From Paris to Wrocław – wywiad z Lou Guy

lou

Jak Ci się podoba Konferencja Komitetu AIESEC Politechnika Wrocławska, która odbyła się w Lewinie Kłodzkim oraz jak oceniasz Komitet Lokalny sam w sobie? Ponieważ pochodzisz z Francji, społeczności o odmiennym usposobieniu niż Polska, co na pewno ma wpływ na klimat konferencji, jestem naprawdę ciekawa Twoich wrażeń i emocji związanych z naszą konferencją.

Bardzo mi się u Was podoba! Miło jest widzieć wszystkich członków i esencję organizacji. Ta konferencja, jak na lokalną, jest świetnie przygotowana. Wszystko jest gotowe na czas, więc z logistycznego punktu widzenia jest bardzo dobrze. Natomiast z perspektywy atmosfery panującej na konferencji jest po prostu wspaniale. Ogromna energia! Wszyscy aktywnie biorą udział, zarówno członkowie, jak i liderzy. Świetnie się bawię.

Przypuszczam, że bycie Chair’em [osoba, która przewodzi – red.] – duszą konferencji musi być wymagającym wyzwaniem. Jak się czujesz w roli prowadzącej?

Myślę, że bycie prowadzącą jest dla mnie ogromnym zaszczytem i przywilejem. Sądzę nawet, że jestem szczęściarą, że mogę mieć taką możliwość. Staram się dać z siebie wszystko, bo wiem, że jak ważne jest to dla delegatów. Nigdy nie zapomnę swojej pierwszej konferencji, którą prowadziłam, ani żadnej innej konferencji, gdyż wywarły one  na mnie ogromnie pozytywny wpływ. Kiedy dostałam zaproszenie, miałam nadzieję, że uda mi się przekazać swoje doświadczenie i wiedzę uczestnikom. Skupiam się na tym, by być na tyle świetną, by członkowie i uczestnicy byli szczęśliwi, zainspirowani i zmotywowani. Na tym polega trudność wyzwania. Wydaje mi się, że lubię tę pracę. To jest naprawdę fascynujące, kiedy musisz z jednej strony pokierować zespołami organizującymi wydarzenie, upewnić się, że dobrze współpracują ze sobą i są przygotowane, by rozważyć swoje doświadczeniem i je zwiększyć, a z drugiej strony występować publicznie. Uwielbiam być na scenie – to fajny sposób na interakcję i komunikację z ludźmi.

Jak udało Ci się zostać Chair’em w Tajwanie?

W Tajwanie było bardzo spontanicznie. Latem uczestniczyłam tam w międzynarodowej konferencji razem z 700 innymi osobami. Podczas tańczenia poczułam kogoś szturchającego moje ramię. I ta osoba zapytała mnie, czy chciałabym być prowadzącą konferencji w Tajwanie. Okazało się, że była to wiceprzewodnicząca Komitetu Narodowego, odpowiedzialna za tę konferencję. Nawet jej nie znałam, poprosiła mnie o to podczas tańca. Powiedziała, że lubi moją energię i będę odpowiednia na jej konferencję, zatem trzy miesiące później byłam z powrotem w Tajwanie. 😉

Jak wspominasz pierwszą prowadzoną przez Ciebie konferencję w Tajwanie i jak porównasz to z doświadczeniami z wrocławskiej konferencji.?

Tajwan był zupełnie inny od tej konferencji. Tamta trwała tylko dwa dni, a osoba czuwająca nad przebiegiem wydarzenia przygotowała niemal wszystko, a moim zadaniem było tylko opowiedzenie historii. Takie sesje jak otwarcie i zamknięcie były gotowe. Nawet slajdy były gotowe, więc musiałam tylko dodać własną historię, stąd ostatecznie było to dosyć łatwe. Tu, w Lewinie Kłodzkim, musiałam przygotować także kontekst, co było niezłym wyzwaniem. Jest tu mnóstwo osób, o które trzeba zadbać, jak na przykład wszyscy mówcy – trzeba się upewnić, czy wszyscy są gotowi. To jest ta stanowiąca wyzwanie część, ale wydaje mi się, że to lubię. Jest to trochę stresujące, ale zdecydowanie warte wysiłku.

Podczas swojego wolontariatu Global Citizen byłaś na Litwie. Kraj ten słynie z wielu zabytków i kościołów, jednak Ty miałaś okazję odkryć wiele innych, nie tak znanych, ale zdecydowanie bardziej fascynujących miejsc.

Projekt miał na celu zwiększyć dumę i satysfakcję ze swojego kraju wśród studentów. Naszym zadaniem było odkrywanie nowych i mało powszechnych miejsc, a jednak niezwykle wyjątkowych i godnych uwagi, czy odwiedzenia. Podczas wolontariatu podróżowaliśmy minivanem przez 7 tygodni, podczas których pisaliśmy artykuły, prowadziliśmy bloga i robiliśmy filmiki i zdjęcia, promując tym samym odwiedzane przez nas miejsca. Każdego dnia zmienialiśmy lokalizację, więc w zasadzie mieliśmy okazję zjechać pokaźną część kraju.

Razem ze mną w projekcie brali udział uczestnicy z Węgier, Hong Kongu, Meksyku, Włoch i Stanów Zjednoczonych. Każdy z nas pochodził z miejsca o odmiennej kulturze i sposobie bycia, przez co było naprawdę zabawnie. (Link do zdjęć https://www.facebook.com/RoadTripLT/photos_stream?tab=photos_albums )

1011990_446922475406257_414757652_n

Kto prowadził?

Mieliśmy kierowcę – mężczyznę, który kocha Volkswagena. Był lekko starszy od nas, ale naprawdę dobrze się dogadywaliśmy jako zespół. Zawsze można było na nim polegać, kiedy mieliśmy jakieś problemy, jak na przykład rozpalenie grilla.

Co podobało Ci się najbardziej?

Na Litwie najbardziej przypadł mi do gustu fakt, że praktycznie wszędzie, gdzie pojechaliśmy było jezioro, a jego okolica była całkowicie naturalna i nienaruszona. We Francji wszystko jest przerobione, trawa równiutko ścięta, meble ogrodowe porozstawiane i cała przestrzeń jest sztucznie uporządkowana. Na Litwie było zupełnie inaczej. Było po prostu dziko, co sprawiało, że miejsce było piękne. Uwielbiałam te momenty, kiedy byłam na środku jeziora a dookoła nic poza łonem natury. Każdego dnia mogliśmy kąpać się nad jeziorem i było to niezwykle przyjemne.

Czy napotkałaś jakieś trudności związane z różnicami kulturowymi?

Moim pierwszym szokiem kulturowym było zdecydowanie jedzenie. Litewskie potrawy same w sobie były przepyszne, ale nie mogłam się dostosować do pory i sposobu jedzenia. We Francji śniadanie jemy zazwyczaj około 8, lunch o 12, później przekąski w okolicach godziny 4 i obiadokolację o 8 wieczorem. Podczas projektu, studenci pracujący z nami mieli całkowicie rozregulowany plan posiłków w porównaniu z moim. W czasie pierwszego tygodnia prawie głodowałam 🙂 . Z początku myślałam, że jest to spowodowane zapracowaniem, wynikającym z pracy w projekcie, dopiero później zrozumiałam, że taki mają już styl bycia. Od tamtego momentu sama zaczęłam kupować sobie jedzenie, żeby mieć pewność, że mam wystarczająco dużo na cały dzień.

Co Cię najbardziej zaskoczyło?

Zdecydowanie byłam najbardziej zaskoczona pracowitością, jaką reprezentowali sobą studenci na Litwie. Bardzo imponowało mi ich oddanie się zadaniom. Kolejnym zaskakującym dla mnie faktem była również pogoda. Kiedy przyjechałam na Litwę, było naprawdę upalnie. Spodziewałam się, że będzie zimno, ale w rzeczywistości było bardzo pogodnie przez cały mój pobyt w kraju. Inna długość dnia była także pozytywnym aspektem. Słońce wschodzi dużo wcześniej, co sprawia wrażenie, że mamy więcej czasu.

Jak rozwiązane były logistyczne aspekty projektu?

Zespół organizujący zdobył wielu sponsorów, którzy zapewnili nam zakwaterowanie oraz wyżywienie. Ich praca była niesamowita i bardzo wymagająca zarazem. Każdego dnia jedliśmy w restauracji wspierającej nasz projekt, tak samo każdego dnia spaliśmy w hotelu, współpracującym z nami podczas projektu. W zamian za ich wsparcie, promowaliśmy wszystkie miejsca na blogu i stronie internetowej, pisząc artykuły i zamieszczając wiele ciekawych zdjęć.

Co miało największy wpływ na wybór tego konkretnego projektu?

Na początku wybrałam kraj mieszczący się w Europie, ponieważ nie chciałam za bardzo oddalać się od swojego domu. Później przekonałam się, że kultura krajów mimo wszystko bardzo się różni i nie musiałam jechać do bardziej ‘egzotycznego’ państwa. Jednak największym znaczeniem, podczas wyboru projektu był zdecydowanie język angielski.

Jaką radę dałabyś osobie, która zastanawia się nad udziałem w wolontariacie Global Citizen?

Myślę, że najważniejszym aspektem jest wybranie projektu, w którym wszystkie zadania i obowiązki są szczegółowo opisane, żeby być w pełni świadomym tego, co będzie się działo. Kolejnym ważnym elementem jest to, żeby nie mieć oporów przed zadawaniem pytań komitetowi organizującemu. Istotnym jest posiadanie wszystkich niezbędnych informacji przed wyjazdem. Każdy kraj ma wiele ciekawych i intrygujących ofert, wybór należy już do każdego z osobna 😉

Czego nauczyłaś się podczas wolontariatu? Jakie wartości z niego wyniosłaś?

Najważniejszą wartością była dla mnie nauka poświęcenia i oddania. Dzięki obserwacji zespołu organizującego, mogłam zobaczyć, jak wiele poświęcają na rzecz naszego projektu, sprawiając tym samym, że wszystko w projekcie się uda. Było to dla mnie bardzo inspirujące przeżycie i do końca będę pamiętać dziewczynę, która przewodziła całemu projektowi. Wspomnienie o tym, że razem ze swoim zespołem doprowadzili projekt do końca i osiągnęli swój cel, już na zawsze będzie motywować mnie do działania. Oprócz tego, nauczyłam się również, jak współpracować z osobami z zagranicy i jak się z nimi komunikować.

Dziękujemy!