“Kiedyś unikałem wyzwań, bo przecież można ponieść porażkę.” – Jan Romanowski

Moja historia z AIESEC zaczęła się niedawno, bo w marcu 2015 roku. Chciałem zacząć coś robić. Zmienić coś i zacząć w jakiś sposób działać, ale wtedy nie za bardzo wiedziałem, jak się za to zabrać. Na jednej ze stron internetowych znalazłem informację o rekrutacji do AIESEC i stwierdziłem, że jeśli chcę czegoś, to muszę skorzystać z okazji, która się nadarzyła i zaaplikowałem pod wpływem impulsu. W tym momencie stwierdzam, że to jedna z najlepszych decyzji, jakie podjąłem i żałowałbym, gdybym tego nie zrobił.

W pierwszej chwili byłem zaskoczony, i to bardzo. Myślałem, że poznając osoby z organizacji będzie tak, jak w większości przypadków – na początku strasznie sztywno, a zanim człowiek zacznie się czuć swobodnie minie jakiś czas. Tutaj wszystko rozgrywa się zupełnie inaczej, „w powietrzu” unosi się atmosfera akceptacji i zrozumienia. Nie ma się poczucia, że jest się „świeżakiem”, tylko jakby się przebywało tutaj już długi czas. Nie ma oporów przed rozmową na najróżniejsze tematy – od zainteresowań przez odczuwane emocje aż po problemy, które widzimy w społeczeństwie.

I to właśnie ludzie są według mnie największym atutem AIESEC. Ludzie, którzy chcą się rozwijać, a także z własnej woli pomagają rozwijać się innym. Kiedyś unikałem wyzwań, nie chciałem ich podejmować – jest to bardzo wygodne, bo przecież podczas działania można ponieść porażkę. Jednak przy takim sposobie myślenia sukces też jest poza naszym zasięgiem. Jest to jedna z najważniejszych rzeczy, których do tej pory się nauczyłem. Przebywając wśród ludzi, którzy wiedzą, że porażki są tak samo ważne (o ile nie ważniejsze), jak sukcesy, i którzy przeżywali już podobne problemy i rozterki, podejmowanie wyzwań jest znacznie łatwiejsze.

Teraz działam w projekcie, którego głównym celem jest sprowadzanie do przedszkoli w Białymstoku i okolicach praktykantów z zagranicy, aby nauczali dzieci angielskiego i pokazywali swoją kulturę. Możliwość kontaktu z osobami innej narodowości, choć może nie wydawać się niczym specjalnym, jest naprawdę świetnym doświadczeniem i można dzięki temu nabyć dużo wiedzy o innych państwach i ich kulturach. W dużej mierze są to rzeczy, których nie wyczytamy w podręcznikach.

Kontaktując się z przedszkolami nabyłem dużą dawkę pewności siebie i zrozumiałem (o czym częściowo wspomniałem wcześniej), że porażka to tak naprawdę jeden z najważniejszych czynników, który nas kształtuje. Czasem coś nie wyjdzie i nie jest to nic przyjemnego, ale w momencie kiedy zrobimy coś, o czym nigdy byśmy nie przypuszczali, że nam się uda (w moim przypadku pójście na spotkanie i rozmawianie z dyrektorem przedszkola wydawało się czymś, na co nigdy bym się nie zdobył) jest się naprawdę z siebie zadowolonym i chce się tym podzielić z kim tylko się da!

Jeśli czujecie, że chcecie zaaplikować, ale wstrzymuje Was jakaś niepewność, zastanówcie się, czy chcecie być przez całe życie kierowani strachem przed nieznanym, czy iść za głosem serca i wybierać coś, co jest według Was słuszne. Ja już podjąłem decyzję i zapewniam Was, że nie pożałujecie.

*Jednym słowem: APLIKUJCIE! *

http://bk.aiesec.pl/mozeszwiecej