Posts

Miejsce, do którego warto wracać

DSCF1851

Pamiętacie jeszcze widok zapierający dech w piersiach, który kończył pierwszy tydzień? Tak się stało, że kolejny tydzień zaczął się podobnie. Znów odwiedziłam Kanion Matka! Jednak tym razem doskonale wiedziałam czego się spodziewać. Ubrałam więc wygodniejsze buty i wyruszyłam na jeszcze dłuższy spacer wzdłuż kanionu. Niestety i tym razem, pomimo ogromnych chęci, nie dotarłam do samego końca. Ale jest to powód, aby wrócić tam po raz kolejny 🙂

We wtorek zaczął się kolejny tydzień projektu. Byłam bardzo ciekawa czy dzieciaki mnie pamiętają oraz czy nie zapomniały podstawowych informacji o Polsce. Na początku każdych zajęć zrobiliśmy krótkie quizy z podstawowej wiedzy o Turcji oraz Polsce, ponieważ do tej pory dzieci poznały właśnie te kraje. Okazało się, że z ich pamięcią bywa bardzo różnie. Jednak były maluchy, które nie tylko pamiętały moje imię, ale też doskonale wiedziały skąd pochodzę. Mogły też wyrecytować podstawowe informacje o Polsce! Podobnie było z Turcją. Prawdziwi geniusze 😀

skadrowane

Jednak wtorek nie był jedynie pierwszym dniem nowego tygodnia w przedszkolach. Wtorek okazał się również wyzwaniem w innej postaci. Czekało mnie wspinanie się na pobliskie wzgórze Vodno, z którego rozpościera się cudowny widok na Skopje. Uzbrojeni po raz kolejny obowiązkowo w wygodne buty i duże butelki wody wyruszyliśmy na wycieczkę. Szlak prowadził przez las. Co jakiś czas jednak drzewa na chwilę znikały. W tych właśnie miejscach robiliśmy przerwy by nacieszyć oczy widokiem miasta. Bez problemu mogłam już wskazać miejsce gdzie mieszkam, czy też ścisłe centrum Skopje. Po około 2 godzinach dotarliśmy na szczyt, na którym powitał nas przeogromny podświetlony krzyż, który można zobaczyć z każdego zakątka miasta. Po spędzeniu kilkudziesięciu minut na szczycie przyszła pora wracać. Okazało się jednak, że kolej linowa, którą planowaliśmy wrócić na dół już o tej porze nie działała. Niezbyt szczęśliwi musieliśmy wracać w ciemnościach inną bezpieczniejszą trasą, co zajęło nam o wiele więcej czasu. Do domu wróciłam bardzo zmęczona, ale też usatysfakcjonowana!

Pod koniec tygodnia zaczęłam planować kolejny wolny weekend. Jednak choroba pokrzyżowała mi plany. Weekend spędziłam w łóżku nadrabiając zaległości w oglądaniu filmów. Nie jest to wymarzone rozwiązanie na spędzanie czasu na wolontariacie, dlatego też trzymajcie kciuki za mój powrót do zdrowia 😉

Macedonia z polskiego punktu widzenia

11850780_942890962419133_560187327_nSpodziewałam się wysokich temperatur na południu Europy, ale nie aż takich! Macedonia powitała mnie niezwykłym upałem. Wychodząc z lotniska uderzył mnie powiew gorącego powietrza. Na szczęście na lotnisku czekali już na mnie członkowie AIESEC Skopje Matej i Ano. Upał nie był jedyną rzeczą, której się nie spodziewałam. Zaraz po moim przyjeździe udałam się na komisariat policji w celu pewnego rodzaju rejestracji w kraju. Szybko otrzymałam dokument potwierdzający mój pobyt w Macedonii. W następnej kolejności udaliśmy się do mieszkania, które miało stać się moim domem na kolejne 6 tygodni. W mieszkaniu czekał już na mnie Can – praktykant z Turcji. Po jakimś czasie dołączył do nas również Amr z Egiptu oraz Omar z Pakistanu. Sobotnie popołudnie spędziliśmy dość leniwie na dzieleniu się wrażeniami i opowieściami o polskiej, tureckiej, egipskiej, pakistańskiej oraz macedońskiej kulturze. Szybko okazało się, że język macedoński nie jest aż taki trudny i bez większych problemów mogę się domyśleć o czym jest prowadzona rozmowa.

W końcu we wtorek nadszedł wyczekiwany dzień – pierwszy dzień w przedszkolach. Każdego dnia odwiedzam z innymi praktykantami dwie placówki. Naszym zadaniem jest przybliżenie dzieciom naszych kultur, a przy tym nauka języka angielskiego. Podczas prezentacji o Polsce okazało się, że Macedończycy mają podobne potrawy do naszych gołąbków oraz bigosu. Dzieci najbardziej były zafascynowane architekturą największych polskich miast, a także zwierzętami, które możemy spotkać w polskich zoo oraz kolorowym wesołym miasteczkiem. Po przedstawieniu Polski nadszedł czas na długo wyczekiwane zabawy. Najlepiej bawiliśmy się w krzesełka przy polskiej muzyce. Kolejne dni spędziliśmy podobnie. W piątek odwiedziliśmy sierociniec. Ku mojemu zaskoczeniu spotkałam tam dziesięciu wolontariuszy z Polski, którzy pomagają tam wakacje już nie po raz pierwszy.

Dla swobodniejszej komunikacji z dziećmi nauczyłam się kilku najpotrzebniejszych zwrotów po macedońsku. Dzieci były mile zaskoczone słysząc swój język z ust obcokrajowca.

W wolny weekend pojechaliśmy na obrzeża Skopje aby zobaczyć słynny tutaj kanion Matka. Muszę przyznać, że nie spodziewałam się tak zapierającego dech w piersiach widoku! Udaliśmy się na spacer wzdłuż kanionu i za każdym zakrętem obraz był jeszcze lepszy i zaskakujący. Kanion Matka jest miejscem, w którym można nacieszyć się spokojem i pięknymi krajobrazami.11850980_986759034697173_914055275_n

11868747_10153545259561926_2008104247_n klzzwxh:00131klzzwxh:0014

Mój pierwszy tydzień w Macedonii już minął, zaczął się kolejny, który tym razem będzie pod znakiem egipskich piramid.

Wolontariat w Turcji – śladami Zuzy!

Co robiła Zuza, będąc członkiem projektu “Myself My Word”?

O możliwości wyjazdu na wolontariat dowiedziałam się przypadkowo z postu umieszczonego przez znajomego na Facebooku. Już rok wcześniej planowałam taki wyjazd, ale nie umiałam znaleźć nic odpowiedniego dla siebie. Wyjazd do Turcji nie był nawet na mojej liście. W planie uwzględniłam inne kraje, jednak po rozmowach na Skypie z członkami organizacji zmieniłam zdanie, a wyjazd do Turcji jakby wpadł w moje ręce zupełnie niespodziewanie!

DSC00360

1. Doskonalenie języka angielskiego 

Podczas tego wyjazdu byłam odpowiedzialna za przygotowanie i przedstawienie prezentacji na jeden z “globalnych tematów” oraz prezentacje dotyczące mojego kraju dla młodzieży w wieku licealnym. Zajmowałam się także dyskusjami z młodzieżą na różne tematy, przygotowaniem i nadzorowaniem różnych gier( w tym „team building games” i gry słowne). Nie traktowałam tego jak pracę, było to niesamowite doświadczenie. Uczniowie byli dla mnie jak przyjaciele. 4 tygodnie campu miały ogromny wpływ na doskonalenie znajomości językowych, zarówno moich jak i młodzieży. Co jest dla mnie niepowtarzalne, myślałam cały czas w języku angielskim i nawet moje sny nie były po polsku 😉

photo5

Zorganizowaliśmy także FREE HUG day, gdzie podczas jednego dnia miałam okazję przytulić ok. 50 przypadkowo spotkanych ludzi.

photo2

2.Poznanie zupełnie nieznanej kultury 

Wyjazd ten dał mi możliwość zwiedzenia niemalże połowy Turcji, odwiedziłam około 10 różnych miejsc w całym kraju, zobaczyłam niesamowite widoki, zabytki. To także możliwość poznania kultury i tradycji. Wraz ze studentami i innymi wolontariuszami odbyliśmy wiele ciekawych rozmów na temat tradycji, kultury, wierzeń. Jestem teraz bogatsza w nowe doświadczenia i wiedzę o innych ludziach z różnych zakątków świata. Pomimo tak wielkich różnic stworzyliśmy cudowny zespół, który cały czas się rozwijał i starał się być jak najbardziej efektywny.

DSC00323

3. Obalenie stereotypów 

Dałam się nieźle zaskoczyć przepyszną kuchnią turecką. Obaliłam stereotypy związane z tym krajem. Pozytywnie zaskoczyły mnie np. autokary (obsługa w postaci serwowanych przekąsek i napojów jak w samolocie oraz możliwość słuchania muzyki, oglądania filmów przy każdym fotelu na innym ekranie)  oraz pociągi jeżdżące z prędkością aż 260 km/h.

Także Yellow House( biuro AIESEC Ankara) stał się dla mnie drugim domem, gdzie ludzie spotykają się by pracować, a także razem imprezować. Miejsce gdzie każdy jest otwarty i często można spotkać ludzi z całego świata.

4. Życzliwość ludzi

Nie przypuszczałam wcześniej że tamtejsi ludzie mogą być tak ciepli, życzliwi i pomocni. Spotkałam się bardzo często pomocą nieznajomych osób spotkanych po prostu na ulicy.

Wyjazd ten dał mi niesamowitą energię, dużo zabawy poprzez tańce (nawet w publicznych miejscach), pozwolił mi przełamać bariery, wyjść z mojej strefy komfortu. Odkryłam wiele nowych rzeczy, w tym także poznałam bardziej siebie. A co najważniejsze poznałam ludzi, z którymi rozumiem się doskonale. Chociaż minęło już trochę czasu, z niektórymi z nich miałam okazję się spotkać i wciąż utrzymujemy kontakt.

Mogłabym opowiadać godzinami o niesamowitych przygodach, które mnie tam spotkały, o ludziach, a także o mojej pracy wolontariusza i o tym jak to wszystko zmieniło moje życie. Na pytanie czy warto jechać jest tylko jedna odpowiedź, TAK! Spróbuj a przekonasz się sam.

Nie czekaj!  Wyjedź do Turcji !

Zuza, studentka Uniwersytetu Śląskiego ; )

Polka w Chinach

„O programie Global Volunteer dowiedziałam się z plakatu. Od dawna chciałam sprawdzić się jako wolontariusz, a dodatkowo wizja zwiedzenia kawałka świata spowodowała, że zdecydowałam się aplikować.

Początkowo, gdy zaczynałam szukać mojego pierwszego, wymarzonego wolontariatu nie brałam pod uwagę opcji wyjazdu do Chin zbyt poważnie. To przecież taaaaaaak daaaaaleko. Z czasem, przeglądając coraz to ciekawsze oferty, dedykowane właśnie wyjazdom do krainy smoka zmieniłam zdanie. Okazał się to wspaniały wybór, pełen niezapomnianych przeżyć, a wcześniejsze obawy przestały mieć znaczenie już po pierwszych dniach.

photo5

Wyjechałam do miasta Chongqing (środkowe Chiny), leżącego nad rzeką Jangcy i z pewnością jednego z najgorętszych miejsc w całych Chinach. Faktycznie temperatura oscylowała zazwyczaj w okolicach 40 st.C. Dopełnieniem diabelskich temperatur okazała się nieziemsko ostra kuchnia i eksplozja zadziwiających smaków. Bariera językowa (ni w ząb chińskiego) okazała się nie tak straszna jak się może wydawać. Podstawa to słowa-klucze, język migowy oraz słownik angielsko-chiński w telefonie. W większości restauracji funkcjonuje również system obrazkowy więc całkiem łatwo jest się dogadać.

Co do wolontariatu to podzielony był na dwie części – „Human Library” oraz „Dare To Dream”. Przez pierwsze 2 tygodnie moja praca jako wolontariusza polegała na prowadzeniu spotkań (głownie w bibliotekach, księgarniach i szkołach językowych) by dzielić się swoim doświadczeniem, kulturą kraju z którego pochodzę i przy okazji dać możliwość do rozmowy na pokrewne tematy. Spotkania były otwarte dla każdego. Celem było zainspirować młodych ludzi, a przy okazji potrenować angielski. Przez kolejne 2 tygodnie wolontariat odbywał się w okolicznej, bardzo biednej wiosce. Głównym naszym zadaniem była nauka języka angielskiego . Uczyliśmy dzieci w wieku od 8-15 lat. Oprócz tego prowadziliśmy wiele zabaw i warsztatów by również w pewien sposób zainspirować dzieciaki.

photo4

Po zakończeniu wolontariatu, resztę czasu, spędziłam podróżując po kraju wraz z jedną z wolontariuszek. Udało nam się zwiedzić miasto Xi’an, słynną Terakotową Armię, Pekin oraz Wielki Mur Chiński. Rada dla tych którzy myślą o wolontariacie w Chinach i również o późniejszym zwiedzaniu: czas wakacyjny to migracje wszystkich Chińczyków. Kupno biletu na pociąg (mowa tutaj o miejscu w wagonie sypialnym) jest dość trudne. Wyprzedane są zazwyczaj już w pierwszych dniach sprzedaży. Pomocne jest konto w chińskim banku – wtedy z łatwością można kupić bilety przez Internet.

W Chinach czas płynie w zawrotnym tempie. 40 dni minęło szybciej niż się tego spodziewałam i nieubłaganie nadszedł czas powrotu. Z nadzieją czekam na kolejny wyjazd z programu Global Volunteer w przyszłym roku. Polecam każdemu!”

Noemi Macura – Politechnika Śląska w Gliwicach

Festiwal “Palio di San Floriano”

*T*ydzień pracy rozpoczęty dopiero w środę po powrocie z Bolonii był bardzo krótki i intensywny. Pracy przybywa, gdyż termin zakończenia naszych raportów zbliża się nieubłaganie. W międzyczasie w naszym mieszkaniu pojawiła się kolejna osoba, jednak tym razem jej przyjazd nie był już dla nas niespodzianką. Do projektu AIESEC University dołączyła Anchita z Kanady, wnosząc do naszego zespołu wiele pozytywnej energii.

SONY DSC

Ostatni weekend postanowiliśmy również spędzić poza miastem, a do wyboru miałam dwie możliwości – wycieczkę do Verony i Wenecji lub średniowieczny festiwal Palio di San Floriano w pobliskiej miejscowości Jesi. Po ostatniej wycieczce tym razem zdecydowałam się na niskobudżetową opcję i razem z Giuliettą i Carstenem w sobotnie popołudnie ruszyliśmy na odbywające się co roku średniowieczne wydarzenie. W Jesi czekała na nas Nikoletta i Asia, kolejna praktykantka z Polski, która wspólnie z Niki pracuje w szkole językowej. Po przyjeździe okazało się, że dziewczyny mieszkają w historycznej części miasta, w której odbywa się festiwal. Wchodząc do miasta czułam się tak, jakbyśmy wkraczali do innej epoki. Przekraczając mury Jesi powitały nas ubrane w średniowieczne stroje osoby, różnorodne kolorowe flagi i rozbrzmiewający specyficzny gwar miasta. Po zostawieniu rzeczy w mieszkaniu, w którym mieliśmy w planach zostać na noc, z powrotem przywołały nas dźwięki rozpoczynającego się na zewnątrz przedstawienia. Rozpoczęło się od średniowiecznego tańca, w trakcie którego wkroczyło obce wojsko. Porwali córkę króla i królowej i aby ją odzyskać przeciwne rody rozpoczęły walkę. Tym samym sala balowa zmieniła się w pole bitwy, wyjęto szable, a ukryci w murach miasta wojownicy strzelali z łuku. Takie atrakcje czekały na nas przez cały wieczór- przedstawienia, pokazy, tańce z flagami. Z tej okazji w mieście pojawiło się wiele tawern z posiłkami, które podobno jadano również w tamtej epoce, a na głównych placach sprzedawano różne drobiazgi, które miały przypominać średniowieczne wyroby.

SONY DSC

Wyjątkową atmosferę wydarzenia tworzył także fakt, iż znajdowaliśmy się w obrębie murów historycznego miasta, pośród tętniących życiem placów i uliczek oraz kroczących w średniowiecznych strojach pochodów z towarzyszącymi odgłosami bębnów i innych instrumentów. Rankiem natomiast obudziły nas odbywające się zawody łucznicze, które częściowo mogliśmy obserwować z okna mieszkania. Do południa miasto budziło się do życia bardzo powoli, przygotowując się do oficjalnego zakończenia czterodniowego festiwalu. Mimo, iż do tej pory nie byłam zwolenniczką podobnych wydarzeń (może dlatego, że nigdy nie brałam w nich udziału), festiwal w Jesi i jego atmosfera zdecydowanie mnie oczarował.

SONY DSC

W poniedziałkowe popołudnie w końcu zobaczyliśmy się w pełnym składzie- Jessica, Angelina, Anchita i Alberto wrócili ze swojej podróży. Veronę, którą do tej pory znałam tylko z akcji Romea i Julii, zapisałam jako miasto które muszę zobaczyć w przyszłości. Przedstawili je jako jedno z najpiękniejszych włoskich miast. Wieczorem wspólnie wybraliśmy się na grilla, na którego zaprosiła nas Greta, prezydent komitetu w Anconie. W końcu mieliśmy okazję poznać prawie wszystkich członków organizacji, których do tej pory w mniejszych lub większych grupach spotykaliśmy w biurze AIESEC, do którego wpadamy w czasie wolnym na uczelni. Impreza była dla nas także pożegnaniem Giuli, która nad ranem opuszczała Anconę, by wrócić do rodzinnego Budapesztu.

SONY DSC

Planowy wyjazd pierwszej osoby uzmysłowił mi jeszcze mocniej, iż projekt dobiega ku końcowi. Za kilka dni wyjeżdżają także Jessica, Alberto i Angelina, za którymi szczególnie stęskniłam się przez kilka dni ich nieobecności. Fakt zbliżającego się zakończenia pobytu we Włoszech jeszcze bardziej motywuje nas by spędzać razem więcej czasu i korzystać z każdej chwili, którą mamy przed sobą. Wspólnie mieszkanie przez ostatnie 6 tygodni bardzo zbliżyło nas ze sobą- długie rozmowy prowadzone do późna w nocy, gry, wspólne gotowanie, wycieczki. Mimo tego, iż bardzo liczymy na spotkanie w przyszłości wiemy, ze nie to już nie będzie to samo doświadczeniem, jakie przeżywamy teraz. Natomiast świadomość, że ma się bliskie osoby w różnych miejscach na świecie bardzo zachęca, by pewnego dnia odwiedzić nieznane dotąd miejsca i zobaczyć się ponownie.”

Napisz swoją własną historię: http://kato.aiesec.pl/GlobalCitizen 🙂

To miejsce na mapie.

“Początek maja spędziłam w Anconie, w której mieszkańcy majówkę łączą z obchodami święta patrona miasta – san Ciriaco. Największym wydarzeniem w tym czasie są trwające przez cztery dni targi. Główne ulice w mieście oraz aleja prowadząca do morza pełna jest straganów sprzedających dosłownie wszystko – lokalne specjały, jedzenie, ubrania, biżuterię, ozdoby, sprzęty do sprzątania i gotowania itp.

Następnego dnia wczesnym rankiem ruszamy w kierunku Florencji. Pierwsze wrażenie po wyjściu z pociągu to tłumy turystów i zatłoczone ulice. Podążając za tłumem dochodzimy do imponującej Katedry Santa Maria del Fiore. Największe wrażenie robi geometryczna, zielono- biała fasada katedry i stojącej obok dzwonnicy oraz jego wielkość – jest trzecim największym na świecie kościołem wraz z największą kopułą. Florencja to idealne miejsce dla koneserów sztuki. Spacerując po mieście zewsząd urzeka przepiękna architektura i bogactwo  sztuki. Porównując miasto z Urbino, które odwiedziłam w poprzednim tygodniu, mogłabym go nazwać miniaturką Florencji.

SONY DSC

Aby w pełni zobaczyć miasto, trzeba poświęcić kilka dni, bowiem ilość muzeów, kościołów czy pałaców jest ogromna, a w czas zwiedzania doliczyć należy stanie w kolejkach. My na zobaczenie Florencji mieliśmy niecałe półtora dnia. W każdą pierwszą niedzielę miesiąca zwiedzanie części zabytków miasta jest darmowa. Aby skorzystać z okazji postanowiliśmy wybrać się do kilku najciekawszych miejsc. Niestety pokonani przez niekończące się kolejki, które w najważniejszych punktach miasta ustawiały się parę godzin przed otwarciem. Spośród głównych zabytków miasta udało nam się wejść jedynie na teren renesansowego pałacu zwanego Palazzo Pitti  i to tylko dlatego, że wybraliśmy boczne wejście od Ogrodów Boboli.

SONY DSC

Po południu żegnamy Florencję i ruszamy w stronę zachodniego wybrzeża Włoch, a dokładnie La Spezi, gdzie mamy kolejny nocleg. Ze względu na duże opóźnienie pociągu, zmieniamy kurs i decydujemy się na zobaczenie o zachodzie słońca Pizy i jej głównego zabytku- 55-metrowej, pochylonej o niecałe 5 stopni wieży. Co ciekawe, to nie ostatnia krzywa wieża jaką zobaczymy w czasie naszej kilkudniowej wycieczki.

Wieczór spędzamy w pięknie oświetlonym porcie w La Spezi, żeby z samego rana rozpocząć zwiedzanie pobliskiego Cinque Terre – pięciu położonych obok siebie malowniczych wiosek, stanowiących najczystsze i jedno z najpiękniejszych wybrzeży Morza Śródziemnego. Riomaggiore, Manarola, Corniglia, Vernazza i Monterosso połączone są koleją, a przejazd z każdej wioski do następnej trwa zaledwie kilka minut. Udało nam się zwiedzić cztery z pięciu małych wiosek, gdzie mieliśmy okazję zrelaksować się na małych plażach i spacerować pośród kolorowych domków położonych między wzgórzami.****

SONY DSC

Ostatnim miejscem na naszej mapie była Bolonia. Wysiadając na stacji głównej widok na miasto nie wydaje się nadzwyczajny czy interesujący. Prawdziwy urok miasta można dostrzec udając się ulicą dell’Independenza w kierunku placu Maggiore. Droga prowadzi przez wysokie arkady, których łączna długość w całej Bolonii ma prawie 40 km, najwięcej na świecie. Bolonia nosi przydomek ‘czerwone miasto’ ze względu na czerwoną zabudowę. Niegdyś posiadająca prawie 200 wież (obecnie znajduje się ich kilkanaście), miasto pełne wąskich ulic, gęstej zabudowy i monumentalnych budynków robi wrażenie. W ciasnych i gwarnych uliczkach oprócz małych restauracji i kawiarni znajduje się mnóstwo sklepów, w których witrynach widnieją włoskie szynki i sery, mortadele (specjalność miasta), makarony, słodycze, warzywa i owoce. To tutaj znajdujemy dwie pochylone rywalki wieży w Pizie: Torre Garisenda i Asinelli. W mieście jest wiele niepozornie wyglądających miejsc. Na przykład z zewnątrz zwyczajnie wyglądająca bazylika okazuje się mieścić we wnętrzu siedem mniejszych kościołów oraz dwa dziedzińce. Na głównym placu mieszkańcy miasta pokazują nam ciekawą grę – stojąc pod arkadami między Palazzo del Podesta i Palazzo Re Enzo, szeptając w rogu jednego z łuków jest się słyszalnym przez osoby stojące po przeciwnej stronie. Sprawdziliśmy, to działa! 😉 Niewidoczne na pierwszy rzut oka uroki Bolonii podbiły moje serce.

Po czterech dniach długo wyczekiwanej podróży wracam wreszcie do Ancony na umówione wcześniej spotkania z grupami.  Kilkudniowa wycieczka zostawi po sobie ślad na długo, nie tylko na zmęczonych nogach po długich, pieszych trasach po miastach, wioskach i pokonywanych wzgórzach 😉 Pozostawiła wiele wspomnień, nowych wrażeń i wzbudziła chęci, by kiedyś ponownie tam wrócić, zdecydowanie na dłużej.”

Napisz swoją własną historię: http://kato.aiesec.pl/GlobalCitizen 🙂

Podróżowanie – inspiracja, mobilizacja, wyzwania!

„Wraz z poznawaniem środowiska i ludzi,  lepszą adaptacją do otoczenia, czas spędzony na wolontariacie zaczyna płynąć coraz szybciej. Od mojego przyjazdu minęły już prawie trzy tygodnie czyli, co zaskakujące dla mnie, powoli dobijam do połowy pobytu we Włoszech!

Piątkowe spotkanie z przedstawicielami firmy nakreśliło nam kierunki, w jakich powinniśmy podążać. Dowiedzieliśmy się więcej o produktach, wcześniejszych działaniach przedsiębiorstwa, poznaliśmy preferencje dotyczące rynków, na które chcą ekspandować. Całe spotkanie odbyło się w języku włoskim, co było dużym ułatwieniem zarówno dla aprzedstawicieli, jak i dla mojej grupy. W tym samym czasie ja starałam się wyłapać sens rozmowy, choć z moją nikłą znajomością włoskiego okazało się to sporym wyzwaniem. Na szczęście Ricardo, jeden z członków naszego zespołu, tłumaczył mi poruszane tematy, co pozwoliło mi również na zadawanie pytań. Na koniec oprowadzono nas po części firmy, gdzie produkowane są ubrania.

grupa 2

Jednym ze strategicznych planów przedsiębiorstwa okazało się otworzenie sklepu w Polsce, drugim rozpoczęcie sprzedaży w jednym z krajów Europy Zachodniej. W związku z faktem, iż w przypadku mojej firmy projekt realizują dwie grupy, podział obowiązków okazał się prosty, a moim zadaniem jest koordynowanie pracy obu zespołów. Współpraca z nimi, mimo moich początkowych obaw okazuje się bardzo przyjemna i przynosi coraz więcej satysfakcji. Z jednym z zespołów, pierwsze spotkanie w pełnym składzie udało się przeprowadzić dopiero po wizycie w siedzibie firmy. Wśród trzech chłopaków, dwoje z nich to Albańczycy, którzy przyjechali na studia do Włoch. Jak się okazuje młodzi ludzie z Albanii stanowią dość dużą grupę osób, decydujących się na podjęcie studiów w Anconie. Po spotkaniu miałam okazję poznać kilku z nich i zrozumiałam dlaczego tyle osób polecało mi podróż do Albanii. Ludzie są niezwykle otwarci, zabawni i bardzo towarzyscy. Wizyta w tym kraju znajduje się z pewnością na liście miejsc, które chciałabym zwiedzić w przyszłości.

SONY DSC

Podczas jednego popołudnia spędzonego na uczelni poprosiłam moich włoskich znajomych o polecenie miejsc w okolicy, które moglibyśmy zwiedzić w najbliższych dniach. Jednym z nich było Loreto, do którego postanowiliśmy się wybrać w poniedziałkowe popołudnie. Loreto to popularna destynacja wśród pielgrzymów, ze względu na znajdujące się w tym małym miasteczku sanktuarium. Po przyjeździe na miejsce w pobliżu murów otaczających kościół zauważyłam Polską flagę. Jak udało mi się wyczytać, podczas II wojny światowej sanktuarium zostało uratowane przed zniszczeniem właśnie przez polskich żołnierzy. Prawdopodobnie ze względu na dzień tygodnia, nie spotkaliśmy w Loreto wielu wycieczek, co pozwoliło nam swobodnie zwiedzić kościół i najbliższą okolicę.

SONY DSC

Ancona z pewnością nie jest miastem, które znajduje się na liście pierwszych dziesięciu, czy nawet dwudziestu miejsc, najczęściej odwiedzanych we Włoszech. Jednak w miarę upływu czasu, coraz bardziej polubiłam to miasto. I to nie tylko ze względu na ciekawe miejsca, których zdjęcia wcześniej widziałam w Internecie, ale przede wszystkim ze względu na takie, które wymagały czasu, żeby je odkryć. Podczas podróżowania uwielbiam poszukiwać nowe miejsca, szczególnie takie, które nie są zaznaczone w przewodnikach turystycznych. W ostatnim tygodniu oprócz wizyty w Loreto nie udało nam się wybrać na dalszą wycieczkę. Tym samym czas wolny spędziłam na odkrywaniu Ancony i miejsc, do których wcześniej nie udało mi się dotrzeć, a które niejednokrotnie urzekły mnie swoim pięknem.

SONY DSC

Wolontariat jest dla mnie również czasem odkrywania nie tylko nieznanym miejsc, ale także samej siebie w nowych warunkach. Codzienna praca i funkcjonowanie w różnych zespołach, przebywanie każdego dnia w międzynarodowym środowisku pozwalają mi lepiej spojrzeć na swoje mocne strony i słabości. Przebywając tutaj znajduję coraz więcej odpowiedzi na pytania dotyczące mojej osobowości, związane z tym jak szybko potrafię dopasować się do nowych warunków i odnaleźć w innym środowisku, jaką pozycję i postawę przyjmuję w grupie. Ta podróż również okazuje się być niezwykle fascynująca, pozwala na spojrzenie na siebie z innej perspektywy, tym samym mobilizuje do podjęcia nowych kroków w życiu przez wyznaczenie nowych celów i kierunków na przyszłość.”

SONY DSC

Widzimy się w następnym tygodniu – Paulina 🙂 

Napisz swoją własną historię: http://kato.aiesec.pl/GlobalCitizen 🙂

Spojrzeć na swoje życie z innej perspektywy…

Do San Marino wyruszamy z samego rana. Pierwszą część trasy pokonujemy pociągiem do Rimini, skąd autobus zabiera nas na wzgórze San Marino. Droga na szczyt prowadzi krętymi uliczkami, którym wraz z wysokością towarzyszą coraz wspanialsze widoki na otaczające nas miasta. Wysiadając z autobusu jesteśmy zauroczeni otaczającym krajobrazem, a im bardziej zagłębiamy się w historyczną część San Marino, tym bardziej urzeka nas ono swoim pięknem. W spacerowym tempie część miasta zwiedzamy w niecałe trzy godziny, a przez resztę dnia czerpiemy z pięknej pogody, wystawiając buzie do słońca i przechadzając się uliczkami San Marino. Tym właśnie większość Europejczyków różni się od Chińczyków, którzy podczas takiej pogody bez parasola przeciwsłonecznego wolą nie wychodzić na zewnątrz.

SONY DSC

Wieczorem okazuje się, że mamy dwa powody do świętowania. Do naszej ekipy dołączyła sympatyczna Angelina z Rosji, która razem z Julianną będzie brała udział w projekcie AIESEC University. Po drugie, moja współlokatorka Jessica została zaakceptowana na praktykę w Kanadzie, którą rozpocznie po powrocie z Włoch. Ostatni dzień przed rozpoczęciem projektu jest dla nas wszystkich bardzo udany.

O 9 rano spotykamy się na Uniwersytecie z profesorem Cuculelli, który przybliża nam szczegóły naszej pracy w projekcie o oficjalnej nazwie “Switchpoint Project.” Swój projekt będziemy realizować poprzez badanie zagranicznych rynków dla małych i średnich włoskich przedsiębiorstw, które chcą rozszerzyć swoją działalność  poprzez ekspansję produktów w innych krajach. Każdy z nas, wolontariuszy, przydzielony został do innej firmy oraz grupy studentów. Naszym zadaniem będzie kierowanie zespołem, pomoc w stworzeniu ostatecznego raportu i wypracowanie strategii dla przedsiębiorstwa, a także nadawanie działaniom grupy szerszej, globalnej perspektywy.

SONY DSC

SONY DSC

Podczas spotkania jestem mile przyjęta przez wszystkich. Najpierw rozmawiamy z profesorem, który przybliża nam informacje o dotychczasowych działaniach przedsiębiorstwa i dostarcza potrzebne materiały. Gotowi do pracy spotykamy się już następnego dnia, by wstępnie omówić działania i podzielić obowiązkami.

Początek projektu stawia przede mną wiele wyzwań. Swój czas spędzam na zapoznawaniu się ze specyfiką pracy nad takimi badaniami, szukam informacji i planuję pracę ze swoją grupą. Kolejnym wyzwaniem jest komunikacja. Niestety poziom języka angielskiego Włochów nie jest najlepszy, jednak nie poddajemy się. Większość osób z mojego zespołu boi się używać tego języka, co bardzo ogranicza naszą komunikację. Może jest to szansa dla mnie, by przełamać ich barierę  językową, ale także podszkolić swój włoski? 

Ciekawy sposób na spędzenie niedzieli Jessica, Maggie i Alberto znajdują na jednej z pocztówek podczas spaceru po mieście. Riviera del Conero okazuje się nadmorską miejscowością oddaloną o paręnaście kilometrów od Ancony, do której, jak później się dowiadujemy, w sezonie letnim dotrzeć można jedynie autem. I tak po prawie dwóch tygodniach pobytu we Włoszech w końcu po raz pierwszy zanurzam nogi w Adriatyku. Na ten moment czekałam od dawna.

13 dni spędzonych we Włoszech dały mi możliwość spojrzenia na swoje życie z innej perspektywy. Na co dzień zagonieni, pochłonięci bieżącymi sprawami często zapominamy o tym co jest dla nas ważne, jakie są wartości, którymi chcemy się kierować w życiu. Pobyt w nieznanym miejscu, z dala od bliskich osób pozwala dostrzec to, czego nie widzimy przytłoczeni nadmiarem różnych spraw. Mimo obowiązków związanych z codziennym sprawami, realizowaniem projektu, pobyt w Anconie pozwala mi nabrać dystansu, dostrzec to, co naprawdę jest dla mnie istotne, a co niepotrzebnie zabiera czas i zaprząta moją głowę.

SONY DSC

Poprzez wspólne mieszkanie z osobami z różnych zakątków świata projekt uczy mnie jak odnaleźć się w nowych warunkach, znaleźć wspólny język na różnych etapach codziennego życia, zrozumieć i zaakceptować różnice kulturowe jakie nas dzielą. Jest to lekcja, która daje ogrom satysfakcji, kiedy z dnia na dzień więcej o sobie wiemy, coraz lepiej się rozumiemy i wspólnie piszemy naszą własną, niezapomnianą historię.

A to dopiero początek przygody w Anconie. W najbliższych dniach wraz z grupą studentów wybieramy się na spotkanie z firmą, po którym nasze działania nabiorą wyższych obrotów, stawiając przede mną kolejne wyzwania.

Do usłyszenia wkrótce!

Napisz swoją własną historię: http://kato.aiesec.pl/GlobalCitizen 🙂

Kilka rad na przyszłość, których jeszcze nie słyszałeś

W życiu bardzo niewiele spraw jest pewnych. Otoczenie zmienia się szybciej niż potrafimy to sobie czasem uświadomić, każdego dnia czekają na nas nowe wyzwania. Oczywiście trudności to nie wszystko, w parze z nimi idą także możliwości, ale czy tak naprawdę jesteśmy gotowi na którekolwiek z nich? Tak naprawdę na to pytanie nie może odpowiedzieć nikt po za nami samymi. Co więcej, nikt nie jest w stanie powiedzieć Ci, co dokładnie powinieneś zrobić na swej drodze życia, bo sam musiał lub dopiero będzie musiał podążyć drogą zupełnie inną niż Twoją. Jednakże, jest kilka rad, które mogą przynajmniej w małym stopniu wskazać cel, do którego dążysz. Oto kilka z nich.

Szukaj innych punktów widzenia

Każda perspektywa może być przydatna. Jakakolwiek chwila poświęcona na odkrycie Twojego życia na nowo może zmienić je na zawsze. Próbuj nowych rzeczy, rozmawiaj z ludźmi, którzy mają inne zdanie niż Ty. Możliwe, że nigdy nie dowiesz się, że jest coś, w czym Ty możesz być najlepszy na świecie tylko dlatego, że tego nie spróbowałeś zrobić. Bez względu na wszystko: podejmuj nowe wyzwania.

Jakość jest ważniejsza niż ilość

To zdanie wydaje się proste, ale jego zastosowanie znajdziesz w wielu dziedzinach życia.  Zaczynając od tej personalnej: czy warto mieć tysiące znajomych na Facebooku, dla których jesteś tylko sumą kilku postów na ich tablicy, czy tylko jednego, w prawdziwym świecie, który będzie przy Tobie, bez względu na wszystko? A kończąc na strefie zawodowej: lepiej mieć CV na 5 stron, którego pracodawca nie przeczyta w całości, czy takie, które dzięki swojej zwięzłości i kilku silnym punktom zapewni Ci wymarzoną prace?

Czas płynie szybciej niż myślisz, więc nie marnuj go

Pamiętasz, kiedy byłeś mały wakacje wydawały się trwać nieskończenie długo? Teraz ten czas, bez względu na to, co robisz wydaje się zawsze niesamowicie krótki. Czas przyspiesza im starsi się stajemy. Dlatego nie należy go marnować. Zdecyduj, jakie są Twoje priorytety w życiu i zacznij wykorzystywać czas wolny na to by za pięćdziesiąt lat móc powiedzieć sobie „naprawdę napracowałam się by być tu gdzie jestem, ale każda godzina była tego warta”.

…ale naucz się też cieszyć chwilą

Nie oznacza to jednak, że nie możesz się bawić. W końcu:, „jeśli marnowanie czasu daje Ci radość to nie jest to czas zmarnowany”. Niektóre chwilę warto poświęcić na rozrywkę, zrelaksować się. Dobrym sposobem, aby odpocząć w sposób produktywny jest podróżowanie, sport, czytanie. Każda z tych czynności nie tylko pozwoli Ci na „nicnierobienie”, ale też sprawi, że zdobędziesz nowe doświadczenia, które całkiem prawdopodobnie jeszcze Ci się kiedyś przydadzą.

Nie można każdego uszczęśliwić

Uszczęśliwienie każdego w Twoim otoczeniu jest niemożliwe. Każdy ma inne oczekiwania wobec Ciebie i możesz być pewien, że realizując te należące do jednej osoby jednocześnie zrujnujesz te należące do innej. Więc pomyśl o tym, kto naprawdę jest dla Ciebie ważny i czyje oczekiwania są najbardziej racjonalne i zgodne z Twoimi. Przede wszystkim pamiętaj, że osoba, z którą spędzisz najwięcej czasu w życiu jesteś Ty sam. Więc postaraj się uszczęśliwić także siebie.

Naucz się przyznawać do błędu i mówić „przepraszam”

Każdy popełnia błędy. Wyobraź to sobie: około siedem miliardów ludzi na świecie i dosłownie każdy z nich popełnił, chociaż jeden (a raczej o wiele więcej) błąd. Więc naprawdę nie masz się, czego wstydzić. Każdy był w tej sytuacji. Najważniejsze jednak jest to, żeby na tym nie kończyć. Jeśli zrobiłeś coś źle, o wiele lepiej przyznać się do tego zawczasu niż brnąć w to głębiej. Im szybciej coś naprawisz, tym mniejsze spotkają Cię za to konsekwencje.

Nikt nie jest ekspertem od życia

To fakt, o którym bardzo często zapominamy. Lubimy patrzeć na osoby, które odniosły sukces i wmawiać sobie, że on lub ona jest o wiele mądrzejsza/ sprytniejsza/ bardziej zorganizowana lub zmotywowana niż ja. Jednak mało prawdopodobne, że ta osoba urodziła się od razu świadoma tego, co chce robić i z pełną motywacją by to osiągnąć. Jedyne, co musisz zrobić, aby się stać takim jak lub nawet lepszym niż ona to podjąć działanie. Więc nie zastanawiaj się już ani chwili dłużej i idź zdobywać ten świat!

http://dnikariery.pl/

Iga Stachowicz

Wybij się ponad przeciętność!

„Dzięki mojej działalności mogę pomagać osobom z różnych stron świata zdobywać doświadczenie wolontariackie w Polsce. Dzięki nim wiem, że mogę znacznie więcej!”

Wszystko zaczęło się na pierwszym roku studiów, gdy po niezbyt motywującym i obfitującym w wydarzenia semestrze zimowym stwierdziłam, że pora coś zmienić. Samo studiowanie nie dawało mi satysfakcji, a zawsze byłam osobą, która chętnie udziela się w różnych inicjatywach. Za namową znajomych, stało się – dołączyłam do międzynarodowej organizacji studenckiej. Było to w marcu 2012 roku, kiedy jeszcze nie przypuszczałam jak potoczy się ta przygoda.

Początkowo trafiłam do zespołu, który był odpowiedzialny za promowanie wśród polskich studentów wolontariatów (obecnie program Global Citizen) oraz praktyk (Global Talents), jak również za proces rekrutacyjny kandydatów i opiekę nad nimi. Szybko okazało się, że działanie w zasobach ludzkich sprawia mi olbrzymią frajdę. Ponadto nauczyłam się jak ważne jest doświadczenie w zespole, podczas którego mogliśmy się wzajemnie od siebie uczyć.

Po kilku miesiącach działalności przyszedł mi do głowy szalony pomysł. Skoro sama przedstawiam kandydatom oferty praktyk i wolontariatów oraz zajmuję się ich doświadczeniem, dlaczego miałabym sama nie skorzystać z takiej szansy? Dlatego już pod koniec czerwca kompletnie spakowana i gotowa do drogi oczekiwałam na swój lot na Tajwan. Decyzja o wolontariacie przyszła zupełnie naturalnie, chciałam aby moje doświadczenie w organizacji było jeszcze pełniejsze. I wiecie co?

Nie zamieniłabym tamtych 8 tygodni na nic innego. Nowa kultura, nowe miejsca, ludzie – to wszystko sprawiło, że postanowiłam zrobić coś więcej, a mianowicie – zaczęłam ubiegać się o pozycję wicelidera, którą udało mi się otrzymać.

Moim nowym zadaniem, oprócz współprowadzenia, zespołu było poszukiwanie zagranicznych praktykantów, którzy prowadziliby warsztaty językowe w ramach projektu AIESEC University. Wspólnie z moim zespołem przygotowaliśmy warsztaty na naszym uniwersytecie oraz pozwoliliśmy 6 praktykantom na zdobycie doświadczeń w Polsceczy to nie wspaniałe?

Kolejnym krokiem było podjęcie się przeze mnie przygotowania warsztatów kulturowych prowadzonych przez zagranicznych wolontariuszy w szkołach podstawowych oraz przedszkolach na terenie całego Śląska. Wyzwanie było duże, ale dlaczego miałoby się to nie udać?

Dzięki pracy mojego zespołu dzieciaki z katowickich(i nie tylko) placówek edukacyjnych mogły poznać wolontariuszy z Chin, Turcji oraz Indonezji. To doświadczenie nauczyło mnie, że w swoim dążeniu do celu należy być konsekwentnym. Mieliśmy przed sobą różne problemy, ale dzięki naszemu pozytywnemu nastawieniu widzieliśmy je bardziej w formie wyzwań. Projekt ten zdecydowanie wpłynął na moje podejście do możliwości przygotowywania doświadczeń dla innych, dlatego też pod koniec 2013 roku podjęłam decyzję o ubieganiu się o pozycję w zarządzie Komitetu Lokalnego. Po przejściu wszystkich niezbędnych etapów- udało się!

Zostałam wybrana osobą odpowiedzialną za program wolontariatu i tą pozycję piastowałam do ubiegłego miesiąca. Elementami mojej pracy było planowanie strategiczne, szkolenie przyszłych liderów oraz członków zespołów oraz przede wszystkim reprezentowanie Katowic na arenie krajowej.

Dziś wiem, że mogę więcej! Dołacz do nas i Ty! Aplikuj na: bit.ly/mozesz-wiecej !

kurzeix

Agnieszka,

22 lata.