Świąteczne last minute Asi i Adama, czyli relacja z wolontariatu na drugim końcu świata

Święta Bożego Narodzenia to najprawdopodobniej jedna z ważniejszych okazji w ciągu roku do wspólnego biesiadowania z rodziną i przyjaciółmi. W głowach każdego z nas święta te obfitują nie tylko w rodzinne ciepło, miłość, dobre jedzenie, lecz także w mroźne wieczory i poranki, gęste opady śnieżnobiałego puchu cudownie skrzącego się pod butami w słoneczny dzień. Są jednak kraje, w których ludzie śnieg widzieli tylko w telewizji, a na Sylwestra bez skrupułów kąpią się w ciepłym morzu i opalają na plaży. Jednym z takich miejsc jest Ameryka Łacińska. Dzisiaj, w relacji Joanny i Adama dowiemy się jak wygląda okres świąteczno-noworocznych w Ameryce Łacińskiej.

Joanna

_Gdzie? _Villahermosa, Meksyk

_Kiedy?   _listopad 2012-marzec 2013

Czym się zajmowała? Prowadzenie zajęć języka angielskiego dla młodzieży licealnej oraz studentów; promocja praktyk.

Adam

Gdzie?  Medellin, Kolumbia

Kiedy?   listopad 2013-czerwiec 2014

Czym się zajmował? Prowadzenie zajęć z języka angielskiego, praca w biurze relacji międzynarodowych przy organizacji praktyk zagranicznych.

AIESEC: Święta Bożego Narodzenia, to niewątpliwie bardzo rodzinna uroczystość, nierzadko spędzana w wąskim gronie rodzinnym. Jak Wasze rodziny zareagowały na decyzję spędzania Świąt z obcymi ludźmi na drugim końcu świata?

Joanna: Znajomi i rodzina próbowali mnie odwieść od pomysłu wyjazdu do Meksyku – w ogóle. Zapewniając mnie, że to niebezpieczny kraj i spotka mnie coś niemiłego. Ja natomiast uważam, że nie ma lepszego momentu na poznawanie tradycji i kultury danego kraju jak podczas tamtejszych Świąt i różnych uroczystości. Nie mówiąc o języku, bo to tam tak naprawdę nauczyłam się podstaw hiszpańskiego.

Adam: Moja rodzina, jak zawsze, nie przyjęła mojej nieobecności w domu rodzinnym w czasie Świąt. Oczywiście, brakowało mi bliskich w tym okresie, jednak Święta z moimi przyjaciółmi w Rionegro były jednymi z najwspanialszych w moim życiu i definitywnie najbardziej oryginalnymi.

AIESEC: Czy w Meksyku i Kolumbii ludzie świętują Boże Narodzenie?

Joanna: Jak najbardziej, 24 grudnia jest Wigilia, dzień później Boże Narodzenie. Na dodatek w Meksyku wszystko zaczyna się na długo przed Wigilią. Meksykanie z obchodami Bożego Narodzenia wiążą święto Matki Boskiej z Gwadelupy_ – _patronki państwa. Jest ono dla nich bardzo ważne.

Ciekawe jest to, jak tradycja aztecka przenika się tam z europejską. Przed Bożym Narodzeniem obchodzi się Posadę, to dla Meksykanów okazja do rodzinnych spotkań, praktykowanych przez 9 wieczorów na pamiątkę 9 miesięcy ciąży Maryi. Poza tym miasta przyozdabiane są w tym okresie podobnie jak u nas_ – _światełkami, szopkami i choinkami. Oraz typowymi dla tamtego obszaru kwiatami – gwiazdą betlejemską. Brakowało śniegu, ale mimo wszystko atmosfera świąteczna było odczuwalna dookoła.

Adam: Święta w Kolumbii obchodzone są z dużo większą pasją i zaangażowaniem niż w Polsce. Właściwie to trwają one miesiąc.

AIESEC: Czy przygotowania świąteczne i przebieg świąt wyglądają podobnie do tych w Polsce? Co Was najbardziej tam zdziwiło i zaskoczyło?

Joanna: Meksykanie na każdym kroku pozwalali mi czuć się jak u siebie w domu. Mimo bariery językowej nawiązywałam z nimi kontakt używając podstawowych słów i gestykulacji Wzajemnie próbowaliśmy swoich potraw tłumacząc z czego są wykonane. Meksykanie łatwo nawiązywali kontakt i chętnie pomagali w potrzebie.

Wigilia wygląda podobnie do naszej_ – wieczorem cała rodzina gromadzi się przy zastawionym stole, każdy przychodzi z przygotowaną wcześniej potrawą. Zaczyna się późnym wieczorem, na dodatek tam po prostu nikt się nie spieszy, a umówiona godzina wcale nie oznacza, że wszyscy będą na czas przy stole. Zaskoczyło mnie to, że na stole były potrawy mięsne, u nas przecież nie podaje się ich podczas Wigilii. Próbowałam tam potraw mięsnych i tych bezmięsnych na bazie fasoli i kukurydzy (szczególnie smaczne było _tamales) i piłam poncz_ – _podobny do naszego kompotu z suszonych owoców. Oni natomiast próbowali pierogów ruskich. Potraw nie było tak dużo jak u nas i wszystkie podane były w jednym czasie – każdy po prostu wybierał co chciał, było różnorodnie i równie smacznie.

Adam: Najbardziej zaskoczyło mnie jak bardzo rodzinne i radosne są te Święta. Sprzyja klimat, w tej części kraju pogoda przez cały rok właściwie jest taka sama, czyli lato; w miesiącach listopad-luty jest nieco cieplej, niż przez pozostałą część roku. Jako że praktyki rozpoczynałem w styczniu, to przez trzy tygodnie grudnia mogłem obchodzić Święta. Nie będę się tu szczegółowo zagłębiał w tradycje i zwyczaje świąteczno-noworoczne, Kolumbia jest krajem chrześcijańskim i więcej jest podobieństw niż różnic. To co mnie najbardziej urzekło to to, jak bardzo otwarci i radośni są Kolumbijczycy w czasie Świąt. Wyobraź sobie spotkanie rodzinne w średniej wielkości domu, gdzie organizowana jest impreza dla rodziny i krewnych, do tego ich znajomi, partnerzy itd. Wszyscy są mile widziani włączając sąsiadów, co daje 50-60 osób. DJ w garażu, dyskoteka, muzyka na cały regulator. Wszyscy tańczą, w ogródku pali się ognisko i w wielkich garnkach przygotowuje się tradycyjne potrawy. Kolumbijczycy przez cały grudzień się socjalizują, nie pracują za wiele, imprezy rodzinne non stop, do tego dochodzą jeszcze spotkania firmowe. Przeżyłem najbardziej niesamowity grudzień w moim życiu, a atmosfera która wtedy tam panowała sprawiła, że postanowiłem poszukać wolontariatu i zostać tam dłużej. Niesamowity, fantastyczny czas!

AIESEC: Jak Meksykanie i Kolumbijczycy spędzają Sylwestra? Jakie są wspólne elementy tej imprezy z polskim wiwatowaniem na Sylwestra, a co było dla Was niespodzianką?

Joanna: Sylwester spędzony był podobnie jak Wigilia w gronie rodziny i przyjaciół, przy uroczystej kolacji. Zupełnie nie przypominał naszej sylwestrowej zabawy do białego rana. Praktykowany był zwyczaj jedzenia 12 winogron, znany mi już z Hiszpanii_ – _o północy zegar wybijał 12 razy, za każdym uderzeniem musieliśmy zjeść jedno winogrono i pomyśleć życzenie. Nie jest to takie łatwe, bo zegar bije szybko. Ale trzeba przyznać, że przy tylu życzeniach wzrasta szansa na ich spełnienie!

Adam: Sylwester w Kolumbii jest bardzo podobny do tego polskiego. Jedną z ciekawych tradycji jest przygotowywanie kukły, która symbolizuje stary rok. Przed północą kukła zostaje w spontaniczny sposób niszczona, przy użyciu wszelkich możliwych środków. Ma to pomóc w odejściu starego roku i sprawić łatwiejszy start nowemu, coś jak polskie topienie marzanny. W Nowy Rok widać bardzo dużo zmęczonych szaleństwem ludzi śpiących w parkach i na chodnikach, temperatura powyżej 25 stopni nie grozi zamarznięciem.

AIESEC: Z perspektywy czasu, jak wspominacie Święta bez mrozu, śniegu i polskich tradycji? A może jakieś udało Wam się przemycić? 😉

Joanna: Święta ze śniegiem może mają swój urok, ale bardzo przyjemnie było zapomnieć o mrozie i grubych rękawiczkach. Poza tym, na głównym placu w Meksyku (Zocalo) można było pojeździć na łyżwach, pozjeżdżać na sankach z mini-stoku oraz pojeździć skuterem śnieżnym po sztucznym śniegu_ – _a wszystko w krótkim rękawku i trampkach. Myślę, że później bardziej docenia się czas spędzony w gronie własnej rodziny i przyjaciół. Żadna potrawa nie smakuje tak, jak w kraju, z którego pochodzi. Nasze Święta mają wiele wspólnych elementów, przede wszystkim są tak samo rodzinne i syte, a poznawanie nowych tradycji i dzielenie się swoimi zapada w pamięć na bardzo długo.

Adam: Święta, które spędziłem w Kolumbii były jednym z najwspanialszych okresów w moim życiu. Było to bardzo autentyczne doświadczenie, gdyż spędzałem je z kolumbijską rodziną, z którą to również mieszkałem przez ten cały okres i od których bardzo wiele się nauczyłem. W tym roku miałem wielką ochotę znów wybrać się tam na Święta, ale z kilku powodów zdecydowałem spędzić je z moją polską rodziną. W przyszłym roku, jeśli wszystko będzie sprzyjało, wracam. A jeśli chodzi o przemycanie tradycji, to przemyciłem dzielenie się opłatkiem.

Na przykładzie Joanny i Adama po raz kolejny przekonujemy się, że nie taki diabeł straszny, jak go malują i nawet Święta bez śniegu w upalnej pogodzie mogą być świetne i nieść za sobą niesamowicie pozytywne wrażenia.

Na koniec sobie i Wam wszystkim życzę tak magicznej podróży i przygody, jaką przeżyli nasi dzisiejsi bohaterowie. 🙂

Wywiad przeprowadziła: Magdalena Grząś