Czy podróże na pewno kształcą?

Nad tym, wydaje się, nie ma co polemizować. Tylko w jaki sposób? Co takiego jest w podróży, że potrafi ona zmienić człowieka? Próbowałem ostatnio odpowiedzieć sobie na te pytania, głównie dlatego, że sam wybieram się w taką podróż za kilka miesięcy. Postaram się powiedzieć co widzę w niej dla siebie.

Obserwując innych ludzi, szczególnie ludzi, którzy osiągnęli w życiu sukces i tych, którzy zarządzają wiodącymi dzisiaj firmami, stale spotykam się z jedną rzeczą, którą oni potrafią najlepiej. A potrafią pracować z innymi. Potrafią nimi zarządzać i rozumieją ich potrzeby. Wiedzą jak ich motywować, jak zbudować odpowiednie relacje, ale nie dać wejść sobie na głowę. Potrafią rozmawiać, a przede wszystkim słuchać innych. To wszystko udowadnia jak ważne jest rozwijanie w sobie inteligencji emocjonalnej, a przede wszystkim zdolności empatii. Zastanawiam się co mogę zrobić, aby być tak sprawny jak oni.

A skąd bierze się empatia? Co sprawia, że niektórym zrozumienie sytuacji życiowej innej osoby przychodzi naturalnie, a innym dużo bardziej opornie? I czy to jest ich świadoma decyzja, czy wynik tego jak zostali wychowani? Spotkałem się z dwoma spojrzeniami na to, skąd się ona bierze. Jedna mówi o tym, że empatia pochodzi z lepszego zrozumienia siebie. Druga, o tym że zdolność do empatii wynika z tego co przeżyliśmy, czego doświadczyliśmy sami. Po pewnym czasie zrozumiałem, że obie definicje są ze sobą zbieżne.

Doświadczenie to nic innego, jak poznanie siebie w różnych sytuacjach. Każde wyzwanie jest okazją do tego, żeby skonfrontować naszą wiedzę z nową sytuacją. Niezależnie czy to sytuacja zawodowa czy życiowa. Wyzwania pozwalają nam sprawdzić siebie, bo poddają próbie nasz system wartości i to czy jesteśmy w stanie walczyć o to co sobie założyliśmy. Najłatwiej to porównać do problemów pracy, szkole albo w rodzinie. Łatwiej nam zrozumieć innych, jeśli wcześniej doświadczyliśmy podobnych rzeczy. Podobnie jest z wyzwaniami, które stawiamy sobie sami.

Porywając się na coś większego, robiąc rzeczy których się boisz i stawiając siebie w niekomfortowej sytuacji masz szansę poznać siebie. Każdy lubi spędzać czas miło i przyjemnie mimo tego że ludzie wciąż powtarzają o tym czego by chcieli i gdzie by nie wyjechali. Problem w tym, że wcale tego nie chcą. Chcieliby, gdyby to było prostsze i tańsze i nie wymagałoby wyrzeczeń. To podobnie z drogą do zarobienia pierwszego miliona. Jeśli zapytać ludzi, to okazuje się, że milionerów jest wśród nas na pęczki. Tylko mało kto decyduje się na tę drogę, kiedy zdaje sobie sprawę z tego, jak wiele pracy ona wymaga i z czego muszą w życiu zrezygnować, żeby dysponować takim majątkiem.

Dążę do tego jak rozumieć sens podróży. Bo widzę ją jednocześnie jako fascynującą przygodę i jako wyzwanie. Wiem, że kiedy pojadę i znajdę się w zupełnie innym środowisku, będę miał problem żeby się odnaleźć. Ale może na początku, na tym to polega. W końcu chciałem zmienić spojrzenie i przeżyć kilka miesięcy tak, jakbym tam zamieszkał – spróbować żyć i myśleć w kategorii innego kraju, społeczeństwa.

Na pewno będę tęsknić, będę zastanawiać się czemu chciałem się wyrwać na tak długo. Ale liczę na to, że całe przedsięwzięcie mi to wynagrodzi. Że po 2 tygodniach zacznę myśleć inaczej i czerpać radość z tego, że dowiaduję się nowych rzeczy i poznaję nowych ludzi. Że robię to, czego zawsze chciałem, jestem w miejscu, w którym wcześniej nie był nikt z moich znajomych. Wiem też, że jeżeli bym zrezygnował to zawsze będę mieć do siebie żal i będę zazdrościć ludziom, którzy widzieli więcej niż ja. W końcu liczę na to, że cała podróż mnie zmieni i otworzy mi ścieżki, których wcześniej bym nie dostrzegł, gdybym nie spojrzał z innej perspektywy. Czy się mylę?

Autor: Mariusz Laszko