Posts

5 powodów, dla których warto wyjechać na zagraniczną praktykę

Podczas praktyk nie musisz parzyć kawy i obserwować fascynującej ściany, możesz aktywnie działać i mieć wpływ na rozwój przedsiębiorstw. Umożliwi Ci to wyjazd na międzynarodowy program praktyk profesjonalnych.

gt

1. Profesjonalny rozwój w międzynarodowym środowisku

Przetestuj swoje umiejętności, pomysły i możliwości w odmiennych uwarunkowaniach kulturowych. Dzięki temu będziesz lepiej przygotowany do przyszłej kariery, niż osoby, które podczas praktyk parzyły kawę.

2. Wykorzystanie umiejętności w praktyce

Podczas praktyk w ramach naszego programu będziesz miał szansę aktywnie działać, dzięki czemu wykorzystasz swoje talenty w praktyce, a co ważniejsze – nabędziesz również nowe umiejętności.

3. Zdobycie doświadczenia

Zagraniczne praktyki pozwolą Ci na nabycie doświadczenia podczas pracy w międzynarodowym środowisku.

4. Poznanie innych kultur

Międzynarodowe praktyki to nie tylko praca w zagranicznej firmie, to również czas na poznanie innej kultury – choćby podczas wykonywania obowiązków czy weekendowych wypadów za miasto.

5. Niezapomniane przeżycie

Wyjazd do nieznanego miasta, praca w nowej firmie, codzienne życie w innej kulturze – te wszystkie czynniki składają się na niezapomniane przeżycie jakim jest wyjazd na zagraniczne praktyki.

AIESEC realizuje międzynarodowy program praktyk profesjonalnych, Global Talent, który umożliwia młodym ludziom zdobycie umiejętności przydatnych w kształtowaniu przyszłej kariery. Od Twojej podróży do kariery dzielą Cię tylko trzy kroki!

Aplikuj już dziś na aiesec.pl/praktyki!

5 powodów, dla których warto wyjechać na zagraniczny wolontariat

Zbliżają się wakacje, a to doskonała okazja do podróży, znikają bowiem wymówki o braku czasu. A gdyby by tak podróż połączyć z wolontariatem? Wyjeżdżając na wolontariat, masz okazję zrobić nie tylko coś dla siebie, ale i dla innych.

gc

1. Rozwój umiejętności językowych

Nic tak nie pomaga w doskonaleniu umiejętności językowych jak wyjazd zagraniczny. Pobyt w obcym kraju zmusza do mówienia w obcym języku, a po pierwszym stresie przychodzi pewność siebie. Po powrocie poza wspomnieniami będziesz mógł czerpać z tego same korzyści.

2. Bogate i intensywne doświadczenie

Jeśli chcesz przeżyć przygodę swojego życia, to wyjazd na wolontariat będzie idealnym rozwiązaniem. Podczas wyjazdu trwającego kilka tygodni zyskasz nowych przyjaciół, zdobędziesz bogate doświadczenie i wspomnienia na całe życie.

3. Poznanie nowych ludzi w międzynarodowym środowisku

Lubisz nawiązywać nowe znajomości? Podczas wolontariatu poznasz mnóstwo nowych ludzi, z którymi masz szansę zaprzyjaźnić się na całe życie.

4. Poznanie swoich mocnych i słabych stron

Wyjazd na wolontariat pozwoli Ci sprawdzić w praktyce wszystkie swoje zalety, które znałeś, a także pozwoli na poznanie tych nieodkrytych.

5. Zwiedzenie kraju

Podczas wyjazdu będziesz mógł poznać nowy kraj, zwyczaje ich mieszkańców, jak również rytm ich codziennego życia. Dzięki takiemu kontaktowi poznasz kraj od innej strony niż zwykli turyści.

AIESEC realizuje międzynarodowy program wolontariatów, Global Volunteer, który umożliwia młodym ludziom rozwój osobisty, dzięki wolontariatom wspierającym Cele Zrównoważonego Rozwoju ONZ.

Wejdź na Global Volunteer już w te wakacje!.

Ja liderem?

Liderem się człowiek rodzi czy może stać się nim z czasem? Co sądzi o tym Patrycja, studentka filologii angielskiej, która dołączyła do AIESEC dwa miesięce temu? Przekonajmy się.

Nie jestem typem lidera. Lubię działać, być w ruchu, lubię podejmować nowe wyzwania. Nie raz, nie dwa zdarzyło mi się wystąpić publiczne, czy stanąć na czele projektu. Potrafię słuchać, podobno całkiem niezły ze mnie doradca. Ale przecież jestem nieśmiała, prawda? A wokół mnie jest mnóstwo osób, które wiedzą więcej i są zwyczajnie lepsze. Ja się do tego nie nadaję, nie ma szans.

Mogę pracować z dzieciakami w ramach wolontariatu albo nadzorować tworzenie gazetek teatralnych; potrafię koordynować pracę zespołu i improwizować podczas przemów. Nigdy jednak nie postrzegałam siebie inaczej, niż nieśmiałej dziewczyny, która owszem, robi wiele, ale z pewnością nie jest „przebojowa”. Taki zaś powinien być lider, czyż nie? Pierwszym skojarzeniem jest przecież geniusz, który porywa tłumy.

AIESEC uświadomił mi, że byłam w błędzie. Że liderem jest każdy, kto wywiera wpływ na otoczenie, nawet jeśli składa się na nie tylko mama, najbliższa przyjaciółka i pani z warzywniaka. Bo jeśli ja wpłynę na trzy osoby, a każda z nich na kolejne trzy, które przekażą ideę dalej, to krąg ten znacząco się powiększy. Oczywiście cudownie byłoby przekonać do swoich racji tysiące osób za  jednym zamachem; poniekąd jednak właśnie to robi AIESEC. Studenci ze 127 krajów na całym świecie krok po kroku dążą do jasno wyznaczonego celu, wierząc, że wspólną pracą są w stanie osiągnąć wszystko.

Jak więc trafiłam do organizacji, skoro nie w głowie mi liderstwo? Pewnego dnia zaczęłam szukać możliwości wyjazdu za granicę na wolontariat i tak strona po stronie trafiłam na program Global Citizen. Tego samego wieczora natknęłam się także na zdjęcie znajomej w towarzystwie praktykantów z Azji oraz informację o otwartej rekrutacji i poczułam, że to nie jest tylko zbieg okoliczności. Potem jeszcze tylko spotkanie informacyjne i już wiedziałam, że ja też chcę spróbować swoich sił. Aplikacja, zadanie grupowe, rozmowa kwalifikacyjna, aż w końcu telefon –udało się! Z mieszanką ekscytacji i przerażenia pojechałam na konferencję lokalną, by wrócić z poczuciem, że to jest to.

Mój staż w AIESEC nie jest długi, lecz pewne pozytywne zmiany z nim związane nastąpiły niemal automatycznie. Wyobrażacie sobie studiować filologię angielską, a jednocześnie oblewać się zimnym potem na samą myśl o użyciu języka Wyspiarzy w towarzystwie cudzoziemców? Nadal rugam siebie za popełniane błędy, wiem jednak, że tak naprawdę nie poprawność językowa jest najważniejsza, a sam kontakt z drugim człowiekiem. Bo to właśnie od siebie nawzajem możemy nauczyć się najwięcej.

Obecnie działam w projekcie Global Talents i zajmuję się wysyłaniem ludzi na praktyki za granicę, dzięki czemu nie tylko rozwijam swoje umiejętności miękkie, ale także pomagam spełniać czyjeś marzenia. Przygotowuję się również do wyjazdu na wolontariat, podczas którego będę uczyła dzieci i młodzież języka angielskiego. Wiem, że gdyby nie AIESEC pewnie drzwi zostałyby dla mnie zamknięte jeszcze przez długi czas. Jeśli więc jesteś osobą, która lubi robić coś więcej, ale tak jak ja wcześniej, nie do końca wierzy w swoje umiejętności – aplikuj.

Być może dowiesz się, że jesteś materiałem na niezłego lidera.

Jesteś zdecydowany podjąć wyzwanie? Zaaplikuj do AIESEC na: kato.aiesec.pl/rekrutacja

Patrycja, studentka Filologii Angielskiej

IMG_8172

Doświadczenie zmieniające życie

20160312_122641

Dzisiejszą relację zacznę od opowiedzenia co działo się u mnie przez ostatni weeekend. W piątek wraz ze znajomymi z pracy odwiedziliśmy lokalną restaurację, która słynie ze swoich steków. Mięso było wyśmienite, ale co najciekawsze przygotowaliśmy je sobie sami. Mianowicie został nam przyniesiony solidny kawał mięsa, który był pokrojony na cienkie płaty a do tego malutki grill, który był postawiony na środku stołu. Picahna, bo tak nazywała się ta partia wołowiny została moim faworytem, jeśli chodzi o brazylijskie przysmaki. Sobota to czas odwiedzin, udałem się do Sorocaby, miasta oddalonego ok. 100km od Sao Paulo żeby spotkać się z moim przyjacielem. Jak go poznałem? Również skorzystał z możliwości jakie oferuje AIESEC i przyjechał do Polski w ramach wolontariatu uczyć polskie dzieci i młodzież swojej kultury i opowiadać o Brazylii. Nie widzieliśmy się dobre 3 lata, jednak zostałem przez niego ugoszczony jak członek rodziny. Już na samym dworcu autobusowym, z którego mnie odbierał doświadczyłem niesamowitego zaskoczenia. Otóż Lucas ubrał koszulkę z biało-czerwonym orłem i napisem POLSKA. Było to niezwykle miłe. Odwiedziliśmy ogród zoologiczny, kilka pięknych parków i restauracji. Lucas zainspirował mnie swoją historią. Opowiadał mi o tym, jak to poczuł się w pewnej chwili bardzo pewnie. Miał pracę, działał w AIESEC jako wiceprzewodniczący oddziału lokalnego w Sorocabie, miał piękną dziewczynę i w ciągu miesiąca stracił wszystko co zostało wyżej wymienione. Prócz tego, że czuł się pewnie, nie udzielał się w organizacji ani w pracy, jednocześnie nie miał czasu dla swojej kobiety. I w ciągu miesiąca pożegnał się ze swoją pracą, stanowiskiem w organizacji oraz dziewczyna go zostawiła. Skłoniło go to do głębokiej reflesji nad sobą i swoim zachowaniem. Dalej pracował w AIESEC, ale przewodniczący o tym nie wiedział, więc można powiedzieć, że pracował w ukryciu.

Robił to, bo wierzył, że ten jego malutki wkład w doświadczenie innych ludzi zmienia jednocześnie jego lokalne środowisko na lepsze, gdyż ludzie poznają ludzi z całego świata, ich problemy oraz kulturę wyjeżdżając na wolontariat bądź praktykę, a jednocześnie pozwala rozwinąć to miasto, uniwersytet, uczelnię, czy firmę, której uczestnicy wolontariatu Global Citizen albo praktykanci Global Talents. Do dzisiaj czuje więź z AIESEC, bo jak mówi wyjazd na wolontariat zmienił jego życie, otworzył mu oczy na wiele problemów jak i niesamowicie go rozwinął. Następnie znalazł jeszcze lepszą pracę, a kiedy go odwiedziłem poznałem jego dziewczynę, z którą planują odwiedzić Polskę. Z pewnością zapomniałem o wielu szczegółach dotyczących tej historii, jednak główny wniosek, który wyciągnął Lucas jest taki, że czasami warto dostać lekcję od życia, aby wyciągnąć wnioski i zmienić swoje podejście oraz zachowanie na lepsze. Niedziela to czas grilla w Sao Paulo, który został zorganizowany przez jednego z pracowników firmy, w której pracuję. Czym różni się grill w Brazylii od tego w Polsce? Przede wszystkim potrawami jak i formą podania. Otóż główym mięsem jest wołowina, do której nie dodawane są żadne przyprawy oprócz soli. Początkowo duży kawał mięsa jest przypiekany w całości na grillu, a potem krojony i grillowany ponownie. Następnie płaty są krojone na drobne kawałki i podawane na środek stołu, tak aby każdy z biesiadujących mógł się poczęstować. Co ciekawe w zanadrzu mieliśmy tylko widelce. Jako dodatek była podana farofa (prażona mąka z manioku), vinegrete (czyli drobno pokrojone pomidory, cebula, papryka, które są zalane sosem winegret) oraz (tutaj uciekła mi nazwa) mieszanka świeżych ziół z dodatkiem pieprzu i soli. Dodatkowo podana była również kiełbasa wieprzowa. Polecam spróbować każdemu smakoszowi grilla w wersji brazylijskiej, bo został przeze mnie odkryty na nowo! Zostały mi już tylko dwa tygodnie w Brazylii i z pewnością postaram się je w pełni wykorzystać. 🙂

A czy Wy jesteście gotowi na doświadczenie w zupełnie nowym środowisku? Więcej o praktykach zagranicznych Global Talents znajdziecie na: kato.aiesec.pl/gtalents

20160312_141607

Bez klaksonu ani rusz!

Moja przygoda w Brazylii powoli dobiega końca, ale planuję jeszcze dużo zobaczyć, przeżyć i doświadczyć!

Na początku przybliżę Wam trochę jak wyglądają samochody i kierowcy w Brazylii. Zacznę od tego, co mnie najbardziej zaskoczyło w kilka godzin po przyjeździe. Brazylijczycy nie biorą sobie za bardzo do serca tego na ile osób jest zarejestrowany samochód. 6-7 osób w 5 osobowym samochodzie (w tym taksówce) to normalna sprawa. Ciekawą rzeczą jest to, że bardzo często można spotkać przyciemnione szyby, oczywiście oprócz tylnych szyb przyciemnione są również te od strony kierowcy i pasażera a zdarza się nawet, że i przednia szyba jest na tyle ciemna ze niemożliwym jest rozpoznanie kierowcy (ta ostatnia szyba w kwestii przepisów prawa nie może być przyciemniona ani trochę, ale znamy już luźne podejście mieszkańców tego kraju do różnego typu reguł i przepisów :). Klakson to niezbędne narzędzie na drogach zarówno w mieście jak i poza nim. Duża ilość motocykli i ich bardzo zwinnego przemieszczania się przez zatłoczone ulice Sao Paulo powoduje, że ich kierowcy sygnalizują swoją obecność i chęć wyprzedzenia samochodów używając natarczywie klaksonu. Klakson służy również do pogonienia na światłach “śpiących” kierowców. Co mnie najbardziej zaskoczyło to kwestia podziękowania (u nas światła awaryjne) za różne wydarzenia na drodze czy tez szlabanach. Otóż w Brazylii również używa się klaksonu! Są to dwa bardzo krótkie sygnały dźwiękowe, którymi dziękujemy za ustąpienie pierwszeństwa czy otwarcie szlabanu. Jeśli chodzi zaś o brazylijskich kierowców to jak wszędzie można spotkać stonowanych i spokojnych oraz szalonych i nieprzewidywalnych. Ja spotykam zdecydowanie częściej tych z grupy szalonych i nieprzewidywalnych. Zaczynając od podwózki przez znajomych, na długich wojażach kończąc. Szybkie wymijanie, hamowanie na ostatni moment, przejeżdżanie na “ciemnym pomarańczowym” to raczej norma. Co więcej jazda po “kilku piwkach” tez jest zupełnie standardową sprawą. Przepisy dotyczące pijanych kierowców są w Brazylii równie restrykcyjne co w Polsce, jednak liczba ludności w stosunku do policjantów i kontroli drogowych pozwala im  czuć się bezpiecznie. Jako ciekawostkę dodam, że mieszkańcy Brazylii używają sztućców odwrotnie niż my w Polsce! Jakież było moje zdziwienie, gdy zorientowałem się że w prawej ręce trzymają widelec a w lewej nóż. Następnie zadano mi pytanie czy jestem leworęczny, skoro jem w ten sposób. Co do zwyczajów i kultury przy stole, raczej nie czeka się na wszystkich biesiadników z rozpoczęciem jedzenia jak i wstania od stołu (ale to wynika najprawdopodobniej z szybkiego stylu życia w ogromnym Sao Paulo). Najpopularniejszymi napojami do obiadu są tutaj świeże soki, najczęściej z pomarańczy bądź limonki, jagody acai zmieszane z sokiem albo dostępny jedynie w Brazylii napój gazowany Guarana, którego smaku nie da się porównać do żadnej występującej w Polsce oranżady.

Czekajcie na więcej, Radek!

Chcecie i Wy poznać zagraniczną kulturę i zwyczaje od kuchni oraz zdobyć nowe doświadczenie zawodowe? Dowiedzcie się więcej o naszych praktykach zagranicznych na: kato.aiesec.pl/gtalents

10647753_10201376626734845_2022924776_n

Brazylijskie zwyczaje okiem Polaka

Mija kolejny tydzień mojego pobytu w Brazylii i zastanawiałem się o czym nowym, a jednocześnie interesującym mogę napisać. Wybrałem zwyczaje, obyczaje i nawyki mieszkańców Brazylii.

Sao Paulo, ogromne miasto, które nigdy nie zasypia. Po rozmowie z wieloma mieszkańcami Sao Paulo okazało się, że dosłownie nikt się tutaj nie urodził. Większość przyjechała tutaj po prostu do pracy, albo ich rodzice przyjechali tutaj do pracy, ściągając resztę rodziny. Sao Paulo to nie miejsce do życia, to miejsce do pracy. Z takim stwierdzeniem spotkałem się już kilkukrotnie i muszę się zgodzić. Jeden z weekendów (jeszcze przed karnawałem) miałem okazję spędzić w Campinas, niewielkim (w porównaniu do Sao Paulo) mieście, które ma około miliona mieszkańców. Mieszkałem w domu, który znajdował się w tzw. “Condominium” czyli zespole domków jednorodzinnych, które swoją drogą są bardzo popularne w Brazylii. Niemniej przyjechałem do Campinas na imprezę nazwaną “Pre Carnival Bloco”. Impreza miała wprowadzić w nastrój karnawałowy i zdecydowanie spełniła moje oczekiwania, mnóstwo ludzi było przebranych w kolorowe stroje, dało się zauważyć, a przede wszystkim usłyszeć, tamburyny i bębny w każdym miejscu parady, a uśmiechnięci ludzie tańczyli i rozmawiali ze sobą bardzo żywiołowo. Kilka ciekawostek na temat Brazylii i Brazylijczyków, to na przykład to, że wszędzie jest na prawdę wielu policjantów, którzy stoją prawie na każdym większym skrzyżowaniu. W brazylijskim prawie zapisane jest, że przechodzenie na czerwonym świetle jest zabronione i można za to dostać mandat. Ale ani policjanci ani reszta obywateli nie respektuje tego przepisu. WCALE. Można zostać potraktowanym klaksonem za przechodzenie na zielonym świetle jak i również przejść na czerwonym świetle, na oczach czterech policjantów i nawet nie zwrócą nam uwagi. Brazylijczycy są bardzo otwarci i kochają się przytulać, strefa przestrzeni osobistej dla nich nie istnieje. Chodzi tutaj o dotykanie, poklepywanie i całowanie na przywitanie (oczywiście w policzek), nawet nowo poznanych osób. Poza tym Brazylijczycy to naród, któremu się nie spieszy. Zarówno jeśli chodzi o kasjerów w supermarketach (w kolejce można stać nawet 30min), jak i o jedzenie lunchu albo bycie punktualnym na umówione wcześniej spotkanie. Kilkunastominutowe spóźnienia to raczej norma (powodem może być bardzo zatłoczone miasto i trudność w dotarciu na miejsce w konkretnym czasie).

Chcecie również Wy osobiście odkryć ciekawostki życia innych kultur? Wyjedźcie z nami na praktyki zagraniczne Global Talents: kato.aiesec.pl/gtalents

Zrobić coś więcej na studiach- to możliwe

     Maciek

       Cześć!

            Mam na imię Maciek i od prawie roku jestem w organizacji AIESEC. Przez tych kilka miesięcy miałem szansę, brania udział w kilku projektach, które są u nas organizowane. Od samego początku mojej przygody w organizacji byłem związany z promocją, a wraz z kolejnymi miesiącami przeniosłem się do projektu Dni Kariery.

Ale na początek chciałbym Wam opowiedzieć jak to się stało, że w ogóle zainteresowałem się właśnie tą organizacją. Przez wiele lat związany byłem z zupełnie innymi rzeczami i nigdy nie myślałem, że podczas studiów będę miał czas i przede wszystkim chęć, by działać w ramach jakiejkolwiek organizacji. Od najmłodszych lat grałem w piłkę nożną i unihokeja i to było TO na co poświęcałem najwięcej czasu i czemu było podporządkowane większość moich decyzji. Przez te wszystkie lata udało się w pewnym stopniu osiągnąć coś z czego mogę być zadowolony, ale niestety jestem też jedną z tych osób, które przegrały w niektórych sytuacjach z własnym zdrowiem, przez co nie do końca udało mi się zrealizować wszystkie swoje plany, które miałem. Wówczas zacząłem także poważniej myśleć o czymś więcej i wtedy do gry weszła grafika komputerowa, a w niedługim czasie później statystyka i systemy gry. Sport, grafika i giełda to właśnie moje największe pasje, z których jedna zaprowadziła mnie do AIESEC.

Dzięki temu, iż grafika komputerowa jest obecna w moim życiu od dłuższego czasu zdecydowałem się, że chcę zrobić coś naprawdę wartościowego i dzięki kilku osobom, zdecydowałem się, że wypełnię aplikację do organizacji. Po pewnym czasie i pozytywnej weryfikacji zostałem przyjęty. Jak już wspominałem wcześniej, zaczynałem od promocji wyjazdów zagranicznych, następnie zostałem koordynatorem lokalnym ds. promocji w Dniach Kariery (dzięki czemu mogłem m. in. stworzyć ogólnopolską szatę graficzną tego projektu) a obecnijestem koordynatorem głównym projektu Dni Kariery Katowice. Projekt, który zapewne większość z Was już kojarzy, a mogło nie wiedzieć, że tak duże wydarzenie organizują STUDENCI tacy jak Wy. Kilkunastoosobowy zespół, który pracuje przez kilka miesięcy, by w ten jeden dzień, przez kilka godzin, umożliwić studentom, firmom i gościom, wzajemny kontakt i szansę rozpoczęcia swojej własnej kariery. Dzięki organizacji takiego wydarzenia mogę sprawdzić się w roli lidera zespołu, mam kontakt z największymi firmami w regionie i nie tylko, a także mogę wziąć na swoją odpowiedzialność wydarzenie w którym udział bierze 5000 osób! Dlatego, jeśli jeszcze nie jesteś pewny tego co chcesz robić podczas studiów, a myślisz o swojej przyszłości, zaaplikuj, przyjdź na rozmowę i przekonaj się czy to właśnie to co pozwoli Ci spędzić wspaniałe chwile z niesamowitymi osobami.

Maciek,

Student Międzynarodowych Stosunków Gospodarczych

Chcesz zrobić coś więcej? Zaaplikuj do AIESEC: kato.aiesec.pl/rekrutacja

P1050755

Wykorzystać czas studiów

Ola

Cześć, mam na imię Ola. Studiuję na Uniwersytecie Ekonomicznym i do marca ubiegłego roku byłam niczym nie wyróżniającą się studentką – uczęszczałam na wykłady, pisałam kolokwia, zdałam swoją pierwszą sesję. Będąc na uczelni zawsze miałam w pamięci, że obiecałam sobie wykorzystać czas studiów najlepiej jak potrafię. Status studenta oprócz wyższego wykształcenia oferuje przecież mnóstwo innych możliwości, które szkoda byłoby zmarnować. Zawsze uważałam, że na wiele mnie stać, ambicji nigdy mi nie brakowało, a chcieć to móc. A chciałam mieć wpływ na swoją przyszłość, wziąć udział w dużym przedsięwzięciu, móc się wykazać… I tak właśnie się zaczęło.

 

Po zdanej sesji szukałam dodatkowego zajęcia, które byłoby dla mnie wyzwaniem. Zdecydowałam, że zacznę od organizacji studenckiej. Podpierając się na lewej ręce scrollowałam nazwy organizacji działających przy mojej uczelni. Wybrałam trzy, które pasowały pod moje kryteria, a spośród nich tą która wydawała mi się najbardziej odpowiednia – AIESEC.

Napisałam aplikację, odbyłam rozmowę kwalifikacyjną i niedługo potem dostałam telefon z gratulacjami. 6 marca wyjechałam na lokalną konferencję, która miała za zadanie przybliżyć nowym członkom działalność organizacji. Poznałam jej kulturę i wartości, bogatą historię i ambitne plany na przyszłość. Ucieszył mnie fakt, że szczególny nacisk kładą na rozwój (poprzez realne działanie!) i liderstwo. Podoba mi się podejście, że Twój wkład jest zauważany, doceniany i zwracany z nawiązką.

Zostałam przydzielona do projektu wymianowego, w którym pomagałam młodym Polakom odbyć praktyki zagraniczne. Pierwszy raz miałam możliwość działania na międzynarodowej platformie, przeprowadzania licznych rozmów rekrutacyjnych, dopasowywania ofert dla zainteresowanych osób i przygotowywania ich do wyjazdu. To jest niesamowite, kiedy pośredniczysz w spełnianiu cudzych marzeń! Jedną z takich osób była dziewczyna, która z moją pomocą wyjechała do Wietnamu uczyć języka angielskiego.

Dzięki projektowi dowiedziałam się, że dział human resources jest tym, w czym chcę się dalej kształcić. Po raptem trzech miesiącach działalności zaaplikowałam na pozycję lidera projektu w obszarze, z którym wcześniej nie miałam styczności. Naszym zadaniem było przyjęcie zagranicznych wolontariuszy i zorganizowanie im wolontariatu w polskich szkołach. Od zawsze podobała mi się międzynarodowa współpraca i chciałam już od razu spróbować czegoś nowego. To było odważny krok, biorąc pod uwagę, że byłam całkiem nowym członkiem i działałam już w jednym projekcie. Jednakże udało mi się i dziś, po około 8 miesiącach dobiega końca już mój projekt.

Closing Gala wykadrowana

Mogę szczerze powiedzieć, że jest to doświadczenie pełne wyzwań. Dochodzi odpowiedzialność za projekt i jego członków. Uczysz się planowania, logistyki i wdrażasz nowe taktyki. Prowadzisz spotkania, integrujesz zespół i nadzorujesz jego pracę. Stajesz się dla kogoś przewodnikiem i uczysz się być wzorem dla innych. Przeżywasz cudowne chwile, gdy wszystko układa się po Twojej myśli i uczysz się działania pod presją oraz szybkiego reagowania, gdy coś wymyka Ci się spod kontroli. Zbliżasz się do swojego zespołu, poznajesz go bliżej i pomagasz mu się rozwijać – dokładnie tak, jak Tobie pomagał kiedyś Twój lider.

W AIESEC niesamowite jest to, że każdy kiedyś zaczynał tak samo. Przewodniczący Twojego oddziału też kiedyś był członkiem jakiegoś zespołu. Działalność projektowa i wspinanie się po szczeblach odpowiedzialności podkręca apetyt na więcej.

Serdecznie polecam AIESEC tym, którzy tak jak ja chcieli wykorzystać czas studiów i wyjść ze strefy “zwykłego studenta”. Być może mój staż w organizacji jest dosyć krótki, ale na pewno jest on intensywny. Serdecznie zapraszam i Ciebie do aplikacji – chętnie poznam nowe osoby, które lubią podwyższać sobie poprzeczkę.

Ola, Studentka Finansów i Rachunkowości

Ola Kraus

Praktyka brazylijską przygodą

Radek grafa

Radek zdecydował się na wyjazd na praktyki zagraniczne Global Talents do Brazylii, gdzie przez najbliższe tygodnie będzie zdobywał doświadczenie w tamtejszym start-upie zajmując się marketingiem międzynarodowym. Przedstawiamy Wam pierwszą relację z jego pobytu w Sao Paulo.

Moja przygoda w Brazylii zaczęła się dość niespodziewanie. Szukałem praktyki w Azji, ale kiedy dostałem odpowiedź z trzech różnych oddziałów AIESEC z Brazylii, że chcą mnie u siebie i nie potrafią się doczekać, zacząłem rozważać tę opcję. Był to prawdziwy strzał w dziesiątkę i to z kilku powodów!

Po pierwsze, ciężko wymarzyć sobie lepszą pogodę na początku stycznia niż solidne 30 stopni Celsjusza w cieniu.

Po drugie, ludzie w Brazylii są niesamowicie uprzejmi i pomocni, co można zauważyć na każdym kroku, czy to w sklepie (gdy widzą, że twój portugalski trochę kuleje), czy też w metrze, gdy nie wiesz do końca gdzie wysiąść i przeglądasz mapę.

20160107_194321

Po trzecie, Sao Paulo to największe miasto Brazylii i piąte co do wielkości miasto na świecie, które jest prawdziwym potworem, ale takim, którego da się okiełznać i dowiedzieć się mnóstwa ciekawych informacji dotyczących kultury i historii i kuchni Ameryki Południowej.

Po czwarte, firma dla której obecnie pracuję to czteroletni startup, który tworzy oprogramowanie edukacyjne na smartfony, tablety i komputery jednocześnie zachęcając młodzież do nauki a przez to poprawiając ich stopnie! Zajmuję się marketingiem międzynarodowym i uruchamiam nowe kanały komunikacji na rynki zagraniczne aby trafić do szkół niemal na całym świecie (tak, marzenia się spełniają, tylko trzeba im trochę pomóc :).

Krótko mówiąc, polecam każdemu kto chce przeżyć przygodę, o której nigdy nie zapomni.  Jestem tutaj 5 dni a już myślę, jaki będzie mój następny cel podróży z Global Talents!

Chcesz i Ty wyjechać na praktyki zagraniczne? Wejdź na: kato.aiesec.pl/gtalents

Przygoda prosto z Indii

Karolina Indie

Jak Karolina opowiada swoją przygodę na wolontariacie w Indiach? Sprawdźcie sami!

“A może wysiąść na najbliższym przystanku i powiedzieć, że nie zdążyłam na samolot?” – Takie były moje myśli, kiedy jechałam autobusem na lotnisko w Warszawie, skąd miałam udać się na program Global Citizen w Indyjskim mieście Dhanbad. W tamtym momencie położyłam na szalę moją ciekawość i wszystkie obawy. A było ich naprawdę było bardzo wiele. W końcu Indie mogą wydawać się nienajlepszym miejscem dla samotnie podróżującej dziewczyny, a ja nie będąc AIESECerem nie byłam do końca pewna na jakie wsparcie ze strony tamtejszych członków będę mogła liczyć. Dzisiaj wiem, że gdybym wysiadła z tamtego autobusu, odpuściłabym sobie najwspanialszą przygodę życia. Członkowie ISM AIESEC Dhanbad okazali się bardzo zaangażowani w swoją pracę i bardzo się jej poświęcali. Dzięki nim mój program był dobrze zorganizowany. Byliśmy zakwaterowani w dwupiętrowym mieszkaniu, przez co zawsze tylko korytarz dzielił mnie od kogoś chętnego do pomocy. Podziwiam zażyłość jaka panuje między tamtejszymi członkami AIESEC i sposób, w jaki dzielą się oni nią z przyjezdnymi. Dzięki temu ani przez moment nie poczułam się tam samotna.

carla en 2

Moją pierwszą myślą po wyjściu z samolotu było: ‘jak ja zniosę oddychanie tym powietrzem przez następne 2 miesiące?’ Mimo późnej nocy było one gorące, a podwyższona wilgotność sprawiała wrażenie ciężkości. Od razu poczułam także zapachy zatłoczonego miasta – kurzu zmieszanego z wonią ostro doprawionych dań.

Indie są krajem przeludnionym, przez co w wielu miejscach bywa tłoczno jak w trakcie dużych koncertów rockowych. Na ulicach piesi przepychają się między samochodami, tuk tukami, skuterami, a także krowami (!). Z opisu może wydawać się to straszne, ale ten rumor nadaje Indiom niepowtarzalny klimat. Dziś już wiem, że jeszcze nie raz będę tęsknić do tego rozgardiaszu, który sprawiał ze życie naprawdę nabierało tempa.

carla en 3

W trakcie pobytu miałam szczęście mieszkać z dwoma bardzo gościnnym hinduskimi rodzinami. Dzięki temu lepiej zrozumiałam tamtejsze obyczaje i wszystkie zależności w społeczeństwie. Uświadomiło mi to, jak silnie tradycja indyjska wpisana jest nawet w ich dzisiejsze nowoczesne życie. Jestem bardzo wdzięczna gospodarzom za wiele wyrozumiałości wobec mnie, gdyż dziewczynie z współczesnej Europy nie zawsze łatwo przychodzi przystosowanie się do lokalnych standardów.

AIESEC dał mi wspaniałą możliwość poznania Indii. Oprócz okazji do zwiedzenia paru świętych miejsc hinduizmu, jak Taj Mahal, Varanasi i buddyjskiej Both Gayi, mogłam przyjrzeć się życiu ludzi w miejscach, gdzie turyści nie docierają. Doskonale wiem, że dla większości mijanych w Dhambadzie ludzi byłam pierwszym człowiekiem z zachodu jakiego spotkali. Po pewnym czasie pogodziłam się z faktem, że zawsze ktoś gdzieś mnie obserwuje lub wyciąga aparat, żeby zrobić mi zdjęcie.

carla en 1

Dla mnie Indie, oprócz przygody kulturowej były wspaniałą podróżą kulinarną. W sercu zapadły mi mocno doprawione potrawy serwowane z tradycyjnym chabbati, różne odmiany mlecznych napojów jak lassi i oczywiście pełne słońca mango oraz inne egzotyczne owoce. Będąc w Indiach nauczyłam się także hinduskiego sposobu jedzenia czyli…. rękami i uwierzcie, tak naprawdę smakuje lepiej!

Moja praca w AIESEC ISM Dhanbad polegała na pomocy w zorganizowaniu wydarzenia dla dzieci z lokalnych szkół. W trakcie naszego eventu rywalizowały one między sobą w 4 konkurencjach: projekty rozwiązań dla gospodarki odpadami i kontroli zanieczyszczeń, twórcze wykorzystanie śmieci, taniec oraz rysowanie.

W trakcie 6 tygodni pracy wraz z Tran z Wietnamu oraz hinduskimi przyjaciółmi odwiedziliśmy mnóstwo szkół, namawiając ich dyrektorów do zezwolenia na promocję wydarzenia w ich placówce. Najwięcej przyjemności sprawiały mi eliminacje wstępne, kiedy dyskutowałam z dzieciakami na temat zaproponowanych przez nich systemów i tego jak ważne jest, byśmy nie byli obojętni na zanieczyszczanie naszej planety.

carla en 4

1 sierpnia kiedy miał miejsce nasz event, czułam satysfakcję, że wszystko idzie zgodnie z planem, jednak zdawałam sobie również sprawę, że oznacza to koniec mojej wielkiej hinduskiej przygody. Tydzień później, po kilku dniowym zwiedzaniu Indii ciężko było uwierzyć, że za kilka dni ludzie, którzy towarzyszyli mi przez ostatnie 2 miesiące znikną z mojego życia i być może już nigdy więcej się nie spotkamy. Powrót do Polski był dla mnie trochę nierzeczywisty. Jedyne co mi teraz pozostało to nadzieja, że któryś z moich hinduskich przyjaciół zdecyduje się kiedyś mnie odwiedzić. Gdyby ktoś zaproponował mi ten wyjazd raz jeszcze – nie zastanawiałabym się ani chwili.

Chcesz wyjechać na wolontariat zagraniczny Global Citizen? Aplikuj na: kato.aiesec.pl/gcitizen