Rady wujka Jobsa: Miej odwagę!

Motywacje, cele, plany to punkty na drodze samorealizacji. Nikt z nas nie jest jednak w stanie przewidzieć, że wszystko uda się tak, jak to sobie zamierzaliśmy. Co wtedy? Co zrobić kiedy coś idzie nie po twojej myśli? Odpowiedzi na te pytania udziela ci dziś Steve Jobs, którego nie trzeba chyba przedstawiać.

Geniusz. Wizjoner. Twórca komputerowego imperium. Człowiek sukcesu. Nie można nie wierzyć w to, co mówi, widząc przebieg jego kariery. W wieku 21 lat założył wraz ze szkolnym kolegą Stevem Wozniakiem firmę Apple, która stała się jednym z największych na świecie producentów komputerów. Wskutek konfliktu w 1985 roku opuścił ją i stworzył firmę NeXT oraz był współzałożycielem studia filmowego Pixar. Po jej przejęciu przez Apple w roku 1996, Jobs wrócił i został prezesem. To spod jego skrzydeł wyfrunęły takie produkty jak iPod, MacBook, iTunes czy iPhone.

Jobs nie raz w życiu się mylił, wątpił i napotykał bariery. Jeśli i wy tak macie, przeczytajcie fragment jego mowy z 2005 roku, kiedy był gościem rozdania dyplomów dla absolwentów uczelni Stanford.

“Prawda jest taka, że nigdy nie ukończyłem studiów. Nigdy wcześniej nie byłem tak blisko ukończenia uczelni, jak podczas dzisiejszej gali. (…)

Zrezygnowałem z nauki w Reed College po pierwszych sześciu miesiącach, jednak pozostałem na uczelni przez następne osiemnaście miesięcy, i dopiero wtedy ostatecznie zrezygnowałem. Dlaczego zrezygnowałem? Ta historia zaczęła się zanim się urodziłem. Moja biologiczna matka była młodą, niezamężną studentką, która zdecydowała się oddać mnie do adopcji. Chciała, żebym był adoptowany przez absolwentów wyższej uczelni. Wszystko było ustalone, abym został adoptowany przez pewnego prawnika i jego żonę. Jednak tuż po moim urodzeniu postanowili, że jednak wolą adoptować dziewczynkę. Moi rodzice, którzy byli na liście oczekujących, dostali w środku nocy telefon z pytaniem “mamy nieoczekiwanego chłopca, czy go chcecie?”. Chcieli, odpowiedzieli “oczywiście”. Moja biologiczna matka zorientowała się, że mama nigdy nie skończyła studiów, a ojciec nigdy nie skończył szkoły średniej. Odmówiła podpisania ostatecznych dokumentów adopcyjnych. Ustąpiła dopiero kilka miesięcy później, gdy moi rodzice przyrzekli jej, że pewnego dnia wyślą mnie na studia. Tak też się stało. Siedemnaście lat później poszedłem na wyższą uczelnię.

Jednak naiwnie wybrałem szkołę, która była prawie tak droga jak Stanford i wszystkie oszczędności moich rodziców szły na finansowanie mojej edukacji. Po sześciu miesiącach nie mogłem dostrzec żadnych efektów i nie miałem pojęcia co chciałem robić w życiu, ani jak studia mogłyby mi w tym pomóc. Marnotrawiłem pieniądze, które moi rodzice oszczędzali przez całe życie. Dlatego zdecydowałem się zrezygnować, wierząc, że wszystko się jakoś ułoży. Był to trudny czas, ale patrząc z perspektywy, była to jedna z najlepszych decyzji jaką kiedykolwiek podjąłem. W momencie, w którym zrezygnowałem, mogłem przestać chodzić na obowiązkowe zajęcia, które mnie nie interesowały i zapisać się na te, które zapowiadały się ciekawie. Ale tak jak powiedziałem, nie były to łatwe czasy. Nie miałem pokoju w akademiku, wiec spałem na podłodze w pokoju znajomych. Zwracałem butelki po Coca-Coli za 5 centów kaucji, żeby kupić jedzenie. W każdą niedzielę chodziłem siedem mil na drugą stronę miasta, aby zjeść przyzwoity posiłek w świątyni Hare Krishna – uwielbiałem to. Wiele rzeczy, do których wtedy doszedłem przez ciekawość czy intuicję, okazały się bezcennymi doświadczeniami w późniejszym okresie. Pozwólcie, że dam wam przykład.

Reed College oferował chyba najlepszy w tamtym czasie w kraju kurs kaligrafii. W całym kampusie, każdy plakat, każda etykieta na szafie były pięknie ręcznie kaligrafowane. Ponieważ nie musiałem uczęszczać na obowiązkowe zajęcia, postanowiłem zapisać się na kaligrafię, aby nauczyć się, jak to się robi. Dowiedziałem się tam o czcionkach szeryfowych i bezszeryfowych, o zmiennych odstępach pomiędzy kombinacjami różnych liter, oraz o tym co cechuje doskonałą typografię. Było to piękne, historyczne oraz subtelne w sposób, w jaki nauka nie potrafi tego uchwycić. I to mnie zafascynowało. W żaden sposób nie liczyłem, aby którakolwiek z tych rzeczy znalazła kiedyś praktyczne zastosowanie w moim życiu. Jednak dziesięć lat później, gdy projektowaliśmy pierwszy komputer Macintosh, wszystko to do mnie powróciło. Zastosowaliśmy wszystkie te zasady w Macu – to był pierwszy komputer z piękną typografią. Gdybym nie zapisał się na ten kurs podczas studiów, Mac nie miałby wielu wzorów fontów, czy też proporcjonalnie rozmieszczonych znaków. A ponieważ Windows tylko kopiował Maca, prawdopodobnie żaden komputer osobisty by ich nie miał. Gdybym nie zrezygnował ze studiów, nie zapisałbym się na zajęcia z kaligrafii, komputery osobiste mogły by nie mieć pięknej typografii, którą posiadają. Oczywiście niemożliwe było połączenie tych zdarzeń patrząc w przyszłość, w czasie gdy byłem na uczelni. Ale było to bardzo, bardzo wyraźnie widoczne, patrząc z perspektywy 10 lat wstecz. Powiem jeszcze raz – nie można łączyć punktów patrząc w przyszłość, można je jedynie połączyć patrząc wstecz. Trzeba więc ufać, że w jakiś sposób punkty połączą się w przyszłości. Musicie w coś wierzyć: Boga, przeznaczenie, życie, karmę, cokolwiek. Ponieważ wiara, że punkty w przyszłości się połączą, da wam pewność, żeby postępować zgodnie z głosem serca, nawet jeśli zawiedzie was poza wyznaczone szlaki”*.

Nic dodać, nic ująć. Steve Jobs 9 lat temu mówił to do studentów z uniwersytetu w Stanford, dziś mówi to do ciebie. Czy nie zabraknie ci odwagi, żeby zaryzykować?

Autor: Laura Piórek

*fragment przemówienia pochodzi ze strony youtube.com