Praktyki same mnie znalazły

Zimni Finowie, gorące sauny i praca, która przyszła do niego… sama. Tomek Fenczyszyn to kolejna postać, która opowiedziała nam o swoim pobycie na zagranicznych płatnych praktykach pod szyldem Global Talents. Oto jego historia.

Kiedy i dlaczego postanowiłeś wyjechać na praktyki Global Talents?

– Wyjechałem po skończeniu inżynierki na kierunku automatyka i robotyka w Gdańsku. Postanowiłem, że wyjadę, bo trochę znudziły mi się studia, chciałem zobaczyć, jak to wygląda w praktyce, poza tym nie byłem pewien czy dobrą ścieżkę wybrałem, czy na pewno powinienem się w tym kierunku rozwijać. Chciałem trochę popracować i potem zdecydować, gdzie będę uczyć się dalej.

Jak więc znalazłeś się we Wrocławiu?

– To jest cała historia! Okazało się, że firma, w której pracowałem w Finlandii, planuje „ekspansję na Polskę”. Z założenia szukali praktykanta z naszego kraju, po to, żeby potem zatrudnić go tutaj w polskim biurze. Kiedy zaczynałem, w kwietniu zeszłego roku, były w nim tylko cztery osoby, jak przyjechałem w październiku po praktykach zespół liczył już jedenaście i na stałe zaproponowano mi współpracę.

Gdzie mieszkałeś w Finlandii?

– Miasto nazywało się Jyväskylä, 300 km na północ od Helsinek. Nie za duże, liczące około 100 tysięcy mieszkańców, głównie studentów. Ja byłem tam 4 miesiące, akurat w lecie, więc było trochę opustoszałe.

Czym kierowałeś się w wyborze praktyk?

– Wybór Finlandii to był przypadek. Miałem kilka pól, w których chciałem się sprawdzić. Albo w automatyce – związanej ze studiami, albo w informatyce, bo myślałem o przekwalifikowaniu się, dlatego, że rynek w tej dziedzinie jest dużo szerszy. Brałem też pod uwagę opcję nauczania języka angielskiego. Cokolwiek by się nie trafiło w tych kategoriach, to byłbym chętny. Dlatego bardziej patrzyłem na warunki, jakie proponują. Akurat w moim wypadku było tak, że praktyki znalazły mnie – to Finowie potrzebowali kogoś o tym profilu z Polski i odezwali się do mnie przedstawiciele AIESEC z Jyväskyli i zaproponowali, żebym przyjechał. Przeszedłem proces rekrutacji i udało się. Wcześniej nie podróżowałem i chciałem ruszyć gdzieś w Europę, gdziekolwiek. To był mój pierwszy wyjazd.

Finland 2014 082

Czy miałeś jakieś obawy?

– Wcześniej mieszkałem z rodzicami, więc to było takie „wyrwanie się” z domu, „na swoje”. Wszystko musiałem sam ogarniać. W końcu życie na własną rękę – trzeba było ugotować sobie obiad, zrobić wcześniej zakupy, bo w niedzielę wszystkie sklepy są zamknięte… Z drugiej strony o język się nie bałem, bo wiedziałem, że mój angielski jest całkiem dobry, a w Finlandii wszyscy go znają, więc nie będzie to problemem. Nie wiedziałem, czy zdołam kogoś poznać, bo Finowie są nieśmiali, ja też do mega śmiałych nie należałem. Nie byłem pewien, czy w razie problemów będę miał się do kogo zgłosić, dlatego wyjeżdżałem z Aiesec, bo wiedziałem jak ta organizacja działa i miałem ten komfort, że wiedziałem, że zawsze mam kogoś, kto przyjdzie mi z pomocą. Jednak żadnych sytuacji kryzysowych nie było. Ale pomogli mi, chociażby w znalezieniu mieszkania.

Na jakim stanowisku pracowałeś?

– Oficjalnie jako Junior Java Developer, ale okazało się, że pracowałem na trochę innej płaszczyźnie i zajmowałem się głównie rozwojem stron internetowych – Java EE, Java Script, HTML. Cały pierwszy miesiąc miałem szkolenia z obsługi specjalistycznego oprogramowania IBMu, których jako student nie miałbym okazji nigdzie przećwiczyć. Solidna nauka, a potem zadania.

Firma Descom, w której były moje praktyki, zajmuje się tworzeniem portali i sklepów internetowych, głównie dla dużych klientów. Jak byłem w Finlandii pracowałem dla SGroup, właściciela największej sieci hipermarketów, 150 tysięcy pracowników, robiliśmy im intranet – takiego powiedzmy wewnętrznego facebooka, narzędzie do komunikacji wewnętrznej.

Jak przyjęli cię koledzy z pracy? Jaka panowała tam atmosfera?

– Finowie to specyficzny naród, bardzo zamknięty w sobie. Informatycy to w ogóle raczej ciche osoby, nietowarzyskie, a jeszcze do tego fińscy informatycy to już skrajność! Na początku nie mogłem się przystosować, że Finowie nie podają sobie ręki na powitanie, robią to tylko, gdy kogoś poznają. Potem jest tylko „cześć-cześć” i na tym się kończy. Dla mnie było to niespotykane i szczerze mówiąc po tych 3-4 miesiącach zaczęło mi to doskwierać.

Nie była to supertowarzyska praca, raczej każdy siedział za swoim komputerem. Ale jeśli chodzi o menadżerów czy kadrową, która się mną zajmowała to jestem bardzo zadowolony. Wspierali mnie, mówili, żebym się nie przejmował, że czegoś nie umiem. Mieli świadomość, że jestem tylko praktykantem i mogę czegoś nie potrafić zrobić. Trochę inne podejście do pracy. Są takim narodem „żyj i daj żyć innym”, nie narzucają się, unikają kontaktu, ale mają duży szacunek dla pracy innych, i to widać. W całym społeczeństwie – ludzie np. nie denerwowali się, gdy przy dużej kolejce kasjerka w supermarkecie wychodziła do toalety, wszyscy spokojnie stali, nikt się nie denerwował. W mojej pracy też – „spokojnie, nic się nie śpiesz”.

Jak wyglądało tam twoje życie codzienne?

– Pracowałem na pełny etat, ale praca była zadaniowa. Godziny pracy były luźne, mogłem przyjść na 8 albo 11, nikt nie robił problemu. Ale jakieś ramy ogólne były, przeważnie od 9 do 17. Poza tym to było najcieplejsze lato w Finlandii od 50 lat, więc korzystałem z tego. Na terenie miasta były trzy jeziora. Trochę żyłem jak na wczasach. Po tygodniu pobytu kupiłem rower, robiłem wycieczki. Oczywiście nie zapominajmy o saunie fińskiej. To nie jest jakiś stereotyp, ludzie w małych łazienkach potrafią mieć saunę dla dwóch osób. Mieszkałem w miasteczku akademickim i tam rotacyjnie każdego dnia w innym akademiku była sauna otwarta. A to jest takie miejsce, gdzie Finowie są najbardziej rozmowni, gdzie najlepiej się dogadują. Więc jeśli poznać jakiś ludzi, to właśnie tam. Najwięcej przyjaźni zawiązałem z przedstawicielami fińskiego AIESEC, nadal utrzymuję z nimi kontakt.

Spędzałem też weekendy na południu Finlandii, byłem m.in. w Helsinkach, Lahti, Tampere. Niestety nie udało mi się dojechać do Laponii, bo kwestie transportu są dość skomplikowane – nie ma tam, czym dojechać. Ale byłem też w Parku Narodowym Torronsuo, jeśli chodzi o takie atrakcje naturalne.

A jakie zauważyłeś różnice między Polakami a Finami?

– Ich podejście – ciche i bardzo tolerancyjne – to jest największa różnica, a z czasem bardzo odczuwalna. Mają taką „profesjonalną grzeczność” w biznesie, stosunkach klient -sprzedawca. Są pomocni, otwarci, grzeczni. Nie ma pojęcia „niezręcznej ciszy”. Wkręciłem się w grono znajomych, którzy znali się dość długo i milczeli też dosyć długo, a nikomu to nie przeszkadzało. To taki standard – bardziej liczy się spędzanie z kimś czasu niż rozmowa. Ale to trzeba się przyzwyczaić.  A ten ich dystans widać nawet w infrastrukturze, gdzie domy są znacznie oddalone od siebie. Nawet w barach, stoliki są rozstawione w większej odległości niż u nas. Finowie są też bardzo wysportowani, sprawiają wrażenie bardzo zdrowych. I cieszą się jak dzieci każdą chwilą słońca, po tej ich długiej zimie. Dieta jest dość polska, ale jedzą więcej ryb. I czasem mają na obiad mięso renifera albo niedźwiedzia. Ogólnie było tam tak sielankowo i spokojnie.

Jakie korzyści daje wg ciebie wyjazd na praktyki Global Talents?

– Upewniłem się, że podjąłem odpowiednią ścieżkę studiów i jestem w stanie poradzić sobie w pracy nie tylko tutaj, ale i w zupełnie innym środowisku.  Zyskałem dużo pewności siebie, zobaczyłem, że gdzie mnie życie nie rzuci, będę w stanie sobie  poradzić. I to, że od razu dostałem propozycję dobrej pracy we wrocławskim oddziale, to zupełnie inna perspektywa. Teraz studiuję na innym kierunku, wyjazd sprawił, że skończę studia trochę później niż rówieśnicy, ale teraz zupełnie inaczej na to patrzę, bo wcześniej się tego obawiałem. Mam pracę, jak studia skończę teraz albo za rok – nie robi mi to różnicy. Poza tym poznałem fińskie podejście do studiowania, widać nacisk na bardziej wszechstronny rozwój. W firmie, w której pracowałem, magistrów można było zliczyć na placach jednej ręki. A pracowało tam 100 osób. Reszta to byli ludzie, którzy trafili na praktyki na pierwszym stopniu studiów, zostali i stwierdzili, że skoro mają pracę, nie jest im to już potrzebne. Odchodzi się od modelu „studia są najważniejsze”. Tam liczą się umiejętności. Studia są dobrze widziane, ale satysfakcja z pracy daje więcej.

Rozmawiała: Laura Piórek

Więcej o Global Talents: http://pwr.aiesec.pl/praktykazglobaltalents