym kraju obchodzone jest w innym terminie, bo już 25 stycznia, w dzień Św. Dwynwen – patronki kochanków. Podarunki także są wyjątkowe, bo oprócz tradycyjnych kwiatów i czekoladek, Walijczycy wręczają ukochanym… łyżki. Nie mogą to być jednak zwyczajne sztućce wzięte z zastawy obiadowej, ale drewniane, pięknie rzeźbione łyżki zazwyczaj ozdobione miłosnymi symbolami, w tym kłódką i kluczem – znaczenie oznacza po prostu „otwórz moje serce”.

USA – tradycja walentynek jest tak silnie zaznaczona, że nawet w szkołach prowadzone są w tym dniu specjalne walentynkowe lekcje. Sami Amerykanie wysyłają kartki do wszystkich, nie tylko ukochanych osób. Zatem koledzy, znajomi, szefostwo i rodzina, niezależnie od wieku i płci są obdarowani. Podstawowy prezent? Bombonierki w kształcie serca i róże (oczywiście czerwone). Amerykanie obchodzą święto z rozmachem i nie żałują pieniędzy na podarunki, co roku wydając na nie ok. 18 miliardów dolarów.

Hiszpania – zdawałoby się, temperamentni i romantyczni Hiszpanie, bardziej od kwiatów i czekoladek, wolą obdarować drugą połówkę….pralką lub mp3. Hiszpanie w Walentynki praktyczne prezenty przydatne w codziennym życiu – panie otrzymują zatem najczęściej sprzęty AGD, a panowie gadżety elektroniczne, jak tablety czy komputery.

Niemcy –  oprócz obdarowywania się marcepanowymi sercami i słodkościami, według tradycji, wszelkie wróżby i przepowiednie spełniają się w dniu Walentynek. Wobec tego, mężczyzna (nieznajomy), który przyśni się dziewczynie w noc przed Walentynkami, zostanie jej mężem. Inna wróżba mówi o tym, że pierwszy ujrzany mężczyzna w dniu zakochanych, zostanie wybrankiem serca, dlatego często można zauważyć wyglądające z okien młode panny o godzinach wczesnoporannych… Kto ma więc największe szanse na ożenek? Mleczarze, listonosze i …osoby wywożące śmieci 🙂

Chiny – Chiński Dzień Zakochanych obchodzi się siódmego dnia siódmego miesiąca, co według kalendarza księżycowego wypada w połowie sierpnia. Związana jest z nim legenda, według której śmiertelnik zakochał się w jednej z siedmiu niebiańskich sióstr. Bogini niebios postanowiła ukarać zakochanych i malując spinką do włosów linie na niebie (Drogę Mleczną), na zawsze rozdzieliła parę. W myśl legendy, Chinki udają się tego dnia nad rzekę i jeśli położą igłę na wodzie, a igła nie utonie – dziewczyna gotowa jest do zamążpójścia.

Szkocja – tutaj walentynki świętują przede wszystkim…dzieci! Tworzą w szkołach walentynkowe kartki i krótkie miłosne wierszyki. Później wysyłają je pocztą lub podrzucają rodzinie i znajomym. Organizowane są również zabawy, w których biorą udział panny i kawalerowie – piszą swoje imiona na karteczkach które wrzucają do dwóch kapeluszy – dla kobiet i mężczyzn. Uczestnicy losują imię i spędzają resztę wieczoru z wybraną osobą (nawet jeśli wybranek niekoniecznie jest ideałem lub po prostu nie przypadł do gustu).

Ile krajów, tyle zwyczajów, więc może by wypróbować jeden z nich? Nieważne jaki, byle skuteczny! 🙂

Autorem tekstu jest: Karolina Chwolek

Global Host – z czym to się je?

Czy często zdarza wam się, że znajomy zaprasza was na Facebooku na wydarzenie o zagadkowej nazwie? Jeśli tak jak ja, macie znajomych, którzy nadmiernie molestują ikonkę „Zaproś”, zapewne doszliście już do punktu, w którym ignorujecie wszystkie takie zaproszenia. I być może, tak jak moją, któreś z nich w końcu przykuje waszą uwagę. W ten sposób poznałam program Global Host.

Co to jest Global Host? To projekt międzynarodowej organizacji studenckiej AIESEC, który polega na współpracy i wymianie kulturowej pomiędzy ludźmi z całego świata. Członkowie organizacji  przyjeżdżają na wolontariat do Polski na sześć tygodni, aby pracować z dziećmi w szkołach. W czasie swojego pobytu zamieszkują u polskich rodzin i właśnie tutaj pojawia się twoja szansa na bezpośrednie obcowanie z egzotyczną kulturą. Każdy może zostać hostem, czyli osobą, u której zamieszkuje wolontariusz na okres jednego tygodnia. Nie ważne, czy masz 20 czy 120 lat, studiujesz czy pracujesz, śpisz w łóżku ze swoim kotem czy hodujesz kolonię krwiożerczych motyli – jeśli tylko masz chęci i materac, możesz zgłosić się do bycia hostem.

Zapewne zastanawiacie się co w tym ciekawego. „Możliwość poznania obcej kultury”, „szansa na dotknięcie egzotyki”, „międzynarodowe znajomości” – to wszystko brzmi pięknie, ale na pewno słyszeliście to setki razy. Rozumiem, jeśli nie czujecie się przekonani, ja też nie byłam. Obcej kultury dostarcza mi świetnie HBO GO i puby upatrzone przez Erazmusów. Co więc jest wyjątkowego akurat w programie Global Host? Czy to, że obca kultura pakuje się z butami do twojego życia, a ty jesteś tym zachwycony? A może to, że rezultaty biją na głowę twoje oczekiwania? Albo to, że to, w każdym tego słowa znaczeniu, jedyna w swoim rodzaju okazja to przeżycia czegoś tak niesamowitego? Oto historie dwóch (nowo)najlepszych przyjaciółek. Po przeczytaniu jeszcze raz zapytaj siebie – czy warto?

_**

Amane

**_

Martwiłam się, że mnie nie polubi. Czułam się taka skrępowana, że będę tydzień mieszkała u obcej osoby. A jeśli bym jej przeszkadzała? Albo mnie by coś przeszkadzało? Czy wypada mi o tym powiedzieć? To był tylko jeden z całej masy moich zmartwień – że zgubię się autobusem, że zrobię coś obraźliwego. To taka zupełnie inna kultura! Bardzo chciałam zrobić dobre wrażenie, byłam podekscytowana na myśl o poznaniu kogoś z Polski.

Z miejsca polubiłam Marysię. Była bardzo miła i gościnna. Miałam nadzieję, że dobrze będzie wspominała mój pobyt, ale nie spodziewałam się, że tak się do siebie zbliżymy. Nie jestem otwartą osobą i z trudem nawiązuję nowe znajomości ale z Marysią było zupełnie inaczej. Jestem jej bardzo wdzięczna, bo dzięki niej poczułam się jak w domu. I świetnie podszkoliłam się w polskiej kinematografii! A gdy przyszło do wyjazdu, obie płakałyśmy. A ja nigdy nie płaczę!

_**

Marysia

**_

Moja pierwsza myśl, gdy obudziłam się w dniu przyjazdu Amane? „Na co mi to było. Po co zgodziłam się na bycie tym hostem.” Już tęskniłam za chodzeniem w majtkach po mieszkaniu. A co jeśli ugotuje mi ślimaki na obiad? Przecież będę musiała je zjeść, a jak tu jeść ślimaki, jeszcze w mojej kuchni. I co będzie jeśli ona chrapie? Spałam kiedyś w pokoju z cioteczną kuzynką mojej matki  i ona tak strasznie chrapała i całą noc nie mogłam spać. Co jeśli ta dziewczyna chrapie?

Z początku nie bardzo ją polubiłam. Wydawało mi się, ze jest zadufana w sobie i jakaś taka nieobecna, jakbym nie nadawała się do rozmawiania z nią. Ale dość szybko zrozumiałam, że ta powściągliwość jest elementem jej kultury.

Któregoś dnia wróciłam zmarznięta i przybita, a jeszcze bardziej się wściekłam, gdy od progu ją zobaczyłam. Przecież chciałam być teraz sama. Amane zaparzyła jakąś japońską herbatkę i przegadałyśmy nad nią prawie całą noc. Kiedyś zrobiła mi japońską zupę, która podziałała na mnie lepiej niż kawa!

Miała zostać tydzień, a została ze mną cztery. Zyskałam wspaniałą przyjaciółkę i przepis na nieziemską zupę.

**

Nie daj się prosić. Otwórz swoje drzwi na kulturę. Zostań hostem.

**

Więcej informacji pod adresem: https://aiesec.pl/dla-studentow/dzialalnosc-lokalna/aiesec-uniwersity/global-host

Formularz aplikacyjny: http://bit.ly/globalhostlodz

e-mail: globalhostlodz@gmail.com

Dni Kariery – relacja z targów

Nagłówkowy na strone. png

Dni Kariery® to najlepsze targi pracy, praktyk i staży, które odbywają się już od 24 lat. To jedna z najstarszych inicjatyw AIESEC Polska – globalnej organizacji, prowadzonej przez młodych ludzi, która poprzez realizowane projekty i pracę zespołową umożliwia studentom rozwój osobisty i profesjonalny.

27 i 28 października 2015 r. miały miejsce targi pracy, praktyk i staży dla studentów i absolwentów w Auli Spadochronowej SGH. Przez te dwa dni wystawiało się ponad 50 firm, pierwszego dnia były to firmy FCMG, zaś drugi dzień był poświęcony firmom finansowym i outsourcingowym.  Podczas dni targowych uczestnicy mogli się dowiedzieć się o programach praktyk, rekrutacji w firmie oraz wymaganiach, jakie stawiają pracodawcy wobec kandydatów.

Na studentów i absolwentów oprócz  stanowisk firm czekało wiele atrakcji m.in. :

yes2 Strefa Doradztwa Zawodowego, gdzie była możliwość skonsultowania CV z wykwalifikowanym rekruterem.

yes2 Chillout Zone to miejsce relaksu dla uczestników targów. W tej strefie odbywały się liczne konkursy, w których była możliwość wygrania atrakcyjnych nagród min. zmywarki, mikrofalówki. Sprzęt elektroniczny sponsorowała firma Candy Hoover. Oprócz głównych nagród, do zdobycia były: vouchery na obiad do naleśnikarni Manekin, podwójne bilety do kina DK, selfiesticki.

yes2 Jednym z urozmaiceń , które przygotowali organizatorzy, był warsztat z naszym partnerem merytorycznym przedsiębiorstwem farmaceutycznym Lekam z o.o. na temat rekrutacji.

Targi nie mogłyby się odbyć dzięki pracy wielu młodych, zdolnych ludzi, którzy poświęcili  każdą wolną chwilę, aby dostarczyć uczestnikom i wystawcom najlepsze wspomnienia z targów.

Do sukcesu przyczyniło także wiele firmy, którym pragniemy podziękować : Candy Hoover, główny sponsor nagród (dwie zmywarki, trzy mikrofalówki),  Cupcake Corner Bakery (https://cupcakecorner.pl ),która przygotowała wyjątkowe spersonalizowane babeczki dla każdej firmy, portalowi www.praca.pl, portalowi www.dlastudenta.pl, który urozmaicił targi licznymi konkursami z nagrodami.

Wierzymy, że dzięki różnorodności firm, każdy z Was znalazł wymarzoną ofertę dla siebie.

Czekamy na Was już 22 marca 2016 r. w Pałacu Kultury i Nauki podczas wiosennej edycji Dni Kariery®.

Logotypy pdf logotypy po feedbacku

Praca szuka człowieka, czyli relacja z targów Dni Kariery

9 miast w Polsce, ponad 20  lat doświadczenia, 40 000 zapisanych uczestników, 300 firm i wystawców, miesiące przygotowań oraz intensywne 7 godzin w wiosce targowej, gdzie wszystkie ścieżki prowadzą do samorozwoju i sukcesu – tak w skrócie można opisać wydarzenie, które ma miejsce co roku na wiosnę w największych ośrodkach akademickich, a tej jesieni także w Warszawie, Katowicach i Poznaniu.

Dni Kariery, bo o nich mowa, to jedno z największych przedsięwzięć na rynku pracy i wśród społeczności studenckiej. To targi pracy, praktyk oraz staży dla studentów i absolwentów.

Dla kogo to wszystko?

To wyjątkowy dzień zarówno dla wystawców jak i uczestników. Targi dają pracodawcom szansę promocji szerokiej oferty pracy wśród studentów. Umożliwiają, na co dzień raczej niemożliwy i trudny , bezpośredni kontakt z potencjalnymi pracownikami i stażystami. Obecność na targach pozwala im zbudować pomost pomiędzy profesjonalną pracą branżową a światem akademickim. Firmy mają szansę na wymianę informacji oraz wzajemnych oczekiwań. Dzięki spotkaniom z młodymi ludźmi, mogą w oczywisty i zrozumiały sposób przekazać informację o profilu idealnego kandydata , którego z ogromną chęcią zaprosiliby do współpracy.

Studenci natomiast mają nieograniczoną możliwość w porównywaniu  interesujących ich stanowisk i możliwości rozwoju w interesujących ich branżach i firmach, aby na końcu wybrać tą najbardziej spełniającą ich oczekiwania.

Ale… co dzieje się na backstage’u?

Wszystko zaczyna się wiele tygodni wcześniej. Organizatorzy i koordynatorzy danej edycji są odpowiedzialni za całe wydarzenie. Długo by wymieniać listę zadań, które muszą zrealizować. Po pierwsze – istotna jest odpowiednia lokalizacja targów. Z tym wiąże się zaplanowanie logistyczne. Jakość i profesjonalna organizacja to jedne najważniejszych wartości, którymi kierują się osoby koordynujące Dni Kariery. Spotkania biznesowe, negocjacje, prezentacje wydarzenia, zachęcenie do wzięcia udziału są najważniejszymi elementami w pracy zespołu organizatorów. Reprezentują oni samych siebie i organizację – są wizytówką targów Dni Kariery. Od tego, jak profesjonalnie się przygotują zależy, czy dana firma przyjmie ofertę współpracy i będzie chciała wziąć udział w targach. Efektem kilkumiesięcznej pracy jest 7 godzin podczas samego wydarzeia. A rezultaty mówią same za siebie. Różnorodne branże, międzynarodowe konglomeraty, ale i także lokalne, dynamicznie rozwijające się firmy i niezmienna od lat ich obecność na targach to dowód na to jaki ogrom pracy wkładają organizatorzy, aby zestawienie dwóch liter D i K wzbudzało zaufanie, wyznaczało standardy, tworzyło profesjonalną platformę komunikacji świata biznesu z tym akademickim.

Opiekunowie firm

W dniu samego wydarzenia organizatory się mobilizują – jednak tylko kilka osób nie wystarczy, aby zapewnić najlepsze doświadczenie wystawcom i studentom.  Z pomocą przychodzą opiekunowie firm. Młodzi, ambitni, pracowici członkowie organizacji AIESEC. To oni odpowiedzialni są za utrzymanie porządku na kilkuset metrowej hali, na której to w ciągu 7 godzin zaledwie przewiną się tysiące studentów, a dziesiątki firm i wystawców będzie potrzebowało wsparcia i opieki merytorycznej. Od 6 rano są na miejscu, aby kontrolować sytuację i upewnić się, że wszystko jest gotowe. Stają się przewodnikiem dla firmy, którą będą się opiekować w ciągu dnia targowego. Są czujni, obserwują wszystko wokół i mają otwarte umysły, aby nawiązywać kontakty biznesowe i wychwytywać najciekawsze oferty. Wśród nich nie może także zabraknąć osób odpowiedzialnych za rejestrację uczestników. Z pozoru proste zadanie przeistacza się w iście dynamiczną akcję, wymagającą uwagi, precyzji i dobrej organizacji, aby poskromić tłumy studentów napływających obrotowymi drzwiami w kierunku bramek prowadzących na teren targów.

Kiedy piszę ten tekst, jest już po Dniach Kariery. Zakończyły się parę godzin temu. Zakończyły się sukcesem. Po raz kolejny. Zadowoleni studenci, usatysfakcjonowani wystawcy, dumni i niewyspani ( z naciskiem na niewyspani) organizatorzy i serwisanci.

Każdy wyniósł coś cennego z tego wydarzenia. I nie, nie mam na myśli długopisów i notesów, choć i one są miłą i nieodzowną częścią targów. Ciekawe doświadczenie, kontakty biznesowe, bogata wiedza, nowe perspektywy, interesujące osobowości, młode talenty, potencjał, możliwości rozwoju, satysfakcja. I są to wartości wtórne, które można dowolnie połączyć z każdą grupą osób biorących udział w Dniach Kariery. Bo każdy pracodawca kiedyś był studentem, student organizatorem czy uczestnikiem targów. Dlatego też jest to niezwykłe i unikatowe wydarzenie organizowane na ogromną skalę. Przez studentów dla studentów. Jedno miejsce, jeden dzień, a ogrom szans, jakie stwarza jednoczesna obecność tych trzech światów inspiruje wszystkich do działania, poszukiwania i ciągłego kształcenia.

Autorem tekstu jest: Aleksandra Gałązka 

Więcej niż 1000 słów

DSC_0005

Każda minuta, a nawet sekunda spędzona w jednej z tajskich szkół, w prowincji Lopburi była jak odkrywanie czegoś nowego, czego nie zobaczysz w filmach, czy nawet najlepszych reportażach. Każdy dzień spędzony w Tajlandii dał mi o wiele więcej niż piękne widoki, tropikalne plaże, czy egzotyczne dżungle. Największym paradoksem  jest to, że to ja przyjechałam tutaj z jakąś misją, a konkretniej z nauczaniem angielskiego dzieciaków, które nie mają szansy na większy rozwój w ubogich rejonach Tajlandii, a finalnie okazuje się, że to one wykonały wielką  misję wobec mnie. To ja nauczyłam się od nich najwięcej. Jak małe dziecko od początku, krok po kroku – uśmiechu, cierpliwości, punktualności, języka, tradycji, kultury, doceniania każdego dnia i życia w skromności.

Wielkie powitanie

Lekko zdezorientowana wchodzę do klasy, podążam za nauczycielką angielskiego, uważnie obserwując jej ruchy, nie chcąc na pierwszym kroku zrobić czegoś niezgodnego z tajską kulturą. Przed wyjazdem postanowiłam poczytać trochę o tajskich obyczajach. Pierwsza zasada – zdejmij buty przed każdym pomieszczeniem. Patrzę na nauczycielkę, ściąga klapki przed klasą, robię to samo, niezdarnie ściągając moje nowe kiczowate „sandałki”. W tle słyszę dziecięce chichoty, co nie wróży niczego dobrego. Ostrożnie wchodzę, widzę wychylające się głowy z ławek i  uśmiechnięte twarze w biało-granatowych mundurkach. Wszystkie czarne jak węgiel oczy wpatrzone są we mnie. Cała gromada zgodnie wstaje z rozkazem jednego chłopczyka, siedzącego w rogu klasy ‘Stand up kids’ i jednym, głośnym, zwartym głosem mówi : – Good Morning Teacher !

Moja fala emocji, szczególnie zawstydzenia i nerwów, została nieco ugaszona przez słodkie głosy z uroczym tajskim akcentem.

– Uhhh… pierwsze koty za płoty po cichu mówię sama do siebie.

Niezwyczajne Zwyczaje

Wszystkie dzieci są w szkole już od 7.30. Przechodzę powolnym krokiem przez korytarz, w tle słysząc tajską muzykę, która umila czas uczniom podczas gdy odbywa się poranne sprzątanie szkoły. Wszystkie dzieci ubrane są w mundurki, biegają z wielkimi miotłami i workami na śmieci. Gdy wybija  punkt ósma, zaczyna się wielkie „otwarcie dnia”.  Każdego poranka dwóch najwyższych chłopców wywiesza flagę Tajlandii, a uczniowie dumnie odśpiewują hymn. Całej kompanii towarzyszy mała orkiestra z bębnami. Następnie dyrektor lub jeden z nauczycieli wygłasza swoje przemówienie. Po apelu uczniowie przechodzą do jednego z pomieszczeń, siadają po turecku, zamykają oczy i wspólnie odmawiają modlitwę na dobry początek dnia. O 8.30 zaczynają się zajęcia. Tutaj na korytarzu nie zobaczysz dziecka bez uśmiechu, czy też ucznia, który nie zwróci  pokłonu w Twoją stronę. Wszyscy odnoszą się do siebie z ogromnym szacunkiem. Uprzejmość można wyczuć na każdym kroku.

DSC_0454

Metoda na głoda

Na holu rozbrzmiewa  głośny dzwonek. Wszystkie piszczące, małe człowieczki kierują się w stronę stołówki. Każde dziecko ustawia się jedno za drugim na korytarzu. W środku stoją dwie nauczycielki przy wielkich żelaznych garach. Zapraszają mnie do osobnego stolika z podanym obiadem. Patrzę na wielkie kolejki ustawione w kierunku ogromnego naczynia z ryżem.  Po chwili zastanowienia pytam, czy mogę nakładać dzieciom obiad. Odruchowo jedna z nauczycielek zaprzecza i mówi, że zrobi to sama, a następnie wkazuje palcem osobny stolik z przygotowanym dla mnie posiłkiem. Jeszcze nie wie, że moja upartość nie zna granic. Po chwili przekonywania podaje mi dużą łychę. Nagle dwa rzędy zamieniają się w jeden, wszystkie dzieci ustawiają się w kolejce do mnie. Patrzę na cieszące się oczy, kolejno podchodzące do mnie z talerzem. Za takie szczere, niewinne  uśmiechy mogę stać z garnkiem nawet do wieczora. Kolejka poszła całkiem szybko. Siadam do osobnego stolika z nauczycielami. Dzieci przed posiłkiem wstają i odmawiają modlitwę.

DSC_0432

Wielkie gacie w akcji

Zgodnie z kulawą tajsko- angielską rozmową z moją ” drugą mamą”, u której mam spędzić kolejne sześć tygodni wolontariatu, dzisiaj miałam iść do świątyni. Z naszej całej konwersacji zrozumiałam dwie informacje “Tomorrow temple 6.30”.  Rano byłam bardzo zdenerwowana, nie wiedziałam co mnie czeka. Dom okazał się pusty. Utumporn o mnie zapomniała ? Myślę, spanikowana. Wychylam głowę zza firanek i rozglądam się przez szybę. Zauważam  dwie osoby, odwrócone tyłem, ale żadna nie przypomina mojej host. Zauważam profil jednej – wygląda jak jedna z nauczycielek ze szkoły. Trochę się uspokajam, ale dalej nic nie rozumiem, niedługo zaczynam zajęcia, a jej wciąż nie ma… Po chwili ktoś puka do drzwi. Pierwsze o czym pomyślałam, to to, że nie dogadam się z nimi po angielsku. Instynktownie otwieram drzwi i witam je tajskim ukłonem.  Dwie kobiety wchodzą do pomieszczenia, chichocząc między sobą. Następnie jedna z nich wskazuje na drzwi, na których wiszą dosyć wielkie, pufiaste spodnie, ozdobione złotymi wzorami. Wyraźnie dają mi do zrozumienia, żebym je założyła. Nun wyciąga z torby piękną, połyskującą szatę  i zaczyna oplatać ją wokół mojego tułowia. Owinęła mnie nią dwa razy a następnie umieściła złote agrafki w okolicach bioder. Nie widzę się w lustrze, ale całość może wyglądać całkiem nieźle. Nadszedł czas na fryzjera. Jedna z nich zrobiła mi warkocz i wpięła we włosy złotą klamrę. Na koniec przypięły w talii złoty pas oraz nałożyły duży naszyjnik z kolorowymi, połyskującymi kryształami. Nigdy nie spodziewałam się, że wielkie gacie, nieuchronnie podkreślające moje szerokie biodra mogą całkiem ładnie współgrać ze złotą szatą.Wszystkie na mnie patrzą i zgodnie mówi “narra”, co oznacza piękna. Zawstydzona, przeglądam się w lustrze, wyglądam prawie lepiej niż na mojej własnej studniówce.

Rewia mody

Podjeżdżamy pod świątynie. Starsze Panie gwałtownie się odwracają i patrzą na mnie ze zdziwieniem.Stanowię niezłą atrakcję, wszyscy kierują w moim kierunku delikatne ukłony. Po chwili zbierają się wszyscy znajomi nauczycieli ze szkoły, w której uczę. Wszyscy witają mnie bardzo ciepło, zagadując po tajsku. Odpowiadam uśmiechem – tajskim sposobem na wszystkie sytuacje i próbuję wydukać z siebie pojedyncze słowa. Od razu biorą mnie na środek świątyni przed posąg złotego Buddy. Nagle zbiera się gromadka Azjatek, z których każda chce mieć ze mną zdjęcie. Kolejno prowadzą mnie do ławek, gdzie znajdują się wielkie miski. Jedna z pań demonstruje mi cały proces. W ręku trzyma miskę z ryżem i żelazną łyżkę, po kolei wrzuca do każdego kubła łyżkę ryżu. Dalej przekazuje mi abym zrobiła to samo. Następnie podążamy w stronę ołtarza. Uważnie obserwuję moją nauczycielkę, i próbuję wykonać każdy ruch. Musi wyglądać to komicznie. Jedna z kobiet cały czas poprawia moje ręce, które powinny być mocno przywarte do klatki piersiowej.  Teraz wiem co znaczy bycie modelką…Okazuje się, że  po chwili na dywanie pozostaję tylko ja. Rozpoczyna się błysk fleszy, a ja czuję się jak prawdziwa gwiazda.

Mafia atakuje

Gdy dowiedziałam się gdzie dokładnie, będę odbywać mój wolontariat, pierwszą informacją we wszystkich nagłówkach artykułów było ” Lopburi- miasto małp”. Stwierdziłam, że koniecznie muszę to zobaczyć i pewnego dnia Utumporn postanowiła spełnić moje marzenie i mnie tam zabrać. Po półtorej godziny jazdy jesteśmy na miejscu.  Tutejsze małpy osiedliły się niegdyś na terenie jednej ze świątyń kompleksu sakralnego Wat San Phra Kan. Moja host wskazuje na słupy z kablami, gdzie już z daleka dostrzegam skaczące małpy. Stare budynki, miliony rozwydrzonych, małych, figlarnych potworów. Choć makaki jawajskie są oswojone to potrafią gryźć i rzucać się na turystów. Ich niezmierna ciekawość sprawia, że bardzo chętnie zaglądają do niejednej torebki. Przed świątynią można dostrzec mnóstwo znaków ostrzegawczych z informacją o uważnym pilnowaniu swych aparatów oraz plecaków. Każdego roku w listopadzie małpy obchodzą swoje święto. Mieszkańcy obdarowują je przeróżnymi smakołykami a wielka uczta przyciąga wielu turystów. Wchodzimy do świątyni. Nagle słyszę krzyk, odwracam się i zauważam, że jedna z małpek znalazła swą ofiarę i rzuciła się na jedną z turystek. Sytuacja wygląda nieco komicznie, bo do kobiety zaczęło podbiegać więcej urwisów. Jej krzyk zmienił się w wołanie o pomoc. Przed świątynią stoi ochrona, która szybko podbiegła do turystki odganiając małpy. Cała sytuacja wygląda nierealnie, a ja nie mogę przestać się śmiać.

Kraj uśmiechu

Nie żałuję ani chwili spędzonej  na wolontariacie w Tajlandii. Nawet gdy czasem bariera językowa wydawała się nie do pokonania, to ciepły uśmiech każdego ucznia sprawiał, że zapominałam o wszelkich trudnościach. Gdy wszyscy wokół Ciebie pragną przychylić Ci nieba, czujesz, że jesteś tu naprawdę potrzebna. Teraz pisząc to znajduję się na drugim krańcu świata, a wspomnienia są tak silne, że na zawsze pozostaną w moim sercu. Każdy osobny uśmiech „włożyłam” do kieszeni i przywiozłam do Polski.

DSC_0422

To miejsce na mapie.

“Początek maja spędziłam w Anconie, w której mieszkańcy majówkę łączą z obchodami święta patrona miasta – san Ciriaco. Największym wydarzeniem w tym czasie są trwające przez cztery dni targi. Główne ulice w mieście oraz aleja prowadząca do morza pełna jest straganów sprzedających dosłownie wszystko – lokalne specjały, jedzenie, ubrania, biżuterię, ozdoby, sprzęty do sprzątania i gotowania itp.

Następnego dnia wczesnym rankiem ruszamy w kierunku Florencji. Pierwsze wrażenie po wyjściu z pociągu to tłumy turystów i zatłoczone ulice. Podążając za tłumem dochodzimy do imponującej Katedry Santa Maria del Fiore. Największe wrażenie robi geometryczna, zielono- biała fasada katedry i stojącej obok dzwonnicy oraz jego wielkość – jest trzecim największym na świecie kościołem wraz z największą kopułą. Florencja to idealne miejsce dla koneserów sztuki. Spacerując po mieście zewsząd urzeka przepiękna architektura i bogactwo  sztuki. Porównując miasto z Urbino, które odwiedziłam w poprzednim tygodniu, mogłabym go nazwać miniaturką Florencji.

SONY DSC

Aby w pełni zobaczyć miasto, trzeba poświęcić kilka dni, bowiem ilość muzeów, kościołów czy pałaców jest ogromna, a w czas zwiedzania doliczyć należy stanie w kolejkach. My na zobaczenie Florencji mieliśmy niecałe półtora dnia. W każdą pierwszą niedzielę miesiąca zwiedzanie części zabytków miasta jest darmowa. Aby skorzystać z okazji postanowiliśmy wybrać się do kilku najciekawszych miejsc. Niestety pokonani przez niekończące się kolejki, które w najważniejszych punktach miasta ustawiały się parę godzin przed otwarciem. Spośród głównych zabytków miasta udało nam się wejść jedynie na teren renesansowego pałacu zwanego Palazzo Pitti  i to tylko dlatego, że wybraliśmy boczne wejście od Ogrodów Boboli.

SONY DSC

Po południu żegnamy Florencję i ruszamy w stronę zachodniego wybrzeża Włoch, a dokładnie La Spezi, gdzie mamy kolejny nocleg. Ze względu na duże opóźnienie pociągu, zmieniamy kurs i decydujemy się na zobaczenie o zachodzie słońca Pizy i jej głównego zabytku- 55-metrowej, pochylonej o niecałe 5 stopni wieży. Co ciekawe, to nie ostatnia krzywa wieża jaką zobaczymy w czasie naszej kilkudniowej wycieczki.

Wieczór spędzamy w pięknie oświetlonym porcie w La Spezi, żeby z samego rana rozpocząć zwiedzanie pobliskiego Cinque Terre – pięciu położonych obok siebie malowniczych wiosek, stanowiących najczystsze i jedno z najpiękniejszych wybrzeży Morza Śródziemnego. Riomaggiore, Manarola, Corniglia, Vernazza i Monterosso połączone są koleją, a przejazd z każdej wioski do następnej trwa zaledwie kilka minut. Udało nam się zwiedzić cztery z pięciu małych wiosek, gdzie mieliśmy okazję zrelaksować się na małych plażach i spacerować pośród kolorowych domków położonych między wzgórzami.****

SONY DSC

Ostatnim miejscem na naszej mapie była Bolonia. Wysiadając na stacji głównej widok na miasto nie wydaje się nadzwyczajny czy interesujący. Prawdziwy urok miasta można dostrzec udając się ulicą dell’Independenza w kierunku placu Maggiore. Droga prowadzi przez wysokie arkady, których łączna długość w całej Bolonii ma prawie 40 km, najwięcej na świecie. Bolonia nosi przydomek ‘czerwone miasto’ ze względu na czerwoną zabudowę. Niegdyś posiadająca prawie 200 wież (obecnie znajduje się ich kilkanaście), miasto pełne wąskich ulic, gęstej zabudowy i monumentalnych budynków robi wrażenie. W ciasnych i gwarnych uliczkach oprócz małych restauracji i kawiarni znajduje się mnóstwo sklepów, w których witrynach widnieją włoskie szynki i sery, mortadele (specjalność miasta), makarony, słodycze, warzywa i owoce. To tutaj znajdujemy dwie pochylone rywalki wieży w Pizie: Torre Garisenda i Asinelli. W mieście jest wiele niepozornie wyglądających miejsc. Na przykład z zewnątrz zwyczajnie wyglądająca bazylika okazuje się mieścić we wnętrzu siedem mniejszych kościołów oraz dwa dziedzińce. Na głównym placu mieszkańcy miasta pokazują nam ciekawą grę – stojąc pod arkadami między Palazzo del Podesta i Palazzo Re Enzo, szeptając w rogu jednego z łuków jest się słyszalnym przez osoby stojące po przeciwnej stronie. Sprawdziliśmy, to działa! 😉 Niewidoczne na pierwszy rzut oka uroki Bolonii podbiły moje serce.

Po czterech dniach długo wyczekiwanej podróży wracam wreszcie do Ancony na umówione wcześniej spotkania z grupami.  Kilkudniowa wycieczka zostawi po sobie ślad na długo, nie tylko na zmęczonych nogach po długich, pieszych trasach po miastach, wioskach i pokonywanych wzgórzach 😉 Pozostawiła wiele wspomnień, nowych wrażeń i wzbudziła chęci, by kiedyś ponownie tam wrócić, zdecydowanie na dłużej.”

Napisz swoją własną historię: http://kato.aiesec.pl/GlobalCitizen 🙂

Wybij się ponad przeciętność!

„Dzięki mojej działalności mogę pomagać osobom z różnych stron świata zdobywać doświadczenie wolontariackie w Polsce. Dzięki nim wiem, że mogę znacznie więcej!”

Wszystko zaczęło się na pierwszym roku studiów, gdy po niezbyt motywującym i obfitującym w wydarzenia semestrze zimowym stwierdziłam, że pora coś zmienić. Samo studiowanie nie dawało mi satysfakcji, a zawsze byłam osobą, która chętnie udziela się w różnych inicjatywach. Za namową znajomych, stało się – dołączyłam do międzynarodowej organizacji studenckiej. Było to w marcu 2012 roku, kiedy jeszcze nie przypuszczałam jak potoczy się ta przygoda.

Początkowo trafiłam do zespołu, który był odpowiedzialny za promowanie wśród polskich studentów wolontariatów (obecnie program Global Citizen) oraz praktyk (Global Talents), jak również za proces rekrutacyjny kandydatów i opiekę nad nimi. Szybko okazało się, że działanie w zasobach ludzkich sprawia mi olbrzymią frajdę. Ponadto nauczyłam się jak ważne jest doświadczenie w zespole, podczas którego mogliśmy się wzajemnie od siebie uczyć.

Po kilku miesiącach działalności przyszedł mi do głowy szalony pomysł. Skoro sama przedstawiam kandydatom oferty praktyk i wolontariatów oraz zajmuję się ich doświadczeniem, dlaczego miałabym sama nie skorzystać z takiej szansy? Dlatego już pod koniec czerwca kompletnie spakowana i gotowa do drogi oczekiwałam na swój lot na Tajwan. Decyzja o wolontariacie przyszła zupełnie naturalnie, chciałam aby moje doświadczenie w organizacji było jeszcze pełniejsze. I wiecie co?

Nie zamieniłabym tamtych 8 tygodni na nic innego. Nowa kultura, nowe miejsca, ludzie – to wszystko sprawiło, że postanowiłam zrobić coś więcej, a mianowicie – zaczęłam ubiegać się o pozycję wicelidera, którą udało mi się otrzymać.

Moim nowym zadaniem, oprócz współprowadzenia, zespołu było poszukiwanie zagranicznych praktykantów, którzy prowadziliby warsztaty językowe w ramach projektu AIESEC University. Wspólnie z moim zespołem przygotowaliśmy warsztaty na naszym uniwersytecie oraz pozwoliliśmy 6 praktykantom na zdobycie doświadczeń w Polsceczy to nie wspaniałe?

Kolejnym krokiem było podjęcie się przeze mnie przygotowania warsztatów kulturowych prowadzonych przez zagranicznych wolontariuszy w szkołach podstawowych oraz przedszkolach na terenie całego Śląska. Wyzwanie było duże, ale dlaczego miałoby się to nie udać?

Dzięki pracy mojego zespołu dzieciaki z katowickich(i nie tylko) placówek edukacyjnych mogły poznać wolontariuszy z Chin, Turcji oraz Indonezji. To doświadczenie nauczyło mnie, że w swoim dążeniu do celu należy być konsekwentnym. Mieliśmy przed sobą różne problemy, ale dzięki naszemu pozytywnemu nastawieniu widzieliśmy je bardziej w formie wyzwań. Projekt ten zdecydowanie wpłynął na moje podejście do możliwości przygotowywania doświadczeń dla innych, dlatego też pod koniec 2013 roku podjęłam decyzję o ubieganiu się o pozycję w zarządzie Komitetu Lokalnego. Po przejściu wszystkich niezbędnych etapów- udało się!

Zostałam wybrana osobą odpowiedzialną za program wolontariatu i tą pozycję piastowałam do ubiegłego miesiąca. Elementami mojej pracy było planowanie strategiczne, szkolenie przyszłych liderów oraz członków zespołów oraz przede wszystkim reprezentowanie Katowic na arenie krajowej.

Dziś wiem, że mogę więcej! Dołacz do nas i Ty! Aplikuj na: bit.ly/mozesz-wiecej !

kurzeix

Agnieszka,

22 lata.

Daj szansę swojej karierze!

Już 11 marca 2015r. podczas Dni Kariery® – targów pracy, praktyk i staży – będziecie mieli okazję zrobić pierwszy krok w kierunku sukcesu zawodowego.

Podczas wydarzenia uczestnicy zyskają możliwość skonsultowania swojego CV, uzyskania specjalistycznych porad odnoszących się do takich tematów jak np. autoprezentacja podczas rozmowy rekrutacyjnej oraz będą mieli okazję porozmawiać z przedstawicielami firm. Pracę, praktykę lub staż będą mogły znaleźć m.in. osoby zainteresowane branżą finansową, IT, czy marketingiem , a także władające językami obcymi. Najwięcej ofert pracy znajdą studenci 3, 4 lub 5 roku i absolwenci kierunków ekonomicznych, finansowych, konsultingowych, marketingowych oraz filologii – znajomość języków obcych będzie ogromnym atutem.

Dokładne informacje o firmach obecnych na Dniach Kariery® będą na bieżąco publikowane na stronie www.dnikariery.pl/krakow.

Zachęcamy do dołączenia do wydarzenia na Facebooku: http://bit.ly/Dni_Kariery_Kraków

Wyróżnij się na rynku pracy!

Ile razy w życiu czułeś, że stoisz w miejscu? Jak często miałeś wrażenie, że zmierzasz w nieodpowiednim kierunku?

Studiujesz, spotykasz się ze znajomymi, imprezujesz i w ten sposób mija pięć lat. Po tych pięciu latach budzisz się ze świadomością, że niczego się w tym czasie nie nauczyłeś, nie podjąłeś żadnego wyzwania, by twoje życie i kariera nabrały większego rozpędu. Stoisz w miejscu i nie wiesz co robić dalej, bo przez pięć lat nie podjąłeś żadnej akcji, mimo, że niejednokrotnie czułeś, że powinieneś. Kiepskie uczucie, co?

Masz prawie 25 lat, posiadasz tytuł magistra, jesteś całkiem bystry i wierzysz, że poradziłbyś sobie z każdym zadaniem, jakie twój pracodawca postawiłby przed Tobą. Ale kto Ci w to uwierzy, skoro przez tak długi czas w żaden sposób tego nie udokumentowałeś?

Życie studenta nie zawsze musi wyglądać tak, jak w wyżej opisanym przypadku. Obecna sytuacja stwarza ogrom możliwości by wspomniane 5 lat wykorzystać w pełni, a po ich upływie poczuć satysfakcję i spełnienie, przeciwnie do postawy przytoczonej powyżej. Jedną z takich możliwości jest projekt Dni Kariery®, mający na celu stworzenie platformy do dialogu pomiędzy studentami a pracodawcami.  Wydarzenie to, które jest targami pracy, praktyk i staży jest interesujące zarówno z perspektywy odwiedzającego jak również organizatora. Będąc studentem można poznać ów projekt z obu wyżej wymienionych perspektyw.

Dni Kariery® bowiem, organizowane są przez studentów, ale przede wszystkim dla studentów. Studentów, którzy bez  żadnych ograniczeń mogą przyjść na wydarzenie, porozmawiać z pracodawcami, przedstawić swoje dokumenty aplikacyjne, a może nawet dostać pracę czy staż . Poza tym,  inspirując się organizatorami, mają  możliwość sami podjąć podobną inicjatywę i już w trakcie studiów zdobywać doświadczenie, niezbędne w dalszej karierze zawodowej.  Organizatorami targów są bowiem studenci lokalnego oddziału AIESEC Katowice UE, na co dzień łączący studia z działalnością w organizacji i zdobywaniem kolejnych wartościowych doświadczeń.

Dla każdego studenta jest to niewątpliwie krok ku temu, by wznieść swoją karierę na wyższy poziom, poznać wymagania rynku pracy, zmierzyć się z oczekiwaniami pracodawców, jak również poznać tajniki organizowania wydarzenia o tak dużej skali.

Która z opcji jest zatem najbardziej interesująca?

Z perspektywy osoby organizującej dwie edycje wspomnianych targów mogę z całą pewnością potwierdzić, że nie ma niczego bardziej satysfakcjonującego niż widok zadowolonych studentów i przedstawicieli firm, który jest zwieńczeniem ponad sześciu miesięcy pracy całego zespołu. Osób zdobywających umiejętności w obszarach: kontaktów zewnętrznychpromocji czy też logistyki, którzy z każdym kolejnym dniem spędzonym przy pracy nad projektem czują większą pewność siebie,  gotowość do podejmowania kolejnych działań, ale przede wszystkim budują swoją wartość dla przyszłego pracodawcy.  Nie boją się kolejnych wyzwań, ale podejmują je z jeszcze większą ochotą.  Czy są stworzeni do tego, aby organizować takie wydarzenia? Niekoniecznie. Ja postanowiłem wziąć życie w swoje ręce i zaaplikować do organizacji, a następnie zmieniło się ono o 180 stopni.

Czy zatem warto? Odpowiedź na to pytanie zawierają wszystkie powyższe słowa – WARTO!!! 

Oczywiście możesz nadal uczyć się teorii i zamartwiać tym jak wprowadzisz ją w życie po zakończeniu studiów. Ale możesz również sprawdzić to od razu, przychodząc 12 marca do budynku Altus w Katowicach na kolejną edycję Dni Kariery® i obserwując jak wygląda organizacja targów, jednocześnie rozmawiając z wieloma pracodawcami z całej Polski.

...a może następną edycję zorganizujesz właśnie Ty?

Mateusz, lat 22.

dnikariery_logotyp

Aplikuj do nas na: http://bit.ly/mozesz-wiecej

Więcej o Dniach Kariery: http://dnikariery.pl

Pokolenie Y oczami pracodawcy

Gdy tylko dostałam kontakt do Joanny Żeleźnickiej-Rychlik, wiedziałam że chcę zapytać ją o pokolenie Y. Psycholog z pasji i wykształcenia, absolwentka Szkoły Trenerów Biznesu DTI Polska, asesor. Posiada kilkuletnie doświadczenie w prowadzeniu projektów rekrutacyjnych na rynek polski i niemiecki, w branżach tj. medycyna, farmacja, sprzedaż, IT. Obecnie specjalista ds. rozwiązań rekrutacyjnych, a w wolnych chwilach doradca zawodowy. Wiedziałam, że może rzucić ciekawe światło w dyskusji na temat mojego pokolenia.

1. Posiada Pani kilkuletnie doświadczenie w rekrutacji. Powinna znać Pani pokolenie Y jak własną kieszeń. No więc, jacy oni są?

Pokolenie Y, czyli millenialsi to osoby, które chcą pracować – po to aby żyć, a nie na odwrót. Nie lubię generalizować, więc powiem, że w większości są to osoby pewne siebie i znające swoją wartość, świetnie posługujące się nowymi technologiami i znającymi minimum dwa języki obce. Zależy im na rozwoju, ale nie wahają się też pytać o benefity, dodatkowe świadczenia, zadają szczegółowe pytania już na początkowych etapach rekrutacji.

2. Jakie są największe wartości tego pokolenia?

Niektórzy nazywają pokolenie Y egoistami. Jest to jednak niesłuszny zarzut. Skupienie na sobie i swoim rozwoju nie można jeszcze nazwać egoizmem, moim zdaniem. Millenialsi są przecież też bardzo otwarci na nowe znajomości, przyjaźnie, cenią swój czas wolny. Często też angażują się w społeczne zrywy, akcje charytatywne czy regularny wolontariat.

Opisując to pokolenie warto dodać że do tego grona zaliczamy urodzonych w latach 80 i 90- czyli są to dzisiejsi zarówno 34-latkowe jak i 18-latkowe, więc w samej tej grupie też można dostrzec pewne zróżnicowanie. Istotne jest też w jakiej części Europy taki przedstawiciel pokolenia Y się urodził, wychował i pracuje. Nieco inne wartości cenią mieszkańcy dawnego bloku wschodniego niż Europy Zachodniej. Dla nas, w porównaniu z zachodnimi sąsiadami, bardziej liczy się prestiż, status, dobra materialne.

3. Czy wśród wartości tych znajduje się praca?

Tak, ale praca jest bardziej narzędziem i drogą do celu, a nie sensem i celem samym w sobie.

4. Czy pokolenie Y jest dobrze przygotowane do pracy?

Jest świetnie przygotowane do pracy w globalnym świecie, świecie nowych technologii i zmieniającym się otoczeniu. Są też bardziej mobilni niż pokolenie X.

5. Jakie są ich największe zalety w pracy? W czym wygrywają z pokoleniem X?

W pracy millenialsi są bardziej świadomi swoich praw i mają większą śmiałość w korzystaniu z nich. Są też bardziej otwarci na zmiany, co w ciągle zmieniających się otoczeniu może okazać się kluczowe. Obecnie prawie każdy pracodawca wymaga dużej elastyczności, a rynek pracy z kolei gotowości do przekwalifikowania się, zmiany swojej ścieżki zawodowej. Pokolenie Y jest bardziej otwarte na zmianę i tę zmianę często traktuje jako swoją szansę, np. do dalszego rozwoju. Mają też większe poczucie sprawczości i co za tym idzie większą pewność siebie.

6. Czy to prawda, że są nielojalni, nie zostają po godzinach oraz oczekują więcej?

To prawda, że bardziej cenią swój wolny czas, ale nie jest też tak, że nie są gotowi do poświęceń – muszą jednak widzieć w tym sens i cel.

7. Jak radzą sobie na rozmowach rekrutacyjnych?

Z reguły dość dobrze, bo wcześniej poszukują na rynku informacji jak się zachować na rozmowach, jakie pytania mogą paść, starają się zdobywać pierwsze szlify chodząc na wiele rozmów kwalifikacyjnych. Z rezerwą podchodzą do testów psychometrycznych, ale z entuzjazmem reagują na nowoczesne metody rekrutacji np. w formie gier – więc trend gamifikacji będzie, moim zdaniem, zdobywał coraz większe uznanie rekruterów.

Nadal jednak dostrzegam problemy z przygotowaniem dobrego CV czy przekonywującego listu motywacyjnego – nad tym znaczna część millenialsów musi jeszcze popracować.

8. Czy z Pani perspektywy pracodawcy są gotowi na przyjęcie pokolenia Y?

Myślę, że większość dużych firm jest dobrze przygotowania i ich oczekuje. Korporacje cenią energię młodych i ich otwartość, pewność siebie, wiarę we własne możliwości. Starają się też odpowiedzieć na ich oczekiwania, dbając o zachowanie work&life balance i przyciągając możliwościami rozwoju, szkoleń, jasną ścieżką kariery.

_Rozmawiała Magda Sowierszenko _