“Jasne, że w podróżowaniu istotne są niesamowite widoki, ale dla mnie w tym wszystkim najważniejszy jest człowiek.”

Global Volunteer czyli zagraniczny wolontariat to niezapomniana przygoda. Najlepszym potwierdzeniem na to, są osoby, które same przeżyły sześć wyjątkowych tygodni w przeróżnych zakątkach świata. Bohaterką tej historii jest Karolina, która zdecydowała się na wyjazd z Global Volunteer do Gruzji, oto jej relacja, którą postanowiła się z nami podzielić.

Wpadłam na pomysł, że pojadę na program Global Volunteer, bo nie lubię nudzić się w życiu. W kwietniu skończyłam pracować nad projektami z innych organizacji i zastanawiałam się, co dalej. O organizacji AIESEC słyszałam już dużo wcześniej, kilkoro z moich znajomych wybrało się właśnie na wolontariat w ramach Global Volunteer i stwierdziłam, że najwyższy czas na mnie. Czemu nie? Gruzja była moim wielkim marzeniem od jakiegoś czasu, więc mogę powiedzieć, że AIESEC pomógł mi spełnić jedno z nich 😉

Początki rzeczywiście nie były łatwe, trzeba być naprawdę zdeterminowanym i walczyć do końca o wymarzony projekt. Od założenia konta na portalu Global Volunteer do wyników rekrutacji minęły ponad dwa miesiące, w międzyczasie aplikowałam na wiele innych projektów i miałam kilka rozmów rekrutacyjnych, ale teraz wiem, że warto było się trochę pomęczyć.

Reakcje moich bliskich były przeróżne – od zachwytu do kompletnego zdziwienia. Niektórzy byli pełni obaw, bo jak to dziewczyna może wybrać się samotnie w rejon Bliskiego Wschodu? Ale po cichu zaczęli przyzwyczajać się do myśli, że tak czy siak spakuję plecak i wyruszę w drogę. Mocno trzymali za mnie kciuki i kibicowali przez całe sześć tygodni.

Program Global Volunteer nie był moją pierwszą wymianą zagraniczną, ale rzeczywiście różnił się od dotychczasowych. Jasne, że w podróżowaniu istotne są niesamowite widoki i niezapomniane przeżycia, ale dla mnie w tym wszystkim najważniejszy jest człowiek. I właśnie to jest w tym najpiękniejsze, że mimo otaczającego nas świata, w którym co chwilę dowiadujemy się o kolejnym zamachu, działaniach wojennych, jesteśmy w stanie razem (katolik, prawosławny, muzułmanin, żyd) usiąść przy jednym stole i rozmawiać na temat pokoju na świecie. Poza tym podróże kształcą i to nie jest mit – sprawdziłam na sobie 😉 Z jednej strony wymiana zagraniczna to świetna okazja do spotkania ludzi z przeróżnych zakątków świata, poznania ich kultury, religii i światopoglądu, ale z drugiej strony każdy wyjazd uczy nas czegoś nowego o sobie samym. Co innego siedzieć wygodnie w fotelu mając ogrzewanie, wodę i jedzenie, a co innego wylądować w tzw. middle of nowhere, gdzie do najbliższej wioski mamy kilkanaście kilometrów, jeden samochód przejeżdża raz na pół dnia i powoli robi się ciemno i zimno. To właśnie w takich sytuacjach, niekiedy bardzo ekstremalnych, człowiek uczy się o sobie najwięcej.

Drugą sprawą jest międzynarodowe środowisko i mówienie 24/7 w “nie swoim” języku i to nie tylko o standardowych tematach jak np. “co u Ciebie”, “jakie masz plany na jutro”, ale też ucząc się przy tym słownictwa, o którym człowiek by nigdy nie śnił. Właśnie tego boimy się najbardziej – wydaje nam się, że nie znamy wystarczająco dużo słów w języku obcym, a przy tym robimy mnóstwo gramatycznych błędów, dlatego pewnie nikt nas nie zrozumie. I dobrze, róbmy te błędy – 1, 2, 7 raz, ale w końcu za 10 powiemy już poprawnie. Poza tym pamiętajmy, że większość z nas nie będzie mówić na wymianie w swoim języku ojczystym, dlatego dajmy sobie przestrzeń na bycie nieidealnym 🙂 Ja też najbardziej bałam się, że bariera językowa będzie dla mnie nie do przeskoczenia, bo nie mówiłam po angielsku ponad dwa lata, ale uwierzcie mi, te ograniczenia są tylko w naszej głowie.

Zazwyczaj najtrudniejsze w całym wyjeździe są przygotowania. I rzeczywiście tak było i u mnie, kiedy aplikowałam na kolejne projekty, a wakacje zbliżały się w szalonym tempie. Miałam już chwile zwątpienia i myślałam, że nic z tego nie wyjdzie. Ale cały czas trzeba pamiętać o celu – chcę wyjechać i chcę spełniać swoje marzenia. Kiedy przebrnęłam przez wszystkie formalności związane z przygotowaniami do projektu, spakowałam plecak i wsiadłam do samolotu, wtedy tak naprawdę poczułam, że żyję i że właśnie jadę na mój kraniec świata, który z pewnością będę wspominać do końca życia 🙂   

Słowa Karoliny motywują jak nic innego, do tego  aby samemu wyruszyć w przygodę życia. Może właśnie ta historia sprawi, że odważysz się zainwestować w siebie, bo tak jak mówi bohaterka opowiadania – nic tak nie kształci jak podróże, szczególnie te skierowane ku drugiemu człowiekowi!


Zaciekawiła Cię historia Karoliny? Zastanawiasz się nad wyjazdem na wolontariat Global Volunteer?

Wejdź na stronę Kr.aiesec.pl/GlobalVolunteer i dowiedz się więcej 🙂